Przed Festiwalem Serca w Anglii

Drodzy Przyjaciele,

z serca dziękuję wszystkim Wam za pomoc i wsparcie na każdym poziomie mego wyjazdu na Festiwal Serca w Anglii! Z radością i wdzięcznością informuję, że udało mi się zebrać całą sumę potrzebną na pokryciu kosztów tego wyjazdu. W tej właśnie chwili kończę pakowanie i jutro lecę do Southampton. Dziękuję za każdy dar serca od każdego z Was w każdej formie, czy to w postaci pieniężnej, czy ciepłej myśli, czy słowa radości z tego, co się odsłania dla nas wszystkich! Każdy z tych darów doceniam i każdy jest dla mnie ważny. Dziękuję, że jesteście ze mną i że mi towarzyszycie w tej przygodzie. Dosłownie czuję, że zabieram Was wszystkich na to wydarzenie ze sobą :). 

W mym sercu niezmiernie ogromny pokój i pewność, że mam tam być i że niosę ze sobą energię każdego z nas i tego, co się rodzi i wzrasta w Chrystusowym Umyśle w Polsce. W Anglii spotka się grupa 60 osób z całego świata oddanych przesłaniu Drogi Jeszuy. Na pewno wiele się zadzieje!

Nie będę miała ze sobą komputera, także relację zdam po powrocie, zobaczymy jeszcze w jakiej formie to się objawi :). Wszystko się teraz tak łagodnie odsłania krok po kroku.

Miejcie mnie w ciepłej myśli przez tych parę dni, a ja Was też swym sercem ogarniam!

Do spisania/sczytania/usłyszenia za parę dni!

Maria

 

 

Polska ścieżka dźwiękowa lekcji 11

Jedna ze słuchaczek Drogi serca zwróciła nam uwagę, że nie jest łatwo jej skupić się na medytacji w lekcji 11, słysząc dwie ścieżki dźwiękowe – polską i angielską, i poprosiła o udostępnienie tylko polskiej ścieżki dźwiękowej. Dla niej i dla tych z Was, którym ławiej skupić się na medytacji, słuchając jej tylko po polsku, udostępniamy więc dodatkowo polskie audio. Aby go posłuchać lub ściągnąć na swój komputer, wejdź na stronę: http://drogamistrzostwa.pl/droga-serca-lekcja-11/

Nauczanie dzieci (DS, L11, pyt.3)

Pytanie: Jeszuo, jak uczyć małe dziecko pokoju i Miłości, gdy okazuje ono swój lęk i złość?

Odpowiedź: Umiłowany przyjacielu, z tego jednego pytania mogłaby powstać seria nagrań na cały rok. Jednakże na potrzeby tej godziny, powiemy ci, co następuje: pamiętaj dobrze, że gdy widzisz dziecko okazujące swoją złość, swój lęk, czymkolwiek może to być, wpierw zapytaj siebie: Czy jesteś pewien, że to jest jego, tylko dlatego, że wyrażane jest tam, gdzie zdaje się przebywać ciało dziecka? Bądź bowiem pewien, że dzieci przychodzą na ten świat lśniąco czyste. Są one bardzo czyste, bardzo czyste i bardzo, bardzo wrażliwe. Zatem jeśli są takie emocje, z którymi rodzice sami sobie nie radzą, jeśli między rodzicami występuje brak komunikacji, jeśli w matce lub ojcu jest stłumiona złość, wtedy zaprawdę dziecko będzie o tym wiedziało i często zacznie nieświadomie to okazywać, ponieważ nikt inny nie chce – tak to ujmijmy – oczyścić pole i być szczerym. Zatem wpierw zapytaj siebie: skąd wiesz, że to ich złość? Zapytaj Ducha Świętego:

„Jakie jest tego źródło?”

Odpowiedź nie będzie ukryta.

A teraz – jak mu pomóc? Gdy postrzegasz w drugim złość, najpierw upewnij się, że ty sam jesteś oczyszczony ze złości. A potem, gdy patrzysz na dziecko, pamiętaj, że to dziecko jest teraz doskonale wolne. Zapytaj siebie: czy ta złość i jej okazywanie pobudza cię do reakcji? Czy możesz dać dziecku przestrzeń i wolność, by okazało tę złość, by poruszyło energią w jakiś sposób, który jest zdrowy i pomocny? Czy możesz pozwolić mu to uczynić? I przekazać mu, że:

„To wygląda na dobrą zabawę! Chyba się do ciebie przyłączę!”

I zacznij poruszać swym ciałem w taki sposób, w jaki ono nim porusza. Wydawaj dźwięki, jakie ono wydaje. I mów do niego wprost jak dorosły. Przestań bełkotać do dzieci, gdyż w chwili, gdy się rodzą, ich wiek jest równy twojemu. Powiedz im w doskonale jasnym, dorosłym języku:

„Złość jest całkowicie w porządku. Skupmy się na niej i sprawdźmy, jak ją czujemy w ciele”.

Baw się tym. Odgrywaj to tak intensywnie, jak to możliwe. I odkryjesz, że po krótkiej chwili złość się przemieni, a dziecko zacznie odczuwać, że to zabawa. Będzie bowiem wiedziało, że zostało zaakceptowane i że nie ma nic złego w tym, że jest ono takie, jakie jest. Sam fakt, że dzieci nie dostosowują się do postrzeżeń dorosłych, nie oznacza, że się mylą.

Jak więc uczyć dzieci pokoju? Samemu będąc pokojem. Jak więc uczyć dzieci pielęgnowania pokoju? Nie ukrywając przed nimi swych własnych emocji, żyjąc szczerze – nie krzywdząc nikogo, ale żyjąc w szczerości.

„Tak, teraz czuję złość! Zaciska mi się żołądek, a ramiona przyciągam do uszu. Kłykcie mi bieleją i chcę tupać nogami!”

No cóż, zrób to właśnie tam, przed dzieckiem! I gdy zaczniesz czuć się lepiej, możesz uśmiechnąć się i powiedzieć:

„Widzisz, jakie to łatwe? Myślę, że już teraz będę spokojny”.

Pamiętaj zatem zawsze, że najwspanialszy dar, jaki możesz dać dziecku, to być żywym ucieleśnieniem i wzorem nie wypierania się ani nie tłumienia swego człowieczeństwa.

Umiłowany przyjacielu, każdy związek jest związkiem nauczania i uczenia się. Zatem gdy dziecko wydaje się okazywać złość, najpierw daj mu na to przestrzeń i obserwuj je. Jak porusza swym ciałem? Czy przeżywa tę złość jedynie w swej głowie? Czy też całe jego jestestwo jest w nią zaangażowane? Czego możesz się nauczyć od dziecka?

I gdy złość ustąpi, zawsze, zawsze, zawsze obejmij je – przynajmniej metaforycznie. Daj mu odczuć, że je kochasz. Daj mu odczuć, że wszystko jest z nim w porządku. Daj mu odczuć, że owszem, ty również wiesz, że czasem jest troszkę ciężko być w świecie i że dziękujesz mu za to, że jest obecne w twoim życiu, ponieważ ty jesteś oddany temu, by uczyć się od niego w takim samym stopniu, jak oddany jesteś, by je nauczać.

Przestańcie – wszyscy na tej planecie, którzy słyszą te słowa – przestańcie traktować dzieci jak nieudolnych ludzi drugiej kategorii. Ich świadomość jest czysta i jasna! Mówcie do nich jak dorośli. W swym związku z nimi żyjcie jak dojrzali dorośli. Spróbuj tego, umiłowany przyjacielu. Wyniesiesz z tego wiele, jeśli tylko będziesz pielęgnował skarb przekazany w tych słowach.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do tekstu Lekcji 11 Drogi serca.

Pomaganie ubogim (DS, L11, pyt.2)

Pytanie: Rozumiem, że bycie ubogim i uciemiężonym to droga obrana przez pewne osoby. Jednak kiedy i jak ci ludzie zrozumieją, że nie są ofiarami? I w jaki sposób oni również mogą uczestniczyć w przyjęciu wniebowstąpienia? Czy naszą odpowiedzialnością jest nieść to przesłanie, duchową i fizyczną pomoc w zrzucaniu kajdan? Ja czuję potrzebę, by dzielić się Miłością. Jak to się powinno dokonać?

Odpowiedź: Umiłowany przyjacielu, gdy patrzysz na kogoś, kogo postrzegasz jako ubogiego, głodnego lub uciemiężonego, najpierw zatrzymaj się i wejrzyj do swego wnętrza. Jaka część ciebie czuje się uboga? Jaka część ciebie postrzega ciebie jako głodnego? Gdzie we wnętrzu swej istoty czujesz się uciemiężony? Następnie zaś podejmij kroki, by skorygować te postrzeżenia poprzez uzdrowienie swego życia z tych energii. Gdy następnie ponownie spojrzysz na taką osobę, zawsze wpierw rozwijaj zdolność widzenia samej istoty jej duszy. Gdyż jest ona czystą świadomością, czystą boskością. Jest ona niczym promień względem słońca, tyle że z daną jej całkowicie wolną wolą. Podróż tej osoby trwa tak długo, jak twoja własna, i jest równie urozmaicona. Zatem gdy na nią spoglądasz, postrzegaj ją w Świetle Boga i przez to Światło podtrzymywaną.

Czemu to jest istotne? To nie jest tylko mentalna gimnastyka. Gdyż tak jak widzisz drugiego, tak będziesz widział siebie. I tak jak ty widzisz siebie, tak również będzie widział cię twój brat. Jeśli chcesz pomóc drugiemu w uwolnieniu z jego błędnych postrzeżeń, że cierpienie jest konieczne, ty sam bądź oddany temu, by być ucieleśnieniem tego, kto przebudził się do Prawdy i kto nią żyje, oddycha, działa nią, myśli nią i bezustannie ją wypowiada!

Kiedy więc pojawią się ci, których postrzegasz jako uciemiężonych… Bądź pewien, że w każdej chwili, gdy spojrzysz na kogoś, kto siedzi na chodniku pod murem z niewielkim blaszanym kubkiem i mówi:

„Potrzebuję pieniędzy…”

…ty musisz jedynie udać się do swego wnętrza i zapytać Ducha Świętego:

„Czy właściwe jest, bym teraz temu bratu lub tej siostrze wyświadczył przysługę w jakiejkolwiek formie?”

Odpowiedź nie będzie przed tobą ukryta.

I znowu powracamy tu do punktu, w którym nie myślimy sami, lecz wszelkie decyzje oddajemy Duchowi Świętemu – jedynemu Nauczycielowi i Przewodnikowi, który został ci dany i który jest pomostem między Miłością Ojca, a miejscem, gdzie przebywa twa dusza. Kiedy oni powstaną ze swego snu? Umiłowany przyjacielu, a kiedy ty powstałeś ze swojego? Być może nie pamiętasz owej godziny i dnia, ale była taka chwila w twej świadomości – być może nawet nie było to w tej inkarnacji – gdy coś się zmieniło i podjęta została decyzja, by nie akceptować ograniczenia oraz bólu i winy wynikających z postrzegania siebie jako oddzielonego od Źródła twego stworzenia.

Zatem wiedz dobrze, że ani ty, ani nikt, ani nawet ja nie możemy zmusić drugiego do powstania. I nikt nie może tego uczynić za kogoś. Oczywiście możesz posłuchać przewodnictwa Pocieszyciela, by Miłość szerzona była poprzez ciebie we właściwy sposób w każdej pojedynczej chwili. A potem możesz uwolnić siebie od przywiązania do tego szerzenia, czymkolwiek by ono nie było – czy to złotymi monetami, posiłkiem lub też nowym mercedesem. To nie ma znaczenia. To może być po prostu łagodny uśmiech. Gdy bowiem podejmujesz decyzję, by szerzyć Miłość – wpierw przebywając w Rzeczywistości tego, że jesteś obecnością Miłości, uczynioną na obraz Boga – wtedy dajesz swemu bratu lub siostrze okazję, by rozpoznali oni obecność Miłości i na nowo podjęli decyzję dla siebie samych.

I jeśli jesteś prowadzony, by ich nakarmić, przygotuj posiłek. Pozwól im go zjeść, ale nie bądź przywiązany do rezultatu tego posiłku. Ujrzyj ich istotę, kochaj ich i żyj swoim życiem w spełnieniu. Zbyt wielu chce pomagać innym, podczas gdy w ten sposób jedynie ich ciemiężą, ponieważ nie pozwalają im wziąć odpowiedzialności za wybory, których dokonali i skutki, które z tych wyborów wypłynęły.

Nie dawaj po prostu na oślep pieniędzy wszystkim, którzy mówią:

„Ach, jestem spłukany. Masz może 5 dolarów na zbyciu?”

Udaj się do swego wnętrza i zapytaj:

„Czy to po prostu moja zachcianka, by być pomagaczem i naprawiaczem? Czy mogę poddać to pragnienie i po prostu zapytać Ducha Świętego: Co chciałbyś, bym uczynił i powiedział? Jestem całkowicie wolny od mojej potrzeby, by komuś służyć”.

Kiedy oni powstaną i poznają wniebowstąpienie? Kiedy podejmą taką decyzję, tak jak ty to uczyniłeś. A jak ty możesz szerzyć Miłość? Umiłowany przyjacielu, poprzez danie tej Miłości wpierw samemu sobie. Jeśli bowiem sam nie jesteś porządnie nakarmiony, nie możesz nakarmić innych. Złóż zatem dla siebie skarby, które są w Niebie. Innymi słowy, rozwijaj wyższą świadomość; oczyść i obmyj swe narzędzie komunikacji – ciało. Uczyń je tak promiennym, tak pięknym i zdrowym, jakim chciałbyś, by ono było. Twórz w swym życiu obfitość. Czuj się zamożnym i bogatym w Miłość Boga, by twój kielich mógł przelewać się spontanicznie i naturalnie.

Jeśli jest dwóch głodnych, mądrze jest, by jeden powstał i nauczył się jak siebie nakarmić. Dopiero wtedy Duch Święty może użyć twych darów, twej mocy, by służyć prawdziwie i być wsparciem dla innych. 

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 3 Lekcji 11 Drogi serca.

Odpowiedzialność wobec ubogich (DS, L11, pyt.1)

Pytanie: Chciałbym usłyszeć, co Jeszua ma do powiedzenia na temat, na który zwrócił mi uwagę ktoś, kto nie akceptuje naszej ścieżki i przekonań. Osoba ta mówi: „Przesłanie od Jeszuy czyni duchowość i właściwe działanie prywatną sprawą człowieka. Dzięki takiemu podejściu można łatwo zapomnieć o odpowiedzialności za ubogich i prześladowanych lub zracjonalizować sobie brak takiej odpowiedzialności.”

Odpowiedź: Umiłowany bracie, zaprawdę z wielką radością przychodzimy w tej godzinie, by odnieść się do tego konkretnego pytania. Zaprawdę bowiem kwestia ta była podnoszona przez wiele, wiele umysłów w wielu epokach. Umysł ludzki ma bowiem skłonność do dzielenia duchowości na dwa obozy.

Zawsze istnieli ludzie, którzy chcieli oddzielić się od kultury, społeczeństwa, codziennego życia po to, by uciekać do swych jaskiń lub klasztorów w celu poszukiwania czysto wewnętrznego związku z Bogiem. I nie ma nic złego w stwarzaniu czysto wewnętrznej relacji z Bogiem, gdyż taka jest Prawda twej fundamentalnej Rzeczywistości.

Jednakże, gdy umysł uważa, że w celu odkrycia Boga musi oddzielić się od tego, czym – jak sądzi – świat jest, to zaczyna on swe poszukiwania w oparciu o błędne przesłanki. Oznaczałoby to bowiem, że ta osoba jest nadal ofiarą świata oraz że świat ma moc, by oddzielić cię od świadomości obecności Miłości.

W drugim obozie zaś są ci, którzy chcieliby wierzyć, że prawdziwa duchowość oznacza, iż trzeba nieustanne szukać kogoś, komu możesz pomóc lub kogo możesz naprawić. Ale takie podejście jest również wyrazem egotycznej świadomości. 

„Jeśli tylko zrobię coś dla innych, wtedy potwierdzę swoją wartość – nie tylko dla siebie, nie tylko dla Boga; również moi bliźni zobaczą wszystkie wspaniałe rzeczy, które robię. Tak więc będę usilnie starał się nakarmić głodnych, przyodziać nagich i zapewnić dach nad głową zmarzniętym. I oczywiście na każdym przyjęciu z przyjaciółmi będę im opowiadał, co robiłem przez cały tydzień”.

Oba podejścia są oparte na egoizmie. W drugim przypadku mamy do czynienia z tymi, którzy starają się świadczyć usługi innym i postrzegają duchowość jako coś, co wymaga poświęcenia czasu, energii, pieniędzy – nieważne czego, dopóki potrzeba poświęcenia jest – jak by to ująć – zaspokojona. Chcę wam powiedzieć, że żadne z tych podejść nie jest tak naprawdę tym, co można by nazwać duchowością.

Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek zetknął się z tym, czego nauczam, nie tylko poprzez tego mego umiłowanego brata, ale przez któregokolwiek z licznych kanałów lub przyjaciół, za pośrednictwem których komunikuję się ze światem… Jeśli więc ktokolwiek przeczytałby po prostu Kurs Cudów… Jeśli ktokolwiek po prostu przeczytałby zdania wydrukowane czerwoną czcionką w Biblii [w niektórych wydaniach Pisma Świętego czerwoną czcionką drukuje się fragmenty wypowiedziane bezpośrednio przez Jezusa – przyp. tłum.] – a niektóre z nich naprawdę wypowiedziałem – to byłoby trudno przeoczyć najbardziej fundamentalne z nauk, które przekazywałem.

Po pierwsze, najwspanialszym darem, największą formą służby, którą możesz komukolwiek zaoferować, jest przyjęcie odpowiedzialności za twoje fundamentalne poczucie oddzielenia od Boga i skorygowanie tego błędnego postrzegania. Właśnie tu musi się zacząć duchowość. Dopóki bowiem to się nie dokona, wszystkie twe uczynki w tym świecie będą przesłonięte egoizmem. Ci, którzy walczą o pokój, dobrze by zrobili, gdyby wpierw ugruntowali się w prawdziwym pokoju w swym wnętrzu.

Ci, którzy chcą służyć głodnym, dobrze by uczynili, gdyby posilili siebie, póki się nie nasycą – nie tym, co zadowala ciało, ale tym, co zadowala duszę. Albowiem jedynie wtedy, gdy dusza jest sprowadzona do doskonałej harmonii z ustanowioną w niej jednością z Bogiem, Mądrość Boga może pokazać owej duszy, owej osobie, które działania naprawdę służą najwyższemu dobru. Bez tego osoba ta po prostu użyje idei, których nauczyła się od świata, i będzie próbowała być sprawcą i wykonawcą usług, które świadczy.

Opiera się to na założeniu, że osoba ta wie, czego potrzebuje jej brat i siostra. Zatem jeśli widzisz kogoś, kto jest głodny i siedzi na poboczu drogi, mówiąc:

Hej, daj mi parę szekli, żebym mógł coś zjeść…

…to jeśli postrzegałbyś duchowość jako bycie w obowiązku zrobienia czegoś dla uciemiężonych, biednych i głodnych, to natychmiast zacząłbyś się rozglądać, co możesz zrobić dla danej osoby, w oparciu o to, o co ona prosi. I – co ważniejsze – w oparciu o to, co ty postrzegasz jako coś niewłaściwego.

Ale skąd możesz wiedzieć, że coś jest nie tak w wypadku, gdy dusza dokonała wyboru, by wytworzyć sytuację, w której nie ma pracy, domu ani przyjaciół? Zawsze pamiętaj, że każdy umysł dosłownie stwarza swe żywe doświadczenie w tym świecie. Nie ma czegoś takiego, jak bycie ofiarą. A prześladowanie nie przychodzi z zewnątrz. Prześladowanie to postrzeganie wytworzone wewnątrz tego umysłu. Każdy, kto spojrzy na historię ludzkości, może rozpoznać w tzw. „sytuacjach prześladowania” wiele chwil, w których jednostki po prostu podjęły decyzję, by nie być uciemiężonymi, i kroczyły w wolności i godności, nawet ku temu, co zdaje się być śmiercią.

Umiłowany przyjacielu, zrozum zatem dobrze: związek jest środkiem prowadzącym do twego zbawienia.  Ale podstawowy związek, który musi zostać skorygowany, odżywiony, uzdrowiony i pielęgnowany, to twoje bezpośrednie i natychmiastowe zjednoczenie i komunikacja z twoim Stwórcą. Kiedy to zostaje przywrócone, dusza spoczywa w doskonałym pokoju. Dalece przekracza ona impuls bycia sprawcą i wykonawcą. Spogląda na świat, któremu całkowicie przebaczono, czyli jak mawiacie: „zwolniono z zobowiązań”.

Nie widzi się wówczas świata, który potrzebuje zbawienia. Nie widzi się cierpiącego świata. Człowiek staje się po prostu sługą szerzącym Miłość  i nie udaje, że zawczasu wie, jak to powinno wyglądać. Lecz w każdej chwili i z każdym oddechem umysł po prostu pyta w swym wnętrzu:

Ojcze, co chciałbyś, bym dziś uczynił? Jak mogę służyć w realizacji Twojego planu Pojednania w ludzkiej świadomości?

Umysł ten uczy się słuchać owego Wewnętrznego Głosu, który równie dobrze mógłby powiedzieć:

Chcę, byś w każdym mieście świata założył hospicjum. Zacznij już teraz.

Ten sam Głos mógłby ci powiedzieć:

Dziś idź i siądź w parku, zapominając o całym świecie. Oddychaj głęboko Aniołem Powietrza. Pozwól, by Anioły Dźwięku Płynących Wód wypełniły twą duszę i uzdrowiły twe ciała. Dziś ty się posil. Idź obejrzyj film, zabaw się z przyjaciółmi, poczytaj dobrą książkę, napij się herbaty.

Ci, którzy są przekonani, iż duchowość zależy od tego, jak bardzo służysz uciemiężonym, mogą nigdy nie usłyszeć Głosu mówiącego:

Włącz samego siebie w krąg swej Miłości. 

A zatem oświecenie, przebudzenie wymaga, aby wszelkie pozostałości umysłu świata zostały odrzucone i by człowiek spoczął w tej Doskonałej Prawdzie, która poprzez ciebie może stać się inspiracją do doskonałego działania, właściwego działania. I ponownie – oto, na czym opiera się podstawa tego, czym się tu dzielę: bez procesu uwewnętrznienia, bez procesu pielęgnowania uzdrowienia twych błędnych postrzeżeń, iż kiedykolwiek byłeś oddzielony od Boga, bez rozwijania głębokiej miłości do Siebie – nie miłości ego, lecz miłości swej Jaźni – bez tego wszystkiego głęboka cisza potrzebna, by usłyszeć Głos Pocieszyciela, nigdy nie zostaje osiągnięta. A tylko ten głos, prawidłowa umysłowość w tobie, może w doskonały sposób natchnąć twe działania w świecie.

Zatem ten, który za mną podąża, zaprawdę idzie na czterdzieści dni i nocy na pustynię, zostawia swoich przyjaciół, uczniów, interesy i współpracowników, by oddalić się i pozostawać w samotności na modlitwie, by codziennie rozwijać proces starania się wpierw o Królestwo… Tak by wszystkie rzeczy, łącznie z tym, jak możesz być przydatnym, mogły ci zostać dodane. Nie myśl o sobie, ale kochaj Siebie, swą Jaźń wystarczająco mocno, by oddać świat w Boże ręce. I nie patrz na niego jak na miejsce, które potrzebuje, byś je naprawiał. Gdyż sam z siebie nie możesz nic uczynić. „Ja jestem krzewem winorośli, a wy – jego gałęziami”. Zawsze pamiętaj, że bez Chrystusowego Umysłu w sobie, sam z siebie nie możesz uczynić niczego. A twoja służba – choć godna pochwały w oczach świata – nic nie znaczy.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 2 Lekcji 11 Drogi serca.

Droga serca – Lekcja 11

 

Teraz zaczynamy.

Zaprawdę witam was, umiłowani przyjaciele. Przyłączcie się do mnie w tym momencie. Przyłączcie się do mnie podczas tej godziny. Przyłączcie się do mnie w tym miejscu, gdzie dwa umysły mogą jedynie się połączyć. Albowiem ciało nie może przyprowadzić cię tam, gdzie jestem, tak jak nie jest ono w stanie przyprowadzić cię tam, gdzie jest twój Umiłowany. Przyłącz się zatem do mnie w cichym miejscu Serca, w którym już mieszka wszelka mądrość. Przyłącz się do mnie w tym momencie, w miejscu przygotowanym dla nas przez naszego Stwórcę jeszcze zanim nastał czas.

Przyłącz się do mnie, postanawiając teraz przyzwolić, aby twa uwaga rozluźniła się, odsuwając od rzeczy tego świata. Pozwól sobie łagodnie zamknąć oczy, co jest symbolem twej gotowości, by odłożyć na bok twoje zaangażowanie i przywiązanie do rzeczy tego stworzonego świata. Przyłącz się do mnie, pozwalając, by ciało zostało uwolnione. To wymaga jedynie, byś ty nie wymagał niczego od niego. Wręcz pozwól mu całkowicie osiąść w ciszę, jak gdyby miało obrócić się w proch, z którego powstało.

Przyłącz się do mnie, gdy pozwalasz uwadze wycofać się z otaczającego cię świata. Zacznij zauważać myśli, które wydają się przepływać przez twój umysł. Przyłącz się do mnie, wchodząc jeszcze głębiej, tak jakbyś pozwalał swej uwadze schodzić coraz dalej i dalej w głąb Serca. I gdy myśli wydają się przepływać przez umysł, czy jesteś w stanie powiedzieć, skąd przychodzą? Czy jesteś w stanie powiedzieć dokąd odchodzą? Pojawiają się w jednej chwili, a w drugiej znikają, podczas gdy ty dalej uwalniasz się od przywiązania do wszystkich rzeczy tego świata.

Zaprawdę powiadam wam: nawet myśli, które pojawiają się i przepływają bezustannie przez umysł, należą do tego świata. Tak więc uspokój się i trwaj w łagodnej ciszy Serca. To nie ty sprawiasz, że twe fizyczne serce bije i pompuje krew w ciało. Ono zwyczajnie wie co ma robić i robi to. To nie ty decydujesz o przepływie oddechu w ciele. Oddech pojawia się i przemija. Nie wymaga twej uwagi.

A czy w tej chwili to ty utrzymujesz gwiazdy wysoko na niebie? Czy to ty sprawiasz, że wasza piękna Ziemia wiruje wokół własnej osi i mknie w przestrzeni, krążąc bezustannie wokół słońca, nigdy nie zbaczając za bardzo z tej samej orbity, na której trwa od czasu swego stworzenia? Czy musisz troszczyć się o spokojny, niewidzialny sposób, w jaki rosną kwiaty za oknem? Czy potrafisz usłyszeć odgłos rosnącej trawy?

Gdzieś właśnie w tym momencie urodziło się dziecko. Czy jesteś tego świadomy? Zaprawdę całe Stworzenie istnieje nieprzerwanie, w wiecznym tańcu, niczym tajemnica rodząca tajemnicę i bezustannie powracająca do tajemnicy. A ty zwyczajnie trwasz w cichym miejscu, w sanktuarium Serca. Przyłącz się do mnie teraz w doskonałym pokoju. Przyłącz się do mnie tam, gdzie jedynie możemy pamiętać, że jesteśmy razem. Zaniechaj wszelkiej nadziei, że możesz samego siebie pokierować do mnie myśleniem. Połącz się ze mną w prostym zrozumieniu, że sam z siebie nic nie możesz zrobić. Połącz się ze mną, poddając się Prawdzie zjednoczenia poza wszelkim zrozumieniem. Osiądź głęboko w cichym sanktuarium Serca, które współdzielimy.

To Serce jest głębią oraz istotą jedynego stworzenia Stwórcy. I to stworzenie jest czystym Umysłem, czystym Istnieniem, czystą Inteligencją, pełnią wszelkiej mądrości, głębią wszelkiego współczucia, pewnością każdego celu w Niebie. Spocznij ze mną, połącz się ze mną i uznaj, że nasze umysły są połączone. I gdy będziesz odpoczywał, ponownie możesz zauważyć, że myśli wydają się pojawiać i znikać. Ale czy nie czujesz ich teraz, jak gdyby przychodziły z miejsca, w którym ciebie nie ma, jakbyś zanurzył się głębiej w miejsce ciszy, pod powierzchnię, na której myśli bezustannie płyną tam i z powrotem?

Czy jesteś więc tymi myślami? Nie, nie jesteś nimi. A czy jesteś choćby tym, który myśli te myśli? Nie, nie jesteś nim. Jesteś po prostu tą ciszą, tą obecnością, która obserwuje całe Stworzenie płynące przez pole świadomości, które jest Umysłem Chrystusa.

Jesteś na zawsze nieograniczony. Jesteś na zawsze niezmienny. Jesteś doskonale niezmienny. I pochodzimy z jednej substancji, jednego Światła, jednej Prawdy. Jedynie tutaj mieszka rzeczywistość. Jedynie tutaj rzeczywistość jest pamiętana. Jedynie tutaj niepodzielnie rządzi Miłość. Tylko tutaj naprawdę jesteś.

Co odkrywamy w tym miejscu, które jest wszędzie naraz i w wieczności, która obejmuje każdą chwilę czasu? Czym jest to, co współdzielimy? To nie jest ciało. Albowiem ciała są ograniczone, będąc tymczasowym wyrazem połączenia się myśli. To nie ciało możemy współdzielić. Spójrz jeszcze głębiej. Czy chodzi tu o myśli, które ciągle tańczą na powierzchni wysoko nad tobą? Nie. Czym jest więc to, co nas łączy ze sobą, czyniąc nas jednym? Czyż nie jest to cisza i świadomość Tego, kto obserwuje pojawianie się i przemijanie wszelkich stworzonych rzeczy?

Współdzielę z tobą głębię doskonałej ciszy. Współdzielę z tobą najwyższą mądrość. Trwam w taki sam sposób, jak ty: jako myśl Miłości wyrażona w formie. Mieć formę nie oznacza być ciałem. Oznacza jedynie to, że ów Umysł, który jest rzeczywistością istnienia Miłości, naprawdę mieszka na równi w każdym z nas. Jeśli by tak nie było, nie mógłbyś mnie rozpoznać. I gdy wypowiadam jakieś słowo czy zdanie, czy akapit, które rezonuje z tobą jako coś prawdziwego, nie rozpoznałbyś tego, gdyby ta sama Prawda nie mieszkała już w tobie jako rzeczywistość twego istnienia.

Pozostań teraz ze mną. Nie zważaj na wołanie tej części umysłu, która chce cię rozproszyć i poprowadzić z powrotem do złudzeń, z jakich składa się twój świat. Tutaj nie ma żadnych partnerów, nie ma karier, nie ma żadnej straty ani żadnego zysku, nie ma ani bólu, ani cierpienia. Tutaj lśni w tobie jedynie Prawda. Właśnie tutaj ja jestem. I to Serce, które współdzielimy, nie zawiera się w twym ciele. Jest raczej odwrotnie: to ciało wyłoniło się z wnętrza mocy, która mieszka w tym Świętym Miejscu. Ciało dostarcza ci tymczasowych doświadczeń uczenia się. Będzie na ciebie czekało, kiedy powrócisz, jeśli tylko tego zapragniesz.

Ale tymczasem pozwól sobie spocząć w Sercu całego Stworzenia – w cichym miejscu Doskonałego Pokoju. Czymże jest to, co współdzielimy, jeśli nie samą świadomością? Albowiem tutaj, jeśli ktokolwiek chciałby na to spojrzeć, zobaczyłby, że nie ma różnicy między mną a tobą. Jesteś Lśniącym Polem Świadomości. I to samo Lśniące Pole zawiera istotę Wszystkiego, czym ja jestem.

I w tej Świadomości leży odpowiedź na każde pytanie, jakie mógłbyś chcieć zadać. W tej Lśniącej Świadomości jest zapewnienie, że koniec podróży jest pewny. W tej Lśniącej Świadomości przebywasz w Jedności z wszystkimi umysłami i z każdym aspektem Stworzenia. Przyłączaj się do mnie tutaj często na moją pamiątkę. Albowiem to jest właśnie sekret komunii – rezygnacja z postrzegania świata na rzecz uznania Rzeczywistości.

Umysł odwiecznie sięga na zewnątrz, ale dosięga tylko Siebie Samego. Dlatego też każde słowo, którym dzielę się z wami, już jest w was obecne. Jedynie tutaj przebywa Miłość. Nie ma przestrzeni na coś, co nie jest Miłością. Dlatego też każda miłująca myśl jest prawdziwa, albowiem nie powstaje z powierzchownego poziomu umysłu, gdzie myśli generowane są w zwykłej reakcji na inne myśli. Lecz Miłość wyłania się z głębi serca, które przekracza to, co znasz jako swoje ciało, swój umysł czy mechanizmy informacji zwrotnej.

Kiedy myślisz miłującą myśl, to Bóg pieści cię Swym dotykiem. Kiedy nie słyszysz w sobie miłujących myśli, może to jedynie oznaczać, że wróciłeś na powierzchnię i wyparłeś się głębi w sobie. Jeśli chciałbyś słyszeć tylko miłujące myśli, po prostu obserwuj, gdzie ulokowana jest twa uwaga. I pozwól jej zejść głębiej do tego miejsca poza czasem, poza ciałem, poza snem tego świata. Albowiem to miejsce – Królestwo Niebieskie w was – jest bezkresne poza możliwością zrozumienia. To w nim zawiera się świat, który znasz, gdy twa uwaga skierowana jest na powierzchnię umysłu. Owo Serce obejmuje go, tak jak ocean przyjmuje i wchłania kroplę rosy.

Tutaj zatem, umiłowani przyjaciele, jest miejsce wszelkiej pewności. Tutaj jest miejsce doskonałej mocy spełniania miłujących myśli, którymi pieści cię Bóg. Tutaj jest droga spełniania każdej miłującej wizji. Tutaj jest źródło wszelkiej mądrości, z którego możesz czerpać, by odtworzyć siebie, abyś był obecnością wcielonego Chrystusa. Tutaj znajduje się prosta i wąska ścieżka, która prowadzi do Życia. Albowiem Życie jest poza wszelkimi koncepcjami, o jakich kiedykolwiek słyszałeś, nawet poza tymi, których ja używałem, by komunikować się z tobą. One są niczym wiele palców wskazujących na księżyc, który oświetla cię łagodnie swym światłem. To Światło żyje w głębi Cichego Serca. Dlatego też Cisza jest bramą do Boskiej Mądrości.

Pozostań tutaj ze mną. Nie myśl o tym, co słyszysz, lecz pozwól, by się to przez ciebie przelewało, wiedząc, że wibracje Mądrości, które te słowa ze sobą niosą, zostawią na tobie swój ślad bez najmniejszego wysiłku z twojej strony. Wystarczy, byś był jak ten, który miłuje Umysł Boga – otwarty, przyzwalający, przyjmujący – przyswajający to, czym twój Stwórca chce cię obdarować. Pozostań ze mną w głębi tej Doskonałej Ciszy. Zauważ jak zaczynasz odczuwać łagodną przestronność, pokój zstępujący na ciebie niczym łagodna gołębica, choć nic nie uczyniłeś. Gdy zaś twa uwaga będzie przyciągana z powrotem na powierzchnię świadomości, po prostu wybierz jeszcze raz i wróć do milczenia Serca.

Jestem miłowany, miłuję i na zawsze jestem godny miłości.

Niech to zdanie będzie niczym schody, które prowadzą w dół ze świata twego wytworu do głębi Doskonałego Pokoju. Wystarczy, żebyś powtarzał je jedynie wówczas, gdy zauważysz, że zaczynają cię rozpraszać widoki, dźwięki i obrazy świata wokół twego ciała, jak również myśli, które wydają się płynąć i tańczyć na powierzchni tego, co zwiesz ośrodkiem mózgu.

Jestem miłowany, miłuję i na zawsze jestem godny miłości.

Gdy już poczujesz, że jesteś mocno osadzony, zakorzeniony w tym głębokim i cichym miejscu, poproś o cokolwiek chcesz, a odpowiedź nie będzie przed tobą ukryta. Poproś o bycie naocznym świadkiem mego życia, gdy kroczyłem po tej Ziemi, a zostanie ci ono pokazane. Poproś, aby pokazano ci pole wibracji, w jakim zostałeś poczęty w tym życiu, a nie będzie to przed tobą ukryte. Spytaj o cokolwiek, co chciałbyś wiedzieć o przyjacielu, który ostatnio wydawał się mieć jakieś problemy, a źródło tego, co się w nim dzieje, zostanie ci łagodnie ujawnione. Albowiem pamiętaj, że w tym miejscu jesteś samą Świadomością, która zwyczajnie staje się świadoma samej Siebie. I ta Świadomość, ta Jaźń żyje na równi jako istota każdego, kogo znasz i kochasz. A twoja miłość do nich jest tym, co wiąże cię z nimi w głębi cichej Świadomości.

Lecz gdy zstępujesz po schodach do cichego miejsca Serca, musisz zostawić parę rzeczy za sobą: potrzebę posiadania racji, potrzebę bycia wspieranym w swych złudzeniach, lęk przed odrzuceniem, opuszczeniem, odmową i śmiercią. Pozostaw za sobą każdą myśl o tym, czym jest świat i czemu on służy. Pozostaw za sobą każdą myśl, jaką kiedykolwiek żywiłeś na temat każdej osoby i każdego miejsca.

Zrezygnuj i porzuć świat swego postrzegania i przyjdź w ciszy, by uklęknąć przed swoim Stwórcą. I tam, w cichym miejscu Serca – ponieważ nie przywiązujesz się do niczego, co jest ci dawane i pokazywane – nic nie będzie trzymane przed tobą w tajemnicy. Chcesz poznać podstawy tego świata? Odpowiedź jest tutaj. Chcesz wiedzieć, jak najlepiej kierować Miłość do kogoś ci bliskiego? Odpowiedź jest tutaj. A Głos przemówi do ciebie, jak głos wołającego na pustyni. Pokazane ci będą obrazy, ożywione zostaną w tobie uczucia i poznasz sposób, w jaki możesz szerzyć swój skarb.

Pozostań ze mną tutaj, albowiem właśnie tutaj mieszkam. Jedyna różnica między nami jest taka, że ty czasami wierzysz, że mieszkasz gdzieś indziej. I podczas gdy wspinasz się po owych schodach na powierzchnię, zaczynając ulegać rozproszeniom powierzchownych myśli umysłu i zmysłowym bodźcom płynącym z pola energii, które obejmuje twe fizyczne stworzenie, ja pozostaję w naszym współdzielonym Sercu, cierpliwie czekając na twój powrót.

Pozostań ze mną tutaj:

Jestem miłowany, miłuję i na zawsze jestem godny miłości. Oto Prawda, która mnie wyzwala. Jestem, który Jestem. Moja świadomość nie zna ograniczeń i wszystkie światy powstają we mnie. Jestem owym Umysłem, obecnym we wszystkich istotach, schodzących w głąb i obejmujących jedyną Prawdę, która jest zawsze prawdziwa. Tutaj jest doskonały pokój. Tutaj jest rozpoznanie, że nie ma żadnego braku. Tutaj obejmują mnie ramiona spełnienia Miłości, której szukałem we wszystkich niewłaściwych miejscach. Jedynie tutaj mieszkam. Jedynie tu pozostaję. Jestem tym Jednym, który istniał zanim pojawiły się wszystkie światy. Jedynie to jest Prawdą o mnie.

Te słowa nie są moje, one są nasze. I dotyczą nas w równym stopniu.

Jestem miłowany, miłuję i na zawsze jestem godny miłości. Jestem, który Jestem.

I z głębi tej Doskonałej Ciszy i pamięci tej Doskonałej Wiedzy przychodzi impuls miłującej myśli:

Zabierz Mnie w świat formy. Zabierz Mnie w przestrzeń i czas. Ujawnij Mnie światu.

Twe życie może stać się po prostu – w dowolnym momencie, gdy podejmiesz taką decyzję – procesem wcielania Chrystusa. Zrezygnuj ze świata właśnie wtedy, gdy przezeń kroczysz. Poddawaj go z każdym oddechem. Naucz się pielęgnować głębię tego poznania pośród wszelkich działań, w których ciało używane jest jako tymczasowe narzędzie uczenia się i nauczania.

Umiłowani przyjaciele, trwajcie ze mną w tym Zjednoczeniu. I niezależnie od tego, co pokazują ci oczy ciała, niezależnie od tego, co słyszą uszy ciała, niezależnie od „nieszkodliwych” myśli, które wydają się tańczyć na powierzchni umysłu mózgu, przebywasz tam, gdzie ja jestem, inspirowany ową Miłością, która zrodziła słońce, księżyc i wszelkie gwiazdy Nieba, planety wraz z ich orbitami i wszystkie wymiary w Stworzeniu naszego Ojca. Możesz urzeczywistnić wcielenie Chrystusa, mieszkając w Sercu Chrystusa, aż w końcu każdy krok, każde słowo, każdy gest będą wypływały z tego głębokiego, cichego i doskonałego miejsca, aż w końcu ten Głos Serca stanie się jedynym, który pobudza cię do działania.

I nawet gdy myśli świata przepływają przez umysł twego mózgu, a bodźce zmysłów odbierane są przez struktury komórkowe systemu nerwowego ciała, ty nadal możesz zrezygnować z tych rzeczy i działać tylko z głębi Doskonałej Mądrości, Doskonałego Bezpieczeństwa i Doskonałego Pokoju.

Oto miesiąc waszego „Dnia Dziękczynienia”, jak go nazywacie. Czy będzie to miesiąc, w którym rzeczywiście będziesz dziękował za Łaskę, która cię wyzwala? Czy oddasz tej Łasce cześć, schodząc w każdym z twych dni w głąb do cichych miejsc Serca?

Jestem miłowany, miłuję i na zawsze jestem godny miłości. Jestem, który Jestem. Nieskończoną Świadomością – niezrodzoną, nieśmiertelną – która obejmuje sen czasu i przestrzeni i spogląda miłująco na wszystkie nieszkodliwe i neutralne wydarzenia. I nawet ciało nie jest już dłużej moje. Zwyczajnie pojawia się i przemija, podczas gdy Ja, Twórca wszelkiego Stworzenia, wypełniam je treścią świadomości Doskonałego Przebaczenia, Doskonałego Pokoju i spełnienia Miłości. I choć kroczę dolinami czasu i przestrzeni, nie zaznaję lęku. Albowiem wszystkie dobre rzeczy są dla mnie bezpiecznie przechowane, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Jedynie tutaj jest skarb, którego już dłużej nie szukam, ponieważ znalazłem!

Trwaj tutaj ze mną, aż nadejdzie godzina, kiedy będziesz wiedział, że nie opuścisz już więcej Świętego Domu Ojca. Ten Dom jest Głębią Pokoju, który trwa przy tobie, gdziekolwiek byś nie był, jako samo Serce oraz Istota twej rzeczywistości.

Jestem miłowany, miłuję i na zawsze jestem godny miłości.

Tę oto boską medytację, tę oto modlitwę wam daję. Udoskonalaj ją! Żyj nią! Spijaj ją! Przygarniaj ją! Pochłaniaj ją! Stawaj się nią! Albowiem w tym stawaniu się zwyczajnie przypomnisz sobie to, co od zawsze było prawdą przed nastaniem wszelkich światów. Tak jak ptak powraca na spoczynek do swego gniazda, jak topniejący śnieg staje się rzeką wpływającą w głębię cichego oceanu, jak dźwięk pieśni fletu łagodnie wnika w twe uszy – jako twórcy tych nut – tak i ty bądź roztropny jak wąż i przenikaj często do głębi Prawdy twego istnienia, aż w końcu będziesz tutaj trwał wszędzie i zawsze.

I kiedy ciało kroczy po Ziemi, i kiedy struny głosowe są używane, by formułować słowa, dotykanie Ziemi stopą będzie ci przypominało błogosławieństwo Chrystusa, a słowa, jakie same się ukształtują, będą nauczały jedynie Miłości. Tutaj więc, umiłowany przyjacielu, jest istota tego wszystkiego, co chcę ci dać tego dnia i w tej godzinie.

Spożytkuj pozostały czas tej godziny spotkania, aby ćwiczyć łagodnie schodzenie i wchodzenie po Drabinie Świadomości. Pozwól sobie wychodzić na powierzchnię i zauważać myśli, jakie przepływają przez umysł. Słuchaj dźwięków dookoła ciebie. Poczuj ciężar ciała na krześle, na którym siedzisz, a następnie ponownie zstąp i trwaj w głębi przez chwilę, by znów zdecydować się wyjść na powierzchnię. Słuchaj dźwięków wokół siebie, słuchaj bicia fizycznego serca. Przenoś ciężar ciała. Zauważaj strumień myśli na powierzchni umysłu. Porzucaj je i znów schodź w głąb, łagodnie przechodząc od głębi do powierzchni i z powrotem. Albowiem czyniąc tak, połączysz oba bieguny w jedno. I będziesz pielęgnował w sobie świadomość i duchową moc konieczną, aby być w świecie, ale nie z tego świata.

Czy może być większe osiągnięcie od tego? Czy może być coś, co może ci oferować większe spełnienie, niż bycie przekaźnikiem, przez który Nieskończona Świadomość i Moc płyną z każdym oddechem, z każdym gestem, z każdym wypowiedzianym słowem – po to, by poprzez ciebie ujawniać światu Chrystusa? Cóż mógłbyś cenić bardziej od tego?

Ciesz się więc tą godziną. I wiedz, że kiedy schodzisz do tego miejsca Cichego Serca w tobie, powitam cię i będę z tobą siedział w głębi tej Ciszy. A nasze umysły, nasze serca i nasze dusze połączą się w Jedno. A kiedy będziesz wychodził do świata, zabierzesz mnie ze sobą. A kiedy znów będziesz schodził w głąb, będziesz spijał mnie w siebie, aż w końcu nie będzie między nami różnicy. I kiedy świat będzie na ciebie spoglądał, powie:

Zobaczcie, znajduję się w obecności czegoś tajemniczego, czegoś pociągającego, czegoś bezkresnego, wypełnionego pokojem i mocą. Oto z pewnością stoi przede mną Dziecię Boga!

A teraz, z tego Umysłu, który współdzielimy jako Jedno, ponownie powiadam wam:

Niech pokój kroczy z wami i moje błogosławieństwo daję wam. Nie tak jak świat daje, daję wam Głos Chrystusa, który pragnie być waszym głosem.

Albowiem świat daje i odbiera, lecz moja Miłość jest z wami na zawsze.

Niech ta Miłość stanie się waszą własnością. Domagajcie się jej. Przyjmijcie ją. Smakujcie ją. Spijajcie ją. Oddychajcie nią. Kroczcie z nią. Mówcie nią. Wcielajcie ją!

Choć teraz wycofam się w Ciszę, jednak kroczę z tobą drogą, jaką wybierzesz, aby mogła się stać drogą, która szerzy skarb twego Doskonałego Poznania, że jesteś miłowany, że miłujesz i że jesteś godny miłości na zawsze. Że zaprawdę jesteś Tym, którym Jesteś. I że nie możesz być niczym innym! Łagodnie dotykaj każdej chwili tym, co odkryjesz w głębi twej podróży do Serca Chrystusa.

Pokój niech zawsze będzie z wami i niech rozświetla wam on drogę, gdy jeszcze trwacie w tym świecie. Zaprawdę jesteście posłani jako Ten Jeden, który dzierży wszelką moc, by dawać skarb Prawdy. Bądźcie więc Tym, czym jesteście – a jesteście gwiazdami, które rozświetlają niebiosa i przynoszą blask rzeczom pochodzącym z czasu.

Idźcie zatem na cały świat i błogosławcie go blaskiem Chrystusa w was.

Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował wiedzieć, gdzie powinieneś być, zstąp w tę Głębię. A kiedy się z Niej wyłonisz, otwórz oczy i błogosław miejsce, w którym jesteś. Czyniąc to, spełniasz cel swego istnienia.

Pokój niech zawsze będzie z wami.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


Oto pytania słuchaczy oraz odpowiedzi, jaką udzielił na nie Jeszua po nagraniu Lekcji 11 Drogi serca w 1995 r. :

Maria Magdalena

Zapraszamy do obejrzenia nowo przetłumaczonego filmu z channelingiem Jeszuy z 2011 r:

A oto tekst tłumaczenia filmu:

Maria Magdalena
Intymne zwierzenia Jeszuy

Channeling Jeszuy za pośrednictwem Jayema
w lesie Saint Baume Aix-en-Provence

Wrzesień 2011 r.

Teraz zaczynamy.

I zaprawdę witam was, umiłowani i święci przyjaciele. Zaprawdę witam was, którzy podróżujecie z tak daleka, że nie pamiętacie pradawnego początku. A powiadam wam: nigdy nie podróżowaliście oddzieleni ode mnie, albowiem zawsze i wiecznie ten, kogo zrodził Ojciec, by jaśniał chwałą Boga, jest Jedną Istotą, Jedną Duszą, Jednym czystym Istnieniem. Oto, kim naprawdę jesteś i kim pozostajesz. Oto wszystko, czym zawsze będziesz.

A jednak śniłeś, wierzyłeś i pragnąłeś – w nieskończonej wolności, jaką dał nam Ojciec – wytworzyć to, co zwane jest oddzieleniem. I spojrzawszy z tego pradawnego oddzielenia, ujrzałeś nierzeczywisty świat. Zaprawdę wytwarzałeś świat za światem, świat za światem, zstępując, opadając kaskadą, zatracając wibrację Jedności czystego Światła, po to, by stworzyć doświadczenia, po to, by zakosztować jak to jest żyć wiedzą, że masz nieskończoną wolność tworzenia wedle własnej woli.

I w tej woli przyszedł taki moment, taka chwila, kiedy zacząłeś tracić święte widzenie, że twój świat jest światem Ojca. Zacząłeś sobie przywłaszczać, brać na własność ten świat i wówczas pojawiła się mała, szalona idea: jak by to było, gdyby tak stworzyć energię, której Ojciec nie zna? A taka energia może być tylko zaciśnięciem się w lęku.

To jest zatem w istocie jedyna energia, o której można powiedzieć, że ją stworzyłeś. . Uczyniłeś to przez wzięcie Miłości i wywrócenie jej na drugą stronę, aby odgrodzić się od Siebie; aby stworzyć miraż, iluzję, wypaczenie, optyczne złudzenie, że patrzysz na rzeczy, które nie są aspektem ciebie samego… że zaprawdę możesz spojrzeć na coś, co nie jest tobą… że możesz w ten sposób tworzyć – poprzez rozbrzmiewające coraz dalej echo lęku – coś, co jest całkowicie oddzielone od Miłości Boga i spoglądać na to, i wierzyć, że oddzielenie jest prawdziwe.

Zatem każde uzdrowienie jest powrotem do pierwotnej pełni, ponownym oświeceniem w głębi tego, kto widzi, tak by to widzenie było ponownie jednym z tym, co widzi Bóg. Bóg więc spogląda na ciebie i widzi jedynie to Ja, które zrodził. Owo Ja nigdy nie zbacza z drogi, nigdy się nie zmienia, i dlatego w Ojcu nie może być żadnego osądu, skoro Ojciec widzi jedynie to, co jest na Jego lub Jej podobieństwo.

Jednakże, gdy Ojciec spogląda na ciebie i widzi to promienne nieskończone Światło, które samo w sobie jest dowodem na istnienie Boga, to spogląda On na ciebie z wielkim zachwytem zrodzonym z nieskończonej wolności i w pełni pozwala ci tworzyć dowolne doświadczenie, jakiego sobie zażyczysz. Wie bowiem bardzo dobrze, że to, co tworzysz, może być tylko tymczasową wibracją, która generuje pewne złudzenie optyczne, pewną jakość doświadczenia, którym wkrótce się zmęczysz, gdy w końcu zaczniesz zauważać, że jest takie coś, czego pragniesz, a co – jak się zdaje – utraciłeś.

A zatem w podróży tego, co wydaje się być duszą każdej indywidualnej istoty – będącą niczym gwiazda, która wybuchając rozpadła się na miliony maleńkich gwiazd, nadal jednak pozostając samym Światłem – nadchodzi taki moment, poruszenie, zwrot, który zaczyna się w tej duszy, będącej nadal jednym i tym samym, co Jedna Istota, którą stworzył Ojciec, Jedno Światło… Dusza doświadcza poruszenia: pragnie poznać, pragnie powrócić do pierwotnej pełni. I od tej chwili – a mówiłem już o tym wiele razy i na wiele sposobów – od tej chwili, gdy zaczyna się pragnienie, by nie tworzyć już dłużej odmiennie od Boga, ponieważ dopełniło się już doświadczenie takiego tworzenia, dokładnie w momencie, kiedy pojawia się pragnienie, by powróciła pierwotna pełnia – właśnie w tym momencie Ojciec sam zaczyna przenikać Swoje stworzenie, zaczyna jaśnieć magnetycznym Światłem Swej własnej Istoty do samej głębi tego, co starałeś się stworzyć i co wierzyłeś, że zostało dla Ojca utracone, i zaczyna On przyciągać cię z powrotem do Siebie, co oznacza powrót do twego własnego Ja.

Kiedy w tej nieskończonej kaskadzie zstępującego snu, który obniża jakość wibracji, Stworzenie zaczyna emitować pewne anielskie częstotliwości, które nie są już dłużej możliwe, gdy na skutek energii lęku się zagęszczasz, wówczas pojawia się fizyczny wszechświat i to, co jest początkiem czegoś, co zwiesz ciałem.

Nie można zejść głębiej w oddzielenie niż przekonując samego siebie, że jesteś ciałem i niczym innym, albowiem oczy ciała mogą pokazywać ci jedynie nierzeczywisty świat, to znaczy mogą one jedynie udowadniać ci – gdy patrzysz oczami ciała – że oddzielenie naprawdę istnieje. Jeśli będziesz oglądał to nagranie na tym, co zwiecie odtwarzaczem wideo, będziesz patrzył oczami ciała i wierzył, że patrzysz na inne ciało, produkujące jakieś słowa i jakieś nauki w jakimś odległym od ciebie miejscu, ponieważ myślisz, że jesteś ciałem i w ten sposób odrzucasz wszystko, co jest wokół ciała.

Lecz zaprawdę, jeśli tylko mógłbyś to przyjąć – ponieważ oddzielenie w ogóle nie istnieje i nigdy nie mogłoby istnieć, to jesteś wszędzie – teraz. Nie ciało – ty. Potencjał tego, co zwiesz świadomością, która oświeca jaźń – owo pole potencjału Światła; to, co wie, że coś istnieje – otacza ciało w tej chwili. Znajduje się on nieskończenie pod poziomiem ciała i nieskończenie ponad ciałem. Ciało zatem wyłoniło się z wnętrza doskonałej Jedności Światła. Tym jesteś i tym pozostaniesz.

I kiedy zaczyna się zwrot i rodzi się zachwycające pragnienie, by odważyć się wyruszyć poprzez to, co wydaje się nieznane, abyś mógł odzyskać swą pierwotną pełnię, nie rozpoznajesz tego, że już musisz wiedzieć, czym ona jest, skoro masz świadomość, że została utracona. Nie ufasz zatem, że w rdzeniu twej własnej duszy dzieje się wielkie przebudzenie, że zaprawdę owo przebudzenie już się dokonało i że nieuchronnie sprowadzi ono to, co zwiesz oświeceniem, do pełni twej promiennej świadomości, gdy odzyskasz „zagubioną owcę”, utracony wymiar twego Jednego Istnienia.

A zatem w samym środku tego niezwykłego procesu, tej próby wytworzenia energii zwanej lękiem, która mogłaby stworzyć oddzielenie i utratę Jedności, zostały wzbudzone światy za światami i kolejne światy, aż w końcu znalazłeś się tutaj. I jak wielu z was jest tego świadomych, dość często tutaj trafiacie, albowiem, gdy zaczynasz się budzić i przywracasz sfery swego własnego istnienia, gdy przyglądasz się jeszcze raz i przyjmujesz przemianę podróży zapomnienia w podróż przypomnienia, zaprawdę odzyskujesz to, co niektórzy nazwaliby innymi wcieleniami, innymi światami, innymi wymiarami. I to wszystko będzie ci się wydawało tak niezwykłe, jednak to po prostu jest tym, czym jesteś. Najbardziej niezwykłym wydarzeniem, jakie kiedykolwiek miało miejsce, jest to, że uwierzyłeś, iż udało ci się dokonać oddzielenia. Oto najbardziej niezwykła rzecz, jaka może pojawić się w świadomości.

Podróż do domu będzie pełna wielu momentów objawień, wielu niezwykłych chwil oświecenia, albo, jak powiedzieliby niektórzy – co to za słowo? – wielu ekstaz – tego, co uwalnia cię z twych schematów, i ponownie będziesz czuł, że jest to tak niezwykłe, lecz to jest tylko jeden krok na drodze powrotu do twej własnej pierwotnej pełni. Albowiem, zaprawdę, ty jesteś Tym Jedynym, zrodzonym z Ojca, na wieczność uczyniony z jednej substancji z Bogiem. Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy. I wszystkie wymiary i bariery rozpuszczają się, a ty obserwujesz, jak wszystkie światy są zawarte w tobie. I w mgnieniu oka – że tak powiem, choć nie będziesz miał oczu – będziesz w stanie być gdziekolwiek zapragniesz być i z kimkolwiek zapragniesz.

I jako Ten, który znany jest jako Chrystus, będziesz zaprawdę kierowany tylko jedną rzeczą. Ostatecznie i na zawsze wszystko wróci do tego, czym było na samym odwiecznym początku, i jedyną rzeczą, która będzie tobą kierowała, będzie Miłość. Nie lęk, nie myśl o „ja”, które wytworzyłeś, nie lęk, że coś się może przytrafić ciału, ponieważ będziesz widział bardzo wyraźnie, że w ogóle nie jest możliwe, abyś był ciałem. Jest możliwe, abyś przejawił lub, powiedzmy, poprzemieszczał molekuły w taki sposób, by stworzyć to, co jest zwane masywnością ciała. Możesz ograniczyć swą świadomość tak, by była zorientowana jedynie na to, co wydaje się być w ciele w jakimś szczególnym punkcie czasu i przestrzeni, a następnie powiedzieć: „Tym właśnie jestem”. Oczywiście, że jest to możliwe, bowiem wszystkie nieskończone możliwości są w tobie.

Dlatego też nie myśl, że to niezwykłe, kiedy mówię ci, że gdy nastąpi uzdrowienie i się przebudzisz, to odkryjesz, że twe prawdziwe Ja zawsze było daleko poza ciałem, jednak ciało to przenikając, i że ciało pojawia się jako wolny wybór, by wytworzyć pewną perspektywę, by można było doświadczać pewnych właściwości. Zawsze zatem wytwarzasz dokładnie to, co postanowiłeś obdarzyć wartością.

I teraz dochodzimy trochę bliżej do celu tej godziny. Jedną rzeczą, którą jako jedno istnienie razem cenimy, to pragnienie natchnienia najdalszych zakątków snu oddzielenia – ciał na planecie napędzanych lękiem, osadzonych głęboko w poczuciu winy i straty, zmagających się z przetrwaniem… W Biblii jest to przedstawione w historii Adama wyrzuconego z rajskiego ogrodu: i tak oto musi pojawić się wysiłek, tak oto musi pojawić się zmaganie, by przetrwać, gdyż jedyne, co jesteś w stanie zobaczyć, to że jesteś ciałem.

W odpowiedzi na owo postrzeganie oddzielenia jako czegoś rzeczywistego, co wydaje się pętać Święte Dziecię Boga, zrodziło się pragnienie – z dobroci promiennego współczucia, które jest istotą Chrystusa z ciebie emanującego – pragnienie, by tchnąć, by przeniknąć sen cierpienia ludzkości tym, co na tej Ścieżce nazwaliśmy rodem… Ziarna zostały zasiane w pradawnych czasach w miejscu, które zwiecie starożytnym Egiptem. Zaczęły one tworzyć echo, które rozbrzmiewało z pokolenia na pokolenie, z pokolenia na pokolenie, w ramach matriksu ludzkości zrodzonego ze snu oddzielenia. W ten sposób zaczęła się tworzyć gleba, w której mogły być zasiane głębsze ziarna Prawdy, by rozkwitać i wnikać swym promiennym światłem w twarde skały – tak to nazwijmy –uformowane przez sen oddzielenia.

Zatem ród, który mnie zrodził, zaczął się w starożytnym Egipcie: bardzo starożytnym Egipcie, bardzo, bardzo starożytnym Egipcie. Rozwijał się on przez bardzo długi okres czasu – powoli, starannie, rozważnie – aż do czasu, w którym zostało zrodzone to, co wielu z was nazywa tradycją esseńską. Esseńczycy byli szeroko rozpowszechnioną grupą, lecz oni sami byli owocem długiego okresu dojrzewania zachodzącego gdy Światło przenikało to, co możecie nazwać materią – z braku lepszego słowa – gdy świadomość przenikała nieświadomość, gdy Miłość przenikała lęk. Z bardzo ważnych powodów Istota i Prawda były bezpiecznie chronione i utrzymywane w sekrecie. Matriks ludzkości jako całość nie był jeszcze gotowy i Prawda zostałaby wtedy zdeptana.

Po długim czasie Esseńczycy w końcu zaczęli pojawiać się na obszarze zwanym przez was teraz Bliskim Wchodem, wyłaniając się z gleby starożytnego Egiptu, i dotarli aż do miejsca, które znacie jako Persję, aż do miejsc znanych jako Indie czy Grecję i aż do tego miejsca, w którym jesteśmy teraz, zwanego Prowansją, południową częścią Francji. Już wówczas to ziarno rodu, dojrzewając w coraz szerszych kręgach i docierając również do miejsca zwanego przez was Anglią, przynosiło wiedzę prawdziwego Światła, prawdziwej świadomości, prawdziwych możliwości. Zawierało wiele nadzwyczajnych możliwości, jak nazwałby to wasz świat, ale powtórzmy raz jeszcze – to, co nadzwyczajne, postrzegane jest jako takie tylko z perspektywy większego zaciśnięcia w lęku, perspektywy, która zatraciła ową właściwość, ową zdolność uzdrawiania, zdolność wzniesienia, czyli tego, co nazywacie wzniesieniem ciała w Ciało Świetliste.

Te rzeczy były praktykowane i znane w starożytnym Egipcie. Esseńczycy strzegli tej wiedzy, chronili ją i powoli przekazywali jej nauki tym, którzy byli zarówno na nią gotowi i tym – słuchajcie, proszę, uważnie – i tym, którzy trwając w tych tradycjach pragnęli odkryć, w jaki sposób czynić te nadzwyczajne rzeczy.

Jedynym pragnieniem, jakie ma znaczenie, jest pragnienie uzdrowienia z lęku w Miłość. Choć wszystkie nadzwyczajne zdolności są już zawarte w Miłości, to wielu z tradycji esseńskiej uczyło się przez wiele, wiele lat odkrywania, jak tworzyć wibrację, by doprowadzać do zastygnięcia ruchu komórek ciała. Opiekowały się nimi pewne kapłanki, które rozumiały cały proces: dbano o ciało, chroniono je, a następnie oni po prostu dematerializowali je i materializowali ponownie. Niektórzy praktykowali to wielokrotnie w danym wcieleniu. Dlaczego? Ponieważ gdy wchodzili w matriks ludzkości, mogło im się początkowo wydawać, że jest to jakaś nadzwyczajna rzecz.

Wzniesienie ciała w Ciało Świetliste nie jest zatem nadzwyczajną rzeczą. Już jesteście poza ciałem. Powtórzmy: najbardziej niezwykłe jest to, że w ogóle mogło zaistnieć prawdziwe utożsamienie się z tym zaciśnięciem w lęku i przekonaniem, że nie jesteś taki, jakim Ojciec cię stworzył. Wszystko inne jest po prostu zwyczajnym przywróceniem tego wspaniałego momentu oświecenia, kiedy to naprawdę widzisz i wiesz każdą cząstką swego promiennego świetlistego istnienia: ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy. Bóg jest i jedynie Miłość jest rzeczywista.

Kiedy osiągasz pełnię tej świadomości i w niej trwasz, gdziekolwiek byś nie był i będąc takim, jakim jesteś, zaprawdę doszedłeś do końca twej podróży. Od tego momentu będziesz faktycznie poruszany jako Duch przez samą Miłość. Nie będziesz przywiązany do miejsca, do osób, do wyobrażenia siebie samego, albowiem nie będzie lęku przed utratą tego, czym – jak błędnie sądziłeś – jesteś, i co musisz posiadać, by utrzymywać poczucie swej odrębnej tożsamości.

I proponuję wszystkim, którzy słyszą te słowa, żebyście wzięli to, co zostało właśnie powiedziane, i obrócili to w modlitwę i medytację, i abyście pozwolili temu osiąść głęboko w waszej świadomości. I nie znajdziesz już żadnego poczucia zaciśnięcia, które musi być utożsamiane z poczuciem oddzielnej tożsamości związanej z ciałem. Ostatecznie przekroczysz wszelkie poczucie tożsamości w zindywidualizowanej duszy i powrócisz do rozpoznania, że jesteś jedynie tym, którego zrodził Ojciec. Wówczas, i jedynie wówczas, spojrzysz na innych i zobaczysz tam tylko siebie.

I w tym spojrzeniu, ponieważ będziesz poza lękiem, obejmiesz ich podróż jako swą własną. Spojrzysz na nią i wnikniesz w nią głęboko, i na poziomie Duszy i Światła skąpiesz ją samym Światłem, które zacznie przyspieszać ich podróż. Ich zdolność do objawienia, do bycia poruszanymi przez to głębsze pragnienie powrotu do Domu, wzmaga się bowiem jeszcze bardziej w obecności tych, którzy już sobie przypomnieli.

Oto zatem jest Prawda o tym, kim jesteś, i oto jest Prawda twego jedynego przeznaczenia. Pozwólcie, że powiem to jeszcze raz. To jest twe jedyne przeznaczenie. Nie może być żadnego innego, skoro powrót do pierwotnej pełni sprowadza cię z powrotem do Prawdy o tym, kim jesteś, a wówczas to potencjał samej Miłości wskazuje drogę.

Lecz to może się wydarzyć jedynie w takim stopniu, w jakim jesteś gotów objąć swe stworzenia. A czymże są te stworzenia, jak nie samym lękiem i skutkami lęku? Nie lękaj się zatem samego lęku, lecz patrz uważnie, by odkryć wszystko, co z niego powstało – zadziwiaj się tym, błogosław to, nie osądzaj tego, albowiem nawet w stworzeniach lęku podstawową mocą jest samo Światło, a ta podstawowa moc nigdy nie została zmieniona. Nic na nią nie wpłynęło, nie zmieniły jej formy lęku, jakie z niej powstały.Nieskończona moc, by wytwarzać lęk i jego skutki, jest jedną i tą samą mocą, która dokładnie w tym samym miejscu, gdzie kiedyś istniało złudzenie oddzielnej tożsamości, rodzi obecność Chrystusa.

To jest jedna i ta sama moc. Liczy się tylko to, do stworzenia czego użyjesz mocy świadomości? Co tak naprawdę będziesz cenił?

I tu na tej płaszczyźnie oznacza to: do czego będziesz używał czasu?

Do czego użyjesz daru każdego oddechu?

Czemu oddasz każdą chwilę doświadczania?

Co będziesz pielęgnował, czemu będziesz oddany?

Albowiem to właśnie ta energia pragnienia już rodzi to, co jutro będzie twymi doświadczeniami, i jako to Jedno Światło zwane Chrystusem jesteś wolny, by doświadczyć absolutnego uwolnienia. Gdziekolwiek byś nie był, nic nie może tego ograniczyć. Jeśli świat ciała w czasie i przestrzeni mógłby ograniczać twą zdolność do spoczęcia i przebudzenia się jako sam Chrystus, oznaczałoby to, że rzeczywiście istnieje jakaś moc, która jest przynajmniej równa temu, co stworzył Bóg… A Bóg tworzy tylko to, co jest Jemu podobne – promienne pole doskonałego Światła, które nie zna niczego prócz nieograniczonej Miłości, w której lęk jest nieznany i nie może się pojawić, chyba że się go zacznie pragnąć, a wówczas Światło Miłości zostaje użyte, by tworzyć złudzenia lęku.

Zatem lęk sam w sobie nie może być niczym innym, jak tylko złudzeniem. Dlatego też mówię często, że kiedykolwiek zauważysz obecność lęku, powiedz po prostu w umyśle – skoro stworzyłeś myślący, czy jak to nazywacie: „trajkoczący” umysł – daj mu coś pożytecznego do roboty, mówiąc: „Tak być nie musi”, i powróć to samego Światła. Niech to Światło objawi ci twe kolejne kroki, niech to Światło cię niesie, albowiem nie może zrobić niczego innego, jak tylko ponieść cię poza granice twego złudzenia, gdy coraz bardziej odzyskujesz Prawdę o tym, kim już jesteś. I w tym odzyskiwaniu nigdy nie ma niczego, co mogłoby zostać stracone.

Gdy Prawda ta pojawiła się w miejscu gotowym pod zasiew i gdy nadszedł jej czas, wcieliłem się w pewną rodzinną strukturę w miejscu, które znacie jako Palestynę. Owa struktura rodzinna była już – jakby to powiedzieć – osadzona w tradycji esseńskiej, a zatem już posiadała przestrzeń wibracyjnych jakości, w których miałem się zanurzyć, niczym w gęstej zupie. Byłem warzywem wrzuconym do gęstej zupy pewnej esseńskiej rodziny z baaaardzo starego rodu, który był już dobrze ukorzeniony od tysięcy lat. I miałem pokazać – ale nie tyle pokazać coś, co da się zobaczyć – lecz raczej doprowadzić do eksplozji Światła w matriksie samego snu oddzielenia. W moim życiu chodziło więc o stanie się człowiekiem po to, by przypomnieć sobie Boskość i dać takie świadectwo, które przeniknęłoby i stworzyło coś, co obecnie być może nazwalibyście skokiem kwantowym, tak głębokim dopływem Prawdy i Światła, które wstrząsnęłoby całą matrycą ludzkości.

Po raz pierwszy w esseńskiej tradycji zmartwychwstanie i wzniesienie molekuł ciała – mówiąc w uproszczeniu – w Ciało Świetliste, a następnie umiejętność dowolnego wielokrotnego pojawiania się – po raz pierwszy nie były chronione w klasztorach i izolacji starożytnych egipskich zakonów, w esseńskich klasztorach ani w tajemnych stowarzyszeniach. Moje ukrzyżowanie było publiczne. Wszedłem w najgorszą z możliwych sytuacji oddania ciała po to, by pokazać, że nie ma takich okoliczności, które mogłyby cię powstrzymać od wyboru Rzeczywistości Miłości – nie ma takich okoliczności, o ile sam nie postanowisz inaczej. A zatem dzięki temu, czego się nauczyłem, wskrzesiłem ciało trzeciego dnia, by pokazać, że nie ma już potrzeby, by trzymać tę wiedzę w zamknięciu, chronić ją i trzymać w tajemnicy, że nie potrzebuje już ona wsparcia i ochrony w ramach tradycji; że głębszym potencjałem świadomości jest to, że każdy może to zrobić, jeśli będzie tego pragnął i jeśli da sobie na to czas i poświęci się temu, by aktywować pamięć, jak to się robi… Jak doprowadza się do zmartwychwstania ciała, do tego wydarzenia pośród zwykłego, zrodzonego z lęku świata.

~~~

Na mojej drodze pojawił się ktoś, kogo spotkałem w bardzo, bardzo młodym wieku. Spotkaliśmy się, gdy byłem małym, młodym chłopcem, i już wówczas odczuwaliśmy jakieś przyspieszenie, poruszenie, wzajemną bliskość i rozpoznanie. I znów minęło parę lat, gdy weszliśmy w to, co nazywacie okresem nastoletnim, kiedy to, powiedzmy, że przypadkiem – jeśli istniałoby coś takiego jak przypadek – znów się spotkaliśmy i tym razem przyspieszenie w nas było o wiele silniejsze, narodziła się miłość, czy też pamięć tego, co ty znasz jako miłość. Nie była to miłość, jaką ego zna w formie romantycznego przyciągania. Nie była to miłość zrodzona po to, by generować przywiązanie do siebie nawzajem, czyli wyłączność lub wyjątkowość. Było to rozpoznanie współdzielonego przez nas Światła oraz tego, że to Światło już nas podtrzymywało i niosło, i że w istocie nigdy nie utraciliśmy łączności jako Jedna Dusza w tym Świetle.

Po czym minęło trochę lat, zanim nadszedł czas naszego kolejnego spotkania. Niektórzy powiedzieliby, że było to spotkanie nauczyciela z uczniem, ale proszę was, niech to będzie wiadome, że nie byłem nauczycielem tej, którą znacie jako Marię Magdalenę: byłem jej bratem i przyjacielem, równym jej w Duszy, a ona była tak samo moim nauczycielem, jak ja byłem jej. Była pewna komplementarność, która pozwalała wibracji Światła zwiększać się w gwałtowny sposób, ponieważ zawsze byliśmy świadomi równości Światła i tego, że przebywaliśmy w Jednym Umyśle Boga, naszego Ojca. Ten wgląd, to poznanie wibrowało w każdym z nas za każdym razem, gdy spoglądaliśmy na siebie nawzajem. Było to proste i niezachwiane poznanie prawdy.

Oto jest zatem istota świętego związku, a święty związek nie jest w ogóle jakimś mrocznym romansem miłosnym, a wręcz przeciwnie: jest radykalnym świętowaniem wielkiej wolności, albowiem gdy rozpoznajecie, że jesteście zrodzeni i uczynieni z Jednego Światła, nie może pojawić się lęk. Nie można sobie wyobrazić lęku przed stratą. Pojęcie oddzielenia nie może się pojawić w świętości, w radykalnym świętowaniu, że jesteśmy Światłem Ojca i że narodziliśmy się jako jednostki, aby doprowadzić do przejawienia się takiego wydarzenia, które radykalnie zmieni matriks samej ludzkości.

Oto zatem istota mojego związku z tą, którą znacie jako Marię Magdalenę, Marię z Magdalii, której rodzice przybyli z regionu zwanego Magdalą, w północnej Palestynie. Maria również od dziecka wychowywana była w tradycji esseńskiej. Podążała ścieżką kapłanki. Nauczyła się aktywować pewne częstotliwości poprzez łono, poprzez to, co znacie jako okolice narządów płciowych ciała, aktywować niezwykle głębokie częstotliwości poprzez serce, by aktywować Światło poprzez to, co zwiecie trzecim okiem aż do czubka głowy. I nauczyła się promieniować mocą, która, szczerze mówiąc, wywoływała lęk u niektórych kobiet i u większości mężczyzn. Było to ziarno zazdrości, lęk przed nią. Promieniowała taką żywotnością i taką mocą, która sama w sobie była nieulękła, że było to zatrważające dla większości mężczyzn i dla niektórych, jeśli nie dla wielu, kobiet, choć nie dla wszystkich.

Zanim naprawdę zaczęliśmy się spotykać, by razem pracować, ona już była wielkim nauczycielem w obrębie tradycji esseńskiej. Znana była we wszystkich tych miejscach, o jakich wam wcześniej wspomniałem. Była otaczana czcią i szanowana jako „Wielka Maria”, wielki mistrz-nauczyciel na swoich własnych prawach. Podążała nurtem kapłanek i przejawiała to, co wyrażały żeńskie nurty Jedności Światła. Żyła z wielką nieustraszonością.

Kiedy nadszedł czas, abyśmy się połączyli, odbyło się wielkie świętowanie. Niektórzy z was być może o tym słyszeli. W księdze, którą zwiecie Pismem Świętym, jest fragment tej historii, choć bardzo zniekształcony. Znacie to, co zwą weselem w Kanie Galilejskiej? Niektórzy z was o tym słyszeli. Dyskutowano już na ten temat: „Och, właśnie tam Jeszua zamienił wodę w wino i taki był początek znaków, jakie uczynił, lecz oczywiście było to wesele kogoś innego”. Obie te informacje są prawdziwe. Niektórzy z was słyszeli zaś, że: „Och, to wesele było w rzeczywistości ślubem Marii Magdaleny i Jeszuy. To tak naprawdę było jego wesele”. W pewnym sensie to również jest prawdą.

Jak to możliwe, aby wszystkie te informacje były prawdziwe? Cóż, po pierwsze, jeśli dobrze się bawisz na jakiejś uroczystości, tak jak ja owego dnia z innymi braćmi i siostrami, którzy mieli się połączyć – nie będę jeszcze tutaj używał słowa „ślub” – czy nie chciałbyś, aby twoi przyjaciele mieli najwspanialsze warunki? A zatem, skoro już od dzieciństwa uczono mnie zmieniania molekularnych wibracji i opanowałem to w dość wysokim stopniu – choć jeszcze wówczas nie opanowałem doskonałej Chrystusowej mądrości, by wiedzieć, kiedy to robić; ciągle żywiłem pewne przekonanie, że muszę zbawiać innych od ich doświadczeń, nawet jeśli nie byli jeszcze gotowi, aby być zbawieni. A zatem zmieniłem wodę w najlepsze z win.

To był cud, bowiem obecni tam byli nie tylko Esseńczycy, ale również – jak byście dzisiaj powiedzieli – świeccy Esseńczycy, lub też zwykli członkowie społeczności, i oni zadziwiali się tymi rzeczami, który były już znane w tradycji esseńskiej niczym „kolejny zwykły dzień”. W tej opowieści uwagę skupiono więc przede wszystkim na zamianie wody w wino, tak jakby to była wielka niezwykła rzecz.

Owego dnia zarówno ja, jak i Maria rozpoznaliśmy, że nastał czas aktywowania następnego etapu odsłonięcia celu danego nam przez Ojca, celu, który został poznany sercem i duszą, i który się pojawił, zostać zrealizowany. I dlatego też owo tak zwane wesele było radosnym świętowaniem przepełnionym muzyką, tym, co teraz nazwalibyście intonowaniem, śpiewaniem świętych słów i wibracji przez wielu członków esseńskiej wspólnoty, którzy wiedzieli, o co w tym wszystkim chodziło.

Byli tam wówczas obecni pewni mistrzowie, była tam moja babcia, Anna. Było wiele istot, które rozumiały, po co stworzono tę okoliczność świętowania, w którym dwie pozornie odrębne istoty schodziły się razem, by dzielić wspólny cel, przekraczający ich odrębność – dwie istoty będące już w wystarczającym stopniu pełnią w sobie, które przemieniły swe człowieczeństwo na tyle, że lęk już w nich nie zamieszka, ego już nie przywłaszczy sobie ich związku dla celów wyjątkowości, po to by zapełnić to, czego myślą, że im brakuje. Schodziły się one raczej po to, by stworzyć i osadzić cel swego związku w takim Świetle i świętowaniu, by stworzyły one„pole mocy” – to jedyny sposób, w jaki można to wyrazić – o wiele większe niż te dwie osoby mogły mieć same w sobie. Tym samym to wesele w Kanie było inicjacyjnym świętowaniem z udziałem mistrzów tradycji esseńskiej, a my zaprosiliśmy do przyłączenia się wielu z naszych przyjaciół, braci i sióstr ze świeckiej społeczności, mimo iż byli oni na różnych etapach inicjacji w uczeniu się i szkoleniu. Nie byliśmy tam jedyną parą; było nas siedem – jakbyście to powiedzieli – par, które w to wchodziły i miały do spełnienia różne cele.

A teraz przejdźmy do tego, co nazywacie „ślubem” czy „małżeństwem.” Kiedy Dusza w oddzieleniu spogląda na to, co zwie się małżeństwem lub używa tego słowa w znaczeniu wzorca szeroko rozprzestrzenionego w ludzkości, w egotycznych wymiarach świadomości, natychmiast pojawia się przekonanie, że małżeństwo jest oddzielaniem się od wszystkich innych i że jest wyłącznie połączeniem się dwóch osób. Jedna osoba jest wyodrębniana jako mająca większą wartość niż wszyscy inni. Ta osoba spogląda zatem na ciebie i wyodrębnia ciebie spośród wszystkich innych. Doświadczyliście tego? I wówczas wierzycie, że zostaliście dla siebie stworzeni i jesteście teraz zamknięci, musicie trzymać się w tym zamknięciu, wyłączając z niego wszystkich innych. Takiego właśnie znaczenia nabrało słowo „małżeństwo”. I zgoda, w królestwie egotycznej świadomości takie jest właśnie jego znaczenie.

Wielkim błędem i wypaczeniem rzeczywistości i prawdy jest postrzeganie ślubu w Kanie pomiędzy mną i Marią jako ruchu w stronę wyłączności połączenia się i pewnej formy porzucenia innych, tak iż miłość, serce, dusza, czas i, tak, nawet ciało, muszą być ograniczane i trzymane wpierw dla tej jednej istoty, a dopiero później – jeśli będzie ku temu jakaś okazja i będzie to w porządku, i wyłączność nie będzie zagrożona – wówczas troszkę tego może się przesączyć do świata. Doświadczyliście tego? I tej interpretacji małżeństwa?

Lecz w świętości nie ma lęku, wyłączność nie jest wymagana, albowiem nie ma do zapełnienia żadnych dziur i nie ma czego chronić. Celem związku jest promieniowanie Światłem i Miłością Boga o wiele głębiej niż kiedykolwiek – takim Światłem i taką Miłością, które niszczą złudzenia lęku, z którego pochodzi potrzeba wyłączności.

Dlatego też wiedz i zrozum dobrze, że „ślub” i „małżeństwo”, jakie miało tam miejsce, nie było tego samego porządku i nie powinno być rozumiane z perspektywy, z jakiej małżeństwo jest rozumiane w waszym świecie. Nigdy nie było w nim wyłączności. Nie opuściliśmy domów naszych rodziców, aby zamieszkać w ładnym domku nad jeziorem, w którym mieliśmy żyć długo i szczęśliwie, ani też nigdy nie wyłączaliśmy innych. Nasz związek był pogłębieniem świętowania poddania się Woli naszego Ojca i wsparciem tego poddania się w sobie nawzajem, niezależnie od tego, z czym to się mogło wiązać.

Spędziliśmy wiele czasu osobno, aż nadszedł czas, aby wejść w jawny etap mojej służby. Przez następne trzy lata byliśmy, jak to mówicie, nierozłączni niczym syjamskie bliźnięta. Rzadko widywano nas osobno, ponieważ wchodziliśmy w ten głęboki matriks tworzenia niezbędnej energii, niezbędnego nauczania. Pojawiali się też inni, by wypełnić swoją rolę; niektórzy byli znani jako moi uczniowie – imiona wielu z nich zaginęły w mrokach historii, ale byli oni równie ważni – a większość moich uczniów to były kobiety, powiedziałbym, że w stosunku ośmiu do jednego. Wiele z nich przybyło, ponieważ były już wcześniej nauczane, albo już były pod opieką Marii w wielu miejscach świata, w Egipcie, w Persji i w innych miejscach. Wiele z nich przybyło, ponieważ wiedziały, że nastał czas, by rozpocząć tę pracę. Praca ta była w ogromnym stopniu wspierana przez kobiety i przez niektórych mężczyzn, mego wuja Józefa z Arymatei i innych.

Właśnie wtedy doświadczyliśmy razem niezwykłych chwil. Niektórzy się zastanawiali: czy Jeszua i Maria Magdalena obcowali ze sobą cieleśnie? Oczywiście. Byliśmy również ludźmi. Wielka różnica tkwi w tym, że nie łączyliśmy części naszych ciał, by uzyskać coś, czego nam w naszym przekonaniu brakowało, czy też by stymulować przyjemność w celu ucieczki od bólu, albo by pozyskać pocieszenie od siebie nawzajem. Było to raczej świętowanie spoczywania w Świetle i jako promieniowanie tego Światła, tak iż łączenie części ciała było zwykłym ubocznym następstwem ekstatycznego orgazmu jedności w samym Świetle.

A teraz chciałbym się z wami podzielić tym, że od czasu gdy Maria i ja połączyliśmy się w tym, co teraz możemy nazwać małżeństwem, jako że teraz będziecie już to rozumieli – od czasu wesela w Kanie Maria nie była jedyną kobietą, z którą moje ówczesne „części ciała” zostały użyte do przekazania energii uzdrawiającego Światła; ani też ja nie byłem jedynym mężczyzną, który wszedł w kontakt z „częściami ciała” Marii – używam tego terminu, aby podkreślić, że normalny egotyczny umysł obdarza tak wielką wartością części ciała, zamiast Duszę, Światło i Miłość, która mogą emanować zarówno przez koniuszki palców, jak i przez genitalia.

A celem takiego połączenia jest świętowanie Rzeczywistości, że jedynie Miłość jest Rzeczywista, a Bóg Jest… Że nie ma lęku, nie ma nic do stracenia, nic do zyskania, niczego do zabrania i niczego, co można by wymagać od drugiej istoty. Świętowanie Rzeczywistości… I że, jak już wiecie, ciało może być użyte, by uzdrawiać, pocieszać, pielęgnować i błogosławić… I że gdy prawdziwie obudzisz się z utożsamiania z ciałem, zobaczysz, że ono jest tylko narzędziem, niczym pędzel, po który można sięgnąć i przekazać Bogu, aby Jego Światło i Miłość mogły przezeń działać w sposób, który może być prawdziwą korzyścią dla drugiego i mu służyć. A to może się zadziać w dowolny sposób – od tego, co zwiecie seksualnym zjednoczeniem, aż do pogłaskania kogoś po policzku. Z punktu widzenia Miłości pogłaskanie po policzku i to, co zwiecie seksualną (co to za słowo, którego używacie?) kopulacją jest jednym i tym samym, jeśli mają za cel uzdrawianie, pocieszanie, pielęgnowanie i błogosławienie, i jeśli wypływają z rozpoznania, że wszystko jest czystym Duchem, wszystko jest Światłem i że wszystkie istoty są godne Miłości Boga.

Dlatego też proszę, pomóżcie innym zobaczyć, że postrzeganie wyłączności pomiędzy mną i Marią jest błędnym postrzeganiem, że jest to – jak to zwiecie – projekcją romantycznej potrzeby, aby postrzegać, że byliśmy w jakiś sposób oddzieleni i wyjątkowi, górując nad innymi istotami. To byłoby antytezą wszystkiego, co mój Ojciec mi ujawnił, wszystkiego, co Maria wiedziała i co ucieleśniała. Byłoby to antytezą nauk wolności w Umyśle Chrystusa.

~~~

Przed wypełnieniem tego, co miałem zademonstrować, zanim udałem się do ogrodu Getsemani, spędziłem ostatnie parę godzin z Marią. Byliśmy głęboko zatopieni w modlitwie i medytacji, w wielkiej ekstatycznej radości, że wszystko zostało przygotowane i teraz wszystko miało się wydarzyć. Czy to oznacza, że nie było w tym żadnych ludzkich uczuć? Oczywiście, że były. Cóż oznaczałoby przyniesienie Światła, jeśli nie działoby się to w obszarze człowieczeństwa i wszystkiego tego, czego człowieczeństwo doświadcza, tak aby mogło ono zostać przemienione przez odczuwanie i objęcie go, przez rozpoznanie, że od tej godziny, kiedy to powstanę i się rozstaniemy, nie będziemy się już więcej widzieć w taki sposób, do jakiego nawykliśmy i że już za chwilę miała się wydarzyć wielka przemiana.

Byliśmy temu oddani, byliśmy na to przygotowani i w tych ostatnich paru godzinach ja się jej poddałem. Ona, jako kapłanka, przywołała pola Światła i energii, które promieniowały poprzez każdą komórkę mego ciała i pomogły zakotwiczyć – jak byście to powiedzieli? – koherencję, spójność Światła tak głęboko w mym ciele, że moja świadomość nie była w stanie się wahać ani na jotę w stronę lęku. Z powodu swej własnej pracy uzdrawiania Maria wiedziała, jak utrzymywać dla tego przestrzeń. Otworzyła ją, a następnie utrzymywała przez ponad godzinę, w trakcie której ten proces toczył się tylko między nami dwojgiem. To ona powiedziała mi: „Wszystko jest przygotowane i czas, byś już wyruszył”.

Objęliśmy się, pocałowaliśmy, spojrzeliśmy sobie w oczy z wielką radością i powiedzieliśmy: „Niech teraz objawi się Wola Ojca, bo wypełniamy cel, dla którego przyszliśmy”. Odszedłem, by spotkać się z moimi uczniami płci męskiej, a ona poszła, aby z pewnymi kapłankami trwać w medytacji i modlitwie. Wszystko zostało puszczone w ruch, wszystko zostało przygotowane, wszystko zostało rozpoznane jeszcze zanim się wydarzyło. Czy oznacza to, że było to dla niej łatwe? Nie, bo obserwowała, jak moje ciało było oddane umysłowi świata, i jak umysł świata próbował pozbyć się pewnej jakości świadomości, atakując ciało. Lecz z powodu mojego własnego przygotowania i z powodu naszego wspólnego przygotowania, oraz z powodu jej mistrzostwa w Świetle, byłem w stanie oddać swe ciało na każde biczowanie, dać się przeszyć gwoździami, nie tracąc jednak spójności ze Światłem wibrującym w subtelnej przestrzeni wewnątrz, pod i wokół ciała.

Dlatego też… Wszyscy znacie tę historię, nic z tego nie jest teraz nowe. Rzeczywiście byłem ukrzyżowany, zabity i pogrzebany – jako ciało. Trzeciego dnia zmartwychwstałem. Aktywowałem cząsteczki materii – to jedyny sposób, w jaki można o tym mówić w waszym świecie – i rozpuściłem pozór fizycznej formy w polu Ciała Świetlistego. A tak nawiasem mówiąc, na tym poziomie Światła ciężki kamień przed wejściem do grobu waży tyle, co piórko, i nie jest trudno go odsunąć. Wyszedłem więc na zewnątrz, robiąc pierwsze kroki w Ciele Świetlistym, które również – jak to najlepiej przekazać? – szukało odpowiedniej jakości wibracji, aby moja świadomość jako czysty Duch, aby moje jestestwo jako czysty Duch mogło przejawić formę fizyczną na tyle, aby Maria, gdy przyjdzie do grobu, tak jak to planowaliśmy, mogła zobaczyć kogoś, kto porusza się jak postać ludzka. Nie rozpoznała mnie, ponieważ na poziomie wibracji ciało odczuwane było zupełnie inaczej. Miało nieco inny wygląd. Przez sekundę mnie nie rozpoznała i myślała, że jestem ogrodnikiem, dopóki się do niej nie odezwałem. Wówczas, natychmiast rozpoznała, że to ja. I w owym momencie nie było już dłużej możliwości, aby choć jedna krztyna wątpliwości mogła się pojawić w jej świadomości. Niektórzy z was doświadczyli czegoś podobnego: gdy coś zostaje rozpoznane tak głęboko i w tak cudowny sposób, doświadczacie takiego Światła, że Ono was poraża i po prostu nie ma dłużej możliwości, aby na to, co teraz wiecie, rzucono jakikolwiek cień.

Następnie Maria przystąpiła do wypełnienia swego obowiązku. Wróciła i powiedziała uczniom, przyjaciołom, że zaprawdę to się dokonało, jednak oni byli na bardzo różnych poziomach świadomości. Paru przyjęło tę wiadomość, wielu jeszcze nie potrafiło uwierzyć, że to się w pełni dokonało i domagało się, aby mnie zobaczyć. Przez okres wielu tygodni pojawiałem się kilkuset osobom w tamtym regionie: przyjaciołom, uczniom, Esseńczykom, w wielu lokalizacjach i miejscach, od Jerozolimy do Kafarnaum i jeszcze dalej.

Pojawiłem się w Egipcie; pojawiłem się w Anglii; pojawiłem się w miejscu, które teraz znacie jako Północna Ameryka. Pojawiałem się w wielu, wielu miejscach, w celu zakorzenienia Prawdy o tym, że zasiane przez ród ziarno – zasiane, by dać świadectwo, że jedynie Miłość jest Rzeczywista, że ciało nie jest tym, kim jesteś i że nie ma śmierci, że jesteś czystym Duchem – mogło być w pełni zakorzenione i przejawione, tak aby wszyscy nauczyciele, którzy pomogli to przygotować, kapłanki i mistrzowie różnych rodów esseńskich i innych, mogli zobaczyć na własne oczy, że rzeczywiście to się dokonało. Gdyby wybór tego świadectwa padł na wasze czasy, mógłbym wysłać maila, załączając zdjęcie, ale niestety to się działo dużo wcześniej.

~~~

Dla mnie Maria pozostaje najczystszym i najpotężniejszym przykładem Chrystusowego Umysłu. Jesteśmy w stałym kontakcie, albowiem w Rzeczywistości Ducha nie może być oddzielenia. Tworzymy razem, kochamy razem, świętujemy Jedność Prawdy razem i z wieloma innymi. Ale niech to zostanie usłyszane, niech to będzie wiadomym: kto dla mnie jako indywidualnej Duszy, promieniejącego Światła, przebudzonego w Bogu jest wzorem – jakbyście mogli powiedzieć, używając waszego języka – kto jest tym, na którego patrzę z podziwem, kto przewyższył mnie w demonstrowaniu Umysłu Chrystusa? Właśnie Maria.

Albowiem choć moje zadanie zostało wykonane, jej nadal było do wykonania. Ona nadal miała fizyczną formę, miała ogromne zadanie przynoszenia tego przesłania i pracowania z poziomami świadomości, nawet z naszymi uczniami i przyjaciółmi z kręgów esseńskiej tradycji, którzy po prostu nie potrafili jeszcze zaakceptować, że to się w rzeczywistości mogło wydarzyć. Spotykał ją osąd, brak wiary, zazdrość; wszystkie rzeczy, jakie możesz sobie wyobrazić, że lęk potrafi projektować, zostały na nią skierowane. Jednakże ona się nie zawahała.

Widziała, poznała i wypełniła to wielkie dzieło, utrzymywała i zakorzeniała tę Prawdę, niezależnie od wszystkiego, wśród obecnego w tym czasie dużego chaosu, gdy różni uczniowie zaczęli się kłócić pomiędzy sobą, gdy pewne uczennice uciekły i wróciły do swego poprzedniego życia, ponieważ nie potrafiły zaakceptować, że to się rzeczywiście mogło wydarzyć. A dlaczego się to wydarzyło?

Kiedy prawdziwie stawiasz czoła akceptacji tego, co egotyczny poziom świadomości widzi jako niezwykłe, musisz również zaniechać obrony tego, co teraz w waszym świecie zwane jest strategiami lęku. Musisz zrezygnować z wymówek. Jesteś teraz w punkcie wyboru. Stoisz na krawędzi twej własnej ewolucji. Albo będziesz musiał to przyjąć i oddać całego siebie, by tym żyć, mówić, być, oddać się temu i przejść przez wszystko, co to przyniesie, gdy pogłębiasz swą własną relację ze Światłem… A czasami jeszcze brak jest dojrzałości. Znasz to? „Słyszę Prawdę, trochę jej zasmakowałem, ale – nie, jeszcze nie”. I tak pojawia się wycofanie, odwrót, odmowa zrobienia następnego kroku, który może być dyscypliną praktyki. Być może nastał czas na twoje czterdzieści dni i czterdzieści nocy na pustyni, albo w lesie, samemu, w trakcie których nigdy nie opuszczasz w sobie wibracji Światła i Oddechu. Być może to nie jest jeszcze twój czas przekroczenia lęku, ale nadejdzie taki dzień i taka godzina, albowiem każdy zaprawdę odzyska pełnię swej istoty.

My zatem – Maria i ja – pokazaliśmy wam, że śmierć jest nierzeczywista i że nie ma się czego bać; że lęk sam w sobie jest niczym wobec poddania się mocy Miłości.

Następnie Maria kontynuowała zakładanie pierwszych wspólnot czy grup Drogi, tych, które praktykowały to, czego nauczali Esseńczycy, to, co ja udoskonaliłem i ukształtowałem trochę inaczej, by wydobyć głębsze wołanie serca. Było to znane jako „Droga” i grupy zaczęły się scalać pomimo chaosu i pomimo rosnącego – jak to zwiecie – ostrego sprzeciwu, albowiem jak wiecie, gdy Światło nadchodzi, by zostać w tobie ustanowione, w twym umyśle i w twym polu emocji może pojawić się trochę tego, co zwiesz ostrym sprzeciwem; a oczywiście rzadko ma to miejsce w świecie, który jest samym lękiem.

Maria podróżowała z tą, którą zwiecie moją matką, do miejsca, które teraz znacie jako Efez, i co my również znaliśmy pod taką nazwą, dopóki nie upewniła się, że moja matka była pod opieką i umieszczona wygodnie w domu na wzgórzu, gdzie opiekowano się nią w ostatnich latach jej życia. Następnie Maria wróciła w regiony Palestyny, aby kontynuować swoją pracę zarówno z mężczyznami, jak i kobietami, inicjując i nauczając od pierwszych do bardzo zaawansowanych poziomów tego, jak pracować z energiami. Czy była w to włączona seksualność? Tak, ale pozwól niech to słowo się scali. Egotyczny umysł połączony z ciałem ma pewną koncepcję na temat tego, czym jest seksualność i może chichotać, wyobrażając sobie sapanie i wzdychanie, i całą tę resztę, ale na tym poziomie świętego związku i przepływu prądów faktycznie istnieje wielki, ekstatyczny, orgazmiczny przepływ Światła – lecz nie chodzi w nim o czerpanie przyjemności, nie chodzi o uciekanie od czegokolwiek. Chodzi w nim o przemianę komórek ciała tak, aby mogły utrzymywać wyższe częstotliwości Światła, podczas gdy żyjesz swym codziennym życiem – aby samo ciało mogło zacząć rezonować i emanować bardziej spójnym polem, wibracją Miłości, a coraz mniej lękiem, coraz mniej „osobowością”, by użyć waszego słowa.

Tak więc Maria kontynuowała nauczanie; uczyła wiele, wiele kobiet i przeprowadzała je przez inicjację; pomogła w zdrowieniu na coraz wyższych poziomach wielu mężczyznom przybywającym, by praktykować Drogę, czyli tradycję esseńską, choć jednak już odmienioną. Kontynuowała swą pracę. Ponieważ kontynuowała swą pracę i wielu zaczęło być coraz bardziej przyciąganych do tego, co robiła, to ponownie, tak jak zrobiono to uprzednio ze mną, wielu sądziło, że atakując ciało, mogli pozbyć się nauk, zapominając, że nauki same w sobie są objawieniem Rzeczywistości i Prawdy, do której ostatecznie wszyscy muszą dojść.

I tak Maria została wygnana. Na wygnaniu, którego się już zresztą spodziewała, z radością weszła wraz z paroma innymi na pokład statku, który zabrał ją tam, dokąd wiedziała, że ją zawiezie: do miejsca, które zwiecie Prowansją, w południowej Francji, gdzie była mile widziana, gdzie już na nią czekano. Nie wylądowała na obcej ziemi, i z czasem zaczęła tu robić to, co robiła wcześniej: zaczęła ustanawiać Drogę. Zaczęła zaszczepiać nauki tego, co teraz wielu z was nazwałoby Boską Kobiecością – a jeszcze lepiej mówić o boskości w całej jej pełni, która przekracza aspekty męskie i żeńskie i integruje je w doskonały sposób. Wspierały ją pewne osoby: Maximin był jednym z nich, ale inni też ją wspierali, pomagali jej przemieszczać się z miejsca na miejsce. Zaczęła nauczać. Czasami przychodziły wielkie tłumy, czasami tylko jedna osoba, ale zawsze, zawsze, zawsze potrafiła spotkać się z każdym 1:10:05 tam, gdzie on był, niezależnie od jego poziomu świadomości i zawsze czuła jedynie zachwyt, że Ojciec ich przed nią postawił.

I tych wątpiących, i tych zalęknionych, i tych gotowych na głębszą inicjację – każdego witała obejmując ich radością, bez żadnego wysiłku, ponieważ patrzyła na nich z poziomu głębokiej i niezmiennej radości, którą znała i ucieleśniała: jedynie Miłość jest Rzeczywista, ten, którego widzę, jest mną, będę go miłować! Ich historia, to, co można by nazwać ich historią, ich lęki, zranienia, nic z tego nie miało dla niej znaczenia. Wiedziała, kim byli, utrzymywała ich w tej częstotliwości, zawsze zachwycała się każdym, kto do niej przyszedł.

Gdy więc przybyła do tego pięknego miejsca, w którym teraz nagrywamy to przesłanie, została przyprowadzona przez Maximina do tej pięknej jaskini, do której udało się teraz wielu z was tutaj zebranych, i Maria z miejsca się w niej zakochała. Przypominała jej ona jaskinie w Qumran i w pobliżu Jeziora Genezaret. Nawiasem mówiąc, Esseńczycy są wielkimi miłośnikami jaskiń, czy to w Egipcie, czy w innych miejscach. Reprezentują one pewną jakość przypominającego łono wiru, dając możliwość bycia ponad światem i spoglądania nań z wysoka: otwiera to wizję, a jednak utrzymuje cię zakorzenionym głęboko w sakralnych obszarach ciała. Ta jaskinia stała się więc jej domem i ona zawsze się nią zachwycała, i witała każdego, kto przyszedł po uzdrowienie, po modlitwę, po nauczanie, po inicjację.

Powtórzę wam jeszcze raz, czym jest Maria, albowiem jest to istotą tego, dlaczego poprosiłem o tę możliwość wyjaśnienia naszej relacji, możliwość użycia pewnych słów i pewnych wydarzeń, które egotyczny umysł, romantycznie egotyczny umysł może wypaczyć z powodu projekcji swych własnych nadziei.

~~~

Istota tej godziny jest następująca: Maria jest, i na zawsze dla mnie pozostanie, najdoskonalszym uosobieniem Umysłu Chrystusa, jakie kiedykolwiek widział ten świat.

Jest największym nauczycielem, największym wielbicielem Boga, niewzruszonym niczym skała. Ona sama emanuje częstotliwością delikatności, łagodności, ekspansywności, mocy i opanowania. Przez te ostatnie trzydzieści lat jej istnienia w tym wymiarze nigdy nie zboczyła z drogi najgłębszej radości zakorzenionej w jej człowieczeństwie, co moglibyście opisać jako otwarcie wszystkich ośrodków ciała, przez które energia płynęła swobodnie, nie będąc niczym blokowaną, ponieważ w jej świadomość nie wchodziła ani odrobinka lęku.

Oto istota, na którą patrzę, jak na największy przejaw Chrystusa, i powiedziałbym, używając waszego języka, że do dnia dzisiejszego (choć ja nie mam już dni), do dnia dzisiejszego, nie mogę powstrzymać się od mówienia o niej z wielkim zachwytem, płynącym przez mą duszę i mego ducha. Albowiem widzę kogoś, w kim Ojciec jest najdoskonalej przejawiony w formie – gdy istniała w formie jako kobieta i nauczyciel, jako przyjaciel, jako ukochana i współtwórca, jak również teraz, bez ciała – we wszystkich wymiarach jej istnienia widzę ucieleśnienie najpotężniejszych możliwości Umysłu Chrystusa, jakie kiedykolwiek byłaby zdolna przejawić dusza.

A nawiasem mówiąc, Maria – nawet bardziej niż ja – uwielbia zapraszać nowych przyjaciół do bliskich z nią relacji. Jest dostępna dla wszystkich istot i obejmie cię, jeśli ją zaprosisz, tak głęboko i do takiego stopnia, do jakiego jesteś gotowy ją wpuścić. A dla niej oznacza to: od czubka głowy do podstawy ciała i kiedy ją zapraszasz, możesz poczuć mrowienie w miejscach, o których istnieniu nie miałeś pojęcia, albowiem ona spogląda na ciebie tam, gdzie jesteś i wie, że ciało nie musi być zamknięte… że niczego nie trzeba osądzać, albowiem wszystko jest niewinną ekspresją promieniowania obecności Miłości Boga… że każda energia jest święta, że każda energia jest niewinna… że każda energia ma być uwolniona w swej ekstazie, w swej ekstatycznej radości, że w ogóle istnieje, ponieważ owe podstawowe energie ciała istnieją, gdyż Bóg pragnie dawać Siebie jako Stworzenie.

Zaprawdę więc, zaproś tego największego z nauczycieli do najgłębszego miejsca w swym sercu, do komórek ciała, dopóki ciało trwa, aby mogło ci służyć, aby mogło stać się pełnią, być poruszone, uzdrowione, przebudzone i ożywione, po to by częstotliwości i potencjał twej własnej natury Chrystusa mogły zacząć się coraz bardziej przejawiać w polu czasu, aby zostały demostrated pokazane 1:17:06, wykrzyczane światu: „Spójrz! Zobacz! Bóg jest!”. Oto Prawda, którą Marią znała. Oto Rzeczywistość, którą ucieleśniała. Oto częstotliwość lub istota tego, czym Maria jest i czym na wieczność pozostanie. Jest moją ukochaną, moim przyjacielem, moim nauczycielem, moim objawieniem tego, że mój Ojciec jest Miłością i jedynie Miłością.

A ja pozostaję na wieczność wdzięczny za to, że w polu czasu mogłem być błogosławiony obecnością kogoś takiego, jak ona, kto wspierał mnie, przyłączył się do mnie, pokazał mi rzeczy, których potrzebowałem się nauczyć, podczas gdy ja pokazałem jej inne, i razem mogliśmy przejawić stworzenie celu, który dalece przekraczał to, co każde z nas mogłoby zrobić osobno. A jednak nie było w nas nigdy ani odrobiny zaborczości czy wyłączności, lecz jedynie świętowanie blasku przewodnictwa Ducha Świętego działającego poprzez nas oboje, po to by szerzyć Pojednanie w matriks samej ludzkości. Oto największa radość, jaką Dusza może w ogóle poznać: rozdanie tego, co Ojciec wpierw dał tobie.

A zatem powtórzmy na zakończenie tej godziny: miłujcie się nawzajem. Patrz na drugiego jak na ukochanego, jak na przyjaciela, jak na równego sobie. Uwolnij wszystkie istoty od swej potrzeby posiadania, zrodzonej z lęku, którego być nie musi. Poznaj prawdę o Marii Magdalenie w swym własnym istnieniu. Przyjdź i przebywaj z nami, bawiąc się w nieskończonych sferach doskonałego Królestwa naszego Ojca. I tak oto znów będziemy tworzyli razem to, co szerzy dobro, świętość i piękno, aż w końcu każde źdźbło trawy, każda cząsteczka energii we wszystkich wymiarach będzie śpiewała ku chwale jedynego Imienia Ojca – a Imię Boga to Miłość.

Pokój więc niech zawsze będzie z nami.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Doświadczenie z 3-dniowym ćwiczeniem

Kochani,

pragnę podzielić się z Wami jednym z serii doświadczeń, jakie miałam w wyniku pracy z trzydniowym ćwiczeniem danym nam przez Jeszuę podczas spotkania w Warszawie 2 października. W czwartek udałam się do jednej z warszawskich księgarni. Czułam silne przyciąganie, by tam zajść, choć bez jakiegoś szczególnego powodu… Gdy przeglądałam sobie książki przy jednym ze stanowisk, nagle w sercu usłyszałam Głos: „Nie ma przypadków nawet w tym, koło kogo stoisz w księgarni…”. Hmm… Zdziwiona uniosłam wzrok, a przede mną, nad tym samym stolikiem pełnym książek, stał mężczyzna, który zdawał mi się skądś znajomy. Nie miałam stuprocentowej pewności, że go znam, i zaczęłam się już oddalać od niego, ale wtedy ten sam Głos znowu zabrzmiał w mym wnętrzu: „No idź tam i zagadaj, to jest właśnie twoje szaleństwo na dzisiaj!”. No więc posłuszna przeczuciu podeszłam do owego mężczyzny i okazało się, że faktycznie jest to osoba, którą poznałam pół roku temu na pewnych warsztatach :). Nawet nie kryłam przed nim tego, że na moje jego zauważenie wpływ miał ów usłyszany we wnętrzu Głos. Ostatecznie okazało się, że z tej naszej rozmowy prawdopodobnie wywiąże się pewna współpraca. Podaję to jako przykład tego, że faktycznie dzieje się tak, jak Jeszua nam mówił – kierowani ku nam są właściwi ludzie, a my ku nim, i mamy być otwarci na instrukcje, co czynić, co powiedzieć i do kogo. Wystarczy tylko być czujnym i słuchać. I nie wierzyć temu, że ów wewnętrzny Głos to jedynie głos własnej wyobraźni.

Jeśli ktoś z Was chciałby podzielić się swoją historią związaną z trzydniowym ćwiczeniem, to zapraszamy do zostawiania komentarzy pod tym artykułem.

Pozdrawiam Was serdecznie!

Maria

Żywe praktyki

Żywe praktyki to doświadczalne i głęboko transformujące praktyki, które Jayem otrzymał od Jeszuy i którymi dzieli się na swoich warsztatach. Należą do nich: Aramejska Modlitwa Pańska, Błogosławieństwa, Oddech Miłości, Radykalny Wgląd oraz szczególna medytacja: W Imię.

Niektórymi z tych praktyk Jayem posługiwał się podczas spotkania w Nowych Gutach we wrześniu 2018 r. Więcej informacji na ten temat wraz z tłumaczeniami materiałów pomocniczych, które otrzymaliśmy, znajdziesz na nowo stworzonej przez nas podstronie: Żywe praktyki.

Jayem w Nowych Gutach – nagrania

Oto większość nagrań ze spotkania z Jayemem w Nowych Gutach, które odbyło się w dniach 26-30 września 2018 r. Intensywne dźwięki w tle, które słychać na niektórych nagraniach, to odgłos wiatru lub deszczu odbijającego się od ścian jurty, w której miało miejsce spotkanie.

 

Trzydniowa praktyka od Jeszuy

Przyjaciele serca, poniżej publikujemy spisane przez nas na szybko instrukcje do trzydniowej praktyki, którą otrzymaliśmy wczoraj od Jeszuy podczas spotkania w Warszawie. Całość nagrania channelingu możesz obejrzeć tutaj.

1. Tak często jak to możliwe – ale przynajmniej raz na dzień – zejdź z betonu symbolizującego oddzielenie od Matki Ziemi.
2. Swym wewnętrznym wzrokiem spójrz w swoje serce.
3. Z serca wewnętrznym wzrokiem spójrz na napływające z góry i przez czakrę korony światło. Niech zstąpi ono do twego serca.
4. Wiedząc, że jesteś mocą, poprzez którą wszystko się dzieje, pozwól, aby to światło eksplodowało z twego serca we wszystkich kierunkach. Poczuj jak dotyka ono inne istoty, których nawet nie spotkałeś, a nawet całą ludzkość.
5. Sprowadzając ów prąd światła z góry głęboko do podstawy serca, pozwól, aby otworzył on drzwi podstawy serca i zszedł w dól. Niech ten prąd rozprzestrzenia się na dół, stopniowo zalewając całe ciało, będące niczym innym, jak jedynie głębią twego umysłu. Powitaj to światło. Chciej, aby zstąpiło ono i wpłynęło do wszystkich komórek ciała oraz pod twe stopy.
6. Ponieważ przyszedłeś na Ziemię, aby zakotwiczyć tu światło, aby poczuć, jak scala ono w tobie Niebo i Ziemię, pozwól teraz, aby energie Ziemi wstępowały w górę. Domagaj się w swym wnętrzu, aby Matka Ziemia przysłała swoje uzdrawiające energie, po to, aby spotkały one zstępujące z góry światło, aż te dwa prądy spotkają się pod twymi stopami.
7. Po trzech dniach tej praktyki – wykonywanej przynajmniej raz dziennie – zacznij w swym wnętrzu zadawać sobie pytanie: „Z kim chcesz, żebym nawiązał kontakt?”. My [Jeszua i inne istoty światła – przyp.nasz :)] przyślemy do ciebie właściwe osoby. Ty masz je tylko przywitać i pozwolić, aby ten kontakt, to połączenie w świetle, ogarnęło je i przez nie przepływało.

Droga serca – Lekcja 10

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)


Teraz, zaczynamy.

Zaprawdę, ponownie witam was, umiłowane i święte Dzieci Boskiego Światła i Miłości. Jak zawsze przychodzę, by trwać z wami w doskonałej ufności, w doskonałej akceptacji i w doskonałym pokoju. Jak zawsze przychodzę, by przebywać z wami w tym miejscu, które współdzielimy na zawsze jako jednorodzony Syn Boga. Jestem zatem tym Umysłem, który szepcze do was w każdej chwili waszego natchnienia. Zaprawdę więc jestem tym Umysłem, który zakrada się w wasz umysł, w przestrzeń pomiędzy dwiema pełnymi lęku myślami i przypomina wam o Prawdzie, która was wyzwala.

Kiedyś byłem człowiekiem – to znaczy byłem po prostu taki jak wy. Skierowałem swą uwagę na przyjęcie tożsamości jakiejś niepowtarzalnej istoty, która urodziła się w czasie i w czasie przeminęła. I kroczyłem przez wasz świat, tak jak wszyscy inni mężczyźni i kobiety. Jednak gdy kroczyłem po waszej planecie, zacząłem się zastanawiać nad znaczeniem Stworzenia, nad celem mojego własnego istnienia. I podczas gdy inni wydawali się być radośnie pochłonięci lub oddani drogom tego świata, szukając w nim swych chwilowych rozrywek, próbując zdobyć i sprawować kontrolę nad tak wielkim bogactwem, jak to tylko było możliwe i wszystkimi innymi rzeczami, ja często oddalałem się gdzieś samotnie. Siadałem pod drzewami nad strumieniem, próbując rozwikłać tajemnicę przejawiającą się w pięknie kwiatu. Starałem się zobaczyć moc objawiającą się jako tańczący wśród traw wiatr. Liczyłem błyszczące diamenty połyskujące na powierzchni jeziora w świetle promieni wschodzącego o poranku słońca.

I zacząłem uczyć się pytać owego Źródła, owej Tajemnicy:

Ojcze, Ty, który mnie zrodziłeś, dlaczego jestem?
Gdzie jestem?
Kim jestem?

Moim pogłębiającym się pragnieniem było wówczas poznać Prawdę, która mogłaby wyzwolić całą ludzkość. I odkryłem, że dopóki ta wolność nie objawi się w pełni we mnie, nie było sensu rozmawiać o tym z innymi. Tak więc odszukałem największe umysły, najlepszych nauczycieli. O tak, błogosławieństwem dla mnie była rodzina, która już oddana była zrozumieniu tajemnic tego, co nazywali Bogiem. I to oni poprowadzili mnie do wielu takich nauczycieli.

W miarę gdy moja mądrość zaczęła się rozwijać, nauczyciele spoglądali na mnie i mówili:

„Hm, dzieje się tutaj coś ciekawego”.

Jednak byli już tacy, którzy wiedzieli o mnie więcej, niż wiedziałem o sobie ja sam: prorocy, jasnowidze, astrologowie i mędrcy wielu kultur. Oni już wiedzieli, że w kontekst umysłu konsensusu całej ludzkości, zwanego przez was zbiorową świadomością– niczym w spokojną i przejrzystą toń stawu – miał zostać wrzucony kamyk, tworząc fale, które zapoczątkują zmianę tego, jak ludzka świadomość postrzegała samą siebie. Wówczas jeszcze tego nie wiedziałem, albowiem moje narodziny w tym świecie nadal spowite były dla mnie tajemnicą, tak jak wasze narodziny były spowite tajemnicą dla was, gdy przyjęliście swą ludzką postać.

I gdy dorastałem, w głębi mych cichych modlitw i medytacji zaczęły mi się objawiać przebłyski, wglądy, rozpoznania i wspomnienia innych wymiarów. Zacząłem rozwijać zdolność komunikowania się z mistrzami pochodzącymi z linii mojego rodu, którzy dawno już odeszli z tej planety. Zacząłem rozumieć, że świadomość nie jest w ogóle ograniczona do przestrzeni i objętości ciała.I gdy obserwowałem ludzi w ich zapracowaniu, zacząłem rozumieć, że olbrzymia większość z nich całkowicie myliła siebie z ciałem. Żyli tak, jakby mieszkali w ciele, a przez to zostali w jakiś dziwny sposób uwięzieni. Żyli tak, jak gdyby to, co przydarzało się ciału, przydarzało się im. Żyli tak, jak gdyby nie wiedzieli, że mogą przekroczyć ciało w każdej chwili, że mogą zakosztować olbrzymiej przestrzeni świadomości, że mogą podróżować w inne miejsca i czasy, a wymagało to niewiele więcej niż rezygnacji z poświęcania uwagi światu, który wytworzyli.

Na początku nie rozumiałem tych rzeczy i postrzegałem siebie jako odmieńca. Rozdzierały mnie wewnętrzne konflikty, w miarę jak w mej świadomości pojawiały się lęki, lęki będące częścią ludzkiej rzeczywistości konsensusu, będące konfliktem:

„Mam pozostać taki jak inni? Może powinienem wrócić do warsztatu stolarskiego mego ojca i po prostu zaakceptować, że mym przeznaczeniem jest po prostu bycie cieślą”.

Lecz były i inne głosy, które do mnie mówiły i mnie wzywały, przychodząc często w nocy. I w miarę jak nauczyłem się rozróżniać te inne rzeczywistości, inne wymiary, przemieszczając swą uwagę ze świata ciała do świata wewnętrznej wizji, często w nocy przychodzili do mnie nauczyciele, stając przy mym łóżku. I ostatecznie poznałem, kim byli. Rozpoznałem mistrzów i nauczycieli bardzo pradawnego rodu, którego byłem częścią. Przychodzili oni i szeptali do mnie:

Nie zapominaj celu, dla którego zostałeś posłany z Umysłu Boga, albowiem przez ciebie zrodzony zostanie początek przypomnienia pradawnej pamięci. A twe życie stanie się dla wielu dowodem Prawdy, że jedynie Miłość jest rzeczywista.

Chodzi tu o coś bardzo prostego. Chcę wam przekazać po raz kolejny, że życie, jakim żyłem jako człowiek, nie różniło się od waszego. Na początku spowijała mnie tajemnica, byłem dzieckiem pośród dzieci, ludzką istotą zmagającą się ze znalezieniem sensu w swym świecie. Tak, coś wewnątrz mnie mnie przyzywało, jakaś tęsknota, by poznać coś, czego świat wydawał się nie nauczać. Ale czyż nie jest prawdą, że wielu z was poczuło to samo wezwanie, tę samą tęsknotę – by dotknąć tego, co jest niewidzialne, by ujrzeć to, czego nie można zobaczyć, by usłyszeć to, czego uszy nigdy nie słyszały, by objąć to, czego ramiona nie mogą dosięgnąć, by trwać w doskonałym pokoju i doskonałej ufności?

Umiłowani przyjaciele, zrozumcie zatem dobrze, i jeszcze raz wam to powtórzę: przychodzę tylko jako wasz brat i wasz przyjaciel – ten, który kroczył przez świat tak, jak wy kroczycie, który oddychał tak, jak wy oddychacie, który płakał tak, jak wy płaczecie, śmiał się, jak wy się śmiejecie. Jestem taki, jak wy. I jeśli jest cokolwiek, co mogę wam dać, to oto, czym to jest: gdy spoglądacie na swe życie i każde zachodzące w nim wydarzenie, za każdym razem, gdy czujecie, że doznaliście porażki, za każdym razem, gdy odczuwacie wewnętrzny konflikt, za każdym razem, gdy jesteście pewni, że nigdy nie będziecie w stanie przekroczyć wszystkich tych wzlotów i upadków oraz przypływów emocji, jakie wydają się towarzyszyć życiu w tym świecie, pamiętajcie, że Jam przezwyciężył świat. A ponieważ ja to uczyniłem, zostało to już uczynione dla ciebie.

Jak to jest możliwe? Ponieważ dzielimy to samo Nieskończone Pole Umysłu, które dalece przekracza wszystkie poziomy i wymiary rzeczywistości przejawionej. Możecie czerpać z tego, co już się wydarzyło. Wystarczy tylko, żebyście spoglądali na mnie, jak na waszego brata i przyjaciela oraz uznali, że świat został przezwyciężony, a następnie przyjęli wolność – skutek jego przezwyciężenia – jako swoją własną.

Chodzi więc o to, byś nauczył się siedzieć w fotelu po pięciu minutach trwania jako Chrystus, kiedy to mówisz sobie:

Oto jestem wolny. Niebo jest teraz. Przeszłość minęła i wybieram ponownie. I tego dnia oddaję się nauczaniu jedynie Miłości, dzieląc się tylko miłującymi myślami. Tego dnia będę patrzył na każdego, kto wchodzi w pole mego doświadczenia, i wpierw będę oddychał głęboko obecnością Ducha Świętego. I będę spoglądał oczami przemienionymi prostym uznaniem Prawdy: wszystkie umysły są połączone i nie widzę przed sobą obcego, lecz kogoś, kto kroczy, tak jak ja kroczę, kto czuje, tak jak ja czuję, kto tęskni, tak jak ja tęsknię, kto uniża się, tak jak ja się uniżyłem, kto modli się o pokój, tak jak ja się dotąd modliłem. A zatem dam im to, czego szukają. I w tym dawaniu, sam to otrzymam.

Droga jest tak prosta i tak łatwa, że umysł tego świata ją przeocza, myśląc: „tak być po prostu nie może”. Lecz to, co jest proste, wydaje się niemożliwe dla kogoś, kto upiera się przy złożoności. A umysł, który upiera się, by trwać w konflikcie, po prostu nie potrafi przyjąć, że istnieje inna droga. Lecz oto, co na ciebie czeka: na końcu wszystkich twych zmagań, na końcu wszystkich twych zwątpień i na końcu wszystkich chwil nieświadomego podporządkowywania się umysłowi świata, pozostaje dokonanie jednego prostego wyboru– uznać Prawdę, która już cię wyzwoliła.

Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy. Tak było od zawsze. Zrealizowało się to w życiu Jeszuy, syna Józefa, który ujawnił mi Prawdę o mnie, ponieważ mnie kocha. I jeśli on może to czynić, to i ja mogę to czynić. I właśnie w tej chwili akceptuję swoje przeznaczenie, by kroczyć po tej Ziemi przebudzony i w pokoju, w mistrzostwie, a nie w lęku. I zaczynam swe posłannictwo już teraz.

Kogo bowiem mógłbyś znaleźć, kto by cię uzdrowił? Kogo mógłbyś odkryć, kto przyniósłby ci jakąś formę magii, która przezwyciężyłaby twój opór przed Prawdą? Szukaj wzdłuż i wszerz, a i tak nikogo nie znajdziesz. Szukaj wiecznie, a pozostaniesz wiecznym poszukiwaczem. Albowiem Prawda jest ustanowiona w twym sercu i dana ci jest cała moc w Niebie i na Ziemi. Właśnie ta moc zmienia pęd umysłu i uzdrawia każde poranione postrzeganie.

A zatem na końcu wszelkiego szukania musisz spojrzeć w lustro i podjąć decyzję, że to ty jesteś tym, który siebie uzdrowi.Właśnie tyw swej nieskończonej wolności, podejmujesz decyzję, jak używać mocy umysłu w każdym momencie. Dlatego też jedyne pytanie, jakie poszukiwacz Prawdy naprawdę musi sobie zadać, brzmi tak:

Czy chcę doświadczać konfliktu czy pokoju? Czy chcę mieć rację, czy chcę być szczęśliwy? Czy chcę widzieć, że wszystkie wydarzenia w tym świecie są całkowicie neutralne, niczym ulotne sny, które pojawiają się i przemijają?Czy chcę widzieć siebie jako doskonałego i całkowitego? Albowiem tak, jak patrzę na świat, tak osądzam siebie. I tak jak patrzę na siebie, tak osądzam świat.

To był prosty sekret, który kiedyś odkryłem, gdy kroczyłem po waszej planecie – że nie chodziło o osiągnięcie jakiegoś wielkiego mistycznego stanu świadomości. Nie chodziło o pozyskanie wielkich mocy, które mogłyby przyciągać uwagę tłumów. Nie chodziło nawet o zdolność ich przejawiania, choć rzeczywiście owe moce często wyrażają się poprzez budzący się umysł. Chodzi o zaakceptowanie Prawdy, która jest zawsze prawdziwa i o bycie zdeterminowanym, by pozwolić Prawdzie być fundamentem, z którego zarządzasz każdą chwilą swego doświadczenia.

Jestem przebudzony. Jestem bezpieczny. Trwam w pokoju. Jaki chcę, by naprawdę był cel tej chwili? Albowiem tak jak orzeknę, tak będzie.

Umiłowani przyjaciele, droga jest łatwa i nie wymaga wysiłku. Istniejecie, by szerzyć wasz skarb. A waszym skarbem jest to, co złożone jest w Niebie mocą decyzji, by pamiętać tylko twe miłujące myśli, by szerzyć jedynie miłujące myśli i by pozwalać, aby wasze działania wyrażały lub przejawiały w polu czasu dobro, piękno i świętość. Nigdy nie jest wam odbierana wasza wolność. Nigdy, w żadnych okolicznościach, nie tracicie niewinnej wolności nauczania jedynie Miłości, wolności bycia obecnością pokoju i rozpoznawania, że świat nic wam nie może dać, tak samo jak nic wam nie może odebrać.

Kiedy dziecko przechodzi przez zmianę świadomości – wy nazywacie to procesem dojrzewania – nadchodzi pewien moment, lecz nie na drodze zmagania ani planowania, ani intensywnego przetwarzania, ani za pomocą jakichkolwiek strategii. Dziecko zwyczajnie w jednej chwili spogląda na zabawki, którymi się bawiło i po prostu z nich wyrasta. Rodzice wracają do domu, a dziecko już odłożyło samochodzik do szafki, lalkę na okienny parapet i w zamian czyta książkę. Kto dokonuje tej zmiany? Nikt na zewnątrz dziecka.

Kiedy odkładasz na bok dowolny negatywny nawyk, jaki w sobie postrzegasz, kiedy rezygnujesz z nadawania wartości czemuś, co dłużej ci nie służy, zwyczajnie to przekraczasz i masz to już za sobą. Nic wielkiego. Nikt tego nie robi za ciebie, po prostu sam podejmujesz decyzję. Wycofujesz wartość, jaką to obdarzałeś i obiekty, które były symbolami tego, co ceniłeś, zwyczajnie znikają z twego życia.

Dokładnie w ten sposób może zostać odłożony stan nieoświecenia – jakby był zabawką, z której wyrosłeś. Wystarczy, że spojrzysz na wszystkie skutki nieoświecenia, a następnie zadasz pytanie:

Czy to właśnie tego chcę nadal doświadczać? Czy też chcę odłożyć lalkę na parapet i w zamian wziąć do ręki książkę?

Książkę, która mówi o Życiu; książkę, która jest wypełniona mądrością; książkę, która naucza, jak kroczyć z lekkością przez świat, aby być w świecie, ale nie z tego świata. Książka ta jest głębią twej świadomości, w której wszystko już jest zapisane. A ta głębia ma swe źródło w twym sercu. Wchodzisz w nią poprzez przebaczenie, przez proces wyrzekania się świata – nie nienawidzenia świata, nie pogardzania światem, lecz zwyczajnego wyrzeczenia się go. Pozwalasz, by twój czas ci służył w procesie wyrzekania się tego, co już ci nie służy i co tylko zakłóca twój spokój.

W miarę, gdy będziesz rozwijał tę praktykę, odkryjesz, że pokój, który już jest w tobie, którego dotknąłeś już tysiąc razy na milion różnych sposobów, zaczyna być coraz trwalszy – jak promienie słońca przedzierające się przez mgłę, która osiadła w górskiej dolinie, skrywając jasność rzeczy. Twój pokój schodzi łagodnie jak gołębica, zstępując – jakby powiedzieli niektórzy – od czubka głowy, w dół przez umysł mózgu, i dalej w dół do serca, brzucha i do wszystkich komórek ciała, póki ciało trwa.

Łagodne wyrzekanie się świata opiera się na twej decyzji, by wybierać nauczanie jedynie Miłości, ponieważ uświadomiłeś sobie, że jeśli tego nie czynisz, skutki, jakich natychmiast doświadczasz, są bolesne, pełne konfliktu i niespełnienia, i że właśnie tego już dłużej nie chcesz. Oto zacząłeś przekraczać świat, który wytworzyłeś i zacząłeś odzyskiwać świat, jaki został dla ciebie stworzony; świat, który spoczywa w doskonałym związku – związku Ojca i Syna, Boga i Dziecka, Stwórcy i Stworzenia. Ta droga jest łatwa i nie wymaga wysiłku.

Czy jakakolwiek wartość kiedykolwiek nadana przez ciebie temu światu przywróciła ci pokój, którego szukasz?

„Och, na pewno ten samochód mi go zapewni. Ten związek mi go zapewni. Ta nowa praca mi go zapewni. Gdy tylko będę mógł się wybrać w podróż na odległy kraniec świata, wówczas osiągnę spokój”.

I tak oto spokój nigdy nie przychodzi.

Twórca, który trwa w oświeceniu, wie, że wszystkie wydarzenia są neutralne, tak neutralne, że nie mają skutków. Skutków doświadczają jedynie ci, którzy sami postanowili uwikłać się w złudzeniach. Przebudzony twórca zwyczajnie tworzy poprzez oddanie się Tajemnicy Tego, co go stworzyło. Umysł oświeconego stwórcy nie wstaje rano i nie mówi:

„Jak mogę przetrwać kolejny dzień w tym świecie?”

Gdy oświecony twórca wstaje rano, zadaje następujące pytanie:

Jak mógłbym dziś szerzyć skarb dobra, świętości i piękna? Jak dokładnie tutaj, gdzie jestem, mogę doświadczać tych skarbów nawet w przestrzeni i objętości tego ciała? Jak mogę spoglądać w miłości na to, co pokazują mi moje fizyczne oczy, tak bym mógł dostrzec lub też wychwycić dobro, świętość i piękno, i w ten sposób dawać je sobie?

Umysł oświeconego twórcy wie, że sam z siebie nie czyni niczego. Ale w każdej chwili podejmowania decyzji może pozwolić wielkiej mocy i tajemnicy Miłości, by kierowała jego krokami. Może zacząć używać czasu, by doskonalić swą zdolność słuchania jedynie Głosu Miłości – z chwili na chwilę, z oddechu na oddech, z dnia na dzień, aż w końcu czas zostaje przetłumaczony na wieczność. A umysł spoczywa, odpoczywa w doskonałym związku z Bogiem.

Wydarzenia dalej zachodzą. Świat dalej będzie tym, czym zdecyduje się być, nieświadomy, że kroczą po nim ci, którzy się przebudzili, którzy nie mają potrzeby robić niczego na pokaz. Oni zwyczajnie są czuwającą obecnością, wiedząc, że teraz w każdej chwili będą natchnieni przewodnictwem Pocieszyciela, przewodnictwem prawidłowej umysłowości, przewodnictwem oświecenia. Tak więc nie są oni już dłużej przywiązani do lęku:

„Co powinienem powiedzieć? Co powinienem zrobić? Jak ta osoba to odbierze? Jak tamta osoba to odbierze?”

Świat nie jest już dłużej zmartwieniem.

I doświadczają oni swego życia jako stale płynącej tajemnicy, jak gdyby coś innego nimi żyło. Oto znaczenie słów wypowiedzianych przez mego przyjaciela, a zapisanych w Biblii: „Niech was ożywia ten Umysł, On też był w naszym Panu, Jezusie Chrystusie.” [Flp 2,5 – przyp. tłumacza]. Ten Umysł jest umysłem doskonałej wolności. Nie należy do nikogo, ale może być pielęgnowany tak, by przejawiał się przez ciebie. Ale tylko, jedynie wtedy, gdy każda cząstka twego istnienia jest w pełni oddana świętości. Nie można wejść do Nieba, zostawiając na zewnątrz choćby jeden palec. Cały twój umysł, cała twa energia, wszystkie twe dary, cała twa świadomość muszą być oddane byciu obecnością Pokoju. I tego nikt za ciebie nie zrobi. Siedzenie u stóp oświeconych mistrzów, słuchanie mnie na waszych nagraniach audio i wideo tego za ciebie nie załatwi.

Najmądrzejsi z uczniów to ci, którzy słyszą słowo i stosują je w praktyce pilnie i starannie, dla siebie. Nie dla swej matki, nie dla swego ojca, nie dla swych małżonków, nie dla swych braci, nie dla swych sióstr, nie ze względu na planetę, nie ze względu na wszechświat, nie ze względu na nadchodzący nowy świt, nie ze względu na cokolwiek innego, lecz ze względu na siebie. Albowiem ich Ja jest tym, co Bóg stworzył. I to Ja wzywa was, byście je uszanowali, oddzielając Siebie od złudzeń, jakim zezwoliliście zagościć w waszym umyśle i byście z pełnym oddaniem nauczali jedynie Miłości.

Nie ma innej drogi. Tak, możesz uczyć się medytować i pozwalać umysłowi i ciału rozluźniać się i relaksować. Tak, możesz uczyć się rytuałów, które pomagają ci koncentrować uwagę, byś pamiętał, czemu jesteś oddany i wskutek czego rozproszenia świata wydają się mieć na ciebie mniejszy wpływ lub nie wciągają cię tak bardzo. Jest wiele strategii, którymi możesz się cieszyć i których możesz doświadczać. Ale ostatecznie chodzi tylko o jedno: o cichy wybór w swym wnętrzu, wybór, którego nikt nie rozpoznaje, nikt nie widzi, nikt nie słyszy. Oto dlaczego kiedyś krzyczałem na Faryzeuszy:

„O tak, zaprawdę odebraliście już swą nagrodę, wystając na rogach ulic, by się ludziom pokazać, że pościcie i modlicie się, gdy powinniście wejść do swej izdebki, by się modlić”.

Innymi słowy: pozostawać w odosobnieniu, nie czyniąc nic na pokaz, lecz po prostu wykorzystując każdą chwilę, by wzmacniać swe oddanie uczeniu się wszystkiego, czym jest Miłość, przez jej nauczanie. Przez słowo „nauczanie” rozumiem po prostu, że w każdym momencie postanawiasz wyrażać jedynie Miłość.

Przebaczenie jest aktem, poprzez który uczysz się, czym jest Miłość, i który pozwala ci przekroczyć świat. Dzielenie się jedynie miłującymi myślami – wspierającymi myślami – gdy spoglądasz łagodnie na Chrystusa w innych, jest drogą, która prowadzi cię do przekroczenia świata. Spoglądanie na wszystkie rzeczy tego świata i widzenie, że są całkowicie nieszkodliwe i że nie są w stanie cię ograniczać lub trzymać uwięzionym, jest drogą, która wiedzie cię poza świat.

A jednak wszystko to opiera się na praktyce „starania się wpierw o Królestwo”, co nie oznacza wiary we mnie, czy posiadania jakiegoś teologicznego pojęcia definiującego, czym jest Bóg, ani wyznawania jakiejś religii czy doktryny kościelnej. Królestwo Niebieskie jest w was. Ono jest samą mocą wyboru. Jaki kamyk wrzucisz w toń swej świadomości?

Wyobraź sobie, że dochodzisz do takiego momentu, kiedy to tuż przed każdym działaniem, w jakie się angażujesz, bez rytuałów, bez trudności, bez wielkich pokazów i ostentacji, bez palenia kadzidła i zapalania czterdziestu milionów świec, i bez tych wszystkich chorałów gregoriańskich albo rock and rolla, albo czego byś tam jeszcze nie chciał – bez żadnej z tych rzeczy – w cichej świątyni swego serca dokonujesz prostego wyboru:

W tej chwili zamierzam odkryć, co to znaczy nauczać jedynie Miłości.

Może to być prosty uśmiech. Może to być zawieszenie wzroku na pięknie kwiatu i powiedzenie:

Ach, to jest bardzo dobre.

Może to być zjedzenie śniadania i faktycznie bycie obecnym w trakcie jego spożywania, bez wybiegania myślą do obowiązków w pracy.

Oto, umiłowani przyjaciele, jest droga wiodąca do Prawdy, która was wyzwoli. Musicie całkowicie i w pełni oddać się przebudzeniu z tylko jednego powodu – dlatego że uświadomiliście sobie, iż nie macie innego wyboru (dokonaliście już wszystkich wyborów i prowadziły one tylko do bólu) – wasze Ja wzywa was, abyście rozpoznali, czym ono jest – przebudzonym mistrzem, obecnością Chrystusa w was, która chce natchnąć każdy krok, natchnąć każdą decyzję, natchnąć jakość waszego postrzegania i samą istotę waszej wiecznie szerzącej się przejrzystej świadomości. Albowiem to jedynie twoja świadomość może sięgnąć i objąć wszystkie stworzone rzeczy, aż dosłownie uświadomisz sobie, że wszystkie rzeczy powstały w tobie!

Oto jak wielki jesteś! Oto jak jesteś wspaniały! A dlaczego? Ponieważ to jest wszystkim, czym jesteś! Jesteś oceanem, z którego powstały fale wymiarów i światów. Właśnie Temu Umysłowi masz pozwolić być w sobie, tak jak kiedyś był on we mnie, gdy kroczyłem po waszej Ziemi. Nie mów, że to trudne.

I gdy kiedykolwiek słyszysz, jak jakiś nauczyciel czegoś naucza lub inny naucza czegoś innego, zadaj sobie pytanie:

„Czy ofiarowują mi oni prostotę czy złożoność? Czy ofiarowują mi zwyczajny spokój, czy też muszę się otaczać szeregiem rekwizytów rytualnych? Czy ofiarowują mi skomplikowane medytacje i modlitwy oraz listę zadań do wykonania, czy też po prostu przypominają mi o Prawdzie i proszą mnie, bym w niej spoczął? Czy będą mi mówili, że muszę się wybrać na tysiąc pielgrzymek? Czy też przypominają mi, że Niebo jest obecne, kiedy robię sobie rano filiżankę herbaty, jeśli tylko zechcę pamiętać, kto zaparza tę herbatę?”

Zaparza ją Chrystus.

Dlatego też nie rozpraszaj się. Albowiem z końcem tej ery pojawi się cała bogata paleta nauczycieli utrzymujących, że nauczają oświecenia i że poprowadzą cię do wszelkiej wiedzy. Patrz uważnie, czy wymagają od ciebie, żebyś za nimi podążał. Czy wymagają od ciebie, byś zrezygnował ze swego własnego rozeznania? Czy też zachęcają, byś spojrzał głębiej w siebie, pytając cię:

„Co czujesz? Co myślisz? Co chcesz uczynić? Czy chcesz zaakceptować odpowiedzialność za skutki swych działań? W co wierzysz? Czego chcesz? Jesteś wolny. Ja jestem równy tobie. Pełnię tylko rolę twego tymczasowego przewodnika i kiedyś dalece mnie wyprzedzisz”.

Jak mówią? Czego nauczają? Czy ich lęk przesącza się w ich słowa? Czy wierzą, że muszą cię nauczyć, jak kontrolować siły natury, siły umysłu? Czy uczą cię, jak się ochraniać przed złem? Jest wielu takich nauczycieli i będzie ich jeszcze więcej. Kiedy słyszysz od nich te wszystkie rzeczy, odwróć się i uchodź przed nimi! Albowiem nie potrzebujesz ich. Już ich wyprzedziłeś.

Zapytaj się tylko:

Jak mogę dziś powiększyć swój skarb?

I gromadź skarby tam, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą, to znaczy tam, gdzie czas, materia, ciało i świat nie mogą cię „usidlić”. Gromadź więc raczej skarby, które są w Niebie: przebaczenie, spokój, bezgraniczność, rozpoznanie swej nieograniczonej mocy, wszystko to, co przynosi radość i rozjaśnia uśmiechem twą twarz. Gromadź te skarby dla siebie, a wszystko będzie ci dodane.

Albowiem jest taka droga bycia w świecie, która nie wymaga ani planowania ani zmagania się, choć wejście na nią wymaga wyrzeczenia się lęku. Wejście na nią wymaga oddania się nauczaniu jedynie Miłości, aż w końcu umysł jest znów cały i niepodzielony. Jest taki sposób bycia w świecie, który w ogóle nie jest stąd. Ciało nadal trwa. Tak, nadal działasz tak, jak wszyscy myślą, że działasz. To znaczy znają twe imię, wiedzą, gdzie mieszkasz. Ty sam wiesz, jakim samochodem masz jeździć, wiesz, do kogo masz wrócić wieczorem do domu. Jednak gdy spoglądasz na te wszystkie rzeczy, to w twej świadomości stają się jakby przezroczyste.

A wszelkie emocje przychodzą i odchodzą. Lecz ty jakoś zaczynasz rozpoznawać, że jesteś czymś dużo więcej niż pojawiającymi się i odchodzącymi rzeczami, że oglądasz taniec cieni, łagodnie przemijający sen, który znika w ułamku kosmicznej sekundy. To jednak nie staje się drogą wypierania się tego, czego doświadczasz. Raczej daje ci to wolność objęcia tego i życia tym w pełni, z pasją, z poczuciem celu, z mocą i w doskonałej wolności– bez żadnego niepokoju, żadnej presji, a jedynie z chęcią, by tańczyć w tym świecie snów, pozostając przebudzonym.

Jeśli chodzi o tych z was, którzy słyszą to przesłanie po odsłuchaniu poprzednich, to jeśli rzeczywiście spędzałeś pięć minut ćwicząc, już wprowadzasz siebie coraz bardziej i, być może, coraz głębiej, w ów stan przezroczystości, który wam opisuję. I ta przezroczystość będzie rosła do punktu, który mógłbyś określić jako masa krytyczna – kiedy to nagle ty, jako istnienie, nie będziesz już w stanie nawet myśleć o sobie jako o ciele w czasie i przestrzeni. I wówczas ciało zwyczajnie zaniknie, a twa świadomość nigdy więcej nie będzie już doświadczała ograniczeń ciała. Lecz zabierzesz ze sobą te radości, jakich nauczyło cię doświadczenie cielesne, albowiem są one odciśnięte na zawsze w twej świadomości. Ziemia jest pięknym miejscem, jednak jest ona jedynie bladym odzwierciedleniem promiennego, transcendentnego piękna, dobra i świętości, które przenikają Stworzenie mego Ojca. Kochaj ją, obejmuj ją, dziękuj jej, jednak nie trzymaj się jej kurczowo.

Naucz się więc, jak nauczać jedynie Miłości. Opierając się na tym, co robiliście do tej pory, chcemy was zwyczajnie poprosić, żebyście dodali następującą bardzo prostą praktykę. Kiedy będziesz siedział przez pięć minut, trwając jako Chrystus, pamiętając Prawdę, która cię wyzwoliła, zacznij zadawać sobie proste pytanie:

Jak mogę powiększyć mój skarb tego właśnie dnia? Jak mogę dodać do tego, co gromadzę w Niebie własnej świadomości?

Natychmiast zaczną ci się pojawiać obrazy – stary przyjaciel, do którego trzeba zadzwonić, ktoś czekający na list od ciebie. To może być tak proste jak wzięcie na kolana swego kota, dostrzeżenie w tej żywej istocie całej nieskończoności i odczuwanie radości z przesuwania dłonią po jej futerku. To może być coś wielkiego, jak wyjazd do Waszyngtonu, by przekazać Prezydentowi błogosławieństwo. Nie ma znaczenia, co to będzie, ponieważ Głos Miłości będzie kierował twymi poczynaniami. To może być tak zwyczajne jak zwrócenie się do małżonka ze słowami: „Wiesz, jestem za ciebie wdzięczny”. To wszystko. Czymkolwiek by to nie było, niech ten dzień nie minie, dopóki nie dokończysz tej czynności, a przynajmniej dopóki nie zaczniesz jej realizować.

Widzisz zatem, to wielkie pytanie brzmi:

Czy chcę ufać temu, co płynie z Umysłu mego Ojca poprzez mój umysł, jako czemuś, co daje mi moc powiększania mego skarbu?

Tak, w istocie oznacza to życie w inny sposób, niż żyje świat. Tak, w istocie oznacza to robienie czegoś wbrew zasadom świata. I może się wydawać, że potrzebujesz na to więcej energii na samym początku, gdy umysł nabiera rozpędu, by zwrócić się w innym kierunku, by otrząsnąć się z nagromadzonego w twej świadomości brudu.

Lecz mogę wam obiecać, że jeśli zechcecie wejść na taką ścieżkę – zwyczajnie, radośnie, łagodnie, cierpliwie – cel waszej podróży jest pewny. Jeśli wybierzesz ścieżkę wypełnioną magią i wieloma złożonymi strategiami, cel nie jest tak pewny. Droga jest łatwa i nie wymaga wysiłku:

Już jestem Tym, czego szukam. Potrzebuję jedynie pozwolić, aby To mnie poprowadziło. I dopóki trwa to ciało, pozwolę mu być narzędziem komunikacji, które powiększa skarb doskonałej Miłości, doskonałego bezpieczeństwa i doskonałego pokoju dla wszystkich, którzy wchodzą do mego domu.

A twój „dom” to twoje pole energii, przestrzeń twej obecności.

I na koniec chcemy zaproponować wam, zwłaszcza tym, którzy zaangażują się w ten proces w kolejnych miesiącach, abyście praktykowali to aż do czasu, który zwiecie Bożym Narodzeniem. Pod koniec swych pięciu minut spójrz na siebie okiem swego umysłu, tak jakbyś zatoczył koło od poprzedniego do obecnego Bożego Narodzenia. W twej podróży miało na ciebie wpływ wiele domów astrologicznych, wiele energii. Nawiązałeś relacje z niezliczoną liczbą braci i sióstr. W twej świadomości pojawiło się tysiące wizji, snów i objawień. Miałeś całe mnóstwo okazji, by tracić równowagę i spokój.

Jesteś niczym przybysz, syn marnotrawny, który wędrował przez królestwa ludzkiej świadomości, a teraz widzisz, że zataczasz pełne koło. Policz dni od czasu, gdy słyszysz to po raz pierwszy aż do dwudziestego piątego grudnia. I niech każdy dzień będzie dla ciebie kolejnym krokiem, pielgrzymką, dopełnieniem odwiecznego cyklu. Niech każdy dzień będzie dniem, w którym potwierdzisz swe oddanie uwalnianiu się od wszystkiego, co nie jest w tobie Miłością, tak że gdy nadejdzie dwudziesty piąty grudnia, będziesz na niego gotowy.

A dwudziestego czwartego grudnia pójdziesz spać wcześniej, w ciszy i w modlitwie, tak byś obudził się zanim pierwsze promienie nowego dnia zjawią się, by z czułością pogłaskać Ziemię. I wyjdziesz z domu, nawet jeśli będziesz musiał się bardzo ciepło ubrać. I pospieszysz do miejsca wizji, miejsca, gdzie będziesz mógł spojrzeć z góry na twe miejsce zamieszkania. Niech to reprezentuje twą zdolność spoglądania na całe Stworzenie. Następnie, gdy już tam będziesz, odwróć się twarzą w kierunku wschodzącego słońca i odmów prostą modlitwę. Zamknij oczy. Uświadom sobie, że i tak niczego nie widzisz oczami ciała. Stań z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała i otwartymi do góry dłońmi. Oddychaj głęboko, wycisz umysł i zacznij po prostu mówić sobie wewnątrz:

Nastąpiła śmierć i bliskie jest zmartwychwstanie Chrystusa.

Ojcze, akceptuję w pełni Twą wolę dla siebie.

A Twą Wolą jest jedynie, abym był szczęśliwy i używał czasu w celu szerzenia mego skarbu.

I teraz przyjmuję ciepło Twego Światła i Twej Miłości.

Następnie zwyczajnie stój i czekaj, i przyjmij ciepło Światła. Albowiem możesz być pewien, że nawet gdy niebo jest zachmurzone, wraz ze wschodem słońca zmienia się energia powietrza. I jeśli pozostaniesz w ciszy, to poczujesz, jak zaczyna ona wpływać na energetyczną przestrzeń twej świadomości i twego ciała. Spijaj tę słoneczną energię każdą komórką swego ciała. Pij ją, aż poczujesz ciepło rozgrzewające kręgosłup. I kiedy całe ciało – od stóp do głów i w każdym koniuszku palców obu rąk – zostanie wypełnione światłem, wówczas łagodnie otwórz Oczy Chrystusa i pozwól sobie zobaczyć nowy świat, nowe stworzenie, nowy początek. Teraz droga do Królestwa się skończyła, a może się zacząć podróż w jego wnętrzu. Szkoła się kończy, za rogiem czeka uczelnia wyższa.

Zatem zostały ci przekazane nauki. A do tych z was, którzy być może usłyszą te słowa w jakimś innym odległym terminie, stosuje się ta sama Prawda. Wsłuchaj się dobrze w to, co zostało ci dane, albowiem przystąpiliśmy do pewnych bardzo prostych, lecz również bardzo potężnych inicjacji, które kiedyś były dane mnie, gdy ja również budziłem się do Rzeczywistości, że jedynie Chrystus mieszka we mnie.

I tym, umiłowani przyjaciele, zamkniemy naszą godzinę spotkania. Wsłuchajcie się dobrze we wszystko, czym się podzieliliśmy. Nie podchodźcie do tego lekko, choć wypełnia to lekkość Światła. Dobrze rozważcie każdą frazę, każde zdanie, a nawet przerwy pomiędzy słowami. Albowiem w tych cichych przerwach może przyjść objawienie. Oto czas, by w pełni zrodzić w sobie obecność przepełnionego pokojem Chrystusa!

A kiedy tego dwudziestego piątego będziesz schodził z owego wzniesienia, zmierzając do domu, zrób coś, co będzie świętowaniem twego narodzenia. Nie mojego, twojego. Ja potrafię się zająć swoim świętowaniem. A więc bądź radosny i świętuj w jakikolwiek chcesz sposób. I wiedz, że nastał świt Nowej Ery, Nowego Dnia. I już nigdy więcej nie będziesz w stanie przekonać siebie samego, że istnieje jakaś wymówka, by wierzyć w cokolwiek mniejszego niż Oświecona Świadomość Chrystusa.

Pokój więc niech zawsze będzie z wami. Tak jak ja zawsze jestem z wami.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


Oto pytania słuchaczy oraz odpowiedzi, jakie udzielił na nie Jeszua po nagraniu Lekcji 10 Drogi serca w 1995 r. :

Astrologia (DS, L10, pyt.1)

Pytanie: Czy możesz wypowiedzieć się na temat znaczenia naszych horoskopów oraz różnych oddziaływań i energii, które niosą ze sobą tranzyty w astrologii?

Odpowiedź: Tak jak powiedziałem wam już wcześniej, właściwe jest stwierdzenie, że dusza decyduje się wkroczyć w pole energii, które ma określony „posmak”. A posmak ten to matriks wibracji, który tworzy pole energii stworzenia w wymiarze, do którego wkraczasz w chwili swych narodzin.

Nic nie dzieje się przez przypadek. Te dzieci, które opóźniają swe przyjście na świat, bądź te, które je przyspieszają, po prostu próbują – tak to nazwijmy – dotrzeć na „stację”, zanim pociąg ruszy. Nie chcą przybyć za późno ani za wcześnie, ponieważ już zdecydowały, w którym wagonie będą siedzieć. Dlaczego? Ponieważ w ten sposób tworzą dla siebie pewien „posmak”, pewien zakres energii, pewien kreatywny matriks, pewne pola energii, które aranżują sytuacje uczenia się w ramach ich świadomości. Następnie przyciągają one sytuacje, przyjaciół, związki, które mogą symbolizować – jak by to nazwać – wyłanianie się tych energii, które dusza decyduje się zgłębiać, którymi postanawia się bawić i które pragnie opanować.

Tak naprawdę to nie jest zbyt skomplikowane. To coś bardzo, bardzo prostego. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy umysł, posługując się swym intelektualnym zrozumieniem owych matryc, owych pól energetycznych, owych „smaków”, wierzy, że w nich tkwi moc. To tak jakby cieśla, patrząc na młotek i piłę leżące na stole, nagle dał się zwieść i siedział sobie, czekając aż młotek i piła zbudują dom.

Weź do rąk narzędzia, sięgnij po te jakości, które tworzą twe istnienie, które mają wpływ nawet na to, jak geny w ciele generują energię, na to, jak trawią pożywienie, spójrz na te wszystkie preferencje, sympatie i antypatie. Następnie zacznij postrzegać owe rzeczy jako symbole:

Jakich energii decyduję się doświadczać?

Dlaczego tak bardzo nie znoszę wsi, a tak bardzo kocham miasto?

Dlaczego tak bardzo nie znoszę miasta, a tak bardzo kocham wieś?

Dlaczego uwielbiam śnieg, a nienawidzę słońca?

Dlaczego uwielbiam słońce i nienawidzę śniegu?

Oto energie, matriksy, pola, piaskownice, w których się bawisz. Ale twoją rolą, twoim celem, jest przekroczyć i opanować te energie, a nie dać im nad sobą panować; nie czekać aż to one powiedzą tobie, jakie podjąć decyzje.

Przybycie do tego świata i ujarzmienie go oznacza objęcie wszystkich matriksów, pól energii, które tańczą i bawią się ze sobą, tworząc przenikające się wzajemnie sieci relacji, o których mówiliśmy wcześniej. Oznacza to nauczenie się tego wszystkiego, rozwijanie świadomości tego, jak to działa, tak byś mógł to opanować i tym kierować, zamiast być tym kierowany.

Mistrzostwo zaś osiągniesz ostatecznie wtedy, gdy udoskonalisz dary, które pozornie narzuca ci twój horoskop. Następnie zaś całkowicie to przekroczysz, spoczywając w tym Umyśle, który na zawsze przekracza wszelką przejawioną rzeczywistość. Tym z was, którzy chcą używać języka astrologii, okna astrologii, sugerujemy, abyście byli bardzo, bardzo ostrożni. Czy dopatrujesz się mocy w swym intelektualnym zrozumieniu, wierząc, że owa moc w nim jest, i temu zrozumieniu oddajesz swą moc? Czy też po prostu pozwalasz sobie widzieć pewne wzorce, poczuć smak pewnych możliwości i skłonności, po to by wnieść do nich swą świadomość i udoskonalić zdolność panowania nad nimi?

Ty określ skutki swego horoskopu urodzeniowego, a nie pozwalaj na to, by to on określał skutki, których doświadczasz.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 2 Lekcji 10 Drogi serca.

Symbolika krzyża (DS, L10, pyt 2)

Pytanie: Ostatnio swym wewnętrznym wzrokiem ujrzałem serce mego przyjaciela. Jego symbolem był piękny Krzyż Światła. Chciałbym, byś omówił symbolikę krzyża.

Odpowiedź: Jak mówiliśmy już wiele razy, oto co symbolizuje krzyż: pionowa oś symbolizuje zjednoczenie Stwórcy i Stworzenia, wieczność zstępującą w Stworzenie lub w czas. Pozioma oś reprezentuje szerzenie w obie strony, czyli w to, co obejmuje całość czasu – przeszłość i przyszłość. Plan poziomy to plan Ziemi, plan przestrzeni i czasu, plan stworzonego przejawienia. Pionowa oś reprezentuje również ścieżkę wznoszenia się lub odwracania twej uwagi od osi poziomej, po to by zyskać dostęp do przewodnictwa Pocieszyciela, Umysłu Boga Ojca/Matki. I po to, by to Światło, tę wizję, tę Prawdę sprowadzić do Serca, w którym można je szerzyć od wschodu do zachodu – by połączyć wieczność ze sprawami czasu, i w ten sposób przemienić to, co zdawało się być więzieniem czasu i przestrzeni.

Gdy więc spojrzałeś na swego przyjaciela i ujrzałeś krzyż, oznaczało to, że przyjaciel ów zaczął budzić się do świadomości tego, że tu nie chodzi o życie w nieświadomości, w którym sprawy wymiaru horyzontalnego określają, jakie będą twoje reakcje i wybory. Ale chodzi raczej o to, by w ciszy wniknąć do wnętrza, przyjąć wizję i przewodnictwo, a potem nauczyć się jak przekładać je na płaszczyzną horyzontalną.

Ten krzyż jest również symbolem Chrystusowej Świadomości, która jest dokładnie Tym Umysłem, który jest oddany i zaangażowany – ale nie w ucieczkę od stworzenia ku jakiejś bezforemnej otchłani, ale raczej w uzyskanie dostępu do Umysłu Boga, Miłości Boga i zniesienia, sprowadzenia ich na dół do umysłu – do ludzkiego umysłu, ludzkiego ciała – po to, by je poszerzyć, by tworzyć w nowy sposób… Nie w sposób przepełniony lękiem, nie w sposób skupiony na przetrwaniu, ale w sposób oparty na objawieniu, wizji i gotowości, by przyjąć doskonale nieograniczone Myśli Boga, oraz by je szerzyć.

Możesz zacząć patrzeć w ten sposób na każdego. Po prostu dostrój się do jego serca, które jest jego centrum czy też podstawowym wzorcem wibracyjnym. Po czym zapytaj:

Duchu Święty, czy przebudził się w nim Krzyż Światła? A jeśli tak, to w jakim stopniu?

I odkryjesz, że bardzo szybko możesz zacząć to widzieć. Wtedy zaś będziesz wiedział, komu poświęcić swoją energię, a komu nie. Nie z perspektywy osądu, lecz rozpoznając, że tego Krzyża nie możesz umieścić tam sam. Możesz jedynie nauczyć się rozpoznawać, czy przebudził się on w innych. I z tymi istotami będziesz chciał – jak by to ująć – tańczyć, jako ze swymi braćmi i siostrami na tej płaszczyźnie. Czy ma to dla ciebie sens?

Tak.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 3 Lekcji 10 Drogi serca.

Inicjacje (DS, L10, pyt. 3)

Pytanie: Czy możesz powiedzieć coś na temat inicjacji, przechodzenia przez inicjacje, a następnie o tym, że podobne energie pokazują się ponownie na różnych poziomach spirali?

Odpowiedź: Umiłowany przyjacielu, już uczyniłeś to wszystko, co ma tu zostać powiedziane. Inicjacje to te doświadczenia, których nie możesz oficjalnie zaaranżować z wyprzedzeniem. Możesz się do czegoś zobowiązać, mieć intencję z tym związaną, oddanie przebudzeniu, uzdrowieniu i zrodzeniu Chrystusa. Następnie zaś pozostawiasz Duchowi Świętemu zajęcie się szczegółami. Szczegóły te stają się czasem: oknamidrzwiami, inicjacjami.

Użyjmy tu bardzo prostego przykładu. Wyobraź sobie kogoś, kto siedzi u stóp mistrza, ucząc się wielkiej sztuki głębokiej medytacji. Któregoś dnia mistrz mówi:

A tak przy okazji, potrzebuję, byś poleciał z Himalajów do Nowego Jorku, by dostarczyć pewien list. Czy zechciałbyś to uczynić?

Nie ma sprawy.

I uczeń bierze list, wsiada na pokład samolotu – po spędzeniu szesnastu lat w jaskini w Himalajach – i leci do Nowego Jorku. Oto czas inicjacji. Czy ów uczeń może oprzeć się na tym, czego się nauczył, aby móc trwać w pokoju w tym nowym świecie?

Głęboką prawdą jest, że proces, poprzez który pozwalasz sobie przebudzić się do rzeczywistości tego, że wniebowstąpienie już się dokonało, niesie cię poprzez spiralę czasu, poprzez wymiary i światy. I często będziesz powracał, by doświadczyć podobnych energii, jakich doświadczałeś wcześniej. Ale teraz już jesteś inny. Jesteś w stanie w większym stopniu objąć te pokazujące ci się energie. Inicjacja przejawia się w taki sposób, ponieważ stare energie, pokazujące ci się kiedyś, miały określony skutek i w pierwszej kolejności ukażą w twej świadomości stary skutek – w formie wspomnienia.

Inicjacja objawia się w taki oto sposób: czy rozpoznasz, że możesz wybrać inaczej, czy też pozwolisz staremu skojarzeniu, staremu  wspomnieniu narzucić ci sposób postrzegania i zachowania? Gdy o twoim wyborze decyduje stare wspomnienie, stary wzorzec reakcji, oznacza to, że twoja inicjacja się nie powiodła. A gdy nie zaliczysz egzaminu, musisz go powtórzyć.

Ale gdy na to spojrzysz i powiesz:

O, znowu pojawiły się te energie. W tym przypadku zwykłem być bardzo osądzający. Zwykłem uciekać. Ale tym razem zostanę. Będę oddychał. Użyję tego jako okazji, by nauczać jedynie Miłości, by szerzyć przebaczenie, jakakolwiek miałaby być ta lekcja. Ponieważ mam do dyspozycji więcej siebie, mogę bezpiecznie objąć to, co kiedyś mnie pokonało.

Być może nie rozgryziesz całego tematu. A może ci się uda – być może zamkniesz tę sprawę. A będziesz wiedział, że ją zamknąłeś, ponieważ gdy następnym razem pojawisz się znowu na tej spirali, a świat przedstawi ci tę starą energię, przejrzysz ją na wskroś. I nie będzie już absolutnie żadnych wzorców reakcji. Po prostu na to spojrzysz i powiesz:

Ach tak, byłem tu już kiedyś, a teraz jest to dla mnie nudne.

Nowy wzorzec po prostu cię poprowadzi – wzorzec przebaczenia, wzorzec Miłości, wzorzec trwania w pokoju, bez względu na to, co zdaje się czynić świat. Gdy ktoś dokonuje na ciebie projekcji, co kiedyś być może budziło w tobie lęk, to teraz – gdy pokazało się to na nowo, a ty zaliczyłeś swoją inicjację – po prostu siedzisz i patrzysz na wskroś urojenia świadomości, w którym trwa twój brat lub twoja siostra. I widzisz w nich Chrystusa, i w ciszy ich błogosławisz, by samemu otrzymać błogosławieństwo.

Istotą czasu są właśnie inicjacje. Czy czujesz, że wyczerpaliśmy temat?

– Tak, dziękuję. Koniec pytań.

To się okaże. Pamiętaj, umiłowany przyjacielu, jest w tobie takie miejsce, które już zawiera w sobie wszystkie odpowiedzi. Nastanie dzień, w którym zaufasz mu tak mocno, że już dłużej nie będziesz nawet zainteresowany spędzaniem czasu na zadawaniu mi pytań. Mówimy tu o pytaniach, które zadałbyś w swoim imieniu, nie takich, które miałyby pomóc innym.

Tak więc, na tym kończąc, pozwolimy waszym ciałom, by się nieco „rozerwały”, a następnie ponownie złożymy je w całość, i i będziemy kontynuować.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do tekstu Lekcji 10 Drogi serca.

Jayem o naturze przebudzenia

Z Jeszuą, jako naszym miłującym bratem i przewodnikiem, poznaliśmy, że (…) w przebudzeniu nie chodzi o jakąś efemeryczną powściągliwość udającą transcendencję, w której każde wyzwanie i każde niechciane uczucie jest zbywane wyjaśnieniem, że jest to złudzenie. Przebudzenie jest raczej korektą, wycieraniem do czysta karty wyuczonego postrzegania, tak aby życie, które jest jedynie Miłością, jaka szerzy się, by objąć stworzenie, mogło być przeżywane a nie jedynie ograniczane do przetrwania. Przebudzenie nie jest końcem, lecz początkiem. Mój przyjaciel Michael Stillwater nazywa to „lądowaniem całymi stopami na planecie”.

„Zabierz mnie stąd, Scottie” [powiedzenie znane z filmu Star Trek – przyp. tłumacza] nie jest podejściem, którym żyje ani którego naucza nas nasz łagodny brat. Miłość nie szuka ucieczki, lecz służy. Gdy ego krzyczy: „Ale co ja z tego będę miał?”, przebudzone serce zadaje proste pytanie: „Jak mogę pomóc?”…a następnie pozwala, by Miłość była przewodnikiem.

~ Jayem, Droga Sługi, fragment Epilogu

Jesteś przebudzony we mnie

Dziś podczas redagowania książki „Droga Sługi” przetłumaczonej przez Marka Konieczniaka poruszył nas szczególnie jeden fragment. Dzielimy się nim poniżej. Są to słowa Jeszuy do każdego z nas:

Powiedziałem,
że przychodzę zgromadzić mych przyjaciół
i przyprowadzić ich do siebie

Zgromadź tych, którzy są ci dani,
i to wystarczy.
A ponieważ przyjąłeś tych,
których wysyłam do ciebie
po to, żeby mogli zobaczyć
w twej świętości
odbicie swego prawdziwego oblicza,
zaprawdę,
mnie wówczas przyjąłeś.
I nasza przyjaźń musi być wieczna,
będąc ustanowioną w Bogu.

Kiedy powiedziałem:
„Idźcie i czyńcie to, co ja”,
właśnie to miałem
na myśli.

Albowiem tym, którzy Go przyjęli,
dał On moc, by się stali
Synami i Córkami
Boga Żywego.

To może oznaczać tylko to,
że jeśli dajesz dar
swej świętości,
to stałeś się wcześniej świadkiem prawdy,
że już mnie przyjąłeś.

Ponieważ pozwoliłeś mi,
bym cię wskrzesił z martwych,
to właśnie w tobie
teraz żyję
i ci, którzy są tobie dani,
dają świadectwo
jedynemu logicznemu znaczeniu
Drugiego Przyjścia.

Jeśli choćby jeden z naszych drogich przyjaciół
widzi, że ja żyję w tobie,
całość Stworzenia zostaje wzniesiona.

Jesteś posłany w „imię moje”,
by szerzyć moc obudzenia się
wszystkim, którzy będą posłani do ciebie,
i w tobie będzie im dana
okazja, by mogli zobaczyć siebie
takimi, jacy są na zawsze
w Umyśle Boga.

Pamiętaj,
że w Królestwie
nie ma żadnego wysiłku.
Ponieważ jesteś przebudzony we mnie,
nie potrzebujesz czynić niczego,
a jednak ani jedna rzecz
nie pozostanie niewykonana.
I dokonasz tego,
o co cię proszę,
ponieważ nasza wola jest połączona.

Nie jest możliwe, żeby ci się nie powiodło,
albowiem to oznaczałoby,
że Bóg mnie zawiódł,
a mój Ojciec nie zawodzi swego Syna.

Wybór Miłości,
który jest końcem lęku,
to wybór, by zobaczyć
oczami Chrystusa:

Bóg mnie nie zawiódł
i ja nie jestem w stanie zawieść tych,
którzy są do mnie posłani,
ponieważ Ten, który mnie posłał
żyje we mnie.

Chodź ze mną

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

Oto nowe tłumaczenie przekazu Jeszuy danego za pośrednictwem Jayema pt.: Chodź ze mną.

Ponownie pozdrawiam was, umiłowani i święci przyjaciele – tych, którzy podróżują ze mną od chwili, zanim nastał czas oraz tych, którzy pozostaną ze mną, gdy cel czasu się dopełni, a wszystkie rzeczy przynależące do przestrzeni i czasu nie będą już dłużej potrzebne i rozpłyną się w Źródle, w którym wzięły początek, zaś Święte Dziecię Boże będzie trwało na wieki jako Jedno ze Swoim Stwórcą. Nie da się tego opisać w językach twego świata, a jednak – dzięki wierze i wizji – serce może ujrzeć, poczuć i poznać, że z pewnością Stworzenie ma swój cel i z pewnością doświadczy kresu… kresu rzeczy odzwierciedlających Stworzenie w czasie, ale nie kresu samego Stworzenia. Gdyż Stworzenie jest jedynie nieograniczonym szerzeniem Miłości Boga, w doskonałym zjednoczeniu z jedynym Stworzeniem Boga, Jego ukochanym Dzieckiem – tobą, jedynym Sercem Chrystusa, podzielanym przez wszystkich, poza ciałem, poza osobowością, poza twoimi snami o historii, którą – jak myślisz – nadal ze sobą niesiesz, gdyż te rzeczy zostały ci już zabrane i pozostajesz taki, jakim zostałeś stworzony.

A jednak w ramach snu o czasie i przestrzeni, tak jak ty zaznałeś narodzin w tym świecie, tak również i ja przybyłem tu i narodziłem się w ramach czasu. Przybyłem tu tak samo, jak ty. Nie przybyłem tu jako ten, który już był mistrzem dalece większym od ciebie. Przybyłem, by być taki, jak ty.

Zatem wyłoniłem się z łona kobiety.

Pojawiłem się i – wbrew legendom – zaprawdę krzyczałem i płakałem, tak jak każde nowonarodzone dziecię.

Przybyłem, by doświadczyć głodu i chłodu.

Przybyłem, by nauczyć się odczuwać subtelne energie ludzi, którzy mnie otaczali.

Przybyłem, by dziwić się temu, jak ptak frunie po niebie.

Przybyłem, by zachwycić się tym, jak słoneczne promienie tańczą na wodzie.

Przybyłem zachwycić się darem pieśni i tańca, i świętowania, które wzbierały w duszach tych, których widziałem dookoła siebie.

Byłem zatroskany, patrząc na wielu i widząc zasłony bólu, zwątpienia i winy, i zastanawiałem się: Skąd wzięły się te wszystkie rzeczy?

Gdyż zaprawdę przybyłem tu i wybrałem, tak jak i ty wybrałeś, narodzenie się w jakiejś linii czasu, w konkretnej kulturze na Ziemi, w której nauczano prostej prawdy:

Bóg jest Jeden i Bóg jest Miłością.

A jednak sedno tego prostego przesłania wydawało się być zakryte wieloma pokładami złożoności. Niektórzy mówili, że „Pan, twój Bóg, jest Bogiem zazdrosnym”, a ja nie mogłem tego zrozumieć, gdyż w czasie moich podróży, gdy siadałem przy spokojnych wodach i obserwowałem tańczące na nich światło słońca, gdy słuchałem ptasiej pieśni, gdy słyszałem głos mej matki, nie mogłem pojąć tego, że Bóg mógłby być zazdrosny, że mógłby On być czymkolwiek innym niż wyrazem Miłości, którą On jest. I patrzyłem na mój lud i zaprawdę zatroskałem się. Ale ten, kto szuka, znajduje. A kiedy już znajdziesz, będziesz zatroskany, a owo zatroskanie wytworzy otwarcie, w którym jeszcze głębiej niż dotąd zapytasz:

Ojcze, pokaż mi swoją Twarz, naucz mnie Swojej Prawdy, niech Twoja Wola wypełni się przeze mnie, by przywrócono Ci Stworzenie.

W tej zatem godzinie przybywam, by łagodnie podzielić się z tobą prostotą prawdy, że jesteś taki, jakim jestem i zawsze byłem ja, nawet w ramach czasu. Czułem to wszystko, co czułeś ty. Kwestionowałem te same rzeczy, które ty kwestionowałeś. Spoglądałem na polityczne struktury mych czasów i zastanawiałem się:

Skąd to odczucie niepoczytalności? Skąd ten lęk, pociąg do władzy, która nigdy nie zdoła zaspokoić? Czy nie wystarczy nakarmić tych, którzy głodują i zaopiekować się samotnymi?

A ponieważ dokonałem wyboru, by narodzić się w rodzinie w pełni oddanej odkrywaniu i wyrażaniu Miłości Boga, zapewniono mi wielu nauczycieli. Jako dziecko zabierano mnie do wielu nauczycieli. W owych czasach w żydowskiej społeczności było wiele frakcji. Jedną z tych grup była ta, którą znasz jako Esseńczycy i – wbrew temu, co mawia wielu współczesnych uczonych –e Esseńczycy nie byli jedynie sektą, która oddzieliła się od głównej populacji. Tak, prawdą jest, że mieli oni swe klasztory, wyodrębnione społeczności, ale było też wielu Esseńczyków, którzy żyli żydowskiej populacji tamtych czasów, którzy żyli w miastach i byli cieślami, rybakami, kupcami, nauczycielami, jak również – tak, również rabinami. Esseńczycy bowiem reprezentowali jedynie rdzeń lub esencję nauki, mającej na celu przywrócenie żydowskiej rodzinie starożytnej wiedzy: że człowiek jest jednym z Ziemią, i że poprzez oddawanie czci połączeniu z nią, dusza budzi się do prawdy o swej zależności, nie tylko od Ziemi i rzeczy w czasie, ale od Boga jako Źródła i Stwórcy wszystkiego. Esseńczycy zatem nauczyli mnie jak dostroić się do ciała, jak je uzdrawiać, równoważyć, jak słuchać jego subtelnych przesłań, jak używać darów postu, modlitwy i medytacji, by naprawiać drobne zaburzenia w równowadze, które tak naprawdę biorą się z umysłu i z jego lęków i zwątpień.

Zanim ukończyłem piąty rok życia, już zabierano mnie do pewnych nauczycieli, zarówno z monastycznej tradycji esseńskiej, jak i do tych, którzy żyli w Judei i Jerozolimie. Jeden z tych nauczycieli nazywał się Józef z Arymatei. Był on również mym dalekim wujem, należał do mojej rodziny. Zdobył on coś, co nazwalibyście wielkim bogactwem w branży kupieckiej, ale zajmował również wysoką pozycję w żydowskiej społeczności. Często spędzałem z nim czas, moi rodzice po prostu zostawiali mnie z nim, i już gdy byłem bardzo młody, zaczynał mi nucić istotę i sedno judaizmu:

Bóg jest jedynie Miłością, a ty jesteś całkowicie zależny od tego Źródła Stworzenia. Zatem Jemu oddaj każdą decyzję, ufając, że poprowadzi cię Miłość.

Choć byłem małym dzieckiem, myśli te zaczęły się we mnie zakorzeniać. W wieku siedmiu lat odbyłem pierwszą podróż z moją matką, z tym, który był ze mną jako mój ojciec, i z moim wujkiem. Dzięki swej zamożności mój wujek mógł zorganizować nam podróż statkiem i udaliśmy się do ziem, które teraz znane ci są jako Anglia. Udaliśmy się tam, by studiować z pewnymi grupami, po to, by zaczęto odsłaniać przede mną rozumienie rozmaitych grup i ich wysiłków, by zrozumieć Tajemnicę Stworzenia oraz ich starań, by ponownie połączyć się ze Źródłem Stworzenia. Byliśmy tam, by poznać ich zwyczaje, by poczuć – jak by to ująć – ich sposób postrzegania, by się uczyć.

Zatem podróżowaliśmy dalej i moje pierwsze doświadczenie w owej krainie wiązało się z przedstawieniem mnie kaście kapłańskiej –słyszałeś zapewne o „druidach”. Ta energia, ten główny wątek zbliżania się do Stwórcy i Stworzenia sięga bardzo zamierzchłych czasów. Gdy spędzałem z nimi czas, nauczywszy się już spoczywać w niewinności, nie osądzając, ale czując, słuchając i ucząc się poprzez empatię, ujrzałem, że ich całe podejście do Tajemnicy Boga wydawała się przenikać pewna fundamentalna energia. Usiłowali oni zsynchronizować się z energiami Ziemi i chociaż było to całkowicie w porządku, to zacząłem odczuwać, że towarzyszyła temu delikatna nadzieja zyskania panowania lub władzy nad subtelnymi źródłami energiami tego, co stworzone. I gdy zacząłem to odczuwać, pytałem jeszcze mocniej:

Duchu Święty dany mi przez Boga, przynieś mądrość, bym mógł pojąć to, co czuję.

I zacząłem odczuwać, widzieć i rozpoznawać, że choć intencje tego wątku zaprawdę były w pewnym czasie dobre, to umysł człowieka, ego człowieka, może wziąć każdą ideę i użyć jej dla swych własnych celów, tu zatem była subtelna intencja zdobycia władzy nad naturą, zyskania dostępu do pewnych mocy, by zdobyć siłę, czy kontrolę nad innymi. To nie było czymś jawnym lub złym; to było jedynie błędne postrzeganie. Podczas tej podróży zostałem z nimi przez okres dziewięciu miesięcy, po czym powędrowaliśmy z powrotem do Judei. Przywiozłem stamtąd wiele pytań i wspomnień na temat tego, czym się tam ze mną podzielono.

Następnie zostałem pokierowany, by spędzać dużo czasu na wędrówki na pustynię i zacząć przyswajać praktykę trwania w modlitwie i medytacji – w samotności. I jeśli ktoś z was kiedyś czegoś takiego spróbował, to wie, jaki lęk pojawia się, gdy siedzisz pośrodku wielkiej ciemności, gdy rzeczy, które widzą twoje oczy za dnia, znikają, a pojawiają się pewne dźwięki, i gdy nawet sam wiatr wywołuje w tobie lęk. I nauczano mnie, że to są tylko demony, choć dzisiaj nie nazwałbyś ich w ten sposób, lecz raczej psychologicznymi lękami, pojawiającymi się we mnie i potrzebującymi przemiany i uzdrowienia. Nauczano mnie, bym ufał Głosowi przemawiającemu w Imieniu Boga w każdych okolicznościach. Tak więc nawet jako dziecko byłem ukierunkowywany na rozpoczęcie praktyki porzucania hałasu i zgiełku tego świata i szukania miejsca odosobnienia w celu przywrócenia mego świadomego połączenia ze Źródłem wszelkiego Stworzenia, które zacząłem nazywać Abba, Ojciec. A słowo „Abba” nie oznacza jedynie „Ojca”. Ono przywołuje i niesie poczucie, że Źródło Stworzenia pozostaje w intymnym i bezpośrednim związku z każdym aspektem Stworzenia; że Bóg nie jest jedynie abstrakcyjną energią, ale osobowym Bytem, poprzez który można doświadczyć komunikacji w głębi duszy.

Studiowałem dużo z Esseńczykami i wiele się od nich nauczyłem, ale również często odczuwałem tam subtelną, ukrytą energię lęku. W kręgach tych była tendencja, by osądzać Saduceuszy i Faryzeuszy, a nawet żywić pewn dozę nienawiści względem tych, którzy przybyli na naszą ziemię: Rzymian. A ja nie mogłem pogodzić tej subtelnej, ukrytej energii z prostotą Prawdy, którą odnalazłem, czytając Torę:

Bóg jest jedynie Miłością!

Dlatego też poprosiłem, bym mógł szukać dalej. Ponownie udałem się do mego wuja, który był dla mnie w dużym stopniu duchowym mentorem. Gdy zaczął on dostrzegać, że moje pytania nabierały dojrzałości, że potrzebowałem szukać i rozumieć, poczynił pewne przygotowania. I ponownie udałem się z moją rodziną, z mymi rodzicami, do miejsca, które znasz jako Egipt. W tamtym czasie było tam również wiele grup, zbiorowości Esseńczyków, którzy byli świadomi mej obecności (choć ja nie byłem świadomy tego, że oni byli świadomi), oraz tego, że mam w tym życiu misję do spełnienia, i że wzrastałem i rozwijałem się ku realizacji tej misji.

A więc wybraliśmy się w podróż i tam zostałem przedstawiony kapłanom. Zadawałem im pytania, przyglądałem się ich rytuałom, słuchałem ich i do późnych godzin nocnych rozmawiałem z ich „filozofami”, i znowu – a nawet w większym stopniu – odkryłem tam coś, co nazwijmy poleganiem na „magii”. Uważano tam bowiem, że rytuały przekazywane z pokolenia na pokolenie w tym nurcie, w tej kulturze, miały jakąś większa moc; że same zwyczaje, same rytuały dzierżyły władze i że to właśnie poprzez użycie właściwych… behawioralnych metod mogłeś odblokować owe moce, czy to tkwiące w kamieniach, kryształach, laskach, czy też w śpiewach. To wszystko nie wydawało się dla mnie właściwe. A jednak – miałem wtedy około jedenastu lat – gdy wypytywałem o to kapłanów, oni się bardzo zaniepokoili, poszli do mego wuja i powiedzieli: „Zabierz go od nas. On nie jest jeszcze gotowy, by nauczyć się tego, co mamy do przekazania”.

Mój wujek uśmiechnął się. „Udamy się w podróż powrotną do domu”. Wiedział, że w trakcie podróży byłem bardzo zmartwiony, gdyż cały czas mój umysł i moje serce szukały zrozumienia:

Po co tyle trudności? Mój Ojciec jest jedynie Miłością!

Podczas podróży do domu byłem cichy i posępny, a gdy przywitano mnie w domu, poszedłem do warsztatu mego ojca, małego warsztaciku stolarskiego. Przy okazji mówiąc – nigdy nie byłem dobrym cieślą… Byłem niejako zaprzątnięty innymi sprawami, a mój ojciec, w przeciwieństwie do tradycji owych czasów, nie nalegał, abym pozostał z nim w warsztacie. A kiedy poczuł, że byłem przyciągany ku wyprawom na wzgórza, by medytować, modlić się, spacerować i rozmawiać z innymi, po prostu mi na to pozwalał. I wielu jego przyjaciół przychodziło do niego, mówiąc: „Twój syn nigdy nie będzie dobrym cieślą. Poddaj go nieco większej dyscyplinie”. On zaś uśmiechał się i mówił: „Jego wzywa inny Głos”. Niektórzy to rozumieli i wspierali mnie, ale było też wielu, którzy się bardzo martwili tym, co postrzegali jako moją buntowniczość, brak dyscypliny, brak poczucia powinności względem tradycji.

Ponownie udałem się w podróż, najpierw do Egiptu, a potem z powrotem do Judei, gdzie rozpocząłem poszukiwania tych, którzy mnie wesprą i pójdą ze mną. Tobie są oni znani jako uczniowie, ja wolę nazywać ich przyjaciółmi. Obudziły się we mnie pewne zdolności… Będziemy tu przez chwilę mówić o tym, co wielu z was nazywa czakrami lub subtelnymi zdolnościami. Gdy owe centra energetyczne otwierają się, umysł i serce mogą rzeczywiście zyskać dostęp do poziomów poznania, które wydawały się wcześniej ukryte. Gdy więc siedziałem w modlitwie, którą ty nazwałbyś medytacją, po prostu zapytałem:

Duchu Święty, co chciałbyś, abym uczynił tego dnia?

I pojawił się obraz, ujrzałem kogoś stojącego na brzegu jeziora, zwyczajnego rybaka, i od razu wiedziałem, że mam z nim nawiązać kontakt. Powstałem więc i rozpocząłem wędrówkę. Zajęła ona kilka godzin w najgorętszej porze dnia. Dotarłem do brzegu jeziora, które znasz jako Morze Galilejskie, a tam faktycznie stał rybak. Nie był to rybak całkowicie mi nieznany, ale członek mojej rodziny, kuzyn. Jego imię brzmi Jan. Wstał on od swego zajęcia z sieciami i spojrzał na mnie. Nie widział mnie odkąd odbyłem moją długą podróż. A jednak gdy spojrzał w moje oczy, wiedział, że wiele się zmieniło, i w tym naszym spoglądaniu na siebie zaszło coś, co można nazwać komunikacją na poziomie głębi dusz, i on wiedział, że nastał czas. Coś go skłoniło, by na mnie spojrzeć i powiedzieć: „Dobra, i co teraz?”, na co mu odpowiedziałem: „Pójdź za mną”.

W czasie – nie będziemy się nad tym rozwodzić – zebrała się wokół mnie pewna grupa. Powiedziano ci, że było dwunastu uczniów. Zasadniczo to było prawdą, ale tak naprawdę było ich około kilkuset, z czego zdecydowaną większość stanowiły kobiety, a nie mężczyźni, ponieważ prostota Ewangelii, którą miałem przywrócić, mogła być usłyszana, zrozumiana i odczuta za pośrednictwem żeńskiej natury. Było tak, ponieważ moja Ewangelia była Ewangelią prostoty Miłości, prostoty tego, że Ojciec i Jego Stworzenie są Jednym, i że każdy prosty akt Miłości jest święty – gdyż to za pośrednictwem żeńskiej natury, natury kobiety można zrozumieć, co to znaczy przygotować prosty posiłek i podać go z miłością bez proszenia o nic w zamian.

Mężczyźni często poświęcali swój czas na spieranie się o teologiczne znaczenie prostej przypowieści, prostej historii, podczas gdy kobiety uśmiechały się, kiwały głowami i mówiły: „Ach, ta podróż do odległych krain, do tych Indii, dobrze posłużyła temu młodemu Jeszule. Jego serce jest otwarte i czuje on prostotę Prawdy”. A jednak one również wiedziały, że w tamtej kulturze nie przyjętoby tego, czego one by nauczały. Dlatego prostota Ewangelii Serca musiała jeszcze płynąć przez męską formę, przez nauczyciela mężczyznę, który był wykształcony i wychowany w tradycji rabinistycznej, przez tego, który postrzegany był jako pewnego rodzaju autorytet, który rozumiał święte teksty. Kobiety zatem zdawały się być w tle, ale tak naprawdę pełniły bardzo ważną rolę. Często to właśnie do nich posyłałem mych uczniów mężczyzn, prosząc po prostu: „Wróć do mnie, gdy twe serce zostanie naprawione i przywrócone prostocie Miłości, gdy porzucisz pytania, a ponieważ twe serce będzie już otwarte, tęsknić będziesz jedynie za dawaniem Miłości”.

Byłem człowiekiem urodzonym w pewnej kulturze, jak wielu innych. Byłem człowiekiem, który zadawał pytania, które i ty zadawałeś. Byłem duszą, która znalazła odpowiedzi, ponieważ nauczyłem się wpierw szukać Królestwa Niebieskiego, a wszystko zostało mi przywrócone. Uświadomiłem sobie, że jestem taki, jakim stworzył mnie mój Ojciec: że jestem na wieki nieograniczony, że naprawdę jestem, a nie tylko ciałem i że dzięki temu samo ciało mogło stać się narzędziem dla ekspresji i szerzenia Miłości. Chadzałem od wioski do wioski i nauczałem po prostu: „Bóg jest jedynie Miłością, a ty jesteś z Nim teraz”. Serce uczyłem świętować. Moich ludzi uczyłem, by odkładali powagę kasty kapłańskiej i poświęcali swój czas zabawie, by wygospodarowali czas na świętowanie, taniec i radość – nie po to, by przywoływać Boskie moce, ale by świętować Rzeczywistość Bożej obecności – tego, że „Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy”. I zaprawdę często tańczyliśmy, często świętowaliśmy.

Zaprawdę, drodzy przyjaciele, pojawiły się wówczas pewne waśnie: „Kim jest ten, który naucza, że dusza nie potrzebuje wstawiennictwa, ślubów kapłańskich, ani tego, by udawać się do przywódców żydowskiej kultury owych czasów, ale że potrzebuje ona jedynie spocząć w ciszy Serca, by powrócić do Miłości Boga, a następnie szukać tych, którym może służyć? Ten człowiek naucza nawet rolników i wieśniaków tego, że nie muszą oddawać hołdu tradycji, w której się narodzili, ale czcić tradycję poprzez bycie jedynie obecnością Miłości. Ten człowiek wytwarza dużo szumu– i cóż my z tym poczniemy?”. Nie wszyscy tak reagowali, tylko niektórzy będący u władzy. I ci udali się do politycznych przywódców wysłanych przez Rzym i przekonali ich, że mógłbym spowodować duże szkody, wywołać spore tarcia. A ponieważ wielu miało nadzieję i modliło się o Mesjasza, i wielu myślało, że Mesjasz przybędzie jako przywódca polityczny, by obalić wrogów – zaczęto się mnie bać jako wroga politycznego. I mimo że uczestniczyłem w uzdrowieniu wielu, zaczęto postrzegać mnie jako tego, który za bardzo miesza. I właśnie wtedy, gdy zbliżałem się do ostatnich dni mego posłannictwa, powróciło do mej duszy pełne objawienie, że dokonałem wyboru, by stworzyć pokaz, któremu nauczającej wartości nikt nie mógłby zaprzeczyć: że można cierpieć z powodu trudności tego świata i wszystko to przezwyciężyć. Miałem pokazać, że śmierć jest nierzeczywista i nie trzeba się jej lękać.

Jeden ostatni raz powędrowałem na pustynię, by modlić się tam i – tak – płakać i poczuć ostatnie ślady lęku, chwilowego zwątpienia i by oddać te sprawy memu Ojcu, prosząc jedynie o to, by przejawiła się przeze mnie Jego Wola. A Jego Wolą jest jedynie Miłość.

W tamtych czasach ze Wschodu przybywało wielu podróżników i podczas jednej z takich podróży z kraju, który znacie jako Indie, przybyli pewni nauczyciele, którzy spędzili dużo czasu z grupą Esseńczyków, żyjących raczej na uboczu społeczeństwa. Mój wujek z moją matką zabrali mnie w podróż do tego miejsca na pustyni, samotnego i wyizolowanego. Usiadłem u stóp owego dziwnego mężczyzny, mówiącego innym językiem, który zdawał się rozbrzmiewać melodią – jak ty byś to określił – rezonującą głęboko w mej duszy i przywołującą odczucie pokoju, jaki czułem, gdy sam czytałem w moim rodzimym języku aramejskim – jakby te dwa były języki były siostrzanymi narzeczami, rozbrzmiewającymi tymi samymi nutami jednej pieśni.

Odczułem wewnętrzny przymus, by bardziej zagłębić się w filozoficzny nurt, jaki nauczyciele ci przynieśli z tamtego odległego kraju. Mój wujek nigdy nie powiedział mi: „Teraz powinieneś udać się tu”. Czekał, aż sam o to poproszę. I gdy byłem jeszcze nastolatkiem, poszedłem do niego i powiedziałem: „Czuję się wzywany, by udać się do ich kraju. Muszę zrozumieć ich sposób postrzegania, ich techniki, muszę się od nich uczyć.” A on odpowiedział: „Mój przyjacielu, jeśli udasz się w tę podróż, możesz już nie wrócić. To ogromna odległość i wiele do nauki. Czy jesteś chętny, by opuścić rodzinę i dom?”. Będąc młodzikiem, bez zwlekania odparłem po prostu: „No pewnie!”.

A on odpowiedział: „Bardzo dobrze, udamy się w tę podróż, ale najpierw na krótko wrócimy do Egiptu, by odpocząć, spędzić czas z przyjaciółmi, następnie zaś poślę cię z tymi, którzy będą z tobą podróżowali”.

Opuszczając potem Egipt, podróżowałem z grupą około siedmiu ludzi, którzy zostali mi dani, by mnie chronić i prowadzić, i którzy już byli w tamtej krainie. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem, ale oni wiedzieli, dokąd mnie zabierali. Wydawali się wiedzieć, kogo mam spotkać, z kim mam spędzić czas. I tak wybraliśmy się w podróż do kraju, który ty zwiesz Indiami, zaprawdę dziwnego kraju. A jednak wydawało się, że jest tam wszechobecna wiedza, wiedza o wiecznej obecności Boga. Nawet wtedy było tam jednak wiele sekt i wyznań, a niektóre z nich wydawały się być silnie przyciągane do „magii” – próby przywołania Wolę Boga, by zyskać nad nią władzę, by być postrzeganym jako wybraniec Boga. To zawsze mnie martwiło, ale zabrano mnie do miejsca, które znasz jako północne Indie, skąd podróżowaliśmy do – jak go nazywacie – łańcucha Himalajów. Tu zacząłem spotykać pewnych nauczycieli emanujących pokojem, który wcześniej widywałem bardzo rzadko – pokojem, który do mnie przemawiał i natychmiast sprowadzał mój umysł i emocje do ciszy. Wiedziałem, że było w tym rozpoznanie (ang. „knowigness” – dosłownie: wiedzenie, stan, w którym się wie – przyp. tłumacza). Spędziłem wiele, wiele miesięcy u stóp Himalajów z grupą nauczycieli i nauczyłem się tego, co wy powszechnie nazywacie praktyką jogi. Nauczyłem się praktyki oddechu; opanowałem ciało: nauczyłem się pościć i żyć bardzo skromnie. Powiedziano mi, że to ważne. Dopiero później dowiedziałem się, że było to po prostu narzędzie, które służyło poskromieniu niepokojów mego młodzieńczego umysłu, i pomagało mi myśleć, że podążałem jakąś żmudną ścieżką. To była moja rozrywka.

Gdy byłem z tymi nauczycielami, nauczali mnie oni o głębi świadomości, odsłaniając przede mną – kawałek po kawałku, dzień po dniu – to, że Serce i Źródło Stworzenia w ogóle nie było na zewnątrz mnie, i że to odczucie, które miałem jako małe dziecko, było trafne: że Bóg jest jedynie Miłością, że znany jest pod wieloma imionami i że to On sprowadza umysł do ciszy i pozwala sercu w wolności i bezpieczeństwie otworzyć się na różne sposoby. Była to prawdziwa ścieżka, prawdziwe nauczanie, prawdziwy dar, który mógł zostać dany każdemu.

Nauczyłem się subtelnej sztuki słuchania, przestawania z drugim w związku, bez myślenia, że wiem czego potrzebuje mój brat czy siostra, ale ucząc się coraz bardziej dostrajać do świadomości, że istnieje obecność jednego nauczyciela, którego ja nazywałem Duchem Świętym, Pocieszycielem, który jest zawsze ze mną, który szepce do mnie o prostocie tego, co jest potrzebne w każdej chwili. Nauczyłem się, że ścieżka przebudzenia nie była drogą pozyskiwania, ale tracenia, nie była drogą zmagania, ale przyzwalania, nie była ścieżką intelektu, ale serca. A moja praktyka stała się prostotą pamiętania o tym, że:

Bóg jest ze mną teraz i jedyny czas, jaki istnieje, to ta chwila.

I tak w owej krainie w bardzo wysokich górach doświadczyłem chłodu śniegów, doświadczyłem podróżowania do jaskiń, by pozostawać tam samemu przez całe tygodnie. Ale w miarę upływu czasu przejrzałem na wylot ograniczenia, jakie te techniki niosły. I z własnej woli opuściłem góry i rozpocząłem podróż na dół, w doliny, gdzie odnalazłem mych nauczycieli i po prostu powiedziałem im: „Myślę, że już wiem, o co chodzi”. A oni uśmiechnęli się i powiedzieli: „Już czas, byś odszedł, ale zanim to się stanie, jest coś, czym musimy się z tobą podzielić”. Oni już wiedzieli, że zbliżam się do końca nauki, którą od nich otrzymałem i bez mojej wiedzy wysłali wiadomość. Gdyby mieli telefony, byłoby to znacznie prostsze! Mój wujek i mój ojciec przybyli po mnie i gdy schodziłem z góry, by spotkać się z grupą moich nauczycieli, zdziwiłem się, że oni tam już byli. I tam, w kręgu, ojciec mój podzielił się ze mną tym, że był cel, który na mnie czekał, że istniała potrzeba, by być niczym światło przeszywające ciemność kultury, w której się narodziłem, i że zaprawdę byłem proszony, by oddać swe życie – by nauczać mój własny żydowski ród, by przypomnieć im o prostocie tej Prawdy, że nie potrzeba pośrednika pomiędzy jakimkolwiek człowiekiem a Bogiem… Że kasta kapłańska, rabini, świątynie, całe to skomlikowanie stworzone na przestrzeni długiego czasu, nie były tak naprawdę konieczne, ale nadal można by ich używać, by czcić i świętować prostotę tego, że „Ja i mój Ojciec jesteśmy Jednym”. W tamtej chwili nie wiedziałem, że plan misji mego życia wiązałby się z daniem dość wyjątkowego świadectwa. Zatem zaprawdę przyzwoliłem, by akcja toczyła się dalej. To nie było tak, że to ja ją wyreżyserowałem, ona już była w toku. Ja po prostu na to przyzwoliłem.

I gdy zapytano mnie: „Czy jesteś królem żydowskim?”, odpowiedziałem po prostu: „Niektórzy tak mawiają”. „Czy jesteś Synem Boga?” – „Czy ty tak mówisz?” I na każde pytanie odpowiadałem pytaniem, gdyż to wszystko nie miało znaczenia. To spowodowało duże wzburzenie pośród mych zwolenników, mych przyjaciół, gdyż znali oni – tak jak wy – swe lęki. Niektórzy stali się ode mnie zależni, niektórzy naprawdę mieli nadzieję, że jestem Mesjaszem, politycznym Mesjaszem, który miał przybyć, by obalić Rzymian siłą. Niektórzy zaczęli we mnie wątpić i zaczęli się odsuwać. Wielu mnie kochało i nie mogło pojąć tego, co miało się wydarzyć, choć nauczałem ich, że: „Po trzech dniach wzniosę na nowo tę świątynię. Bądźcie zatem dobrej myśli”. Oni zaś byli zdezorientowani: „Co on ma na myśli? Zbudowanie świątyni zajęło wiele lat! Któż mógłby ją zburzyć i w trzy dni odbudować kamień po kamieniu? O czym on mówi?”. A niektórzy zaczęli pojmować, że mówiłem o świątyni mego ciała.

Zrozum zatem dobrze, że ci, którzy byli ze mną, byli tacy, jak ty. Byli ludźmi zmagającymi się z tym, by w ramach ich własnej kultury zrozumieć, jak żyć z Bogiem w pokoju, jak szerzyć Miłość, co to znaczy przebudzić się? I tego dnia, o tej godzinie, gdy zostałem oddany w ręce władz, komunikacja między mną a moimi zwolennikami została przerwana, choć powiedziałem im: „Jestem z wami zawsze”.

Nie pozwól, by ktokolwiek ci wmawiał, że ukrzyżowanie się nie wydarzyło. Gdyby tak było, wtedy moje własne doświadczenie na pewno było złudzeniem, a ja być może postradałem rozum. Ciało zostało ukrzyżowane, było martwe i zostało pochowane. A moi wyznawcy i przyjaciele rozpierzchli się. Wielu z nich wzięło na swe barki ciężar winy i bólu. Porzucili – poza kilkoma – moją matkę i uciekli, by się ukryć. Niektórzy pozostali, by z bliska śledzić wydarzenia, ale nie z nazbyt bliskiej odległości, ponieważ nie chcieli zostać rozpoznani. Wszyscy znacie poczucie winy, które pojawia się, gdy czujesz, że kogoś porzuciłeś. Poczucie winy zawsze jest złudzeniem.

Zrozum zatem dobrze, że trzeciego dnia głaz został odsunięty, a ci, którzy byli najbliżej mnie – kobiety, które rozumiały i były ze mną w komunikacji – przybyły, by odkryć, że dzieje się coś wielkiego. A ja zaprawdę ukazałem się wielu. Gdy bowiem zrozumiesz, że nie jesteś ciałem, i gdy będziesz chciał jedynie Miłości, a więc i nie będziesz widział niczego innego, to również i ty nauczysz się, że jesteś Duchem, że jesteś Boskim Światłem. Zrozumiesz, że w tej właśnie chwili ciało, które wydaje się twoim ciałem, jest z tobą jedynie dlatego, że z głębi swego współczucia podejmujesz decyzję, by być obecnym w tej szacie, mimo że prawda o tym, kim jesteś, nigdy się nie zmieniła. Pozostajesz Duchem i jedynie Duchem. Tworzysz fasadę, za pomocą której możesz szerzyć Miłość w świecie, który tego potrzebuje.

Drodzy przyjaciele, moje podróże nie różniły się od waszych. Ty również podróżowałeś do odległych kultur. Studiowałeś wszystkie duchowe techniki, jakie są, i jakie kiedykolwiek stworzono. Znasz drogę pokładania nadziei w magii. Znasz ścieżkę polegającą na wykonywaniu pewnych rytuałów w celu zadowolenia Boga, tak jakby Bóg cię kiedykolwiek oceniał. I każdy z was budzi się do prostoty owej Prawdy, którą ja również jako człowiek się nauczyłem:

Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy. Tu i teraz cała moc Miłości może przeze mnie przepływać, ponieważ zwyczajnie porzucam każde postrzeżenie, jakie kiedykolwiek miałem, i uznaję, że jedynie Miłość jest rzeczywista, i że temu, co rzeczywiste, nigdy nie można zagrozić, a to, co nierzeczywiste, nie istnieje.

Ta Prawda stoi w całkowitej sprzeczności ze wszystkim, czego naucza cię świat, ale gdy dokonujesz wyboru, by praktykować w każdej chwili, korekta przypływa do głębin umysłu, a serce się otwiera. Do duszy powraca śmiech, gdyż pozory nie mają już mocy, by nad tobą panować, ponieważ widzisz jedynie Miłość i przypomniałeś sobie, że śmierć we wszystkich jej formach jest nierzeczywista. Pozostajesz taki, jakim zostałeś stworzony, a pomiędzy umysłami połączonymi w Miłości nie ma oddzielenia.

Zrozum więc proszę, co masz w zasięgu ręki, gdyż przybyłeś, by w swym własnym życiu zaświadczyć, że nie ma już dłużej potrzeby, by opierać się na magicznych środkach w celu przywołania Mocy Boga. Ty jesteś obecnością tej Mocy!

…Ona się martwi i wysyła czasem taką myśl: „Jeszua, taśma zaraz się skończy”. Trochę ją onieśmielam, gdy mówię o tym publicznie. Być może nadszedł czas, by powiedzieć, że ta istota, którą znacie jako Anastazja, również podróżowała ze mną w tamtych czasach, tyle że jako mężczyzna. W tamtym czasie był to bardzo inteligentny, oczytany i wykształcony mężczyzna. Znał język grecki, hebrajski i aramejski. A jednak jego przyjaciele często go nie słuchali, ale to już inna historia. On w tamtych czasach również nosił w sobie wiele winy: „Czy zawiodłem mojego przyjaciela, Jeszuę?” Pozostając w swym bólu, pozwalał, aby słowa, które wypowiedziałem, rozbrzmiewały w jego umyśle: „W trzy dni odbuduję tę świątynię. Co on miał na myśli? Do licha, Jeszua!” A jednak przybyłem i ukazałem się mu, podobnie jak wielu innymi moim przyjaciołom, używając tego, co ty mógłbyś nazwać „różnymi poziomami gęstości”…

Zrozum dobrze, przybywam do każdego serca, które przygotuje dla mnie miejsce. Nie są do tego wymagane całe życia poświęcone oczyszczaniu, ponieważ nie ma w tobie winy; twą naturą jest doskonałość. A prostota trwania ze mną leży jedynie w twej chęci, by uwolnić ciężar świata, odwrócić się od hałasu i zgiełku tego, co nazwaliśmy już głosem ego – który jest kolektywnym chaosem umysłu świata – i by spocząć w prostym uznaniu:

Jestem taki, jakim stworzył mnie Bóg. Ponieważ wszystkie umysły są połączone, dokonuję wyboru, by trwać w obecności odwiecznego przyjaciela, który nigdy mnie nie opuścił.

Oczywiście tylko, jeśli tego chcesz! To nie jest konieczne do tego, by się przebudzić. Nauczaj zatem ten świat, że ja przybywam jedynie jako brat i przyjaciel.

Będąc człowiekiem, dopełniłem mej części w Pojednaniu i poprzez nauczanie tego, że śmierć jest nierzeczywista, sam się tego nauczyłem. „Co? Jeszua mówi, że kiedy poszedł na krzyż, być może pojawiło się zwątpienie?” O tak. Ale jeśli prawdą jest, że otrzymujesz to, co dajesz, i że tak jak nauczasz, tak sam się uczysz, to ponieważ wiedziałem, że chcę nieograniczoności na zawsze, pozwoliłem, by to świadectwo było również moją ostateczną lekcją: nauką, że prawdą jest: śmierć jest nierzeczywista. A jeśli śmierć jest nierzeczywista, nie może istnieć myśl o poświęceniu i nie można niczego utracić. Można jedynie wszystko zyskać poprzez pamiętanie, że:

Zaprawdę jestem tutaj, by być prawdziwie pomocnym, gdziekolwiek to „tutaj” by nie było.

W moim przypadku wydaje się, że oznacza to bycie bez ciała, ponieważ Wolą Stwórcy nie jest, bym przyjął fizyczną formę, a ty swoją własną drogą dochodzisz do owej niewinnej prostoty cichych, którzy posiądą Ziemię:

Ojcze, co chciałbyś, bym uczynił tego dnia? Chcesz, bym uciął sobie drzemkę? Dobra!

To jest bardzo, bardzo proste.

Co mogę uczynić? W jaki sposób mogę służyć?

Będąc obecnością Miłości! A twe dary zostaną aktywowane za twoim pośrednictwem, gdyż jest jeden Nauczyciel, który wie jak utkać przebudzenie tego świata i który jest już w to aktywnie zaangażowany. Zatem nie oczekuj, że będziesz nadzorującym, ale nadzorowanym, i ufaj Głosowi przemawiającemu w Imieniu Boga, tak jak ja nauczyłem się słyszeć jedynie ten Głos.

Jesteś Światłem, które rozświetla ten świat, jeśli bowiem twoi bracia i siostry mają przypomnieć sobie Prawdę, która w nich mieszka, to czy nie prosi ona, by im o niej zaświadczyć? A zatem gdy będziesz nauczał Miłości, to i Miłość otrzymasz. I gdy po prostu pozwolisz sobie być chętnym, by Miłość była dawana poprzez ciebie, uświadomisz sobie, że nie możesz nie być we właściwym miejscu i o właściwym czasie; a poprosiłeś, by być tu, gdziekolwiek to „tu” jest. I gdy pozwolisz, by ta Miłość szerzyła się poprzez ciebie, przypomnisz sobie Miłość, i odtąd jej powab będzie rósł, stając się coraz jaśniejszy, aż nie pojawi się już żaden ślad myśli o pragnieniu czegokolwiek innego. A wtedy nie będziesz widział niczego innego! I gdy Stworzenie zostanie uniesione wraz z tobą, zasłony, które wydawały się ukazywać jedynie oddzielenie, rozpuszczą się niczym mgła w świetle wschodzącego słońca, a całe Stworzenie zostanie przywrócone Jedności i uniesione do Serca Boga.

Odzwierciedlaj zatem dla tego świata prostotę Prawdy, którą zawsze znałeś, i wiedz, że jestem z tobą, ponieważ cię kocham. Z każdym swym oddechem bądź więc tym, kim jesteś, a Pojednanie już się w tobie dokonało, ty zaś jesteś Światłem, które rozświetla ten świat.

Pozostań zatem dzisiaj w pokoju. Wchodź często do cichej komnaty Serca, nie po to, by modlić się o zjednoczenie z Bogiem, ale by uznać to, co jest i czego nie można ci odebrać. A potem świętuj wraz z każdym oddechem i każdą myślą, pozwól, by każdy łagodny uczynek stał się dla ciebie święty, pozwól, by każdy łagodny dotyk i każdy uśmiech podarowany przez ciebie światu… by każda czynność stała się świętym sposobem, poprzez który za twoim pośrednictwem wyrażana jest Miłość. Na tym kończą się wszelkie nauki. W tym wyraża się doskonałość wszystkich Ewangelii. Teraz nastał ten czas, a Umysł Chrystusa łagodnie zakrada się przez ostatnie zasłony, poznanie zaś zostaje przywrócone Świętemu Umysłowi jedynego Stworzenia Ojca: tobie.

Pokój niech zawsze będzie z wami, którzy przybyliście, by przywrócić Prawdę świadomości rodzaju ludzkiego.

Amen.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Ważne informacje o spotkaniu z Jayemem w Warszawie

Informujemy, że w związku z ogromnym zainteresowaniem spotkaniem z Jayemem w Warszawie 2 października, status spotkania zmieniliśmy z otwartego na zamknięte. Miejsce na sali zapewnione mają wszyscy ci, którzy zgłosili chęć uczestnictwa w spotkaniu na adres info@drogamistrzostwa.pl oraz w odpowiedzi otrzymali maila z potwierdzeniem wpisania na listę uczestników. Przyjmujemy jedynie zgłoszenia indywidualne, nie będziemy przyjmować zgłoszeń grupowych i rezerwacji na kilka osób. Nie jest możliwe zgłoszenie się jedynie na jedną sesję.

W tym momencie lista podstawowa została zapełniona i otworzyliśmy listę rezerwową.

Jeśli okaże się, że któraś z już zapisanych osób nie może dotrzeć na spotkanie, prosimy o jak najszybszą informację, żebyśmy mogli zwolnione miejsce udostępnić kolejnej osobie.

Kochani, udział w spotkaniu z Jayemem jest bezpłatny i my jako organizatorzy nie pobieramy za nie żadnych opłat, jest to nasz dar serca, natomiast chcemy Was poinformować, że na miejscu spotkania będzie stała puszka i będzie można do niej wrzucić datki, które zostaną przeznaczone na pokrycie kosztów wynajmu sali oraz pobytu Jayema w Warszawie, a cała reszta zostanie mu przekazana jako nasz wspólny dar wdzięczności za to, co nam dał i daje. Serdecznie zapraszamy do hojności :).

2 października prosimy o przybycie co najmniej 30 minut przed czasem w celu dokonania rejestracji oraz zajęcia miejsc. Spotkanie rozpocznie się punktualnie o godzinie 10. Prosimy o  punktualność.

Spotkanie będzie rejestrowane w formie nagrania audio i wideo, a następnie może zostać przez nas upublicznione w internecie. Przychodząc na spotkanie, wyrażasz zgodę na pojawienie się na takim nagraniu.

Bardzo cieszymy się na nasze spotkanie!

Maria i Rafał

Droga serca – Lekcja 9

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

I zaprawdę witam was ponownie umiłowane i święte Dzieci Boskiego Światła. Przychodzę ponownie, by przebywać z wam jako wasz brat i jako wasz przyjaciel, który spogląda na was i widzi w was jedynie światło na Obliczu Chrystusa. A Chrystus jest pierworodnym Ojca, czyli Tym, który został zrodzony, a nie wytworzony. Chrystus jest stworzeniem Boga. Chrystus jest Świętym Dzieckiem Boga. Chrystus jest tym, czym promień jest dla słońca, jaśniejąc wiecznym światłem ze Świętego Umysłu, który nazwałem Abba.

Dlatego też przychodzę, by przebywać z wami w doskonałej radości, w absolutnej wolności i w doskonałej rzeczywistości. Przychodzę, by przyłączyć się do tej części w was, która trwa zawsze w doskonałej wiedzy, doskonałym pokoju, doskonałym poznaniu i w doskonałym zjednoczeniu z waszym Stwórcą. Nie przychodzę po to, by mówić o rzeczach, których nie znacie. Nie przychodzę po to, by używać słów, których w was nie ma. Przychodzę z mądrością, która już w was jest. Przychodzę z Miłością, która nie jest większa od tej, która już rozkwita w cichych miejscach waszego serca. Przychodzę nie po to, by postawić się ponad wami. Przychodzę jedynie po to, by kroczyć obok was jako wam równy. 

Przychodzę, ponieważ was kocham. Przychodzę, ponieważ jestem waszym przyjacielem. I spośród wszystkich rzeczy, jakie mógłbym postanowić zrobić z nieograniczoną mocą świadomości, daną mi przez mego Ojca w takim samym stopniu, w jakim i wam została ona dana, i spośród wszystkich miejsc, wymiarów i światów, w których mógłbym w tej chwili przebywać, zaprawdę wybieram, aby trwać z wami w taki właśnie sposób i razem z wami używać narzędzia stworzenia, narzędzia komunikacji – które zwiecie ciałem – po to, aby wypełnić lukę, jaka wydaje się jeszcze oddzielać was ode mnie. 

W rzeczywistości wszelkie wymiary Stworzenia mieszczą się w przestrzeni dużo mniejszej niż główka szpilki. W rzeczywistości wszelkie wymiary Stworzenia są tak ogromne, że nigdy nie mógłbyś ich zmierzyć. W rzeczywistości nie ma żadnej luki pomiędzy tym, gdzie wy jesteście i gdzie jestem ja. I właśnie dlatego nie mogę być od was dalej niż na odległość myśli. Lecz zaprawdę, umiłowani przyjaciele, moc myśli jest mocą tworzenia wszechświatów, a w tych wszechświatach tworzenia kolejnych wszechświatów, a w tamtych wszechświatach – tworzenia świata za światem, świata za światem, świata za światem.

Twe codzienne doświadczenie zaś pokazuje ci, że chwilowo twa uwaga wydaje się być skupiona na twym niepowtarzalnym świecie, w którym pewne rzeczy podzielasz z wieloma innymi istotami. Zwiecie to w waszym świecie rzeczywistością konsensusu – a my powiedzielibyśmy, że jest to doświadczenie konsensusu, zrodzone z uniwersalnej rzeczywistości. Umiłowani przyjaciele, nawet gdy trwacie w waszej świadomości w tej chwili, jesteście twórcą świata, jakiego doświadczacie. I czynicie to na wiele zwyczajnych sposobów.

Kiedy stoisz przed kimś twarzą w twarz i na ułamek sekundy zmieniasz pozycję ciała, z którego spoglądasz na niego – już zmienia się twe stanowisko, twa perspektywa – i w tym ułamku sekundy stwarzasz dla siebie nowe doświadczenie. Kiedy spoglądasz na stojącego przed tobą przyjaciela, a umysł przechodzi z poziomu neutralności (czyli z miejsca, z którego zaczyna się każde doświadczenie) w obszar myśli: 

„Och, to jest moja przyjaciółka Maria. To jest mój przyjaciel Saint Germain. A to mój przyjaciel Piotr. To jest moja przyjaciółka Joanna. To jest mój przyjaciel Nataniel…”

– niezależnie od imienia – kiedy już poweźmiesz ową myśl, zaczynasz zmieniać swe doświadczenie.

W tamtej chwili dosłownie jesteś twórcą. Albowiem kiedy nazywasz cokolwiek, definiujesz to zgodnie z cechami, jakie przypisałeś nazwie, której używasz. Kiedy spoglądasz na pole energii wyłaniające się z tajemnicy, jaką jest wasza planeta Ziemia, i wypowiadasz słowo „drzewo”, to natychmiast wnosisz w swe przejawione doświadczenie wszystko to, co kiedykolwiek stwierdziłeś, że kojarzy ci się z polem energii nazywanym przez ciebie „drzewem”. Dlatego twoje doświadczenie jest całkowicie niepowtarzalne. Nie wydarzyło się wcześniej i nigdy się nie wydarzy. Nie da się go powtórzyć. Oto dlaczego Stworzenie jest zawsze nowe.

Tak, możesz stać ze swym przyjacielem i spoglądać na drzewo, i kiwać głową, mówiąc:

„Oczywiście, że to jest drzewo. O tak, widzę gałęzie. Widzę liście”.

Jednak w momencie, gdy je nazwałeś, przywołałeś wszystkie swe skojarzenia, przywołałeś swe doświadczenie tego pola energii, które nazwałeś „drzewem”. Możesz być pewien, że ci, których w tym świecie nazywa się ekologami oraz ci, którym nadałeś etykietę drwali, mają zdecydowanie inne doświadczenie, wypowiadając słowo „drzewo”. 

Kto zatem ma rację, a kto się myli? Tego nie da się rozstrzygnąć. 

W tej godzinie chcemy zająć się kolejnym z ważnych kamyków, jakie musisz wrzucić w przejrzystą i niezmąconą toń swej świadomości. Chodzi tutaj o następującą rzecz: wszystkie sieci relacji, wszystkie pola energii są absolutnie neutralne. Doświadczenie tworzone jest przez to, jak decydujesz się patrzeć na daną sieć relacji, na dane pole energii. Skutek tej decyzji jest również całkowicie neutralny.

Ależ jak to jest możliwe? Kiedy bowiem drwal widzi drzewo i postrzega jedynie zysk, który chce osiągnąć, lasy znikają. A kiedy ekolog spogląda na drzewo, drzewo pozostaje na swoim miejscu, zaś potężne sowy i ptaki mają miejsce, w którym mogą zakładać gniazda. Czyż nie mamy powielać tej samej rzeczywistości, tego samego doświadczenia, które mieli wszyscy inni ludzie? Czyż nie jest to stratą, gdy znikają lasy? Posłuchajcie uważnie: Wszystkie wydarzenia są neutralne. Jedynie ty nadajesz im wartość. 

Dobrze więc, czy oznacza to, że mamy być nieczuli, nieświadomi i ślepi na to, co czynimy? Oczywiście, że nie, albowiem częścią przebudzenia jest uświadomienie sobie własnego połączenia z siecią wszystkich relacji. Oznacza to przebudzenie szacunku dla tajemnicy, jaką jest Życie. Ale oznacza to również porzucenie własnego osądu drugiej istoty, która chce widzieć drzewo inaczej. Albowiem ciało, które skrystalizowałeś z pola nieskończonej energii, ma tylko jeden cel. Jest narzędziem komunikacji.

Dlatego też niech twe główne postrzeganie, główne światło prowadzące cię przez twoje doświadczenie trójwymiarowej rzeczywistości, wyraża się w ten oto sposób:

Co postanawiam komunikować światu każdym gestem, każdym oddechem, każdym wypowiedzianym słowem i każdą podejmowaną decyzją?

Albowiem dopóki ciało trwa, jesteś bez przerwy zaangażowany w proces komunikowania światu, przejawiania dla świata tego, co postanowiłeś obdarzyć wartością, tego, co przywołałeś do swego doświadczenia i przepoiłeś wartością. To oznacza, że jesteś nieprzerwanie zaangażowany w nauczanie świata tego, co – jak uważasz – jest największą prawdą, największą wartością.

Kiedy ekolog patrzy na drwala, denerwując się i osądzając go, lub vice versa, ciało jest wówczas używane, by komunikować wartość osądu. To tworzy lęk i zaciśnięcie się w sobie. A ponieważ wiele, wiele umysłów postanawia cenić sobie prawo do osądzania, to skutkiem tego jest to, co zwiecie waszym światem, w którym wszystko wydaje się wyrażać konflikt, zmaganie, „branie się za łby” – Armagedon, konflikt przeciwstawnych, ścierających się idei. A tuż pod powierzchnią tego wszystkiego wszystkie wydarzenia pozostają całkowicie neutralne.

Nawet gdyby lasy na waszej planecie zostały całkowicie zniszczone, to byłoby neutralnym wydarzeniem. Dlaczego? Ponieważ gdyby wszystkie drzewa zniknęły, gdyby nawet ta konkretna fizyczna planeta, którą zwiecie Ziemią, umarła, zniknęła z widoku, Życie trwałoby nadal. Życie zwyczajnie tworzyłoby nowe światy. Ono czyni to cały czas. Wy to czynicie cały czas.

Tak więc wydarzenia, których doświadczacie, są zawsze neutralne. To, co się dzieje w świecie dokoła ciebie, pozostaje neutralne aż do chwili, w której podejmujesz decyzję, czym to dla ciebie będzie. Dajesz temu wówczas nazwę, a zatem to definiujesz. A gdy to definiujesz, przywołujesz do siebie wszystkie związane z tym skojarzenia. Oto dlaczego nauczałem kiedyś, że mądrze jest wybaczać siedemdziesiąt razy siedem. A to z bardzo samolubnego powodu. Jeśli bowiem ktoś wyrządza ci krzywdę, a ty trwonisz energię na przekonywanie go, że cię skrzywdził, i że masz w związku z tym prawo być zły i masz prawo go atakować w dowolny sposób, w tym jednym momencie przywołujesz do siebie – nawet do komórek swego ciała – energię konfliktu, osądu, wojny, śmierci, choroby, nieszczęścia i oddzielenia!

Lecz jeśli wybaczasz siedemdziesiąt razy siedem, wówczas w każdym z tych momentów wybaczenia przywołujesz do swego pola energii to, co przypomina ci o bezwarunkowej Miłości, doskonałym pokoju, mocy, która przekracza wszystko, co pojawia się w świecie. Przywołujesz do siebie rzeczywistość Chrystusa. A wszystko to zależy wyłącznie od kamyków, które wrzucasz w swój umysł. 

W którym miejscu postawiłeś granice? W którym miejscu powiedziałeś: 

„Zezwolę na neutralność wszystkich wydarzeń w tej sferze, ale nie w tamtej. Jeśli moi przyjaciele się rozwodzą lub żyją w separacji, no cóż, dobrze, będę to postrzegał jako coś neutralnego. Ale jeśli mój małżonek mnie opuści, to to nie jest neutralne. Jeśli przyjaciel mojego ojca zostawi swym dzieciom trzy miliony dolarów, to jest w porządku. To jest neutralne wydarzenie. Ale jeśli mój ojciec przekaże trzy miliony dolarów na cele charytatywne, a mnie w ogóle nie uwzględni, to nie jest neutralne wydarzenie”.

Jeśli rzeki zostaną zanieczyszczone w kraju na drugim końcu świata, dlatego że świadomość społeczności lokalnej dopuściła do zbudowania fabryki bez zabezpieczeń, 

„no cóż, to jest na drugim krańcu świata, to jest neutralne wydarzenie. Ale jeśli to się wydarzy na moim podwórku, to nie jest już dłużej neutralne”.

Zawsze mądrze jest spojrzeć z miłością, gdzie się postawiło granicę, by zobaczyć, na co spoglądasz jak na coś neutralnego, a czego się trzymasz, ponieważ jest wypełnione znaczeniem i wartością, których nie kwestionujesz. Albowiem tam odkryjesz, co wymaga w tobie wybaczenia. Mówiliśmy już wam, że mistrzostwo to stan nieustraszoności. Kiedy nadajesz czemuś wartość, a następnie niewzruszenie utrzymujesz, że ta wartość zawarta jest w danym wydarzeniu lub obiekcie na zewnątrz ciebie, wówczas zagwarantowałeś sobie miejsce w lęku. A nieustraszoność jest wówczas tak daleko od ciebie jak wschód od zachodu. 

Przyjrzyj się zatem dobrze, co obdarzyłeś wartością, upierając się, że wartość ta jest niezmienna. Ile razy każdego dnia mówisz:

„O rany, gdyby zdechł mój pies, nie wytrzymałbym tego. To oznaczałoby mój koniec”.

Albo: 

„Jeśli banki zbankrutują… O Boże, nie przeżyłbym tego!”

Uważaj na to, co postanawiasz. Przyjrzyj się, gdzie jesteś emocjonalnie uwikłany w wartości, jakimi obdarzyłeś cokolwiek lub kogokolwiek – jakąkolwiek relację, niezależnie od tego, czy będzie to relacja z twoim małżonkiem, relacja z rządem kraju, relacja z twoim ciałem, relacja z twym kotem bądź psem, relacja z kontem bankowym – którakolwiek z twoich relacji.

Albowiem ty uczyniłeś z nich to, czym są. Gdzież indziej można doświadczyć wolności, jak nie w świadomości, która nauczyła się przekraczać zaciśnięcie w lęku. A lęk jest rezultatem twego przywiązania do wartości, jakimi obdarzyłeś wydarzenia, których doświadczasz, a na które składają się wydarzenia, osoby, miejsca i rzeczy – tak naprawdę wszystko to są tylko wydarzenia. Każda sieć relacji, w jaką wchodzisz, jest całkowicie neutralna. Sam orzekasz, czym ona jest, nazywając ją i definiując. Gdy ktoś przychodzi do ciebie rozgniewany, a ty reagujesz, rozpoznaj, że wpierw postanowiłeś, że ta osoba jest rozgniewana i wraz z tą decyzją sprowadziłeś wszystkie skojarzenia, jakie do tej pory zdecydowałeś się cenić w swym pojmowaniu gniewu.

Jednakże dokładnie w tym momencie masz moc, by zaobserwować, jak to pole energii krąży w ciele, umyśle, w sposobie mówienia drugiej osoby i możesz zobaczyć to jako taniec energii, jako tajemnicę powstającą z jakiegoś niewidzianego źródła i sieci relacji. Mógłbyś spoglądać na to z ciekawością i zachwytem, jeśli zdefiniowałbyś to inaczej. To jest prawdą względem wszystkich wydarzających się rzeczy. Nawet na największe choroby, które wydają się zagrażać życiu ciała, można spoglądać z całkowitą neutralnością. Lecz jeśli zdefiniujesz je w konkretny sposób, przywołasz do siebie lęk przed tym wydarzeniem wraz ze wszystkimi skojarzeniami, jakich nauczyłeś się od świata i z własnych doświadczeń.

Przesłanie tej godziny jest proste, ale bardzo ważne. I opiera się na wszystkim tym, czym dzieliliśmy się z wami do tej pory. Jesteś twórcą i nie możesz nie tworzyć. Pytanie więc brzmi następująco: Co będziesz tworzył w każdym momencie? O wiele głębiej niż wielka ekscytacja magią tworzenia wydarzeń i obiektów w trójwymiarowej rzeczywistości leżą takie wartości jak pokój, nieograniczoność, przebaczenie, współczucie i mądrość. One również są stworzeniem. 

We wszechświecie nie ma współczucia dopóki ty nie przejawisz go i nie będziesz pielęgnował w swej świadomości. Nie można powiedzieć, że Świadomość Chrystusowa prawdziwie dla ciebie istnieje, dopóki nie stworzysz jej w sobie. Nawet twój związek z Bogiem nie istnieje dla ciebie, dopóki nie zdecydujesz się otworzyć na jego żywe doświadczanie. Podobnie jest z żywnością, której nigdy nie zakosztowałeś. Równie dobrze mogłaby dla ciebie nie istnieć, dopóki nie wybierzesz się do danego kraju, nie kupisz jej i nie umieścisz w swym ciele. Albo, jak przystało na obecne czasy, dopóki nie udasz się do sklepu i nie podejdziesz do działu ze smakołykami kuchni świata. 

O niczym nie można powiedzieć, że istnieje dla ciebie, dopóki nie miałeś żywego doświadczenia tej rzeczy. Tak więc kiedy słyszysz rozmowy na temat oświecenia, kiedy słyszysz rozmowy na temat zjednoczenia z Bogiem, kiedy słyszysz rozmowy na temat bezwarunkowej Miłości, przestań kiwać głową, myśląc, że wiesz, czym te rzeczy są, i zwróć swą uwagę do wewnątrz. Czy trwasz w żywym doświadczeniu tych rzeczy? Natychmiast będziesz znał odpowiedź. 

Jeśli odpowiedź brzmi: 

„Nie. Słyszę rozmowy na temat oświecenia i mam swoje małe wglądy, lecz tak naprawdę nie wiem, czym jest oświecenie, ponieważ nie czuję go w pełni w moim codziennym doświadczeniu”,

wówczas od razu poznasz, że obdarzyłeś wartością coś innego niż oświecenie i upierasz się, aby w twej świadomości pozostało to nienaruszone. 

Co to takiego? Poszukaj tego, a gdy to znajdziesz, zdecyduj, czy nadal tego chcesz. Widzimy, że wiele ludzi w waszym świecie lubi paradować z uśmiechem na twarzy, jak gdyby byli w stanie pokoju. Być może noszą ze sobą Biblię lub inny podobny tekst. Noszą na sobie jakiś religijny symbol, aby stworzyć pozór, że trwają w pokoju. Gdy jednak włączają telewizję i patrzą, jak drwal ścina kolejne drzewo, reagują wewnętrznie, nazywając go „ignorantem” lub „ograniczonym głupcem”. W tej samej chwili przemawiają do wszechświata, wypowiadając prawdę, którą postanawiają żyć:

„Nie chcę poznać, czym jest pokój. Nie interesuje mnie przebaczenie. Nie interesuje mnie mądrość. Interesuje mnie osądzanie i ekscytacja, jaką czuję w ciele w wyniku osądzania kogoś innego jako gorszego ode mnie”.

Krótko mówiąc, czas zrezygnować z pozorów. Czas, by zacząć patrzeć na siebie z perspektywy absolutnego, nieustannego twórcy. Zacznij przyglądać się temu, co dokładnie tworzysz w każdym momencie swego doświadczenia. Wnieś dziecięcą niewinność do tego, czego rzeczywiście doświadczasz, a nie do tego, o czym wszystkim naokoło mówisz, że doświadczasz. Czas, abyś uczciwie spojrzał na skutki fal wywołanych kamieniami czy kamykami wrzucanymi w pole swej świadomości, co jest formą wielkiej zabawy. 

Albowiem twórca, który rozumie swą nieskończoną moc tworzenia i który rozumie, że jest ona czymś nieustającym – że skutki generowane są z chwili na chwilę, z chwili na chwilę, i że w istocie będą one tworzyły dzień jutrzejszy – z radością rezygnuje z energii zaprzeczania. I zaczyna obserwować każdą chwilę swego doświadczenia, aby móc rozpoznać, jakich wyborów musiał dokonać, by spowodować skutki, jakich obecnie doświadcza. 

Kiedy przychodzą rachunki do zapłaty, a ty zaczynasz drżeć, zaciskać się w sobie i martwić, bo nie masz w banku wystarczającej ilości złotych monet na ich opłatę, to co w takiej chwili robi twórca? Zatrzymuje się i przygląda wszystkiemu, czego doświadcza w polu ciała, w ciele emocjonalnym, w myślach, jakie przechowuje w umyśle. Zaczyna zauważać, w jaki sposób widzi rzeczy wokół siebie i otaczający go świat, a wszystko po to, by zacząć się zastanawiać:

Jaką myśl musiałem wrzucić w toń mego umysłu, że stworzyłem skutek braku złotych monet? I czy jest to myśl, którą chcę wrzucać do mego umysłu, by tworzyć podobne skutki w przyszłości?

Oto brama mądrości: Nie twórz w nieświadomy sposób, by następnie pójść dalej bez zastanowienia. Lecz ucz się nieustannie od rzeczy, które tworzysz. Albowiem w ten sposób zaczynasz proces rozpuszczania stworzeń istoty nieoświeconej, a zaczynasz budować stworzenia Chrystusa – tu i teraz, w tym momencie. Nigdy, przenigdy nie wierz, że twe myśli są neutralne. Powiedziałem wcześniej, że wydarzenia są neutralne, lecz twoje myśli – nie. Albowiem twe myśli są dosłownie przepojone mocą tworzenia. Nie tworzą neutralnie. To znaczy, że każda myśl rozbrzmiewa echem jako pewna jakość wibracji, która z ciebie emanuje, dotyka brzegów przejawionej rzeczywistości i wraca do ciebie. Oto, czego doświadczasz jako pozytywne i negatywne wydarzenia twego życia.

Rzeczywiście prawdą jest – proszę, posłuchajcie tego uważnie – że w dowolnym momencie, gdy przechodzisz przez swe doświadczenie, gdy doświadczasz owego echa, owego powrotu fal wcześniej przez ciebie wysłanych, że dokładnie w tym momencie nie jesteś ofiarą tego, co stworzyłeś. Ponieważ w każdym takim momencie pozostajesz absolutnie wolny, tak samo jak byłeś wolny, gdy po raz pierwszy wrzuciłeś dany kamyk w toń świadomości i stworzyłeś rozchodzącą się falę. Możesz wybrać, jak będziesz doświadczał skutków owej fali. I jeśli doświadczasz ich w stanie bezwarunkowej wolności, bezwarunkowej akceptacji i Miłości, wybaczenia, neutralności i niewinności, to dosłownie rozbrajasz skutki danej fali w toni twej świadomości. I wówczas, w tym samym momencie, możesz natychmiast zacząć tworzyć w nowy sposób fale, których będziesz doświadczał w przyszłości. Dlatego też nigdy nie jesteś ofiarą niczyjego stworzenia, a szczególnie własnego. 

Nie chodzi o to, że życie jest tak złożone, że stworzyłeś te wszystkie wydarzenia i teraz w nich utknąłeś. W dowolnym momencie, gdy to pojmiesz, możesz przestać reagować tak, jakbyś był ofiarą, i zwyczajnie spojrzeć na powracające fale, jakie uprzednio sam wysłałeś, i powiedzieć:

To weszło w pole mego doświadczenia jako niesamowita tajemnica. To oznacza, że jestem niesamowicie potężną istotą! Dlatego też będę patrzył na tę falę z miłością. Tak, wiem, ona musi się przejawić. Ale podczas gdy to czyni, zamierzam być wystarczająco mądry, aby ujrzeć jej przezroczystość, zobaczyć, że nie niesie ona żadnego skutku. Ona nie zmienia tego, kim jestem. Niczego nie dodaje do mego życia ani niczego mu nie ujmuje. Jest po prostu doświadczeniem, zwanym Życiem, przechodzącym przez pole mej świadomości. Jeśli będę patrzył na nią z miłością, jeśli ją obejmę, mogę ją przemienić i już w tej samej chwili tworzyć całkowicie innego rodzaju wibrację fali, która będzie tworzyła mą przyszłość.

To oznacza, że choć moc twych myśli nie jest neutralna, wydarzenia zwane skutkami tych myśli mogą być albo neutralne, albo nie, w zależności od tego, jak użyjesz podstawowej mocy świadomości. Staramy się więc powiedzieć wam tutaj, jak nieskończenie wolni jesteście.

Wielu w waszym świecie naucza iluzorycznej doktryny zwanej karmą – czyli że musisz prędzej czy później doświadczyć tego, co wysyłasz w tej chwili, a to, jak tego doświadczasz, jest bezpośrednio związane z jakością fali, którą wysyłasz. To nie jest prawdą. To uczyniłoby z ciebie ofiarę. A jeśli jesteś stworzony na podobieństwo Boga, a zapewniam cię, że jesteś, to nie jesteś ofiarą świata, który widzisz. Tak naprawdę nikt ani nic nigdy nie może z ciebie uczynić ofiary, ponieważ twą rzeczywistością jest to, że zostałeś stworzony na obraz i podobieństwo Boga. A jeśli mógłbyś stać się ofiarą, oznaczałoby to, że Bóg stwarza coś, co jest do Niego niepodobne. Czy łosoś rodzi się na dębie? Czy mgławica rodzi się w łonie kobiety? Czy maliny rosną na sklepowych półkach? Nie. Wszystko rodzi na swe podobieństwo. 

A zatem dlaczego miałbyś kiedykolwiek wierzyć, że Bóg – który jest jedynie Miłością, Nieograniczoną Kreatywnością i Mocą – mógł kiedykolwiek zrodzić coś, co jest małe, wątłe i bezsilne? Tak się nie dzieje. Bóg nie może się stać niczyją ofiarą. Dlatego też stworzenie Boga nie może być ofiarą. Wszystkie wydarzenia pozostają neutralne, zaś ekolog i drwal używają jedynie mocy świadomości, by tworzyć chwilowe przekonania, że oni są tym, a nie tamtym. Obdarzają wybraną przez siebie wartością wydarzenie energetyczne, które nazywają „drzewem”. I w zależności od wartości, jaką je obdarzają, takiej wartości doświadczenie przywołują do pola swej świadomości. I jedynie to się dzieje. 

Energia, która tworzy drzewo, jest wieczna. Może zmienić formę, lecz Życie pozostaje. Dlatego też nie opłakuj wymierających gatunków, lecz ufaj Wielkiej Inteligencji, która wpierw przywołała je do życia. Albowiem Ona cały czas tworzy jeszcze większe wszechświaty. Dlatego też nie istnieje żadna strata.

W jaki sposób odnosi się to do twych codziennych doświadczeń? Chcemy zasugerować (a będzie to bardzo ważne wraz z naszym wejściem w kolejny rok), że bardzo kluczowym będzie posiadanie przez was fundamentu, na którym będziemy budowali. Jeśli jesteś gotów w pełni przyjąć odpowiedzialność za bycie stworzonym na obraz i podobieństwo Boga i za wynikający z tego fakt, iż jesteś wiecznym twórcą, zacznij od teraz wykorzystywać trochę czasu każdego dnia – nie odpuszczając ani jednego – by usiąść sam ze sobą. Nie ze swym partnerem czy partnerką, nie ze swymi rodzicami, nie z telewizją, nie z ulubioną drużyną sportową, nie z ulubionym aktorem lub aktorką, nie z ulubioną religią, nie z ulubionym bogiem lub mistrzem czy zbawicielem (nawet nie ze mną). Siądź z samym sobą i zacznij od uznania, że jesteś Jednym z Bogiem. 

Zrozum, że dokładnie to ciało, które wydaje się mieć w sobie serce bijące dla ciebie życiem, jest samo w sobie skutkiem decyzji i wyborów, jakie poczyniłeś. Dokładnie to krzesło czy fotel, na którym siedzisz, jest skutkiem przyciągnięcia w pole twej świadomości niepowtarzalnej sieci relacji zwanej fizycznym wszechświatem. I w tym momencie doświadczasz czegoś, czego nie doświadczyłeś nigdy wcześniej: siedzisz teraz w fotelu! Wydarzenie to jest całkowicie neutralne. I nic, czego doznajesz w swej świadomości, nie istnieje poza tobą, nie jest dostarczane z zewnątrz. 

Daj sobie pięć minut czasu na praktykę wybierania tego, jak będziesz doświadczał siedzenia w fotelu. Czy będziesz to robił z umysłem przepełnionym zmartwieniami, czy wypełnionym pokojem? Z umysłem, który rozmyśla o wszystkich rzeczach, które mógłby teraz robić, czy z umysłem zachwycającym się faktem, że ciężar ciała wywiera nacisk na ten fotel? Z umysłem, który tworzy napięcie poprzez sposób, w jaki oddech płynie przez ciało, czy z umysłem, który tworzy łagodność i poczucie komfortu?

Pięć minut praktyki siedzenia w fotelu jako nieskończony twórca dokładnie tego, czego doświadczasz w swym polu emocjonalnym. Tylko tyle. Możesz nawet zacząć się bawić wyobrażając sobie, jakby to było gdybyś siedział w fotelu jako Chrystus. Co byś wówczas czuł? Pozwolę ci samemu wybrać, czy chcesz, czy nie chcesz tego doświadczyć. Pięć minut każdego dnia. Nie opuszczaj ani jednego dnia! Bądź z samym sobą i zdecyduj, jak będziesz doświadczał siebie teraz!

Albowiem ten ty, który usiadł w fotelu z tym wszystkim, co się dzieje w twojej świadomości, ze wszystkim, co odczuwasz w ciele, ze wszystkim, co dzieje się w twych ważnych relacjach, z tym, jak trawiony jest pokarm w twym ciele – wszystko to, cała sfera twego doświadczenia, jest skutkiem tego, jak czułeś się milion razy, kiedy siadałeś, aby być ze sobą na tysiącu różnych foteli. Wykorzystaj ten właśnie proces siedzenia w fotelu, jako symbol przygotowywania umysłu na wrzucenie w niego kamyka, który wywoła wibracje czy fale, jakie do ciebie powrócą.

Wiesz, dużo łatwiej jest wysyłać fale – co i tak będziesz czynił – i doświadczać tego, jak wracają w błogi sposób, sposób, który przynosi pokój, radość, frajdę, śmiech, zabawę i nieograniczoność, zamiast musieć ciągle walić głową w coś, co wolałbyś odmienić lub od czego chciałbyś uciec. Lecz to się zaczyna od pięciu minut, w których uznajesz, że możesz tworzyć dowolne doświadczenie, jakiego chcesz, jako uczucie, które przelewa się przez twą świadomość, jako jakość myśli, której pozwalasz na ciągłe powtarzanie się w umyśle. 

Możesz usiąść w fotelu jako przebudzony Chrystus, teraz!

Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Jest piękny dzień! Przejawiłem fizyczną formę siedząc w fotelu, w kącie jednego malutkiego wymiaru Stworzenia. Jak zdumiewająca jest ta chwila! Myślę, że po prostu posiedzę tutaj i poczuję bicie mego serca w ciele i oddech przez nie przepływający. O, słychać śpiew ptaków! Cieszę się, że przywołałem to do siebie. Lubię to, jak ta kanapka jest trawiona w tym ciele. Jakie piękne myśli mogę teraz pomyśleć? Komu mogę wysłać Miłość bez potrzeby kiwnięcia palcem? Jestem nieograniczony na zawsze! Jestem wolny! Jestem wolny! Jestem wolny!

Czy myślisz, że chciałbyś tego doświadczać przez pięć minut? Czemu by nie zacząć od dzisiaj? Tak wielu z was nieustannie szuka w tym fizycznym wymiarze jakiejś formy magii, która sprowadzi do was Królestwo Niebieskie. Nie jesteście w stanie sprowadzić do siebie Królestwa. Możecie tylko uświadomić sobie, jak go używacie, by tworzyć fale, które z siebie wysyłacie. Czy znacie powiedzenie, jakiego używacie w waszym świecie: „Gdziekolwiek byś nie poszedł, tam znajdziesz siebie”? Jesteś Bożym stworzeniem. Jesteś w Niebie teraz. Niebo nie jest miejscem. Niebo jest stanem nieograniczonej i nieskończonej mocy twórczej, ponieważ jest odzwierciedleniem Świętego Umysłu Boga.

Czemu by nie być tym, który praktykuje bycie obecnością Nieba? Jeśli wydaje ci się to zbyt niesamowite, przerastające cię, to po prostu jedynie pobaw się tym codziennie przez pięć minut. I zaufaj mi, nie będę cię kochał mniej, jeśli przez pozostałe dwadzieścia trzy godziny i pięćdziesiąt pięć minut zdecydujesz się bawić w udawanie i odczuwanie, że jesteś mały, niegodny, niekochany, niekochający, niegodny miłości, że jesteś utrapieniem tej Ziemi i że życie nieustannie cię prześladuje. Śmiało! Nie krępuj się. Nigdy bym nie stanął na przeszkodzie twemu wolnemu wyborowi. Za wyjątkiem tych pięciu minut, mogę nie przychodzić i nie pukać do twych drzwi. Lecz ty pozostajesz wolny, by wykorzystywać czas, jakkolwiek chcesz.

Lecz przez te jedyne pięć minut doświadczaj siebie jako Chrystusa, krystalizując ciało jako tymczasowe narzędzie komunikacji służące nauczaniu i uczeniu się, opadając na fotel w całkowicie neutralnym zakątku Stworzenia, ponieważ chcesz doświadczać siedzenia w błogości, pokoju i doskonałej świadomości twego połączenia z Bogiem w tym właśnie momencie. Być może nawet zdobędziesz się na odwagę, by mieć następujące myśli:

No cóż, skoro jestem nieskończonym twórcą, co takiego chciałbym tworzyć na poczet mych przyszłych dni?

I jeśli w ciągu tych pięciu minut usłyszysz pukanie do drzwi i będzie to komornik, to któż by się tym przejmował? To jest doświadczenie tej duszy, która myśli, że jest komornikiem, a ty jesteś jakąś złą osobą, którą on musi dopaść. Pozwól jej mieć swoje doświadczenie. Siedź spokojnie, słysząc pukanie do drzwi, i pozwól sobie bawić się pięknymi światami, które tworzysz na poczet swych przyszłych dni. Oto prosta i wąska ścieżka, która prowadzi do Życia. Oto ucho igielne, przez które musisz przejść. 

Albowiem nie wystarczy tylko przyjąć myśli: 

Jestem twórcą wszystkiego, czego doświadczam.

Następnie musisz aktywnie wdrożyć to w praktykę. Zaczyna się to od dziennej, pięciominutowej praktyki – to wszystko. I kiedy czujesz, że udaje ci się to robić przez pięć minut, przejdź następnie do dziesięciu, a później do dwunastu, piętnastu a następnie dwudziestu minut. To brzmi jak drobnostka.

„Masz na myśli to, że mam spędzić dwadzieścia minut, jakbym był Chrystusem wcielonym, pozostającym w całkowitej jedności z Bogiem, całkowicie wolnym, by zacząć tworzyć fale inne od tych, których doświadczałem kiedykolwiek wcześniej, wiedząc, że one do mnie wrócą i staną się mym przejawionym doświadczeniem? Nie ma co do tego wątpliwości! Ale dwadzieścia minut? Nawet jeśli by mi się udało, to i tak jest to bardzo mała cząstka całego dnia”.

Umiłowani przyjaciele, jeśli mielibyście wiarę tak małą jak małe, malutkie, maluteńkie nasionko, wiedzielibyście, że ta malutka wiara stworzy olbrzymie drzewo dębu, którego gałęzie będą was chronić przed skwarem słońca i dadzą ukojenie wielu istotom. Dwadzieścia minut jest wiecznością, jeśli chodzi o tworzenie twego jutra!

Jeśli wierzysz, że pozostałe dwadzieścia trzy godziny muszą być wypełnione doświadczaniem skutków tego, co stworzyłeś bardzo dawno temu, fal, które do ciebie wracają, niech tak będzie. Baw się tym. Pozwól sobie przemieniać owe chwile. 

„No dobrze, otwieram drzwi. Tak, panie komorniku. Witam, proszę wejść. Napije się pan wody? Tak, ma pan absolutną rację. Nie zapłaciłem tego rachunku. Chce pan wiedzieć dlaczego? Głupiec ze mnie, tak naprawdę zdecydowałem się stworzyć doświadczenie, że jestem kimś, kto potrafi tworzyć tylko same braki. Właśnie dlatego nie mam na koncie pieniędzy. Paskudna sprawa, prawda? O tak, bardzo dobrze, zamierza pan podać moje nazwisko władzom i już nikt na tej planecie nie udzieli mi żadnego kredytu. Proszę bardzo, śmiało, jeśli to pana uszczęśliwi. Ja mam inne rzeczy do zrobienia. Jestem teraz zajęty tworzeniem nowego jutra. I wiem, że wszystko, co jest wokół mnie, będzie mi tak czy inaczej odebrane, skoro wszystko, co rodzi się w czasie, kończy się w czasie. Przepadnie dom. Przepadnie samochód. Przepadnie odzież i odejdą moi przyjaciele. Wszystko, czego doświadczam w czasie i tak się zmienia, więc śmiało, proszę mi to od razu zabrać. To tylko przyspieszy cały proces”.

Nie mówię tego ironicznie. Mówię to z perspektywy tego, kto jest przebudzonym Chrystusem, kto już wie, jak dawać początek wszechświatom, aby tworzyć to, co święte, dobre i piękne. Wiem, że to jest właśnie ta droga. To jest jedyna droga. Uwolnij wartość, jaką przypisałeś swoim doświadczeniom, nawet doświadczeniu z komornikiem, i w zamian spędzaj czas decydując, jakie kamyki zamierzasz wrzucić w pole swego umysłu. Albowiem będziesz tworzył w wyniku tego, co dziś postanowisz pomyśleć. A to, co cenisz dzisiaj, jutro samo ci się pokaże.

Ja nauczyłem się cenić nieograniczoność. Nauczyłem się cenić Miłość. Nauczyłem się cenić nieustraszoność. Tak, moja metoda dojścia do tego była dość unikalna i nie polecałbym wam podążać moimi śladami. Oczywiście chyba że lubicie dramat bycia przybijanym do krzyża, a następnie bycia wystawionym na widok przed wszystkimi waszymi przyjaciółmi, aby w ten sposób nauczyć się, jak przekroczyć lęk w swym umyśle! Nauczyłem się cenić nieprzerwaną komunikację z każdą duszą w każdym wymiarze Stworzenia. Nauczyłem się cenić tylko moje miłujące myśli. I zrodziłem Chrystusa z tego samego nasionka świadomości, jakie w jednakowym stopniu istnieje w każdym z was.

A zatem rozejrzyj się po miejscu, w którym się teraz znajdujesz. Spójrz na przedmioty, które widzisz. Spójrz na ludzi, których widzisz wokół, jeśli tacy są. Jakiekolwiek dźwięki pojawiają się w polu twej świadomości, jakiekolwiek wyobrażenia i myśli masz na temat tego, czym jesteś lub czym jest świat – to wszystko są ulotne i tymczasowe złudzenia. Przeminą i zaczęły przemijać w chwili, w której zostały wykreowane. 

Dlatego też zaprawdę, umiłowani przyjaciele, spójrzcie na wszystko wokół siebie i podejmijcie decyzję, jaką ma to dla was wartość. Czy będziesz to postrzegał jako coś, co musisz mieć w swym istnieniu? Czy też postanowisz spojrzeć na to jak na coś, co radośnie przyciągnąłeś do siebie i co doceniasz, lecz co jutro może odejść, a twój pokój pozostanie niezakłócony? W jaki sposób będziesz patrzył na świat?

Pięć minut – po jednej minucie na każdy palec u ręki – w czasie których postanawiasz siedzieć jako Chrystus pośród swego królestwa, swego stworzenia. I to ty decydujesz, które myśli zachowasz i w ten sposób określasz, jak będziesz postrzegał wszystko w polu swej świadomości, i którym myślom pozwolisz rozpocząć tworzenie i wysyłanie fal, które na pewno – nie ma przed tym ucieczki – do ciebie wrócą. 

Albowiem, zaprawdę, był kiedyś rolnik, który wyszedł, by zasiać nasiono na polu. Jednak zanim poszedł siać, bardzo starannie wybierał nasiona. W tym czasie inni rolnicy pośpiesznie wyszli w pole, myśląc: 

„Zobaczcie, już czas, by zacząć siew. Wszystko jest doskonałe. Warunki są odpowiednie. Musimy się spieszyć i siać”.

I kupili pierwsze lepsze nasiona, jakie mogli nabyć i poszli w pole, obsiali je i zaczęli pracowicie zajmować się wszystkim, co trzeba. Zapewniam was, że zbiorą swój plon. 

Jednak mądry rolnik czekał i podczas gdy śmiano się z niego, on starannie wybierał każde nasiono. Czekał, aż będzie mógł je potrzymać w dłoni i powiedzieć: 

„Och, podoba mi się wibracja tego nasiona. Czuję, że jest bardzo dobre. O tak! Widzę tę piękną roślinę, która z niego wyrośnie, a jej owoc będzie najsłodszy w dolinie”.

I gromadził swe nasiona. Nie zwracał uwagi na mijające w kalendarzu dni. Nie zwracał uwagi na zmieniającą się pogodę. 

Wiedział, że jeśli nadejdzie odpowiedni czas, nasiono zostanie zasiane i rozkwitnie, i wyda plon. Wiedział to! Nie zważał na opinie swych znajomych. Radość sprawiał mu proces miłowania nasion, które czynił swoimi. Później zaś rolnik wyszedł w pole i zasiał nasiona w glebie swego gospodarstwa, co porównać można z glebą twej własnej świadomości. Zasiał nasiona, przykrył je ziemią, nawoził i nawadniał, i pielęgnował zasiew z uśmiechem na twarzy.

O tak, nasiona sąsiadów już wydawało się kiełkować, przebijając się przez glebę. Rolnik w ogóle na to nie zważał, bowiem wiedział, że jego nasiona przyniosą mu wieczny plon. Nie zakwitną tylko raz, dając przeciętnej jakości owoc, by w końcu uschnąć. Albowiem wybrał takie nasiona, które każdego sezonu stale będą rodziły najlepsze owoce. Kochał je, troszczył się o nie i je pielęgnował. I długo po tym jak inni rolnicy znużyli się i zmęczyli, doświadczyli suszy, a insekty niszczyły rodzące się plony, i nie chciano kupować ich plonów na targu, ten jeden rolnik stał się największym z gospodarzy w całej dolinie. 

Ludzie przybywali z całego świata, by zjeść, by skosztować choć odrobinkę pokarmu z rodzących się u niego plonów. Jednak rolnik zwyczajnie zachwycał się bezustannym miłowaniem i opieką nad nasionami, pielęgnując glebę, w którą były co dzień wsiewane. Nigdy nie tracił świadomości swej doskonałej jedności z nasionami. Nigdy ani na moment nie zapominał, że to on stworzył swe gospodarstwo jako bezpośredni rezultat starannego wyboru nasion, jakimi zasiewał glebę. I podczas gdy inni dziwili się sprzyjającej mu fortunie, a jeszcze inni zazdrościli mu łutu szczęścia, rolnik zawsze wiedział, że nie ma w tym żadnej magii.

Zwyczajnie podążał śladem mądrości danej mu przez Boga:

Weź Mój Owoc i zasadź Go w swej świadomości. Wiedz, że jesteś Jednym ze Mną i wiedz, że Owoc, jakiego doświadczasz, pochodzi z nasion, jakie zasiewasz w swej własnej świadomości. Wiedz, że nie możesz nie doświadczać rezultatu, owocu nasion, jakie siejesz. Nic nie rozkwita na winorośli twego doświadczenia przypadkiem. Dlatego też twórz ze Mną, Moje Dziecię. Twórz na Moje podobieństwo, wiedząc, WIEDZĄC, że jesteś twórcą, rolnikiem, siewcą. I zaprawdę zbierzesz plony wedle jakości nasion, które zasiałeś, podobnie jak ty, moje Umiłowane Dziecię, jesteś plonem nasiona, które Ja kiedyś zasiałem, gdy po raz pierwszy powziąłem myśl o tobie w Swym Świętym Umyśle. I w tym momencie powstałeś niczym promień ze słońca, uczyniony na Moje podobieństwo. Powziąłem cię jako myśl Miłości w formie. I obdarzyłem cię wszystkim, co dobre.

Dlatego też patrz na siebie tak, jak Ja cię widzę. Obejmij się tak, jak Ja cię obejmuję. Zaakceptuj siebie takim, jakim jesteś – twórcą tworzącym bezustannie.

I gdy tak siedziałem na Swym tronie – rzekł Bóg wszelkiego Stworzenia, a oznaczało to tak naprawdę, że był w centrum Wszystkiego, Co Jest – i zobaczyłem cię jako miłującą myśl, tak ty również wybieraj dopuszczanie do swej świadomości jedynie miłujących myśli. Pozwalaj, aby twe słowa wyrażały jedynie miłujące myśli. Pozwalaj, aby jedynie miłujące myśli były przekładane na twe gesty, twe wybory, twe działania, i w ten sposób twórz, tak jak ja cię stworzyłem – twórz to, co zawsze szerzy radość oraz to, co zawsze szerzy świętość, piękno i dobro. Albowiem tym właśnie jesteś. I tak o tobie myślałem, gdy cię stwarzałem. I takim pozostajesz na wieczność.

Dlatego też przyłącz się do Mnie poprzez szerzenie swego stworzenia, tak jak Ja to zrobiłem z tobą. A skoro przejawiłeś ciało fizyczne, zaakceptuj nauczanie Mego Syna i pozwól temu ciału spocząć w fotelu, abyś mógł myśleć przez pięć minut tak, jak myśli Umysł Chrystusa. A zrodzisz wieczność, która odzwierciedla Blask Nieba, tak jak ty odzwierciedlasz Mój Blask, gdy spoglądam na Nieograniczoną Duszę, którą jesteś.

Zaprawdę, w całej dolinie był tylko jeden mądry rolnik. Czy ty zdecydujesz się przyłączyć do związku zrzeszającego wszystkich porywczych rolników? Czy też postanowisz zająć swe miejsce jako ten jeden rolnik, który wie, jak tworzyć mądrze i w swej wierze spoczywa w doskonałej pewności, zwyczajnie siedząc i czekając na fale Nieba, by przyszły i zastąpiły fale piekła, które kiedyś nieświadomie stworzyłeś?

Każdy, kogo widzisz, jest duszpasterzem. Nie możesz nic poradzić na to, że w każdym momencie służysz światu poprzez to, czego nauczasz. Dlatego też zacznij swą posługę duszpasterstwa Oświeconej Świadomości już teraz! A ja obiecuję ci absolutnie i nieodwołalnie: Doświadczysz wszystkiego tego, co poznałem ja, i jeszcze więcej! Doświadczysz pełnego zwycięstwa nad śmiercią. Doświadczysz pełnej nieograniczoności i obfitości. Doświadczysz doskonałego pokoju, doskonałej cudoumysłowości i doskonałej, niezakłóconej błogości w komunii z całym Stworzeniem!

Kiedyś, gdy byłem człowiekiem, nauczano mnie siedzenia pod drzewem przez pięć minut każdego dnia i wyobrażania sobie, że jestem twórcą wszystkiego, o czym mogę pomyśleć, wszystkiego, co mogę zobaczyć, wszystkiego, co mogę poczuć. Pięć minut wziętych z wielu godzin zabawy dziecka. Jesteś dzieckiem bawiącym się w swym własnym królestwie. Czy dasz sobie pięć minut, by uczyć się bycia Chrystusem, który stwarza w nieograniczonej doskonałości, w harmonii z Umysłem Boga; który doświadcza nieustannie promiennej błogości i jest wolny od ograniczeń i lęku? Na pewno będziesz doświadczał swego stworzenia. Czym ono jest i jak go doświadczasz, zależy całkowicie od ciebie. 

W ten sposób dopełnia się przesłanie tej lekcji. I jak widzisz, jest ono w dużym stopniu oparte na poprzedniej. Zaczyna przekładać Prawdę w działanie – bardzo prosto, bardzo praktycznie – tak prosto i tak praktycznie, że bardzo trudno ci będzie znaleźć powód, czy wymówkę by nie podejmować się tej praktyki. Ci z was, którzy są tak bardzo zaprzątnięci staraniami, by zająć się wszystkim tym, czym ciska w was życie, nawet wy wiecie, że możecie znaleźć pięć minut. A te pięć minut może być początkiem rodzenia dla siebie całkowicie nowego wszechświata. 

No cóż, radosnego siedzenia! To powiedziawszy, zaprawdę, umiłowani przyjaciele, pokój niech zawsze będzie z wami, ponieważ jako Chrystus decydujecie się przyjąć pokój. W tym zawiera się sekret sporej części tego, co nadejdzie w tym, co wy określacie jako nadchodzące miesiące. Albowiem to, co konkretnie staram się uczynić przez tę konkretną pracę, którą znacie i którą nazywacie Shanti Christo [Pokój Chrystusa – przyp. tłumacza], to zrodzenie całej rzeszy Chrystusów, którzy zamieszkują Ziemię w tym samym czasie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie dokonano!

Wyobraźcie sobie świat z dziesięcioma milionami przebudzonych Dzieci Boga – w pełni przebudzonych – nie tylko żywiących takie przekonanie czy ideę, ale tych, którzy opanowali lęk, którzy już dłużej nie żyją nękani żadnymi wątpliwościami, i którzy są zajęci tworzeniem wszechświatów doskonale odzwierciedlających Królestwo Niebieskie. Wyobraź to sobie, jeśli masz odwagę!

Zaczyna się to teraz. Pokój więc niech zawsze będzie z wami. Praktykuj dobrze przez następne trzydzieści dni, zanim spotkamy się ponownie. Jeśli nie, odkryjesz, że tak, czy inaczej, będziesz musiał wrócić i zacząć to robić, zanim będziesz mógł otrzymać to, czym będziemy się dzielić w następnym etapie. Wybór należy do ciebie.

Pokój więc niech zawsze będzie z wami. 

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


Oto pytanie jednego ze słuchaczy oraz odpowiedź, jaką udzielił na nie Jeszua po nagraniu Lekcji 9 Drogi serca w 1995 r. :

Przebaczenie samemu sobie (Droga serca, Lekcja 9, pytanie)

Pytanie: Jeszuo, czy konieczne jest, by zwracać się do innych aspektów nas samych i prosić o przebaczenie za błędy, które – jak czujemy – popełniliśmy?

Odpowiedź: To jest bardzo, bardzo dobre pytanie. Cieszę się, że je zadałeś. Właściwie to chcę ci zasugerować, byś spisał to pytanie i odpowiedź, którą ci podam, a potem wysłał je temu mojemu umiłowanemu bratu [Jayemowi – przyp.tłumacza] oraz jego partnerce, wspominając im, że zasugerowałem, iż właściwe by było , by włączyli to pytanie i odpowiedź do najbliższej rozmowy ze swymi przyjaciółmi.

Czy zatem jest konieczne, by zwracać się do tych aspektów nas samych, do tych głosów w umyśle i prosić je o przebaczenie? Czy jest konieczne, by do nich pójść po to, by doprowadzić do jakiegoś rodzaju uzdrowienia? Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. W Prawdzie nie ma niczego, co samo w sobie byłoby konieczne. Nie ma jakichś ustalonych definitywnych zaleceń co do tego, co musiałbyś osiągnąć, by doszło do uzdrowienia, poza całkowitą i bezwarunkową akceptacją siebie samego. Droga, którą umysł dotrze do tego celu, będzie dla każdego wyjątkowa i jakoś będzie się różnić od innych. Dlaczego tak jest? Ponieważ każdy umysł używa w pełnej wolności swej mocy i świadomości, po to, by wytworzyć spiralę, która – jak się zdaje – odcięła go od poczucia głębokiego i doskonałego zjednoczenia z Bogiem.

Wyobraź sobie wiele nici, które nagle rozwijają się z głównego kłębka, a każda z nici wydaje się rozwijać w swoją stronę i w różnym kierunku; podobnie dzieje się z wieloma umysłami, które oddzieliły się od Jednego Umysłu Syna Bożego. I dlatego też każda z nitek wydaje się znajdować na końcu kłębka, gdzieś tam, w wielkiej przestrzeni Umysłu, i pragnie powrócić do domu. I wówczas każda z nich zaczyna tworzyć swą własną drogę powrotną do Boga.

Gdy umysł to czyni, to tak naprawdę używa dokładnie tego, co jest Królestwem Niebieskim, czyli swego połączenia z Bogiem. By dotrzeć do domu używasz mocy świadomości w celu stworzenia wyobrażeń na temat siebie i wszystkiego, co widzisz dokoła. W umyśle pojawia się idea, a ty podążasz w danym kierunku. I przez jakiś czas wydaje się, że to działa. A potem musisz przejść do innej idei, jeszcze głębszej. Każdy to robi. I w ten sposób każdy w dosłownym znaczeniu tworzy swą własną drogę do domu, nie rozpoznając, że to, czego szuka, to właśnie ta moc tworzenia, za pomocą której tworzy on ową drogę.

Tak więc w każdej chwili może wydarzyć się cud nad cudami, kwantowy skok, który przekroczy czas, ponieważ umysł nagle może pojąć i załapać, że wszystko, co potrzebuje uczynić i zrozumieć, to zaakceptować siebie – i już będzie w domu. Zazwyczaj doświadcza się tego jako przebłysków. Są to więc małe kwantowe skoki, niewielkie przyspieszenia, w których odrzuca się stare idee i postrzeżenia oraz pogłębia samoakceptację.

Powtórzmy więc, że wydawało się, iż zarówno ty, jak i wielu innych, przechodziliście przez pewne etapy, w których dostęp do rozmaitych głosów wytworzonych przez ciebie w twej próbie, by oddzielić się od Boga, może być potem całkiem stosowny i w pełni inspirujący, a nawet wydawać się konieczny z perspektywy miejsca, w którym jesteś, w trakcie twego powrotu po swej nici do doskonałego zjednoczenia.

Tak więc każdy umysł musi następnie zwrócić się do wnętrza i być prawdziwie szczery.

Co czuję?

Czuję, że nie przebaczyłem sobie samemu, albo takiej to a takiej rzeczy.

Czuję, że ten głos ciągle do mnie mówi: „Nie jesteś wystarczająco dobry, nie jesteś wystarczająco dobry.”

Jeśli te głosy cię przyzywają, to znaczy, że coś woła o twoją uwagę. Wtedy najlepiej przyjąć to jako swoją drogę do domu. Może się ona różnić od drogi innej osoby, ale to nieistotne, ponieważ porównywanie i kontrast charakteryzują umysł egotyczny, a nie Umysł Chrystusa.

Po prostu obserwuj, co się dla ciebie dzieje. A potem pozwól sobie podjąć jakiekolwiek niezbędne działanie, by pomóc doprowadzić do uzdrowienia, które cię przyzywa. Ostatecznie wszelkie uzdrowienie jest uzdrowieniem postrzegania złudzeń. Tak więc głos, który cię przyzywa, jest złudzeniem, urojeniem. To echo czegoś przeszłego, co tak naprawdę nigdy się nie wydarzyło. Ale w ramach samego wielkiego snu oddzielenia, raczej nie ma sensu mu zaprzeczać.

Zatem umiłowany przyjacielu, nasza odpowiedź dla ciebie brzmi: „Tak”. Ponieważ te głosy cię wzywają i ponieważ nawet w swym ciele czujesz, że nie przebaczyłeś całkowicie sam sobie, zatem poprzez zwrócenie swej uwagi – w sposób żartobliwy i niewinny – i wsłuchanie się w te głosy, które odzwierciedlają dla ciebie owe miejsca w tobie, których nie obdarzyłeś przebaczeniem, głosy te zostaną sprowadzone do twej świadomości. A wtedy porozmawiaj z nimi, tak jakby były odrębną istotą.

Potem zaś naucz się obejmować te części siebie ramionami przebaczenia. Oto ważny aspekt twej wyjątkowej drogi do domu, do kłębka nici spoczywającego w samym środku Serca Boga. To jest prawdziwe w odniesieniu do każdego. Nie może tu być żadnego zaprzeczenia. Nie może być porównywania, analizy ani osądu. Może być jedynie akceptacja, przyzwolenie, obejmowanie, zaufanie, odczuwanie – aż do chwili, gdy ów Jeden Umysł znajdzie sposób, by sprowadzić statek do portu. Nikt nie zrobi tego za ciebie. Ale możesz mieć wielu przyjaciół, takich jak ja, którzy wesprą cię na drodze, którą wybrałeś.

Czy ma to dla ciebie sens?

– Prześlę to Jonowi Marcowi i Anastazji.

Tak. Będę wdzięczny za to, ponieważ posłuży to większej całości wątku czy też nici, która jest teraz wplatana między wielu ludzi, którzy zostali wezwani, oraz wielu tych, którzy będą wezwani, by przyłączyć się do tej przygody, którą nazywamy energią Shanti Christo [Pokój Chrystusa – przyp. tłumacza]. Myśl o tym w ten sposób: w jednym Umyśle podzielonym na wiele punkcików Światła, na jednym krańcu wszechświata, było kilkaset tysięcy punkcików Światła, które powiedziały:

Cóż, rozwinęłyśmy się razem, to i razem możemy się zwinąć!

– To bardzo cenne. Od bardzo dawna chciałem zadać ci to pytanie.

Tak, wiem. Czy wiesz, że pytanie, któremu zdajesz się opierać w swym umyśle, to postawiona przez duszę brama do świadomego umysłu, poprzez którą dokonujesz kolejnego skoku, wznosząc się po swej nici z powrotem do Serca Boga? Właśnie dlatego pytania, które wypływają z głębi Umysłu, to pytania najwyższej wagi. A ty możesz wyćwiczyć swój Umysł, by obserwował pytanie, i mówił:

Ach! Oto zbliżam się do bramy. Ciekawe, co takiego jest w tym pytaniu? Cóż takiego mi objawia to wypływające z głębi mej istoty pytanie? Co ono przede mną kryje? Jaka energia zaczyna się we mnie teraz przemieniać?

Pytanie zawsze odzwierciedla to, co płynie z głębi samego Umysłu, co czeka na przyswojenie, zintegrowanie i przekroczenie.

A więc proszę bardzo! Teraz masz coś, nad czym możesz sobie od czasu do czasu porozmyślać.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do tekstu Lekcji 9 Drogi serca.

Postanów być Chrystusem

Oto nagranie nowego tłumaczenia przekazu  Jeszuy z „Wczesnych lat” Drogi Mistrzostwa pt.: Postanów być Chrystusem. Tłumaczenie nie ma polskiego tekstu, gdyż powstało jako tłumaczenie symultaniczne w oparciu o tekst angielski. Angielskie audio nie jest dostępne.

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

Droga serca – Lekcja 8

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

I jak zawsze, ponownie witam was, umiłowani i święci przyjaciele. Jak zawsze, przychodzę jako wam równy – aby z wami przebywać, kroczyć, komunikować się – z tego Umysłu i tego Serca, które dzielimy wiecznie, będąc Jednym; tym Umysłem, który jest jedyną rzeczywistością naszego współdzielonego Synostwa, współdzielonego istnienia. Jak zawsze, przychodzę w radości, jak również w pokorze. Albowiem z nikim nie mogę się połączyć, o ile nie zrobi on dla mnie przestrzeni w swej świadomości i nie zaprosi mnie, bym w niej zawitał.

Dlatego też dobrze zrozumcie, że kiedy przychodzę, aby z wami przebywać, przychodzę w pokorze zrodzonej z rozpoznania Wielkiej Tajemnicy, która dała wam wasze istnienie. I tę Tajemnicę nazwałem Abba, Ojciec. Dlaczego? Nie powołała was do życia jakaś mechaniczna, bezmyślna siła. Wyłoniliście się z Czystej Inteligencji. Wyłoniliście się z Czystej Miłości. Wyłoniliście się ze Źródła, którego nie da się pojąć. Wyłoniliście się z Promiennego Światła, tak jasnego, że świat nie jest w stanie ani go widzieć, ani w sobie pomieścić. Wyłoniliście się z Tego, co jest jedyną wieczną Rzeczywistością. Ponieważ z Tego się wyłoniliście, dlatego zawsze jesteście z Tym Jednością.

To oznacza, że pozostajecie w relacji – stworzenia ze Stwórcą, potomstwa czy dziecka z rodzicem – relacji, która jest tak bliska, więzi, która jest tak głęboka, że nigdy nie da się jej zerwać. Tak jak fala, która wyłania się z oceanu, nie może być od niego oddzielona, tak samo w każdym momencie swego doświadczenia pozostajesz w związku tak potężnym, tak tajemniczym, tak intymnym i bezpośrednim, że umysł nie potrafi tego pojąć.

Związek ten łączy ciebie, jako stworzenie, z Tajemnicą będącą poza wszelkim zrozumieniem, która zawiera każdą kroplę mądrości oraz inteligencji niezbędnej do tego, aby stworzyć samą świadomość. I świadomość – moc bycia świadomym, moc wyboru – jest właśnie tym, czym ty naprawdę jesteś. I jeśli to Źródło, owa Tajemnica, może zrodzić ten najbardziej fundamentalny aspekt Stworzenia, czyż nie zasługuje Ono na miano Abby czy Ojca, Tego, który tworzy na Swoje podobieństwo? Czy możesz więc zacząć odczuwać, poznawać – nie tylko jako intelektualną ideę, lecz jako rzeczywistość, którą żyjeszwiedzę, że jeśli w tym momencie jesteś świadomy, to jest tak dlatego, że jesteś Jednym ze Źródłem wszelkiego Stworzenia i nigdy, w żaden sposób nie możesz być od Niego oddzielony?

Tak jak mówiliśmy wiele razy, lęk jest niczym zaciskanie się w sobie. I jeśli wyobraziłbyś sobie wyłaniającą się z oceanu falę, która następnie zaciska się w sobie z powodu przekonania, że jest oddzielona od swego źródła, to to zaciśnięcie dosłownie wyciska z tej fali jej życie, płynącą przez nią wodę. Czy możliwe jest, by ta fala nadal trwała, gdy wyciśnięto z niej siłę życiową? Czyż nie staje się wówczas zwyczajnymi kroplami wody, znikającymi z pola widzenia, by po prostu na powrót rozpuścić się w oceanie? Wtedy jej utraconego blasku już nigdy nie będzie można zobaczyć. Gdyby było możliwe, aby z twojej fali świadomości naprawdę wyciśnięto siłę życiową, ty również byś zniknął, jak krople powracające do oceanu, i już nigdy nikt by cię nie widział ani nie pamiętał o tobie.

Posłuchaj, i to uważnie: to byłaby śmierć. Jednak w rzeczywistości żyjesz, zawsze żyjesz. I nawet gdy utożsamiałeś się z wielkim ograniczeniem, jakim jest lęk, twe lęki nigdy nie były w stanie wycisnąć z ciebie wielkiej siły życiowej, wielkiej rzeczywistości, wielkiego daru świadomości. Dlatego też nigdy nie przestałeś istnieć. Nigdy nie było takiego momentu, w którym byś nie istniał i nigdy nie będzie takiej chwili, w której przestaniesz być.

Dlatego też jesteś niczym fala, która zaczęła się wyłaniać z niewidzialnego oceanu. I tak jak ta fala, w miarę gdy nabiera impetu i zaczyna się, że tak powiem, przemieszczać po powierzchni planety, tak samo ty jesteś niczym fala, która jest w ciągłym ruchu. Dokąd zdążasz? W wieczne szerzenie się twej świadomości; w wieczne szerzenie tego, co zdecydujesz się przyswoić po drodze i uczynić częścią Siebie; w wieczne szerzenie tego, co da ci doświadczenie czy też owoce dokładnie tych myśli, których trzymałeś się jako swych własnych.

Dlatego też dobrze zrozumcie: właśnie teraz, w tym przeżywanym przez was momencie, bez względu na to, gdzie byście nie byli, czegokolwiek byście nie doświadczali, wszystko, co widzicie, wszystko, co czujecie, wszystko, co wiecie, wszystko, czego staracie się unikać i wszystko, co cenicie i czego nie cenicie, wszystkie rzeczy są zawarte w waszej świadomości. Albowiem jeśli nie ma ich tam, to one dla ciebie nie istnieją.

Dlatego też spójrz na to, co zamieszkuje w twej świadomości. Czym są te rzeczy, które wiesz, że wiesz? Czego chcesz unikać? Jakich uczuć jeszcze nie zgłębiłeś? O jakie rzeczy, ludzi, miejsca, wartości zabiegasz, które wydają się wywoływać dreszcz ekscytacji nawet w komórkach ciała? Czym jest samo ciało, jeśli nie tym, co wyłania się wewnątrz twej świadomości?

Spójrz na planetę wokół ciebie. Spójrz na każdą rzecz w swym pokoju. Spójrz na każdą myśl, jaką postanawiasz myśleć. Spójrz na postrzeżenia oraz idee, których tak zawzięcie bronisz. Spójrz na myśli i uczucia innych, które powodują, że się wzdrygasz lub chcesz się wycofać. Rzeczy te mieszkają w tobie niczym dokładnie owa moc czy też siła życiowa fali, która wyłoniła się z oceanu. Wszystkie te rzeczy zgromadziłeś po drodze. A droga była długa i zaprawdę różnorodna! Albowiem jeśli potrafisz sobie wyobrazić stan nieustającego istnienia, oznacza to, że istniałeś jako fala świadomości, przechodząc – i tak to było – przez każdy odcinek czasu, każdy system planetarny i każdy wymiar stworzenia.

W trakcie tej podróży jedna rzecz pozostała niezmienna. Byłeś i jesteś w stałym związku z całością Stworzenia. I tak, możesz wybrać parę osób, parę rzeczy, planetę, wymiar i skoncentrować na tym całą swoją uwagę. Uwaga zaś to nic innego jak decyzja, na czym zamierzasz skupić moc swej świadomości. Wydaje się, że wykluczyłeś wszystko pozostałe. Jest to niczym optyczne złudzenie świadomości. Choć ewidentną prawdą jest, że wybrałeś pewne aspekty Stworzenia, by na nich koncentrować swą uwagę, jednakże pod spodem – w głębi fali niewidocznej dla fizycznego oka, niewidocznej dla tego, co nazywasz świadomą częścią świadomości lub twoim codziennym umysłem – pozostawałeś i pozostajesz w doskonałej komunii z całością Stworzenia.

Dlatego też pozostajesz w związku ze wszystkimi stworzonymi rzeczami i jest między wami komunikacja, która trwa bezustannie. Wyobraź sobie, że w powietrzu na waszej planecie jesteś w stanie dosłownie zobaczyć fale radiowe, telewizyjne i wszystkie elektryczne fale, które odbijają się bez przerwy tam i z powrotem po waszej planecie. Właśnie w czymś takim codziennie się poruszacie. Twoja świadomość przenika to pole wibracji. I to ty wybierasz to, czego zamierzasz być świadomy, a zatem i to, co przywołujesz do swego życia. A zatem to ty wybierasz, co pozostawi w tobie swój ślad.

Wyobraź więc sobie staw przejrzystej, niezmąconej wody. Wrzucasz do niego pojedynczy kamyk i w ten sposób powstają rozchodzące się wokół kamyka kręgi fal. To właśnie dzieje się cały czas w polu fali twej świadomości. I gdy przyciągnąłeś do siebie pewne osoby, miejsca, rzeczy, przedmioty, a nade wszystko myśli, przekonania i spostrzeżenia, wrzuciłeś je niczym małe kamyki do przejrzystego, niezmąconego stawu twej bezkresnej i wiecznej świadomości. To, czego doświadczasz, to skutki czy też fale wywołane przez te kamyki. One dosłownie łączą się z innymi falami, które wytworzyłeś. I gdy fale te rozchodzą się, dotykają siebie nawzajem i wracają do ciebie, tworzą pole stworzenia, które formuje twą fizyczną, trójwymiarową rzeczywistość.

Dlatego też nigdy nie doświadczasz niczego innego poza tym, co sam postanowiłeś stworzyć poprzez selekcję kamyków, jakie wrzuciłeś w pole swej świadomości. Dosłownie nigdy nie doświadczasz żadnej rzeczy. Nie doświadczasz przedmiotów. Doświadczasz skutku myśli czy też wiary w przedmioty. Nigdy nie doświadczasz innych osób, albowiem one również składają się z całej sieci wibracji.

Można by powiedzieć, że każda osoba, każdy – używając waszego języka – obiekt, jest tak naprawdę polem relacji – niepowtarzalnych i pozornie odmiennych od ciebie, niemniej jednak sieci relacji. Które dziecko bowiem można by oddzielić od jego rodziców, od jego kulturowego środowiska, od niepowtarzalnych doświadczeń, jakie były jego udziałem, gdy wchodziło w interakcje z siecią relacji, które je otaczały od chwili poczęcia? Które kocię można by oddzielić od pola świadomości, z którego pochodzi jego matka i ojciec? Który liść na drzewie jest niezależny od temperatury powietrza, jakości wody i składników odżywczych, jakie docierają do niego z gleby Ziemi? Wszystko jest siecią relacji.I wszystkie sieci pozostają w relacji z innymi sieciami i stają się większe, i większe, i jeszcze większe – i tak w nieskończoność.

Jesteś więc siecią relacji, z których wybrałeś pewne kamyki – czy to myśli, postrzeżenia czy doświadczenia – i wrzuciłeś je do niezmąconego, przejrzystego stawu twej świadomości w celu stworzenia jeszcze większej liczby fal. A następnie dokonałeś wyboru, które z nich będą miały dla ciebie największą wartość. Te właśnie zatrzymujesz w swym istnieniu i stają się one twym polem emocjonalnym. Pole emocjonalne jest pierwszym poziomem krystalizacji ciała.

Z pola emocjonalnego w wyniku dalszej krystalizacji tworzy się zjawisko formy fizycznej. I właśnie nią obijasz się po całej planecie, używając tymczasowej, trójwymiarowej formy koncentracji uwagi, podczas gdy wokół ciebie i tuż pod powierzchnią twej codziennej świadomości pozostajesz w komunikacji z wszystkimi sieciami relacji we wszystkich wymiarach stworzenia. Z tego właśnie powodu inspirująca myśl może nagle przyjść ci do głowy i przeniknąć twą zwyczajną świadomość. A ty się zastanawiasz:

Skąd się wzięła ta myśl?

Albo nagle pojawia ci się w umyśle obraz. Może to być obraz czegokolwiek – mężczyzny i kobiety w akcie miłosnym lub dwójki mężczyzn w akcie miłosnym, bawiącego się w parku dziecka, delfina, obraz konfliktu czy też wojny. Skąd się to wzięło? Ponieważ żyjesz w doskonałej duchowej łączności i jesteś niczym jedno wielkie pole energii, w którym ciągle rozbrzmiewają wszystkie sieci relacji, dlatego masz dostęp do całej pełni Stworzenia. A ta całość nie ogranicza się do tego, co dzieje się teraz, tak jak rozumiesz czas. Masz dostęp do wszystkiego, co zwiesz przeszłością i przyszłością.

Masz dostęp do tych rzeczy w każdej chwili. Nie ma nikogo, kto by tego sam nie doświadczył. Być może nagle pomyślałeś o przyjacielu i w tym momencie zadzwonił telefon, a ty wiedziałeś, że to właśnie on. W waszej przyczynowej, trójwymiarowej płaszczyźnie to jest pozbawione sensu, ale jednak pomimo tego, że twój świadomy umysł był zajęty robieniem śniadania i zastanawianiem się, które akcje kupić, a które sprzedać, albo jakich perfum użyć, cały czas pozostajesz w doskonałej duchowej łączności. Właśnie dlatego, jeśli przyjaciół łączy głęboka więź pomimo dzielącej ich ogromnej odległości, nagle wiesz, że przyjaciel potrzebuje, byś do niego zadzwonił. Odczuwasz troskę. Być może on tylko uderzył się w palec u nogi, jednak ty odbierasz tego wibrację.

Wszyscy to przeżywacie. Wszyscy to znacie. Nie ma tutaj żadnej tajemnicy. Oto więc, na co chciałbym zwrócić waszą uwagę…

Jeden z kamyków, jaki został wrzucony w pole twej świadomości – a odnosi się to praktycznie do wszystkich osób zaangażowanych w trójwymiarowe doświadczenie zwane fizycznością – oto czym jest jeden z tych kamyków: wyobraź sobie zdanie zrzucone z olbrzymiej wysokości, które spadając nabiera prędkości, aż uderza w niezmącony staw twej świadomości i wysyła falę, tworzy przechodzącą przez ciebie wibrację. A oto to zwyczajne zdanie:

Nie jest możliwe, abym miał pełną kontrolę nad tym, które kamyki wrzucane są do mej świadomości. Jestem na łasce pola wibracji ustanowionego przez fale wszystkich myśli i sieci relacji, w których pływam bezustannie.

To spostrzeżenie jest absolutnie prawdziwe… dopóki postanawiasz w nie wierzyć. To spostrzeżenie czy też przekonanie będzie absolutnie śmiechu warte i bez mocy w momencie, gdy postanowisz, że tak właśnie jest. O co w tym wszystkim chodzi? Chodzi po prostu o to, że jeśli postanowisz się w pełni przebudzić, jeśli postanowisz być nie tylko jedną z fal, która w tajemniczy sposób wyłoniła się z oceanu, jeśli postanowisz być czymś więcej niż tylko kolejną duszą, która powstała z Umysłu Boga i w jakiś tam sposób tłucze się po wszechświecie, to absolutnie konieczne jest, abyś wziął odpowiedzialność za ów kamyk, który wpada w cichą i niezmąconą toń twej świadomości, i wyraża następującą myśl:

To ja wybieram skutki, których doświadczam. To ja sam interpretuję wszystkie neutralne związki czy doświadczenia. To ja sam nadaję wartość obiektom, rzeczom, myślom i systemom przekonań. To ja sam jestem dosłownie twórcą tego, czego doświadczam z chwili na chwilę.

Jak widzisz, to zmienia wszystko. Już nigdy więcej nie możesz pozwalać sobie czuć się tak, jakbyś był po prostu ofiarą oddziałujących na ciebie nieświadomych sił. Już nigdy więcej nie możesz patrzeć poza siebie i obwiniać innych. Już nigdy więcej nie możesz wyrzucać z siebie na innych energii obwiniania. Już nigdy więcej energia osądu nie może panować nad twym Świętym Umysłem. Ta myśl, ten pojedynczy kamyk wrzucony w cichą toń twej świadomości jest absolutnie konieczny, jeśli zamierzasz podjąć decyzję, by się w pełni przebudzić. I właśnie o tym jest ta lekcja.

Albowiem pomimo tego, że wielokrotnie słyszałeś to Przesłanie, które niesie wibrację Prawdy, można się go wypierać tyle samo razy, ile się je słyszy. Możesz nie pozwolić – lub lepiej mówiąc – możesz postanowić nie pozwolić, by osiadło ono głęboko w toni twej świadomości i nie wpływało na każdą kroplę wody tworzącą falę, którą jesteś. Możesz się trzymać nadziei, że nadal jesteś ofiarą świata, który widzisz; że wydarzenia mają jakąś wartość samą w sobie, a nie taką, jaką ty nadajesz światu. I dopóki postanawiasz zaprzeczać owemu Przesłaniu, dopóty nie możesz zostać uwolniony.

Albowiem umysł, który choć w niewielkim stopniu dokonuje wyboru, aby postrzegać siebie jako ofiarę świata swych doświadczeń, pozostaje bezsilny, pozostaje w stanie, który rodzi frustrację, słabość, lęk, zwątpienie w siebie, poczucie niegodności, cierpienie, ból, emocjonalny ból samotności lub oddzielenia od innych oraz brak spełnienia. I tak ostatecznie powstaje echo przekonania, że lęk tak bardzo cię stłamsił, iż dosłownie zostałeś oddzielony od Oceanu Umysłu Boga. Świadomość jest wszystkim, co masz i wszystkim, czym jesteś. Z twojego jej użycia pochodzi wszystko, czego postanawiasz doświadczać.

I z niej pochodzi twa decyzja, jak będziesz doświadczał to, co przywołałeś do siebie. Tak naprawdę – proszę posłuchajcie tego uważnie – żadne twoje dotychczasowe doświadczenie nie zdefiniowało cię ani nie określiło twej tożsamości. Żadne doświadczenie, jakie postanowiłeś stworzyć, przywołać do siebie, a następnie cenić w sposób, w jaki je ceniłeś, nie uczyniło cię nigdy większym lub mniejszym od kogokolwiek, nawet ode mnie. Choć istnieje wielu takich, którzy ciągle mają potrzebę, by wierzyć, że dalece ich przewyższam. Żadne twoje dotychczasowe doświadczenie nie udowodniło, że jesteś niegodny wsparcia i Miłości swego Stwórcy.

Dlatego też pozostajesz taki, jakim zostałeś stworzony: falą wypełnioną tą samą Mocą, co Ocean, falą, duszą, siecią relacji wyłaniającą się ze Świętego Umysłu Boga i mającą siłę, by płynąć wiecznie, w wolności tworzenia – decydując, którym wibracjom pozwolisz osiąść i stać się częścią siebie, których myśli będziesz bronił, jakich wyobrażeń będziesz się trzymał.

Jesteś więc twórcą na wieki. I to jest jedna rzecz, co do której nie masz wolnej woli. Nigdy nie możesz podjąć decyzji, aby nie uczestniczyć w samej tajemnicy szerzenia się Stworzenia. Gdy bowiem masz myśl: „Odmawiam uczestnictwa w Bożym Stworzeniu”, to dosłownie stwarzasz postrzeganie, a zatem i doświadczenie bycia na zewnątrz lub bycia oddzielonym od samego Stworzenia. Stwarzasz niepoczytalną emocję opartą na staraniach, by oddzielić falę od samego Oceanu. I będziesz tworzył postrzeganie oddzielenia, pomimo tego, że w rzeczywistości nie będzie ono miało na nic wpływu.

Dlaczego jest to ważne? Ponieważ proces uzdrawiania nie jest trudny. Wymaga tylko twej chęci, by zaakceptować, że jesteś skutkiem pragnienia Stwórcy, by tworzyć na Swe podobieństwo – tak jak fala jest skutkiem pragnienia Oceanu, by wyrażać Siebie w nowy sposób, w nowej formie, i by zapewnić unikalność każdej fali wyłaniającej się z jego Tajemniczych Głębin.

Poddanie się jest więc procesem, w którym ostatecznie ustępujesz, rezygnujesz z opierania się swemu własnemu istnieniu. Przestajesz nad nim biadolić. Przestajesz nad nim lamentować. Przestajesz się o nie martwić. Podejmujesz decyzję, by iść do przodu i żyć! I to, co jest w tobie życiem, jest życiem na wieczność. Nie masz się gdzie schować i nie masz dokąd pójść.

Kiedy już wrzucisz w toń umysłu następujący kamyk:

Nie jestem ofiarą świata, który widzę. Tworzę nieprzerwanie, będąc stworzony z tego samego, czym jest mój Stwórca.

…wówczas, zaprawdę, pytania zaczną przybierać inny kształt. Zaczniesz używać mocy swej świadomości, aby wybiórczo i z rozmysłem wybierać, jakie wibracje, jakie sieci relacji zamierzasz przyciągać do swego pola świadomości – z którymi zamierzasz współbrzmieć, a którym pozwolisz zniknąć z twego umysłu, z twej świadomości.

Jeśli trzymałeś się myśli o małości, myśli o braku czy myśli o bezsilności, teraz zaczynasz widzieć, że będzie czymś absolutnie neutralnym i całkowicie bezpiecznym spojrzeć na wszystko, co kiedykolwiek stworzyłeś i czego doświadczyłeś, i powiedzieć:

To jest bardzo dobre, ale teraz już z tym skończyłem. Co dalej? Jakie kamyki mogę wrzucić w mój Święty Umysł w tej właśnie chwili? Czy mogę spojrzeć na moje obecne doświadczenie i zobaczyć, że jest on o niczym innym jak tylko skutkiem, falą wywołaną kamykiem czy też myślą, którą wrzuciłem do swego umysłu tak dawno temu, że nawet tego nie pamiętam? Czy mogę spojrzeć na wydarzenia toczące się wokół mnie (a nawet jeśli toczą się w twym ciele, to możesz mi wierzyć, że i tak toczą się wokół ciebie, albowiem jesteś czymś dużo więcej niż tylko ciałem); czy mogę zacząć teraz; czy chcę teraz wrzucić inny kamyk w cichą i nieskończenie przejrzystą toń świadomości, która zawsze we mnie żyje? Czy odważę się pomyśleć inną myśl? Czy odważę się wrzucić taki kamyk do mej świadomości?

A więc jakie mogłyby to być kamyki?

Myślę, że stanę się zbawicielem świata, Chrystusem. Jak by to było? Jakich wibracji musiałbym się pozbyć z mego życia, a na jakie musiałbym się otworzyć? Jak bym się z tym czuł? Co bym zobaczył, gdybym spojrzał na Stworzenie z perspektywy pola mej świadomości? Myślę, że pozwolę sobie komunikować się z dowolną siecią relacji, z dowolną duszą, dowolną istotą, jaka istnieje na dowolnej płaszczyźnie Stworzenia. A może nawet pozwolę sobie poznać, że mogę komunikować się z Jeszuą – synem Józefa. Jak zamożny mogę się stać w tej trójwymiarowej rzeczywistości? Jak wiele złotych monet mógłbym stworzyć po to, by rozdać je innym? Do jak wielu miejsc na tym świecie mógłbym zabrać ciało w tym jednym krótkim okresie fizycznego życia? Jak wielu istotom mógłbym powiedzieć „kocham cię”? Jak dużym mogę uczynić swe serce? Jak głęboko mogę doświadczać pokoju?

Zakres możliwości jest tak nieskończony jak ty sam. Te, które wybierzesz, utworzą sieć relacji, które będziesz nazywał swym życiem, swym doświadczeniem, włącznie z doświadczeniem przejścia, błędnie w twym świecie nazywanym śmiercią. Czy nazwałbyś śmiercią wyjście z jednego pokoju, zamknięcie za sobą drzwi i wejście do drugiego pokoju? Oczywiście, że nie. Mówisz po prostu: „Byłem tam, teraz jestem tutaj”.

To wszystko, co się tak naprawdę dzieje, gdy cząsteczki, jakie przywołałeś do siebie, odklejają się od siebie, gdy zaprzestajesz nadawać im wartość, zaś ich elementy, ich części, obracają się w proch czy też w pole energetyczne planety. Po prostu wychodzisz z jednego pokoju i wchodzisz do drugiego.

A oto, do czego was wzywam w tej godzinie naszego spotkania: bądźcie gotowi pozwolić na to, by w wasze pole – czy toń świadomości– wrzucono kamyk, który niesie ze sobą energię tej oto myśli:

Od tej chwili postanawiam rodzić Chrystusa i w ten sposób dowiem się, czym jest Chrystus!

I twe doświadczenie staje się procesem uczenia się, czym jest Chrystus. Kiedy ta nauka dobiegnie końca, odkryjesz, że nauczyłeś się, czym jesteś – taki, jakim zostałeś stworzony. Zatoczyłeś pełne koło. Syn marnotrawny, podróżując przez pole wszelkich możliwości, wrócił jako Przebudzony Chrystus i zajął swe prawowite miejsce po prawicy Stworzyciela.

Co oznacza cała ta symbolika? Oznacza ona, że wreszcie myślisz tylko w prawidłowy sposób. Myślisz tak, jak myśli Bóg, a Bóg myśli miłująco. Bóg myśli nieskończenie, bezczasowo, cierpliwie, pewnie, a nade wszystko Bóg myśli radośnie, w duchu zabawy! Gdy czujesz, że Miłość i radość wzbierają w tobie do takiego stopnia, że nie możesz ich powstrzymać, czyż nie zaczynasz tańczyć i kręcić się wkoło, mówiąc:

„O kurczę, co zrobię z tą przepełniającą mnie energią?”

Dzwonisz do przyjaciół i mówisz:

„Zróbmy przyjęcie, chodźmy do kina, przygotujmy pyszne jedzenie. Do kogo mógłbym napisać list? Komu mógłbym wysłać kwiaty?”

Czyż nie ogarnia cię pragnienie, by pozwolić energii szerzyć się z ciebie, by dotknęła wszystkich części twego stworzenia?

Wyobraź sobie bycie Bogiem – nieskończonym, ogromnym, bez góry i dołu, bez lewej czy prawej strony, wypełnionym jedynie czystą, bezwarunkową, jaśniejącą Miłością! Czy potrafisz sobie wyobrazić, że byłbyś w stanie się powstrzymywać, mówiąc:

„No cóż, myślę, że będę sobie w tym siedział i nie pozwolę, by ktokolwiek to zauważył?”

Nie! Bóg powiedział:

Niech stanie się światło!

I było to bardzo dobre! Bóg spojrzał na całe Stworzenie, co dosłownie oznacza nie tylko tę planetę, ale nieskończoną liczbę stworzeń, wymiarów za wymiarami oraz wszelkie małe sieci relacji zwane duszami, które powołał do istnienia w ułamku sekundy, i powiedział:

To jest bardzo dobre. Oto Moja zabawa! Oto Moja radość i Moja miłość, a Moje życie wylało się i przelało z Mojego Wielkiego Istnienia i przejawiło stworzenie – ciebie!

Ciebie i każdego z was uczyniono z tej samej substancji przemożnej Miłości i radosnej zabawy, która ma moc tworzyć nieskończenie, a zatem szerzyć samo Stworzenie! Oto, kim jesteś! Oto gdzie teraz się znajdujesz, teraz i na zawsze. I nigdy przed tym nie umkniesz.

Mistrzostwo przychodzi, gdy lęk zostaje całkowicie rozpuszczony. Lęk nie jest rozpuszczany lękiem przed nim ani przez nienawiść do niego, ani przez osądzanie go, lecz przez spojrzenie nań w doskonałej niewinności. Chodzi o takie objęcie go, jak czyni to naukowiec, który obserwuje zmarszczki na wodzie wywołane wrzuconym do niej małym kamykiem, by zobaczyć wytworzone w efekcie kolejne zmarszczki i tymczasowe zakłócenia na powierzchni wody.

Gdy patrzysz do wewnątrz i zauważasz rzeczy, których się boisz i widzisz, jak lęk stłamsił twoją kreatywność, twą radość, pogodę ducha i nieograniczoność, zwyczajnie spoglądasz z niewinnością i dziwisz się, i mówisz:

Och, widzę jak ta zmarszczka wpłynęła na owo stworzenie, które nazywam swym życiem. Czy podoba mi się to? Nie, już nie. Dobrze! Pozbędę się tego. Czym mogę to zastąpić?

Mistrzostwo jest stanem, w którym przyjąłeś siebie jako wiecznego twórcę i przyjąłeś pełną odpowiedzialność za wszystko, co wchodzi w pole twej świadomości bez osądzania tego, dzięki czemu możesz po prostu zdecydować, czy ma to zostać, czy też rozpłynąć się wraz ze swymi skutkami. Mistrzostwo jest nieustraszonością, brakiem lęku – nie lękaniem się dłużej nieskończonej, twórczej mocy twego doskonałego związku z Bogiem. Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! – to jeden ze sposobów wyrażania mistrzostwa.

Jeśli ja, który wypowiedziałem te słowa tak bardzo dawno temu – z perspektywy waszego rozumienia czasu – mogę pokazać każdemu, kto na to spojrzy, że świadomość przekracza ograniczone przekonania na temat ciała, życia i śmierci, których świat wydaje się zawzięcie za wszelką cenę bronić – jeśli ja mogę pokazać, że tylko Miłość jest rzeczywista, jeśli mogę pokazać moc komunikowania się z umysłami w całym Stworzeniu, jeśli mogę tworzyć stworzenia poprzez łączenie się z innymi umysłami, które mogą chwilowo myśleć, że są tylko ciałem, i powodować, że na stronie zostają zapisane słowa, a ta strona staje się częścią książki, która staje się częścią czegoś, co stoi na twojej półce, tak że twe serce zostaje poruszone w najodpowiedniejszym momencie – jeśli ja potrafię czynić wszystkie te rzeczy, to i wy również potraficie. I zaprawdę, większe rzeczy niż te czynić będziecie!

Umiłowani przyjaciele, czy nie nadszedł już czas, by przyjąć całkowitą odpowiedzialność za wielką wolność, która została ci dana przez Abbę– Ojca, Stwórcę, Źródło twego istnienia? Czy nie nadszedł już czas, by zacząć spędzać czas na uwalnianiu się od poplątanego przekonania, które każe ci wierzyć, że to, co czujesz, i to, co myślisz, jest skutkiem wszystkich tych rzeczy i energii, jakie napierają na ciebie z zewnątrz? Czy nie nadszedł już czas, by zacząć używać czasu do decydowania, które kamyki będziesz konsekwentnie wrzucał w pole swej świadomości – dzień po dniu, godzina po godzinie, a nawet oddech po oddechu?

Albowiem te rzeczy tworzą twoje jutro, a ty nie jesteś w stanie uciec od rzeczywistości, którą jesteś i którą zawsze będziesz w procesie tworzenia swojego jutra. Śmierć nigdy cię od twej rzeczywistości nie oddzieli. Wypieranie się jej nigdy jej nie zmieni. I możesz zdecydować, jakie będzie twoje jutro poprzez staranie się wpierw o Królestwo. To zaś oznacza wejście w tę wewnętrzną ciszę, w której wiesz, że jesteś falą powstałą z doskonałą mocą z głębi Oceanu Świętego Umysłu Boga, i że to, co nosisz w sobie, jest rezultatem myśli, przekonań i wyobrażeń, które wrzuciłeś niczym kamyki w toń swojej świadomości.

Ten właśnie proces jest tym, co cię stworzyło i ten proces jest sposobem, w jaki ty sam zawsze tworzyłeś. Jeśli kiedykolwiek zdobywałeś wykształcenie, jak to się stało, że twe ciało wylądowało na sali wykładowej? Czy ktoś cię porwał, posadził i powiedział: „Masz się uczyć tych rzeczy”? Nie. Najpierw miałeś myśl, jakiś obraz i nadałeś mu wartość oraz przyciągnąłeś do siebie środki, dzięki którym mogłeś w swym życiu doświadczyć zdobycia wykształcenia.

Czy nawiązałeś kiedykolwiek jakiś związek, nie będąc świadomym? Nie. Wrzuciłeś w umysł kamyk i powiedziałeś:

„Chcę związku z inną istotą, innym ciałem, innym miejscem na tej fizycznej planecie”.

Od zawsze tak czynisz i od zawsze doświadczasz owoców czy też skutków jakości wibracji kamyka, który wytworzył fale przynoszące ze sobą doświadczenie. A zatem tak naprawdę twe doświadczenie, to znaczy twa świadomość – czyli to, co jest prawdą o tobie – nie różni się od tego, co jest prawdą o mnie.

Jedyna różnica jest taka, że ja się nauczyłem, jak ćwiczyć godzina po godzinie wrzucanie tylko nieograniczonych kamyków, które wysyłają wibracje bezwarunkowej akceptacji i Miłości, wybaczenia, bezwarunkowej i nieograniczonej wizji i objawienia, podczas gdy wy decydujecie się na takie działanie tylko czasami, po czym spieszycie, by podnieść ponownie kamyki niegodności, ograniczeń, braku, lęku czy małości i szybko wrzucacie ich dziesięć czy dwanaście. Następnie otwieracie tę drugą szafkę i mówicie:

„Ten kamyk mówi: ‘Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy’… Och, tych miałem już wystarczająco!”

I znów powracacie na stare ścieżki. A zatem gdy ja pozostaję po drugiej stronie ogrodzenia, mówiąc:

„Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Jestem Nieograniczonym Istnieniem na wieczność! Dla ilu wszechświatów mogę być dziś Zbawicielem?”,

ty mówisz:

„Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy. To brzmi bardzo dobrze. A ja teraz wrzucę kamyk mówiący, że musi mi się dzisiaj zepsuć samochód”.

Nic innego się nie dzieje! Po której stronie ogrodzenia zamierzasz siedzieć, wrzucając kamyki? Z którego drzewa będziesz spożywał owoc? Z drzewa poznania dobra i zła? Używaj dobrze tego symbolu, albowiem kiedy wrzucasz ten kamyk w toń świadomości, to tak, jakbyś mówił:

„No dobrze, skosztuję tego owocu. Och, ale on jest tak słodki, tak dobry i doskonały, że lepiej będzie jak skosztuję również tego zepsutego, żeby jakoś to zrównoważyć”.

Drzewo dobra i zła, pozytywu-negatywu, nieograniczenia-ograniczenia, wybaczania-osądu, miłości-lęku. To jest jak trzymanie pięknego kwiatu, spoglądanie na jego płatki i mówienie:

„Ależ jest piękny! Nie potrafię tego do końca przyjąć. Tak więc chyba ukłuję się kolcem w palec i sprowadzę się na ziemię”.

Nikt nigdy ci nie kazał, a twój Stwórca nigdy nie nalegał, byś spożywał z drzewa dobra i zła. Albowiem wszelki dobry owoc został ci darmo dany. I zawsze możesz wybrać, który owoc będziesz spożywał.

Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Jakież błogosławione Stworzenie! Tak dobrze się bawiłem, będąc tą falą. Tak, widzę, co ze sobą niosłem. No cóż, to była dobra zabawa. Zyskałem parę rzeczy. I co dalej? Nieograniczoność (plusk!), doskonała miłość (plusk!), obfitość (plusk!), umiejętność uzdrawiania (plusk, plusk, plusk!). O tak, widzę ten kamyczek na brzegu. Podnosiłem go już milion razy: poczucie niegodności (plusk!). Ale już dość! Skończyłem z tobą! Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Ojcze, stwarzaj przeze mnie to, co dobre, święte i piękne, albowiem taki jest powód mego istnienia! Jak dużą falą mogę się stać? Jaką mogę mieć moc? Jak bardzo mogę jaśnieć światłem? Jak wiele Ciebie mogę wyrażać poprzez siebie? (plusk!)

Albowiem dobrze zapamiętaj, że swoje jutro tworzysz TERAZ! I to, czego doświadczasz, nigdy nie przychodzi do ciebie spoza twojej Jaźni.

Jeśli martwisz się brakiem złotych monet, to wrzucasz kamyk, plusk! I zaczynasz przyciągać do siebie fale wibracji, które będą wydawały się odzwierciedlać ci prawdę tego, w co postanowiłeś wierzyć:

„Żyję w niedostatku i nie potrafię z tego wyjść. (plusk!) Jest niemożliwe, abym mógł rozmawiać z Jeszuą. Nie jestem godzien. Być może Jon Marc, może on jest dość godzien, ale przecież on jest wyjątkowy”. (plusk!)

A fale wibracji, które do ciebie wówczas przychodzą, są niczym zakłócenia radiowe ograniczające twą zdolność przekraczania trzeciego wymiaru i podłączania się do innych wymiarów. A więc nawet, gdy będę krzyczał na cały głos:

 „Hej, mówię do ciebie. Słuchaj!”,

twój umysł powie:

„To nie jest możliwe, ponieważ wrzuciłem wielki kamień (plusk!), który orzeka, że ‘to nie jest możliwe’. I dlatego też kompletnie nic nie słyszę”.

Czy zaczynasz widzieć, o co chodzi? Czy zaczynasz czuć w samym rdzeniu swego istnienia istotę przekazu tej lekcji? Nie możesz uciec od bycia takim, jakim zostałeś stworzony. W każdej pojedynczej chwili dosłownie posługujesz się tą nieprzerwaną i nieograniczoną mocą tworzenia. I w każdej chwili masz całkowitą wolność, by stworzyć coś nowego. To, czego będziesz doświadczał jutro, jest tylko skutkiem twego wyboru, jakie myślowe kamyki będziesz wrzucał w pole swej świadomości teraz.

Tak więc pozostaje jedno pytanie – tym pytaniem zakończymy nasze krótkie, lecz bardzo ważne przesłanie, które będziemy rozbudowywać – a pytanie to brzmi tak:

Czy jako twórcza, uczyniona na podobieństwo Boga istota jestem gotów w sposób rozmyślny, świadomy i aktywny wybrać bycie odpowiedzialnym za to, jakie kamyki, jakie myśli wrzucane są w przestrzeń mego umysłu w każdej chwili? I jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to jakich nowych kamyków pragnę? Jakiej jakości wibracje przywołam do siebie, tworząc w ten sposób swoje jutro?

Za każdym razem, gdy reagujesz na to, co – jak wierzysz – jest na zewnątrz ciebie, możesz być absolutnie pewny, że wybrałeś ten oto stary kamyk, który mówi:

„Jestem ofiarą świata, który widzę. To, czego doświadczam, spowodowane jest siłami na zewnątrz mnie. Tak naprawdę winna jest moja matka, mój brat, mój ojciec, moje dziecko. Tak naprawdę winny jest rząd, planeta, jakość powietrza. Tak naprawdę winne jest jakieś źródło poza mną i nie mam żadnego wyboru, jak tylko na to reagować”.

A ja mogę na to odpowiedzieć tylko tak:

Czy wolisz mieć rację, czy być szczęśliwy?

Zatem, zaprawdę, umiłowani przyjaciele, rozważcie dobrze istotę przekazu tej godziny. Albowiem na tym zaczniemy budować, w miarę jak będziemy zmierzać do końca tego roku z Drogą Serca, będącą jedynie fundamentem, z którego każdy, kto jest chętny, może się odbić do większego wymiaru, większego doświadczenia życia, jako świadomy współtwórca z Bogiem.

Ale wszystko zaczyna się od potrzeby wzięcia odpowiedzialności za uznanie Prawdy, jaką niesie ze sobą przesłanie tej godziny. Albowiem bez tego nie może zaistnieć żadna zmiana w twej świadomości, a co za tym idzie, nie zmieni się nic z tego, czego będziesz doświadczał w przyszłości. Zatem jeśli teraz jest coś, co przyprawia cię o dreszcze, pomyśl tylko, co na ciebie czeka, jeśli po raz kolejny wyprzesz się przyjęcia tej odpowiedzialności oraz mocy, jaka jej towarzyszy.

I to powiedziawszy, zaprawdę, umiłowani i święci przyjaciele, pamiętajcie, że nie przyszedłem, aby przynieść światu pokój, lecz by wstrząsnąć nim tak, by istoty, które tworzą ten świat, mogły odkryć, gdzie naprawdę ukryty jest prawdziwy pokój: w nich samych. I gdzie mieszka Niebo: w nich samych. I gdzie żyje Chrystus: w nich samych.

Pokój więc niech zawsze będzie z wami. Amen.

 

Tak wielu z was przychodzi, by zadawać mi pytania, ale ja nie mam nigdy okazji zadać pytania… A zatem zadam pytanie: Czy ty, który słuchasz tych słów, wyrazisz chęć, by być światłem, które rozświetla ten świat i w pełni zobowiążesz się, by w każdej chwili i z każdym oddechem wybierać uzdrowienie poprzez miłość i przebaczenie? Pomyśl sobie o tym od czasu do czasu.

Pokój więc niech będzie z wami.

A ci z was, którzy słuchają tego nagrania lub słyszą te słowa tuż przed położeniem się spać i zakosztowaniem porządnego snu – czy położycie głowę na poduszce tego wieczoru i dacie mi chwilę waszego czasu uznając, że wiecie, iż nie dzieli nas żaden dystans – poza długością myśli, którą decydujecie się pomyśleć. Myśl więc i wiedz, że jestem z tobą i zaprawdę będziemy razem podróżować, podczas gdy ciało śpi.

Pokój niech zawsze będzie z wami. Amen.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


A oto pytania słuchaczy oraz odpowiedzi, jakich udzielił na nie Jeszua tuż po nagraniu Lekcji 8 Drogi serca w 1995 r. :

Duch Święty a Naddusza (Droga serca, Lekcja 8, pytanie 1)

Pytanie: W stanie podwyższonej świadomości byłem świadomy obecności, która obejmowała jednostki. Było dla mnie oczywiste, że jej zadaniem jest pokierowanie danej osoby ku odpowiednim doświadczeniom. Nie jest dla mnie jasne, czy jest ona tym, co ty nazywasz Duchem Świętym.Wydaje się, jakby była to Naddusza tej osoby. Czy mógłbyś wyjaśnić, czym jest ta obecność i czym jest Duch Święty?

Odpowiedź: Umiłowany przyjacielu, pełna odpowiedź byłaby złożona i zabrałaby ogromnie dużo twego czasu. Jest bowiem wiele niuansów w ramach doświadczenia świadomości, którą mógłbyś określić jako „wyższa świadomość”, choć ja osobiście nie rozróżniam między czymś takim, jak „wyższe” lub „niższe”. Istnieje po prostu stanbycia świadomym czegoś, i tym właśnie jest świadomość.

To, co określiłem mianem Ducha Świętego, nie jest jakąś istotą. Jest to forma energii. Wcześniej opisałem ją jako prawidłową umysłowość, co tak naprawdę oznacza, że Umysł działa w zgodzie z nieograniczonością, z Umysłem Boga. Zatem to, co jest wymagane, po prostu płynie w niezakłócony sposób za pośrednictwem przewodnictwa lub wiedzy. Duch Święty to ten aspekt czyjegoś Umysłu, który zaprawdę jest – i zawsze był – w zgodzie z Umysłem Boga. Zatem byłoby całkiem stosowne powiedzieć, że Duch Święty jest niczym twoja Naddusza. To aspekt twego własnego istnienia, który jest dany i podzielany w równym stopniu przez wszystkich. Pocieszyciel, Duch Święty, jest prawidłową umysłowością, właściwym widzeniem i przywróconą harmonią.

To, co przeżyłeś, było bardzo ważnym doświadczeniem. W żaden sposób nie ubarwiałeś tego, czego doświadczałeś. Po prostu byłeś tego świadkiem. Właściwie można powiedzieć, iż zaprawdę widziałeś, postrzegałeś i odczuwałeś to, co można by określić mianem „Nadduszy”, aspektem czyjejś duszy. Jednak w tym samym momencie to było i wciąż jest doświadczeniem obecności Ducha Świętego, tej części Ducha tej istoty, która na zawsze pozostała pełnią. Często to, co określa się mianem „przewodnictwa” – te delikatne intuicyjne „tknięcia”, owe jasne obrazy i wizje, te uczucia pojawiające się w całym ciele – wszystko to emanuje z tej części twej własnej prawidłowej umysłowości. Wydaje się, że przemawia TO do ciebie z innego miejsca tylko dlatego, że jeszcze nie w pełni pojąłeś, że TO jest bardziej tobą niż to „ja”, którym – jak sądziłeś – jesteś.

Wyższa świadomość – nie ma czegoś takiego. Istnieje jedynie pamięć i rozpoznanie tego, co jest zawsze prawdziwe. Tak, możesz się ograniczyć do tego, co określasz mianej niższej świadomości. Ale co istnieje teraz? – Świadomość, wybór oparty na wolnej woli oraz użycie nieograniczonej mocy, by generować dla siebie jakieś doświadczenie. Dla mnie to wcale nie brzmi jak coś „niższego”. To jest nieskończone. Tyle, że być może jutro dokonałbyś innego wyboru. Ale to nie oznacza, że jest to czymś „niższym”. „Niższe” i „wyższe” to osąd.

Istnieje Miłość i lęk, ale nigdy nie powiedziałem, że lęk jest „niżej”, że jest czymś „niższym” niż Miłość. To po prostu wybór. A z wyboru bierze się doświadczenie. Możesz więc przyciągnąć do siebie doświadczenie w jakiejkolwiek formie zapragniesz – takiej, która wyraża Miłość lub lęk. Ale pod każdą z nich kryje się ta sama moc wyboru – nieskończona i nieograniczona na zawsze – dana ci w wolności przez Stwórcę, który kocha cię tak bardzo, że daje ci doskonałą wolność.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 2 Lekcji 8 Drogi serca.

Uzdrowienie (Droga serca, Lekcja 8, pytanie 2)

Pytanie: Czym różni się to coś, co potrzebuje uzdrowienia od doskonałej istoty, którą jesteśmy?

Odpowiedź: Nie ma między nimi różnicy. Kiedy pozostajesz w Prawdzie, będąc doskonałą istotą, którą jesteś, odkryjesz tam brak oporu. Umysł, który chce zrozumieć, co ma zostać uzdrowione, czy też umysł, który mówi: „No cóż, coś mi się pokazuje, ale i tak wiem, że tym nie jestem, tak więc po prostu poprzebywam sobie w jakiejś uduchowionej krainie.” – taki  umysł trwa w oporze. Utracił swą pokorę. Przestał ufać, że Ojciec wszystkich rzeczy wie, jak zaprowadzić go do domu. A dom ten to powrót do miejsca, w którym stajesz się chętny, by pozwolić, aby coś szerzyło się poprzez ciebie.

Pozwól, że podzielę się z wami wszystkimi czymś dość istotnym, co nie zostało dotąd omówione wystarczająco jasno. Często, gdy coś domaga się uzdrowienia, jest to energią. Posłuchaj uważnie – i choć wydajesz się łączyć ją z jakimś wspomnieniem lub doświadczeniem, które – jak myślisz – zawarte jest w twym osobistym polu doświadczenia, to uzdrowienia domaga się tak naprawdę energia, która wiąże się z kontrolowaniem życia innej duszy. Pokazuje się to w twojej świadomości, ponieważ to ty znajdujesz się w miejscu, w którym masz moc i jasność zrozumienia, że to może zostać uzdrowione.

I dlatego gdy wybierasz uzdrowienie, gdy nie opierasz się temu, co się pojawia, gdy uświadamiasz sobie, że Miłość ufa wszystkiemu, obejmuje wszystko, pozwala na wszystko i wszystko przekracza, gdy uświadamiasz sobie, że jesteś po prostu posłańcem Miłości, wtedy nie ma znaczenia, co się pojawia!

„Acha, to wymaga uzdrowienia!”

I uzdrawiasz to z bezosobowego poziomu. Nie identyfikujesz się z tym, nawet jeśli myślisz, że łączy się to w jakiś sposób z czymś, co – jak jesteś przekonany – było częścią twego przeszłego doświadczenia.

Czasami nawet nie pamiętasz, gdzie odłożyłeś kluczyki do samochodu. Skąd możesz mieć pewność, że ma to swe źródło w twojej przeszłości? Po prostu to uzdrów. Albowiem gdy to uczynisz, będziesz doskonałością istnienia, którym jesteś. Będziesz Chrystusem, głoszącym:

Przyjdź i złóż swe grzechy na ołtarzu mego Serca, a ja to dla ciebie uzdrowię.

 Nie ma znaczenia, skąd to się wzięło. Nie ma znaczenia, kto to spowodował. Jedyne, co ma znaczenie, to uzdrowienie. Jeśli coś takiego się pojawiło, a ty rozpoznajesz w tym przeszkodę, coś, co potrzebuje uzdrowienia z poziomu doskonałości twej istoty, to obejmij to Miłością Chrystusa i uzdrów to. A kiedy to uczynisz, podnosisz na duchu swego brata lub siostrę, których być może nawet nie spotkasz w fizyczności.

Jeśli oddałeś się Chrystusowi, to oddałeś się uzdrowieniu wszystkiego, co nie jest podobne Miłości. Próba wywnioskowania, czy to coś jest twoje, czy kogoś innego, to jedynie umysłowa zabawa. Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? I czy istnieje oddzielenie między tobą a wszystkimi twymi braćmi i siostrami? Pomóc w uzdrowieniu drugiej osoby to uzdrowić samego siebie. Uzdrowić siebie to podnieść na duchu drugiego. Mamy do czynienia jedynie z Miłością i lękiem. Ostatecznie po prostu uzdrawiasz lęk poprzez przyniesienie do niego Miłości.

Wydaje się, że istnieje wiele umysłów i osób, w których Miłość i lęk zdają się walczyć o panowanie. Zupełnie jak fale na powierzchni oceanu. W tej rzeczywistości doświadczenia wierzysz, że istnieje wiele oddzielonych umysłów. Ostatecznie wszyscy jesteście jedynie aspektami siebie nawzajem. A istnieje tylko jedno Boże Dziecię.

Uzdrów to, co pokazuje się w twej świadomości i przestań utożsamiać się z tym jako swoim. Miłość jest. Jest i lęk. Istnieje potrzeba uzdrowienia, która stanowi pomost między tamtymi dwoma. Czy zdecydujesz się utożsamiać z lękiem, przez co zaprzeczysz Miłości? Czy też utożsamisz się z Miłością i pójdziesz do przodu? Gdy będziesz trwał w doskonałości swej istoty, to myślę, że odpowiedź stanie się oczywista.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do tekstu Lekcji 8 Drogi serca.

Droga serca – Lekcja 7

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

Na zawsze jestem z wami. Na zawsze jestem z wami. Na długo zanim zostały zrodzone gwiazdy, na długo przed pojawieniem się planet, nawet na długo przed wyłonieniem się w Boskim Umyśle Syna Boga myśli o fizyczności, już byliśmy razem stworzeni w równości. A jednak owo Stworzenie jedynej rzeczywistości, jaka jest, nie zna chwili narodzin. Dlatego też, ponieważ Ojciec jest zawsze, my również przebywamy razem, trwamy razem i jesteśmy razem podtrzymywani Miłością. I przez cały czas i aż do wieczności przebywamy razem w rzeczywistości tego, kim jesteśmy. Dlatego też nie myślcie, że czymś nadzwyczajnym są te oto moje słowa:

Jestem z wami zawsze, aż do skończenia tej epoki.

W jakąż podróż kiedykolwiek wyruszyłeś, której ja bym nie znał? Jakąż podróż ja odbyłem, której w Prawdzie wy byście nie znali? Albowiem kiedy spoglądasz na mnie i z pewnego głębokiego miejsca poznania w sobie – choć niekoniecznie używając tych słów – mówisz sobie:

Oto zjawia się przede mną Chrystus,

…kiedy podtrzymujesz w umyśle jakąś myśl o mnie i ciało zalewa emocja – delikatna, łagodna, lekka – i rozpoznajesz, że święty Syn Boga został zrodzony i osiągnął doskonałość w twym przyjacielu Jeszule, synu Józefa, to czym jest to coś w tobie, co wie, że jest to Prawdą? Jaka część umysłu, jaka zdolność twego serca pozwala ci spojrzeć na mnie i rozpoznać we mnie Prawdę, w taki sposób, że mnie kochasz? Albowiem powiadam ci, że dokładnie taka sama część mego umysłu, ta sama część mego serca, spogląda na ciebie i mówi:

Oto stoi przede mną święte Dziecię Boga. I ja je kocham.

To, co wie; to, co pojmuje natychmiast, to Umysł Chrystusa, który rozpoznaje Siebie w każdym i we wszystkim. Ten Umysł Chrystusa mieszka w tobie w całej swej pełni teraz! A zatem, tak jak wielokrotnie wam mówiłem, nigdy nie zapominaj, że swój swego zawsze pozna. Jeśli więc zechcesz spojrzeć na mnie i powiedzieć: „Umiłowany przyjacielu, dziękuję ci”, spójrz uważnie na siebie i powiedz: „Umiłowany przyjacielu, dziękuję ci.” Zaprawdę, pozwól oddechowi płynąć.

Jak wiele odbyłeś podróży? Jak wiele chwil doświadczenia przepłynęło pod mostem twego istnienia, że tak się wyrażę, zanim zacząłeś po raz pierwszy budzić się w Prawdzie, która jest zawsze prawdziwa? Jak wiele wcieleń minęło, jak wiele światów, zanim Światło zaczęło świtać, najpierw tak niepostrzeżenie, że nie zostało rozpoznane? A cichy głos wyszeptał z miejsca, które wydawało się tak odległe od miejsca, w którym byłeś:

Umiłowany Synu, jesteś teraz ze Mną. Pozostajesz taki, jakim cię stworzyłem. Dlatego też bądź w pokoju. Miłuję cię.

I głos ten wydawał się tak odległy, tak słaby, że z pewnością nie mógł być twoim głosem. Z pewnością był tylko chwilowym przejawem fantazji. I w połowie jakiejś podróży przystanąłeś. I gdy kropla deszczu spadła na liść, a ty objąłeś wzrokiem to wydarzenie [pstryka palcami], poczułeś i wiedziałeś, że jesteś jednym z tym liściem i z tą kroplą deszczu, i że w istocie jesteś nimi. Jak wiele chwil doświadczania upłynęło zanim tego rodzaju właściwości zaczęły wyłaniać się w twej świadomości jako coś, co na początku wydawało się przyjmować formę małych szalonych idei?

„Mój Boże, właśnie poczułem, że jestem jednym z całym Stworzeniem. Cóż, lepiej nikomu o tym nie wspominać”.

I szedłeś dalej kontynuując swą podróż.

Jednak takie chwile zaczęły pojawiać się coraz częściej, być może nadal ulotnie, a jednak teraz jako coś bardziej znajomego – jako sens leżący pod całym dramatem, wszelkim płaczem, całym lamentowaniem i oburzaniem się, wszelkim lękiem, zmaganiem się i szukaniem. Ciągle cichy Głos przychodził i mówił:

Umiłowany Synu, pozostajesz taki, jakim cię stworzyłem.

Miłuję cię. I ty w pełni miłujesz i na zawsze zasługujesz na miłość.

Cichy głos ciągle przekradał się przez zgiełk i hałas, jakie wydawały się zadomawiać w twym umyśle. I bądź pewien, że nie byłbyś tam, gdzie wydajesz się być w tej chwili, gdybyś nie zaczął już doświadczać wielu chwil, które wyrażają to, co właśnie wam opisałem: prawdziwe słyszenie cichego, delikatnego Głosu Pocieszyciela w tobie.

Dlatego też istotnie, każdy z was wie, że jest w was tęsknota, której nie możecie i nie będziecie się dłużej wypierać. Wiesz od Chrystusa w tobie, że Chrystus się w tobie poruszył i powstaje, by zająć swe prawowite miejsce, jako Pan twego umysłu i serca, ciała i oddechu, twych marzeń i pasji! I każdy z was wie, że próba zadowalania się czymś mniejszym jest absolutnie daremna. I jeśli w tym momencie byłby tutaj ktoś, kto prawdziwie i szczerze wątpi w to, co właśnie powiedziałem, niech przemówi… Cisza jest więc jedynym dowodem, jakiego potrzebujemy.

To się nie wydarza z powodu tego wszystkiego, co dla was kiedykolwiek uczyniłem. To się wydarza, ponieważ musi się wydarzyć. Musi się pojawić w każdym stworzonym umyśle, niezależnie od podróży, jakie on podjął, niezależnie od jego prób wypierania się tego, co jest wiecznie prawdziwe, czyli niezależnie od tego, co nazywamy złudzeniem snu oddzielenia. To musi nadejść i jest to nieuchronne, ponieważ nie jest możliwe wyparcie się Chrystusa. Chrystusa nie można się wyprzeć, ponieważ jedynie Chrystus może wyrażać to, co jest absolutnie prawdziwe.

Jedynie Chrystus może tak natchnąć strukturę komórkową ciała, że nawet najprostszy z gestów szerzy Miłość w stronę drugiego, który ten gest widzi. Jedynie Chrystus wie, jak oddychać, by oddech uwalniał od wszelkiej traumy, od wszelkiej krzywdy. Jedynie Chrystus rozumie moc prawdziwego przebaczenia, które, nawiasem mówiąc, jest zawsze przebaczeniem sobie, ponieważ nikt nigdy cię nie skrzywdził. Jedynie Chrystus potrafi wywołać taki uśmiech na twarzy ciała, że gdy inni na ciebie spoglądają i widzą ten uśmiech, ich serce zostaje napełnione. Jedynie Chrystus może kroczyć po tym świecie, nie będąc z tego świata. I jedynie Chrystus może wyjść ponad każde ograniczone i zalęknione stworzenie, przemieniając je w piękny kwitnący kwiat, obdarzający swym słodkim zapachem całe Stworzenie. I czy nie tęsknisz właśnie za tym, by poczuć, jak to przez ciebie przepływa? Czyż to wezwanie do przebudzenia nie jest w tobie żywe? Och, umiłowani przyjaciele, wiecie, że tak jest!

Miłujcie więc siebie nawzajem. I miłujcie tę Jaźń, która została wam dana przez Ojca. Nauczcie się słuchać jedynie tego Głosu. Nauczcie się pragnąć jedynie tego Głosu. Nauczcie się podążać jedynie za tym Głosem, który wie, że Prawda jest zawsze prawdziwa:

Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy. A ten świat jest tylko przemijającym blaskiem i snem. Nie ma on żadnej wartości, za wyjątkiem tej, jaką może wnieść doń Chrystus. Jedynie Miłość jest rzeczywista. A wszystko inne jest wyborem, by chwilowo wierzyć w złudzenia.

I bądź pewien, że złudzenia w iluzorycznym świecie mogą się wydawać mieć wielką moc. Jednak to tobie została dana wszelka moc. Wszelka moc w Niebie i na Ziemi jest dana świętemu Dziecku Boga. I ta moc mieszka w tobie jako Życie twego życia, Oddech twego oddechu, Prawda twej prawdy, Istnienie twego istnienia, Radość twej radości. I nigdy nie istniało jakieś iluzoryczne stworzenie, które by kiedykolwiek prawdziwie zagroziło tej mocy. Ani też nigdy żadne złudzenie nie może odebrać ci rzeczywistości.

Jedyna rzecz, jaka może się wydarzyć, to użycie przez ciebie tej mocy, by wierzyć w stratę. Wszelkie zaś formy straty, jakie postrzegasz fizycznymi oczami oraz doczesnym umysłem, nie są niczym więcej niż przemijającymi cieniami twego własnego uporczywego przekonania, że strata jest możliwa. Wszystkie formy zaciśnięcia się w sobie, znane jako lęk, nie są niczym więcej niż tymczasowymi modyfikacjami dokładnie tej samej mocy, która została ci dana, mocy której starałeś się użyć, by zobaczyć czy możliwym jest przekonanie siebie, że coś oprócz Miłości jest rzeczywiste.

Jednak ta opowieść się skończyła. Sen oddzielenia się kończy. Całość Stworzenia doświadcza obecnie – tak to nazwijmy – wzrastającej mocy, ruchu, impetu, to zaś musi przenieść Umysł, w którym rodzi się Stworzenie, na swego rodzaju nowy poziom. Nie tyle jest to poziom ewolucyjny, co raczej poziom ponownego poznania, poziom ponownego przypomnienia sobie, poziom powrotu. I ten impet, ta fala jest żywa i już wezbrała w twym sercu i umyśle. Wiesz o tym. Przestań się tego wypierać. Przestań to kwestionować. Przestań szukać w świecie zewnętrznym oznak, że odczuwanie tego jest w porządku. Przyjmij to jako Boski dar twego Stwórcy. Albowiem wezwanie rozbrzmiało. I choć wielu słucha, niewielu słyszy, a jeszcze mniej jest tych, co w pełni oddają się odpowiadaniu na to wezwanie. Dlatego też niech wasza modlitwa będzie zawsze taka:

Niech jedynie Chrystus mieszka we mnie i jako to stworzenie, za które kiedyś się uważałem.

Niech Chrystus natchnie każdą myśl, każdy oddech i każdy wybór. Niech Miłość kieruje każdym krokiem.

Niech Miłość przemienia tę podróż przez czas, tak bym w czasie mógł poznać rzeczywistość wieczności, nienaruszalność pokoju, świętość – tak, świętość – intymnej i radosnej Miłości Ojca, poprzedzającej każdy oddech, a w istocie poprzedzającej nawet każdą myśl, jaka pojawi się w umyśle.

Gdy bowiem wiesz, że jesteś samą Świętością, jak mógłbyś kiedykolwiek spojrzeć na swego brata czy siostrę i wierzyć, że wyrządzili ci krzywdę? Jak mógłbyś kiedykolwiek chcieć czegoś innego niż ich kochać? Innymi słowy – pozwalać Miłości Chrystusa, by płynęła przez ciebie tak głęboko i tak intensywnie, że zrozumieją, iż nie wierzysz w ich złudzenia.

Albowiem kiedy dajesz komuś innemu jedynie to, co jest prawdziwe, to ponieważ wszystkie umysły są połączone, ofiarujesz mu w ten sposób jedyny dar, jaki ma wartość. Kiedy dajesz drugiemu Prawdę – być może nawet bez wypowiedzenia słowa – to ponieważ wszystkie umysły są połączone, on rozpozna, co zostało mu ofiarowane:

„Ten, który stoi tu przede mną, zna Prawdę o mnie i patrzy na wskroś każdej z mych prób bycia mniejszym od tego, kim jestem. Dzięki temu widzę, że bezpiecznie jest wybrać ponownie”.

I właśnie wtedy dzieją się cuda.

Nie usiłuj uzdrawiać tego świata. Nie czyń niczego, co miałoby być pokazem, jak bardzo kochasz drugą osobę. Zrezygnuj z pomysłu bycia pracowitym jak mrówka. I po prostu bądź obecnością Miłości, ponieważ wiesz, że bycie czymkolwiek innym nie ma absolutnie żadnej wartości. I że w rzeczywistości nigdy nie udało ci się być czymś innym niż tylko obecnością Miłości.

Każda poczytalna chwila, której doświadczyłeś, każda chwila nieograniczoności, każda chwila prawdziwej bliskości, każda chwila przepełnionej łaską radości, jakiej kiedykolwiek zaznałeś w jakiejkolwiek formie, przyszła, ponieważ pozwoliłeś swemu umysłowi, by wśliznął się niepostrzeżenie w Morze Pokoju. A ty zwyczajnie trwałeś pusty, nie chcąc niczego, niczego nie szukając, będąc zwyczajną obecnością tego, czym jesteś. Kiedy taki stan będzie pielęgnowany i przeniknie twą świadomość z każdym oddechem i z każdą chwilą, poznasz, że, zaprawdę, tego dnia zmartwychwstał Chrystus. I z każdym swym oddechem będziesz świętował Wielkanoc.

Cóż więc takiego mogłoby się w ogóle pojawić, by przeszkodzić Prawdzie, która jest zawsze prawdziwa? Istnieje na waszej planecie pradawny las. Las rosnący wysoko w niedostępnej górskiej dolinie, tak niedostępnej, że nikt jeszcze do niej nie dotarł. Nieznane ludzkim umysłom życie lasu toczy się swoim biegiem. Tego ranka, głęboko w sercu tego lasu, maleńkie źdźbło trawy wydawało się być targane podmuchami niewidzialnego wiatru. Tak subtelny i łagodny był ów wiatr poruszający źdźbłem trawy, że gdy w jednym ułamku chwili zatańczył na owym źdźble promień słońca, rzuciło ono najmniejszy z wyobrażalnych cieni na leżący nieopodal kamień.

Nikt nie zauważył. Cień nie wywołał żadnego skutku. Kamień nawet tego nie zauważył. Nie zauważył tego nikt na całej planecie. Nikt w żadnym z niebios nie zauważył tego, oprócz mnie, bo ja potrzebowałem czegoś, wokół czego mógłbym snuć opowieść. Ten niewielki cień rzucony przez małe źdźbło trawy, tańczące chwilowo na wietrze w jakimś odległym lesie, nie ma praktycznie żadnego wpływu na obroty planet, na tworzenie nowych słońc, a z pewnością ani trochę nie wpływa na to, jak głęboko kocha cię Ojciec.

Ten niewielki cień jest tym, czemu nadałeś moc. Wydaje się, że potrafi on przeszkadzać ci w przeżywaniu Prawdy, która jest w tobie. Przez chwilę, obdarzyłeś ten malusieńki cień mocą. Dokładnie w tym momencie narodził się lęk. Lęk jest zawsze zaciśnięciem się i odsuwaniem od Miłości. I lęk czyni cię mniejszym od tego źdźbła trawy, które chwilowo wydaje się rzucać cień i dlatego też przeszkadza ci w rozpoznaniu ciepła słońca, w którym zawsze jesteś skąpany.

I kiedy opierasz się uzdrowieniu, kiedy zmagasz się z tym, co w was zaobserwowaliśmy – z uczeniem się „mówienia swojej prawdy” – kiedy opierasz się w ten sposób uzdrowieniu, możesz być pewien, że coś wydarzyło się tuż przed tym. A była tym twoja decyzja, by wierzyć, że ten cień jest wszechmocny, i że jeśli doznasz uzdrowienia, jeśli będziesz wzrastał, jeśli się zmienisz, jeśli pozwolisz Chrystusowi żyć w tobie, to wówczas to małe źdźbło trawy i ów malutki cień, jakie źdźbło rzuca przez bardzo krótką chwilę, przyjdą i ukarzą cię, i zmiażdżą.

Jeśli naprawdę jesteś w stanie odnieść tę opowieść do swego istnienia i rozpoznać, jak to przekonanie jest kompletnie śmiechu warte, nigdy więcej już nie będziesz lękał się lęku. Nigdy więcej nie pozwolisz lękowi, by panował nad tobą i kierował biegiem twego życia. Zaprawdę, nauczysz się, co oznacza ufanie temu, co zrodziło się w Sercu. Powstaniesz i pójdziesz naprzód bez lęku – bez trzymania się jakiejkolwiek historii. I dokonasz wszystkiego, co kreatywność będzie chciała przez ciebie wyrazić. I cały czas będziesz wiedział, że sam z siebie nie czynisz niczego, lecz Ojciec może uczynić wszystko poprzez ciebie. Dlatego też, doprawdy, jakim formom cienia tego źdźbła trawy pozwalasz, by prowadziły, zawłaszczały i posiadały twą duszę? Ciekawe pytanie.

Wiele jest form tego cienia, czyż nie? Trzeba zadowalać rówieśników i rodziców, i rodzeństwo. Trzeba chylić czoła przed kolejnym rządem. Partnerzy i dzieci domagają się pierwszeństwa uwagi. Trzeba płacić rachunki. Trzeba tłumić i trzymać w ryzach pragnienia. Istnieją takie działania, stwierdzenia i zachowania, których podejmują się inni, a które wymagają od ciebie przynajmniej od siedmiu do ośmiu godzin dziennie analizowania i osądzania aż do znudzenia:

„O rany, ten świat jest wyczerpujący. Ale ktoś to musi robić”.

A ty myślałeś, że to Miłość sprawia, że ten świat się kręci? Zaufaj mi, Miłość nie kręci się i donikąd się nie udaje!

Miłość cię stworzyła. Miłość zrodziła w tobie jako jednostce – przynajmniej w tańcu czasu i przestrzeni – moc wyboru, moc odczuwania, moc poznania, moc przekazywania Światła i Miłości, moc poznania, że coś istnieje w tobie jako ty. Oto co uczyniła Miłość! Czy lęk kiedykolwiek stworzył coś, co choć w niewielkim stopniu to przypomina?

Czego więc chcesz? Być twórcą czy naśladowcą? Doświadczać pokoju czy po prostu odurzać się trywialnością? Wszelka moc w Niebie i na Ziemi przepływa przez ciebie z każdym oddechem, tak iż twa świadomość jest świadkiem, nie tego, co czynisz jako sprawca czy wykonawca, lecz tego, co Boskość czyni przez ciebie w każdym momencie. I zaczynasz zadziwiać się kreatywnością Miłości, tej samej Miłości, która porusza słońce, księżyc i gwiazdy. To dopiero zachwycające zajęcie!

A kiedy twe życie, to jedno Życie – masz tylko jedno Życie; możesz mieć wiele ciał, lecz będziesz miał jedno Życie – kiedy w pełni oddasz to jedno Życie (jak to się tutaj mówi – „z całym dobrodziejstwem inwentarza”), kiedy je całe oddasz byciu jedynie obecnością Miłości…. A jeśli pajęczyny zagrodzą ci przejście, zabierzemy się za nie i sprzątniemy z drogi:

Mam lepsze rzeczy do roboty, ponieważ całe Stworzenie czeka, by się we mnie poruszać, a ja chcę być tego świadomy. Chcę, by moje doświadczanie, świadomość, którą żyję, była błogo zanurzona w obserwowaniu przepływu Miłości przez tę tajemnicę…

…którą zwiesz ciałem i masz czelność zwać swoim ciałem, jakbyś miał jakieś prawo do jego posiadania. Oddaj ciało Bogu. Bóg wie jak go używać; ty tego nie wiesz. Kiedy już staniesz się tego świadomy, Niebo i Ziemia ruszą, aby być twoim sługą… ale nie wcześniej. Wyślij sprzeczną informację, a nikt nie pojawi się na balu. A kiedy już będziesz tego świadomy – bez żadnego powodu, poza tym że tego chcesz– wówczas będziesz wiedział, ponieważ będziesz Prawdą, która wszystko uwalnia.

Zatem teraz wiesz, czym jest ten cień. Być może czasami lubisz z nim tańczyć. Ale oto wielkie pytanie: Czy zamierzasz pozwolić cieniowi, by prowadził w tańcu, czy też ty będziesz prowadził? Kiedy twe życie – i nie mówię tu o doskonałości takiej, jaką znacie – stanie się taką motywacją, taką postawą, taką deklaracją i takim oddaniem, wówczas ty sam będziesz świadczył o doskonałości. Albowiem doskonałość jest cudoumysłowością, w której wydarza się to, co zaoszczędza czas. Kiedy twe życie tym się stanie, kiedy już dłużej nie będzie sprzecznych – jak to się mówi? – zobowiązań, kiedy już dłużej nie będzie w twym istnieniu sprzecznych zobowiązań, wówczas poznasz dokładnie, czym był dla mnie wynik mojego życia, ponieważ ty sam tym będziesz.

Tak, wiem, że się martwisz:

„Czy to oznacza, że gdy będę już rzeczywiście blisko, będę musiał przejść przez mą ostateczną inicjację ukrzyżowania? I jeśli będę musiał to zrobić, to czy obiecujesz, że przynajmniej wysterylizują gwoździe? Czy mógłbym wybrać sobie dzień lub godzinę? Nie lubię wstawać zbyt wcześnie”.

Ty już wszystko wiesz na temat ukrzyżowania. Krzyżowałeś siebie z milion razy na sposoby o wiele gorsze niż zwyczajne przebicie gwoździem ręki, które powoduje lekkie ukłucie bólu. Piekło to po prostu stan utknięcia w procesie krzyżowania swej własnej Jaźni, co jest niczym więcej niż próbą zamordowania i zniszczenia tego, co Bóg stworzył z Miłości.

Przestań tracić energię, próbując kochać Boga. To nie zadziała. Przestań tracić tak wiele energii, próbując się nauczyć, jak kochać kogoś innego. To nie zadziała. I na litość Boską, proszę, powstrzymaj się od prób przekonywania kogokolwiek, żeby uwierzył, że go kochasz!

Skieruj całą swą uwagę na rezygnowanie z tych wzorców przekonań, na których opierałeś swe próby krzyżowania tej Jaźni, którą Bóg umieścił w tobie jako twoją świadomość własnego istnienia. Naucz się kochać tę Jaźń ponad wszystko, co stworzone. Naucz się karmić tę Jaźń. Naucz się pielęgnować w tej Jaźni tylko to, co mówi o radości i Prawdzie. Tak, aby twe słowa i czyny, i sama twa obecność zawsze podnosiły innych na duchu. Tak, aby ci, którzy wchodzą do pokoju, w którym siedzisz, stoisz, czy się poruszasz, odczuwali jakby podmuch świeżego powietrza, nawet jeśli nie skinąłeś palcem.

Dopóki jest w tobie jakiś ślad energii, którą usiłujesz wykorzystać do pozyskania z dowolnej postrzeganej rzeczy czy obiektu dokoła ciebie czegoś, czego – jak sądzisz – ci brakuje, to nie możesz poznać miłości własnej Jaźni. I nie możesz doświadczyć wolności. Szczęście znajdujesz jedynie wewnątrz.

Zatem co się dzieje dalej? Wreszcie łapiesz, o co w tym chodzi i podejmujesz decyzję:

„W porządku. Zobaczmy, co robi ten mały cień… Malutkie źdźbło trawy… No dobrze, zajmijmy się tym cieniem i tym, i tamtym, i tamtym… Jak wiele źdźbeł trawy, jak wiele cieni jest w tej istocie, która wydaje się przesłaniać Jaźń?”

Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Ty jesteś zajęty rodzeniem Chrystusa!

Co się dzieje, gdy to się rzeczywiście wydarza? Po pierwsze – słuchaj uważnie – nic nie będzie dla ciebie nie do przyjęcia.

„Ale czy to oznacza, że jeśli ktoś nie jest wegetarianinem, to nadal obdarzany jest miłością?”

„Czy to oznacza, że jeśli ktoś głosuje na kogoś, co do kogo jestem pewien, że jest nieodpowiedni, to nie jest on niepoczytalny i mogę go kochać?”

„Czy to oznacza, że jeśli ktoś, kto dąży do władzy i z tego powodu wszczyna wojnę i zabija pięć tysięcy kobiet i dzieci, to ja nadal mogę spoglądać na niego z niewzruszoną Miłością?”

„Czy to oznacza, że cokolwiek, co pojawia się w owym tymczasowym świecie, naprawdę i dosłownie nie jest już dla mnie problemem – że nie ma niczego, co jest nieakceptowalne?”

Tak. Nie oznacza to, że się na to zgadzasz. Oznacza, że nie jest to już dłużej nie do przyjęcia. Albowiem to, czego nie potrafisz przyjąć, będziesz osądzał. A każdy osąd jest próbą zamordowania tego, co, zgodnie z twą decyzją, nie ma prawa istnieć.

Osąd jest przeciwieństwem przebaczenia. Żyje po tej samej stronie płotu, co lęk. Przebaczenie żyje po tej samej stronie płotu co Miłość i jedynie Miłość może uzdrowić ten świat. Wyobraź więc sobie życie w takim stanie istnienia, w którym dosłownie nic nie byłoby dla ciebie nie do przyjęcia, bo wiedziałbyś, że prawdziwe Źródło twego istnienia jest daleko poza ograniczeniami czegokolwiek stworzonego w czasie i przestrzeni. Nawet śmierć, stworzona wskutek zaciśnięcia się w sobie znanego jako lęk, nie jest nie do przyjęcia.

Kiedy wiele miesięcy temu przemówiłem do tego mojego umiłowanego brata, który pozwala mi łączyć się z jego umysłem, i powiedziałem mu: „Jeśli zdecydujesz się mi zaufać, pokażę ci drogę do pokoju”, musiałem czekać na jego odpowiedź. Nie mogłem uczynić niczego, co odbierałoby mu wolność, która jest nieodzowna, by w pełni oddać się dopuszczaniu narodzin Chrystusa tam, gdzie kiedyś rządziło bezużyteczne złudzenie. I kiedy mu powiedziałem – wedle waszego pojmowania czasu – dość dawno temu: „Pokażę ci jak się stać istotą, z której powstaje wszelkie Stworzenie, tak iż poznasz Prawdę, która cię wyzwoli,” wydobyło to z niego najgłębsze pokłady fundamentalnego lęku. Co to za lęk? To jest ostatni lęk do pokonania: lęk przed śmiercią. Albowiem kiedy stajesz twarzą w twarz z Prawdą, wiesz, że wszystko, co starałeś się stworzyć jako substytut Prawdy, musi umrzeć. Dlatego też powiedziane jest: „Ostatnią do pokonania będzie śmierć” – lęk przed śmiercią. Pozwalasz więc na śmierć, aby mógł żyć Chrystus.

Nie ma nikogo w tym pokoju – słuchajcie uważnie – nie ma nikogo w tym pokoju ani nie będzie nigdy nikogo, kto usłyszy te słowa, a komu nie dałbym tej oto obietnicy. Pokażę ci drogę do Prawdy, która jest zawsze prawdziwa i która cię uwolni. Ale jedynie ty możesz podjąć decyzję, by wnieść w tę podróż całość swego istnienia. A wszystko, czego potrzeba, to odrobina chęci, „kapka” chęci, jak mówicie w waszym świecie.

Kapka chęci jest wszystkim, czego trzeba. Znam drogę do domu, ponieważ ukończyłem tę podróż i pokażę ci ową drogę. Z każdym słowem, jakie wypowiadam, w tej formie lub w innych formach, moim jedynym zamiarem jest ujawnić ci miejsce w tobie, które jest obecnością Miłości, jakiej szukasz.

A co, jeśli byś postanowił faktycznie oddać się rozważaniu i słuchaniu tego, czym się dzielę i wrócił do niewinności dziecka, w miarę jak kontemplowałbyś, co mogłoby to oznaczać w twoim życiu? Bądź pewien, że kiedy podróż do Królestwa zostanie ukończona, na nowo zacznie się podróż wewnątrz Królestwa. Błogość, mądrość, kreatywność, śmiech, przyjaźnie, rodzina, radość, pogoda ducha i pokój – które do tej pory przez większość czasu widziane były jako nieosiągalne marzenie – staną się twym najzwyklejszym stanem istnienia. Jednakże nic z tego nie może się wydarzyć za sprawą mocy, która przechodzi przeze mnie.

Mogę być twym przewodnikiem i mogę pokazywać ci drogę. I mogę kroczyć obok ciebie drogą, którą wybrałeś. Czasami mogę dawać ci swą siłę, niosąc cię, dopóki twoja siła nie stanie się tak pewna jak moja. Ale ostatecznie musisz się domagać, żebym postawił cię na ziemi, tak by twe stopy dotknęły gleby Królestwa Niebieskiego i abyś kroczył o własnych siłach, we własnej pewności, obok mnie. I zaprawdę, odkryjesz w tym dniu i o tej godzinie, że tak często jak ty mnie pytałeś, ja będę pytał ciebie: „Jak twoim zdaniem możemy to zrobić? Co chciałbyś stworzyć ze mną?”. I wówczas, zaprawdę, będziemy jak brat z bratem, jak siostra z bratem, jak przyjaciele, tańcząc i bawiąc się w Królestwie przygotowanym dla nas przez naszego Ojca.

Jeden mały cień rzucony przez maleńkie źdźbło trawy jest wszystkim, co wydaje się powstrzymywać cię przed przyjściem tam, gdzie ja jestem. Jeśli będziesz jeszcze trochę zwlekał – w porządku, niech tak będzie. Nie jesteś w stanie powstrzymać mnie przed tym, bym znał Prawdę o tobie i bym cię miłował. A kiedy trwasz w Miłości, kiedy jesteś tak bardzo zanurzony w prostocie miłowania, czyż nie jest prawdą, że tracisz w ogóle poczucie czasu? Nie ma poczucia, że cokolwiek zakłóca twój pokój. Zwyczajnie, jak to mówicie, „kołyszesz się w takt muzyki”. Miłujesz, a twoja pełnia wzrasta jeszcze bardziej w świętości.

Dlatego też, zaprawdę, miłujcie się nawzajem, jak ja was umiłowałem. Albowiem Ojciec najpierw mnie umiłował, abym mógł wam pokazać Prawdę tego, czym jest Miłość i rzeczywistość waszego istnienia. I nie ustanę w czynieniu tego, niezależnie od tego, jak długo będziesz chciał zwlekać. Albowiem Miłość jest rzeczywiście cierpliwa i dobra. Miłość nie ulega złudzeniom i nie dopuszcza złudzeń. Miłość wszystko obejmuje, wszystkiemu ufa, na wszystko przyzwala i doskonale wie, dokąd zmierza, i nigdy nie ustaje w tej podróży, dopóki każde źdźbło trawy nie zostanie uwolnione od rzucania cienia, a całość Stworzenia nie powróci do Serca Boga.

Naucz się kochać Siebie i wołaj do świata:

Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Oto gleba, w której żyję, poruszam się i mam swe istnienie. Niech tak będzie!

I zawsze pamiętaj, że Ojciec spojrzał na Swe jedyne Stworzenie i powiedział:

Oto jest i to jest bardzo dobre!

Ta dobroć ma swoje imię i to jest twoje imię, i twoje, i twoje, i każdego z was, a także moje imię. Oto jest i to jest bardzo dobre! To Światło zasługuje na to, by lśnić!

A zatem takie jest przesłanie tej godziny. Wierzę, że potraficie rozpoznać, czym ono jest. A jednak przed tobą jest brama. Czy zechcesz otworzyć ją mocą swego wyboru? Albowiem to, czego będziesz doświadczał, ujawni ci, jakiego wyboru dokonałeś tego dnia.

To powiedziawszy, umiłowani i święci przyjaciele, niech pokój zawsze będzie z wami. I niech Prawda, która jest zawsze prawdziwa, jaśnieje w waszych sercach i umysłach przez wszystkie wieki. I pamiętajcie, że moje ciągłe i wielokrotne powtarzanie, iż jestem z wami zawsze, jest w pełni uzasadnione.

Pokój więc niech zawsze będzie z wami.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


A oto pytania słuchaczy oraz odpowiedzi, jakich udzielił na nie Jeszua tuż po nagraniu Lekcji 7 Drogi serca w 1995 r. :

 

Ruch zielonoświątkowców i New Age (Droga serca, Lekcja 7, pytanie 5)

Pytanie: Bliskie są mi dwa ruchy religijne, które rozwijały się przez ostatnie dwadzieścia lat. Są to: ruch zielonoświątkowców oraz New Age. Jaki był twój wpływ na ich wzrost i rozwój, i jak zapatrujesz się na nie obecnie? Gdybyś miał możliwość zwrócenia się do tych grup, jaką wiadomość chciałbyś im przekazać?

Odpowiedź: Po pierwsze, znacząco przyczyniłem się do ich rozwoju, ponieważ sponsoruję ich marketing [śmiech]. Śmiejecie się, ale ja mam to na myśli w dosłownym znaczeniu. Jest wiele osób, nawet w tym pomieszczeniu, które powiedziałyby: „Te dwa ruchy religijne wydają się bardzo od siebie różnić”. I to jest ważne, gdyż forma zawsze ma drugorzędne znaczenie. Uzdrowienie oddzielenia od Boga, rozpłynięcie się w prawdziwym przebaczeniu, gotowość, by po prostu pozwolić Miłości żyć tam, gdzie kiedyś rządził malusieńki komar, nalegający na uznanie swych własnych idei – oto, co ma znaczenie. W tym sensie zatem ścieżka, która rzeczywiście zdaje się daną osobę prowadzić ku rozpoznaniu Prawdy, a więc i wyzwalać ją, jest równa każdej innej ścieżce, bez względu na jej „zewnętrzne ozdóbki”. Zaprawdę, umiłowany przyjacielu, ciesz się tym, co przyniosła ci każda z tych ścieżek. Bądź za nie wdzięczny. I idź dalej.

Jeśli miałbym zgromadzić reprezentantów każdej z uznanych i wymienionych przez ciebie grup, to cóż miałym im powiedzieć? Tę samą rzecz:

Tylko Miłość jest Prawdziwa.

Bóg jest jedynie Miłością.

Jesteś Bożym Stworzeniem, zatem twoją Rzeczywistością jest Miłość.

A teraz idź i żyj z poziomu swej prawdziwej Jaźni tak, aby mogła ona dać Miłość temu światu.

Nie troszcz się o dzień jutrzejszy. Bowiem czas, o którym tu mówimy, jest teraz – dla każdego umysłu, który podejmuje taką decyzję.

Nie czekaj na zbawiciela, który nadejdzie z chmur, gdyż ja jestem z wami zawsze. I zamieszkuję w twoim sercu, gdzie i ty tak naprawdę przebywasz, i jak przyjaciele razem przesiadujemy w twym salonie, racząc się herbatą.

Powiedziałbym każdemu z nich:

Nie postrzegajcie w sobie nawzajem różnic, a jedynie odrębność ścieżek Życia, w którym pamięta się o Miłości i żyje Miłością.

A jeśli to nie byłoby dla nich wystarczające, zasugerowałbym, by poszukali innej ścieżki.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do tekstu Lekcji 7 Drogi serca.

Dyscyplina (Droga serca, Lekcja 7, pytanie 4)

Pytanie: Jakie są wzajemne oddziaływania pomiędzy odgrywaniem silnych przywiązań, nawyków, kompulsji, uzależnień po to, by je łagodnie i ze zrozumieniem porzucić, a korzystaniem z dyscypliny i samokontroli w celu położenia kresu owym przywiązaniom?

Odpowiedź: Dyscyplina to nie surowość lub opieranie się czemuś. Prawdziwa dyscyplina to po prostu wytwór Umysłu. Prawdziwa dyscyplina wymaga jedynie tego, by swą uwagę skupiać dokładnie na tym, co jest prawdziwe w każdej chwili twego doświadczenia, i robić to bez osądu. Dyscyplina to czujność świadomości oraz decyzja, by być obecnością Miłości.

Odpowiedź wydaje się prosta, krótka i na temat, ale jeśli zastanowisz się nad nią – na przykład jeśli usiądziesz w medytacji i powoli przepiszesz tę odpowiedź, patrząc jak poszczególne litery pojawiają się na czystym, białym papierze i pozwalając sobie na bycie cierpliwym, donikąd się nie spiesząc – to zostanie dla ciebie odsłonięte jeszcze więcej. A jednak, zaprawdę, już dano ci samo sedno tej odpowiedzi. Zatem miłej dyscypliny podczas jej kontemplowania.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 5.

Nieświadome blokady (Droga serca, Lekcja 7, pytanie 3)

Pytanie: W jaki sposób możemy wydobyć na światło nieświadome blokady, które nie pozwalają nam przejawić pragnienia serca?

Odpowiedź: Odpowiedź nie jest tak trudna, jak mogłoby się wydawać, ponieważ blokady te są po prostu różnymi formami decydowania przeciw pokojowi. Zatem przyjrzyj się uważnie i zważ na to, jak naprawdę czujesz się w każdej chwili, a niekoniecznie na to, co sobie mówisz. Czy jest w tobie pokój? Jeśli tak i jeśli coś wydaje się zwracać twoją uwagę, to możesz być pewien, że Duch Święty prosi cię, byś wniósł Światło Miłości do czegoś, co potrzebuje uzdrowienia – ale bez identyfikowania tego jako twoje. Mówiliśmy o tym poprzedniego wieczoru.

Nie możesz przynieść do Światła tego, co potrzebuje uzdrowienia, ponieważ nie wiesz, czym naprawdę jest uzdrowienie. Naucz się poznawać, czym jest prawdziwe uzdrowienie, a to, co potrzebuje uzdrowienia, samo ci się pokaże. Gdyż prawdziwe uzdrowienie to wybór pokoju, a nie zaprzeczanie temu, co czujesz. Bowiem pokój jest niczym ocean, który obejmuje wszystkie fale, jakie mogą się pojawić. Wystarczy więc, że po prostu zapytasz:

Czy w tej chwili na pewno jestem w pokoju?

A jeśli odpowiedź brzmi „nie”, zapytaj jedynie:

Co potrzebuje uzdrowienia, by przywrócony został pokój?

Nie pozostanie to przed tobą ukryte. Czy jesteś chętny zastosować to w praktyce?

Odpowiedź: „Jak najbardziej!”

Gdy deklarujesz coś takiego, będą wśród nas tacy, którzy powiedzą:

„No cóż, podrzucę ci trochę moich spraw”.

Kiedy spisywano o mnie opowieści głoszące, że wziąłem na siebie grzechy świata, i kiedy słyszysz o mistrzach i nauczycielach, którzy przeobrażają grzechy swych uczniów, pomyśl o tym po prostu jak o „karmicznych sprawach do załatwienia”. I gdy ktoś powie nam:

Jestem gotów to wszystko zrobić. Jestem całkowicie chętny, by zastosować to w praktyce!

…No proszę! Znaleźliśmy potencjalnego „pracownika”. Nigdy nie zostanie ci dane więcej niż będziesz w stanie przeobrazić. I oczywiście zawsze możesz zaprzestać i poszukać innej pracy!

Czy ta odpowiedź ma dla ciebie sens?

– Tak, dziękuję.

Dziękuję za zadanie pytania. Wskazuje ono na pragnienie uzyskania odpowiedzi. 

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 4.

Bliźniaczy płomień i bratnia dusza (Droga serca, Lekcja 7, pytanie 2)

Pytanie: Jaka jest różnica między bliźniaczym płomieniem a bratnią duszą? Wyjaśnij proszę znaczenie połączenia w związku dwóch świadomych swej pełni osób, które stwarzając synergię jednocześnie utrzymują swą unikalność.

Odpowiedź: Nie jest właściwe mówienie o tym, że możesz stworzyć synergię. Tak jak nie jest właściwe powiedzenie, iż możesz stworzyć prawdziwą indywidualność. Możesz natomiast stworzyć i rozwijać chęć, by całkowicie oddać się przyzwoleniu na to, by każda najmniejsza przeszkoda dla obecności Miłości rozpuściła się w twym wnętrzu. Synergia i prawdziwa indywidualność powstają z twego oddania byciu nieustannie otwartym i receptywnym na Miłość Boga. Tak jak kwiat wybija z właściwie zasianego nasienia, tak indywidualność i synergia w świętym związku, w którym można znaleźć jedynie synergię, powstają z przyjęcia Miłości, z przyzwolenia na Miłość, z pamiętania o tej Miłości. 

Jaka jest różnica między tym, co nazywacie bliźniaczymi płomieniami, a bratnimi duszami? Po pierwsze, jedyna różnica to różnica w definicji. Koncepcja bliźniaczych płomieni została dana przez pewnego mojego przyjaciela, aby pomóc umysłom rozpoznać, że pewien aspekt ich samych jest wyjątkowo głęboko połączony z czymś, co jest tak bardzo nimi, jak jaźń, którą myślą, że są, a która została rozczłonkowana, tak że to, co było jednym, pozornie zostało podzielone, przez co umysł stracił równowagę. 

Chodziło o to, by stworzyć pewną fabułę, dzięki której umysł bardzo nastawiony na poszukiwanie spełnienia na zewnątrz siebie przynajmniej zacząłby pragnąć tego, co symbolizuje ruch ku pełni, połączenie w świadomości energii męskiej i żeńskiej. Oczywiście wiązało się to z ryzykiem, że niektóre umysły faktycznie uwierzyłyby, że odkrycie i odnalezienie swego bliźniaczego płomienia wymaga odnalezienia innej osobowości w ciele. Jednak ponieważ w Rzeczywistości to rozczłonkowanie nigdy się nie wydarzyło, to w Prawdzie nie musisz udawać się nigdzie poza swoją świadomość, poza swoją istotę w celu odkrycia, że ten ktoś nadal jest w tobie i że w ogóle nie możesz być od niego oddzielony.

W polu czasu może być tak, że ty jako świadomość będziesz potrzebował doświadczenia przyciągnięcia do siebie kogoś, kto wydaje się przebywać w innym ciele, po to, byście mogli się połączyć. Ale to jest bardziej owocem twego przekonania, że jesteś ciałem, niż jakiejś obiektywnej rzeczywistości. Bowiem w Rzeczywistości Prawda jest jedna. Oddzielenie nie istnieje. Kropka.

A co z bratnimi duszami? Ta sama historia. Właściwe może tu być użycie tego określenia po to, by niektórym umysłom opisać to, czego doświadczają, w sposób, który pozwala im się odprężyć i żyć w tej świadomości. Prawdą jest również, że w ramach dramatu snu o oddzieleniu istnieją dusze – swego rodzaju cząstki świadomości – które razem tańczyły i bawiły się, i które nigdy nie straciły poczucia zjednoczenia ze sobą czy miłości dla siebie nawzajem. Zatem przez pewien czas i w ramach wyjątkowości te pozornie dwie dusze coś w sobie pobudzają. W rdzeniu drugiego rozpoznają Prawdę, ponieważ tak naprawdę nigdy jej nie utracili, choć mogli ją zatracić w innych związkach. A zatem sporadycznie zdarza się, że takich dwoje, którzy kroczą ścieżką przebudzenia, musi się zejść w czasie i przestrzeni, by pobudzić – lub też ponownie pobudzić – zobowiązanie konieczne do tego, by uzdrowić poczucia oddzielenia i przebudzić się ze złudzenia, że kiedykolwiek mogła istnieć oddzielona jaźń.

Oznacza to, że nie potrzebujesz nikogo, by być pełnią. Oznacza to również, że gdy ową pełnię odkryjesz w sobie, staniesz się wolny, by wejść w związek z kimkolwiek, kogo wybierzesz i kto wybierze ciebie. Miejmy nadzieję, że wypłynie to z poczucia świętości i wolności, a nie lęku czy wyjątkowości. Gdyż lęk i wyjątkowość prowadzą ku bólowi, który musi zostać uzdrowiony, a świętość i wolność wiodą do nieustającej kreatywności i radości.

Tylko gdy zejdzie się dwoje będących pełnią, dwoje, którzy spojrzeli do swego wnętrza i naprawdę pojęli, że nie istnieje brak, a zatem nie ma potrzeb – tylko wtedy przez taki twór może popłynąć moc kreatywności. I w każdym takim pełnym oddania związku rodzi się nowa istota, która odzwierciedla Prawdę, tak by mogli na nią patrzeć ci, którzy przebywają w czasie i przestrzeni.

Nie łącz idei wyjątkowości z koncepcją bliźniaczych płomieni lub bratniej duszy. A jeśli już, to pamiętaj, że twoją bratnią duszą jest twój Stwórca. Wszyscy pozostali są twymi przyjaciółmi.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 3.

Bycie sługą Bożym (Droga serca, Lekcja 7, pytanie 1)

Pytanie: Jeśli Bóg pragnie jedynie mego szczęścia i nie oczekuje ode mnie żadnych konkretnych działań, to co oznacza bycie sługą Bożym? Czy istnieje Boski plan działania, który Bóg by chciał, abyśmy realizowali, czy też działania, jakie mamy wykonać, opierają się jedynie na naszym chwilowym postrzeganiu siebie? Czy będąc tutaj mamy działać w określony sposób?

Odpowiedź: Po pierwsze, ukochany przyjacielu, to nie jest jedno pytanie – to cały zastęp pytań. Wiele razy ci mówiłem, że Ojciec prosi cię jedynie o to, byś był szczęśliwy. A jeśli nie jesteś proszony o to, abyś czynił cokolwiek, to cóż zatem mogłoby znaczyć bycie sługą Bożym?

Gdy służysz drugiemu, działasz w taki sposób, że inni doznają radości, gdyż wiedzą, że cała twa uwaga została poświęcona im. Być sługą Ojca oznacza zatem, że w końcu postanowiłeś odłożyć na bok wszystko to, co mogłoby rozproszyć twą uwagę, i skupiłeś pełnię tej uwagi, która jest pełnią twej istoty, na Rzeczywistości Miłości szerzonej ku tobie przez Ojca. Służysz Bogu poprzez nieustanne przyjmowanie tego, co Bóg ci daje. 

Wyobraź sobie jak to jest iść do pracy, gdzie produkuje się lody czekoladowe. Pytasz się więc swego pracodawcy: „Co chciałbyś, abym robił?”. A pracodawca uśmiecha się i mówi: „Tak bardzo uwielbiam te lody, że produkuję ich tak dużo, iż jedyne, co musisz robić, to je jeść. Bardzo dobrze ci zapłacę, jeśli po prostu wypełnisz to zadanie.”. A ty patrzysz na niego i mówisz: „No cóż, tak się składa, że też lubię lody czekoladowe. I jeśli to jedyne, co mam do zrobienia, to zapewniam cię, że będziesz miał najbardziej lojalnego pracownika, jakiego można sobie wyobrazić.”.

Służenie Bogu nie oznacza pracy w świecie po to, by zrealizować jakąś koncepcję, którą umysł stworzył na temat tego, co znaczy służyć Bogu. Służenie Bogu oznacza jedynie tak głębokie czerpanie [z Niego – przyp.tłum.], że twój kielich zawsze się przelewa. Nie ma żadnego poczucia braku, a zatem nie ma potrzeby, by sięgać na zewnątrz swej jaźni, by napełnić ów kielich. A kiedy twa uwaga jest cała oddana Rzeczywistości Miłości, która mieszka w tobie, twój kielich rzeczywiście zaczyna się przelewać. I gdy będzie się tak przelewać, wyszuka sobie drogi ujścia, tak jak wylewająca się poza swój brzeg rzeka zaczyna żłobić nowe korytarze, czyż nie tak? I nigdy nie przepowiesz, nie przewidzisz, w którą stronę popłyną te nowe strumienie. Ale przyniosą one wsparcie Życia i Miłości wszystkiemu, czego dotkną.

Te nowe strumienie przestaną jednak płynąć, jeśli rzeka zapomni o swoim źródle. Zatem nie musisz czynić niczego oprócz przyjęcia dla siebie Rzeczywistości Bożej Miłości. I powtórzmy – gdy to czynisz, to w toku twego życia może się zdawać, że jesteś proszony o akceptację jakiegoś wydarzenia czy zjawiska. Może nim być uzdrowienie cienia małego źdźbła trawy w tym, co myślisz, że jest twoim świadomym umysłem – odrębnym od świadomych umysłów innych ludzi – bądź zrobienie czegoś, co wydaje się dotyczyć relacji w tym świecie – na przykład nakarmienie głodnego dziecka, okazanie troski drugiemu człowiekowi poprzez dotyk lub piosenkę, czy też zasadzenie w ziemi nasionka lub dostarczenie komuś listu. To naprawdę nie ma znaczenia.

Jak mawiałem już wiele razy, gdy naprawdę zrozumiesz, że nie musisz czynić niczego prócz nieustannego przyjmowania Bożej Miłości, staniesz się owym doskonałym sługą. A wtedy jeśli się okaże, że masz zostać zamiataczem ulic, to po prostu będziesz zamiatał ulice. I nie będzie w twym umyśle nic innego poza twym własnym przeobfitym kielichem. A inni będą cię mijać, mówiąc: „Ta osoba to zwykły zamiatacz ulic, a ja z jakiegoś powodu chcę koło niego przechodzić w drodze do pracy tylko po to, by się przywitać. Wydaje się, że dzięki temu mój dzień jest udany”.

A być może będziesz poproszony, by być zbawicielem świata. Tylko głos ego dostrzegłby różnicę między byciem zbawicielem świata a zamiataczem ulic.

Zatem nie staraj się dowiedzieć, co powinieneś robić w formie w tym świecie, ale poświęć się w pełni miłującemu oddaniu, po to by otrzymać to wszystko, co Bóg chce ci zesłać: Miłość tak wielką, że Umysł nie może nawet sobie wyobrazić stanu bez Miłości. I zaprawdę, twój kielich będzie przeobfity. 

Oto sedno wielu pytań pozornie ubranych w jedno.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 2.

 

Egotyczne nawyki (Droga serca, Lekcja 6, pytanie 3)

Pytanie: Jak odróżnić stare, egotyczne nawyki odczuwania od uczuć, których potrzeba doświadczyć w pełni?

Odpowiedź: Po pierwsze, najdroższy przyjacielu, czy istnieje między nimi jakaś różnica? Twoje doświadczenie zawsze przeżywasz z perspektywy teraźniejszości i w teraźniejszości. To bowiem, co się pojawia, nie należy do przeszłości; dzieje się to teraz. Czy to stary wzorzec z ego? Być może. Jeśli towarzyszy temu wrażenie zaciśnięcia, poczucie oporu, odczucie osądu siebie samego lub kogoś innego, to bądź pewien, że to, co się pojawiło, by chwilowo zawładnąć twoją uwagą, jest egotycznym wzorcem, ponieważ ego z samej jego definicji jest zaciśnięciem przed Miłością. Rezultatem tego jest utrata spokoju.

Spójrz więc na to i po prostu rozpoznaj…

Co pojawia się w tej chwili? Czy jestem chętny, by na to spojrzeć, poczuć to i to objąć?

Wtedy zaczynasz – wedle tego, jak my to postrzegamy i obserwujemy rozpoznawać…

Czy jestem chętny, by oddychać?

Oddech bowiem to Życie!

Poczuj więc, co tak naprawdę czujesz. Zaobserwuj, co jest naprawdę obecne w twym umyśle. W ten sposób wyciągasz dłonie i obejmujesz nimi to, co jest. Gdy to uczynisz, uznaj tę oto wspaniałą Prawdę:

Mogę wybrać ponownie. Zamiast tego mogę wybrać pokój.

Owo „to” nie tyle jest obrazem tego, co określiłbyś jako wspomnienie, odczucie lub coś, co się ma zadziać. „To” mówi o twym osądzie, twoim postrzeganiu tego, co się pojawia. Możesz wybrać pokój zamiast postrzegania, które okrada cię z pokoju. W tym miejscu masz nieskończoną i doskonałą moc, by dosłownie przemienić swoje życie!

Umiłowany przyjacielu, przeszłość nie istniała w żadnej chwili. Jeśli Umysł powoduje lub wywołuje obraz lub myśl, która wydaje się – w oparciu o twą własną decyzję – przypominać przeszłość, możesz być pewien, że to pojawia się w teraźniejszej chwili, a tylko tu wydarza się kreacja i doświadczenie. Zatem przeszłość może istnieć dla ciebie tylko wtedy, gdy odtworzysz ją w teraźniejszej chwili. Odtworzenie owo nie oznacza, że w umyśle nie może pojawić się obraz czy też myśl jako tak zwane wspomnienie, choć będzie to doświadczenie przeżywane w teraźniejszości. Mówimy tutaj o wytworzonym przez ciebie doświadczeniu, gdy ten sam obraz pojawił się w twym doświadczeniu w innych ramach czasowych. Twoje doświadczenie nigdy nie jest spowodowane tym, co pojawia się w polu twej świadomości. Twoje doświadczenie posłuchaj tego uważnie twoje doświadczenie to sposób, w jaki postanowiłeś zareagować w polu emocjonalnym i mentalnym na neutralne wydarzenie. Wszystkie wydarzenia są neutralne. To reakcja na nie wywołuje doświadczenie.

Gdy moje dłonie przeszywały gwoździe, to było całkowicie neutralne wydarzenie, chociaż tak przy okazji mówiąc wielu moich przyjaciół miotało się w zamęcie. To nie wydawało się być neutralne. Ale było neutralne dla mnie. Dlatego zrozum, umiłowany przyjacielu, że jakiekolwiek wydarzenie odsłoniło się w świecie twego doświadczenia, każde z nich było całkowicie neutralne, dopóki nie zareagowałeś na nie w wybrany przez siebie sposób, po to, by stworzyć doświadczenie w swym ciele emocjonalnym; po to, by stworzyć doświadczenie nauki dotyczące potencjałów w twej świadomości.

Przebaczenie, uzdrowienie, pokój i przebudzenie są równymi sobie potencjałami w twym umyśle. Są one równe, a nawet wspanialsze niż wszystko, czego doświadczyłeś do tej pory. Zatem zrozum, drogi przyjacielu: Nic nie zostało spowodowane przez cokolwiek czy kogokolwiek na zewnątrz ciebie. To, co się pojawia, jest zawsze teraźniejszym doświadczeniem. Obejmij to, spójrz na to, uznaj to za swoje, przyjmij to, poczuj to, oddychaj w tym, a następnie rozpoznaj, że jesteś wolny, by wybrać ponownie.

Oto prosta i wąska ścieżka prowadząca do Życia! A ty masz przyjaciela obecnie nie posiadającego ciała który nie chce niczego prócz tego, by być świadkiem twego prawdziwego Życia. I masz niezliczonych przyjaciół posiadających ciała, którzy podzielają to samo pragnienie.

Bądź zatem tym, czym jesteś! I żyj mocą ci podarowaną, wolnością, w której zawsze przebywasz, jako Miłość, którą jesteś!

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do tekstu Lekcji 6 Drogi serca.

Ciemna strona (Droga serca, Lekcja 6, pytanie 2)

Pytanie: Czy możesz powiedzieć coś o potrzebie lub braku potrzeby bezpośredniej pracy z ciemną stroną, zarówno na planie fizycznym, jak i astralnym?

Odpowiedź:

Jeszua: Tak, mogę. [przerwa]

A powiesz coś?

Jeszua: A to już inna kwestia.

Zaprawdę, umiłowany przyjacielu, wpierw spójrz uważnie i rozpoznaj owo miejsce w swym wnętrzu, z którego wyprowadzasz linię oddzielającą to, co jest światłością od tego, co jest ciemnością. Pamiętaj bowiem, że cierpienie rodzi się w rozdwojonym umyśle; umyśle, który widzi konflikt, podział, oddzielenie. Jeśli prawdą jest, że jedynie Miłość uzdrawia a ja cię zapewniam, że tak jest to czy możesz spojrzeć na to, co nazwałeś ciemnością, i odkryć tam światło, sam ową ciemność rozświetlając? Czy w królestwie doświadczenia, w królestwie Stworzenia takim, jakim ty je znasz istnieją ciemne moce? Tak, ale nie mam tu na myśli tego, że istnieje moc oddzielona od ciebie lub pozostająca poza zasięgiem Bożej Miłości, posiadająca moc, by kierować, wpływać lub kontrolować cię w jakikolwiek sposób. Ciemność… Gdy twa podróż dobiega kresu, widzisz, że ciemność to nic więcej jak część twego własnego istnienia, która została odrzucona i pozbawiona miłości. Gdy bowiem kochasz to, co postrzegasz jako ciemność, to odzyskujesz ją jako część siebie. A kochając, przemieniasz ją. I moc, którą jej dałeś, oddzielając się od niej, powraca do ciebie, czyli tam, gdzie ona naprawdę przebywa.

Czy istnieje różnica między tym, co można by określić mianem „ciemności”, czyli światem, w którym żyjesz, poruszasz się i funkcjonujesz pozornie jako ciało w czasie i przestrzeni a tym, co nazywasz „planem astralnym”? Nie. Wszystko istnieje dokładnie tu, gdzie jesteś ty. Przebywasz bowiem na tym planie w takim samym stopniu, w jakim w tej chwili siedzisz na podłodze. Świat astralny jest astralnym tylko dlatego, że wycofałeś z niego swoją świadomość i ograniczyłeś ją jedynie do wymiaru fizycznego. Zatem, gdy patrzysz z wnętrza ciała, wydaje się, że istnieje inny wymiar, który postanawiasz nazwać „astralem” i w którym rzeczy są ukryte przed twym wzrokiem. A one wcale nie są ukryte. One po prostu są dla ciebie niedostępne, jeśli posługujesz się fizycznymi oczami. Lecz gdy użyjesz swego wewnętrznego oka, nic nie będzie skryte.

Świat astralny i energie go zamieszkujące są zatem tylko i wyłącznie tym, co zamieszkuje twą własną świadomość, twój własny umysł. A w jaki sposób można pracować, czy radzić sobie z tymi ciemnymi mocami? Tu, gdzie jesteś w swym trójwymiarowym doświadczeniu jako ciałoumysł, masz po prostu patrzeć z miłością na swego brata lub siostrę i dotykać ich swoimi słowami, swym uśmiechem, koniuszkami palców, wypowiadanymi słowami, tak aby Miłość się szerzyła i dawane było przebaczenie. Sposób postępowania z licznymi mocami i istotami, które wydają się przebywać w niewidzialnych światach, nazywanych przez wielu astralem, jest dokładnie taki sam. To jest tym samym, ponieważ jedynie Miłość uzdrawia.

Przemyśl dobrze, co jest ci ofiarowane w tej odpowiedzi. Rozważ to głęboko. Biorąc pod uwagę punkt, w którym teraz jesteś w swym umyśle, w ciągu trzech kolejnych tygodni zaczniesz doświadczać pewnych całkiem ciekawych objawień. Poczujesz dosłownie, jak zmieniane jest „okablowanie” w twym umyśle, co spowoduje przeskok na zupełnie nowy poziom postrzegania, rozumienia i naturalnych zdolności. To bowiem, co wydaje się niewidzialne w światach astralnych, zaczniesz widzieć tak wyraźnie, jak widzisz swoją dłoń. Przyjemnych podróży!

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 3.

Kurs Cudów (Droga serca, Lekcja 6, pytanie 1)

Pytanie: Jak zintegrować pracę z oddechem oraz techniki, których uczę się w tym tygodniu, z twoimi lekcjami w Kursie Cudów?

Odpowiedź: Umiłowany przyjacielu, pytanie to pochodzi z umysłu, który postrzega, że te dwie rzeczy są od siebie oddzielone. Albowiem zintegrowane musi zostać jedynie to, co postrzega się jako oddzielne. Wiedz zatem, że Kurs Cudów jest pomocą naukową, służącą konkretnemu celowi czy też prowadzącą do konkretnej konkluzji. Tą konkluzją czy też celem jest przywrócenie pokoju. Pokój zaczyna być przywracany umysłowi, gdy ten przekonuje się, że istnieje pewien sposób postrzegania – pewien sposób ukierunkowania na doświadczenie – przynoszący większą korzyść niż to, co umysł znał wcześniej.

Kurs Cudów dano początkowo dwóm osobom, które z głębi swego jestestwa choć nie były one wtedy tego świadome poprosiły, by pokazano im jak postrzegać inaczej. Mądry nauczyciel wpierw uczy się języka ucznia. Tych dwoje zaś, którzy poprosili, reprezentowało poglądy, w których głównym mechanizmem doświadczania był poziom umysłu czy też intelektu. A zatem narzędzie nauczania musiało dotrzeć do nich w sposób, który byłby dla nich – jako uczniów – do przyjęcia.

Po drugie, jak oczywiście dobrze wiecie, podstawowe przesłanie, które chciałem przekazać za pośrednictwem tego narzędzia, będzie odpowiednie dla każdego, kto zostanie przyciągnięty do podjęcia się jego studiowania. Jednakże Kurs nie zamierza odpowiedzieć na wszystkie pytania, które zada nauczyciel Boży. Został on zaprojektowany jedynie po to, aby przywrócić umysłowi pokój i rozwinąć w nim chęć, by prosił o przewodnictwo tego, którego nazwałem Pocieszycielem, czy też Duchem Świętym, i by nie trzymał się już swoich własnych sposobów podejmowania decyzji. To zaś otwiera umysłowi drogę, aby był kierowany coraz głębiej ku temu, co jest wymagane, aby stał się ponownie pełnym ucieleśnieniem Miłości.

To, co określiłeś tu jako „pracę z oddechem”, jest po prostu kolejnym krokiem. Ci, którzy utrzymują, że Kurs Cudów sam w sobie jest kompletnym narzędziem nauczania, mają słuszność, o ile rozumieją, że został on dany ludziom głęboko osadzonym w procesach intelektualnych, oraz że ma on konkretny i niezależny cel. Nie mają natomiast słuszności ci, którzy zapewniają, że Kurs Cudów jest kompletnym narzędziem nauczania, jeżeli oznacza to według nich, że nie ma już nic więcej do odkrycia, nic więcej do pogłębienia i że nie mogą oni już stać się niczym więcej. Postrzegaj więc Kurs jako narzędzie nauczania o konkretnym celu, dane w sposób będący do przyjęcia dla tych, którzy nauczyli się przebywać przede wszystkim na poziomie umysłu zajętego konceptualizacją.

Odpowiadam na twoje pytanie w ten sposób, ponieważ ciało samo w sobie nie jest na zewnątrz Umysłu. Ono wyłania się z wnętrza Umysłu. A zatem możesz spojrzeć na nie oraz na to, co się w nim wydarza, i być świadkiem skutków myśli, które pojawiają się lub pojawiały się w Umyśle w przeszłości, a nie zostały dotąd naprawione lub zmienione. Umysł sięga daleko. Umysł jest wszystkim, zgodnie z językiem, jakiego używa owo narzędzie nauczania. Słowo „Umysł” zawsze powinno się pisać z wielkiej litery. Umysł obejmuje również uczucie. Umysł obejmuje samo ciało. Albowiem gdyby Umysł wpierw nie zdecydował się na daną myśl, dane wyobrażenie, to świat fizyczny nie mógłby nawet zaistnieć.

A zatem gdy postanawiasz pozwolić sobie na oddychanie, rozpoznaj, że to właśnie dzięki mocy decyzji, czyli mocy Umysłu do dokonania wyboru, wytwarzasz efekt przyzwolenia aspektowi Umysłu zwanemu ciałem na przyjęcie oświecenia. Integracja Kursu Cudów z tym, co nazywasz „pracą z oddechem”, i z tym, o czym wcześniej mówiliśmy jako drodze czucia, a co przez cały ten rok nazywamy Drogą serca, wymaga jedynie nieustającej drobnej chęci, by porzucać wszystkie ograniczone postrzeżenia na temat tego, czym jest Życie, czym jest przebudzenie, czym jest Miłość i uzdrowienie, tak by Duch Święty mógł poprowadzić cię ku Prawdzie wszystkich rzeczy.

Zaprawdę bowiem, umiłowany przyjacielu, zrozum dobrze, że to, czym podzieliliśmy się tu wcześniej, faktycznie odnosi się do ciebie. A mianowicie: gdy z głębi swej istoty w pełni oddałeś się przebudzeniu z każdego śladu oddzielenia od Boga, gdy prawdziwie oddajesz się nie szukaniu Miłości, ale gdy gotowy jesteś, by wyszukać wszystkie wytworzone w twym wnętrzu przeszkody, stojące na drodze świadomości obecności Miłości, zaprawdę wtedy to, ku czemu zaczniesz czuć pociąg – to, co będziesz wybierać jako doświadczenia, które do siebie przywołasz te rzeczy będą odpowiedzią na twoją modlitwę. Albowiem tak jak mój Kurs Cudów przybył do twego życia jako o czym dobrze wiesz rezultat twojej tęsknoty za pogłębieniem twej relacji z Bogiem, tak samo i odbyłeś podróż na tę drobną plamkę kurzu na środku ogromnej wody [na warsztat z Jayemem na Maui lub Bali – przyp.tłum.] po to, by oddychać!

Jest to pewien rodzaj szerzenia, za którym stoi przewodnictwo Pocieszyciela, Ducha Świętego. Zatem integracja jest prosta. Nie decyduj sam o sobie, lecz oddaj decyzję Duchowi Świętemu. A potem weź to, ku czemu On cię poprowadził, i włącz to do swego życia. I zaufaj, trwaj w wierze, że wszystkie te rzeczy mają cel. Proś jedynie, by każdy aspekt, każdy najdrobniejszy zakamarek twego Umysłu stał się tak oświecony, tak uzdrowiony, by nawet tam, gdzie wydaje się, że jest ciało, przebywał jedynie Chrystus.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 2.

Droga serca – Lekcja 6

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

Zaprawdę, witajcie umiłowani i święci przyjaciele. Zaprawdę, witajcie umiłowani i święci przyjaciele. Jeśli rozumiecie znaczenie tego powitania, jeśli pojmujecie głębię każdego użytego w nim słowa, to już posiadacie całą wiedzę, jaka istnieje. I jesteście dobrze przygotowani, by na zawsze szerzyć Miłość Boga.

„Zaprawdę” oznacza po prostu, że nie ma żadnej innej opcji. „Witajcie” wskazuje na pozdrowienia skierowane do tego, którego Ojciec stworzył przed wszystkimi rzeczami, i dlatego ja kłaniam się przed waszym blaskiem. Witam cię, „umiłowane” i święte Dziecię Boga! Zaprawdę, jesteś umiłowany przez Boga. Zaprawdę, jesteś umiłowany przez każdą cząstkę w waszym fizycznym wszechświecie. Zaprawdę, jesteś umiłowany przez waszą Świętą i drogocenną Matkę – Ziemię. Zaprawdę, miłowany jesteś przez wszystko, co możesz sobie wyobrazić, że kiedykolwiek istniało, czy kiedykolwiek mogłoby istnieć, a co szerzy się z Serca i Umysłu Boga. To oczywiste, że ty jesteś owym umiłowanym. I powtórzmy, nie ma żadnej innej opcji.

Jesteś „Święty”, ponieważ jesteś pełnią. Nie dlatego, że zapracowałeś sobie na świętość, lecz dlatego, że jest ona Prawdą, z której szerzysz się w nieskończoność, ponieważ jesteś stworzony na podobieństwo Boga; ponieważ wyłaniasz się z Umysłu Boga. Za każdym razem, gdy odkładasz na bok pokusę, by śnić bezużyteczny sen i kroczysz po tej Ziemi jako Chrystus, jesteś samą świętością.

„Umiłowany i święty przyjacielu”. Przyjaciel to nie ktoś mniejszy ode mnie. Przyjacielem jest ten, kto kroczy w doskonałej równości z największymi z mistrzów, jakich mógłbyś sobie wyobrazić. Przyjacielem jest ten, kto dokonuje wyboru, by patrzeć na drugą istotę i widzieć w niej tylko Oblicze Chrystusa. Każdy w tym pokoju, a zaprawdę i każdy, kto będzie słuchał tych słów, już na mnie spojrzał i ujrzał w sobie Oblicze Chrystusa. I ja również spoglądam na ciebie i nazywam cię „przyjacielem”.

Albowiem gdy na ciebie spoglądam, nie widzę tych chwilowych snów, które – jak ci się wydaje – trwają od tak dawna. Widzę jedynie blask tego, co Ojciec dał z Miłości. Widzę jedynie to, co nie ma ani początku, ani końca. I widzę jedynie to, co nie zna ani narodzin, ani śmierci. Widzę jedynie to, co nie ma żadnych ograniczeń. Widzę jedynie to, co jest Światłem szerzącym się na wszystkie wymiary i wszystkie wszechświaty.

Widzę jedynie mego brata i mą siostrę. I nie widzę ani śladu nierówności między nami. Jednak, oczywiście, rozpoznaję, że w twym śnie wydaje ci się, że trochę cię wyprzedziłem. I czasami w twym sercu pojawia się tęsknota, by za mną podążać. Jeśli tylko zechcesz baczyć na tę tęsknotę, jeśli w każdej chwili będzie ona twą główną tęsknotą, wówczas twe własne pragnienie przyprowadzi cię w pełni tam, gdzie ja jestem. I będziesz się śmiał, gdy odkryjesz, że nie przemieściłeś się ani o centymetr – że tam, gdzie ja jestem, ty również jesteś, a jesteś w wieczności, nie w czasie; jesteś w miejscu twych narodzin, czyli w Umyśle Boga. Tylko to jest prawdą i jest to prawdą na zawsze. Jest to jedyna rzeczywistość, jaka autentycznie należy do ciebie. Dlatego też, zaprawdę, nazywam cię przyjacielem. Albowiem widzę dobrze, że jesteś taki jak ja. Dlatego też, zaprawdę, witam was, umiłowani i święci przyjaciele.

Na tym możemy się zatrzymać. Nie ma nic innego do powiedzenia. Jednak umysł pędzi, czyż nie? Pędzi z tej waszej rzeczywistości, którą właśnie opisałem. Umysł pędzi z tego źródła, niczym promień ze słońca. Jednak w rzeczywistości, nigdy nie opuszcza swego Źródła. Ta sama moc, która wydaje się rozpraszać cię chwilową myślą o lęku, jest tą samą mocą, dzięki której przebudzisz się, odpowiadając na własne wezwanie.

W rzeczywistości jest w tobie miejsce, które już zna ów dzień i godzinę. Ty już wiesz, kiedy zdecydujesz się wprowadzić w życie ową decyzję, aby być przebudzonym w Bogu, aby być jedynie obecnością Miłości. Miłość wszystko obejmuje, na wszystko przyzwala, wszystkiemu ufa i dlatego też wszystko przekracza.Miłość nigdy nie jest zaborcza. Miłość nigdy się nie lęka. Miłość jest po prostu Miłością. Miłość nie może nigdy nikogo wyróżniać swym światłem. Albowiem wyjątkowość to zaciśnięcie się w sobie; to próba skłonienia Miłości, by jaśniała tylko na jeden obiekt, na jedną osobę, tylko na jedną istotę, tylko w ramach jednego wszechświata.

Dlatego też kiedykolwiek rozpoznajesz, że wyróżniasz kogoś lub coś, i mówisz: „W nich jest większa wartość”, to możesz być pewien, że wówczas w ogóle nie kochasz, lecz się lękasz. A jeśli ten ktoś odszedłby od ciebie, jak byś się wówczas czuł? Lecz gdy kochasz, gdy trwasz w Miłości, tak jak ryba w morzu, wówczas wszystkie istoty mogą się pojawiać i odchodzić, a ty będziesz je błogosławił w ich podróży. I będziesz pamiętał, że mieszkasz tam, gdzie umieścił cię Bóg. A Bóg umieścił cię w Swym Sercu. Kiedy zaś postanowisz być jedynie obecnością Miłości, wówczas nawet sen o stracie zniknie z twej świadomości niczym leśna mgła ustępująca wschodzącemu słońcu.

Zaprawdę, umiłowani przyjaciele, Miłość czeka na twe zaproszenie. Jednak zaproszenie Miłości to nie czekanie aż zostanie ci przyniesiona przez kogoś innego, nawet przeze mnie. Zaproszenie Miłości to nie usilna próba stworzenia środowiska, w którym, jak wierzysz, spełniane są twe upodobania. Zaproszenie Miłości nie może się wiązać lub łączyć z jakąkolwiek przejawioną rzeczą, czymkolwiek, co zostało zrodzone w czasie. Miłość można zaprosić jedynie tam, gdzie ona naprawdę mieszka. A Miłość mieszka w tobie jako Rdzeń i Źródło samego twego istnienia.

A zatem jeśli chcesz poznać Miłość, poznaj Siebie. Obejmij Prawdę o miłości, a Prawda cię wyzwoli. Wówczas zaprawdę, Miłość będzie płynąć przez ciebie. I tak jak wielkie światło słońca żywi tę umiłowaną Ziemię, tak Miłość płynąca przez ciebie nie będzie niczym powstrzymywana. Nie napotka żadnej przeszkody. Będziesz spoglądał na wszystkich, którzy staną przed tobą i będziesz wiedział, że zostali oni przysłani do ciebie przez Ojca. Duch Święty pokierował ich do ciebie, ponieważ poprzez ciebie Miłość może być dana w sposób, który zaczyna dotykać miejsca ich przebudzenia. Oto dlaczego jesteś jedynie sługą Miłości. Oto wszystko, czym jest Życie!

Kiedy postanowisz się poddać i zrezygnować z tej gry, zrezygnować z tego snu polegającego na próbach opierania się Prawdzie, która jest Prawdą o tobie na zawsze, staniesz się zwyczajnym kanałem, zwyczajnym przekaźnikiem. Nie będziesz już więcej poszukiwaczem, albowiem podejmiesz decyzję, że już odnalazłeś. Kiedy już zrezygnujesz z ostatnich pozostałości niepoczytalnej możliwości uciekania przed Prawdą, kiedy już z tego zrezygnujesz, Miłość popłynie przez ciebie. Ale zauważ, że jeśli płynie przez ciebie, musi wpierw płynąć do ciebie. Dlatego też zawsze staraj się przyjmować po to, aby dawać. Albowiem cóż takiego możesz dać drugiej osobie, jeśli jeszcze nie dałeś tego sobie?

Jak wielu z was uczono, by próbować kochać, by próbować robić „słuszne” rzeczy, „dobre” rzeczy? Cokolwiek by to miało znaczyć… Jednak ile razy wchodziliście do swej tajemnej izdebki i mówiliście: „Jestem niegodny”? A potem zastanawiacie się, dlaczego wasze próby połączenia się w Miłości z innymi nigdy nie wydają się dawać wam poczucia spełnienia, nigdy nie wydają się sycić, nigdy nie wydają się wywoływać takiej radości, jakiej oczekiwaliście. Albowiem zaprawdę, posłuchaj tego uważnie: twoim zadaniem – jeśli tak to chcesz nazwać – nie jest szukanie i odnajdywanie Miłości. Masz jedynie zwrócić się do wnętrza i odkryć każdą przeszkodę, jaką postawiłeś przed świadomością jej obecności i ofiarować tę przeszkodę łasce Ducha Świętego, która doskonale rozwiewa wszystkie sny w nicość.

Mówiłem wam wiele razy, że największym darem, jaki możecie dać, to w pełni rozpoznać, że każda próba, jaką podejmowałeś, by opierać się byciu obecnością Chrystusa, żałośnie cię zawiodła. Niezależnie od tego, jak wiele razy próbowałeś przekonać siebie, że jesteś niegodny, wszechświat zawsze jednak znajduje sposób, by cię kochać. Niezależnie od tego, jak wiele razy próbowałeś zamknąć się w przestrzeni i objętości ciała, to nigdy się nie udawało. W momencie śmierci przypominałeś sobie i stawałeś w obliczu blasku swej nieograniczoności. Dlatego też największym z darów, jaki możesz dać drugiemu, jest bycie tym, kto unieważnił potrzebę trzymania się niepoczytalności lęku.

Nieustraszoność jest główną cechą mistrzostwa. Mistrzostwo nie jest posiadaniem wielkiej mocy sprawczej. Jest jedynie rozpoznaniem, że to, co jest prawdziwe, jest zawsze prawdziwe i nie ma żadnego innego wyboru. Wolna wola nie oznacza, że masz prawo wierzyć, iż może ci się udać bycie innym niż stworzył cię Bóg. Posiadanie wolnej woli nie oznacza, że możesz postanowić nie przyjmować jedynego programu nauczania, jaki Życie ofiarowuje ci w każdej chwili. Oznacza ono jedynie, że masz prawo odkładać jego przyjęcie o jeszcze jeden dzień. A za każdym razem, gdy to robisz, pozostajesz w swoim śnie o cierpieniu.

Lecz gdy decydujesz się przyjąć jedyny program nauczania, jaki ma znaczenie, gdy decydujesz się użyć mocy wolnej woli, by stwierdzić:

Teraz, od tej chwili, nie będę już tolerował w sobie błędu.
Żadnych więcej gier, żadnych snów. Jestem oddany byciu jedynie obecnością Miłości, albowiem to jest Prawda o mnie. Opinie innych, którzy jeszcze opierają się tej decyzji, nie mają żadnego znaczenia.

….wówczas zaprawdę, wszystko w Niebie i na Ziemi rusza, by cię wesprzeć, by prowadzić cię do właściwej osoby, właściwego miejsca, właściwej książki, właściwego wschodu słońca, właściwej łąki, po to, by pomóc ci w zrzucaniu kajdan, jakimi są przeszkody dla świadomości obecności Miłości, przeszkody, które stworzyłeś jako bożka i substytut Miłości. Dlatego też, gdy naprawdę modlisz się z głębi swej duszy: „Ojcze, przyprowadź mnie do domu”, możesz być pewien, że od tej chwili dobrze jest ufać każdej małej rzeczy, która się wydarza. Albowiem choć tego nie widzisz, ci, których zwiesz aniołami – przyjaciele, którzy po prostu nie mają ciał – spieszą tu i tam, ponieważ wydałeś polecenie:

Tak, akceptuję waszą obecność w moim życiu. Niech wszystko się zmieni. Teraz każda chwila jest oddana uzdrawianiu i budzeniu się z iluzorycznego poczucia oddzielenia od Boga, jakie kiedyś omyłkowo wytworzyłem.

Miłość! Na ile sposobów jej szukałeś? Jesteś w stanie to policzyć? Czy odważyłbyś się policzyć każde ziarnko piasku na plażach waszej planety? Albowiem możesz być pewien, że każda dusza próbowała już odszukać Miłość na tak wiele sposobów – jeśli nie więcej. Szukałeś jej już w milionach form, w których wiedziałeś, że jej nie znajdziesz. A wszystko dlatego, że chciałeś utrwalić niepoczytalną próbę oddzielenia się od Boga. A jest to tak samo daremne, jak próba oddzielenia się od słońca przez jeden z jego promieni.

Zaprawdę, umiłowani przyjaciele, jest tylko jedno pytanie, na które musicie udzielić odpowiedzi:

Co wybieram w tej właśnie chwili?

Czemu oddałem panowanie nad swoim życiem? Jakiemu postrzeganiu, jakiej myśli, jakiemu uczuciu (skoro uczucie płynie po prostu z myśli lub postrzegania, jakie wybrałeś)Jakie zachowanie, jakie działanie wybieram w tej chwili i czy wyraża ono rzeczywistość mego istnienia? Czy jestem zajęty szerzeniem Miłości, czy też jestem zajęty lękliwymi próbami rzucania się na to, co – jak myślę – może mi dać Miłość w taki sposób, bym jej nie stracił?

Przyjrzyj się więc swym rodzicom, rodzeństwu, partnerom, przyjaciołom. Ani jeden z nich, ani jeden nie ma mocy, by dać ci Miłość. Tak więc co próbujesz od nich uzyskać? Dlaczego zawsze upierasz się, że inni powinni dostosować się do tego, czego – jak ci się wydaje – potrzebujesz? Daremne jest, stuprocentowo, całkowicie, absolutnie daremne jest szukanie Miłości w związku z czymkolwiek lub kimkolwiek.

Jednakże całkowicie stosowne jest szerzenie Miłości w każdym związku – z kimkolwiek lub czymkolwiek. Jednak szerzenie tej Miłości wymaga, abyś przebudził się do Prawdy świadomości, że jedyny związek, jaki ma prawdziwą wartość, to związek między tobą jako duszą a Bogiem Ojcem jako twym Stwórcą.

Wyobraź sobie żarówkę w jednej z twych lamp, spoglądającą okiem swych włókien żarowych i mówiącą:

„Mam nadzieję, że osoba, która właśnie weszła do pokoju jest odpowiednią osobą. Gdybym tylko mogła sięgnąć i ją złapać, może wtedy włączyłoby się moje światło”.

Czy nie jest o wiele prościej wziąć przewód i podłączyć go do właściwego gniazdka? Ile razy zamierzasz próbować podłączać się do niewłaściwego gniazdka?

„Cóż, to nie zadziałało. Spróbuję z tym ciałem. Spróbuję z tą osobą. Spróbuję z tą karierą. No cóż, z tego również nie udaje się wiele wycisnąć. No, trochę się udało”.

I wówczas zaczynasz się złościć, ponieważ nie otrzymujesz tyle, ile byś chciał, albo jeszcze wczoraj dostawałeś wystarczająco, ale nie dzisiaj, więc to musi być wina tego drugiego.

Jest jedno malutkie gniazdko, do którego możesz podłączyć swój przewód. Jest to jedyne gniazdko, do którego ten przewód pasuje i jedyne gniazdko, które może doprowadzić do ciebie strumienie Żywych Wód Łaski. Gniazdko to znajduje się w twym Sercu. Nie w sercu fizycznym, lecz w tym, co fizyczne serce symbolizuje: w rdzeniu twej własnej istoty.

Jednak ile razy w ciągu dnia sprawdzasz, czy przewód jest nadal podłączony? Ile razy pamiętasz, by zadać sobie pytanie:

Czy jestem oddany Miłości, czy jestem oddany lękowi?

Lęk jest odłączeniem przewodu od jedynego źródła zasilania, które może cię prawdziwie zaspokoić oraz usilnym staraniem, aby podłączyć się do kogoś lub czegoś innego. Ja zaś poproszę cię, żebyś – gdy spoglądasz na całość swego doświadczenia – rozważył następujące pytanie: Czy to kiedykolwiek zadziałało? Czy to może kiedykolwiek zadziałać?

Wyobraź sobie, że poprzez zaciśnięcie palców starasz się zatrzymać w dłoni bieżącą wodę. Jak wiele wody ci zostanie? Czyż nie przecieka ci ona przez palce, niezależnie od tego jak bardzo je zaciskasz? Znajduje sobie szczeliny i wycieka. Otwierasz dłoń, a wody nie starcza nawet na to, by zmoczyć język. A właśnie w ten sposób postępujesz za każdym razem, gdy spoglądasz na kogoś innego – czy to na rodzica, czy na rodzeństwo, czy też na przyjaciela lub partnera, czy na nauczyciela lub kogokolwiek innego – innymi słowy, gdy spoglądasz na jakikolwiek fizyczny obiekt i starasz się podłączyć do owego gniazdka, by zasilić się czymś, czego – jak wierzysz – potrzebujesz. I dosłownie kończy się to tak, że z tego związku wyciskasz wszystkie soki życiowe.

Lecz zaprawdę, jeśli będziesz się starał wpierw o Królestwo i podłączysz ten przewód do gniazdka wewnątrz swego serca, jeśli będzie pamiętał, że ty i Ojciec Jedno jesteście, że tylko Miłość jest rzeczywista i nic innego się nie liczy; wówczas rozpoznasz, że to, co – jak ci się wydaje – zarzuca cię litanią „ale…ale…ale…ale”, jest niczym więcej, jak echem starego nawyku. A nawyk ten nie jest w stanie przetrwać, o ile go nie karmisz.

Dlatego też karm jedyny nawyk, jaki ma znaczenie: nawyk pamiętania, że Prawda jest zawsze prawdziwa, niezależnie od tego, co pojawia się przed twymi fizycznymi oczami, a zatem i w twym umyśle. We wszystkich przyjściach i odejściach, we wszystkich narodzinach i śmierciach, w każdym pojawianiu się i przemijaniu wszechświata za wszechświatem, wszechświata za wszechświatem, w momencie, gdy łapiesz gumę czy zaskakuje cię nagła ulewa, nic a nic nie ma jakiejkolwiek wartości, za wyjątkiem twego związku z twym Stwórcą.

Gdy w relacji z kimkolwiek lub czymkolwiek doświadczyłeś chwili błogości, chwili pokoju, który na zawsze przekracza wszelkie zrozumienie, chwili spełnienia tak słodkiego i tak wzniosłego, że żadne słowo nie mogłoby tego dotknąć, a co dopiero wyrazić, wówczas to, czego doświadczyłeś, jest jedynie przepływem Miłości Boga poprzez ciebie. Ta osoba lub rzecz nie były tego powodem. Powodem było to, że na jedną chwilę wyszedłeś ze swego dramatu, wyszedłeś ze swego snu i pozwoliłeś sobie przeżywać Prawdę.

Następnie oczywiście oszukałeś sam siebie:

„Boże, to było takie urocze! To najlepsza rzecz, jakiej kiedykolwiek zakosztowałem. To na pewno pochodziło od tej osoby. Chodź tutaj! Potrzebuję cię!”

Jeśli kiedykolwiek wierzysz, że potrzebujesz czegokolwiek lub kogokolwiek, bądź pewien, że w tym momencie żyjesz złudzeniem.

Potrzebujesz jedynie Miłości. Miłość zaspokaja wszystko. Miłość wszystko obejmuje. Miłość wszystko uzdrawia. Miłość wszystko przemienia. Dlatego też zapamiętaj dobrze – ty i tylko ty możesz stać się przyczyną swego spełnienia, swego spokoju i dopełnienia dla ciebie czasu. To zaś wymaga, abyś nie robił niczego prócz pamiętania, by ustanowić połączenie ze swym Stwórcą.

Czyż nie jest prawdą, że najbardziej ze wszystkiego pragniesz Miłości? Czyż nie jest prawdą, iż starasz się lub przynajmniej żywisz nadzieję, że każdy związek – nieważne jak krótkotrwały, nieważne w jakiej formie – że każda podróż, każde przedsięwzięcie pozwoli ci doświadczyć pokoju? Czyż nie jest prawdą – mówię do ciebie, który znajdujesz się w tym ciele i przez krótką chwilę w czasie kroczysz jako to ciało – czyż nie jest prawdą, że najwspanialsze z doświadczeń, jakie miałeś, to te, które wydawały się wręcz zalewać komórki ciała Miłością, wzniosłą błogością i pokojem?

Przyjmij tę oto Prawdę, że ponad wszystko inne pragniesz żywego doświadczenia Miłości. A następnie pamiętaj, że nic, co robisz, nie może przynieść ci Miłości. Nic z tego, co robisz, nie może sprawić, że zatrzymasz przy sobie Miłość w formie, jaką wybrałeś. Nic, co robisz – nic, co robisz– nie może sprawić, by Miłość pojawiła się w formie, przy jakiej się upierasz.

Lecz gdy uwalniasz się od dramatu, gdy uwalniasz się od snu, gdy postanawiasz pamiętać Prawdę, która jest zawsze prawdziwa, gdy przed zaczerpnięciem każdego oddechu wracasz do Królestwa w sobie, gdy przypominasz to sobie i mówisz swemu Stwórcy:

Chcę tylko tego, co jest zawsze prawdziwe. Miłość jest tym, czego chcę. A Ty jesteś Miłością. Przyjmuję Miłość. Jestem Miłością. Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy.

… tutaj – i jedynie tutaj – odkrywasz to, czego szukasz.

I wówczas możesz kroczyć po tej Ziemi, będąc w tym świecie, ale nie z niego. I choć twoi przyjaciele będą na ciebie spoglądali i nadal widzieli kobietę lub mężczyznę, który wydaje się postępować bardzo podobnie do nich, to choć nie widzą tego, to jednak przebywa z nimi Chrystus. Coś w nich sprawia, że lgną do ciebie. Nie wiedzą, co to jest. Czy to kształt ciała? Czy to blask w oczach? Nie, nie chodzi o to. Oni odczuwają jakość Miłości.

Czy potrafisz sobie wyobrazić, że kroczysz po tej Ziemi, po tej właśnie planecie, na której się znajdujesz, i niezależnie od tego, gdzie jesteś, czujesz jak gdyby każde pasmo chmur, każde źdźbło trawy i wszystkie dobre rzeczy pod Niebem i na Ziemi już przebywały z tobą, w zasięgu twego wzroku? Czy potrafisz sobie wyobrazić, że kroczysz po tej Ziemi i czujesz, że jaśniejące nocą światło najdalszych gwiazd już jest w tobie, że całe Stworzenie spoczywa w twych dłoniach? Czy znalazłbyś wówczas jeszcze przestrzeń, by przekonać siebie, że czegoś ci brakuje, że czegoś potrzebujesz, że twoje odczucie zaniepokojenia jest uzasadnione?

W rzeczywistości jesteś jak ktoś, komu został dany doskonały skarb, bezcenny klejnot, i kto włożył go do kieszeni i zapomniał, że go ma. Tak więc biegałeś dokoła, próbując zaglądać innym w kieszenie. Starałeś się uwieść niektórych z nich, próbując skłonić ich do poddania, po to, by posiąść ich ubranie i w ten sposób wejść w posiadanie klejnotu, który masz nadzieję znaleźć w ich kieszeni. Jednak wspaniałą Prawdą jest to, że nie możesz posiadać Miłości, dopóki jej nie uwolnisz. Nie możesz wejść w święty związek z kimkolwiek lub czymkolwiek, dopóki nie zrezygnujesz z najmniejszej potrzeby posiadania go.

Kiedy twym jedynym pragnieniem będzie Miłość, wówczas będziesz gotowy uwolnić każdego, gotowy wspierać innych w ich własnej podróży, niezależnie od tego, czym ta podróż jest i z czym się wiąże. Jednak twoja Miłość nigdy nie będzie się wahała. A jeśli pojawi się ukłucie smutku związane z tym, że widzisz, iż dwa ciała w przestrzeni zamierzają się rozejść i przenieść na dwa różne krańce tej planety, gdy to ukłucie się pojawi, rozpoznasz, że jest ono skutkiem błędnego postrzegania. I wejdziesz w głąb siebie do miejsca, w którym wszystkie umysły są połączone. I przypomnisz sobie, że twe spełnienie nie ma swego źródła w pozyskiwaniu Miłości od kogoś innego, lecz w dawaniu Miłości każdemu.

Zaprawdę, jeśli chcesz poznać Prawdę, która cię wyzwoli, zważaj na każde słowo, jakim się z wami dzielę. Jeśli chcesz zakosztować słodkiego nektaru doskonałej wolności, zobowiąż się do zastąpienia każdego błędnego postrzegania, jakie kiedykolwiek wytworzyłeś i każdej błędnej myśli, jaką kiedykolwiek żywiłeś na temat wszystkich i wszystkiego. Odłóż te rzeczy na bok i skup całą swą energię na prostej, lecz czujnej praktyce pamiętania Prawdy – praktyce, która powinna poprzedzać każdy twój oddech:

Żyję! – jednak nie ja, lecz Chrystus żyje we mnie. Dlatego też podporządkowuję się i poddaję tej Prawdzie, która jest zawsze prawdziwa. Albowiem moje spełnienie wypływa jedynie z pozwolenia, aby Chrystus został dany światu.

Widzisz, że Prawda jest bardzo prosta. Nie jest niczym skomplikowanym. Zejdź z drogi i pozwól Miłości żyć przez ciebie. I nagle poznasz, że rzeczywiście dane ci są na wieczność same dobre rzeczy. Poznasz, że Łaska jest rzeczywistością. Poznasz, że droga Życia w Królestwie jest łatwa i nie wymaga wysiłku. Lecz łatwość, czy też brak wysiłku nie oznacza braku odczuwania, albowiem przebywasz w wymiarze uczuć. Brak wysiłku nie oznacza, że nie odkrywasz i nie pogłębiasz swej zdolności bycia żywym wcieleniem Miłości. Nie oznacza, że nie stawiasz sobie wyzwań, by nauczyć się wyrażać Miłość w sposób, jaki będzie zrozumiały dla innych. Brak wysiłku oznacza po prostu, że porzucasz opór przed tym, czego Miłość wymaga w danej chwili.

Droga Królestwa jest łatwa i nie wymaga wysiłku. W świecie łatwość będzie oznaczała, że pozwalasz, by runął mur, jaki wzniosłeś pomiędzy sobą a całym Stworzeniem. Nie opierasz się dłużej przeżywanemu doświadczeniu związku, czymkolwiek by on nie był – czy jest to związek z chmurą, czy z inną osobą, związek z psem czy kotem, związek z – jak ty to nazywasz? – tym kwietniowym dniem corocznego rozliczenia się z fiskusem. Dlaczego by nie wysłać PITa w bożonarodzeniowym opakowaniu z kokardą i życzeniami Miłości?

Kiedy uczysz się uwalniać od barier i likwidować mury stojące pomiędzy tobą i wszystkim innym, kiedy otwierasz bramy do tego, co wielu nazywa czakrami i po prostu pozwalasz Miłości, by żyła poprzez ciebie, kiedy spoglądasz na inną osobę, na inną sytuację, na inną rzecz i uświadamiasz sobie, że nic w tym świecie nie ma mocy, by cię skrzywdzić ani by ci cokolwiek odebrać – kiedy pamiętasz, by szerzyć Miłość – wówczas jesteś wolny! Przekroczyłeś narodziny i śmierć. Nie ma dłużej poszukującego, a po Ziemi kroczy jedynie Chrystus. A jeśli zaprawdę oddałeś się temu, by spojrzeć do wnętrza, by odkryć każdą przeszkodę, jaką wzniosłeś przed świadomością obecności Miłości, to dlaczego opierasz się odczuwaniu tych rzeczy? Przecież zostało ci wyraźnie powiedziane, że po drugiej stronie znajduje się dokładnie ta Miłość, której szukasz.

Nie odmawiaj uczuciom roli, jaką pełnią w tym wymiarze, albowiem czucie jest wszystkim! Nie możesz poznać obecności Boga, dopóki jej nie poczujesz. Nie możesz myśleć o obecności Boga. Nie możesz obstawać przy przekonaniu na temat obecności Boga. To ci nic nie da, to nie ugasi twego pragnienia. Czucie natomiast gasi twe pragnienie. Czucie – niepohamowane, odblokowane, niczym nieprzesłaniane czucie – jest bramą do tej Miłości, która cię wyzwala!

Dlatego też, gdy mówisz: „Nie chcę tego czuć”, bądź pewien, że tak naprawdę mówisz:

„Tak, tak… Brama do Królestwa Niebieskiego jest dokładnie przede mną, ale jeśli myślisz, że zamierzam ją otworzyć, to zwariowałeś! Tak czy inaczej, to nie jest tego warte. Warto natomiast ochraniać substytut Nieba, jaki wytworzyłem”.

Nadałem temu substytutowi nazwę ego, fałszywe ja, które kiedyś opisałem wam jako komara krzyczącego na wszechświat:

„Tak! Właśnie temu jestem oddany. Zamierzam tę rzecz ochraniać. Zrezygnować z Nieba, by ochraniać tę bezużyteczną małą rzecz? O tak! Możesz mi wierzyć, że jestem gotowy się poświęcić! A zresztą, czymże jest Niebo? Kupą miłosnych historyjek. Gromadą ludzi biegających wokół w stanie błogości, niektórzy z nich bez ciał, pałętający się w nieograniczoności, niebojący się niczego, osadzeni w całkowitym spełnieniu. Kto potrzebuje czegoś takiego? Natomiast ten mały komar, ten mój mały komar… Och, niech on zabłyśnie!”

Jest sporo mądrości w przyglądaniu się waszym śmiesznym powiedzonkom, piosenkom i tego typu rzeczom. Ile już razy próbowałeś sprawić, by ten mały komar błyszczał?

„Hej, ludzie, zauważcie jak on błyszczy. Proszę, zauważcie, jaki jestem wielki. Sprawiam, że mój komar błyszczy. Słuchajcie mego skomlenia i narzekania, mego – przepraszam za wyrażenie – psioczenia, lamentowania, wielkiego smutku. Och! Jakże wielki jest mój komar!”

W międzyczasie Miłość Boga płynie przez mnogość wszechświatów i wiecznie tworzy nowe wszechświaty. I Miłość Boga nawet nie zauważa tego komara. Nikt na niego nie zwraca uwagi. Twoi przyjaciele nie chcą zwracać na to uwagi, choć czasami dopadasz ich i nie mają wyboru. Ale co do tych z nas, którzy są bez ciał – czy rzeczywiście myślisz, że tracimy naszą cenną wieczność na to, by brać na poważnie wasze próby sprawienia, by komar błyszczał? Zaprawdę, ponieważ kochamy was, dajemy wam przestrzeń i szanujemy waszą wolną wolę bycia tak małymi i nieszczęśliwymi, jak tylko chcecie. I będziemy czekali, dopóki nie dokonacie wyboru, by ponownie wstąpić w wielkość, w której prawdziwie przebywacie. Nigdy nie wycofujemy naszej Miłości do was. Po prostu patrzymy na wskroś waszej historii, ponieważ chcemy kochać Chrystusa, który w was mieszka.

Którego dnia, o której godzinie zdecydujesz się kochać siebie tak, jak wpierw umiłował cię Ojciec? Kiedy naprawdę – naprawdę – i raz na zawsze zdecydujesz, by żyć? Albowiem dopóki nie zdecydujesz Umysłem Chrystusa, dla Umysłu Chrystusa i Umysłu Chrystusa, życie się nawet jeszcze nie zaczęło!

„O, mój Boże. To chyba trochę zbyt mocno powiedziane? Jeszua, spójrz na wszystkie doświadczenia, które miałem. Jak możesz mi mówić, że nie żyłem? Zobacz, tam był ten dramat, później ten, a następnie tam był jeszcze inny. Nie pamiętasz jak siedemnaście wcieleń temu zrobiłem to, a później tamto? Zmagałem się z tamtym, a teraz zmagam się z tym. Żyłem i żyję”.

Nie, śniłeś i śnisz.

Pamiętasz, jak budzisz się rano i uświadamiasz sobie, że całą noc śniło ci się, że otrzymujesz od świata medale, trofea i co tam tylko chcesz? Następnie mówisz:

Ten sen był bardzo realistyczny. Te trofea na pewno leżą na stole w kuchni.

Gdy już się budzisz na dobre, siadasz, zsuwasz nogi na ziemię i mówisz:

Ach! Trzeba się z tego otrząsnąć. To mi się tylko śniło.

Gdy śniłeś, czułeś, że jest to bardzo realne. Oto właściwość, o której mówię.

Jeśli chcesz to uznać za zniewagę, to oczywiście możesz. Nie zakłóci to w ogóle mego spokoju. Dopiero gdy w pełni zdecydujesz się ożyć jako obecność Chrystusa, jako obecność Miłości i wziąć odpowiedzialność za każdą chwilę swego doświadczenia, uznając, że to ty je tworzysz, robisz tak tylko z jednego powodu – bo to ty wybierasz to doświadczenie w doskonałej i nieskończonej wolności twego Nieograniczonego Istnienia… Gdy więc będziesz spoglądał na wszystko bez osądu, oczami przebaczenia, gdy zdecydujesz się ucieleśniać jedynie rzeczywistość Miłości, niezależnie od tego, co robią inni, właśnie wtedy zacznie się Życie!

Jak dotąd – licząc według waszego kalendarza – jedynie garstka istot prawdziwie przeżyła Życie w tym wymiarze, bardzo niewielka garstka. Wielu z nas byłoby po prostu zachwyconych, gdybyś zechciał dołączyć do tego klubu! I zdradzę ci mały sekret: dopóki tego nie uczynisz, nie ukończysz szkoły. Nigdy nie opuścisz tego wymiaru, który wydaje się być wypełniony konfliktem i cierpieniem, dopóki nie będziesz żył, chodząc po tej Ziemi jako myśl Miłości wyrażonej w formie, pozostając lojalny i posłuszny tylko Miłości. Nigdy nie opuścisz tego wymiaru. Nigdy nie weźmiesz swego krzyża i nie podążysz za mną. Będziesz się kręcił w kółko, raz za razem, raz za razem, tylko po to, by znów stanąć przed tą samą potrzebą wybrania jedynie Miłości.

Ostatecznie wzniesiesz oczy do Nieba i powiesz:

Ojcze, zabierzmy się w końcu za to. Dość już czasu zostało zmarnowane. To już przeminęło. I dobrze. To nie ma znaczenia. [klaszcze w dłonie] Teraz! Jestem oddany Miłości. Sprowadź wszystko, czego muszę doświadczyć, by z głębi – z miejsc, w których to w sobie ukryłem – wydobyć każdą przeszkodę, która jeszcze musi zostać rozpuszczona Światłem Łaski Doskonałej Miłości. A ja uczynię wszystko, co będę mógł, po mojej stronie płotu, by otworzyć te miejsca, by je poczuć, by je objąć, by je kochać, by uznać, że ja jestem ich jedynym twórcą.

Przestanę obwiniać moich rodziców. Przestanę obwiniać moje rodzeństwo. Przestanę obwiniać mojego pra, pra, pra, pra, pra, pradziadka. Przestanę obwiniać Adama i Ewę. Przestanę obwiniać rząd. I będę kochał siebie dostatecznie mocno, by uzdrowić me oddzielenie od Boga.

Będę na tyle pokorny, by rozpoznać, że skoro oddałem się uzdrawianiu, to jeśli czegoś doświadczam, to zaprawdę oznacza, drogi Ojcze, że Ty przyniosłeś mi same dobre rzeczy. Albowiem ten moment doświadczenia może być widziany oczami, które rozpoznają, że jest on tylko chwilą przejścia do Doskonałego Pokoju, którego szukam.

Moje życie nie jest dłużej moim, albowiem nie wiem, jak naprawić ów jeden fundamentalny błąd. Ale mogę poddać się odczuwaniu każdej chwili w pełni, jednocześnie wybierając Miłość. I Miłość rozpuści ból, jaki w sobie nosiłem w związku z moimi próbami oddzielenia się od Źródła mego istnienia.

Odkładam na spoczynek tego mojego małego komara. Albowiem jedyna rzecz, która błyszczy, to Chrystus.

Albowiem Chrystus, Syn Boga, potomstwo Boga, jest jedynym Bożym stworzeniem. Reszta jest przypisana tobie. Nawet przestrzeń i czas są twoje. Jedynym stworzeniem twego Stwórcy jesteś ty, Prawda o tobie. Albowiem jesteś Miłością, a Bóg tworzy tylko na Swoje podobieństwo. Bóg zaś jest jedynie Miłością.

Wielu z was jest przekonanych, że jesteście na duchowej ścieżce. Dowiecie się, czy jest to prawdą, jeśli będziecie chętni, by odczuwać i doświadczać w pełni dokładnie tego, co jest przed wami, z chwili na chwilę. Zatem jeśli jesteś z kimś skonfliktowany i siadasz w fotelu, i decydujesz, by zająć się tym, co nazywacie modlitwą lub medytacją po to, by zmienić w sobie ten stan uczuć, i gdy wstajesz po chwili, mówiąc: „Dobra, czuję się już o wiele lepiej”, ale problem z tym kimś nie został rozwiązany, wówczas nic się nie zmieniło. Idź więc do tej osoby. Otwórz swe serce, porozmawiaj z nią i rozwiąż problem. Jeśli kogoś obraziłeś, poproś go o wybaczenie. Jeśli osądziłeś go, przyznaj się do tego. Idź i poproś o wybaczenie. Tylko w taki sposób można naprawdę uzdrowić w sobie miejsce konfliktu.

Umiłowani przyjaciele, istota przesłania tej godziny jest bardzo prosta:

Gdzie jesteś teraz? Czy jesteś gotowy pozwolić sobie widzieć wszystko wokół ciebie i w sobie jako bramę do Królestwa Niebieskiego, czekającą tylko na to, byś uznał jej obecność i ją otworzył? Czy jesteś gotowy naprawdę być dokładnie tam, gdzie jesteś – w pełni być tam, gdzie jesteś? A umysł mówi: „Ależ oczywiście. Jestem na duchowej ścieżce”.

Bądź pewien jednego: Jeśli dobrze przyjrzysz się swym uczuciom i znajdziesz jakiś ślad oporu, to jeszcze nie podjąłeś koniecznego zobowiązania, które daje ci moc otwarcia tej bramy.

Przesłaniem tej godziny jest czucie. Albowiem tylko gdy czujesz, naprawdę się budzisz. Koncepcje i idee mogą zacząć kierować umysł ku temu, by uwierzył, że istnieje coś atrakcyjnego i być może lepszego niż to, co robiłeś do tej pory. Jednak koncepcje i idee same w sobie nie otwierają bramy. Są one symbolami i to wszystko. Symbol zaś nie jest w stanie ugasić twego pragnienia. Tylko na poziomie prawdziwego odczuwania możesz ponownie poznać obecność Boga, który przebywa w tobie, wokół ciebie, przez ciebie – nawet w tej chwili.

Poczuj to, co stworzyłeś jako substytut Prawdy. Przyznaj się do tego, spójrz na to, a następnie uwolnij to. Naucz się, że niezależnie od wyboru, jakiego dokonałeś w przeszłości, gdy już go przyjąłeś, gdy już go poczułeś, pozostajesz doskonale niewinny i wypełniony mocą, by wybrać jeszcze raz, by poczuć, by ponownie nauczyć się odczuwać cudowne ciepło, które przenika Królestwo Niebieskie.

Nic, co czynisz w czasie, nie może równać się ważnością z tym, czym dzielimy się w tej godzinie. Nic, co robisz w polu czasu, w najmniejszym stopniu nie dorównuje temu niewiarygodnemu darowi, jaki na ciebie czeka. Dlatego też, zaprawdę, używaj czasu w sposób konstruktywny i postanów kochać, tak aby Miłość mogła cię nauczać sama z Siebie. Zaprawdę, umiłowani i święci przyjaciele, kiedy to uczynicie, zostaniecie przeobrażeni (ang. oryginał: „translated” – dosłownie: przetłumaczeni – przyp. tłum.) w formę, która nigdy nie mogłaby zostać zawarta w przestrzeni i objętości fizycznego ciała.

I będziecie spoglądali na cały ten wymiar jak na zwyczajne tymczasowe narzędzie do nauki. I odłożycie go na bok, tak jak dziecko odkłada na bok zabawkę, z której wyrosło. Jednak uczynicie to z głęboką wdzięcznością i miłością dla zabawki, którą tak długo się bawiliście. I będziecie nosili w sobie głębokie poczucie wdzięczności za wszystko, co ten fizyczny wymiar wam przyniósł. Nie pozostanie w tobie ani jedna cząstka istnienia, która by odczuwała jakąkolwiek niechęć, tęsknotę, gniew, czy wyrzuty sumienia z jakiegokolwiek powodu. W pełni zaakceptujesz całe swoje doświadczenie. Albowiem właśnie to doświadczenie doprowadziło cię do pragnienia tylko Prawdy.

A zatem od tej pory nigdy już nie będziesz w stanie prawdziwie przekonać samego siebie, że wszystkie twe próby rozpraszania się czy dostosowywania do świata cokolwiek ci dają. Odkryjesz, że twój umysł zaczyna przenikać nieświadome nawyki, jakie stworzyłeś, próbując ukryć się przed tym, co jeszcze musi zostać odczute. I będziesz doskonale wiedział, kiedy po prostu okłamujesz sam siebie. Uśmiechniesz się wówczas i powiesz:

Och tak. Znów zaczynam. No cóż, mogę z tego zrezygnować. Postawię stopy mocno na ziemi i, zaiste, będę żył pełen pasji dla Prawdy Królestwa Niebieskiego!

A zatem, umiłowani przyjaciele, zostańcie teraz w pokoju. Powiedzieliśmy, że w tym roku na Drodze Serca zaprawdę będziemy mówili do was jeszcze bardziej stanowczo i jeszcze bardziej bezpośrednio. Albowiem nadchodzi szybko czas, gdy ta planeta nie będzie chciała tolerować jej niechlujnych gości, którzy nie chcą wibrować w takiej częstotliwości bycia, do której sama planeta przygotowuje swe przejście. Dlatego też nie daj się zaskoczyć przychodząc do domu pewnego dnia i odkrywając, że gospodarz zmienił zamki i nie masz gdzie złożyć głowy. Stań się raczej żywym ucieleśnieniem Miłości i podróżuj z twą Świętą Matką ku całkowicie nowemu wymiarowi istnienia. I nigdy nie zapominaj śpiewać, śmiać się, tańczyć i bawić przez całą drogę!

Bądźcie więc w pokoju, umiłowani i święci przyjaciele.

Pokój niech będzie z wami.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


A oto pytania słuchaczy oraz odpowiedzi, jakich udzielił na nie Jeszua tuż po nagraniu Lekcji 6 Drogi serca w 1995 r. :

Mistrzostwo komunikacji

Teraz zaczynamy.

Poprosiłeś, bym w tej godzinie przebywał i połączył się ponownie z tobą jako twój brat, twój przyjaciel i – być może – jako ten, kogo nadal postrzega się jako kogoś, kto nieco wyprzedził innych. Ja ci jednak powiadam, że nasze umysły są zawsze połączone, nasze serca biją jako jedno, a nasze życie jest życiem Miłości szerzonej z Umysłu Boga, będącej rozszerzeniem samego Stworzenia, Syn zaś jest Jeden zawsze i na wieki. A jednak może się wydawać, że w ramach Stworzenia wyprzedziłem cię odrobinę, ponieważ wierzysz, że nadal się ociągasz, doznając ostatniego posmaku owych cieni, z których dawno już wyrosłeś.

A jednak razem spiskujemy, lub też – oddychamy (gra słów czytelna tylko w języku angielskim, ang.: conspiracy – spisek; łac: con spiro – oddychać razem, przyp.tłum.), by do każdego cienia i każdego złudzenia sprowadzić światło. Oddychamy razem, by przywołać doskonałą pamięć Boga. Bóg zaś jest jedynie Miłością. Jeśli więc mamy oddychać razem, jeśli mamy objąć Stworzenie i pozwolić, by za naszym pośrednictwem zaszła Jego przemiana, tak by wszystko powróciło do światła Bożej Miłości, to konieczne jest, by spojrzeć na to, co owo Stworzenie czyni.

Gdzie jestem w tej właśnie chwili?

Czy zamieszkujesz świat, w którym wypowiadanie słów nie jest konieczne? Czy przebywasz w wymiarze, gdzie nie jest konieczne dążenie do komunikacji pomiędzy jednym umysłem a drugim? Czy żyjesz w świecie, w którym jasne jest, że nie ma podziału między umysłami? Oczywiście, że nie. Zatem jeśli chcesz oddychać ze mną, jeśli prawdziwie pragniesz sprowadzić tu Miłość Boga i przemienić cienie, złudzenia, i przeszkody dla świadomości obecności Miłości, to zrozum, że prosi się ciebie o przyjęcie odpowiedzialności za to, co postanawiasz komunikować oraz jak.

Komunikacja to proste pojęcie. Oznacza ona po prostu stworzenie doświadczenia, w którym dwa umysły jednoczą się w taki sposób, że jedna idea, jedna wibracja przenika oba umysły i jest przez nie w równym stopniu ceniona. Każdy z was miał doświadczenie autentycznej komunikacji. Bowiem gdy udaje się nawiązać komunikację, przekracza się umysł, serce się otwiera, a na poziomie Duszy, w głębi Umysłu dochodzi do takiego połączenia, które wykracza daleko poza to, co można wyrazić słowami lub co owe słowa mogłyby symbolizować. Zatem cel komunikacji jest zawsze taki sam – połączyć dwa umysły na takim poziomie głębi zjednoczenia, że wykraczają one poza oddzielenie i przypominają sobie Miłość Boga jako jedyną rzeczywistość. Komunikacja oznacza ustanowienie duchowej łączności (ang. communion – dosłownie: „komunia” – przyp. tłumacza).

Powiedziałem wam już wcześniej, że istnieją cztery klucze do królestwa: Pragnienie, Intencja, Przyzwolenie, Poddanie. Zatem to, czego pragniecie, jest niezmiernie ważne, gdyż poprzez to pragnienie zaczniecie poruszać Stworzenie, przesuwać energię umysłu w konkretnym kierunku, a ten będzie miał pewien określony aromat, pewną określoną wibrację. Jeśli twym pragnieniem jest oddychać wraz ze mną, pozwól, by owo pragnienie było twoim jednym celem.

Ojcze, jak mogę dziś rozdawać mój skarb? Jest nim dar połączenia z Tobą, który podarowałeś mi przed założeniem wszystkich światów. Pragnę, by moi bracia i siostry przebudzili się, przypominając sobie o tym połączeniu, które żyje w ich sercach i umysłach. Niech moje życie w tym świecie – póki ono trwa – będzie oddane jedynie szerzeniu tego, co Dobre, Święte i Piękne.

I jeśli takie jest twoje pragnienie – jak by to powiedzieć: wyryj je w kamieniu za pomocą swej intencji. Intencja jest po prostu wyraźną decyzją w umyśle, by pełnia twej istoty była całkowicie oddana spełnieniu twego pragnienia. W królestwie intencji pojawia się jedno proste pytanie:

Jak w tej właśnie chwili mogę zakomunikować głębię zamierzonego przeze mnie pragnienia, by błogosławić świat Miłością Boga?

Zawsze będziesz komunikował to, czego najbardziej pragniesz i to, co zamierzasz komunikować. Nigdy się w tym nie mylisz i nie możesz tu popełnić żadnego błędu. Dlatego też kiedykolwiek komunikacja wydaje się niejasna, możesz być pewien, że miałeś niejasną intencję i pragnienie, a być może nawet zaprzeczyłeś pragnieniu połączenia się w pełnym miłości związku z drugą istotą, czyli zaprzeczyłeś obecności Chrystusa, który błogosławi świat. Właśnie dlatego, jeśli naprawdę chcesz się po mistrzowsku komunikować, wpierw musisz starać się o Królestwo, a wszystko inne zostanie ci dodane.

Co to oznacza? Ścieżka przebudzenia wymaga dyscypliny – i wiem dobrze, że wielu z was myśli o dyscyplinie jako o ciężkim brzemieniu. Ona tym nie jest. Oddzielenie jest ciężkim brzemieniem. Być zdyscyplinowanym oznacza być „wiernym uczniem” (ang. ”disciple” – wierny uczeń, apostoł; gra słowna z angielskim słowem „discipline”, czyli dyscyplina – przyp.tłumacza). Czyim wiernym uczniem? Miłości. Bycie zdyscyplinowanym oznacza, że rozpoznajesz, iż Miłość jest największym dobrem, że Mądrość jest największą mocą, że Jedność jest najwspanialszą prawdą, że jesteś taki, jakim stworzył cię Bóg. Dlaczego więc miałbyś chcieć tracić choćby chwilę, próbując być czymś, czym nie jesteś?

Dyscyplina oznacza więc odwrócenie się od złudzenia, od pokusy porzucenia swego Chrystusostwa, i wzięcie pełnej odpowiedzialności.

Będę uczniem prawdy i nim wezmę oddech, spocznę u jej ołtarza. W swym wnętrzu będę rozwijał umiejętność oddawania każdej mej decyzji Pocieszycielowi, Duchowi Świętemu. Zdyscyplinuję swój umysł. Nauczę się być panem powierzonego mi królestwa – a królestwo to jest po prostu twym własnym umysłem, twoim polem świadomości… A więc pole mego królestwa przeznaczę na rozwijanie tego, co przynosi owoc obfity; owoc, który zaofiaruję memu Stwórcy.

Jakie byłoby twoje życie, jeśli przed pojawieniem się jakiejkolwiek myśli pamiętałbyś o swoim najważniejszym pragnieniu, a zatem pamiętał o celu twego wcielenia? Jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś był tak całkowicie zdyscyplinowany w swym umyśle, że twoje słowa odzwierciedlałyby jedynie miłujące myśli? I gdybyś tak bardzo pamiętał o swoim Stwórcy, że w obliczu jakiejkolwiek sytuacji, zanim cokolwiek wypowiesz lub uczynisz, pytałbyś w zaciszu swego wnętrza: Ojcze, co chciałbyś, bym uczynił, by miłość mogła być szerzona i dawana?

Komunikacja zatem wymaga zdyscyplinowania, a dyscyplina opiera się na płynącej z oddania intencji oraz sprecyzowaniu twego najgłębszego pragnienia. Zawsze doświadczasz dokładnie tego, czego pragniesz.

Niejasna komunikacja? Spójrz do swego wnętrza. Czy jest tam lęk przed prawdziwą bliskością? Czy masz w sobie niechęć, by przebaczyć? Lub jakąś blokadę w ciele emocjonalnym?

Damy ci teraz prostą modlitwę, której możesz używać każdego dnia, aż stanie się ona dla ciebie czymś całkowicie naturalnym. Gdy wstajesz rano, zanim wymówisz choć słowo, zanim podejmiesz się jakiejkolwiek czynności, udaj się do swego serca. Na ołtarzu Serca złóż wszystko, czego nauczyłeś się do tej pory, i przypomnij sobie, że nie potrzebujesz czynić niczego, przypomnij sobie, że nie wiesz niczego, następnie zaś zapytaj:

Ojcze, w tym dniu postrzegam siebie w tym świecie. Co chcesz, abym tego dnia komunikował poprzez moje czyny, słowa i myśli?

Potem spocznij w ciszy i zobacz, co pokazuje się na ekranie twojej świadomości. Zaufaj tej modlitwie. Naucz się używać jej często, póki nie stanie się dla ciebie czymś całkowicie naturalnym, tak że w każdej chwili, w każdym czasie, będzie ona niczym gleba, z której wyrasta każda chwila.

Ojcze, co chciałbyś, bym zakomunikował w tym dniu, w tej chwili?

Istotą prawdziwej komunikacji jest pamiętanie o tym, że przynależysz jedynie do Boga. Istota komunikacji popłynie bez wysiłku, gdy będziesz widział drugą osobę jako należącą jedynie do Boga – nie do ego, nie do złudzeń, nie do ciebie ani nikogo innego. Oni również należą do Boga, a zatem twój Stwórca pragnie komunikowania się poprzez ciebie jedynie z tym, co należy do Niego. I nic nie ma większej wartości niż komunikowanie tego, co uzdrawia, co ogarnia i obejmuje, co przebacza i kocha. Albowiem zapewniam cię, że sam natychmiast otrzymujesz to, co komunikujesz drugiej osobie.

Oto samo sedno. Jeśli chcesz Boga, jeśli chcesz oddychać tym samym oddechem, co twój Stwórca, to stań się tak samolubny w swym umyśle, żeby komunikować jedynie swe miłujące myśli i jedynie błogosławić świat. W ten bowiem sposób będziesz błogosławiony, i gdy będziesz dawał Chrystusa, będziesz też Go pamiętał, aż do takiego momentu, gdy nie będzie On już znikał z twej świadomości. Wtedy zaś, zaprawdę, będziesz wolny.

Komunikacja wymaga więc, by w każdej chwili ktoś w danym związku brał odpowiedzialność za pamiętanie o tym, że żadna ze stron niczego nie wie. Często widzimy, że w twoich związkach jedno z was chciałoby przyjąć tę odpowiedzialność, ale jest całkiem pewne, że drugie tego nie chce, więc czuje potrzebę, by się bronić i przyjmuje świadomość ego – i tak oto znowu zaczynasz się kręcić niczym wasza planeta, pędząc donikąd. Celem komunikacji jest nauczać jedynie miłości. Zatem nie czekaj na nikogo. Nie czekaj aż twój partner lub przyjaciel zechce osiągnąć ten punkt wraz z tobą. Weź odpowiedzialność za zrobienie tego dla siebie samego, byś mógł bez ograniczeń oferować to drugiej osobie. Zapewniam cię, że jeśli będziesz miał jej za złe, że ona nie osiągnęła tego punktu wraz z tobą, oznacza to, że nie dałeś tego bez ograniczeń. Stań się więc na tyle samolubny, by nie zadowalać się komunikowaniem niczego mniejszego niż to, co twój Stwórca chciałby szerzyć za twoim pośrednictwem, a czyniąc tak, otrzymasz to dla siebie samego.

Komunikacja jest życiem. Komunikacja jest związkiem. Nie ma ona nic wspólnego z zestawieniem ciał w czasoprzestrzeni, ponieważ nie jesteś tym. Komunikacja jest związkiem. Związek zaś jest środkiem twego zbawienia.

Zatem, jeśli mogę sparafrazować tu zdanie z twej Biblii: Raduj się, gdycię prześladują lub atakują i pamiętaj, że w tej samej chwili masz moc, by nauczać jedynie Miłości, by pamiętać o swoim pragnieniu pozostania stałym w swojej intencji, dzięki czemu możesz otrzymać dar bycia tym, który błogosławi świat. To brzmi całkiem sensownie, prawda?

Ach, no tak! Co takiego chcę komunikować? Cóż takiego najbardziej pragnę gruntownie się nauczyć? Tego, że jedynie Miłość jest prawdziwa. Chcę tego dla siebie, tak głęboko, tak przemożnie, że nic prócz obecności Boga nie może wkroczyć w pole świadomości, które nazywam sobą.

Czy może to być dla ciebie tak ważne, że nie będzie cię obchodzić, czego chce ktokolwiek inny na całym świecie? Staniesz się tak samolubny, że będziesz widział, iż każda chwila w czasie jest niezwykłą okazją, by pamiętać o Prawdzie poprzez Jej szerzenie; by pamiętać, że nie możesz sobie zrobić wolnego. Skoro każda myśl tworzy jakieś doświadczenie, królestwo czy też świat, wypełniając tym twą świadomość, to cóż takiego chciałbyś przyjąć do pola swej świadomości? Ból i cierpienie, czy radość, wolność, pokój i obecność Chrystusa?

Gdy jako człowiek chodziłem po twojej planecie, miałem potrzebę nauczenia się dokładnie tego, co dziś chcę ci przekazać. I jeśli w tych paru słowach, których użyłem do tej pory, poczułeś jakiekolwiek dotknięcie mocy, jest tak tylko dlatego, że podtrzymywałem w sobie klarowność mego pragnienia i określiłem wyraźnie swoją intencję. I jako człowiek posłużyłem się czasem, a od chwili opuszczenia twej planety również komunikacją z każdym umysłem, który otworzył na mnie swe serce, by udoskonalić czystość jednego pragnienia: nauczania jedynie Miłości.

Zatem moc twej komunikacji płynie z głębi twego oddania, dyscypliny i chęci, by nauczyć się jak używać dostępnych ci narzędzi: czy to długopisu i kartki papieru, rysunku lub obrazu, przytulenia czy uścisku dłoni, uśmiechu lub pocałunku w policzek. Każdego gestu, każdego dostępnego w twoim świecie narzędzia możesz użyć po to, nauczać jedynie miłości; by odkryć, co to znaczy położyć swą dłoń na ramieniu przyjaciela po uprzednim połączeniu się z Bogiem i zapytaniu:

Ojcze, co chciałbyś, bym zakomunikował? Jak ta dłoń może posłużyć jako naczynie czy też środek, który szerzy błogosławieństwo Pocieszyciela?

Nauczyć się jak mówić pełnymi zdaniami. Nauczyć się jak brać daną myśl i uporać się z czymkolwiek potrzebujesz się uporać, dopóki nie sprecyzuje się to dla ciebie w najodpowiedniejszych słowach, jakie możesz znaleźć. Czy zadbasz o siebie na tyle, by udoskonalić i opanować formy, poprzez które możesz się komunikować, gdy przebywasz w tym świecie? I czy możesz kiedykolwiek zakończyć ten proces? Oczywiście, że nie, ponieważ doskonałość jest nieograniczona. Stworzenie po prostu szerzy siebie samo coraz bardziej i bardziej, i bardziej, i bardziej, odsłaniając to, co Dobre, Święte i Piękne. A wy wszyscy wiecie, jak to jest siedzieć i słuchać kogoś, kto dopiero uczy się grać na skrzypcach. Wiecie również jak to jest słuchać mistrza. To, czego dokonał mistrz, potrafi dotknąć twego serca na głębszym poziomie, z większą wyrazistością, niczym miecz, który przecina zasłonę i odsłania ukryte dary.

Czy jesteś chętny oddać swój umysł Temu, którego komunikacja jest tak czysta, tak krystalicznie czysta, że gdy będziesz komunikował drugiej osobie Miłość, to ona od razu to pojmie? Pojmie to na tak głębokim poziomie, że cierpienia wielu wcieleń rozpuszczą się w jednej chwili, a ona – przez samo spojrzenie w twe oczy – przypomni sobie Boga. Tak właśnie wygląda oddanie każdego, kto w swej świadomości zrodził Chrystusa.

Tak, komunikacja jest bardzo ważna. To bowiem, co komunikujesz i jak postanawiasz to czynić, mówi światu o tym, czego najbardziej pragniesz i jaka jest twoja najgłębsza intencja dla siebie samego. Zatem każdym słowem, każdym gestem, poprzez każdą aktywność, w której decydujesz się uczestniczyć, głosisz światu swoje przesłanie – mówisz światu, jaki jest twój osąd Boga. To całkiem oczywiste.

Stań się zatem bardzo, bardzo samolubny. Odnajdź w sobie swoją chwałę. Pragnij komunikować temu światu obecność Boga. Obejmij każdą chwilę w czasie, byś mógł użyć jej w sposób konstruktywny i zasmakować doskonałej wolności kroczenia po tym świecie jako wcielony Chrystus – i nigdy nie gódź się na coś mniejszego.

W procesie opanowywania komunikacji istnieje nadzwyczaj ważny i poważny element: niewinna zabawa. Niewinna zabawa!

Cóż, podjąłem decyzję, by komunikować światu świadomość Chrystusa. Czuję, że wiele lat spędziłem na czymś wręcz przeciwnym, ale przeszłość już minęła. Dzięki Bogu za to. Zaś dziś wybieram na nowo. Jak komunikować świadomość Chrystusa w tej chwili?Ach, zapytam o to Pocieszyciela. Zrezygnuję z własnego myślenia i po prostu zapytam, jak w tej chwili w najlepszy sposób komunikować świadomość Chrystusa.

Jeśli chcesz naprawdę dobrze się bawić, powiedz osobie, z którą rozmawiasz: Wiesz, zdecydowałem, by w tej chwili komunikować świadomość Chrystusem. Więc po prostu weź głęboki oddech i daj mi trochę czasu, ponieważ robiąc to teraz, sam się tego uczę.”

Zapewniam cię, że jeśli każdą rozmowę zaczynałbyś w ten sposób, to natychmiast rozbroiłbyś swego rozmówcę i poprosiłbyś go, by ci zaofiarował przestrzeń niewinności. To sprawi, że będzie to łatwiejsze i dla niego, i dla ciebie. Potem zakomunikuj mu cokolwiek chcesz, a następnie zapytaj:

„No i jak mi poszło? Czułeś to? Naprawdę cię kocham. Taka jest moja intencja. Czy udało mi się to przekazać?”

Innymi słowy, do swej komunikacji przynieś niewinną wesołość. Ujrzyj siebie jako dziecko, które idzie ścieżką ku przypomnieniu sobie swego mistrzostwa. Baw się dobrze na swojej planecie. Porzuć powagę. Porzuć przesłony, osobowości i ego, w których według nauk świata masz wyglądać jakbyś już był ekspertem. Jak brzmi ta wasza reklama? „Nigdy nie pozwól im zobaczyć jak się pocisz”. A może właśnie pozwól im zobaczyć jak się pocisz:

Słuchaj, ja po prostu próbuję ucieleśnić Chrystusa. Tylko temu jestem oddany. Kocham cię. Jesteś niewinny. A teraz po prostu weź głęboki oddech, daj mi chwilkę i zobaczymy, jak mi idzie.

Potem ich dotknij i ucałuj. Następnie zaś, jeśli potrzeba słów, przemów. Jeśli potrzeba podzielić się odczuciem, podziel się nim, będąc świadomym swej doskonałej niewinności oraz tego, że jesteś studentem Uniwersytetu Bożej Świadomości. Do waszej wzajemnej komunikacji wkrada się tak dużo powagi. A powaga jest przeciwieństwem Królestwa.

Na koniec tej krótkiej komunikacji powiemy tak: zawsze zaczynaj od uznania swej jedności, swego zjednoczenia z tym, z kim chcesz się komunikować – czy to z osobą, rośliną czy minerałem. Gdy idziesz podlać kwiat, zacznij od uznania swej jedności. Ujrzyj więc świętość danej chwili i oddaj ją Pocieszycielowi, bo tylko On może użyć jej tak, by przyniosła owoc obfity. Owszem, wiem, że na waszej planecie nadal jest parę umysłów, które od pokoju wolą wojnę, od rezonansu – dysonans. Jakie to ma znaczenie? Jeśli będziesz czekał, aż inny umysł zapragnie tego, czego pragniesz ty, to nigdy nie zdobędziesz tego, czego pragniesz. Zatem bądź tym, czego najbardziej pragniesz, a jesteś Chrystusem, jesteś Światłem rozświetlającym ten świat, jesteś polem Miłości, które przyciąga innych po to, by uwolnili swoje złudzenia, swoje cierpienia, by porzucili całą powagę i wszelkie próby bronienia swej racji. Stajesz się polem, które przyciąga do siebie poszukującego Rzeczywistości, ponieważ sam ją wpierw dla siebie przyjąłeś.

Wielu z tych, którzy usłyszą te słowa, wie, że powiedziałem, iż nauczyciel Boży ma jedną odpowiedzialność: przyjąć pojednanie dla siebie samego lub siebie samej. Czy prawdziwie przyjąłeś pojednanie, jeśli nie chcesz opanować form, za pomocą których się komunikujesz? Albowiem przyjęcie pojednania otwiera umysł, a wówczas uświadamiasz sobie, że twój brat lub siostra jest tobą, a ty możesz mieć jedynie to, co sam rozdasz. Dlatego komunikacja jest święta. Dlatego zawsze nauczano: Obserwuj myśli w swym umyśle i pomyśl zanim coś powiesz. Bowiem każde wypowiedziane słowo jest niczym kamyk wrzucony do stawu. Wytwarza on zmarszczki na powierzchni wody, a wibracja ta natychmiast do ciebie powraca. Myśl tylko miłujące myśli. Przemawiaj jedynie w mądrości Chrystusa. Oddawaj cześć i szacunek temu, z kim rozmawiasz, i pytaj jedynie:

Ojcze, co chciałbyś, bym komunikował?

W ten sposób kamyki, które wrzucasz do stawu ludzkiej świadomości, stają się niczym lśniące w świetle Bożej Miłości diamenty, promieniujące na wszystkie strony Światłem, przynoszące radość, obfitość i dostatek tym, którzy ujrzą twą obecność.

Stań się Miłością, której szukasz. Opanuj po mistrzowsku komunikowanie się. Nastanie bowiem dzień, gdy ciało, czas i przestrzeń już dłużej nie będą ci potrzebne jako narzędzia do nauki lub uczenia się, a jednak komunikacja będzie trwała dalej nieprzerwanie, zgodnie z poziomem twego mistrzostwa. Mistrzostwo to poniesie cię tam, gdzie jestem ja, do miejsca, w którym oddzielenie nie jest możliwe, do miejsca, w którym – przez proste przekierowanie uwagi – stajesz się jednym z duszą kogokolwiek, o kim pomyślisz.W mgnieniu oka będziesz podróżował poprzez różnorodne wymiary i wszędzie, dokąd się udasz, obecne będzie Światło, a ty dotkniesz najdalszych zakątków Stworzenia, które – tak przy okazji mówiąc – trwa nadal i się szerzy, ty zaś będziesz mu błogosławił Miłością Boga i poznasz taką rozkosz i nieograniczoność, że będziesz się zastanawiał, dlaczego kiedykolwiek wzdragałeś się przed przyjęciem odpowiedzialności za komunikację. I będziesz dziękował Bogu za to, że stałeś się tak samolubny, że rzeczywiście zapragnąłeś nauczać jedynie Miłości.

To na ten moment będzie wszystko na temat komunikacji. Bądź pewien, że jeśli będziesz medytował nad każdym dobranym tu słowem – powoli, świadomie, z uwagą i niewinnością – to sama wibracja zakomunikowana w tym krótkim przesłaniu już dokona wiele, by wywołać korektę wibracji w głębi twego umysłu. Dzięki temu twoja własna komunikacja zacznie się polepszać w sposób iście magiczny, bezwysiłkowy; popłynie ona z większej głębi, będąc przez to dużo bardziej satysfakcjonująca w twym sercu.

Nauczyciel Boży jest mistrzem komunikacji. Komunikacja jest mostem, który prowadzi cię do domu, do twego brata i siostry. A w doskonałości komunikacji, przypomniane i przywrócone zostaje Królestwo.

To powiedziawszy, błogosławię was – wszystkich tych, którzy usłyszą te oto słowa: po mistrzowsku opanuj swoją komunikację. Dobrze wiem, że jeszcze większe dzieła możecie uczynić niż te, których jak dokonałem i nadal dokonuję. Ja jestem tylko początkującym w Umyśle mego Ojca.

Myślicie, że to wystarczy?

Carol, co chciałabyś zakomunikować w tej chwili?

– Kocham cię.

Teraz daj sobie chwilę, udaj się do umysłu i po prostu zapytaj: Ojcze, co chcesz, bym zakomunikowała w tej chwili?i gdy będziesz gotowa, powtórz to raz jeszcze.

– Kocham.

Zapytam teraz pozostałych: czy poczuliście różnicę?Większa głębia, większa przestrzeń, większa moc? Większe połączenie. Czułaś to?

– Tak.

Zaiste. Może ta krótka modlitwa naprawdę działa. Czy zauważyłaś, jak zmieniłeś formę z „kocham cię” na: „kocham”?

– Tak.

Tak się stało. Oto prawda o tym, kim jesteś. Dziękuję za zaofiarowanie doskonałego przykładu dla tych, którzy będą czytać to wszystko.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

 

 

Droga serca – Lekcja 5

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

Witajcie, umiłowani przyjaciele. Przybywamy w tym czasie, aby dalej pokazywać wam ową ścieżkę, która tworzy strukturę, czy też – jeśli wolisz – wytycza szlak, dzięki któremu możesz nauczyć się podążać Drogą serca i po mistrzowsku ją opanować.

W życiu „droga” oznacza, że spośród wszystkich możliwości wybrałeś tę, która się wyróżnia jako droga, której jesteś oddany, droga, której – poprzez zaofiarowanie swej chęci, by nią podążać – poświęcasz całą swą uwagę. I tak jak w przypadku twoich ziemskich podróży, które podejmujesz po uprzednim zobowiązaniu się do ich podjęcia, tak i na tej drodze korzystasz z doświadczeń, które nie mogłyby do ciebie przyjść w żaden inny sposób.

Gdy idziesz na uniwersytet, by zdobyć tytuł magistra, to choć zaczynasz z pewnym wyobrażeniem na temat tego, co cię czeka na tej ścieżce, to czyż nie jest prawdą, że związki, które pojawiają się po drodze, wiedza, która się przed tobą odkrywa, a nawet końcowy rezultat ukończenia studiów zawsze wydają się inne i dużo bogatsze niż mogłeś sobie wyobrazić, gdy zaczynałeś swą podróż?

Dlatego też zrozum, że Droga serca wymaga chęci, by nią podążyć z oddaniem. A oddanie się to nic więcej jak świadoma decyzja, że coś ma się wydarzyć. Gdy cała twoja istota wyraża chęć, by podjąć daną decyzję, to – tak jak w przypadku wszystkich twoich dotychczasowych doświadczeń – dosłownie nic nie może cię powstrzymać przed osiągnięciem twego celu. Możesz być pewny, że kiedykolwiek wierzysz, że coś ci się nie udało lub że nie ukończyłeś czegoś, do czego ciągnęło cię pragnienie, jest tak po prostu dlatego, że nie byłeś w pełni oddany – lub inaczej mówiąc: zdecydowałeś się zmienić zdanie. A kiedy zmieniasz zdanie, to dosłownie zmieniasz to, czego doświadczasz w świecie, czy też w układzie słonecznym, w którym krąży twoja jaźń.

A zatem Droga serca zaprawdę wymaga decyzji, by się jej oddać. I zaprawdę powiadam ci, możesz być pewien, że gdy w pełni oddasz się odkrywaniu Drogi serca, to odkryjesz sposób bycia w świecie, który jednak nie pochodzi stąd. Odkryjesz taki sposób kroczenia przez życie, w którym doświadczysz bycia unoszonym przez coś, co zdaje się być na zawsze poza tobą, a jednak jest w tobie jako rdzeń i istota twego własnego istnienia. Świat nie zrozumie twej drogi. Nawet ty sam nie będziesz jej pojmował. Będziesz żył tajemnicą, przechodząc od tajemnicy do tajemnicy, unoszony i niesiony przez coś, co przynosi głębi twej duszy satysfakcję i spełnienie daleko wykraczające poza cokolwiek, co możesz sobie teraz wyobrazić.

Czy warto więc oddać się Drodze serca? O tak! Jej zwieńczeniem jest rozpoznanie, że to nie ty żyjesz Życiem, lecz raczej Życie żyje tobą. Jedna z charakterystycznych cech tej drogi to rozwinięcie w sobie świadka – takiej jakości świadomości, takiego sposobu bycia, w którym wydajesz się być świadkiem wszystkiego, co się pojawia i co przepływa przez ciebie i dokoła ciebie, z miejsca zupełnego wyciszenia.

Wyciszenie nie oznacza braku aktywności. Oznacza ono natomiast nieprzywiązywanie się do aktywności – bez względu na to, czy będzie to pojawienie się i zniknięcie raka w ciele, pojawienie się i zniknięcie jakiegoś związku, czy powstanie i zniknięcie układu słonecznego. Odkryjesz, że istnieje takie miejsce w tobie, z którego możesz spoglądać na wszystko z doskonałym spokojem, doskonałą akceptacją i doskonałą Miłością. Gdy bowiem opanujesz Drogę serca, odkryjesz, że nie ma dla ciebie rzeczy nie do przyjęcia. A przekroczyć można jedynie to, co zostało przyjęte. Odkryjesz taki sposób bycia, w którym nie czujesz się już niczym przymuszany. Nawet pragnienie poznania Boga już cię nie przynagla, gdyż zostało ono zaspokojone.

Wówczas wyłania się taki sposób bycia w świecie, który doprawdy nie pochodzi stąd. Albowiem nie będziesz już czuł żadnego niepokoju, żadnej potrzeby, by kierować swą podróżą. Nie pojawią się żadne pytania. Będziesz trwał w pokoju. I w tym pokoju będzie przez ciebie przepływał Oddech Boga. Ty zaś staniesz się jak wiatr – nie będziesz wiedział, skąd przybyłeś ani dokąd zmierzasz, lecz będziesz trwał w doskonałej ufności i doskonałym odprężeniu. Świat może cię nie znać, ale twój Ojciec będzie cię znał, a ty będziesz znał swego Boga.

I tak oto na Drodze serca najbardziej pierwotne i zasadnicze postrzeganie, które wydaje się napędzać zwyczajną ludzką świadomość, zostanie ostatecznie przekroczone. Postrzeganie odrębnego sprawcy i wykonawcy zostanie rozwiane, a ty ponownie zrozumiesz głębię prostych słów w tym oto zdaniu:

Sam z siebie nie czynię niczego, lecz Ojciec czyni wszystko przeze mnie.

Spoczywanie w takim postrzeganiu oznacza, że uświadamiasz sobie, iż to „ja”, którym jesteś, jest po prostu kanałem, przez który przejawia się Tajemnica, przez który wylewa się Miłość. Uświadomisz sobie, że nie ma w tym świecie nic do zyskania ani do stracenia. Będziesz wiedział, co oznacza rozpoznanie, że dosłownie nie masz gdzie pójść ani nie masz nic do osiągnięcia. Staniesz się pusty i przestronny.

A jednak, paradoksalnie, dopóki trwa ciało, będziesz wydawał się taki jak wszyscy. Będziesz wstawał rano i mył zęby. Gdy ciało będzie głodne, nakarmisz je. Będziesz się śmiał z przyjaciółmi. Będziesz ziewał, gdy ciało się trochę zmęczy. Jednak w tym wszystkim będzie obecna pewna jakość świadomości – zwana świadkiem– która po prostu to wszystko obserwuje, czekając na poruszenie wiatrem Ducha. I choć inni mogą tego nie widzieć, praktycznie wszystko, co powiesz, będzie niosło brzmienie Prawdy.

Nie będziesz wiedział, jak Duch będzie działał poprzez ciebie ani też nie będzie cię to obchodziło. Gdy bowiem nie będzie sprawcy ani wykonawcy, ani reżysera, nie będzie to miało dla ciebie znaczenia. Oto co znaczy żyć jak wiatr, albowiem wiatr nie troszczy się o to, gdzie był ani dokąd zmierza. Jest poruszany jakimś tajemniczym źródłem, którego w ogóle nie da się zlokalizować. Jednak wieje, a gdy wieje, doświadczasz jego skutków.

Wyobraź więc sobie życie, w którym wszystkiego, co robisz, nie robisz dla siebie. Wyobraź sobie sposób życia, w którym wszystkiego, co robisz, nie robisz dla nikogo innego. Wyobraź sobie sposób funkcjonowania, w którym kreatywność i życie płyną ze Źródła znajdującego się tak głęboko w tobie i wokół ciebie, że żaden język ani dogmat nie są w stanie zawrzeć tej Siły i Źródła, które wie jak ma się wyrażać przez ciebie w taki sposób, że stale służy jedynie Pojednaniu, przebudzeniu całego Stworzenia w Prawdzie Bożej obecności.

A zatem Droga serca rzeczywiście rozwija się wokół pewnej ścieżki. Podczas tej godziny odniesiemy się, w ogólnym sensie, do jej etapów. Następnie powiemy o najważniejszych cechach, które mają być rozwijane na tej ścieżce.

Po pierwsze, pragnienie jest wszystkim, a bez niego nic nie może się pojawić. Dlatego też to, czego pragniesz, jest niezmiernie ważne. Pragnij więc doskonałej jedności z Bogiem. Pragnij być Chrystusem wcielonym. Pragnij być wszystkim tym, czym twój Stwórca cię stworzył, nawet jeżeli nie masz pojęcia, czym to może być. Jeśli bowiem w swym jestestwie podtrzymujesz pragnienie i jeśli przeszedłeś przez proces opanowania energii pragnienia – powtórzmy, że opanowanie czegoś nie oznacza kontroli – a zatem jeśli opanowałeś energię pragnienia poprzez opieranie jej zawsze na pragnieniu bycia takim, jakim zostałeś stworzony, wówczas rzeczywiście całe twe życie oraz wszystkie kolejne oraz drugorzędne pragnienia będą służyły temu jednemu wielkiemu pragnieniu.

Kiedy osiągniesz ten stan bycia, nie będą dla ciebie istniały rzeczy niemożliwe. Dlaczego? Ponieważ nie ty będziesz je czynił. Ty jesteś po prostu pasemkiem nici w owym kosmicznym gobelinie tkanym przez Stwórcę całego Stworzenia, który jako jedyny wie, jak tkać gobelin nowej ery, nowego paradygmatu, gobelin uzdrawiania tej planety oraz ludzkości. Tak więc pierwszym etapem jest rzeczywiście etap pragnienia. Tylko poprzez odczuwanie pragnienia, a nie tłumienie go, możesz naprawdę zacząć przechodzić w stronę etapu mistrzostwa, w którym energia pragnienia zawsze służy owej Wyższej Woli – Woli Boga dla ciebie. Tak jak mówiliśmy wam wcześniej – gdy twoja wola będzie w harmonii z Wolą Boga, to odkryjesz, że Wolą Boga jest, abyś był autentycznie i na wskroś szczęśliwy, zadowolony, spełniony, spokojny, pełen mocy, zdolny do działania i odpowiedzialny.

W świecie czasu możesz rozwijać pragnienie poprzez intencję. Albowiem do tej pory używałeś czasu, aby nauczyć siebie samego, jak się rozpraszać wszystkimi myślami i spostrzeżeniami, które tworzą ową kosmiczną zupę zwaną światem. Wszyscy zaznaliście frustracji związanej z tym, że masz pragnienie, ale gdy tylko wychodzisz za próg domu, jakiś znajomy podjeżdża samochodem i mówi: „Chodźmy na plażę.”

I nie docierasz na zajęcia, mimo że pragniesz skończyć studia. Rozwinąłeś w sobie sztukę bycia uwodzonym przez rozproszenia. Dlatego też konieczne jest użycie czasu do tego, by rozwijać posługiwanie się intencją. Albowiem bez intencji pragnienie nie może osiągnąć krystalicznie czystej ostrości, precyzji lasera, który potrafi przebić się przez grubą warstwę śmieci tego świata, tak by mogło z ciebie wypłynąć nowe stworzenie.

Intencja nie jest tym samym, co silne, egotyczne, z góry określone zobowiązanie się do wywołania jakiegoś skutku. Droga serca rozpoznaje bowiem, że nie wiesz, jak osiągnąć spełnienie, którego szukasz na poziomie duszy. Jest tak dlatego, że gdybyś to wiedział, to już byś je osiągnął. Intencja na Drodze serca nie oznacza harowania bez wytchnienia i nieustępliwego obstawania przy swoim. Oznacza raczej rozwijanie w swych procesach myślowych sztuki pamiętania, po co tutaj naprawdę jesteś. Jesteś tutaj, by pamiętać, że jesteś myślą Miłości w formie. Jesteś tutaj, by pamiętać, że jesteś jednym z Bogiem. Jesteś tutaj, by pamiętać, że ten, którego nazywałem Abba – Ojciec, choć nadaje Mu się wiele imion, pozostaje źródłem twej jedynej rzeczywistości. I żyjesz w rzeczywistości tylko w takim stopniu, w jakim On żyje poprzez ciebie.

Dlatego też intencja na Drodze serca oznacza codzienne posługiwanie się czasem po to, by skupiać swą uwagę na pragnieniu bycia Chrystusem wcielonym. Intencja jest tą energią czy też takim użyciem umysłu, dzięki któremu – poprzez konsekwentną praktykę – tworzony jest kanał, przez który pragnienie zaczyna schodzić w dół, reedukując emocjonalne ciało, a nawet komórkową strukturę fizycznego ciała i wszystkie niższe formy myślenia, jakie wiążą się z intelektem. W ten sposób wszystko, co dotyczy twego istnienia, zostaje zintegrowane, działa wspólnie i koncentruje się na wypełnieniu tego jednego, wielkiego pragnienia, byś przyjął swą funkcję w tym świecie. A twą funkcją jest uzdrowienie twego poczucia oddzielenia od Boga.

Jak zatem stosować intencję? Tak jak do tej pory używałeś czasu, by nauczać siebie szybkiego rozpraszania się, tak teraz powinieneś sobie codziennie zadawać jedno pytanie:

Czego najbardziej pragnę?

Co robię na tej planecie? Czemu jestem oddany?

Dwa ostatnie pytania są tylko innymi formami tego fundamentalnego pytania. I w miarę jak będziesz ćwiczył zadawanie tego pytania, odpowiedź będzie się stawała coraz wyraźniejsza. Albowiem to właśnie pytanie kształtuje, stymuluje i rodzi odpowiedź. Wszechświat zawsze odpowiada na twe pytania. Gdy zaś zadajesz niejasne pytania, uzyskujesz niejasne odpowiedzi.

A zatem niech twa intencja stanie się krystalicznie jasna. I przypominaj sobie o niej codziennie.

Moją intencją jest posługiwać się czasem w sposób konstruktywny, tak by ponownie nauczyć się, co oznacza trwać w Królestwie Niebieskim i wypełniać mą funkcję. A moją funkcją jest uzdrawianie. Uzdrawianie zaś wymaga obecności Chrystusa, gdyż tylko Chrystus może wyrażać Miłość, która prowadzi do uzdrowienia.

Pragnienie oraz intencja. Etapy te odsłaniają się w polu czasu, w miarę jak dojrzewasz na Drodze serca. Pragnienie i intencja są bardzo istotne.

Trzeci etap procesu, za pomocą którego umysł zostaje całkowicie skorygowany i wraca do domu, to etap przyzwalania. Albowiem egotyczny świat nie naucza cię pozwalania, lecz zmagania. Według niego musisz być sprawcą i wykonawcą. Musisz znaleźć sposób manipulowania lub kontrolowania swego środowiska, tak aby dopasowało się do obrazu, jaki przechowujesz w swym umyśle. To wszystko jest oczywiście w porządku i istnieje wiele istot, które uczą się pewnych cennych lekcji, podążając ścieżką pewnych nauczycieli, którzy nauczają, że możesz stworzyć cokolwiek zechcesz. Będzie ci się wydawało, że to coś wielkiego, dopóki sobie nie uświadomisz, że i tak robisz to przez cały czas! Zawsze tworzysz dokładnie to, co zarządzisz. To nie jest nic wielkiego i nie jest to żaden sekret.

Lecz pojawią się ci, którzy będą cię nauczać: „Dobrze, wejdź w swój umysł, zapytaj siebie, czego chcesz, a gdy zobaczysz obraz mercedesa, to po prostu zrób te wszystkie magiczne sztuczki, a już wkrótce będziesz miał mercedesa”.

Choć może to być korzystny etap, to problem z tym polega na tym, że intelekt – ziemska część twego umysłu – może pragnąć tylko tego, do czego został zaprogramowany.

Ziemska część twego umysłu mówi: „No cóż, muszę jakoś przemieszczać ciało w tym wymiarze. Służą do tego samochody. Świat mówi mi, że mercedes jest wspaniałym środkiem takiego transportu, a zatem stworzę pragnienie chcenia mercedesa”. A gdy już przejawisz mercedesa, oszukujesz samego siebie myśląc, że dokonałeś wielkich postępów, choć tak naprawdę zrobiłeś jedynie to, co zawsze robiłeś: wybrałeś, jakie ma być twoje doświadczenie i je przejawiłeś. Nie ma w tym nic nowego, choć gdy działasz w ten sposób, możesz zacząć odzyskiwać zaufanie do swych zdolności przejawiania tego, czego chcesz.

W Drodze serca chodzi o coś innego. Na tej ścieżce przyzwolenie oznacza, że zaczynasz patrzeć na swe życie inaczej. Nie chodzi w nim o zmaganie się, by skończyć szkołę i zrobić karierę, dzięki której możesz tworzyć złote monety, za pomocą których możesz stworzyć odpowiedni dom w odpowiednim środowisku po to, by twoje ego mogło czuć, że odniosło „sukces”, i że w związku z tym jest „warte” miłości. Bądź ze sobą szczery: czyż twój świat nie jest zbudowany na takich przesłankach?

„Gdybym tylko mógł sprawić, by moje życie wyglądało na udane, wówczas będę akceptowany, wówczas będę mógł siebie pokochać, choćby odrobinę. Być może uda mi się skłonić innych ludzi, by mnie pokochali”.

Zupełnie nie o to chodzi. Droga serca zaczyna się od rozpoznania, że już jesteś kochany przez jedyne Źródło, jakie ma znaczenie i że przyszedłeś tu spełnić znacznie wyższy cel, który można przejawić w tym świecie, choć nie pochodzi on tego świata.

Przyzwalanie jest zatem pielęgnowaniem takiego sposobu patrzenia na wydarzenia twego życia, dzięki któremu nie traktuje się ich jako przeszkód w otrzymywaniu tego, czego się chce, lecz jako pomoc w dalszym rozwoju. Każde wydarzenie obdarza cię błogosławieństwem w postaci lekcji wymaganych do uzdrowienia przeszkód – nie tyle w osiągnięciu sukcesu, lecz w uświadomieniu sobie obecności Miłości jako źródła i podstawy twego istnienia. Na etapie przyzwalania zaczynamy więc pielęgnować akceptację wszystkich rzeczy, jakich doświadczamy. Zaczynamy widzieć, że ponieważ oddaliśmy się przebudzeniu i ucieleśnianiu jedynie Chrystusa, to wszechświat już z nami w każdej chwili współpracuje, by sprowadzić do naszego życia ludzi i wydarzenia, które najlepiej potrafią zapewnić nam dokładnie to, czego najbardziej potrzebujemy się nauczyć lub czego potrzebujemy stać się świadomi.

A zatem wysyłani są posłańcy. Posłaniec może na przykład przyjść w formie kogoś, w kim się zakochujesz i jest w tym coś, czego masz się nauczyć. Być może do tej pory blokowałeś w sobie uczucie Miłości do innych ludzi, a teraz w końcu przychodzi ktoś, kto wyważa z hukiem drzwi i już nie potrafisz się powstrzymać, żeby nie czuć tego uczucia. Posłańcem może być ktoś, kto pojawia się niczym ziarnko piasku w muszli ostrygi i wywołuje w tobie tarcie, wybijając cię tym z uśpienia, i w ten sposób uświadamiasz sobie, że do tej pory działałeś w oparciu o bardzo dysfunkcyjne wzorce i że musisz lepiej opanować – tak to ujmijmy – Prawdę tego, kim jesteś. Być może potrzebujesz się nauczyć odważniej wyrażać swe emocje. Być może potrzebujesz bardziej zaakceptować swą kreatywność. To poprzez twych posłańców zostanie poruszone w tobie coś, co spowoduje, że ostatecznie staniesz się odpowiedzialny i szczery wobec samego siebie.

Na przykład jeśli myślisz: „No cóż, ja się już w ogóle nie złoszczę. Przecież jestem bardzo duchową osobą. Właśnie wyszedłem z duchowego kursu i teraz wszystko wiem. Tak więc będę po prostu żył w niebiańskiej błogości”, to wokół ciebie zaczynają dziać się różne rzeczy. Być może – użyjmy tego jako przykładu – do twego sąsiedztwa sprowadza się para gejowska i odkrywasz, że masz jakieś bardzo głęboko zakorzenione osądy, że w tej orientacji seksualnej jest coś złego. Oni są posłańcami wysłanymi do ciebie przez wszechświat, by pchnąć cię do jeszcze głębszego spojrzenia w siebie.

Przyzwolenie jest więc pielęgnowaniem pewnej jakości świadomości, w której spoczywasz, rozpoznawszy, że twe życie nie jest dłużej twoim. Ty już go nie określasz i nie kontrolujesz. Oddajesz je raczej Źródłu swego istnienia, owej głębi mądrości w Głębi Oceanu, która wie najlepiej, jak przejawić to, co jest ci potrzebne, by na powierzchnię twej świadomości wypchnąć zalegające w niej śmieci po to, byś mógł się od nich uwolnić.

Poprzez przyzwolenie rozwijasz w sobie ufność. Przyzwolenie jest drogą, na której intencja i pragnienie mogą jeszcze pełniej współpracować w trzecim wymiarze twego doświadczenia – w polu czasu. Przyzwolenie jest formą podporządkowania się, jednak nie naiwnego podporządkowania. Przyzwolenie zmienia twe postrzeganie tego, co widzisz jako otaczający cię świat.

Zaczynasz sobie uświadamiać, że tak naprawdę wcale nie żyjesz w rzeczywistym świecie. Żyjesz w polu wibracji i energii, którym zarządza prawo przyciągania, czy też rezonansu. I zaczynasz być skłonny, by pozwalać, aby pewne rzeczy – nawet rodzina i przyjaciele – odpadały z twego życia, gdyż dzięki swemu pragnieniu i intencji ufasz, że to znikanie z twego życia jest w porządku. Zostanie to bowiem zastąpione nowymi wzorcami wibracji, które przychodzą w formie posłańców – wydarzeń, miejsc, ludzi i rzeczy – które mogą ponieść cię dalej w górę spirali przebudzenia.

Przyzwolenie jest początkowym etapem rozwijania w sobie pokory oraz świadomości tego, że ostatecznie musisz poddać się czemuś będącemu poza intelektem i kontrolą egotycznej części umysłu, ponieważ sprawca i wykonawca, który starał się do tej pory robić to wszystko, zostaje wreszcie rozpoznany jako nieprzydatny do niczego.

W miarę dojrzewania w tobie tych trzech etapów łagodnie wchodzisz w ostatni etap poddania się. A poddanie się oznacza, że nie odczuwasz dłużej żadnego niepokoju. Poddanie się oznacza, że każdą cząstką swego istnienia rozpoznajesz, że nikt tutaj nie żyje życiem, lecz że to Życie przepływa przez osobowość ciało-umysłu, dopóki ona trwa. To tutaj kończy się i wypełnia mistyczna przemiana. Właśnie tutaj pojmujesz znaczenie nauczania:

Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.

Poddanie się jest etapem, na którym doskonały pokój staje się fundamentem – nie dla bierności czy bezczynności, lecz dla jeszcze większej aktywności.

Odkrywasz, że dopóki jesteś w tym świecie, stajesz się coraz bardziej zajęty i jesteś proszony, by robić coraz więcej. Stajesz się jeszcze bardziej odpowiedzialny. I ostatecznie zaczynasz pojmować, że ponieważ jesteś Chrystusem, to jesteś odpowiedzialny za całość Stworzenia. Nie możesz więc pomyśleć ani jednej myśli, która nie wpłynęłaby na najdalszą z gwiazd. To właśnie przed tą odpowiedzialnością się wzdragałeś i próbowałeś się ograniczyć do poziomu niewielkiego, krótkowzrocznego fragmentu piany, a wszystko dlatego, że bałeś się wzięcia odpowiedzialności za całość.

Jednak Droga serca koryguje twe postrzeganie, dzięki czemu rozpoznajesz, że twą największą radością, największym spełnieniem jest w pełni i świadomie przyjąć odpowiedzialność za całość Stworzenia. Dlaczego? Ponieważ wtedy nagle uświadamiasz sobie, że nie jesteś sprawcą i wykonawcą, że możesz przyjąć odpowiedzialność za cokolwiek i za wszystko, ponieważ poprzez ciebie cała moc w Niebie i na Ziemi wprawiana jest w ruch, po to by przejawiać Miłość Boga. A więc krótko mówiąc, wszystko jest w rękach Boga, nie twoich. I dlatego mówimy:

Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!

Czy zaczyna to mieć dla ciebie sens? Czy widzisz, jak różni się to od sposobu, w jaki nauczano cię interpretacji moich nauk?

Pragnienie, intencja, przyzwolenie, poddanie się. Ale jest to poddanie się takiemu sposobowi bycia, którego świat nigdy nie może poznać. Jest to poddanie się sposobowi bycia, w którym możesz nigdy nie otrzymać – jak wy to nazywacie w waszym świecie? – Oscara za swą grę aktorską. Lecz jest to sposób bycia, w którym twoja świadomość staje się całkowicie otwarta na twe połączenie z całym Stworzeniem. Będziesz więc rozmawiał ze spadającym z drzewa liściem. Będziesz widział duszę kotka, którego głaszczesz. Będziesz rozmawiał z aniołami i mistrzami. I będziesz brał udział w spotkaniach zarządu w najwyższych kosmicznych salach konferencyjnych.

I będziesz wiedział, że ciało-umysł, który kiedyś uznawałeś za swoją własność, to niewiele więcej niż tymczasowy środek nauczania, narzędzie, które należy wziąć, użyć pod kierownictwem Boga i odłożyć, kiedy jego użyteczność się skończy. Tak więc nawet kiedy nadejdzie czas przejścia, który nazywasz śmiercią, nic nie zakłóci twego pokoju. I gdy ciało będzie umierało – co oznacza po prostu, że twa uwaga zacznie się od niego uwalniać, tak jak ręka stolarza uwalnia się od młotka, gdy stolarz odkłada go na stół, idzie na kolacje i zapomina o nim – tak i ty będziesz w stanie obserwować ów proces, który twój świat nazywa śmiercią, z całkowitym spokojem i radością.

Będziesz obserwował, jak twój duch odłącza się od ciała. Będziesz obserwował, jak ciało przechodzi w stan bezruchu i braku życia, tak że cała twoja uwaga będzie mogła skupić się na zupełnie nowym wymiarze. Wymiar ten jest tak rozległy, że będziesz w stanie spoglądać w dół na płaszczyznę Ziemi, podobnie jak mógłbyś postanowić spojrzeć na trzymany w dłoni kamyk i jednym szybkim spojrzeniem ogarnąć wszystko, co się z nim wiąże, tak, że nic nie jest ukryte.

Odpowiedzialność. Ja jestem tym, który postanowił przyjąć odpowiedzialność za ów kamyk zwany Ziemią i za wszelkie życie, jakie na niej zamieszkuje. Wy również poznacie tę energię i rzeczywistość obejmowania swymi palcami całości układu słonecznego i stawania się – jakby to określić – Bogiem czy też zbawicielem tego wymiaru. A zaczyna się to od wyboru, by wziąć odpowiedzialność za swój kamyk, swoje królestwo, swój układ słoneczny, swój osobisty wymiar. To zaś – jeszcze raz powtórzmy – zaczyna się od powiedzenia:

Ja, i tylko ja, jestem źródłem tego, czego doświadczam i co postrzegam. Nie jestem ofiarą świata, który widzę. Wszystko zaś, czego doświadczam, sam do siebie przywołałem. To oczywiste. Bez żadnych wymówek, żadnych „jeśli”, „oraz” i „ale”. Tak po prostu jest.

Zniknie więc twa niedojrzałość, twój opór przed zwyczajnym wzięciem odpowiedzialności za swoje doświadczenie.

Droga serca rozwija zatem dojrzałość pragnienia, intencji, przyzwolenia i poddania się. I nie ma żadnej cechy, która byłaby ważniejsza niż wspomniana przez nas już wcześniej pokora. Nie chodzi tu o udawaną pokorę, której naucza się w pewnych religiach tego świata, ale o prawdziwą pokorę. Pokora bowiem nie oznacza, że stajesz przed grupą ludzi, którzy nagradzają cię owacją na stojąco, i mówisz im: „Ojej, nie musicie tego robić. To nie jest tak ważne.”, tak że sprawiasz wrażenie pokornego, podczas gdy w swoim wnętrzu myślisz: „O Boże, ależ to przyjemne. Klaszczcie trochę głośniej. Klaszczcie trochę dłużej. Ale na głos wam tego nie powiem”.

Czy znasz ten rodzaj pokory? Czy to nie jest ten rodzaj pokory, której nauczano cię w twych szkołach? „Nie stój tam, bijąc się dumnie w piersi i nie mów: Tak dziękuję! Wiecie co, myślę, że teraz robię to naprawdę dobrze”. Nie nauczono cię, że taka postawa jest w porządku.

Prawdziwa pokora płynie z głęboko osadzonego rozpoznania, że nie możesz zbawić sam siebie, że jesteś stworzeniem, a nie Stwórcą, że w absolutnym sensie jesteś skutkiem a nie przyczyną, że to coś, co zwane jest Życiem, nie należy do ciebie, że istnieje coś, czego nie jesteś w stanie ogarnąć ani zrozumieć intelektualnie. A jeśli to coś kiedykolwiek zrezygnowałoby z kochania cię, przestałbyś istnieć. A więc niezależnie od tego, jak głęboko wejdziesz w głębię Boga, niezależnie od tego jak głęboką świadomość jedności z Bogiem osiągniesz, to czym Bóg jest, pozostaje na zawsze poza twą rosnącą zdolnością rozumienia Boga. Można to porównać do Oceanu o nieskończonej głębi. I gdy uświadomisz sobie, że choćbyś nie wiem jak się starał, i tak nigdy nie ogarniesz tego Źródła swoim małym „ja”, wówczas wejdziesz łagodnie w pokorę – prawdziwą pokorę.

Dlaczego to jest ważne? Dobrze sobie zapamiętaj te słowa: Otóż, w miarę jak będziesz robił postępy na Drodze serca, w miarę jak będziesz rozpuszczał i poluzowywał pęta wiążące umysł, gdy wewnętrzne konflikty będą uzdrawiane i rozwiązywane, gdy zaczniesz przyjmować obfitość, którą Ojciec chce cię obdarowywać na wszystkich poziomach życia i wszelkich poziomach uczucia i postrzegania, gdy zaczniesz smakować wspaniałość i wielkość, które chcą przez ciebie przepływać, wówczas odkryjesz, że tak zwani „wrogowie” stają się bardziej subtelni. Na jakimś etapie każde dziecko widzi swoich rodziców jako wrogów, czyż nie tak?

„Jak to nie mogę wziąć dziś wieczorem samochodu? Dlaczego muszę być w domu przed 22.00?” I tak rodzic staje się wrogiem.

Oczywiście to się dzieje na bardzo niedojrzałym, podstawowym i naiwnym poziomie. W miarę, jak będziesz wchodził coraz bardziej w swoje mistrzostwo, będzie cię mocno kusiło, by wierzyć, że już wszystkiego dokonałeś. Będzie cię kusiło, by wierzyć: „Ja już to potrafię. Nie potrzebuję już modlitw, których używałem na początku; tych prostych ćwiczeń świadomości, którymi się posługiwałem, gdy wszedłem na tę ścieżkę. Już to wszystko opanowałem”.

Za każdym razem, gdy słyszysz w sobie głos mówiący: „Dokonałem już wszystkiego”, możesz być pewien, że tak nie jest. I grozi ci utrata tego, co osiągnąłeś.

Pokora jest rozpoznaniem, że im bardziej wchodzisz w mistrzostwo, tym większe jest pragnienie dyscypliny i czujności. Dyscyplina nie oznacza robienia czegoś trudnego, czego nie lubisz robić. Dyscyplina jest niczym umiejętności artysty, który je rozwija i udoskonala po prostu dlatego, że ma głębokie pragnienie jeszcze piękniejszego tworzenia i czerpie z tego wielką radość. Sportowiec jest zdyscyplinowany w ćwiczeniu mięśni, dzięki czemu działają one jeszcze sprawniej niż dzień wcześniej, a on czerpie radość z szerzenia jeszcze większego piękna w świecie.

Zatem dyscyplina umysłu jest konieczna, by rozpoznać, że dopóki trwa twe ciało, dopóki istniejesz, to niepodobne do Miłości stworzenia świadomości będą wytwarzać wiele wzorców wibracyjnych, które z ogromną chęcią ściągnęłyby cię w dół. Dyscyplina umysłu opiera się na rozpoznaniu, że można z wielką radością świadomie powtarzać decyzję, by nauczać jedynie Miłości i dokonywać wyboru o dopuszczaniu do twej świadomości jedynie tych wzorców wibracji, które odzwierciedlają Prawdę, piękno i wartość tego, kim jesteś.

Osąd nie jest w stanie odzwierciedlić takiego Światła. Nie mogą tego uczynić gniew i nienawiść. Wibracje takie jak lęk i paranoja, lęk przed odrzuceniem, lęk przed opiniami innych, nigdy nie mogłyby odzwierciedlić królewskiego majestatu i wielkości twego istnienia. Dlatego też zrozum dobrze, że pokora jest absolutnie niezbędna. Paradoksem jest bowiem to, że w miarę jak będzie przez ciebie wyrażana wielkość, nadal będzie cię kusiło, by pozwalać egotycznym energiom zadomawiać się w twym umyśle. Głos ego będzie mówił: „Wiesz co, niezły z ciebie mistrz. Naprawdę zasługujesz na te pochlebstwa. A może byś sobie zatrzymał dziesięć procent z tego dla siebie?”.

Mistrz przyjmuje Miłość i wdzięczność ofiarowaną przez tych, których dotknęły jego nauki i oddaje to wszystko Bogu, rozpoznając, że te rzeczy nie mogłyby wydarzyć się same z siebie. Ja również poznałem, co to znaczy być kuszonym. A kiedy przychodzili do mnie chorzy, którzy doznawali uzdrowienia w mej obecności, bardzo mnie kusiło, by powiedzieć: „Tak, zobacz, co uczyniłem. Naprawdę sobie na to zapracowałem. Spędziłem czterdzieści dni i nocy na pustyni. Byłem w Indiach i Tybecie. Byłem w Anglii. Uczyłem się u wszystkich mistrzów Egiptu. Tak, naprawdę zasługuję, by widziano we mnie uzdrowiciela i nauczyciela”.

Jednak dzięki pokorze nauczyłem się, by pamiętać o prostocie tego, że sam z siebie nie mogę uczynić niczego. Rozwijałem w sobie sztukę ciągłego bycia uczniem Miłości, a nie profesorem Miłości, który myśli, że już wszystkiego dokonał tylko dlatego, że ma dużo tytułów przed nazwiskiem. W miarę, gdy robisz postępy i gdy pozwalasz przepływać przez siebie coraz większej obfitości Bożej Miłości, dostrzegasz, że zaczynasz wyróżniać się z tłumu i że zaczynasz przyciągać tych, którzy chcą światła. Gdy to się dzieje, musisz praktykować dyscyplinę i czujność poprzez nieustanne przypominanie sobie o pokorze, aż będziesz pamiętał o niej przy zaczerpnięciu każdego oddechu.

Dlaczego musisz to czynić? Gdy żyjesz w tym świecie i czujesz, że nikt cię nie podziwia i że dla nikogo nie jesteś autorytetem, jest ku temu tylko jeden powód. Opierasz się Prawdzie swego istnienia, a wypierając się jej, odpychasz od siebie Boże Światło, ponieważ odczuwasz lęk, głęboko zakorzeniony lęk, że możesz się jawić jako odmienny od innych. Świat chce cię uczyć bycia popychadłem, dostosowywania się do reszty, nie działania nikomu na nerwy. Lecz będziesz wiedział, że twa samodzielność i moc wzrasta, między innymi właśnie dlatego, że niektórzy nie będą cię lubić. Będziesz poruszał ich czułe punkty przez samo pojawienie się w tym samym pomieszczeniu, albowiem ciemność czuje wstręt do światła. To jest tak proste.

Pokora jest absolutnie niezbędna. Poprzez ciebie i dzięki owej bramie pokory może zostać włączone Światło Mocy o jeszcze większym natężeniu. Jeśli światło o takim natężeniu nie wydaje się płynąć w twoim życiu, dobrze się przyjrzyj, czy pamiętasz o pokorze i czy się jej oddajesz. Albowiem Światło Boga może jaśnieć przez ciebie tylko w takim stopniu, w jakim chcesz wziąć za nie odpowiedzialność, co oznacza oddawanie jego owoców Źródłu i nie roszczenie sobie do nich prawa. Jeśli nie masz żadnych roszczeń, wszystko może przez ciebie płynąć. Duch Święty zaś może zgromadzić wokół ciebie miliony istot w wielu wymiarach, ponieważ wie, że nie wypaczysz Miłości Boga, uzurpując sobie Jego miejsce i sadzając siebie na tronie.

Pokora jest główną cechą, jaką należy rozwijać. Dlatego też, gdy się modlisz, zaprawdę proś o wielkość. Powiedz Ojcu, że jesteś gotowy ucieleśnić pełnię Chrystusa i w swym wnętrzu po prostu dotrzymaj obietnicy, że zawsze będziesz pamiętał, że nie ty jesteś wykonawcą i sprawcą. Jesteś po prostu tym, kto rozpoznał, że jedynie Miłość Boga może cię spełnić jako duszę. Jedynie wypełnienie twego celu, czyli bycie kanałem dla Miłości, może ci przynieść sukces, jakiego naprawdę szukasz. Gdy zamiast oddawać się zastanawianiu nad opiniami innych ludzi, jesteś w pełni oddany temu celowi, wówczas ta Moc może zacząć przepływać przez ciebie.

Gdy będziesz gotowy uwolnić się od świata, Niebo przyjdzie, by go zastąpić. Gdy będziesz gotowy uwolnić się od swej potrzeby wielkości widzianej w kategoriach ego, wówczas zacznie się z ciebie wylewać prawdziwa wielkość. W Duchu istnieje pewien paradoks. Naucz się go dostrzegać. Stań się panem paradoksu. I nigdy nie zaniedbuj potrzeby dyscypliny opartej na fundamencie pokory. Zrozum, właśnie to wywołało twój lęk przed energią pragnienia, ponieważ w przeszłości (może nawet bardzo dawno temu) podjąłeś decyzję, by odkryć jak by to było, gdybyś pozwolił sobie na przypisanie całej tej mocy sobie na własność i używanie jej w służbie głosu ego. I właśnie tego się boisz. Ale jeśli będziesz doskonalił omawiane przez nas etapy w oparciu o pokorę, nigdy nie będziesz musiał się lękać niewłaściwego użycia pragnienia.

Dlatego też w swych modlitwach pamiętaj – tak często jak tylko jesteś w stanie – że to, co zarządzisz, JEST. A zatem mów wyraźnie w swoim wnętrzu:

Źródło, Stwórco, Boże Ojcze, Boże Matko, Wszystko Co Jest, Abba – jestem gotowy być tym, czym mnie stworzyłeś, abym był. Postanawiam pamiętać, że jestem skutkiem, a nie przyczyną. Bądź wola Twoja, wiem bowiem, że Twoją Wolą jest, abym był w pełni szczęśliwy. Objaw mi więc taką ścieżkę, na której mogę poznać to szczęście. Albowiem moja droga zawsze zawodziła, ale Twoja nigdy nie zawodzi.

Następnie każdego dnia pamiętaj o energii wdzięczności i uznania. Dobrze jest być wdzięcznym sobie nawzajem. Jednak w zaciszu swej medytacji i modlitwy bądź wdzięczny za to, jak ta moc Źródła Miłości, którą nazywałem Abba, czy też Bogiem, żyje, porusza się i oddycha, przyprowadzając do ciebie ludzi, książki, nauczycieli i doświadczenia, które łagodnie rozplątują otulający cię kokon ego. W ten sposób budzisz się, rozpoznając Prawdę, piękno, majestat, wspaniałość i wielkość samego Życia. Życie chce oddychać tobą, tak magicznie i potężnie jak oddycha poprzez burzę, liść na drzewie czy blask oczu noworodka.

To Życie jest tym, czym jesteś. To Życie jest obecnością Bożej Miłości, Głębią Oceanu wzbierającego, by wyrazić się poprzez Fale Stworzenia. Niech więc jedynie to Życie będzie twym przewodnikiem we wszystkim, a ty spoczywaj z wdzięcznością przed Nieskończoną Tajemnicą, jaką jest Życie, mówiąc mu „tak”! Powiedz „tak” Życiu – powiedz, że jesteś gotowy pozwolić, aby jego pełnia obmyła cię i poniosła w coraz głębsze zrozumienie i pojmowanie tego wszystkiego, czym jest Bóg. I zaprawdę, jeśli zechcesz to przyjąć, spoczywanie w świadomości Boskiej pokory będzie najsłodszym doświadczeniem, jakiego mógłbyś zaznać.

Wielu z was spogląda na mnie i mówi: „Och, jak bardzo chciałbym być tam, gdzie jest Jeszua!”. Pomyśl tylko jakąś myśl, a już jesteś z tym, o kim myślisz. Pomyśl jakąś myśl, a już jesteś w tym wszechświecie. Będzie to nawet szybsze niż mgnienie oka, bo tam nie masz żadnego oka.

Powiadam wam, że ja przebywam w pewnej częstotliwości wibracji z wieloma, wieloma innymi istotami, których świadomość ani przez chwilę się nie waha w głębokiej wdzięczności i w pokorze wobec Tajemnicy tego wszystkiego, czym jest Bóg. I czerpiemy ogromną radość ze świadomości, że żyjemy, jednak to nie my żyjemy, lecz nasz Stwórca żyje jako my. Jedyna różnica pomiędzy mistrzem a uczniem polega na tym, że mistrz opanował sztukę nieustannego bycia uczniem. Rozważcie to sobie.

Pragnienie, intencja, przyzwolenie i poddanie się. Czego naprawdę chcesz? Czy jesteś gotów to poczuć i pozwolić, aby wątek pragnienia poniósł cię do domu? Czy pamiętasz, aby używać czasu w sposób konstruktywny poprzez skupienie na intencji i przypominanie sobie, po co tu naprawdę jesteś? Nie jesteś tutaj, aby przetrwać. Jesteś tutaj, aby żyć jako Prawda tego, kim jesteś.

Przyzwolenie… To nie bierna akceptacja rzeczy takimi, jakimi są, lecz rozpoznanie, że dzieje się coś bardzo pięknego. Istnieje Inteligencja, Miłość, która zna cię lepiej niż ty znasz samego siebie, i która ofiarowuje ci, z chwili na chwilę, klejnoty i skarby, lekcje i błogosławieństwa. Istnieje coś, co tka gobelin twego życia, nic zaś nie dzieje się przypadkiem.

Poddanie się… Jest ono podtrzymywaniem rozpoznania, że swe szczęście możesz znaleźć jedynie w podporządkowaniu własnej woli Woli Boga. Albowiem do tej pory twoją wolą był konflikt, zmaganie się i ograniczenie. Wolą Ojca jest, byś żył bez konfliktów, w pokoju, radości, spełnieniu i szczęściu, czyli w błogości.

Pokora… Jeśli kiedykolwiek zastanawiasz się, jak zakotwiczyć swą świadomość w pokorze, przerwij to, co robisz teraz i zadaj sobie następujące pytanie:

Czy ja stworzyłem sam siebie?

Bardzo dobrze wiesz, że odpowiedź brzmi:

Nie, nawet nie wiem, kiedy zostałem stworzony. Coś mnie zrodziło. Co to takiego?

To cię dość szybko sprowadzi do pokory. Czy wiesz, jak dać początek gwiazdom na niebie? Nie! Czy wiesz, jak zrodzić liść na drzewie? Nie! A czy wiesz chociaż, w jaki sposób unosisz rękę? Też nie! Cóż więc wiesz? Nic! Pozwól sobie zrozumieć, że niczego nie wiesz. Pozostając w tym stanie boskiej ignorancji, będziesz spoczywał w pokorze, która ostatecznie pozwoli twemu Stwórcy poruszać się w tobie i objawiać ci wszystkie rzeczy.

A zatem, umiłowani przyjaciele, Droga serca jest drogą, która koryguje postrzeganie i przywraca prawidłowe myślenie, po to byś nie był dłużej sprawcą, wykonawcą i reżyserem. Twe opinie nie będą w ogóle nic dla ciebie znaczyły. I w owej wielkiej pustce odnajdziesz doskonały pokój. Życie uniesie cię na swych skrzydłach. I poprzez ciebie w coraz bardziej wielowymiarowy sposób Życie będzie wyrażało doskonałą i nieskończoną Miłość, Moc i Kreatywność, którą jest Bóg, aż w końcu przysięgniesz, że Bóg jest wszystkim, co jest. I nie będzie żadnego miejsca, gdzie mógłbyś znaleźć choćby ślad siebie samego. Albowiem jeśli oświecenie jest końcem oddzielenia, jak może istnieć sprawca i wykonawca? Czy fala może sama sobą kierować? Ego jest próbą uczynienia tego, lecz nigdy mu się to nie udaje.

Niech więc pokój zawsze będzie z wami. Niech pokój przenika wasze istnienie w każdej chwili. Wiedz, że jesteś bezpieczny w Miłości Boga, która wyłania się z wielkiego Źródła Tajemnicy i która chce poruszać się w tobie z każdym oddechem, jaki bierzesz, z każdym wypowiedzianym przez ciebie słowem, dopóki nie będziesz słyszał jedynie owego impulsu przewodnictwa, który wzbiera w tobie z głębi twego istnienia jako łagodny Głos, któremu całkowicie ufasz. I poznasz wolność, której szukasz.

To powiedziawszy teraz was opuścimy. Lecz my nigdzie nie idziemy, gdyż wy już jesteście tam, gdzie my. Ufajcie temu. Wiedzcie to. Polegajcie na tym. I zgłębiajcie Drogę serca. A zgłębiając ją, poznacie Prawdę Miłości.

Pozostańcie więc w pokoju, umiłowani przyjaciele.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf 


Po lekcji trzeciej, czwartej i piątej Drogi Serca nie ma pytań i odpowiedzi. Zaczynają się ponownie po lekcji szóstej.

Przejdź do Lekcji 6.

Spotkanie z Markiem

Chcemy się z wami podzielić historią szybkiej ewolucji zdarzeń, które miały miejsce od momentu założenia przez nas strony internetowej www.drogamistrzostwa.pl. Niektórzy z was znają już tę historię z naszych wypowiedzi:

Tydzień po założeniu przez nas strony Drogi napisał do nas Marek Konieczniak, który – jak się okazało – sam zna i studiuje materiały Drogi Mistrzostwa już od 9 lat, i który przetłumaczył większość z nich na język polski! Znalazł on naszą stronę „przypadkiem”, lub jak sam mówi – czuł, że został tu przyprowadzony przez Jeszuę, on sam nie był bowiem świadomy tego, że jeszcze ktoś w Polsce zna to przesłanie… Po otrzymaniu emaila od Marka jeszcze tego samego dnia spotkaliśmy się na Skypie, a kilka dni później – na żywo, ponieważ „przypadkiem” byliśmy akurat przez parę dni w tym samym mieście :). Okazało się, że czujemy wszyscy, jakbyśmy znali się bardzo, bardzo dobrze, nadajemy na tych samych falach, rozumiemy się doskonale i wiemy, że nasze spotkanie było zaaranżowane spoza czasu, nieprzypadkowe i że mamy połączyć nasze serca we wspólnym Dziele.

A teraz trochę szczegółów na temat tłumaczeń: Otóż Marek przetłumaczył inne niepełne wydanie Trylogii Drogi Mistrzostwa, którego nie zamierza publikować w formie książkowej. Być może ukaże się ono w pewnym momencie w formie ebooka. Wydanie to nie posiada odniesień do nagrań i słuchaczy, a także pytań i odpowiedzi oraz zawiera kilka innych drobnych modyfikacji, m.in tytuły rozdziałów i podrozdziałów. My zaś (Marysia i Rafał) zdecydowaliśmy, że będziemy kontynuować tłumaczenie nieedytowanej, pełnej wersji Drogi Mistrzostwa, w dokładnie takiej formie, jaką Jeszua przekazał przez Jayema. Poza tym zamierzamy nadal tłumaczyć i nagrywać przekazy z Wczesnych lat.

Okazało się, że Marek przetłumaczył jeszcze dwie inne ważne pozycje: Listy Jeszuy oraz Drogę Sługi. Marysia zaczęła niedawno redakcję pierwszej z tych książek. Listy Jeszuy będą na pewno gotowe do upublicznienia jeszcze w tym roku, niedługo później również Droga Sługi. Prawdopodobnie wszystkie ukończone tłumaczenia książek Drogi Mistrzostwa będziemy wydawać kolejno w formie drukowanej.

Jesteśmy wdzięczni za pojawienie się Marka na naszej drodze i czujemy, że strona internetowa Drogi Mistrzostwa, którą założyliśmy, jest również w dużym stopniu jego stroną. Zwłaszcza, że – jak mówi Marek – przejawiliśmy w formie dokładnie to, o czym on sam myślał mniej więcej w tym samym czasie, kiedy zakładaliśmy stronę. Jest to dla nas przykładem działania Jednego Umysłu oraz cudownego przyspieszenia, lekkości i łatwości, których możemy doświadczać, gdy ustępujemy z drogi i pozwalamy sobie być prowadzeni. Sami byśmy sobie tego nie wymyślili! Pozostaje nam tylko wdzięczność oraz radosne oczekiwanie tego, co nas jeszcze czeka :).

Miłość uzdrawia wszystko

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

Teraz zaczynamy.

Zaprawdę witam was, umiłowani i święci Przyjaciele. Przybywam, aby być z wami w tej godzinie, tego dnia i w ten sposób – nie po to, aby was nauczać, albowiem nie mogę was nauczyć niczego, czego byście już nie wiedzieli. Nie przybywam jako ktoś, kto cię przewyższa, lecz jako ten, który idzie z tobą drogą, którą wybrałeś. Przybywam z własnej woli, aby komunikować się z tobą w ten sposób, ponieważ cię kocham. A przybywam, aby być z tobą, ponieważ jesteś Stworzeniem mego Ojca. Jesteś Chrystusem. To jesteś ty – zrodzony na wieczność zanim nastał czas. Jesteś moim bratem i moją siostrą. I gdy przybywam, aby być z tobą, rozpoznaję mego Ojca. Gdy przybywam, aby być z tobą, widzę odzwierciedlenie tego, kim jestem. Gdy przybywam, aby być z tobą, wiem, że jedynie Miłość jest prawdziwa.

Dlatego też przez całą wieczność i zanim nastał czas jestem z tobą, tak jak i ty jesteś ze mną. Choć może się wydawać, że istnieje wiele podróży, w Prawdzie nie było żadnej. Nie możesz podróżować do Rzeczywistości, bo w Prawdzie nigdy nie mógłbyś być od niej oddzielony.

Tak, słyszałeś stwierdzenie, że to ty tworzysz swoją rzeczywistość, lecz ja ci powiadam, że tworzyć możesz tylko wtedy, gdy jesteś połączonyze swoją rzeczywistością. Tworzysz w doskonałej wolności, którą Ojciec przyznał swemu Synowi w owej tajemniczej chwili, w której postanowił stworzyć to, co jest Jemu podobne – swego jednorodzonego Syna, swe potomstwo.

To ty jesteś tym Synem i dlatego od tamtej ponadczasowej chwili jesteś nieprzerwanie Twórcą. I nawet teraz, w tym momencie, postanowiłeś tworzyć swoje doświadczenie. Postanowiłeś użyć tego, co nazywasz ciałem, które jest tak naprawdę tymczasowym narzędziem komunikacji – postanowiłeś je umieścić w określonym miejscu w przestrzeni po to, aby przyciągnąć do siebie wyjątkowy rodzaj doświadczenia. Nawet w tej chwili z własnej woli tworzysz postrzeganie, za pomocą którego postrzegasz tę chwilę i jej doświadczasz. W rzeczywistości nie mogę uzdrowić twego postrzegania. W rzeczywistości nie mogę cię przekonać, abyś widział rzeczy inaczej. W rzeczywistości nie mogę cię obudzić, ale w swej nieskończonej wolności mogę podjąć decyzję, aby cię kochać.

Oto więc, na czym polega wielki sekret świadomości, wielki sekret, którego wielu próbowało szukać na wiele magicznych sposobów: Świat, którego doświadczasz, świat twego doświadczenia – podobnie jak mój – nie ma przyczyny nigdzie na zewnątrz ciebie, bowiem nie istnieje nic na zewnątrz ciebie. Wolność, którą jest twoje istnienie, nieograniczona wolność, by tworzyć postrzeganie – po prostu tworzyć i już – ta nieskrępowana niczym wolność, istota i prawda wszystkiego, czym jesteś, pozostaje na zawsze niezmienna.

Dlatego też w każdej chwili swego doświadczenia podejmuj decyzję, aby nie szukać przyczyny na zewnątrz siebie, lecz po prostu się pytać: „Co postanowiłem widzieć? Jakie doświadczenie wybrałem?”. I jeśli spojrzysz na to oczami serca, nie pozostanie to przed tobą ukryte. Spoglądanie oczami serca wymaga jedynie prostej uczciwości. „Czego doświadczam w tej właśnie chwili? Albowiem jest to owocem tego, co wcześniej wybrałem. Jakim myślom pozwoliłem zagościć w mym umyśle? Jakie postrzeżenia cenię i niosę ze sobą niczym filtr, przy pomocy którego koloryzuję całkowicie neutralne Stworzenie?”

W tobie spoczywa cała moc w Niebie i na Ziemi, w każdym z was po równo. Poprzez tę właśnie moc tworzysz swe doświadczenie. A zatem w każdej chwili możesz postrzegać siebie jako kogoś, kto szuka Boga, lub jako kogoś, kto Go znalazł. Różnica między jednym a drugim to różnica między światem a Niebem, między materią a Duchem, między piekłem a Niebem, między cierpieniem a pokojem, między zwątpieniem a mądrością, między obawą a bardzo subtelną radością, która nigdy cię nie opuszcza.

Jeśli przybywam, aby być z tobą w tej godzinie, jest tak tylko dlatego, że rozpoznaję, iż jesteśmy sobie równi. I jeszcze raz powtórzę: przybywam jedynie dlatego, że cię kocham. A kocham cię, ponieważ nauczyłem się konsekwentnie dokonywać wyboru nauczania jedynie Miłości.

Gdy kiedyś jako człowiek chodziłem po twej planecie, również stawałem przed wyborami, przed którymi stajesz ty. I choć wybory te pojawiają się w różnych przebraniach, ostatecznie wybór jest prosty: Miłość lub lęk.

A więc będąc przez chwilę człowiekiem, podobnie jak ty utożsamiającym się z oddzielonym od innych – a może nawet od mego Ojca – ciało-umysłem, ja również musiałem podjąć decyzję, by widzieć inaczej. Decyzję, by wybrać to, o czym mówili mi wszyscy moi nauczyciele, o czym mówiły wszystkie studiowane przeze mnie święte księgi: że Bóg i Jego Stworzenie nigdy nie są od siebie oddzieleni i że to ja jestem tym Światłem, ja jestem tym Stworzeniem, ja jestem Chrystusem.

I nadszedł taki dzień – podobnie jak to się stało już dla wielu z was, a dla innych z was tak się stanie – nadszedł taki dzień, w którym nagle przyszło mi do głowy, że zamiast szukać magicznych środków na wypełnienie luki między mną a Ojcem, może powinienem zrobić coś przedziwnego, coś tak bulwersującego, że stałoby się to niemal profanacją dla każdej duchowej tradycji, w której się szkoliłem. Tą jedną przedziwną rzeczą było po prostu zawierzenie Słowu Boga i życie tak, jakby było prawdą, że nie jestem od Niego oddzielony. Musisz przyznać, że jest to dość dziwne.

A więc owego dnia i w owej godzinie, gdy siedziałem pod pewnym drzewem na pewnym małym wzgórzu w miejscu, które nazywasz Galileą, i gdy patrzyłem na ostatnie promienie zachodzącego słońca, w głębi swego umysłu podjąłem decyzję: Nie będę dłużej kroczył jako ten, który szuka Boga, lecz całego siebie oddam owej Prawdzie, że ja i Ojciec jedno jesteśmy. A potem zobaczę, co się stanie.

Nie jest prawdą, że przybyłem na tę planetę w pełni przebudzony, że wskoczyłem do łona mej matki bez pomocy – jak ty to nazywasz? – normalnych środków. Nie jest prawdą, że siedziałem obok Ojca, który powiedział do mnie: „Słuchaj, może mógłbyś zejść tam na dół?”, a ja na to odparłem: „Nie ma sprawy!”.

Gdybym nie chodził po tej planecie jako człowiek, gdybym nie czuł wszystkiego tego, co czujesz ty, gdybym nie postrzegał wszystkiego, co ty postrzegasz, gdybym nie znał osądu, gdybym nie zaznał lęku, smutku i pożądania, gdybym nie doświadczył na własnej skórze zimna, gdybym nie zaznał zwątpienia, tęsknoty i pragnienia, by poszukiwać, to nic z tego, co kiedykolwiek zrobiłem i nic z tego, co kiedykolwiek ci powiedziałem poprzez wiele form, za pomocą których próbuję się komunikować z ludzkością – czy to wówczas, czy później, czy teraz – nic z tego nie miałoby żadnego znaczenia ani wartości, gdybym nie doświadczał tego, co ty. Czy ma to dla ciebie sens?

Dlatego proszę cię, wyświadcz mi wielką przysługę. Jeśli zamierzasz się upierać przy tym, żeby na swoim ołtarzu trzymać moje zdjęcie czy ikonę, to proszę umieść obok niego i swoje zdjęcie. Lub jeszcze lepiej: zdejmij moje zdjęcie i umieść tam w zamian swoje oraz rozpoznaj, że ta sama Prawda, która przebudziła mnie, żyje też w tobie. Prawda ta czeka na twoje zaproszenie, na twoją decyzję, aby nigdy już nie tolerować niepoczytalnej myśli, że mógłbyś być oddzielony od Boga, czeka na twoją decyzję, by oddawać się tej Prawdzie w każdej chwili, by Ją pamiętać, a następnie by Nią żyć i przekonać się, co Ojciec chce, abyś uczynił.

Tak naprawdę to nie jest zbyt skomplikowane. Po przesłuchaniu tego przesłania kilka tysięcy razy odkryjesz: „Acha, mam nauczać jedynie Miłości!”. To jest to samo przesłanie – wiele form o tej samej treści: „Nauczaj jedynie Miłości, ponieważ nią jesteś. Nauczaj jedynie Miłości, ponieważ nią jesteś”. – „Ojcze, co powinienem zrobić w tej chwili?” – „Nauczaj jedynie Miłości, ponieważ nią jesteś”. – „Czy mam pójść tutaj czy tam?” – „Posłuchaj Miłości, niech ona cię poprowadzi”.

Bądź zatem obecnością Miłości, którą jesteś, a jesteś Światłem, które rozświetla ten świat. I nie możesz nie być we właściwym miejscu o właściwym czasie. Jeśli chcesz poznać wolę swego Ojca, otwórz oczy. Z kim przebywasz? Gdzie jesteś? W jaki sposób możesz przynieść Miłość do przestronności i świętości tego świętego spotkania?

Możesz być pewien, że kiedykolwiek spotykasz kogoś na tym świecie – pójdźmy nawet jeszcze dalej i powiedzmy, że każda chwila, w której nawiązujesz relację, czy to ze źdźbłem trawy, czy to z widokiem gwiazdy – każda taka chwila jest świętym spotkaniem. Albowiem Ojciec tworzy jedynie to, co odzwierciedla dobroć, świętość i piękno. I stworzenie czeka, aż zostanie przez ciebie pobłogosławione, aż zostanie zbawione dzięki temu, że wybierzesz postrzeganie jedynie oczami Miłości.

Decyzja, aby postrzegać w ten sposób, musi oczywiście głęboko naprawić umysł, uzdrowić emocje i – póki ciało trwa – przemienić nawet to, w jaki sposób owe malutkie komórki, które nazywasz ciałem, reagowały jako wierny ci sługa.

Miłość uzdrawia wszystko. Miłość obejmuje wszystko, wszystkiemu ufa, przekracza wszystko, przemienia wszystko i łagodnie zwraca Rzeczywistość tam, gdzie ona zawsze była – do głębi twego własnego istnienia.

No cóż, dość już tego tematu Miłości. Będąc człowiekiem ja również wołałem do swego Ojca: „Ależ Ojcze, to nie może być tak proste! Przecież doświadczam konfliktu z tamtą osobą”. Ona robi to, co w dzisiejszych czasach nazywacie prowokowaniem czy też wzbudzaniem irytacji. „Gdyby tylko przestała mnie drażnić, to wszystko byłoby ze mną w porządku. Z pewnością przyczyna jest na zewnątrz mnie. Z pewnością musi istnieć jakiś magiczny sposób, z pomocą którego mogę się ochronić przed psychicznym atakiem tych biednych nieoświeconych grzeszników, którzy nic nie kapują”.

„Ojcze, pokaż mi drogę”. I owszem, udałem się na pustynię na czterdzieści dni i czterdzieści nocy. Tak naprawdę było to około trzydziestu siedmiu dni i nocy, ale liczmy tak plus minus. I gdy się tam udałem, zmagałem się jedynie z nieprawidłowym postrzeganiem tego, kim jestem i tego, gdzie jestem na zawsze.

Gdy zaś zacząłem żyć w oparciu o tę prostą decyzję, by zawierzyć Słowu Boga, wydarzenia w moim życiu zaczęły być aranżowane nie przeze mnie, lecz przez Tego, którego nazwałem Pocieszycielem, Duchem Świętym, Głosem przemawiającym na rzecz prawidłowego myślenia i doskonałej poczytalności, mostem między moją indywidualną świadomością a Umysłem Boga. Podobnie i twoje życie zaczyna być przearanżowywane – i wielu z was wie, jak to czasami wygląda, gdy coś spoza was samych, spoza waszego pojmowania, zaczyna kształtować na nowo wasze przeznaczenie. Dzięki Bogu za to, że tak się dzieje, bo gdybyś szedł własną drogą, to spadłbyś z krawędzi wszechświata i zniknął w jakiejś otchłani.

Tak więc ten, który jest Pocieszycielem, zaczyna porządkować związki, spotkania, przypadkowe kontakty, książki, kariery, przyjaciół i wówczas to umieszczone w tobie ziarno wyrasta powoli z gleby twych błędnych wytworów, czyli wszystkiego tego, co było inne niż Miłość, wszystkiego tego, co było próbą zabezpieczania się, próbą trzymania się osądu, próbą postrzegania Stworzenia w nieprawdziwy sposób i niewidzenia rzeczywistego świata, a w zamian widzenia jego wytworzonego przez ciebie substytutu. Używając tej właśnie gleby, Pocieszyciel zaczyna pracować w twoim umyśle i sercu, aby naprawić twe postrzeżenia, aby przynieść ci właśnie tę doskonałą sytuację sprzyjającą nauce, w której możesz ponownie wybrać Miłość.

I za każdym razem, gdy dokonujesz prostego wyboru, by słuchać jedynie tego głosu, to – jeśli możemy pożyczyć słowa z twego współczesnego świata – robisz coś, co jest nazywane „kwantowym skokiem” w procesie uzdrawiania, w procesie rodzenia Chrystusa. Za każdym razem, gdy wybierasz Miłość, jest to cenniejsze niż całe złoto i srebro, jakie mogłaby kiedykolwiek zrodzić ta planeta. Ma to większą wartość niż całe wykształcenie, wszystkie udane kariery, wszystkie związki z dziewczynami i chłopakami, jakie mógłbyś tu kiedykolwiek mieć. Każda decyzja na rzecz Miłości ma większą wagę niż wszystko, co kiedykolwiek zrodził ten świat. Właśnie taka jest twoja potęga. Tym jest moc, która czeka w tobie, która czeka na twe zaproszenie.

„W tej właśnie chwili, choć ciało się trzęsie, w tej chwili, choć łzy płyną, w tej chwili, choć dostrzegam pojawiający się lęk przed stratą – i tak wybiorę Miłość. I będę kochał łzy, będę kochał drżenie ciała, będę kochał lęk, będę kochał tego, który stoi przede mną, będę kochał źdźbło trawy, na którym stoję i będę kochał owego wielbiciela Boga we mnie, który chce się jedynie przebudzić”.

Miłość. Jest to jedyna moc, która istnieje w Stworzeniu. A ty, dokładnie tam, gdzie się znajdujesz, możesz podjąć prostą decyzję, by sprowadzić Miłość do swego środowiska. Możesz być kanałem przekazu. Twój kielich może być przeobfity. Właśnie ty możesz podjąć prostą decyzję, aby pozwolić na uzdrowienie.

To ty chodzisz po tej planecie. I masz to, co nazywasz ciałem, a to oznacza, że masz tymczasowe narzędzie, które mogą widzieć inni ludzie na tej planecie. Oni często nie widzą mnie, ponieważ patrzą oczami fizycznego ciała, a nie oczami przebudzonego serca. Poprzez ciebie zaś Miłość, dana jako ów Pocieszyciel, może pokierować twoimi słowami, gestami i całą twą istotą, tak że Miłość wstąpi do tego świata i dotknie serca drugiego człowieka w sposób, którego twój myślący umysł nigdy nie mógłby zrozumieć. Albowiem umysł nigdy nie miał być twoim panem. Miał być jedynie sługą przebudzonego serca.

A gdy mówię „serce”, mam po prostu na myśli głębię umysłu, która jest głębsza niż widzenie na tak zwanym świadomym poziomie, głębsza niż twoje idee i postrzeżenia, niczym ocean, z którego wyłaniają się wszystkie fale. Nazywam to sercem po prostu dlatego, żeby odróżnić to od tego, co ty nazywasz intelektem, czy też myślącym umysłem.

Ten umysł nigdy nie wie, czego komu potrzeba. Lecz gdy milczysz – co oznacza po prostu, że wycofujesz swą ocenę jakichkolwiek idei – gdy postanawiasz wycofać się do sanktuarium swego serca, głębi swego Umysłu pisanego przez duże „U”, i pamiętać Prawdę, która jest zawsze prawdziwa, pamiętać, że jedynie Miłość uzdrawia, wówczas możesz zostać zainspirowany, zaś Umysł może służyć do szerzenia Miłości. I w tej samej chwili nie ma dosłownie żadnej różnicy między tobą a mną i moim życiem, które zdobyło taki rozgłos.

Ty jesteś Chrystusem wcielonym. Ty jesteś Słowem, które ciałem się stało. Jesteś jednorodzonym Dzieckiem Ojca, jesteś Odkupicielem, ponieważ wybierając Miłość, sam postanowiłeś zostać odkupiony.

Gdy zamiast lęku wybierasz Miłość, to nie znaczy, że nie będziesz doświadczał lęku jako poruszenia czy też fali energii, niczymzmarszczki na powierzchni wody wywołanej wrzuceniem kamyka do jeziora twej świadomości. Gdy wybierasz Miłość zamiast lęku, oznacza to po prostu, że bez względu na to, co dzieje się w tobie lub dokoła ciebie, postanowiłeś cenić jedynie Głos mówiący w Imieniu Miłości.

I zaczynasz rozwijać w sobie zdolność rozpoznawania Głosu Miłości wśród wrzawy i krzyków będącego przejawem lęku świata. Ów świat może istnieć w twoim umyśle, w twoich emocjach, w komórkowej strukturze tego, co wygląda na twardy kawałek materii zwany ciałem. Świat może istnieć w tym, co wydaje się otaczać ciało, czyli w innych umysłach. Lecz świat jest zawsze symbolem wybierania lęku. I w samym środku tego wszystkiego możesz rzeczywiście rozwijać w sobie umiejętność, czy też zdolność coraz wyraźniejszego słyszenia Głosu mówiącego w Imieniu Miłości. A zaczyna się to od decyzji, by Go usłyszeć.

Wyobraź sobie, że jesteś na koncercie orkiestry symfonicznej i gdy tak siedzisz na swoim krześle, otoczony setkami innych istot ubranych w tak zwane smokingi i suknie, w głębi swego jestestwa podejmujesz decyzję, aby usłyszeć dźwięk wydawany przez flet. Zaczynasz więc uczyć się, jak chwilowo nie słyszeć dźwięku skrzypiec, uderzenia w bębny czy też dźwięku tego, co jest nazywane obojem. Zaczynasz rozwijać w sobie zdolność rozpoznawania dźwięku pojedynczego fletu grającego pięknie wśród innych dźwięków wydawanych przez tę orkiestrę. Jest to bardzo podobne do tego, co potrzebujesz zrobić, aby rozwinąć w sobie zdolność do słyszenia Głosu mówiącego w Imieniu Miłości.

Lecz do tego potrzebne jest twoje oddanie. Potrzebne jest ono, abyś w ciągu całego dnia – choćby nawet nikt nie wiedział, co robisz – posługiwał się czasem w inny sposób. Postanów posługiwać się nim w sposób konstruktywny, a nie ma lepszego sposobu posłużenia się czasem niż rozwijanie w sobie zdolności słyszenia jedynie Głosu Miłości, działanie z jego inspiracji i zaprzestanie słuchania głosu świata, bez względu na to, czy wydaje się on przemawiać z twego otoczenia czy też z twego wnętrza. Wnętrze i zewnętrze to tak naprawdę tylko określenia, którymi musimy się posługiwać na opisanie twego doświadczenia. W rzeczywistości nie ma czegoś takiego. Nie ma nic na zewnątrz ciebie.

To zaś oznacza, że gdy jakiś brat lub siostra wydają się zachowywać niepoczytalnie, to dzieje się to w tobie i ty masz moc, aby spojrzeć na tę osobę i zobaczyć ją jako siebie, by wyjść ponad postrzeganie jej nawet jako brata czy siostry, ponieważ takie sformułowanie nadal jest oparte na postrzeganiu, że istnieje coś na zewnątrz ciebie. Możesz nauczyć się patrzeć i widzieć jedynie siebie,i podjąć decyzję, czy chcesz sobie dać Miłość czy lęk.

Albowiem tak jak traktujesz swego brata, tak potraktowałeś siebie. I tak jak spojrzałeś na swoją siostrę, tak spojrzałeś na siebie. W istocie, widzisz swego brata czy siostrę w pewnym… nazwijmy to: niekorzystnym świetle, właśnie dlatego, że wpierw spojrzałeś w ten sposób na siebie i po prostu doświadczasz teraz skutku tamtego wyboru.

Wiem, że to oznacza, że jeśli chcesz rozwijać Chrystusową Świadomość, to będziesz musiał całkowicie zrezygnować z wszelkiej nadziei na znalezienie winy w kimkolwiek lub w czymkolwiek. „Ale ja poświęciłem temu tyle czasu i energii. Szukałem wszędzie, wysoko i nisko, w licznych wcieleniach. I czasem byłem święcie przekonany, że ktoś lub coś naprawdę jest winien”.

Umiłowani przyjaciele, świadomość jest tak zachwycającą grą. Za każdym razem, gdy z jakiegokolwiek powodu odmówiłeś drugiej osobie Miłości, skrzywdziłeś jedynie siebie i zagwarantowałeś sobie, że sam będziesz odczuwał brak Miłości.

Przebaczenie uwalnia świat od tego, jak go postrzegasz. Nie możesz przebaczyć światu tego, co uczynił, ponieważ nie uczynił niczego. Nie możesz przebaczyć swemu bratu czy siostrze ich uczynku wobec ciebie, ponieważ nie możesz doświadczyć niczego, czego byś sam do siebie nie przywołał w wyniku osądu, jaki już wydałeś na siebie samego.

A zatem świat chce cię nauczyć, że to, czego doświadczasz, pochodzi z zewnątrz, że mogą się zdarzać tak zwane wypadki. Świat chce cię nauczyć, że możesz być ofiarą świata. Świat naucza cię również: „Nie przejmuj się. Nie ty jesteś winny”, i jest to całkiem prawdziwe, ale z innej perspektywy. A więc świat i wszystko, czego on naucza, całkowicie przeczy Prawdzie Królestwa. A gdzie jest Królestwo? Ono jest tutaj. Jest tam, gdziekolwiek ty się znajdujesz.

I Prawda, która jest Królestwem, wie, że nie ma nic na zewnątrz. Świadomość jest Twórcą. Jest nim w każdej chwili – zarówno wtedy, gdy słyszysz piękny śmiech nowo narodzonego dziecka, bądź wtedy, gdy czujesz, jak małe stópki dziecka w łonie matki dotykają i kopią wewnętrzne części ciała kobiety, jak również wtedy, gdy 15 kwietnia wysyłasz pieniądze do Urzędu Skarbowego. W polu twego doświadczenia nie pojawiło się nic poza tym, na co sam przyzwoliłeś.

To wcale nie znaczy – posłuchaj uważnie – to wcale nie znaczy, że usiadłeś, opracowałeś plan, podług którego 19 kwietnia jakiś samochód przejedzie twojego kota. Nie to mamy na myśli. Gdy ktoś przejedzie twojego kota, jest to symbolem, ekspresją pewnej wibracyjnej cechy świadomości. Ty już wrzuciłeś kamyk do stawu twego umysłu i on rezonuje, tworzy zmarszczkę na powierzchni, tak że to, co wrzuciłeś tutaj, pokazuje się gdzie indziej jako pewne odzwierciedlenie. Nie po to, by cię ukarać. Bóg nie jest kimś, kto zrzuca cię na tę planetę, każe ci cierpieć, a potem, gdy umierasz, opowiada, dlaczego ci to zrobił. Czyż to nie byłoby fajne? Wówczas miałbyś kogoś, kogo mógłbyś obarczyć winą.

Wszystkie wydarzenia dzieją się z jednego powodu, i tylko jednego. Nie dzieją się po to, aby cię ukarać, aby wywołać stres w ciele, ani by udowodnić, że świat jest złym miejscem. Dzieją się – jeśli to konieczne – po to, by tobą wstrząsnąć na tyle, abyś skierował swą uwagę na rzeczywisty świat, na Królestwo; aby zmusić cię – jeśli to konieczne – byś nauczył się myśleć inaczej, nauczył się wybierać inaczej, nauczył się cenić inne cele, by twoim celem stało się ostatecznie przebudzenie, uzdrowienie. Wydarzenia same w sobie nie mają na ciebie wpływu. Żadnego! Zaufaj mi. Gdyby miały na ciebie wpływ, to nie byłoby cię tu w tej chwili. Zniknąłbyś 45 tysięcy lat temu. Ale oto jesteś. A świat nie był w stanie cię zabić, prawda? Tak samo, jak nie udało mu się kiedyś pozbyć mnie.

Wydarzenie, którego doświadczasz, niezależnie od tego, co nim jest, to rezultat, to wynik tego, jak postanowiłeś myśleć o sobie wcześniej. Pokazuje się, aby odzwierciedlić to, co naprawdę się działo, tak abyś miał sposobność dokonania nowego wyboru i nauczenia się w ten sposób, czym jest Miłość oraz jak uzdrawia Miłość, czym jest doświadczenie i czym jest Stworzenie; nauczenia się, że masz w sobie moc, by współtworzyć wraz z Bogiem to, co dobre, święte i piękne. I ta moc jest nieograniczona na zawsze.

Dlatego też spójrz bez osądu na swoje aktualne doświadczenie. Jeśli zauważasz, że umysł mówi: „Czuję się, jakbym był w pułapce, jakbym był w więzieniu. Och, gdybym tylko nie miał tego głupiego ciała”. To nie to. To jest osąd. A osąd po prostu tworzy pewną wibrację, która musi się pojawić, aby dać ci odzwierciedlenie tego, co robiłeś z mocą swego umysłu.

Lecz naucz się patrzeć z miłością. Naucz się patrzeć w świętości na każdą chwilę. Naucz się, że nawet posługując się tym, co nazywasz ciałem, możesz doświadczyć świętego spotkania. Możesz spojrzeć na swoje ciało w lustrze. Możesz spojrzeć na swoją twarz w lustrze. Możesz dotknąć tego, co nazywasz dłońmi. Możesz dotknąć barków i ramion. Możesz dotknąć miejsca, gdzie znajduje się serce. I możesz sobie uświadomić, że tu i teraz, gdziekolwiek się znajdujesz, jesteś świadomością, która może kochać to tymczasowe stworzenie.

Możesz docenić to niezwykłe narzędzie, za pomocą którego możesz do siebie przywoływać doświadczenia w ramach konkretnych częstotliwości – a wszystko po to, by dokonać innego wyboru niż ten, którego dokonałeś w przeszłości, by wybrać Miłość, by nauczać jedynie Miłości, by stać się na tyle arogancki i dziwaczny, aby podjąć tę samą decyzję, którą podjąłem ja: „Myślę, że będę chodził po tym świecie tak, jakby to, co mówi mi mój Ojciec, było prawdziwe”. A gdy ktoś cię zapyta, kiedy są twoje urodziny, możesz im powiedzieć: „25 grudnia, a kiedy są twoje?”. Tak naprawdę to urodziłem się w miesiącu, który nazywasz sierpniem, ale mniejsza o to.

Ty naprawdę masz moc, by rodząc Chrystusa bardzo dobrze się bawić. Ego, które jest obłąkaną myślą, że mógłbyś być inny niż to, jakim stworzył cię Bóg, ma jedną cechę charakterystyczną. Jest nią powaga. Możesz być pewien, że za każdym razem, gdy modlisz się z wielką powagą, to się nie modlisz. Zaś kochanie na poważnie to wewnętrzna sprzeczność.

A więc jakby to było, gdybyś opuścił to miejsce tego wieczoru, podjąwszy wpierw decyzję, by wejść do Królestwa bawiąc się? Tak, wejść do Królestwa bawiąc się. By być lekkim, by śmiać się, by być oburzającym, by się dobrze bawić, by poprowokować umysły innych.

Wyobraź sobie, że wchodzisz do jednego ze swych sklepów, podajesz sprzedawcy banknot pięciodolarowy za jeden galon mleka i cokolwiek jeszcze tam kupiłeś, on zaś wydaje ci jednego centa reszty, ponieważ tak to wygląda w dzisiejszych czasach, a ty bierzesz tego centa, patrzysz na sprzedawcę, kładziesz palec na swoim policzku i mówisz: „Ależ ze mnie dobry Chrystus!”, a następnie odchodzisz. A potem wracasz i mówisz: „A tak przy okazji, jakiż z Pana dobry Chrystus”. Możesz być pewien, że ten sprzedawca nigdy cię nie zapomni.

Chcę się teraz z wami podzielić czymś bardzo, bardzo świętym i bardzo prawdziwym. Nie jest to jednak poważne, choć jest bardzo szczere. Posłuchaj uważnie. Kiedykolwiek dwa umysły postanawiają połączyć się w Miłości, już nigdy nie będą od siebie oddzielone. Innymi słowy, sen o oddzieleniu nigdy już nie opuści między nimi zasłony. Chrystus zaś tęskni za połączeniem się ze Sobą samym, objawiając się w każdej istocie.

Dlatego też, gdy postanawiasz – proszę, posłuchaj tego uważnie – gdy jako zmartwychwstały Chrystus postanawiasz nauczać jedynie Miłości – co nie oznacza, że dostaniesz instrukcję obsługi, która mówi ci, co robić, lecz oznacza jedynie, że zaczynasz od decyzji, że to jest prawdziwe, a następnie Duch Święty wypełnia puste miejsca… Gdy więc podejmujesz decyzję, by spojrzeć na tego sprzedawcę w sklepie, na swojego małżonka, na swoje dziecko, na przyjaciela lub na kogoś, kto po prostu nagle w tajemniczy sposób pojawia się w twoim umyśle lub w modlitwie, gdy podejmujesz decyzję, by spojrzeć na tę osobę z Miłością i pozwolić sobie zobaczyć Chrystusa, który w niej mieszka, to stajesz się połączony z tą istotą na wieki.

Gdy zaś się budzisz, są do ciebie posyłani uczniowie. I każdy z was ma mnóstwo istot w „poczekalni”, czekających na twoją decyzję, by w końcu być Tym, kim naprawdę jesteś. Większości z nich jeszcze nie spotkałeś. I większości z nich nigdy nie spotkasz w fizycznej formie.

Lecz wszystkie umysły są połączone, a czymże jest Umysł jak nie punktem Boskiego Światła, punktem świadomości, punktem inteligencji… Nie ma więc znaczenia, w jakim wymiarze oni się znajdują. Wszystko istnieje w przestrzeni, która nie jest większa niż główka od szpilki. I faktycznie istnieje w przestrzeni, którą można zmierzyć odległością myśli. I jeśli potrafisz wymyśleć, co to znaczy, to się do mnie odezwij.

Oznacza to, że nawet w tym śnie, który zaczął się od pomyślenia jednej obłąkanej idei, jesteś połączony w związku ze wszystkimi istotami. I gdy postanawiasz uzdrawiać, to każda decyzja, by uzdrawiać, każda decyzja, by szerzyć jedynie Miłość, podnosi na duchu całe Stworzenie.

I gdy Chrystus rodzi się na nowo w twojej pamięci, ponieważ On już tam jest, to wszystkie te istoty, z którymi się wzajemnie obdarowywałeś czy wymieniałeś Miłością, natychmiast to pojmują. I zaczynają się pojawiać na dziwaczne sposoby. Wielu z was wie, o czym mówię. Nagle spotykasz kogoś i wiesz, naprawdę wiesz, że znałeś go od wieków. I natychmiast nawiązana zostaje relacja nauczania-uczenia się, choć ty nie ruszyłeś nawet palcem. Nie musiałeś wynajmować specjalisty od reklamy, aby cię wypromował. Ludzie sami się pojawiają.

Za każdym razem, gdy decydujesz się na Miłość i gdy w ten sposób pozwalasz, aby pamięć Chrystusa pojawiała się coraz wyraźniej w twoim umyśle, w twojej świadomości, w twoim istnieniu, to wysyłasz wiadomość do wszystkich czekających w „poczekalni” istot, które coś z tobą łączy, a one rozpoznają, że to jest początek zajęć. A gdy one się budzą, dlatego że ty się budzisz, to ci, którzy byli przypisani do nich w ich poczekalniach – w cudzysłowie mówiąc – zaczynają również otrzymywać ową wiadomość. I w końcu sprowadza się to do tego, że istnieje ogromna sieć związków istniejących w doczesnym śnie, który w rzeczywistości się nie wydarzył i rozgrywa się w przestrzeni nie większej niż odległość myśli. W tej to przestrzeni Świętemu Synowi Boga powraca pamięć i budzi się On. I tosię teraz dzieje.

Jestem tego częścią. Nie jestem na zewnątrz tego. Gdy postanowiłem się obudzić, zaczęli się pojawiać ci, którzy byli przypisani do mnie. Nie umieszczałem w gazecie reklamy mówiącej: „Poszukuję uczniów. Długie godziny pracy. Trudne warunki. Wymagana zdolność radzenia sobie z projekcją”. Oni się po prostu pojawili. I dopóki byłem w ciele, byłem kierowany, podobnie jak ty jesteś często kierowany: „Skręć w lewo”. Dlaczego ja tam idę? I tak oto dochodzi do niespodziewanego bliskiego spotkania czwartego stopnia, połączenia serc, świętości, uzdrowienia, Boskości, Chrystusa. Miłość dotyka Miłości i Miłość zostaje przypomniana. Wszyscy przeżywaliście takie chwile.

I gdy postanowiłem pozwolić, aby okoliczności uformowały wydarzenie znane jako ukrzyżowanie jako moją ostatnią lekcję pokazującą, że bez względu na okoliczności mam w sobie moc nauczania jedynie Miłości i gdy zniknęła we mnie nawet potrzeba czy też ocena tej szczególnej pomocy naukowej, jaką jest ciało, zostałem uwolniony, tak że mogłem sięgać na wskroś czasu i przestrzeni do wielu istot, by szerzyć i nauczać jedynie Miłości. I wielu z was tutaj zgromadzonych przeżyła tak zwane wcielenia, w których zaczęliście mnie rozpoznawać. To jest ta jedna dobra rzecz, którą dokonało tak zwane chrześcijaństwo. Przynajmniej dało mi ono możność poznania ciebie. Ja nie stworzyłem chrześcijaństwa, ale mogę się nim posłużyć.

Wiesz w swoim sercu, że znasz doskonale tego, który nazywany jest Jeszuą, synem Józefa, inaczej znanym jako Jezus. Wielu z was wie, że znaliście mnie gdzieś w pradawnej przeszłości. Wielu z was ma bardzo wyraźne wspomnienia. A wielu z was po prostu odebrało wibrację, której uderzenie nagle poczuliście w waszych sercach i oto wiedzieliście, że macie się tu pojawić. Odpowiedzieliście na wezwanie.

Albowiem moją intencją jako brata i przyjaciela, jako tego, który postanowił przyjąć odpowiedzialność za Pojednanie, jest przywołać moich przyjaciół do Siebie; wysłać zaproszenie, znaleźć sposoby na ponowne nawiązanie kontaktu i komunikacji, które wykraczają ponad wszelkie bariery między moim sercem a tymi, których kocham i których mój Ojciec do mnie przysłał.

Nie zostali oni do mnie przysłani, abym mógł ich zbawić, lecz abym mógł ich kochać i dać im moją siłę, dopóki ich siła nie będzie tak pewna jak moja. I właśnie tu zaczyna się taniec. Właśnie tu wydarza się taniec radosnego współtworzenia między przyjaciółmi, między tobą a mną. Wydaje się, że tymczasowo i przez bardzo krótki bez-czas dysponujesz ciałem, tym ciałem, tym niesamowitym narzędziem komunikacji, w którym możesz – w takim stopniu, w jakim zechcesz – być w czasie i przestrzeni ucieleśnieniem Miłości. Nikt nie może ci powiedzieć, że nie możesz.

Jest to taniec między tobą a mną i choć wydaje się, że nie mam ciała, to jestem ci bliższy niż twój własny oddech, znam cię, kocham cię, pragnę się z tobą bawić i tańczyć, szerząc to, co dobre, święte i piękne, oraz wszystko to, co wysyła światu sygnał i dotyka inne umysły i serca. Może to być tak proste, jak powiedzenie komuś, że go kochasz. Mogłoby to również przyjąć formę zorganizowania tak zwanej grupy ludzi studiujących Kurs Cudów, który jest po prostu Kursem rozpoznania siebie. On wydaje się inny. „No cóż, mamy książkę i ją studiujemy”. I oczywiście ci z was, którzy ją studiują, wiedzą, że im więcej ją studiujesz, tym bardziej zbliżasz się do tego, co mówię ci teraz. I uświadamiasz sobie, że tak naprawdę studiowałeś jedynie samego siebie. Ty jesteś książką.

Mogłoby to być tak szokujące jak pozwolenie, aby Umysł Boga zsyłał, niczym małe nasiona, wielkie wizje uzdrowienia planety. W prawdzie nie ma różnicy między małymi, cichymi, niezauważonymi uczynkami, jak powiedzenie komuś, że go kochasz i że widzisz w nim Chrystusa, a największą z wizji, jakie Duch Święty kiedykolwiek umieścił w jakimkolwiek umyśle. Miłość jest zawsze taka sama. I każda jej ekspresja ma jednakową wartość. Najmniejsze szerzenie Miłości porusza góry, ponieważ uzdrawia lęk. Nigdy nie pozwalaj owej małej trajkoczącej małpce zwanej ego mówić: „Za mało się starasz. Nie robisz wystarczająco dużo. Nie robisz wystarczająco dużo”. Zdarta płyta, zdarta płyta, zdarta płyta.

Wystarczy kochać. Wystarczy, że teraz, w tej chwili, weźmiesz za rękę osobę siedzącą obok ciebie i będziesz zachowywał w umyśle tę myśl: „Siedzę obok Chrystusa i go kocham”. To wystarczy, ponieważ Miłość uzdrawia. Miłość, drogocenna Miłość, drogocenna Miłość, uzdrawia wszystkie światy.

I w chwilach, gdy stoisz lub siedzisz sam pod drzewem o poranku, kiedy to pierwsze promienie słońca zaczynają pieścić twoją drogocenną Ziemię, a tajemnica, nieopowiedziana tajemnica roztacza się wszędzie dokoła ciebie – ty zaś nie potrafisz zrozumieć, skąd to wszystko się wzięło… W tych chwilach, gdy siedzisz cicho, tak że nikt nie wie, że tu jesteś, twoje serce się otwiera, a ty masz jakąś miłującą myśl o kimś, kogo znałeś, i przeznaczasz chwilę czasu, tę jedną chwilę i używasz jej w sposób konstruktywny, by pobłogosławić tamtą istotę, to w takim stopniu, w jakim czynisz to dla niej, czynisz to również dla całego Stworzenia, i to z taką samą mocą i głębią, jaką miał w sobie jakiekolwiek mój uczynek. Co więcej, robisz to z taką mocą, jak wiele uczynków, które przypisywano mnie, a które nie miały miejsca.

Jeśli nie przyjmiesz niczego innego w naszym wspólnym czasie tego wieczoru, proszę, przyjmij to: Nie ma czegoś takiego, jak niewielki akt Miłości.

Gdy trzymasz w ramionach nowo narodzone dziecko i rezygnujesz z postrzegania siebie i jego jako dwóch odrębnych istot, gdy trzymasz to dziecko i stwierdzasz, że masz w ramionach Chrystusa, a zatem pozostajesz w doskonałej komunikacji i zachowujesz jedną spokojną myśl: „Ukochane dziecko, teraz jest w porządku pamiętać, kim jesteś”, to nie może już zaistnieć w świecie prześladowanie ani ukrzyżowanie, ponieważ narodził się Chrystus.

Ten niewielki uczynek jest największym czynem, jakiego można dokonać. Przypomniałeś sobie Miłość. Spocząłeś w Prawdzie tego, kim jesteś. Rozpoznałeś ją w tym, który jest przed tobą i pobłogosławiłeś świat, komunikując miłość.

Nie ma większej Miłości niż ta, gdy ktoś oddaje swe życie za przyjaciół. Wiem doskonale, że parę osób zadrżało ze strachu słysząc to stwierdzenie, ponieważ myśleli, że oznaczało ono, iż muszą umrzeć. Pomyśl o tym. Twoje życie to twój egotyczny stan istnienia. To ta rzecz, którą – jak ci się wydaje – posiadasz i która jest odrębna i inna od wszystkiego innego. To ta rzecz, którą musisz za wszelką cenę podtrzymywać. Gdy oddasz to życie, twoja Rzeczywistość objawia się tam, gdzie kiedyś istniała niepoczytalna myśl. I oto Chrystus żyje. Oddałeś swe życie za przyjaciela.

A przyjaciel to ktoś, kto patrzy na drugą osobę i postanawia widzieć jedynie Chrystusa oraz oddaje się podtrzymywaniu takiego postrzegania tej osoby, dopóki ona będzie mogła je podtrzymywać dla siebie sama. Tym właśnie jest przyjaciel. A więc nie ma większej Miłości nad tę, gdy ktoś oddaje swe życie za przyjaciela. Czy ma to dla was sens?

A więc gdy następnym razem kurier przyniesie paczkę do twych drzwi, spójrz mu w oczy i powiedz: „Oddam dziś za ciebie moje życie. Miłego dnia. Dziękuję za paczkę”.

I w tamtej chwili już na zawsze połączyłeś się z tą istotą. Ona może się pojawiać w twoich snach, w modlitwie i medytacji. Będziesz z nią połączony na tak zwane „zawsze”, dopóki ta istota również nie postanowi się obudzić i nie pozwoli, aby jej doświadczenie zostało ukształtowane przez Tego, który został wysłany przez Ojca i który wie dokładnie, czego ona potrzebuje. Lekcje do nauki przychodzą i odchodzą, są one wszystkie tymczasowe, tak abyś mógł odkryć, jaka moc tkwi w wybieraniu jedynie Głosu przemawiającego w Imieniu Miłości.

I gdy będziesz wzrastał w Chrystusie, to twoje światło przyćmi ciało. Przyćmisz cały ten wymiar i poczujesz, że jesteś większy niż cały ten tak zwany fizyczny wszechświat – tyle przestrzeni będzie potrzebowała twoja Miłość, pamięć tej Miłości.

Gdy obudzisz się i odkryjesz, że nie ma nic na zewnątrz ciebie, będziesz wiedział, dlaczego mogłem podjąć decyzję, aby przyjąć odpowiedzialność za Pojednanie. Jakiż inny wybór miałem, gdy rozpoznałem, że nie ma nic na zewnątrz mnie i że była dla mnie dostępna cała moc w Niebie i na Ziemi, abym mógł nauczać jedynie Miłości i odkrywać sposoby tworzenia narzędzi komunikacji, które sprowadzą uniwersalny program Rzeczywistości do każdego tymczasowo podzielonego aspektu mnie samego? To, co robię za pośrednictwem tego mojego umiłowanego brata, za pośrednictwem was wszystkich, to, co zrobiłem za pośrednictwem tak zwanego Kursu Cudówi wielu innych narzędzi nauczania, jest z mojej strony całkiem samolubne. Chcę, aby moje „ja”, które jest twoim „ja”, było przebudzone.

A więc nie pozwól nikomu mówić, że się poświęcam, albowiem w Miłości nie ma poświęcenia. Proszę, nie postrzegaj mnie jako jakiegoś wielkiego zbawiciela i nie myśl: „Ojej, Chrystus ma tak zadziwiającą Miłość, że poświęca się nieustannie, aby pomóc biednemu małemu mnie”.

Proszę, zrozum, że ja jedynie pomagam samemu sobie, ponieważ ty jesteś mną. Jesteś mną. I ponieważ jestem jednym z tobą, ty jesteś jednym ze mną i nigdzie się nie wybieram,dopóki sobie nie przypomnisz, że jesteś Chrystusem i że jedynie Miłość jest prawdziwa.

Nadejdzie taki dzień i godzina, kiedy Pojednanie się dopełni, jako w Niebie, tak i na Ziemi, że się tak wyrażę. I w tej samej chwili, wszystko zostanie tymczasowo przemienione i nikt nie będzie chodził po tej planecie z ani jedną myślą o lęku i żaden umysł na tym świecie nie będzie myślał, że jest oddzielony od drugiego.

I Chrystus będzie spoglądał jedynie na Chrystusa, a wówczas cel tego świata zostanie przetłumaczony, przemieniony i zrealizowany. I oceany, lądy, drzewa i kwiaty, które przybyły jako aniołowie, by przypomnieć ci o Prawdzie, oraz lśniące promienie Światła, które tworzą to, co nazywasz szkarłatnym zachodem słońca – wszyscy ci aniołowie znikną. Świat zniknie dokładnie tak, jak kiedyś się rozpoczął – jako rezultat myśli, jako wynik postrzegania.

I gdy jedynie Rzeczywisty Świat zostanie wybrany jako postrzeganie wszystkich umysłów, to ten świat przestanie istnieć. Lecz Stworzenie będzie trwało na zawsze, albowiem Ojciec nie stwarza czegoś, co się kończy. Nie myśl, że owego dnia i w owej godzinie znikniesz w jakiejś bezkształtnej plamie świadomości. Albowiem wielką radością Boga jest stwarzać to, co jest do Niego lub do Niejpodobne. Mam nadzieję, że to jest w porządku. I to ty jesteś tym Stworzeniem.

Nigdy nie myśl, że indywidualność oznacza oddzielenie, lecz wyobraź sobie, że istniejesz jako świadomość, która ma poczucie własnej indywidualności bez śladu czy też poczucia oddzielenia od czegokolwiek. Nie ma tu już żadnego brata czy siostry. Związek jest środkiem twojego zbawienia, a ostatecznym krokiem w twoim zbawieniu jest nieustające świętowanie i szerzenie tego, co dobre, święte i piękne.

A więc proszę, nie módl się o to, żeby rozpuścić się w Świetle. Ty już jesteś Światłem. Módl się jedynie o to, żeby uwolnić wszelkie przeszkody przed szerzeniem Światła. I możesz do tego dodać, że robiąc to, chciałbyś się dobrze bawić.

Proszę pamiętaj, że twój Stwórca jest najprostszą ze wszystkich Istot. Twój Stwórca mówi „tak” na wszystko. Każda twoja myśl otrzymuje automatyczne: „Tak, to jest w porządku. Baw się dobrze!”.

I proszę pamiętaj, że nie wyjdziesz z tego wymiaru i nie doświadczysz tego, co nazywasz śmiercią, tylko po to, by usiąść na kolanach Boga i prosić Go o wyjaśnienie, dlaczego zrobił ci te wszystkie okropne rzeczy. On po prostu powita cię w domu i powie: „Tak. Kocham cię. Co chciałbyś zrobić dzisiaj?”. I leżąc tam, być może powiesz: „Wiesz, myślę, że stworzę inny wszechświat i pójdę tam, by znowu się zagubić”.

Wiem, że wszystko to, co mówiłem wam do tej pory podczas tej godziny, nie jest dokładnie tym, co – jak naucza cię świat – było moim nauczaniem. Niezupełnie. Lecz mogę cię nauczać jedynie tego, co ty już wiesz. Nie ma więc nikogo w tym pokoju, kto – słysząc te słowa, które są zaledwie symbolami symboli wskazującymi na Rzeczywistość – nie poczułby choć raz podczas tej godziny owego „Acha”.

Jeśli zaś rozpoznajesz Prawdę, treść zawartą w formie słów, które zostały starannie wybrane na tę godzinę i jeśli gdzieś w głębi swego istnienia rozpoznałeś Prawdę tej treści, może tak być tylko dlatego, że Prawda już jest w tobie. Prawda może być rozpoznana jedynie przez Prawdę. Miłość może być rozpoznana jedynie przez Miłość. Jest to zgodne z waszym istniejącym w tym świecie powiedzeniem: „Swój swego zawsze pozna”.

A zatem skończymy to krótkie przesłanie, a potem będziemy mówić dalej, posługując się tą prostą myślą. Bez względu na to, za pomocą jakich środków i mechanizmów, twoim zdaniem, mnie rozpoznałeś – czy to przez to, co nazywasz Biblią, czy to poprzez Kurs Cudów, czy to przez jakiekolwiek inne formy uniwersalnego programu, czy topoprzez wizję w twoich snach lub wzbudzoną przeze mnie energię, owo niewielkie wstrząśnięcie twoim sercem, by zwrócić twą uwagę – bez względu na to, za pomocą jakich środków wszedłeś w relację ze mną jako równy mi, jako mój brat czy siostra, proszę pamiętaj, że jeśli widzisz we mnie ślad Miłości i Rzeczywistości Chrystusa, jest tak tylko dlatego, że spojrzałeś na mnie oczami Chrystusa. Swój swego naprawdę pozna.

Jest to prawdą w stosunku do każdego, kto pozostaje w relacji ze mną – niezależnie od tego, czy jest on tym, kogo nazywacie biedakiem z Południowej Ameryki, który trzyma w rękach różaniec i myśli o mnie, i wie, że Chrystus mieszka we mnie w pełni… Ta osoba patrzy oczami Chrystusa. Może jeszcze tego nie rozpoznaje, ale rozpozna.

To ty widzisz Chrystusa w drugim człowieku. A żeby widzieć oczami Rzeczywistości, a nie oczami świata, potrzeba nieograniczonej mocy i doskonałej wolności. I ta jedna istota, której wielu z was nie doceniało w pełni, to ty sam.

Miłość do siebie samego jest absolutnie konieczna, jeśli masz uzdrowić i poruszyć każdą przeszkodę czy też ślad czegokolwiek, co nie jest miłością. Nie możesz kochać swego brata, jeśli nienawidzisz siebie, lecz poprzez pokochanie siebie twój kielich stanie się przeobfity. A zatem jeśli chcesz objąć drugiego człowieka, to do tego kręgu przyjmij też samego siebie. Gdy służysz drugiemu, uznaj, że ty również jesteś godny tego, by twoja miłość ci służyła. Gdy nauczasz drugiego, wpierw naucz się tego sam. Gdy pragniesz uzdrowić drugiego, równie mocno sam pragnij być uzdrowionym.

Albowiem nauczyciel Boży – a tym właśnie jesteś – i nawet nie wiedziałeś, na co się piszesz… Jedyną rzeczą, jaką musisz zrobić jako nauczyciel Boży, to przyjąć Pojednanie dla siebie samego. „Ja jestem tym światłem. Ja jestem tą prawdą. Ja tym jestem. I kocham to, czym jestem, ponieważ jestem stworzeniem mego Ojca. A Ojciec stwarza jedynie to, co dobre, święte i piękne”.

Jak bardzo jesteś chętny rozwijać w sobie zdolność przyjmowania tej prawdy? Albowiem w takim stopniu zrodzą się z tego owoce.

Kocham cię. Twoja mama cię kocha. Twój tata cię kocha. I kocha cię każdy, komu zaofiarowałeś uśmiech. I kocha cię każdy, kto przyszedł do ciebie w twych związkach, a na kogo spojrzałeś przeoczając jego błędy. Ty byłeś ich odkupicielem. Czyż nie nadszedł czas, żebyś okazał tę samą uprzejmość samemu sobie?

To powiedziawszy, chcę wam zasugerować, żebyście – to będzie bardzo ciekawe słowo, wasz język jest taki dziwny – zrobili sobie przerwę. Ja tego nie rozumiem. Z czego masz ją zrobić i co zrobisz, gdy coś w sobie przerwiesz? To bardzo dziwny język. Jest on jedynie odbiciem tego, jak niepoczytalny stał się świat. A więc zadowolimy się tym, co mamy.

A zatem zróbcie to, co nazywacie „przerwą”, ale gdy będziecie to robili, gdy podniesiecie ciała z krzeseł, to jeśli zrobicie to z miłością, to właśnie wskrzesiliście (po angielsku: raise– podnieśliście – przyp. tłumacza) martwych. A gdy wstaniecie i – tu mamy kolejne dobre słowo – „będziecie się tłoczyć”, zwróćcie uwagę, czy macie skłonność do unikania kontaktu wzrokowego i czy wasze ciało się wtedy trochę nie napina. Jeśli tak, to zmień zdanie i przynajmniej przez chwilę nie odwracaj wzroku. Rozluźnij się i świadomie postanów, że będziesz przed sobą widział Chrystusa, a potem zobacz, jak się czujesz. I ciesz się tym.

Gdy powrócimy – jeśli zechcecie powrócić – przeznaczymy trochę czasu na to, co nazywacie pytaniami i odpowiedziami, abyśmy wszyscy mogli się tym bawić. Będziemy bowiem udawać, że nie znasz odpowiedzi. Wrócimy więc i będziemy razem.

Jest dla mnie wielką radością komunikować się z wami w ten sposób. Gdy opuściłem ten wymiar, nie żywiłem nienawiści do ciała ani do Ziemi, a jedynie przekroczyłem ten świat. A zatem ów środek do komunikowania się z wami jest zachwycający również dla mnie. I uwielbiam to, że mam okazję, aby być z wami, albowiem jesteście moją miłością.

A zatem życzę wam miłej przerwy, a potem zejdziemy się ponownie. Przypuszczam, że kiedy coś jest przerwane, dobrze jest to ponownie połączyć. Pozostańcie zatem w pokoju i pamiętajcie, jak bardzo jesteście kochani, napełnieni światłem i jak wiele macie do zaofiarowania światu.

Pozostańcie zatem w pokoju, umiłowani przyjaciele.

Amen.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf

Droga serca – Lekcja 4

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

Witajcie ponownie, umiłowani i święci przyjaciele. Powtórzę jeszcze raz, że z wielką radością przybywamy, aby przebywać z wami w ten sposób. Z wielką radością przybywam z moimi przyjaciółmi, aby przebywać z tobą w tym czasie. Z wielką radością kroczę z tobą drogą, którą wybrałeś. W rzeczywistości bowiem nie ma takiej chwili, w której nie byłoby mnie z tobą. I do jakiegokolwiek miejsca byś się nie udał, odkryjesz tam moją obecność.

Tylko rzeczywistość może być prawdziwa. A rzeczywistość jest prosta: istnieje jedynie prostota Miłości. Z tego zaś oceanu rodzi się wielość form, wielość światów i stworzeń, a ty jesteś jednym z nich. I podobnie jak wyłaniające się z morza fale, tak owe stworzenia pozostają na zawsze połączone ze swoim Stwórcą. Jesteś falą wyłaniającą się z Nieskończonego Oceanu Miłości, która jest Obecnością Boga. Ja jestem falą, która wyłoniła się z oceanu Świętego Umysłu mego Ojca. I choć dwie fale wydają się być oddzielone tym, co nazywamy czasem – nawet dwoma tysiącami waszych lat – to patrząc ze znacznie szerszej perspektywy, fale te tak naprawdę wyłoniły się z powierzchni Oceanu równocześnie. Wyłaniają się one z tego samego powodu – by wyrażać prostotę, niewinność, piękno, kreatywność, prawdę i rzeczywistość samego Oceanu.

Fale czerpią ogromną radość z wyrażania tego, co wydaje się ich unikalnością i indywidualnością. A jednak łączy je ta sama nić przewodnia: są zrobione z tej samej substancji i rzeczywiście podlegają tym samym Prawom Stworzenia. Nie wiedzą, kiedy powstały, albowiem jedynie niewidoczna Głębia Oceanu może znać ową chwilę, w której postanowiła wezbrać i wyrazić się poprzez stworzenie fali. Niewidzialna moc ukryta w Głębi Oceanu powstaje i kształtuje ową falę oraz podtrzymuje ją w czasie, gdy ta się przejawia. I to Głębia tegoż Oceanu decyduje, kiedy fala do niego powróci. Czy to znaczy, że fala znika? Tylko z jednej perspektywy. W rzeczywistości jednak ta sama substancja, która się przejawiła, nie zna narodzin ani śmierci, a jedynie wyrażanie się.

A gdybyś tak uznał siebie za falę wyłaniającą się ze Świętego Umysłu Boga, zrodzoną z nieskończonego Bożego pragnienia, by szerzyć Siebie samego, by wyrażać nieskończoną naturę Miłości i kreatywności? A gdybyś zaczął sobie uświadamiać, że jakkolwiek byś się nie utożsamiał, jesteś skutkiem Miłości? I że nie ty jesteś przyczyną swego istnienia? A jednak gdy już wyłaniasz się z tego Oceanu Miłości, to czy nie okazuje się, że fala jest zrobiona z tej samej substancji co morze? Czyż nie dano ci nieskończonej i doskonałej wolności? Albowiem tak jak Ojciec postrzega ciebie, tak i tobie dano wolność postrzegania siebie i wszystkich innych fal, jakie mógłbyś dostrzec, a nawet samego Oceanu, w dowolny sposób, jaki wybierzesz.

A zatem celem prawdziwej duchowości jest dostrojenie jakości twego postrzegania, by odzwierciedlało, rezonowało i pozostawało w doskonałej harmonii z postrzeganiem twego Stwórcy, tak abyś widział oczami Boga. Umiłowani przyjaciele, w rzeczywistości pozostajecie tacy, jakimi was stworzono. W każdej chwili używacie mocy pochodzącej z cichej głębi Oceanu Bożej Miłości, która dała początek waszemu stworzeniu, waszemu istnieniu. Używacie jej dosłownie do tego, by postrzegać tak, jak pragniecie.

Dlatego też podczas tej godziny odniesiemy się do natury samego pragnienia: co ono oznacza, co wyraża i w jaki sposób wytwarza skutki. Przyjrzymy się mocy pragnienia, wartości pragnienia, znaczeniu i celowi pragnienia oraz temu jak zacząć poddawać tę energię – która czasem przypomina tabun tysiąca dzikich koni chcących rozbiec się w różnych kierunkach – jak poddać ową Moc Pragnienia twemu świadomemu i rozmyślnemu kierownictwu, abyś mógł rzeczywiście stwarzać tak, jak Ojciec stworzył ciebie – w doskonałej, celowo dawanej, nieskończonej Miłości, w doskonałej, nieskończonej i celowo dawanej wolności, w doskonałej, nieskończonej i celowo dawanej radości, w doskonałej – naprawdę doskonałej – wolności.

Pragnienie! Gdy jako człowiek chodziłem po twej planecie, zetknąłem się z wieloma różnymi opiniami o naturze stworzenia, naturze rodzaju ludzkiego, naturze świadomości – choć w tamtym czasie nie było słowa opisującego to, co nazywasz świadomością, czy też tożsamością „ja”. Podobnie jak ty teraz, ja również wówczas miałem do czynienia z wieloma szkołami myślowymi. Z jednej strony może to prowadzić do wielkiego zamętu związanego z rzekomą koniecznością wyboru spośród szerokiego wachlarza propozycji. Z drugiej strony taka sytuacja jest niczym ziarnko piasku w muszli ostrygi, które kiedyś zamieni się w perłę, ale teraz drażni cię gdzieś od środka. Podobnie i ty musisz znaleźć swą drogę do własnej prawdy. Albowiem przed każdym z was rozpościera się wasza ścieżka, brama, ucho igielne, przez które możesz przejść jedynie ty.

Dlatego też w pewnym sensie wydaje się, że jesteś sam. Musisz podjąć decyzję, by nade wszystko pragnąć przebudzenia się doskonałej pamięci twojej więzi z Bogiem – podobnie jak fala może w końcu zdecydować, że została zrodzona nie po to, by bać się bycia falą, ale by faktycznie uznać swą indywidualność, swą niepowtarzalność i w pełni tym żyć. I doświadczając tej pełni, decyduje ona, by odkryć sposób bycia świadomą swej nieskończonej więzi z samym oceanem, by jakoś zerwać z krótkowzrocznym utożsamianiem się z małą cząstką fali, która wyłania się w miejscu czy też polu czasu, trwa przez sekundę, a potem znika. Tak jak ta fala możesz zdecydować, że znajdziesz sposób na to, by przekroczyć owo ograniczenie i ponownie utożsamić się ze świadomością, żywą świadomością, że jesteś jednym z Głębią Oceanu. Zdecyduj, że możesz działać nie z powierzchownego poziomu świadomości, który podobny jest pianie na grzbiecie fali – czyli temu, co nazywasz swoim świadomym bądź egotycznym umysłem – lecz że możesz być natchniony we wszystkim, co mówisz, robisz, stwarzasz i we wszystkim, co postrzegasz, przez to, co spoczywa w Nieskończonej Głębi samego Oceanu.

Wyobraź więc sobie, że czerpiesz ze znajdującej się w twym wnętrzu studni, która nie ma ani dna ani ścian i w której coś wypływa z niewidocznych dla ciebie miejsc, zaś twoją świadomą uwagę czy też świadomość zdaje się zabarwiać promienne Światło. W tym Świetle dosłownie czujesz, że nie jesteś ciało-umysłem lub też osobistą historią, z którą się wcześniej utożsamiałeś, lecz że te rzeczy są jedynie tymczasowymi i bardzo bezosobowymi skutkami pewnego poziomu pragnienia w twej duszy. Owo pragnienie jest dokładnie tym samym, co Miłość Boga wyrażająca samą siebie z jednego tylko powodu: Miłość musi być szerzona.

Wyobraź sobie jak przekraczasz własny lęk o swe przetrwanie, jak spoglądasz na swój ciało-umysł i już się z nim nie utożsamiasz; stał się on narzędziem używanym przez Miłość, która spoczywa w Umyśle Boga. Ty zaś żyjesz, lecz to już nie ty, lecz Chrystus żyje jako ty. Jest to bardzo prawdziwe doświadczenie, którym należy żyć. Nie jest to tylko jakąś filozofią. Nie jest to jedynie koncepcją i nigdy nie będzie to dogmatem. W głębi twej duszy dokonuje się mistyczny akt przetłumaczenia, co tak naprawdę oznacza, że gdzie indziej zaczynasz widzieć sens i źródło swej tożsamości. Czym jest energia, której potrzeba, aby przenieść cię ze stanu krótkowzrocznego zaciśnięcia – w którym utożsamiłeś się z małymi kropelkami piany na grzbiecie fali miotanymi na wszystkie strony mocą, jaka wydaje się istnieć na zewnątrz ciebie – do poczucia utożsamienia z Cichą Głębią Oceanu, która jest wszechobecna i nie zna początku ani końca? Owa energia, która przeniesie cię z grzbietu fali do Głębi Oceanu, to energia pragnienia.

Albowiem powiadam wam, że gdyby Ojciec nie pragnął szerzyć Miłości, nigdy byście nie zaistnieli. Już samo twe poczucie świadomości siebie jest rezultatem i skutkiem Miłości. Jest to dokładnie ta sama Miłość, która zrodziła słońce, księżyc i wszystkie gwiazdy oraz wszystkie możliwe wymiary Stworzenia. Dokładnie ta Miłość, która zapragnęła się szerzyć, jest tym właśnie Źródłem, z którego tyś się narodził. Taki, jakim siebie znasz, jesteś zatem skutkiem Bożego pragnienia, by szerzyć Miłość.

Dlatego gdy następnym razem ktoś cię zapyta: „Kim jesteś?”, proszę nie podawaj mu swego imienia i nazwiska. Nie mów:

„No cóż, urodziłem się w pewnym mieście w pewnej części tej planety”.

Nie mów mu, że jesteś demokratą lub republikaninem, czy też komunistą, ateistą lub katolikiem. Powiedz mu Prawdę:

Kim jestem? Jestem szerzeniem Miłości w formie. Nigdy się nie narodziłem i nigdy nie zakosztuję śmierci. Jestem nieskończony i wieczny. I jaśnieję światłem niczym promień słońca. Jestem skutkiem Bożej Miłości. I stoję przed tobą, aby cię kochać.

Taka odpowiedź z pewnością sprawi, że brwi niektórych uniosą się ze zdziwienia. Odpowiedź ta przemieni również twój świat. Albowiem nadszedł czas, abyś przestał szukać Chrystusa na zewnątrz i podjął decyzję, by wziąć odpowiedzialność za bycie Chrystusem wcielonym. Pragnienie jest wszystkim!

Zrób sobie teraz chwilę przerwy. Rozluźnij ciało i wyobraź sobie, że możesz przejść ponownie z roli aktora w sztuce twego życia do roli jego reżysera i producenta. Siedzisz więc w swoim laboratorium, w swoim studiu filmowym i montujesz historię swojego życia. Przeglądasz wszystkie fragmenty filmu z czasu twoich narodzin, z czasu pójścia do przedszkola, z czasu, kiedy pierwszy raz się zakochałeś, gdy pierwszy raz poszedłeś do kina, gdy poszedłeś na studia, gdy podjąłeś się pracy – tej lub tamtej, bądź gdy przeprowadziłeś się do innego miejsca zamieszkania. Przyjrzyj się temu uważnie i zobacz, czy po przeanalizowaniu tego wszystkiego, nie jest prawdą to, że za każdą czynnością, jaką kiedykolwiek wykonałeś, za każdą decyzją, którą podjąłeś, kryje się energia pragnienia?

Tak naprawdę nawet nie podniósłbyś swego ciała z kanapy i nie podszedł do lodówki, gdyby nie było w tobie pragnienia, by coś zjeść. Coś cię wzywa do podjęcia jakiegoś działania. Jest to pragnienie. Nikt nie wchodzi w intymny związek bez energii pragnienia. Albowiem czy kiedykolwiek jakichś dwoje spojrzało na siebie i powiedziało: „Nie czuję w sobie żadnego pragnienia, ale pobierzmy się, spłodźmy dzieci i załóżmy rodzinę.”?

Pragnienie! Pragnienie jest tą energią, która z głębi samego oceanu wynosi na powierzchnię wszystkie fale stworzenia. A jednak któż z was nie czuł wewnętrznego rozdarcia w kwestii pragnienia? Kogo z was nie nauczano, że pragnienie jest złe? Kogo z was nie nauczano, żeby nie pragnąć wielkości? Kogo z was nie nauczano, że pragnienie materialnego komfortu jest swego rodzaju skazą na duchowej ścieżce? Rozejrzyj się uważnie w swej duszy i zobacz, czy nie tak właśnie jest. Czy czasami nie obawiałeś się wzbierającego w tobie pragnienia? Albowiem gdy patrzę na twój świat, widzę wiele osób, które lęk paraliżuje tylko dlatego, że pragną zjeść pucharek lodowy. Bardzo się boją, że jeśli ulegną temu pragnieniu, to coś w tych lodach sprawi, że dostaną wzdęcia, a ich mózg przestanie funkcjonować.

Jeśli zaś chodzi o tych z was, którzy są w związkach intymnych, w tym, co nazywasz małżeństwem, czy też jakiegoś rodzaju zobowiązaniem – a wydaje się, że w twoim świecie istnieje wiele poziomów zobowiązania, każdy z odrębną definicją – jak wielu z was nie żywiło przekonania, którego nauczył cię świat, że jeśli na widok kogoś, kto nie jest twoim partnerem, czujesz wzbierającą w sobie energię pragnienia, to w jakiś sposób zgrzeszyłeś przeciwko Bogu? Iluż z was nie doświadczyło próby ujarzmienia tego „stada dziesięciu tysięcy koni”, będąc przekonanym, że jeśli pozwolicie sobie czuć owo pragnienie, to wszystko wymknie się spod kontroli? Myślicie, że wasze starania, aby utrzymać wasze życie sztywno poukładanym i przewidywalnym, legną w gruzach i „rozpęta się piekło”.

A jednak powiadam wam, czy mógłbyś istnieć, gdyby Bóg obawiał się pragnienia, by stwarzać, szerzyć miłość i uformować ciebie, dając ci jednocześnie nieskończoną wolność wyboru? Rozejrzyj się dokoła. Bez pragnienia nie tylko niczego byś nie widział, ale nie byłoby również tego, który mógłby widzieć. Wszystko jest skutkiem pragnienia.

Zrozum więc, że pragnienie nie jest złem. Nie trzeba się go bać. Trzeba je okiełznać. Okiełznanie czegoś nie jest kontrolą. Albowiem kontrola, potrzeba kontrolowania, jest skutkiem lęku, a nie Miłości. Okiełznanie pragnienia ma miejsce wówczas, gdy rozpoznajesz, że możesz bezpiecznie poczuć każdą falę pragnienia, jaka może się pojawić w twej świadomości, ponieważ to ty decydujesz, czy będziesz działał pod jej wpływem, czy też nie – i czy wniesiesz pragnienie w pole przejawiania się. Moc wyboru jest tą jedną mocą, której nigdy nie można ci odebrać. Ty już doskonale nad nią zapanowałeś, ponieważ nic, czego doświadczasz, nie przychodzi do ciebie bez twej decyzji, aby pozwolić temu wejść w pole przejawiania się.

Pozwól sobie poczuć, że pragnienie jest czymś, co wzbiera z głębi będącej poza tobą i że możesz na nie patrzeć z doskonałą niewinnością, z zadziwieniem dziecka. Sam zaś akt pozwolenia na pragnienie i powitanie pragnienia nie jest czymś, co odwiedzie cię od ścieżki przebudzenia, lecz zaprawdę – powiedzie cię wprost do Serca Boga.

Jeśli bowiem kiedykolwiek masz stwarzać tak, jak stwarza Bóg, będziesz musiał uzdrowić swoje sprzeczne wyobrażenia na temat pragnienia. Będziesz musiał przekroczyć ową energię lęku.

Wielu modli się i mnie wzywa. Nie ma takiej godziny w waszym wymiarze czasu, w której wielu ludzi w waszym świecie, gdzieś na waszej planecie, nie modliłoby się do mnie i nie chciało, aby ich serca wypełnił Chrystus. Lecz jednocześnie są oni śmiertelnie przerażeni energią, która chce się w nich poruszać, ponieważ nauczono ich lękać się i tłumić pragnienia.

Pragnienie podobne jest do życiodajnych soków, które przepływają przez łodygę róży i pozwalają, aby jej płatki jaśniały wspaniałym kolorem. A gdy blokujesz przepływ pragnienia, płatki nie mogą być odżywiane. Wówczas zaczyna się śmierć – śmierć serca, śmierć duszy, wszystko zamiera.

Gdybyś przeszedł się jedną z ulic twego miasta i naprawdę spojrzał w oczy wszystkich, których widzisz – a każdy, kto słyszy te słowa, miał już to doświadczenie – czyż nie rozpoznałbyś, że śmierć już teraz wydaje się mieszkać w umysłach wielu żyjących – śmierć marzeń, śmierć nadziei, śmierć poczucia własnej wartości, śmierć radosnego usposobienia, śmierć prawdziwej mocy, śmierć jedności ze Źródłem i Stwórcą?

Uzdrowienie wymaga chęci, by poczuć pragnienie i widzieć je jako coś dobrego, coś świętego. Czy to oznacza, że jeśli czujesz pragnienie, to egotyczne wzorce w twoim umyśle nie mogą go już wypaczyć? Oczywiście, że mogą to uczynić. Zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że pragnienie zostanie wypaczone, aby zaspokoić potrzeby egotycznego umysłu w tobie. Lecz możesz być pewien, że jeśli tak się stanie, to kto to uczynił? Ty! Zawsze w głębi siebie wiedziałeś, że pragnienie jest dobre, ale je tłumiłeś. W tych chwilach, gdy pragnienie pojawiało się, a ty pozwalałeś na jego wypaczenie, aby służyło celom ego, zawsze wiedziałeś doskonale, co robiłeś, ponieważ to ty podejmowałeś taką decyzję.

Nauczyłeś się zatem lękać pragnienia, ponieważ ów lęk jest skutkiem lękania się samego siebie. I to cię paraliżuje. Właśnie to odcina twórczy przepływ. Oto, co prowadzi do tego wszystkiego, co świat zna jako liczne choroby psychiczne: niechęć do ufania samemu sobie, niechęć do kochania samego siebie, przekonanie, że pragnienia budzące się w głębi ciebie są czymś złym i mrocznym. Myślisz, że gdybyś tylko mógł je wyplenić ze swej świadomości, to zachowałbyś nad wszystkim kontrolę i wszyscy by cię lubili, ponieważ dostosowałbyś się do małości i małostkowości, czczonej przez ludzką świadomość.

Posłuchaj teraz uważnie następnego aksjomatu, jaki ci dajemy:

Jedyny związek, który ma jakąkolwiek wartość, to twój związek z Bogiem, twym twórczym Źródłem, Głębią Oceanu.

Tu umysł natychmiast się burzy: „A co z moim partnerem, co z moimi rodzicami, co z moimi dziećmi, co z prezydentem Stanów Zjednoczonych, a co z naczelnikiem poczty?”.

Znajdziesz milion przykładów związków, które z pewnością są bardzo ważne. Jedyny związek, który ma wartość, to twój związek z Bogiem. Albowiem gdy tu panuje harmonia, to wszystkie twoje stworzenia, twe wybory odnośnie związków oraz to, jak ty będziesz w nich funkcjonował, będzie wypływało bez wysiłku z tejże harmonii. Dlatego starajcie się wpierw o Królestwo, a wszystko inne będzie wam dodane. Nie próbuj stworzyć róży zaczynając od płatków, lecz odżywiaj korzenie, a kwiat z pewnością zakwitnie.

Jeśli masz być we właściwej relacji ze swoim Stwórcą, to absolutnie konieczne jest, abyś naprawił swe postrzeganie i stosunek do energii pragnienia. A zaczyna się to od uwolnienia wszelkich form twego osądu odnośnie pragnienia. Powtórzmy bowiem, że możesz trwać jedynie w Miłości lub w lęku. Możesz trwać jedynie w niewinności lub w osądzie. Miłość i niewinność pochodzą z Królestwa. Lęk i osąd – ze złudzeń.

Poprzez prostą praktykę naucz się zatem przerywać wzorce, jakie przyswoiłeś od tego iluzorycznego świata, tak abyś uwolnił się od osądzania energii pragnienia. Dla każdego z was będzie to wyglądało inaczej, w zależności od tego, w jakim punkcie zaczynacie. Damy ci bardzo proste ćwiczenie. Gdy obudzisz się rano i oprzesz stopy mocno na podłodze, daj sobie chwilę, a następnie zadaj następujące pytanie:

Czego w tej chwili chcę?

Umysł natychmiast powie: „No cóż, jestem teraz zbyt zajęty, by wiedzieć, czego chcę. Muszę iść do pracy. Muszę służyć innym. Jestem tutaj po to, by zadowalać świat. Nie mam czasu, by pytać siebie, czego chcę.”

Pamiętaj, że to, co zarządzisz, JEST, zaś myśl, którą masz w umyśle, zostanie odzwierciedlona w naturze twego doświadczenia.

A więc daj sobie chwilę i zapytaj:

Czego chcę?

Następnie przeznacz minutę na obserwowanie tego, co pojawia się w twoim umyśle lub nawet tego, co odczuwasz w ciele. Niech Bóg broni, żeby zachciało ci się seksu! Wówczas wiedziałbyś na pewno, że nie jesteś istotą „duchową”. Być może będziesz chciał wziąć gorący prysznic. Być może będziesz chciał się napić szklanki soku lub wody. Może będzie ci się chciało śpiewać. Może będziesz chciał się przeciągnąć i oddychać. Być może będziesz chciał się odwrócić i spojrzeć na swojego partnera lub małżonka, który jeszcze śpi. Być może będziesz chciał wstać i wejść po cichu do pokoju swych dzieci, by popatrzeć, jak śpią. Być może będziesz chciał usiąść i poczytać poranną gazetę. Chodzi o to, by zauważyć, że gdy zadasz pytanie, to coś w tobie ci odpowie. A gdy ta odpowiedź przyjdzie, zauważ, że jest z nią związane pewne uczucie, pewna jakość doświadczenia, która sprawia, że twoim komórkom zachciewa się śpiewać. To jest ta energia – eliksir życia zwany pragnieniem.

Nie musisz od razu przystępować do działania, lecz po prostu zauważ: „Czego chcę? Acha, chcę wziąć gorący prysznic”.

Poczucie tej myśli lub też myśl, która powoduje owo uczucie w ciele: „Chcę wziąć gorący prysznic”, pojawia się dzięki eliksirowi pragnienia. Pragnienie zaś pochodzi z głębi twojego istnienia, które – powtórzmy – spoczywa tuż obok Oblicza Boga. I czyż nie jest tak, że poprzez podążanie za pragnieniem, które wzbiera w twym sercu, poprzez poczucie go, objęcie go, możesz dowiedzieć się i odkryć, co Ocean chce wyrazić poprzez falę, którą jesteś? A jeśli osądzasz pragnienie, czy przypadkiem nie odcinasz się od twórczego przepływu, jaki chce wyrażać Umysł Boga?

Oczywiście, że tak. I na tym polega problem. Twoje sprzeczne osądy zawiązały supeł, blokując przepływ. Teraz zaś chodzi o to, żeby w prosty sposób zacząć dawać sobie przyzwolenie na odczuwanie pragnienia, na dopuszczanie go nawet do komórek ciała, na obserwowanie go, zauważanie go i bycie z nim.

Posłużmy się bardzo powszechnym przykładem z waszego świata – i bądź ze sobą szczery: ile razy pragnąłeś być bogaty? Oto o czym nie powinieneś rozprawiać i czego nie powinieneś omawiać publicznie:

„Dziś rano obudziłem się i po prostu wyobraziłem sobie, że mam tak wiele złotych monet, że mógłbym kupić całą planetę! Ale przecież pieniądze są źródłem wszelkiego zła. Nie mogę więc myśleć w ten sposób. No cóż, lepiej zakasam rękawy i pojadę do biura do pracy, której w skrytości ducha nie znoszę, ponieważ nie płacą mi tyle, ile jestem wart. Ale będę udawał, że wszystko jest w porządku. Ach, pieniądze? Nie, ja się mam całkiem dobrze. Naprawdę mam ich wystarczająco. Nie, nie, u mnie naprawdę wszystko w porządku”.

A potem gdy jedziesz do domu i zatrzymuje się obok ciebie Mercedes, nie możesz się powstrzymać, odwracasz się i myślisz: „Boże, chciałbym móc sobie pozwolić na taki samochód. Och, Boże! Nie powinienem tak myśleć, więc dalej będę jeździł swoim starym Volkswagenem. Ale za to jestem bardzo dobrą duchową osobą”.

Bądź ze sobą szczery: ile razy czułeś wzbierające w sobie pragnienie bycia bogatym? Cóż takiego spowodowało, że przestraszyłeś się tego pragnienia? Co sprawiło, że zawiązałeś węzeł blokujący przepływ, próbując w ten sposób zablokować możliwość spełnienia się tego pragnienia? Być może jako dziecko poszedłeś do jednej ze swych katedr i na podwyższeniu stał tam ktoś w długiej szacie. A ponieważ wszystko wyglądało tak pięknie, pomyślałeś, że ten, który przemawiał, na pewno był autorytetem. A ponieważ owa katedra była wypełniona całą rzeszą małych umysłów żyjących na własnym poziomie lęku, to gdy ów głos przemówił i rzekł: „Pieniądze są źródłem wszelkiego zła”, ty powiedziałeś sobie: „No cóż, taka jest prawda. O tak! To jest prawda. O tak. O mój Boże! Lepiej będę się lękał pieniędzy”.

Ja zaś powiadam ci, że masz jeden Autorytet, którego nigdy nie można zawrzeć w ramach instytucji żadnego kościoła czy organizacji. Nie jest nim też żadna osoba. Twoim Autorytetem jest Głos mówiący w imieniu Boga, który mieszka w twym sercu i umyśle! Bóg nie jest ograniczony i nie wymaga, aby Jego Dzieci były ograniczone. I jeśli chcesz przyjąć wszystko, co Bóg ci daje, musisz podjąć decyzję, by powstać i być największą z fal, jaką tylko możesz być. Albowiem tylko tak czyniąc, czcisz swego Stwórcę.

Mógłbyś więc powiedzieć, że Bóg jest niczym mądry ogrodnik, który nieustannie stara się wyhodować piękne róże. On wie dokładnie, jak wiele wilgotności zapewnić glebie, jak sprawić, aby składniki odżywcze przeszły z gleby przez korzenie aż do rdzenia łodygi kwiatu, dzięki czemu róża może nabrać promiennego koloru, a wszyscy, którzy na nią patrzą, są poruszeni tajemnicą piękna. I Bóg się zdumiewa:

„To ciekawe. Róże, które stworzyłem, wydają się myśleć niezależnie. Gdy eliksir, który próbowałem im podać, wznosi się w górę łodygi, one wiążą na sobie supełki i do kwiatu dociera tylko odrobina eliksiru. Tak więc płatki nigdy w pełni nie zakwitają”.

Czy czułeś kiedyś, że wkładasz więcej energii w pozostawanie zaciśniętym i ograniczonym niż w pozwolenie na rozwój?

Pragnienie jest stwarzaniem. A zatem to, czego pragniesz, ma ogromne znaczenie. Jeśli posłużysz się tym drobnym ćwiczeniem, które ci daliśmy, i będziesz je praktykował w bardzo prosty i spokojny sposób, to zaczniesz przywracać kontakt z niewinnością i pięknem poruszeń pragnienia. Możesz się tym zachwycać. Gdy pojawi ci się jakaś zmysłowa myśl, seksualne pragnienie, czemu po prostu z tym nie pobyć? Czemu by nie zauważyć, co dzieje się z twoim ciałem? Jak zmienia się oddech? Czy serce bije szybciej? Bądź ze sobą szczery – czyż nie wywołuje to uśmiechu na twojej twarzy? A co gdybyś zdecydował się uczciwie zaakceptować ów skutek jako całkowicie niewinny i piękny? Jak mógłby zmienić się twój dzień, gdybyś nie tłumił świadomości seksualnych pragnień? Zauważ, że nie mówimy tutaj o tym, że powinieneś chodzić po ulicy i obłapiać każde ciało, które cię mija. Mówimy o tym, by pozwolić sobie na ochocze przyjmowanie dokładnie tej energii, która się w tobie porusza.

Dlaczego jest to ważne? Jeśli zdecydowałeś, że istnieją pewne energie, które są demoniczne, złe i mają moc, by odciągać cię od twego związku z Bogiem, to już zdecydowałeś, że istnieje coś, co jest poza zasięgiem twej mocy. I właśnie w ten sposób pozbawiasz się mocy. Bierzesz niewinną energię i zamieniasz ją w potwora, którego trzeba się za wszelką cenę lękać.

Ja jednak powiadam ci, że mistyczna przemiana przenosi cię od uczucia, że jesteś pozbawioną mocy kroplą piany na krańcu fali, do życia w poczuciu wolności i mocy. To życie przepływa przez ciebie z Umysłu Boga po to, by wyrażać jedynie piękno stworzeń wypełnionych majestatem, mocą i cudami. Z punktu A do B przenosi cię chęć, by skierować uwagę właśnie na te energie, które poruszają twój umysł i ciało, i zamiast się ich bać – spojrzeć na nie z niewinnością i zadziwieniem. Oto źródło mitów opowiadanych we wszystkich kulturach: o rycerzu zabijającym smoka czy pocałunku składanym na policzku dzikiej bestii, po którym bestia zamienia się w kochającego i oddanego towarzysza. Twoimi potworami są rzeczy, których się lękasz i które tłumisz z powodu osądów, jakich nauczyłeś się w świecie. A świat jest po prostu zaprzeczeniem Królestwa. Jest dokładnym przeciwieństwem Prawdy.

A więc jeśli siedzisz w jednej ze swych katedr, w której wszyscy mówią: „O tak, seksualność jest bardzo zła. Będzie cię trzymała z daleka od Boga”, to natychmiast powinieneś sobie uświadomić, że jeśli wszyscy tutaj boją się seksualności, to ona musi być Boska. A zatem dobrze by było ją przygarnąć, ukochać, okiełznać, a nie się jej lękać.

Jeśli ktoś mówi do ciebie: „Pieniądze są źródłem wszelkiego zła”, a potem wyciąga dłoń, mówiąc: „Proszę o datek na naszą organizację”, to czyż nie jest to wyrazem konfliktu? A jednak taki konflikt przenika religie i dogmaty twego świata: „Nie pragnij pieniędzy. Nie pragnij bogactwa. A tak przy okazji – abyśmy mogli utrzymać naszą posługę na antenie radiowej, bardzo potrzebujemy waszych datków”. Czego w ten sposób próbują cię oni nauczyć? Czego się wypierają?

Seks i pieniądze. Dwie podstawowe rzeczy, prawda? Reprezentują one energie, które płyną z Umysłu Boga, które chcą się wyrażać w nieograniczonej radości i mocy, i które nie zadowolą się jakimikolwiek ograniczeniami.

Gdy Ziemia narodziła się ze Świętego Umysłu Boga, przyjęła swą formę i stała się takim samym bytem jak ty, Bóg nie powiedział: „No cóż, to piękna planeta, ale mogę mieć tylko jeden układ słoneczny, wystarczająco duży dla Ziemi”.

Zamiast tego w swej radości Bóg pozwolił, by wyłoniło się wiele, wiele układów słonecznych, by w każdej chwili rodziło się tysiące słońc, ustanawiając pole, w którym może wirować ten piękny klejnot, jakim jest planeta Ziemia. Oto prawdziwe stworzenie! A jakiej jakości jest układ słoneczny, który ty zdecydowałeś się dopuścić do istnienia, i w którym ma żyć, wirować i wyrażać się planeta twej świadomości?

Ach, pragnienie! Pragnienie jest wszystkim. Powtórzmy jeszcze raz, że to proste ćwiczenie, jakie ci daliśmy, uwolni w tobie blokady i odkryjesz ponownie niewinność pragnienia. A wówczas możesz zacząć rozszerzać tę praktykę, przeznaczając parę chwil, by nauczyć się żyć w sposób zamierzony.

Czego ja naprawdę chcę?

Ponieważ twój umysł emanuje z Umysłu Boga niczym promień ze słońca, to gdy użyjesz swej świadomości, by się rozluźnić w niewinności pytania:

Czego naprawdę chcę? Co takiego w moim sercu ciągle mnie wzywa, ciągle mnie przynagla?,

wówczas zaczną się pojawiać obrazy, zaczną się pojawiać uczucia. Są one wyrazem – i będziemy tu mówić, posługując się symbolami twego świata, które rozumiesz – są one wyrazem tego, co Bóg chce przejawić poprzez ciebie:

Och, za każdym razem, gdy spoglądam w swe serce i pozwalam sobie to poczuć, to moim prawdziwym pragnieniem jest brać ludzi w ramiona. Chcę, by wiedzieli, jak bardzo ich kocham.

Czemu bać się takiego pragnienia?

Ono mnie za bardzo przytłacza. Nie wiem, jak zostanę przyjęty.

Kogo obchodzi, jak zostaniesz przyjęty? Istotne jest, czy ty siebie akceptujesz.

A co jeśli dzięki temu, że poczujesz to pragnienie, zaczną do ciebie przychodzić nowe obrazy? Na przykład uświadomisz sobie nagle: „Chcę wstąpić do Korpusu Pokoju”. Być może właśnie ta decyzja, by dołączyć do układu słonecznego, w którym możesz wirować jako swa własna planeta – decyzja, by przyłączyć się do Korpusu Pokoju – mogłaby wprowadzić cię właśnie na tę ścieżkę, na której nauczysz się przyjmować wielką radość dawania swej Miłości światu. Lecz jeśli boisz się pragnienia, jakże kiedykolwiek mógłbyś poznać te rzeczy?

Och, gdy wchodzę w kontakt ze swym sercem i gdy pozwalam sobie czuć…

Co się pojawia, gdy zadajesz to pytanie?

Chcę być bardzo bogaty. I widzę tę myśl: „Och nie! Bogactwo jest złe”. Lecz tak naprawdę chcę móc dotrzeć do każdego głodnego dziecka na tej planecie i je nakarmić. Dlatego chcę być bogaty.

Czyż nie może być tak, że pragnienie nakarmienia świata jest Bożym pragnieniem, by mówić poprzez ciebie, by użyć cię w sposób, który wpłynie na przemianę na twojej planecie? Czy widzisz, że poprzez blokowanie uczucia pragnienia możesz blokować możliwość usłyszenia tego, o co się cały czas modlisz?

Ojcze, ujawnij mi Swój cel.

Następnie czujesz jakieś pragnienie, więc mówisz:

Ojej! Wybacz mi, Ojcze… Najpierw muszę się pozbyć tego pragnienia.

W pragnieniu twego serca odkryjesz łączącą cię z Wolą Boga linię telefoniczną, która chce się przez ciebie wyrazić. A jeśli nie ufasz pragnieniu, to dosłownie mówisz, że postanowiłeś nie ufać swemu Stwórcy. Cóż, nie można zignorować takiego stwierdzenia…

Uzdrawiając konflikt wiążący się z ideą pragnienia – skoro już wiesz, czym ono naprawdę jest – naucz się być wobec siebie cierpliwym.

W drugim ćwiczeniu, jakie ci dajemy, sugerujemy, abyś stworzył strukturę, w której można będzie to praktykować w sposób pasujący do twego życia. Nie musi ci to początkowo zajmować więcej niż pięć, dziesięć czy piętnaście minut może trzy lub cztery razy w tygodniu. Ostatecznie będziesz to robił przez cały czas, ponieważ będziesz tworzył w sposób rozmyślny. Na dziesięć lub piętnaście minut odłóż na bok swój świat. Pamiętaj, że nie potrzebujesz czynić niczego, a więc świat może poczekać.

Rozluźnij ciało i zamknij oczy. Może być bardzo korzystne, jeśli pozwolisz, aby oddech stał się bardzo głęboki i rytmiczny. To rozluźnia system nerwowy i uwodzi kontrolera w twoim umyśle – tego krytyka, który decyduje, jakie myśli są w porządku, a jakie nie. Nawiasem mówiąc, ty nigdy nie stworzyłeś owego krytyka. Jest on czymś, czemu pozwalasz żyć w swym umyśle, a co zostało wytworzone przez wiele innych wylęknionych umysłów, zwanych rodzicami i nauczycielami.

Gdy rozluźniasz ciało i umysł, zapytaj siebie:

Czego naprawdę chcę?

I bez osądu obserwuj przychodzące obrazy. Zauważ uczucia w ciele i pozwól, aby to trwało przez minutę lub dwie. Następnie zatrzymaj się, otwórz oczy i zapisz wszystko, co pamiętasz.

Pojawił mi się obraz czterdziestu siedmiu kochanków.

Widziałem jak pada na mnie deszcz złotych monet, że aż musiałem się schronić pod parasolem.

Widziałem wielki puchar lodowy.

Widziałem siebie w łodzi na oceanie.

Czymkolwiek by to nie było, zapisz to.

Zauważyłem, że mam ściśnięty żołądek.

Pomyślałem, że się zsikam w spodnie.

Czymkolwiek by to nie było, zapisz to.

Następnie weź głęboki oddech, ponownie się rozluźnij i powtórz cały proces. Połóż rękę na sercu. Weź kilka oddechów, kierując je do serca, i zapytaj:

Czego ja naprawdę pragnę?

I ponownie pozwól, aby ten proces był taki, jaki jest. Rób tak przez dziesięć do piętnastu minut, tak aby powtórzyć ten proces przynajmniej sześć lub siedem razy, wszystko zapisując.

Następnie odłóż tę kartkę lub zeszyt aż do następnego okresu ćwiczeń, kiedy to powtórzysz cały proces. Gdy zrobisz to siedem razy, tak że będziesz miał siedem kartek papieru, na których notowałeś cały proces, dopiero wówczas – nie wcześniej – zacznij przeglądać wszystkie rzeczy, jakie się pojawiły. Następnie zadaj sobie pytanie:

Co wydaje się powtarzać?

Być może zauważysz:

No cóż, trzy razy chciałem wielki puchar lodowy, ale potem wydaje się, że to pragnienie zanikło.
Dwa razy pragnąłem czterdziestu siedmiu kochanków, ale teraz widzę, że tak naprawdę chcę tylko jednego.

Czymkolwiek by to nie było, zwróć uwagę na wzorzec, nić przewodnią, wątek, który wydaje się pojawiać najczęściej w okresach ćwiczeń. Następnie wyobraź sobie, że ta nić jest energetycznym ogniwem łączącym przyczepionym z jednej strony do fragmentu piany na krańcu fali, a z drugiej zakotwiczonym w Głębi Oceanu. Potem zastanów się, czy może gdybyś pozwolił sobie podążyć w głąb po tej nici, gdybyś zaczął wkładać w to energię i oczyszczać w swej świadomości przeszkody, które blokują konsekwentne przeżywanie tego pragnienia, to przeniósłbyś się z kropli piany na krańcu fali do Serca Boga. A po drodze pokazałoby ci się wszystko, co nie jest Miłością, po to, abyś mógł się od tego uwolnić. I w trakcie tego procesu przeszedłbyś metamorfozę uwieńczoną tym, że stałbyś się żywym wcieleniem Mocy Chrystusa, a twoja dusza doświadczyłaby spełnienia, którego zawsze szukała. No cóż, to coś dużego do przełknięcia.

Albowiem zrozum, że sprytnie zdecydowałeś się zwieść samego siebie i zablokować energię pragnienia właśnie dlatego, że twoja dusza wie, iż jeśli z całkowitym i pełnym oddaniem podążyłaby za ową nicią, za tym wątkiem, to weszłaby na ścieżkę, o której mówiliśmy w poprzedniej lekcji – ścieżkę wytyczoną ci przez Boga, który wie, jak zaprowadzić cię do domu.

A jeśli dotrzesz do domu, będzie to oznaczało, że będziesz musiał zrezygnować z bycia poszukiwaczem. Będziesz musiał stać się tym, który odnalazł. I będziesz musiał wznieść się ponad tłum. Będziesz musiał zrezygnować z wszelkiego utożsamiania się z małością. Będziesz musiał zrezygnować z potrzeby bycia akceptowanym przez innych. Opuścisz gniazdo niepoczytalności. Powstaniesz i zajmiesz swe prawowite miejsce po prawicy Boga. Czyż nie jest to najgłębszy lęk, jaki nosisz w sobie – rzeczywiście być Prawdą tego, kim jesteś: Chrystusem wcielonym?

Pragnienie może być dużą frajdą. Byłoby idealnie, gdybyś po przećwiczeniu tego samodzielnie zapytał swego partnera lub bliskiego przyjaciela – może nawet będziesz chciał mu puścić to nagranie – czy nie zechciałby wejść z tobą w ten proces. Mogłoby to wyglądać tak, że na przykład raz w tygodniu usiedlibyście razem i zapytali:

Co ci się pokazało w tym tygodniu?

No więc posłuchaj…

Nazywa się to rozbieraniem się przed przyjacielem. Nazywa się to stawaniem w bezbronności w obecności drugiej osoby. Nazywa się to znalezieniem drugiego dziecka do zabawy w Królestwie, abyście mogli pójść do piaskownicy z dala od świata dorosłych, który mówi: „Pragnienie jest złe. Lepiej uważajcie!”.

I zaczniesz spoglądać na to, co prawdziwe i rzeczywiste z miejsca niewinności. Zaczniesz tworzyć dla siebie grupę wsparcia. I być może owa grupa wsparcia powiększy się do trzech lub czterech przyjaciół – lub nawet dziesięciu czy dwudziestu – i każdy w jej ramach będzie się zajmował wchodzeniem w kontakt z tym, co rzeczywiście w nim jest, dzięki zrozumieniu zasady, że pragnienie jest wątkiem, który łączy twą duszę z Sercem Boga. Bóg zaś chce jedynie szerzyć poprzez ciebie to, co będzie wyrażało w świecie Miłość. Nazywamy to stwarzaniem.

Być może jest to projekt godny uwagi. Albowiem jeśli nie zwrócisz się w tę stronę i nie pozwolisz sobie na przyjęcie pragnienia, wówczas pozostanie tylko jedna alternatywa. Będzie nią życie oparte jedynie na przetrwaniu. A gdy wybierasz energię skupienia jedynie na przetrwaniu, to świat staje się twym panem, któremu będziesz zmuszony składać pokłon raz za razem, raz za razem, raz za razem, życie po życiu, życie po życiu. Będziesz niewolnikiem niepoczytalności, która wydaje się rządzić tym światem. I nigdy nie zaznasz pokoju. Nigdy nie zaznasz radości. I nigdy nie wrócisz do domu. Prosta sprawa! Albowiem nie zostałeś stworzony po to, by umrzeć, by uschnąć na winorośli. Zostałeś stworzony, by przynieść owoc obfity.

Niechaj twe korzenie podlewa pragnienie, aby nade wszystko stać się spełnieniem tego, co Bóg miał na myśli, kiedy tchnął w ciebie Oddech Życia. Niech Oddech ten będzie przyjmowany w każdej chwili. I w końcu zrozumiesz, że jedynym pytaniem – jedynym – jakim powinieneś się zajmować, jest:

Jak wiele Boga jestem chętny przyjąć i jak bardzo pozwolę, by On się przeze mnie wyrażał?

Oto, co oznacza „oddzielanie ziaren od plew”. „Plewy” to myślenie świata, który chce, abyś wierzył w małość. Rezultatem takiego myślenia może być tylko twoje wieczne cierpienie. „Ziarna” to pokarm, który daje Życie, ponieważ jest wypełniony Miłością Boga.

Zatem nie obawiaj się pragnienia. Lecz pragnij przyjąć pragnienie. Dotknij je, poczuj, poznaj, tańcz z nim i śpiewaj, spoglądaj na nie w niewinności. Poczuj je w pełni. A następnie, posługując się sposobami, jakie ci daliśmy, naucz się rozróżniać, czym naprawdę jest pragnienie jako owa nić, ów wątek, który rozświetla wszystkie twe dni. Potem zaś pozwól, aby pragnienie stało się natchnieniem dla twych wyborów, tak abyś tworzył życie służące realizacji owego wątku pragnienia.

Widzisz, ja musiałem zrobić to samo. Albowiem zacząłem zauważać, że jest w moim sercu wątek pragnienia, by stworzyć pewną formę przykładu, który byłby tak uderzający, że każdy, kto zwróciłby na niego uwagę, musiałby sobie przypomnieć o tym, że w życiu chodzi o coś dużo większego niż życie tylko po to, aby przetrwać lub przetrwanie tylko po to, aby żyć. Już w młodym wieku zacząłem doświadczać wglądów – początkowo dość mglistych i ulotnych. Czułem się przez coś przynaglany. W miarę jak uczyłem się ufać memu pragnieniu, obrazy te stawały się coraz wyraźniejsze. Widziałem siebie stojącego na wzgórzach, otoczonego tłumami. I zdumiewałem się słowami, które wychodziły z mych ust w owych chwilach objawień, byłem bowiem wtedy tylko nastolatkiem. Widziałem obrazy przedstawiające to, że jestem kochany przez miliony. Widziałem obrazy i rzeczy, których nie byłem w stanie pojąć, ponieważ były to dosłownie obrazy przedstawiające to, co robię teraz. A jakże nastolatek żyjący dwa tysiące lat temu w Judei mógłby pojąć użycie nowoczesnych technologii waszego współczesnego świata do komunikowania Miłości? Nie miało to wówczas dla mnie żadnego sensu. Mimo to postanowiłem temu zaufać.

Częścią tego wątku było rozpoznanie, że śmierć nie jest prawdziwa. A zatem pomyślałem, że powinienem być w stanie stworzyć przykład, który by tego dowiódł. Zastanów się nad tym przez chwilę. Gdyby taka myśl zrodziła się w tobie i gdybyś próbował podzielić się nią ze światem, czyż nie powiedziano by ci, że jesteś szalony, ważąc się mieć myśl tak bardzo odbiegającą od wszystkiego, w co wierzy świat? Lecz ponieważ podążałem za wątkiem pragnienia, zacząłem sobie uświadamiać, że owa myśl nie przestawała do mnie mówić, dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Ona chciała się rozwijać. Chciała, aby ją podtrzymywano.

A więc wreszcie podjąłem decyzję:

Pozwolę, aby ta nić, ów wątek był rozwijany i podtrzymywany. I odkryję, dokąd mnie to prowadzi i o co w tym wszystkim chodzi.

I doprowadziło mnie to do panowania nad życiem i śmiercią, panowania nad uzdrawianiem i nad świadomością. Doprowadziło mnie to do panowania nad samym sobą. Przywiodło mnie do domu, do mego własnego Chrystusowego Istnienia.

Mogę dziś z tobą rozmawiać właśnie dlatego, że sam podążyłem za tym wątkiem. Wielu z was docenia to, co zrobiłem, widzicie we mnie bowiem rzecznika Prawdy. Czyż nie nadszedł czas, abyś i ty podążył za swym własnym wątkiem i również stał się rzecznikiem rzeczywistości? Albowiem tak jak zostałeś posłany do mnie, tak wielu będzie posłanych do ciebie, gdy z poszukiwacza staniesz się tym, który odnalazł. Gdy bowiem zajmiesz swe prawowite miejsce, staniesz się narzędziem, za pomocą którego Głos mówiący w Imieniu Boga będzie w twórczy sposób dotykał życia niezliczonej rzeszy ludzi, których być może nigdy fizycznie nie spotkasz.

Narodziłeś się, aby być wielki. Narodziłeś się do wielkości. Narodziłeś się, aby jaśnieć w tym świecie takim światłem, że świat przypomni sobie, iż Światło jest prawdą, a ciemność jest złudzeniem. Dlatego też bądź tym, czym jesteś. A jesteś Światłem świata. Ja z ogromną radością będę towarzyszył ci w tej drodze. Jeśli bowiem mogę się połączyć z tym moim umiłowanym bratem w tworzeniu tej formy komunikacji, to mogę również przyłączyć się do każdego, kto postanowi wkroczyć w swe własne Chrystusostwo. A wątkiem, który do tego prowadzi, jest pragnienie.

Zacznij zatem zwracać się w stronę energii pragnienia w swym wnętrzu, by oddzielić ziarna od plew: wpierw naucz się odczuwać tę energię tylko przez chwilę bez jej osądzania, a następnie ucz się pogłębiać ten proces. I powiadam ci, że dojdziesz do takiego punktu, że z każdym oddechem będziesz w kontakcie z energią pragnienia. I będzie to jedyny Głos, jaki uznasz za swój autorytet.

Nie będziesz w stanie nadążyć za miłującym stworzeniem, które będzie się chciało przez ciebie wyrażać. Będziesz się zdumiewał przyjaciółmi, jacy pojawią się w twym życiu – tym, jak zmieni się twój zewnętrzny układ słoneczny, w którym krąży twa planeta. Będziesz się zdumiewał i zadziwiał, jak to wszystko się dzieje. I ostatecznie odkryjesz, że nie jesteś sprawcą ani wykonawcą w swym życiu, lecz że to Bóg chce kierować Życiem i tworzyć Życie poprzez ciebie.

I wówczas poznasz prawdę, która cię wyzwoli:

Sam z siebie nie czynię niczego. Lecz mój Ojciec czyni wszystko przeze mnie. I jest to bardzo dobre.

Pozostańcie zatem w pokoju. I pragnijcie dobrze. Gdy bowiem odczuwacie pragnienie, nawadniacie swe korzenie energią samego Życia. Zaufajcie jej! Obejmijcie ją! I niech w waszym Świętym Istnieniu rozkwitną płatki róży.

Kochamy was i jesteśmy z wami. Gdybyście tylko mogli zobaczyć, jak wiele oświeconej pomocy otacza was w każdej chwili, to nigdy nie pozwolilibyście, aby zwyciężył w waszym umyśle lęk przed zejściem na manowce z powodu pragnienia. Odważnie poszlibyście naprzód. I wszystko znów stałoby się nowe.

Jak wiele Bożej Miłości jesteś chętny przyjąć?

I na tym zakończymy, mówiąc: Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


Po lekcji trzeciej, czwartej i piątej Drogi Serca nie ma pytań i odpowiedzi. Zaczynają się ponownie po lekcji szóstej.

Przejdź do Lekcji 5.

Symbolika ukrzyżowania i zmartwychwstania

Pytanie: W jaki sposób Jeszua wyjaśnia swój akt ukrzyżowania i zmartwychwstania? Jaka jest ich zamierzona symbolika?

Odpowiedź: Umiłowany bracie, zaprawdę jest to pytanie, które zadawano mi wiele razy i przyznaję, że był taki czas, kiedy sam je sobie zadawałem.

Po pierwsze, mój drogi przyjacielu, gdy mówisz o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu, odnosisz się przede wszystkim do zdarzenia, które faktycznie miał miejsce w czasie. Niech nikt w to nie wątpi. Zapewniam cię, że jako człowiek, jako istota ludzka, podobnie jak każda inna istota ludzka, kroczyłem moją ścieżką ku pamiętaniu sobie mojej jedności z Bogiem. Na tej ścieżce nauczyłem się ostatecznie, że nie mogłem dać komuś innemu czegoś, czego bym wpierw nie przyjął dla siebie samego. Stałem się – jak to nazywasz – Bosko samolubny. Innymi słowy, używałem ciała, umysłu, emocji, każdego doświadczenia i każdej okazji, aby nauczyć się decydowania jedynie z Duchem Świętym. A Duch Święty nauczył mnie, że śmierć jest nieprawdziwa – kropka.

Jak więc mogłem to rozpoznać? Jak mogłem to sprowadzić do głębi i rdzenia mojego istnienia? Poprzez pozwolenie na to, aby pewne naciski z – jak mógłbyś to określić – strony środowiska, polityczne naciski, jakie miały miejsce w czasowych ramach, w których żyłem – aby owe naciski stały się nie tyle moimi wrogami, lecz sługami. W głębokiej modlitwie i medytacji podjąłem decyzję, aby pozwolić sobie na wkroczenie w tę historię, na tę scenę dramatu, jaki rozgrywał się w Jerozolimie. Pozwoliłem sobie na bycie wydanym w ręce tych, którzy stali się moimi prześladowcami. Pozwoliłem sobie na doświadczenie bycia bezbronnym i uwięzionym przez tych, którymi kierował lęk, a nie Miłość. Bądź jednak pewien, że mną kierowała Miłość, a nie lęk, choć i ten pojawił się jeszcze jeden ostatni raz, kiedy oddzieliłem się od moich przyjaciół, a oni zasnąwszy, odseparowali się ode mnie. I w środku tej nocy faktycznie wydałem z siebie mój ostatni krzyk udręki:

„Ojcze, zabierz to ode mnie! Myślę, że popełniłem tu mały błąd… Pomimo to jednak, nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”.

W tym ostatnim akcie poddania przeszedłem przez mój ostatni krąg lęku i pozwoliłem, aby wydarzenia potoczyły się tak, jak ci, którzy byli za nie odpowiedzialni, chcieli, aby się potoczyły. I nawet tych chwil użyłem, aby spojrzeć z miłością na moich prześladowców, by użyć czasu w sposób konstruktywny, by spojrzeć ponad to, co powierzchowne, by widzieć piękno i Chrystusa w nich. I szczerze mówiąc, gdy to robiłem, nawet wtedy, gdy odarto mnie z ubrania, biczowano i bito, gdy ciało wydawało się tracić siły i gdy umieszczono mi na głowie koronę z cierni – i tak, na poziomie fizycznym czułem ukłucia tak zwanego bólu, jednak bez lęku przed tym bólem – nawet wtedy wciąż skupiałem całą swoją uwagę na widzeniu w moich prześladowcach oblicza Chrystusa. I gdy to zrobiłem, to się dla mnie rozświetliło czy też oczyściło, i poniosło mnie do końca mojej podróży. Dzięki wyćwiczeniu mojej świadomości w tym, aby widziała jedynie Boże stworzenie, stałem się jednym z tą Mocą, z tą Prawdą, nie doświadczając już żadnych wahań ani sprzeczności. Możesz być pewien, że w wydarzeniach związanych z tym, co nazywasz ukrzyżowaniem, ludzie widzieli jedynie to, co pokazywały im ich fizyczne oczy. Ponieważ tłum wierzył, że ciało jest prawdziwe, ponieważ się z nim utożsamiał, to faktycznie wierzył, że ja umierałem, że cierpiałem, że zabierano mnie im. Lecz ich ból i udręka mogły wypływać jedynie z iluzorycznego przekonania, że to, co jest nieprawdziwe, jest prawdziwe.

W czasie rzeczywiście miało miejsce to, co nazywasz zmartwychwstaniem. Powstało na ten temat wiele opowieści, lecz ono nie było aż tak fantastyczne, jak niektórzy chcieliby je przedstawiać. Zmartwychwstanie oznaczało jedynie, że ponieważ moja świadomość – dzięki tej ostatecznej lekcji, którą przyswoiłem – była jedynie całkowicie skoncentrowana na rozpoznaniu prawdziwego świata, to przyszedł taki moment, w którym ciało, czy też proch ziemi, leżące na czymś, co nazwałbyś prześcieradłem, na małym podwyższeniu w pewnej pieczarze czy też jaskini, danej mi, nawiasem mówiąc, przez mojego wujka, Józefa z Arymatei – to taka dodatkowa informacja dla ciebie – nawet ta martwa fizyczna forma nie musiała tam już dłużej przebywać. Zaczęła się więc rozpuszczać, przyspieszać – jak to nazywasz? – swój rozkład i dosłownie powróciła do tego, co nazwałbyś jej cząsteczkowym czy też subatomowym stanem, do miejsca niemal czystej energii, której z pewnością nie można było dostrzec fizycznymi oczami, lecz która, uwierz mi, wciąż tam była. Niczym drobiny kurzu, tyle, że dużo dużo mniejsze.

Gdy kilku moich przyjaciół przyszło do grobu i odkryło, że był pusty, byli zdumieni. Dlaczego? Ponieważ było w nich mocno osadzone owo przekonanie, że ciało jest prawdziwe, a świadomość jest czymś drugorzędnym. Zapewniam cię, że jest dokładnie odwrotnie. Postanowiłem reaktywować i odtworzyć formę cielesną w bardzo konkretnym celu. Jeśli chcesz się z kimś komunikować, a ten ktoś nie rozumie, że istnieje coś takiego, jak telefon, to musisz pójść do jego domu, złapać go za ramię i mówić wprost do jego ucha. Jeśli nawet twoi najlepsi przyjaciele nie całkiem jeszcze nauczyli się wierzyć, że mogą się porozumiewać z każdym umysłem w każdym czasie, to musiałem odtworzyć ów aparat telefoniczny, jakim jest ciało, aby im pokazać: Spójrzcie! Ja żyję, śmierć nie jest prawdziwa! Nauczyłem się ostatecznej lekcji. Dotknijcie mnie, usłyszcie i poczujcie w ten sam sposób, jak to się działo przed ukrzyżowaniem. A jednak zapewniam was, że przyjdę ponownie, ponieważ jeśli tego nie zrobię, to Pocieszyciel, Duch Święty, nie będzie mógł przyjść, by pokierować was ku Prawdzie. Lecz nadejdzie taki dzień, w którym ostatecznie zrezygnujecie z waszej potrzeby wierzenia w świat, który ukazują wam fizyczne oczy. Przyjdę ponownie, aby mówić do was z prawdziwego świata i wesprzeć was w tym, abyście wy również przenieśli się do tego miejsca w waszym wnętrzu. Nie znam jeszcze dnia ani godziny, ale przybędę, kiedy taki będzie twój wybór. Umiłowany bracie, ponieważ teraz słyszysz te słowa, to znaczy, że taki jest twój wybór, a ja przybyłem.

Taka jest więc historyczna istota i kontekst ukrzyżowania i zmartwychwstania. Co one oznaczały? Już wam to powiedziałem. To była moja ścieżka nauki. Ja ją wybrałem, nie była mi ona narzucona. Albowiem Wola mego Ojca dla mnie jest tak sama, jak dla ciebie: abym po prostu przebywał przebudzony w Nim. To była moja prosta i szczególna ścieżka, by się tego nauczyć. Zapewniam cię, że powinno to być powodem do świętowania, albowiem nie jest konieczne, abyś był przybijany do krzyża! A dlaczego?

Mówiłem wiele razy, że wszystko w twoim świecie jest symbolem. Zapytaj, czym jest dany symbol, a on objawi ci prawdę, poprowadzi cię do prawdziwego świata. A zatem gdy patrzysz na ukrzyżowanie i zmartwychwstanie, zrozum, że symbolizują one chęć przyzwolenia w twej świadomości na śmierć tego, z czym postanawiasz się utożsamiać. Jeśli postanawiasz się identyfikować z miłością i nieograniczonością, wolnością i doskonałym pokojem – z prawdziwym światem – to wydarzenia, które się pojawią w twoim doświadczeniu, utracą swą moc mamienia cię iluzjami.

Rozważ to poważnie. Gdy wyćwiczysz swój umysł, by nauczał jedynie Miłości i by jedynie ją wybierał, by patrzył z miłością i – być może – uśmiechem, na wydarzenia, które się w tobie dzieją, nawet te związane z powstaniem i przemijaniem ciała – nastanie taki dzień, gdy w każde doświadczenie będziesz wchodził w doskonałym pokoju. A kiedy każde doświadczenie przyjmiesz z pokojem, przekroczysz je. Gdy do danego doświadczenia podchodzisz z lękiem, blokujesz się na nim. Na tym polega stworzenie piekła i w tym wyraża się potrzeba odrodzenia. Przekroczysz każde doświadczenie, jeśli podejmiesz decyzję, by wejść w nie całym sercem z miejsca doskonałego pokoju.

Niech zatem ukrzyżowane zostaną wszystkie twe fałszywe idee na swój temat. Bądź chętny, by skoczyć w przepaść – by zrobić to, co według świata wydaje się być absurdalne, szalone, bulwersujące i aroganckie. Odważ się uznać, że jesteś taki, jakim stworzył cię Bóg i że nic w tym świecie nie przewyższa twego blasku. Będziesz trwał i śmiał się z myśli o stracie i śmierci długo po tym, jak świat będzie próbował cię zniszczyć – a robi to cały czas – i długo po tym, jak odłożysz swe ciało w sposób, jaki wybierzesz.

Oto więc dokonuje się zmartwychwstanie. W twej świadomości dokonuje się zmartwychwstanie prawdy, która cię wyzwala. W moim ziemskim życiu dostrzegaj jedynie symbol tego, co może wydarzyć się w tobie, gdy podejmiesz decyzję, by swe myśli, swe postrzeżenia, swoje lęki i błahe potrzeby oddać swoim prześladowcom. Będziesz bowiem przekonany, że owe anioły, które przybyły, by rozbroić twoje złudzenia, to twoi prześladowcy, ponieważ śmierć wydaje się prześladowaniem. Poddaj się temu. Pozwól na naprawę swego umysłu. Niech twe serce się otworzy i zostanie uzdrowione. Pozwól, by ukrzyżowanie się skończyło, aby można było doświadczyć zmartwychwstania. A gdy już wydarzy się zmartwychwstanie zwane przebudzeniem, wzniesiesz się do Ojca. On bowiem podejmie ostatni krok za ciebie i znajdziesz się w prawdziwym świecie.

Dziękuję za to pytanie.

[To pytanie i odpowiedź Jeszuy pojawiły się po nagraniu z Wczesnych lat zatytułowanym: „Postanawiam widzieć”]

Droga serca – Lekcja 3

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

Zaprawdę witajcie, umiłowani i święci przyjaciele. Gdy przemawiam w języku waszego świata, nie znajduję słów, które mogłyby wyrazić Miłość, jaką do was czuję. Nie jestem w stanie znaleźć słów, które mogłyby wyrazić Miłość, jaką czuję, że Bóg ma dla na nas wszystkich. W żadnym języku waszego świata nie znajduję pojęcia, słowa, idei, filozofii, dogmatu, które mogłyby zawrzeć ową Tajemnicę, bliższą wam niż wasz oddech i czekającą aż ją odkryjecie.

Choćbym przeszukał całe stworzenie, choćbym przeszukał wiele mieszkań, które istnieją w królestwach będących Stworzeniem mego Ojca – a to Stworzenie jest nieskończone – i choćbym bardzo się starał, nie znalazłbym nic, co mogłoby prawdziwie opisać ciebie. Nie znajduję niczego, co miałoby większą wartość niż ty. Doprawdy, nie potrafię znaleźć niczego, co wyrażałoby bardziej wymownie Miłość, jaką jest Bóg, niż twe własne istnienie. A zatem, zaprawdę, spoglądam na ciebie nieustannie i zachwycam się blaskiem Miłości mego Ojca.

To właśnie poprzez ciebie odkrywam wszystko, czym jest Bóg. I gdy jako człowiek chodziłem po waszej Ziemi, zacząłem sobie uświadamiać, że największy dar, jaki kiedykolwiek mógłbym otrzymać, przyjdzie do mnie tylko wówczas, gdy postanowię zrezygnować z każdego wyobrażenia, jakie mógłbym wymyślić na temat ciebie – mojego brata czy siostry – a które przesłaniałoby Prawdę o tobie, która jest zawsze prawdziwa.

Kiedy miałem dziewięć lat, zaczęła się we mnie budzić świadomość dokładnie tego, co ci teraz opisuję. A gdy mój ojciec brał mnie ze sobą na spotkania ze starszyzną i czytał mi Torę, zacząłem czuć, że przynagla mnie coś od środka. Coś zaczęło do mnie mówić o tym, że pod wszystkimi wyobrażeniami, jakie mógłbym wytworzyć na temat drugiej osoby, istniało coś promiennego i skrzącego się, co czekało na odkrycie. Zacząłem czuć, że jestem zupełnie inny niż moi rówieśnicy. Zaczęły mnie pochłaniać sprawy wewnętrzne. I gdy słuchałem, jak przemawiali członkowie starszyzny, często czułem, jakbym się bardzo oddalił od miejsca, w którym oni byli. Przychodziły do mnie obrazy, przychodziły do mnie myśli i uczucia, których nie rozumiałem, których jeszcze w sobie nie zintegrowałem.

Lecz coś zaczęło mnie przynaglać… „Jak to zrobić, żeby widzieć jedynie ową skrzącą się Promienność? Czy jest możliwe, żebym na moich braci i siostry patrzył tak, jak mój Ojciec patrzy na swoje dzieci?” I doprawdy odkryłem, że widzenie Oczami Chrystusa zaczyna się od uznania, że ja – jako twórca stworzony na obraz Boga – dosłownie wybieram i przywołuję do siebie każde doświadczenie; że ja tworzę przesłony, zza których oglądam Stworzenie.

I zacząłem wówczas nieznacznie zmieniać swoje nastawienie, co sprawiło, że zaczęto mnie nawet postrzegać jako kogoś buntującego się przeciw naukom esseńskiej starszyzny. Przestałem bowiem usilnie dążyć do Boga, dążyć do doskonałości, a zacząłem rozwijać w sobie proces przyzwalania. Odkryłem, że gdy spoglądałem na swoje postrzeżenia, uczucia i zachowanie, widząc je dokładnie takimi, jakimi były, nie przyćmiewając ich własnymi interpretacjami – gdy potrafiłem nauczyć siebie samego, aby przyjmować wszystko z niewinnością – wówczas przesłony zaczęły znikać z mojego umysłu. Albowiem jeszcze przed ukończeniem dziewiątego roku życia nauczyłem się lękać myślenia, mówienia i działania w sposób odbiegający od powszechnej mądrości tamtych czasów – nawet takiej mądrości, jaką reprezentowała społeczność Esseńczyków. Społeczność ta zdążyła już bowiem skostnieć i przejawiała wiele dogmatyzmu. A dogmatyzm zawsze prowadzi do waśni.

Zacząłem odkrywać, że gdy spoglądałem na wszystkie rzeczy z niewinnością, to zaczynało przeświecać przez nie Światło. I gdy coraz częściej spoczywałem w tej niewinności, owo Światło jaśniało coraz mocniej.

Gdy dorastałem, zacząłem odkrywać, że starsi nauczyciele, którzy mówili o potrzebie „przebaczenia siedemdziesiąt razy siedem”, wiedzieli o czymś bardzo głębokim, co zagubiło się w tradycji żydowskiej i esseńskiej moich czasów. Albowiem przebaczyć oznacza podjąć decyzję o uwolnieniu drugiej osoby od swych własnych rzutowanych na nią postrzeżeń. Jest to zatem aktem przebaczenia samemu sobie swoich własnych projekcji. I gdy zaczynamy przebaczać, nawet siedemdziesiąt razy siedem, to za każdym razem, gdy przebaczasz, wprowadzasz samego siebie głębiej w czystość swej własnej świadomości. Zaczynasz widzieć, jak bardzo koloryzujesz, a przez to wpływasz na wszystkie swe związki – po prostu dlatego, że nie jesteś świadomy mocy projekcji.

A zatem nauczyłem się – i to dobrze – że przebaczenie jest podstawowym kluczem do uzdrowienia. Przeciwieństwem przebaczenia jest osąd, który zawsze tworzy oddzielenie i winę. Osąd będzie wywoływał poczucie winy w tym, który został osądzony, chyba że jest on całkowicie przebudzony. Jednak chodzi jeszcze o coś więcej: za każdym razem, gdy coś lub kogoś osądzasz, to dosłownie wywołujesz poczucie winy w sobie samym, ponieważ jest w tobie cały czas takie miejsce, które zna doskonałą czystość twojego brata i twej siostry, i widzi całkiem wyraźnie, że wszystko w ludzkim świecie jest albo rozszerzeniem Miłości, albo wołaniem o pomoc i uzdrowienie.

A zatem, umiłowany przyjacielu, gdy osądzasz, przestajesz być w harmonii z tym, co jest prawdziwe. Orzekasz, że niewinni nie są niewinni. A jeśli osądzasz kogoś innego, uznawszy, że nie ma w nim niewinności, to już obwieściłeś, że taka jest prawda o tobie. A zatem praktyka przebaczenia tak naprawdę doskonali jakość świadomości, dzięki której wreszcie przebaczasz samemu sobie. I zaprawdę, to właśnie ci, którym wybaczono, pamiętają swego Boga.

A zatem umiłowani przyjaciele, teraz chcemy powiedzieć wam o mocy przebaczenia – o tym, jak ją pielęgnować, doskonalić, jak rozumieć jej głębię, która może być wam ujawniona, gdy wybaczacie siedemdziesiąt razy siedem, i jak wydobyć z was to, czego jeszcze nie wybaczono, ale co być może zapomniano. Powiemy też, czym jest postrzeganie oraz czym jest projekcja.

Umiłowani przyjaciele, to są sprawy najwyższej wagi. Albowiem każdy, kto wstępuje na tak zwaną „duchową ścieżkę”, musi ostatecznie stawić czoła i przyjrzeć się swej głębokiej potrzebie przebaczenia, która jest wyrazem głębokiego pragnienia duszy, aby jej wybaczono. Nie ma bowiem nikogo, kto kroczy po tej Ziemi, a kto nie byłby dotknięty trucizną osądu.

Umiłowani przyjaciele, gdy mówimy o tych sprawach, niech powaga nie wkrada się do waszego umysłu. Albowiem tak naprawdę opisujemy tu jedynie to, co potrzebujesz zrobić – i co możesz zrobić – aby uwolnić się od brzemienia złudzenia, które – jak się zdaje – sprawia, że odczuwasz ciężkość oraz masz poczucie braku bezpieczeństwa w świecie. Można by to porównać to wzięcia potencjometru i podkręcenia go trochę, tak aby dodał ci lekkości oświecenia, a zabrał ciężar twojej winy i osądu.

A zatem, doprawdy, zrozum to dobrze: przebaczenie jest bardzo istotne. To zaś, co nie zostało przebaczone innym, nie zostało przebaczone tobie. Nie chodzi tu jednak o wybaczenie dane przez Boga siedzącego gdzieś na zewnątrz ciebie, ponieważ Ojciec nigdy nie osądza. To, czego nie przebaczyłeś komuś innemu czy też światu, jest jedynie odzwierciedleniem tego, co nosisz w sobie jako brzemię, którego nie potrafisz wybaczyć sam z siebie.

Masz ciekawe powiedzenie w twoim świecie: „Swój swego zawsze pozna”.

Czy myślisz, że w ogóle byłbyś w stanie osądzać kogoś innego, gdyby nie było w tobie czegoś, co uaktywnione wzbudza w tobie przekonanie, że wiesz dokładnie, co ta druga osoba knuje? I właśnie dlatego osądzasz innych. I czasami osądzasz surowo, ponieważ boisz się tej energii w sobie lub pamiętasz, jak sam krzywdziłeś, gdy działałeś pod jej wpływem.

Lecz gdy przebaczysz sobie, możesz być pewien, że będziesz wiedział, co to znaczy chodzić po tym świecie, ale nie być z tego świata. Będziesz w stanie odczuwać energię czy też działania, które każda dusza może swobodnie wybrać. Rozpoznasz tę energię, zrozumiesz ją i spojrzysz na wskroś niej, nadal widząc przed sobą Oblicze Chrystusa. Nie będziesz reagował, gdyż „re-akcja” oznacza dosłownie „ponowne działanie w sposób, w jaki działałeś w przeszłości”. Zamiast tego, nawet jeśli będziesz prześladowany lub – jeśli posłużyć się moim doświadczeniem – przybijany do krzyża, będziesz doskonalił w sobie umiejętność kochania.

I we wszystkich sytuacjach, bez względu na to, co czynią inni, twoją pierwszą odpowiedzią będzie wejście w ten stan wewnętrznej ciszy i zwyczajne spytanie Ducha Świętego:

Co chcesz, abym powiedział? Co w tej chwili jest najodpowiedniejsze dla tej innej duszy?

Albowiem gdy przebaczenie oczyści już umysł i serce oraz emocjonalne pole twego istnienia, wówczas odkryjesz, że istniejesz jedynie po to, by szerzyć Miłość.

Jesteś zbawicielem świata. I w każdej sytuacji twą rolą jest pytanie Ducha Świętego, jak możesz służyć Pojednaniu, korekcie, uzdrowieniu, które ciągle jeszcze potrzebne jest duszy twego brata. Tak więc nawet jeśli ktoś cię nienawidzi, nie będziesz reagował postawą obronną, lecz będziesz to obserwował z zaciekawieniem i niewinnością. I zaprawdę powiadam ci, że nawet gdy twe ręce przeszywają gwoździe, nadal jest możliwe, by wejść do cichego sanktuarium Serca i spytać Ducha Świętego:

Co chcesz, abym powiedział lub zrobił, co może posłużyć uzdrowieniu serca mego brata czy siostry?

A zatem ku temu zmierzamy. I będziemy się z tobą dzielić – nie tylko w tej godzinie, ale w trakcie całego roku – jedynie tym, co poprowadzi cię ostatecznie do pełni twej Chrystusowej Świadomości, spełnienia tego, czego pragnie twa dusza, czyli przebaczenia.

W tym, czego możesz być świadomy w energii drugiej osoby, nie ma nic, czego byś sam już nie znał w sobie. Nikt nie może powiedzieć lub zrobić – ani nawet wyobrazić sobie, że jest w stanie powiedzieć lub zrobić – czegoś, czego ty sam byś nie znał. Jeszcze raz powtórzmy: swój swego zawsze pozna. Gdy postrzegasz, że ktoś inny działa pod wpływem wrogości, lęku czy czegoś w tym stylu, jesteś w stanie to rozpoznać tylko dlatego, że jest ci to dobrze znane.

Sam fakt, że w twoim świecie możliwe jest, by jeden człowiek zamordował ciało drugiego, a ty możesz na to zareagować ze świadomością, że takie zachowanie jest niestosowne, świadczy o tym, że ty – jako dusza – znasz energie związane z próbą zamordowania kogoś innego. I zaprawdę, jeśli będziesz ze sobą szczery, to prawdopodobnie będziesz w stanie wskazać przynajmniej pięćdziesiąt przypadków w ostatnim roku, gdy w twoim umyśle pojawiły się mordercze myśli. Być możesz nie podjąłeś się pod ich wpływem żadnych działań, może nawet nie skupiałeś się na nich dłużej niż przez ułamek sekundy, lecz w polu twojej świadomości pojawiła się ich energia, a ty ją poznałeś i rozpoznałeś. Któż więc jest mniejszy od ciebie? Kto zasługuje na twój osąd? Nikt. Kto więc jest tobie równy? Wszyscy. Kto jest godzien twej miłości? Wszyscy.

Przebaczenie jest pomostem, który łączy cię z duszą, czy też istotą twego brata lub siostry. Przebaczenie jest tym mostem, który – jeśli będzie wzmacniany – pozwoli ci widzieć wyraźnie, i to nie tylko energie, jakie wyraża ktoś inny. Dosłownie będziesz w stanie zobaczyć, jakie wydarzenia mogły ukształtować przekonanie danej duszy, że by przetrwać i żyć, musi ona działać w określony sposób, i jakie wyobrażenia sprawiły, że czuje się usprawiedliwiona w swym nieodpowiednim zachowaniu. Będziesz widział to tak wyraźnie, jakby ktoś ci to pokazał na obrazku. I wówczas umiejętnie rozpoznasz, co powiedzieć i co zrobić, aby łagodnie pomóc tej osobie naprawić jej błędne wyobrażenia o sobie i nauczyć się ścieżki wybaczania samemu sobie. A gdy nadejdzie owa godzina, możesz być pewien, że będziesz chodził po tym świecie, ale nie będziesz w nim. Będziesz taki, jakim stałem się ja. Będziesz Zbawicielem świata.

Czym jest projekcja? Projekcja ma miejsce wówczas, gdy wpierw wypierasz się czegoś w samym sobie. Projekcja jest czynnością, w której próbujesz umysłowo wyrzucić poza obszar własnej odpowiedzialności wszystko to, co oceniłeś jako nikczemne i niegodne ciebie – wszystko to, czego nie chcesz. A zatem będziesz dokonywał projekcji, wyrzucisz to wszystko na zewnątrz i skierujesz na kogokolwiek, kto się akurat nawinie. Projekcja jest skutkiem wyparcia się pierwszego aksjomatu, jaki ci daliśmy. Jest wyparciem się Prawdy, że to, czego doświadczasz, nie jest spowodowane niczym na zewnątrz ciebie. Projekcja jest zatem próbą upierania się, że rzeczywistość jest inna niż ją Bóg uczynił; że nie masz mocy, że jesteś ofiarą okoliczności, że znajdujesz się w świecie, który faktycznie może ci coś zrobić oraz sprawić, że będziesz podejmował decyzje, których w przeciwnym razie byś nie podjął. To jest zawsze wypieraniem się. I jest to kłamstwem.

Projekcja jest wypieraniem się pierwszego aksjomatu Prawdy. I opanowałeś to dobrze. Gdy dokonujesz projekcji na innych, wówczas wierzysz, że twój gniew czy twoja nienawiść są uzasadnione. Możesz być pewien, że dotyczy to wielu spraw w twoim systemie prawnym. Tak naprawdę celem systemu prawnego jest sprawienie, by czynność projekcji i potrzeba osądzania stały się akceptowalne społecznie, dzięki czemu nie musisz się zajmować kimś innym jako twym bratem i siostrą, którzy wołają o pomoc. Zamiast tego usprawiedliwiasz karanie ich. A jednak kara sama w sobie jest tylko niepoczytalną próbą przekonania karzącego, że ciemność, zło – jakkolwiek chcesz je nazwać – nie jest w karzącym, lecz gdzieś tam, na zewnątrz.

Wyobraź więc sobie społeczeństwo, w którym dominuje następujący pogląd prawny: twój brat i siostra są po prostu aspektem ciebie samego. A więc jeśli chcesz pomóc sobie, musisz pomóc im, odpowiadając na każde wołanie o pomoc i uzdrowienie przebaczeniem, miłością i wsparciem. Czy możesz sobie przez chwilę wyobrazić, jakby wyglądało życie w takim społeczeństwie? Jakże inne by to było od świata, który widzisz?

Jeśli jednak chcesz, aby świat wyglądał inaczej, to musi się to zacząć od ciebie. Albowiem uzdrowienie świata nie dokona się poprzez dążenie do zmiany tego, co jest na zewnątrz, lecz najpierw poprzez zmianę tego, co wewnątrz. Gdy ta zmiana już zajdzie, staniesz się przekaźnikiem energii, która wie, jak użyć twych darów i postawić cię w najbardziej odpowiednich sytuacjach. I wielka Moc będzie skutecznie działała poprzez ciebie, bo tylko Ona wie, jak uzdrowić twój świat. Zaprawdę wielu ludzi uwielbia marsze na rzecz pokoju, gniewnie atakując tych, którzy wszczynają wojny. Jeśli jednak chcesz tworzyć w świecie pokój, musisz mieć pokój w sobie.

Projekcja jest zatem próbą pozbycia się tego, do czego nie chcesz się w sobie przyznać. Jest skutkiem wyparcia się Prawdy. Projekcja przedstawia ci twego brata czy siostrę w tych samych barwach, czy też energiach, jakie osądzasz w sobie. Jak więc możesz zacząć przełamywać wzorzec projekcji? Jak możesz pozwolić na zbudowanie mostu przebaczenia? Tak naprawdę jest to całkiem proste, lecz będzie to wymagało twojego zaangażowania.

Powiedziałem ci wiele razy, że świat, który widzisz, nie jest niczym więcej, jak tylko skutkiem myśli, jakie przechowujesz w umyśle. Dlatego też przebudzenie wymaga czujności i dyscypliny. Dyscyplina ta polega na kształtowaniu takiego sposobu życia, w którym obserwujesz swe myśli, przysłuchujesz się słowom wychodzącym z twych ust, obserwujesz uczucia, które są wzbudzane w twym ciele oraz skłonność do reagowania, która wydaje się mieć nad tobą kontrolę i widzisz w tych rzeczach niewinność, a siebie – po prostu jako ich przyczynę.

Kiedy więc następnym razem świat odzwierciedli ci coś, co wywoła twój gniew, lub sprawi, że zaczniesz osądzać, zatrzymaj się dokładnie tam, gdzie jesteś, i spójrz na to – nie z osądem własnego osądu, lecz z niewinnością i uczciwością:

Acha, widzę, że kogoś osądzam. Co za interesująca chmura płynie po niebie mojej świadomości! Ciekawe, czy byłbym w stanie dokonać innego wyboru…

Umysł od razu ci powie: „Ale ta osoba właśnie włamała się do mojego domu i ukradła mój zestaw stereo. Oczywiście, że mam prawo osądzać! Mam prawo czuć gniew”.

Lecz ja ci powiadam, że gniew nigdy nie jest uzasadniony. To nie znaczy, że nie będziesz go odczuwał, lecz przestań się oszukiwać, wierząc, że jest w nim coś zasadnego. Nawet gdy ktoś właśnie włamał się do twego domu i zabrał ci sprzęt stereo czy jakiegokolwiek innego bożka, którego kochasz – co by było, gdybyś zrozumiał, że w tej właśnie chwili masz moc, by pamiętać o tym, że wszystkie wydarzenia są neutralne? One po prostu dostarczają ci okazji, by wybrać Miłość.

Co by się stało, gdybyś dosłownie wybrał „niepoczytalną” dla świata drogę i spojrzał na tego, który właśnie dopuścił się tego czynu, jak na brata lub siostrę, którzy wołają o pomoc i uzdrowienie? Co by się stało, gdybyś postanowił spojrzeć na nich jak na kogoś, kto nie wie, jak żyć w tym świecie, nie będąc z tego świata – jak na kogoś, kto nie zna drogi do wybaczenia samemu sobie, kto nie zna Prawdy Światła, które w nim mieszka, i kto nie rozpoznaje swej wielkiej mocy tworzenia czegokolwiek chce, w taki sposób, by nie krzywdzić nikogo? Co by się stało, gdybyś postanowił spojrzeć na nich ze współczuciem zamiast impulsywnie reagować?

Zaczyna się to w bardzo prosty sposób. Przygotowując pod to grunt, chcę, żebyś pamiętał, że czas dano ci po to, abyś posłużył się nim w sposób konstruktywny. A więc gdy budzisz się rano, uświadom sobie, że jesteś w szkole. Nie musisz do niej dojeżdżać; już w niej jesteś. Wszechświat zaś dosłownie pomaga ci, dostarczając doświadczeń, które wydobędą na wierzch pewne rzeczy, tak abyś mógł zdecydować, by spojrzeć na nie inaczej, i w ten sposób odkryć w sobie wielką moc i wolność wybierania, co chcesz postrzegać, i wzbudzania jedynie tego, co chcesz odczuwać. Zatem powtórzmy: nawet gdy twe dłonie przeszywają gwoździe, ostatecznie jesteś wolny, ponieważ masz moc, by wybrać Miłość, a więc i przezwyciężyć ten świat.

To powiedziawszy, chcę, byś zrozumiał, że każdy twój dzień jest błogosławieństwem i darem, jeśli w pełni oddasz się temu, by posługiwać się nim na rzecz przebudzenia. Twój dzień jest wypełniony po brzegi milionem sposobności odkrycia głębszej Prawdy. Dlatego też nigdy nie myśl, że celem twego życia musi być coś innego niż to, czym się w danym momencie zajmujesz. Pamiętaj bowiem, o czym mówiliśmy wcześniej: ty dosłownie tworzysz wszystko, co wybierasz, i nic nie jest ci narzucane.

Teraz zaś pójdziemy z tą myślą jeszcze trochę głębiej, ponieważ oznacza ona dosłownie, że jeśli zdecydowałeś, że chcesz się przebudzić, to już przywołałeś do siebie każde doświadczenie, które rzeczywiście najlepiej może służyć twemu przebudzeniu. Twoi przyjaciele, rodzina, ludzie, z którymi masz jakieś relacje, również mogą odnieść największą korzyść z doświadczeń wywołanych przez związek z tobą. Oznacza to, że właśnie tu i właśnie teraz już przejawiasz moc, której szukasz – moc, by naprawdę wybrać przebudzenie i nakazać całemu Stworzeniu, by służyło ci w tym przebudzeniu.

Dlatego też rozejrzyj się tuż po obudzeniu każdego poranka. Kim jest ta osoba, która śpi obok ciebie? To twój doskonały towarzysz. To posłaniec Boga. Patrząc poza to wszystko i biorąc pod uwagę fakt, że twój umysł spoczywa tuż obok Umysłu Boga – gdy po raz pierwszy powiedziałeś jako dusza: „Chcę się przebudzić, chcę iść do domu”, Ojciec odpowiedział na twą modlitwę i zaczął posyłać ci myśli do twego świadomego umysłu przez twego Ducha i twą duszę:

Wiem, jak pokierować cię do domu. Zrezygnuj z tej pracy i podejmij się tamtej. Przeprowadź się z tego miejsca do tego.

I zacząłeś odczuwać przenajróżniejsze impulsy. Zacząłeś czytać inne książki. Zacząłeś robić inne rzeczy. Spotkałeś kogoś i się zakochałeś. Wszystko przez przypadek? Bynajmniej!

A więc nawet myśl, którą uznajesz za własną, a z której stworzyłeś świat swych osobistych doświadczeń, jest również, dosłownie, wynikiem twojej modlitwy o przebudzenie. Ojciec tworzy, czy też wspiera cię w tworzeniu dokładnie tych doświadczeń jako pomostu, który prowadzi cię stąd, gdzie jesteś, tam, gdzie jest Bóg. Wynika z tego, że twe zwykłe codzienne życie jest najdoskonalszym aszramem, w jakim kiedykolwiek mógłbyś się znaleźć. Jest Świętym Miastem, do którego mądrze jest pielgrzymować codziennie, co oznacza przynoszenie świadomości i oddanie się dokładnie temu, czego doświadczasz, bycie wdzięcznym za to, błogosławienie tego, przyjmowanie tego oraz bycie czujnym i świadomym:

Czego uczy mnie ta chwila?

Przyjąwszy to za tło i fundament, pamiętaj, że nie doświadczasz niczego, co można by nazwać „zwyczajną chwilą”. Dosłownie w każdej chwili wydarzają się nadzwyczajne rzeczy. Dzieją się nadzwyczajne rzeczy, z którymi cały wszechświat współpracuje i współoddycha. Wszechświat współpracuje z tobą, by cię przebudzić i uzdrowić. Zaufaj temu! Kochaj to! To, że te rzeczy są prawdziwe – a zapewniam cię, że są – oznacza, że twe życie, właśnie to życie, którym żyjesz, jest równe w swej mocy, majestacie i efektywności każdemu życiu, jakie kiedykolwiek przeżyto. Oznacza to, że twe własne życie jest równe życiu, które przeżyłem ja. Albowiem jest ono twą drogą do domu, tak jak moje życie było moją ścieżką do domu do Boga.

A zatem opierając się na tym, czym podzieliliśmy się wcześniej, trzeci aksjomat, czy też zasadę, można by streścić w następujący sposób:

Nie ma w mym życiu zwykłych chwil. Z każdym oddechem moje doświadczenia tworzą układany przede mną przez Boga pomost, który ma przyprowadzić mnie do domu. Dlatego wniosę świadomość w każdą chwilę i pozwolę jej nauczyć mnie, jak przebaczyć, jak objąć, jak kochać, a zatem jak żyć w pełni.

W twoich zwykłych chwilach tysiąc razy każdego dnia staniesz przed sposobnością, aby się zaniepokoić. I dokładnie w tym samym momencie dawana ci jest błogosławiona sposobność, by wybrać pokój, by pamiętać o doskonaleniu swego postrzegania brata czy siostry, tak aby owo postrzeganie wypływało z Chrystusowego Umysłu, a nie z umysłu ego. Przebaczenie można zatem ćwiczyć z wielką starannością. Nie będziesz musiał szukać zbyt daleko. Nie będziesz musiał odbywać pielgrzymek do jakiegoś odległego miasta. Nie musisz również siedzieć gdzieś w jaskini w górach, aby odkryć drogę do Boga. Droga ta zewsząd cię otacza, ponieważ możesz być jedynie tam, gdzie zarządziłeś, że będziesz. A zarządziłeś, że tam będziesz, ponieważ jako dusza naprawdę nie chcesz niczego innego, jak tylko się przebudzić. Twoje życie zaś, takie, jakie się odsłania z chwili na chwilę, jest przeznaczone dla ciebie.

Jeśli to prawda, a zapewniam cię, że to prawda, to drogę do Boga możesz odnaleźć jedynie dzięki swej chęci, by przyjąć i żyć w pełni właśnie tym życiem, które jest w tobie i które z każdą chwilą odsłania się poprzez ciebie. By żyć bez lęku, iść naprzód i naprawdę ufać oraz przyjmować moc i majestat, będący ziarnem, glebą i fundamentem, na którym kształtuje się doświadczenie twojego życia. Jest ono tak cenne! Jest nadzwyczajne! Jest błogosławione! I dane ci przez Boga. Czy nie chcesz przyjąć błogosławieństwa, jakim jest twe życie, uświęcić je, aby było święte, i zaprawdę wreszcie rozpoznać, że twoje życie jest godne twego szacunku? Nie jest istotne, co myślą inni. Ważne jest, co ty myślisz.

Umiłowani przyjaciele, wasze życie – właśnie wasze – jest waszą drogą do domu. Jeśli nie przeżywacie go w pełni, jakże kiedykolwiek moglibyście przybyć do domu? A zatem nie lękajcie się swej wielkości. Nie obawiajcie się mocy, która pochodzi z akceptacji własnego życia i uznania jego wartości. Przeżywajcie je w pełni z każdą, nawet najmniejszą, odrobiną pasji, jaką możecie wykrzesać. Obejmijcie każdą jego sekundę. Za każdym razem, gdy myjecie talerz i kubek po śniadaniu, spójrzcie na te rzeczy i powiedzcie:

Mój Boże! Oto moje życie! Oto moja ścieżka do domu! I zamierzam żyć tym życiem!

Zaprawdę, drodzy przyjaciele, w ten sposób wreszcie wybaczysz sobie osądy, jakie wydałeś. Albowiem któż spośród was nie zaznał owego uczucia i nie mówił sobie: „Boże, moje życie nie jest wiele warte. Nigdy nie będę taki, jak tamten gość z sąsiedztwa. I nigdy nie będę miał wystarczającej ilości pieniędzy. Nigdy nie będę znał tylu ludzi. I czy moja praca będzie kiedykolwiek tak znacząca jak praca tamtej osoby?”. I tak dalej, i tak dalej…

Lecz powiadam wam, że za każdym razem, gdy siebie osądzasz, osłabiasz się. Za każdym razem, gdy osądzasz siebie lub kogoś innego, zsuwasz się odrobinę z góry, choć twoim pragnieniem jest wejść na jej szczyt.

Rozumiejąc te rzeczy, przyjrzyjmy się bliżej wybaczaniu. Jak ono działa? Co naprawdę się dzieje, gdy przebaczasz? Jesteś przekaźnikiem energii. Gdy przekaźnik jest w doskonałym stanie, wtedy energia może płynąć, jaśniejąc takim blaskiem, że przekaźnik staje się przezroczysty. Innymi słowy, już dłużej nie blokuje. Dla Światła nie ma żadnej bariery ani ograniczeń. Gdy zaś osądzasz, to jest tak, jakbyś się kurczył, zmniejszając obwód ścian przekaźnika, dokładnie tak, jak przy gromadzeniu się rdzy w rurach. W ten sposób przepływ zmniejsza się coraz bardziej. Gdy zaś przebaczasz osądy, to jest tak, jakby rdza w rurach się rozpuszczała. To jest tak, jakby ściany kanału, przez który płynie Miłość Boga, zaczęły się rozszerzać i stawać coraz cieńsze i coraz bardziej przezroczyste. Osąd jest zaciśnięciem się. Przebaczenie jest rozluźnieniem, pokojem, ufnością i wiarą.

Przebaczenie pozwala, aby twoja świadomość stawała się coraz bardziej przestronna. Albowiem gdy patrzysz na złodzieja, który włamał się do twego domu, i mówisz: „Wybaczam ci”, to orzekasz coś przeciwnego do tego, czego się nauczyłeś. Oświadczasz, że nie można ci odebrać niczego, co ma jakąś wartość. Oświadczasz, że osąd jest przeciwieństwem tego, czego chcesz, i sprawi, że będziesz czuł się dokładnie odwrotnie niż chciałbyś się czuć. Orzekasz, że masz moc, by postrzegać inaczej. A zatem uzdrawiasz samego siebie.

Jeśli chcesz kiedyś wrócić do domu, będziesz musiał stać się bardzo, bardzo bosko samolubny. Będziesz musiał stać się tak samolubny, że nie będziesz tolerował w sobie osądu na temat kogokolwiek lub czegokolwiek. Zaczniesz bowiem rozpoznawać, że najmniejszy akt osądu katapultuje cię do zupełnie innej części wszechświata niż ta, w której chcesz być. Gdy osądzasz, sama struktura komórkowa… – gdybyś to widział, już nigdy byś nie osądzał – nawet komórki twego ciała zachowują się jak szalone. Zaczynają wibrować w całkowicie dysharmonijny sposób. I następuje zaciśnięcie. Płyny nie przepływają między komórkami. Nie są do nich transportowane i dostarczane składniki pokarmowe. Odpady przemiany materii nie są odpowiednio przetwarzane. Wszystko się zatyka i powstaje choroba.

Umiłowani przyjaciele, zrozumcie zatem dobrze, że osądu nie można sobie lekceważyć. Czy powinieneś więc siebie osądzać, gdy zauważysz, że osądzasz? Nie. To byłoby również osądem. Tylko Miłość może uzdrowić. A zatem, gdy wiesz, że osądziłeś, powiedz:

Ach tak! To jest ta energia. Rozpoznaję tę chmurę, która właśnie przepłynęła przez pole mej świadomości. Lecz mogę wybrać jeszcze raz.

A więc jak to działa? Jeśli w twoim „zwykłym” codziennym życiu – które, jak wiemy, wcale nie jest zwykłe – dostrzegasz, że osądziłeś kogoś lub coś, rozpoznaj, że ten osąd jest wciąż w tobie. Jest on tutaj teraz, mimo że wydałeś go pięć minut temu, pięćdziesiąt pięć lat temu lub dziesięć wcieleń temu. Gdy go zauważasz lub skierujesz na niego swą świadomość, staje się on czymś teraźniejszym. A więc on jest właśnie tutaj, przed tobą, aby zostać odczynionym. I oto na czym masz się skupić:

Wybiorę jeszcze raz.

Czy jest ci znajome takie doświadczenie, kiedy to spoglądasz wstecz na swoje życie i nagle widzisz scenę, w której TERAZ wiesz, że zachowywałeś się samolubnie, z poziomu ego, że manipulowałeś, krzywdziłeś i byłeś przebiegły? Lub gdy uświadamiasz sobie: „O mój Boże, ja naprawdę osądzałem tamtą osobę. Ach, gdybym tylko mógł tam wrócić i to cofnąć!”.

Znasz to uczucie? Powiadam ci, że możesz to zrobić, ponieważ wszystko dzieje się teraz. Nie ma czegoś takiego jak przeszłość i przyszłość. Jest tylko teraz. Gdy więc masz taką myśl lub wspomnienie, one przychodzą do ciebie z bardzo konkretnego powodu. Jako dusza uczysz się, jak przebaczyć i odczynić skutki twoich poprzednich wyborów. A więc dana idea jest ci prezentowana ponownie, abyś mógł dokonać nowego wyboru.

A więc gdy pojawia się owo dawne wspomnienie, pozostań z nim. Spójrz na nie. Rozpoznaj jak wtedy działał osąd. A następnie powiedz tej osobie czy też temu wydarzeniu:

Nie osądzam cię. Wybaczam sobie to, co stworzyłem. Obejmuję cię i kocham. I uwalniam cię, abyś był sobą. Błogosławię cię Błogosławieństwem Chrystusa.

Następnie zobacz, jak ten obraz lub to wspomnienie zaczyna się delikatnie rozpływać w Świetle aż nie ma po nim więcej śladu. Potem zostaw to. Jednak umysł natychmiast powie: „No cóż, ale w wieku czterech lat kopałem tego małego chłopca po goleniach po to tylko, by zobaczyć jak krzyczy… A jego teraz tu nie ma”.

Naprawdę? Ciała tu nie ma, lecz ciało to niezupełnie to samo, co dusza. A wszystkie umysły są połączone. To zaś oznacza, że gdy w swej świadomości, w swoim polu emocjonalnym ofiarujesz komuś przebaczenie, bez względu na to, czy jest on fizycznie obecny, czy nie, to ofiarowujesz mu dokładnie to, co mógłbyś mu dać, gdyby był tu z tobą fizycznie obecny. Bo przecież nawet gdyby tu był, to wciąż musiałby przyjąć twe przebaczenie, nieprawdaż? Nadal miałby do dokonania wybór – czy przyjąć twoje przebaczenie, czy też dalej ciebie osądzać. I to jest jego sprawa, nie twoja.

Zrozum więc, że masz do czynienia ze świadomością. Nie jesteś istotą fizyczną. Jesteś Duchem. I pozostajesz w bliskiej łączności ze wszystkimi umysłami w każdym czasie. Dlatego przebaczenie drugiej osobie może się wydarzyć kiedykolwiek zdecydujesz, że może się wydarzyć. Właśnie w tym momencie możesz wybaczyć każdemu, kto twoim zdaniem kiedykolwiek wyrządził ci krzywdę. Jeśli zaś ty kiedykolwiek kogoś osądziłeś – a zatem osądziłeś siebie – możesz to odczynić właśnie w tej chwili, po prostu dokonując innego wyboru.

Bądź pewien, że nadal będziesz dokonywał na innych projekcji tego, co pozostaje nieuzdrowione i nieprzebaczone w tobie samym. Za każdym razem, gdy reagujesz na drugą osobę, otrzymujesz sygnał, że twojej świadomości ukazywany jest pewien rodzaj energii, której nie wybaczyłeś w sobie. Jeśli ktoś jest krytyczny, a ty reagujesz impulsywnie za każdym razem, gdy spotykasz się z jego krytyką, to bądź pewien, że nie uzdrowiłeś tej części swego własnego istnienia – tej części swego własnego doświadczenia krytykowania innych. Bez względu na to, czy to dzieje się teraz, czy też wydaje się, że jest to wzorzec zachowania, z którym skończyłeś i którego już więcej nie podejmujesz, to wciąż nie wybaczyłeś sobie samemu swego przeszłego utożsamiania się z tą energią.

Używaj więc swego codziennego doświadczenia, aby obserwować, co cię prowokuje do reakcji. I jeśli nie będziesz od tego uciekał – za chwilę damy ci prostą technikę ćwiczenia tego – jeśli nie będziesz od tego uciekał, pokaże ci to energie, które potrzebują twego wybaczenia.

Technika ta jest całkiem prosta. Przez cały dzień obserwuj, kiedy czujesz, jakbyś się w sobie zaciskał. Czy mięśnie ciała są napięte? Czy oddech jest bardzo płytki? Czy zaczynasz mówić szybciej lub głośniej, gdy mówisz o jakiejś energii w kimś innym? To jest sygnałem, że potrzebujesz uzdrowienia w sobie. Gdy uświadamiasz sobie, że pojawiają się tego rodzaju sygnały – innymi słowy, gdy życie dostarcza ci okazji, by wytrącić cię z równowagi – jest to znak, że coś wymaga uzdrowienia.

A zatem gdy coś wytrąca cię z równowagi, potraktuj to jako błogosławieństwo. Odwróć swą uwagę od tego, co – jak ci się wydaje – wytrąca cię z równowagi i przypomnij sobie pierwszy aksjomat:

Ja jestem źródłem swego doświadczenia. Czuję się wytrącony z równowagi. Co takiego we mnie potrzebuje uzdrowienia?

Zacznij oddychać głęboko i rytmicznie całym ciałem. Niech ciało się rozluźni, a ty zapytaj:

Co jest takiego w energii tej osoby, co naprawdę wywołuje moją reakcję?

I zobaczysz to natychmiast:

Ach, ona jest taka krytyczna. To krytycyzm wywołuje moją reakcję. Kiedy ja sam byłem krytyczny wobec innych?

I być może od razu zdasz sobie sprawę:

No cóż, krytykuję, ponieważ oni krytykują.

Lub wrócą do ciebie wspomnienia, nieprzyjemne wspomnienia – jeśli będziesz je osądzał. Niech powrócą. Oddychaj dalej i odpręż się. Spójrz na tę energię bycia krytycznym. Uszanuj ją. Ukochaj ją. Albowiem jest ona stworzeniem. To twoje stworzenia wracają do ciebie, abyś mógł je objąć i przemienić. Po prostu pobądź z nimi. Spójrz na nie.

Ach tak, bycie krytycznym… Ja z pewnością to potrafię. Bywałem taki w przeszłości. Znam tę energię bardzo dobrze.

Spójrz na jakąś scenę w twej pamięci, w której to ty krytykowałeś. Spójrz na to z głęboką szczerością i uczciwością, i powiedz sobie:

Wybaczam sobie moje krytykanctwo. Wybaczam sobie swój osąd siebie samego. Postanawiam nauczać jedynie Miłości.

Patrz jak ten obraz rozpływa się i znika z twego umysłu. Skieruj swą świadomość ponownie na teraźniejszą chwilę oraz na osobę, która właśnie wywołała w tobie reakcję. Powtarzam, że nie musisz jej w ogóle nic mówić, choć mógłbyś. Lecz w sobie samym przebacz jej to, że pozwoliła, aby energia bycia krytycznym chwilowo zagościła w jej umyśle. I zwyczajnie poproś Ducha Świętego, aby zastąpił twe postrzeganie Prawdą. Poproś o to, abyś mógł w tej osobie zobaczyć niewinne Światło.

W miarę jak będziesz to ćwiczył, staniesz się w tym bardzo bardzo dobry. Będziesz w stanie robić to ot tak! [pstryka palcami] I gdy zaczniesz już widzieć w innych Światło, możesz zapytać Ducha Świętego:

Co w nich przesłania ta energia bycia krytycznym? O co oni tak naprawdę wołają?

I wówczas poczujesz współczucie. Albowiem zostanie ci objawione, dlaczego oni wewnętrznie cierpią. I oto nagle, zamiast impulsywnie wobec nich reagować, może po prostu poczujesz współczucie. Twój dobór słów i twe zachowanie mogą okazać się inne niż kiedykolwiek mógłbyś to sobie wyobrazić. Mimo to będzie przez ciebie przekazywane dokładnie to, co im służy.

Gdy przybijano mnie do krzyża, był tam człowiek, który podniósł młot, by wbić gwóźdź. I gdy unosił młot, nasze oczy spotkały się na jedną chwilę. Zrobiłem wtedy dokładnie to, co wam opisałem. Najpierw przypomniałem sobie – a do tej pory wyćwiczyłem dobrze tę umiejętność, tak więc stało się to bardzo szybko – by zapytać siebie:

„Czy ja sam kiedykolwiek chciałem przeszyć kogoś gwoździem?”

Wtedy przypomniałem sobie swe mordercze myśli… Przebaczyłem sobie i znów skierowałem uwagę na tego człowieka, prosząc o to, by widzieć w nim jedynie Światło. I zapytałem:

„Cóż takiego ta konkretna sytuacja mi pokazuje? Cóż takiego ona w nim przykrywa?”

Wtedy to ujrzałem duszę tego człowieka i pokochałem ją. I poczułem dla niego współczucie. W tej samej chwili – zwróć uwagę na to, co mówię – w tej jednej chwili naszego kontaktu wzrokowego, on to zrozumiał!

Ponieważ moja energia była inna, stworzyła ona przestrzeń, w której ta dusza mogła dokonać nowego wyboru. I ujrzała ona nagle pełnię swego doświadczenia. Uświadomiła sobie, że jeśli zezwoli na to, by młot opadł na gwóźdź, będzie to decyzją, by nadal być zwykłym popychadłem, jakim postrzegali go inni. I w tej samej chwili dusza ta podjęła decyzję, by podążyć drogą wiodącą do suwerennego mistrzostwa i by już nigdy więcej nie być marionetką żadnego rządu, grupy, frakcji, nikogo. Wypuścił młot z ręki – a był to rzymski żołnierz – wstał, oddalił się i zniknął.

Istota ta stała się później Mistrzem znanym dosłownie tysiącom. Nie ma formy fizycznej. Odwiedza on jednak wielu i wielu naucza. Zaprawdę ucieleśnił on doskonałe mistrzostwo i dlatego przekroczył świat. A wszystko to zaczęło się od mojego pragnienia, by nauczać jedynie Miłości. Teraz zaś jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi.

Tak więc, jak widzisz, możesz nie zdawać sobie sprawy, jak wielką moc ma twój wybór uzdrowienia. Możesz tak naprawdę nie dostrzegać, jak głęboki będzie miał na ciebie wpływ, gdy będziesz nadal trwał jako twórca – a trwasz na zawsze. I nigdy nie możesz wiedzieć, jakie owoce zrodzą się z tego drzewa w życiu innych. Ale ponieważ wszystkie umysły są połączone, to wybierając uzdrowienie poprzez wybaczenie, dosłownie tworzysz przestrzeń, w której druga osoba może również uzdrowić swe życie.

Nie marnuj więc ani chwili. Nie traktuj niczego jako zwyczajne. I nie uzasadniaj w sobie postrzeżeń nauczanych przez świat. Lecz bądź całkowicie oddany wykorzenianiu ze swego jestestwa wszystkiego, co nie jest Miłością Chrystusa. Nie myśl, że tylko ja potrafię kochać w ten sposób. To nieprawda. Jesteś tutaj, by kochać tak, jak ja nauczyłem się kochać. Dlaczego? Ponieważ jesteś tą Miłością. Wszystko inne zaś to zasłona dymna.

Przebaczenie jest konieczne. Przebaczenie jest umiejętnością i sztuką, która będzie płaciła ci dywidendę za dywidendą. Nigdy nie zaprzestanie ci płacić. W każdej chwili, w której wybierasz przebaczenie, już oszczędziłeś sobie dosłownie tysięcy lat cierpienia! I mówię to tak dosłownie, jak dosłownie można to wyrazić. Krótko mówiąc, każdy akt przebaczenia jest cudem, który skraca potrzebę doświadczeń w tym wymiarze. I gdy znajdujesz się w sytuacji, która w twoim przekonaniu cię przerasta, bądź pewien, że jest tak dlatego, iż coś wielkiego wreszcie wychodzi na powierzchnię, aby zostać w tobie uzdrowionym po to, by mogło w tobie jaśnieć więcej mocy. A jest tak dlatego, że dotarłeś do miejsca, w którym jesteś na to gotowy. Może w tobie żyć więcej Chrystusa.

Bardzo ważne jest, aby pozwolić, by każdy dzień wystarczał sobie. Innymi słowy, gdy kończysz swój dzień, naprawdę go zakończ. Nie potrzebujesz do tego czterogodzinnych rytuałów. Możesz to zrobić za pomocą jednego oddechu. Gdy kładąc głowę na poduszkę, bierzesz głęboki oddech, spójrz na cały dzień, ogarnij go swą świadomością, a gdy będziesz robił wydech, powiedz sobie w myśli:

Uwalniam ten dzień i wybaczam mu. Był doskonały. I się zakończył.

Pozwól mu odejść. Po prostu pozwól mu odejść. Dlaczego? Ponieważ jeśli tego nie zrobisz, to po prostu będziesz go ze sobą nosił. Znasz to doświadczenie? I przez trzy następne tygodnie mówisz sobie: „O rany, dlaczego podjąłem tę decyzję trzy tygodnie temu? Gdybym tylko podjął inną decyzję, to by się nie zdarzyło i tamto by się nie zdarzyło”.

Prawdopodobnie to prawda. Rzecz jednak w tym, że trzy tygodnie później ty wciąż niesiesz ze sobą przeszłość i w ten sposób się biczujesz. I nie zauważasz chwały teraźniejszości. Wszyscy słyszeliście to tysiące razy, ponieważ to Prawda.

Świadomość jest bardzo subtelna i potężna. Nie możesz nie tworzyć. Pamiętaj, że w tym roku twoim celem jest nauczyć się osiągnąć mistrzostwo w rozmyślnym stwarzaniu. Dlatego też spójrz na sprawy danego dnia i powiedz:

To jest bardzo dobre. I już się skończyło.

Każdego wieczora, gdy kładziesz głowę na poduszce i wiesz, że zaraz zaśniesz, bądź jak Bóg z tej opowieści – twojej biblijnej opowieści o stworzeniu, w której napisano, że siódmego dnia Bóg odpoczął. W pewnym sensie Bóg zakończył tę historię. Przyjmij tę samą postawę na zakończenie każdego ze swych dni. Jeśli niesiesz w sobie jakiegoś rodzaju emocjonalną reakcję spowodowaną czymś, co ktoś powiedział czy też zrobił, lub czymś, co ty powiedziałeś bądź zrobiłeś, to zanim zaśniesz praktykuj wybaczenie. Albowiem jeśli tego nie zrobisz, będziesz wciąż doświadczał energii konfliktu w swoich snach. I rozmowa między tobą a druga osobą, której jeszcze nie wybaczono, będzie się dalej toczyła, dopóki w tobie nie dopełni się wybaczenie.

Mam nadzieję, że ma to dla ciebie sens, ponieważ jest to bardzo ważne. Nigdy nie powinno się traktować czasu lekkomyślnie. Baw się nim, owszem, lecz baw się nim z poziomu świadomości, jasności i rozpoznania, że nie ma czegoś takiego, jak błaha myśl. Każda myśl tworzy dla ciebie cały świat doświadczenia. A ty jesteś godzien, by doświadczać Nieba.

Będziemy mieli dużo więcej do powiedzenia na temat przebaczenia, gdy zaczniemy badać głębię tego, co odkrywasz, gdy praktykujesz wybaczanie siedemdziesiąt razy siedem. Powiedzie cię to coraz głębiej aż do istoty tego, jak działa świadomość – jak działa stworzenie. Umieść przebaczenie na czele swej listy priorytetów, dopóki sam nie rozpoznasz, że już całkowicie ci wybaczono. Bądź zatem czujny i pilnuj, czy nie wypierasz się tego, co wciąż w tobie potrzebuje wybaczenia. Albowiem to, czego się wypierasz, będzie treścią twej projekcji. A każda projekcja jest aktem krzywdzenia samego siebie. Oczywiście krzywdzi ona również innych, ale i ciebie.

To wystarczy na ten moment. Wiele z tego, co podczas tej godziny powiedzieliśmy, trzeba słuchać wciąż na nowo i na nowo, tak aby świadomość zaczęła naprawdę pojmować wagę i moc przebaczenia. Dojdziesz do takiego miejsca, w którym będziesz z absolutnym zachwytem szedł przez dzień, wyrażając przebaczenie. I nawet jeśli nikt ci niczego nie zrobi, będzie ono niczym emitowana z oceanu twej świadomości fala. Przebaczenie samo w sobie staje się wspaniałą energią, w której możesz żyć.

Dlatego też, zaprawdę, umiłowani przyjaciele, wybaczcie sobie, a wybaczycie Chrystusowi. A gdy wybaczysz Chrystusowi, Chrystus powstanie i zadomowi się w twym sercu, w twym umyśle, a nawet w komórkach twego ciała. I będziesz wiedział, co to znaczy chodzić po tym świecie, a jednak nie być z tego świata. I gdy spojrzysz w lustro, powiesz:

Oto objawia się Zbawiciel.

Nie będzie tego mówiła arogancja ego, lecz świadomość tego, co jest zawsze prawdziwe:

Jestem Dzieckiem mego Ojca. I posłano mnie do tego świata, bym przyniósł mu Światło.

A zatem trwaj w pokoju. Starannie ćwicz przebaczenie, dopóki nie stanie się ono niczym oddychanie. Wówczas odkryjesz moc, o której istnieniu nie miałeś pojęcia oraz wolność, której słodycz jest większa niż słodycz miodu.

Przebaczam ci. Nie dlatego, że cię osądziłem, lecz dlatego, że wiem, jakie błogosławieństwo przebaczenie przynosi mnie samemu. Przebaczenie jest czymś, co jako człowiek doprowadziłem do perfekcji. Ty również doprowadź je do perfekcji w sobie, a rozpoznasz Chwałę Chrystusa.

Pozostańcie zatem w pokoju, umiłowani przyjaciele.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


Po lekcji trzeciej, czwartej i piątej Drogi Serca nie ma pytań i odpowiedzi. Zaczynają się ponownie po lekcji szóstej.

Przejdź do Lekcji 4.

Błogosławieństwo przebaczenia

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

Oto tłumaczenie przekazu Jeszuy (Jezusa)
danego za pośrednictwem Jayema pt.: „Błogosławieństwo przebaczenia”:

Teraz zaczynamy.

Zaprawdę, witajcie, umiłowani, święci przyjaciele. Zaprawdę, witajcie, umiłowane i święte Promienie Światła, lśniące na wieki w Umyśle naszego Ojca, przynoszące to, co jest Miłością, przynoszące to, co jest Światłem, przynoszące to, co jest Mądrością, Pokojem i Prostotą oraz Przebaczeniem.

Tak naprawdę bowiem świat czeka na wasze przebaczenie. Czeka aż zostanie namaszczony przez Umysł Chrystusa, który chce spojrzeć na wszystko, co stworzone, i zapewnić mu przebaczenie. Twój świat bowiem żyje przesiąknięty lękiem. Twój świat pełen jest braci i sióstr udręczonych głębokim poczuciem niegodności i winy. Zasnęli oni i nadal śnią ów złudny sen. Lecz podobnie jak każdy sen, ten również ma moc, by omamić umysł i powstrzymać komórki ciała przed szerzeniem tylko tego, co jest prawdziwe: Światła. Światło zaś jest Miłością. A zatem rozpoczynając ten wieczór, podczas którego chcemy podzielić się tym przesłaniem z wieloma naszymi przyjaciółmi, będziemy mówić o przebaczeniu.

Umiłowani przyjaciele, przebaczenie wymaga łaskawości; łaskawość zaś jest jedynie szerzeniem poprzez formę – poprzez ciało, emocje, poprzez twój dotyk, uśmiech i poprzez błysk w twych oczach – tego, co jest Łaską, już ci ofiarowaną.

Zatem zawsze mądrze jest pamiętać, że jeśli chcesz poznać, czym jest Łaska, to sam ją rozdawaj. A zatem w każdej chwili, gdy chodzisz po swoim świecie i wołasz do mnie i do wielu moich przyjaciół: „Naucz mnie, jaki jest mój cel! Jaka jest moja wyjątkowa i szczególna rola?”, podczas gdy twój umysł próbuje cię nauczyć, że musi być nią jakaś forma służby na zewnątrz ciebie, ja ci powiadam, że twój cel i twoja funkcja są takie same jak moje: być tym, przez którego Łaska miłującego Boga dawana jest tym, którzy jeszcze śnią brutalny, mroczny i okropny sen o oddzieleniu. Albowiem w owym śnie nie ma niczego poza głęboką wewnętrzną udręką. I ten, kto śni w ten sposób, zachowuje się tak, że niemal każda myśl i każde działanie staje się wołaniem o pomoc i o uzdrowienie – wołaniem, które odbija się od głuchych uszu świata, bo świat wierzy w osąd, a nie w przebaczenie; wierzy w potępienie, a nie w uzdrowienie.

A zatem poznaj dobrze moc, która w tobie mieszka, ponieważ już się przebudziłeś na swoje własne wezwanie. Już zacząłeś odwracać wzrok od snu o oddzieleniu i spoglądać na wielkie Światło, które jaśnieje na wieki i wydaje się jaśnieć z jakiegoś miejsca, z jakiegoś źródła tak bardzo oddalonego od wszystkiego, co znasz i wszystkiego, czym – jak myślisz – jesteś. A jednak to Światło, które widzisz, jest twoim światłem, umieszczonym w tobie przez samego Boga w chwili, gdy po raz pierwszy zacząłeś śnić swą własną wyjątkową wersję snu o oddzieleniu.

Jak więc rozpoznasz to Światło? Nie poprzez szukanie go, lecz poprzez przyzwolenie, by ono działało. A zatem, gdy chodzisz po tym świecie i usiłujesz się dowiedzieć, jaki jest twój cel, skup swą uwagę na prostym fakcie, że jesteś tutaj, aby błogosławić świat poprzez Chrystusowe Wybaczenie. Spójrz zatem łagodnie na wszystko, co widzisz. Naucz się sprowadzać umysł, emocje, a nawet ciało – dopóki ono trwa – do stanu pokoju. Dzięki temu łaskawość Chrystusa będzie mogła płynąć poprzez ciebie niezakłócona, nieograniczona, jaśniejąca w swej radości. I pozwól temu Światłu, aby spoczęło na kimkolwiek, kogo zobaczysz, na czymkolwiek, co zobaczysz: na źdźble trawy, na liściu opadającym z drzewa, na obłoku mknącym po niebie, na spadającym płatku śniegu. Błogosław te rzeczy, albowiem one również wyłoniły się z twego świętego Umysłu. I przenika je to samo Światło, które jest źródłem twojego istnienia.

Świat woła o przebaczenie, a dusza woła o zjednoczenie z Bogiem i przy pomocy tysięcy zawiłych sposobów i technologii szuka drogi do scalenia stworzonego ze stwórcą, umiłowanego i miłującego wielbiciela. Zaprawdę bowiem, jesteście wielbicielami Boga i w rzeczywistości nie możecie być niczym innym. Albowiem Bóg nie stwarza czegoś, co Mu się przeciwstawia. A ponieważ jesteś Wielkim Promieniem Światła jaśniejącym w tym jednym umyśle, to jesteś zarówno tym, którego stworzono, jak i wielbicielem Boga. Twój pokój zaś i spełnienie przyjdą do ciebie w pełni, gdy wytrenujesz swój umysł na nowo, tak aby nie zgadzał się na żadną inną myśl poza tą, która wyraża radosne, płynące prosto z serca oddanie twemu Stwórcy – nie jako nieugiętemu Panu na zewnątrz ciebie, lecz jako obecności samej Miłości, która zainicjowała ów twórczy proces, dzięki któremu zaistniałeś. A zaistniałeś nie po to, aby cierpieć z powodu rzeczy tego świata, nie po to, aby śnić sen oddzielenia – on nigdy nie był konieczny, a stanowił jedynie chwilowy wybór – lecz po to, aby szerzyć to wszystko, czym jest Bóg.

A zatem jeśli chcesz poznać wolność i pokój, to używaj każdej chwili, aby ponownie skierować uwagę umysłu na łaskawość i błogosławieństwo, jakim jest przebaczenie. Gdy bowiem będziesz przebaczał, nauczysz się, że już ci wybaczono. A gdy będziesz błogosławił świat, to rozpoznasz, że naprawdę jesteś błogosławiony. I nadejdzie taki dzień, w którym nie będziesz dłużej się lękał nieograniczonego błogosławieństwa twego Ojca, ponieważ rozpoznasz, że wszystko zostało stworzone dla ciebie z Miłości i nie musisz już nigdy ograniczać się w swojej świadomości, w jakimkolwiek świecie byś się nie bawił czy nie tańczył. Włóż zatem na siebie mój płaszcz. Nałóż na głowę moją koronę Światła. Albowiem dane ci jest być ucieleśnieniem wszystkiego, czym jest Chrystus.

A ponieważ w prawdzie jedynie Chrystus jest stworzeniem Boga, to jedynie tym możesz być w Rzeczywistości. To zaś oznacza, że jeśli nawet jeden raz w ciągu dnia jakaś myśl w twoim umyśle pociągnie cię do postrzegania, że jesteś inny niż to, jakim zostałeś stworzony, to w tamtej chwili postanowiłeś się utożsamić z czystą i totalną niepoczytalnością. Mówiłem ci często, że masz wybór tylko między dwiema emocjami: Miłością i lękiem. Dwa inne słowa, jakie można by w zamian użyć, to poczytalność i niepoczytalność. Nie ma tu żadnego kompromisu. Jesteś albo jednym, albo drugim. Możesz sam siebie oszukiwać, mówiąc:

No cóż, ja naprawdę zmierzam w kierunku Miłości, ale najpierw muszę przejść pewne doświadczenia, po czym może do niej dotrę.

Jesteś albo w domu, albo z dala od domu. Jesteś albo jednym z Bogiem, albo śnisz sen o oddzieleniu. Tylko jedna z tych opcji prowadzi do rzeczywistości Pokoju i rozpoznania, że jesteś taki, jakim zostałeś stworzony – co wydaje się być niepoczytalne dla twojego odwróconego do góry nogami świata. I w tej chwili masz w sobie całą moc w Niebie i na Ziemi, aby wybrać pokój; aby szerzyć jedynie miłość; aby wybaczyć zamiast osądzić; aby być otwartym, a nie zamkniętym w sobie.

Droga jest więc łatwa i nie wymaga wysiłku. Wymaga jedynie, abyś z rozmysłem dokonał wyboru, by zrezygnować z wyobrażeń i idei, które kiedykolwiek miałeś na temat kogokolwiek lub czegokolwiek – włączając w to siebie – a które byłyby czymś innym niż drogocenność Rzeczywistości Chrystusa. I abyś następnie pozwolił Duchowi Świętemu zaaranżować takie okoliczności, które mogłyby ci pokazać, gdzie wcześniej zawiodłeś i wybrałeś niepoczytalność, po to abyś mógł to po prostu naprawić.

I właśnie dlatego, gdy przechodzisz przez swoje liczne inkarnacje, ciągle wpadasz na te same osoby. Energie zaś, które każda dusza ci przedstawia, będą ci nadal przedstawiane aż do znudzenia, do chwili, gdy obejmiesz daną energię i weźmiesz za nią odpowiedzialność w swoim wnętrzu. Potem zaś poprzez odzwierciedlenie lub też zwierciadło przebaczenia, zaczniesz proces pozbywania się czy też rozpuszczania w sobie tejże energii. Albowiem one są jednym i tym samym. Tak naprawdę ty nigdy nie patrzyłeś na drugą osobę. Twoje oczy pokazują ci ciała, które wydają się znajdować w innym miejscu niż twoje ciało, ale to jest złudzeniem, ponieważ ty nie masz ciała. Istnieją ciała, ale TY nie masz ciała. Nie mieszkasz w ciele. Ono mieszka w świętym szerzeniu się Jednego Umysłu, który wcielił się na twojej Ziemi. Przebaczenie jest mostem do uzdrowienia.

Dwa tysiące lat temu – wedle tego, jak ty pojmujesz czas – przyszedłem z bardzo prostym przesłaniem. Było to przesłanie przebaczenia. Przybywałem również ponownie na wiele sposobów, oferując tę samą prostą technologię, ponieważ tylko ona działa. A jednak umysł chce, abyś wierzył, że musisz to nieustannie komplikować.

Z pewnością istnieje coś innego do zdobycia – jakaś wielka moc, jakieś wielkie mistyczne doświadczenie. Gdybym tylko mógł uporządkować moje sprawy zewnętrzne, wtedy będę pamiętał, żeby przebaczyć światu, bo będę czuł się komfortowo.

Możesz być pewny, że to, co chcesz widzieć odzwierciedlone w świecie na zewnątrz ciebie, pozostaje pod wpływem, czy też jest rozszerzeniem jakości świadomości, którą z chwili na chwilę dopuszczasz do swego umysłu. I jeśli wydajesz się doświadczać zmagania, to znaczy, że nadal pozostaje jakiś zakamarek, którego nie dotknęło twoje przebaczenie. Czy będziesz w stanie odnaleźć ów zakamarek? Wielu z was spróbuje to zrobić.

Lecz czy nie jest łatwiej po prostu rozpoznać, że Duch Święty już stworzył konkretne okoliczności, których potrzebujesz, aby się przebudzić? A zatem jeśli szukasz swojej ścieżki, to otwórz oczy. Zauważ miejsce, w którym fizycznie wydajesz się znajdować na tej Ziemi. Zauważ, z kim wydajesz się przebywać. Weź bardzo głęboki oddech i pamiętaj, że wszystko to jest doskonałe i że właśnie to jest twoją złotą bramą, twoim uchem igielnym. I jeśli dokonasz wyboru, aby po prostu być Obecnością Chrystusa i szerzyć łaskawe błogosławieństwo przebaczenia, to poczujesz, jak twoje zaniepokojenie zaczyna się rozpuszczać.

I gdy z rozmysłem postanowisz użyć mocy swego umysłu – która jest wszystkim, co masz – do szerzenia przebaczenia, a tym samym do rozpuszczania wzorców postrzegania w głębi twego umysłu, i gdy twój niepokój rozpuści się w głębi twojego istnienia, to zaczniesz widzieć otaczający cię świat inaczej. I twym życiem coraz bardziej zacznie kierować cudoumysłowość. I tak spotkasz właściwą osobę. Dostaniesz doskonałą pracę. I tak dalej i tak dalej. Deszcz zacznie padać, gdy będziesz chciał, aby padał, słońce zaświeci, gdy będziesz chciał, aby świeciło. I będziesz tym wszystkim zadziwiony.

Na końcu zaś, gdy umysł zostanie całkowicie oczyszczony – co oznacza po prostu, że naprawiono w nim konflikt między Miłością a lękiem, przebaczeniem a osądem – gdy umysł będzie całkowicie oczyszczony, to rozpoznasz, że jesteś na zawsze nieograniczony. Nawet jeśli będziesz wydawał się doświadczać ciała – niezależnie od tego, czy zmywasz naczynia, czy wynosisz śmieci, czy robisz cokolwiek innego – będziesz wiedział, że ty, jako wcielony Chrystus, z rozmysłem postanowiłeś pozwolić, aby to doświadczenie stało się dla twego istnienia kolejną okazją pobłogosławienia świata przebaczeniem, o które on woła. A jeśli będzie się wydawało, że ciało rozpuszcza się w świetle, a ty nie jesteś już dłużej widziany przez inne ciała w czasie i przestrzeni, to rozpoznasz, że to również jest doskonały wybór wolności.

Wyobraź sobie zatem… Wyobraź sobie, że w swym obecnym życiu chodzisz po świecie, który – jak się wydaje – zapomniał o Rzeczywistości Boga, i czujesz od koniuszków stóp po czubek głowy, że nie ma w tobie ani śladu zaciśnięcia czy lęku. Wyobraź sobie, że komórki ciała czują się przestronne niczym niebo. Wyobraź sobie, że Pokój, który wykracza poza wszelkie pojmowanie, przenika każdy organ twego ciała. Na twych ustach łagodny uśmiech, ledwo dostrzegalny dla innych. Odczucie łagodności w obszarze serca. Poczucie fizycznego odprężenia płynące od tego, co nazywasz splotem słonecznym aż do podstawy kręgosłupa. Wyciszony i klarowny umysł, któremu niczego nie brakuje, lecz który również niczego się nie trzyma. Wyobraź sobie, że nie jesteś do niczego zmuszany, a jednocześnie nie pojawia się w tobie najmniejszy osąd na temat czegokolwiek.

Wyobraź sobie, że idziesz przez życie, w którym nie ma niczego, co byłoby dla ciebie nie do przyjęcia, ponieważ jesteś zbyt zajęty błogosławieniem świata Chrystusowym Wybaczeniem i rozpoznawaniem, że sen jest snem i niczym innym, jak tylko snem. Sny zaś nie wywierają żadnego wpływu na tego, który śni, gdy ten, który śni, się budzi. Wyobraź sobie, że przeżywasz to życie w Doskonałym Pokoju.

Czy to jest trudna droga? Nie. Wymaga ona przede wszystkim twojej chęci, aby całkowicie zaakceptować siebie takim, jakim jesteś. Nawet takim, jakim sam siebie postrzegasz, choć możesz postrzegać w sposób niepoczytalny – a postrzegasz siebie w sposób niepoczytalny, jeśli myślisz, że jest w tobie jakikolwiek błąd – ale to jest w porządku; wpierw przyjmij sen i pokochaj siebie. Pokochaj siebie za to, że jesteś dokładnie tam, gdzie jesteś i taki, jaki jesteś. Istnieje bowiem bardzo proste prawo metafizyki, wedle twojej wiedzy na ten temat, a brzmi ono tak: dosłownie nigdy nie jest możliwe przekroczenie i uzdrowienie czegoś, czego się w pełni nie przyjęło. A przyjęcie czegoś oznacza umiłowanie tego ponad wszystko.

A zatem przez następne siedem dni zadawaj sobie to pytanie na zakończenie każdego dnia:

Ile razy w ciągu tych 24 godzin zatrzymałem wszystko, czym się zajmowałem i w pełni siebie kochałem?

„No cóż, pamiętałbym o tym więcej niż jeden raz, ale byłem strasznie zajęty.”

Nie. Byłeś pod wpływem urojeń. A to wielka różnica. Byłeś niepoczytalny, kiedykolwiek uciekałeś przed kochaniem własnej Jaźni. Oto więc pierwsze ćwiczenie, jakie zaofiarujemy wam tego wieczoru: przez następne siedem dni, tuż przed zaśnięciem, policz, ile razy tego dnia prawdziwie i w pełni siebie kochałeś.

Gdy więc teraz zatrzymamy się tutaj, to z naszego poziomu, z naszej perspektywy – a nie ma to nic wspólnego z ciałami, a więc, jak widzisz, nie możesz się ukryć, bo nie ma czegoś takiego jak prywatność – widzimy wiele umysłów kurczących się w poczuciu winy na myśl, że tak naprawdę tego dnia najczęściej czuli do siebie nienawiść. Znaleźli coś, za co siebie osądzili.

„Jestem za wysoki, jestem za niski, jestem za gruby, jestem za chudy. Nie mówię wystarczająco dobrze, nie mam wystarczająco dużo pieniędzy” i tak dalej – lista ciągnie się bez końca. Czy znasz tę listę? Listę tę zrobił całkowicie niepoczytalny umysł, lecz w rzeczywistości lista ta nie istnieje.

Pamiętaj więc, by zwracać uwagę, czy zauważasz chwile, w których osądzasz siebie. To jest przeciwieństwem Miłości! Spójrz więc na to zaciśnięcie w umyśle, który mówi: „O mój Boże, nie pomyślałem tego dnia ani razu o kochaniu siebie!”. I właśnie wtedy pokochaj siebie, w tej samej chwili – TERAZ! A to będzie oznaczało, że kochałeś siebie. I wówczas możesz pójść spać w spokoju. Czy ma to dla was sens?

Mówiłem wielokrotnie, że droga jest łatwa i nie wymaga wysiłku, albowiem to, czego źródłem jest wysiłek, pochodzi z twego świata, a nie z Królestwa. Powiedziałem ci, że świat całkowicie się przeciwstawia Prawdzie Królestwa. Świat jest po prostu dokładnym przeciwieństwem wszystkiego, czym jest Królestwo. I jeśli zaciskasz komórki ciała oraz swój umysł – który napędza lęk i próba wymuszenia, by coś się zadziało, a to coś się nie dzieje – jest to wyraźnym sygnałem, że gdzieś w sobie zapomniałeś spocząć w łasce miłości do samego siebie. Miłość do samego siebie otwiera drzwi do przestronności, dzięki której możesz sobie przypomnieć, że jesteś jednym ze wszystkimi umysłami.

Nie ma żadnego braku. I ci, którzy są doskonali dla ciebie na twoim etapie podróży, zostaną do ciebie posłani, jeśli tylko powitasz ich zanim przybędą. To ciekawa myśl, prawda? Twój świat będzie cię nauczał: jakiż sens ma witanie kogoś zanim zadzwoni do twych drzwi? Czemu miałbyś nie powitać ich zanim w ogóle zobaczysz ich swymi fizycznymi oczami? Czy możesz sobie wyobrazić, co by się stało, gdybyś obudził się dziś rano i przez pięć minut przebaczał światu, błogosławił świat i kochał siebie samego, a następnie powitałbyś każdego, kto ma się pojawić w twoim doświadczeniu tego dnia jako anioła dającego ci okazję pobłogosławienia świata przebaczeniem? I tak oto twój pokój będzie szedł przed tobą. On wstąpi do pomieszczenia jeszcze zanim znajdzie się w nim twoje ciało. I zanim cokolwiek powiesz czy zrobisz, już stworzysz wystarczająco dużą przestrzeń, aby pomieściła wszystko, co pojawi się w twoim doświadczeniu. Obejmiesz zawczasu to, co musi być objęte, i w ten sposób otworzy się przed tobą ścieżka transcendencji.

Czy to wszystko robi się zbyt skomplikowane?

Pamiętaj o jednym: gdy umysł wydaje się zdezorientowany z powodu tego, co jest mówione, tak naprawdę dzieją się dwie rzeczy: po pierwsze próbujemy zatrzymać umysł. Tylko wówczas, gdy umysł się zatrzymuje, może pojawić się w nim przestrzeń. Jeśli czujesz się zablokowany, próbując pojąć to, co jest mówione, pamiętaj, że to poczucie bycia zablokowanym to nic więcej jak stary, obłąkany wzorzec. To on jest przyczyną. Jeśli zauważysz, że jesteś zablokowany i nie możesz poskładać fragmentów w całość, po prostu zatrzymaj się i przestań się o to starać. Albowiem Dusza słyszy Prawdę. I gdy przybywamy w ten sposób lub na wiele innych sposobów, po to by z tobą rozmawiać, nie przybywamy, aby mówić do twego ziemskiego umysłu; nie przybywamy, aby mówić do ciała i do twego pola emocjonalnego. Przybywamy, by mówić wprost do rdzenia twej Duszy, która już zna prawdę, jest Prawdą i w swej istocie jest źródłem, z którego płyną te słowa.

Za twoim pozwoleniem, powiem teraz żartobliwie, że gdy patrzę na twój świat, to nigdy nie jestem całkiem pewien, czy on jest, czy go nie ma!

Ile razy w ciągu dnia nie możesz się zdecydować? Czy znasz ów wzorzec śmiania się ze słabości innych, lecz traktowania swoich własnych bardzo poważnie?

Widzisz, dzieło, którego się podejmuję wraz z tym moim umiłowanym bratem, polega jedynie na tym: Ja przebywam w miejscu i w wymiarze, gdzie nie ma nic ukrytego, gdzie wszystkie umysły przebywają tam, gdzie ja jestem. I gdy ktokolwiek zadaje pytanie lub nawet pomyśli jakąś myśl, której nie wypowie językiem ciała, ja jestem dosłownie jak ten gość na torze wyścigów konnych… Wyobraź sobie mnie z małym zielonym daszkiem na głowie i gdy ktoś przychodzi i mówi: „No cóż, zastanawiam się, czy postawić na tego, czy na tego, czy to jest prawdą czy tamto?” – wtedy ja mówię: „Chwileczkę” i zamykam okienko kasy, wybiegam tylnymi drzwiami, pędzę i skradam się za ciebie, badam twe serce od tyłu, widzę, co jest w nim napisane i wówczas mówię: „Ach tak, dobrze”. Następnie biegnę, wracam, otwieram okienko i daję ci odpowiedź!

Z wieloma z was to dość łatwy proces, ponieważ – no wiesz – ja przechowuję dane w archiwum, a wielu z was pyta o te same rzeczy wciąż na nowo i na nowo.

Zapewniam cię – i przyjmij to do siebie – że gdy powiedziałem kiedyś: „Sam z siebie nie czynię niczego”, miałem to na myśli. Mój Ojciec dokonuje tych dzieł przeze mnie. Wymaga to chęci nauczenia się, jak wraz z każdym oddechem być opróżnionym z własnego „ja”. A więc ci, którzy będą mnie postrzegać jako kogoś wypełnionego całą tą wielką kosmiczną mądrością, proszę, spójrzcie na mnie inaczej. Ja jestem pusty, jest we mnie przestrzeń; spoczywam w cichej adoracji i oddaniu temu wszystkiemu, czym jest mój Ojciec, doświadczając jedynie cudów oraz tego, co promienieje i szerzy Miłość Boga na całe Stworzenie. A jeśli w swym umyśle ty tego nie widzisz, oznacza to tylko, że nie wyraziłeś jeszcze chęci, aby wyćwiczyć swój umysł w nauczaniu jedynie Miłości, w porzucaniu wszystkich swoich idei z chwili na chwilę, z oddechu w oddech.

Ja nie jestem nikim wyjątkowym. Jestem po prostu równy tobie jako twój brat i przyjaciel – stworzony w tym samym momencie co ty, z tymi samymi cechami, z tym samym potencjałem, z tą samą rzeczywistością. Oto co mnie zadziwia, podobnie jak i ciebie będzie zadziwiać, gdy naprawdę się nad tym zastanowisz: zadziwia mnie, że w trakcie całego mojego istnienia, które – tak jak i twoje – było jeszcze zanim nastał czas, nigdy nie mogłem określić chwili mego stworzenia. Pomyśl o tym. Czy potrafisz przywołać ową chwilę, w której się zacząłeś? Nie. I nigdy nie będziesz w stanie tego uczynić. A to oznacza, że rzeczywiście istnieje niezgłębiona tajemnica, którą nazwałem „Abba”. Trwa ona we mnie w miejscu, które jest tak głębokie, że wymyka się możliwości poznania, bez względu na to, jak bardzo oświecony staje się umysł. Gdy już to wiesz, możesz jedynie pozostawać w pokorze, oddaniu, wdzięczności i miłości. Możesz doświadczać jedynie spełnienia jedynego istotnego związku, jaki kiedykolwiek będziesz miał: związku ze swoim Stwórcą. Albowiem wszystkie twoje inne związki są zaledwie odzwierciedleniem ciebie samego przebywającego z jakimś aspektem ciebie samego. Świętość zaś, jaką będą odzwierciedlać te związki, może wypływać jedynie z twojego oddania i czystości twojego związku ze Stwórcą. Czy ma to dla ciebie sens?

Stworzenie jest wspaniałe. Jakże mógłbyś je kiedykolwiek zrozumieć? Nie możesz. Możesz jedynie na nie przyzwolić poprzez życie bez lęku. Albowiem lęk jest zaciśnięciem, czyli przeciwieństwem Miłości. Gdy znasz lęk, jesteś w świecie, a nie w Królestwie.

A zatem, umiłowani przyjaciele, objawiłem wam coś, co dotyczy istoty mojego istnienia. Nie jestem wielkim mistrzem, jak wielu chciałoby mnie postrzegać, dokonując projekcji na mnie wszelakich umiejętności, zdolności i mocy, ponieważ obawiają się przyjęcia tych rzeczy dla samych siebie. Projekcja zaś, czyli to, czego chciałeś się pozbyć i usunąć ze swej duszy, wytwarza to, co postrzegasz. A zatem gdyby tylko ci, którzy chodzą do świątyni, aby oddawać mi cześć jako zbawicielowi świata, zatrzymali się i zrozumieli, że projekcja wytwarza postrzeganie, zobaczyliby, że dosłownie stwarzają zbawiciela. Wierzą, że on istnieje, ponieważ sami zaprzeczyli temu, kim są.

Właśnie dlatego często pytałem się tych, którzy decydowali się budować jakiś ołtarz czy tworzyć dom modlitwy, jakkolwiek to nazywacie: dlaczego macie tu te wszystkie obrazy świętych i mistrzów z całego świata? A gdzie się podziało twoje zdjęcie? Spróbuj przez jedną godzinę zrobić, co następuje: weź zdjęcie samego siebie i złóż mu hołd, potraktuj je w taki sposób, w jaki potraktowałbyś zdjęcie swojego ulubionego mistrza. Połóż je na swoim ołtarzyku, zapal świeczki i kadzidła, skropl zdjęcie wodą święconą, zrób cokolwiek chcesz zrobić zgodnie ze swoimi rytuałami, a później nie rób niczego, tylko kontempluj obraz samego siebie. I zadaj sobie to jedno pytanie: „Skąd pochodzi ta istota?”. Czy widzisz, jak stoi to w sprzeczności ze wszystkim, czego naucza cię świat?

Nie mówię tu o niebezpieczeństwie – a istnieje takie niebezpieczeństwo – wskoczenia w egotyczne postrzeganie siebie jako kogoś szczególnego i wspaniałego, niczym króla, i widzenia wszystkich innych jako jakichś parobków. Nie o tym mówimy, lecz o przejściu przez pokusę pozwolenia ego, aby pojęło ideę, że jesteś taki, jakim stworzył cię Bóg. Dopóki bowiem przebywasz w czasie i przestrzeni, czujność i dyscyplina są absolutnie wymagane. I im bardziej będziesz się budził, tym bardziej będziesz ich potrzebował.

W moich czasach mówiliśmy często o pokusie Szatana. Znana wielu z was historia moich czterdziestu dni i nocy na pustyni, podczas których sam Szatan przyszedł, by mnie kusić, jest oczywiście symbolem, który pokazuje, że gdy więcej Mocy i Światła jaśnieje poprzez ciebie, to ego – egotyczna energia przenikająca twoje wytwory w tym wymiarze, a w mniejszym stopniu inne wymiary czy światy – zawsze będzie próbowało zadomowić się w twoim umyśle… Zawsze. A zatem im bardziej lśni twoje Światło, tym bardziej te tak zwane drobiny ciemności chcą się wedrzeć i pozatykać twoje kanały. Nigdy więc się nie rozleniwiaj. Nigdy nie bądź usatysfakcjonowany. Nie przestawaj pragnąć coraz więcej i więcej tego, co Boskie, samolubnie się tego domagaj i ucz się, jak być czujny na to, jakie myśli dopuszczasz do swego umysłu. I bądź bardzo ostrożny. Bo gdy się budzisz i nagle masz jakąś nikczemną i złą myśl, to pojawia się pokusa, by myśleć: „O mój Boże, zawaliłem sprawę”.

To jest osąd, a osąd jest przeciwieństwem Miłości. Tylko Miłość może uzdrawiać. Po prostu zauważ tę myśl i powiedz sobie: „Ach tak, kiedyś tak myślałem”.

I poczuj miłość do siebie. Tylko Miłość uzdrawia umysł. Żadna inna technologia nie będzie działać.

Przebaczenie, miłość do siebie, rozpoznanie, że nikt nie pojawia się w twoim polu przez przypadek i że w rzeczywistości każdy jest aspektem twojego własnego istnienia, przynosząc ci dary złota, kadzidła i mirry, sprawdzając, czy przyjmiesz te skarby i w ten sposób rozpoznasz, że każdego dnia dokonują się w tobie Narodziny Chrystusa. Sposobem, w jaki pokwitowujesz przyjęcie tych darów – a przychodzą one, zaprawdę, w całkiem ciekawych paczkach! – sposobem, w jaki to rozpoznajesz czy też zauważasz, jest twoja chęć, by powrócić do swojej rzeczywistości, swego celu i funkcji, i by błogosławić daną istotę – tego, który przynosi dar – Chrystusowym Wybaczeniem.

A przebaczenie to nie pochodzi z umysłu, który myśli, że przewyższa kogoś innego. Rozpoznaje ono, że nie tylko mają oni wspólną, ale wręcz tę samą tożsamość. Widzisz różnicę? To bardzo ważne.

No cóż, przebaczam ci, ty biedny prostaku.

Nie.

Przebaczam ci i błogosławię cię, ponieważ jesteś tym samym, co ja, i w Rzeczywistości jest tylko jeden z nas; razem zaś mamy moc, by poprzez naszą świętość sprowadzić Niebo na Ziemię. I robimy to teraz!

Ktoś musi to dać innemu aspektowi siebie samego. Czemu nie ty? Na co czekasz?

Gdyby tylko moja mama mi przebaczyła, gdyby tylko mój ojciec mi wybaczył, i – och mój Boże – co z moją pierwszą żoną, a potem czwartym mężem?! Gdybym tylko mógł uregulować z nimi sprawy, wtedy mógłbym już się zająć byciem Chrystusem.

A zatem… Wydaje się, że przerwa, którą właśnie stworzyliśmy, zaistniała w samym środku myśli czy też czynności, która cię miała dokądś zaprowadzić. Oto więc twoje drugie ćwiczenie: Trwaj w pokoju i stań się swoim własnym kanałem, który kieruje tobą, gdy podążasz do celu czy też za myślą daną ci tuż przed ową przerwą. Czy to ma dla was jakiś sens? Jeśli będąc w stanie odprężenia oddasz się temu ćwiczeniu – nie raz, lecz często – to odkryjesz, że ten proces prowadzi cię na coraz głębsze poziomy. Ci z was, którzy autentycznie zaangażują się w ten proces, doświadczą serii tak zwanych wglądów czy też objawień. To zaś wspomoże oczyszczenie głębszych energii w twoim umyśle. Czy byłbyś więc chętny, aby to zrobić?

Zobaczymy. I pamiętaj, że nie ma czegoś takiego, jak prywatność!

A więc stosowne będzie, jeśli poświęcimy krótką chwilę na pytania, zadawane przez tych, którzy wydają się tu siedzieć w swoich ciałach.

A zatem na zakończenie tego, czym się podzieliliśmy z wami podczas tej godziny, pamiętaj o tych oto ideach: przebaczenie, miłość do siebie, akceptacja doskonałości każdej chwili, w której odkrywasz siebie. A ponieważ poprosiłeś o uzdrowienie i przebudzenie, Duch Święty już idzie przed tobą, prostując twą ścieżkę. Pamiętaj, że gdybyś wiedział, jak wyprostować swoją ścieżkę, to zrobiłbyś to sam już dawno temu! A zatem uznaj, że to, co się dzieje, jest częścią ścieżki wyznaczonej dla ciebie przez Inteligencję czy też Mądrość, która wie dużo lepiej niż twój myślący umysł, jak odnaleźć drogę do Domu. I im bardziej będziesz się poddawał doskonałości każdej chwili, tym bardziej będziesz odkrywał, że ucho igielne jest zawsze przed tobą i że tak naprawdę jest ono królewską drogą prowadzącą cię do pokoju.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf

Maria (Droga serca, Lekcja 2, pytanie 2)

Pytanie: Czy możesz coś powiedzieć na temat Marii i ostatnio publikowanych przekazów, które rzekomo od niej pochodzą?

Odpowiedź: Zaprawdę, ukochany przyjacielu, czy przygotowałeś wiele tomów, by pomieścić w nich moją odpowiedź? Czy masz wiele godzin na to, by mnie wysłuchać? Prawdą jest bowiem, że mógłbym wykorzystać cały istniejący czas, by z Miłością mówić o Tej, która znana była jako moja matka i która na zawsze pozostaje bliską mi częścią mnie samego. Pozostajemy bowiem, oczywiście, w doskonałej komunikacji.

To Ona – jako dusza – postanowiła pozwolić czy też zgodzić się na przyłączenie się do historii mojego inkarnacji na tym świecie. Została Ona zatem postawiona w sytuacji, w której miała się przyjrzeć w Sobie wszystkiemu, co nie jest Miłością, spojrzeć na nawyki wiążące się z rolą matki i wyjść ponad to, by służyć większej prawdzie. W tamtym wcieleniu udoskonaliła Ona swe własne przebudzenie, swe oddanie temu, co leży daleko poza osobową świadomością. Żyje Ona tak jak ja żyję. I nigdy nie porzuciła Drogi serca – owej Drogi, która zostaje udoskonalona, gdy świadomość wie, że: Ja żyję, lecz nie ja, ale To, co jest Stworzeniem mego Ojca: sama Chrystusowa Świadomość żyje poprzez mnie.

Jest Ona nadzwyczaj aktywna w waszych aktualnych ramach czasowych. Mówi do wielu. Jej objawienia udokumentowane przez tych, których nazwalibyście ważnymi autorytetami Kościoła, nie są wymysłem czyjejś wyobraźni. I zaprawdę ich ilość będzie rosła. Przekazy, które daje Ona tym, z którymi chce się komunikować, wymagają, by podano je w nieco innej formie niż ta, za pomocą której ja formułuję mój przekaz dla was poprzez to medium. Dlaczego? Ponieważ mądry nauczyciel poznaje język ucznia, jego temperament, przestrzeń świadomości, w której on przebywa, następnie zaś przemawia w taki sposób, by można go było zrozumieć.

Mówi więc Ona o zmianach na Ziemi. Mówi o Miłości Boga. Do wielu mówi językiem, który wam nie przypadłby do gustu, ale który innym odpowiada. Jest to jednak przejaw sztuki przekazu, wymagający pewnych umiejętności i prezentujący określony cel. Jej cel jest taki sam, jak mój: w każdym, kto chce słuchać, doskonalić harmonizację jego postrzegania, by mógł on uzdrowić poczucie oddzielenia od Boga i powrócić do Prawdy Miłości, poczucia wartości, mocy i Łaski. Innymi słowy – przebudzić się.

Wielu z tych, którzy twierdzą, że ją channelują, wcale tego nie robią. I jeśli zwrócisz uwagę na wibracje, które odczuwasz – na przykład w czytanych przez siebie książkach lub na odsłuchiwanych nagraniach, albo w innych materiałach – zawsze poznasz Jej obecność, ponieważ towarzyszy jej łagodność, delikatność, swego rodzaju uczucie doskonałej matczynej opieki, gdzie czujesz, że chciałbyś po prostu złożyć głowę na Jej piersi i rozpłynąć się w błogostanie Miłości.

W tych, którzy wcale nie przekazują wiadomości od Niej, ale chcieliby, abyś myślał, że tak jest, zawsze wyczujesz pewnego rodzaju ograniczenie, egotyczną energię, jakiś rodzaj lęku o przyszłość:

Lepiej zrób to.

Wydarzy się to i to.

Niemożliwe jest uniknięcie tego.

Tego rodzaju wypowiedzi wcale nie pochodzą od Niej.

I zaprawdę, tak jak niegdyś, Duszę tę darzę głęboką miłością i uważam za promienny przykład tego, czym może stać się świadomość.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do tekstu Lekcji 2 Drogi serca.

40 dni i nocy (Droga serca, Lekcja 2, pytanie 1)

Pytanie: Czego doświadczyłeś, gdy udałeś się na czterdzieści dni i czterdzieści nocy na pustynię? I jaki był cel twojego postu?

Odpowiedź: Umiłowany przyjacielu, po pierwsze mój post miał podwójny cel. Ciało jest zaprawdę narzędziem służącym komunikacji. Odbiera ono i transmituje coś, co mógłbyś określić jako sygnały. Abyś mógł odnieść z tego jakąś korzyść, podkreślimy w tym miejscu, że ciało otrzymuje i przekazuje sygnały z twego umysłu.

W trakcie swojego zwyczajnego dnia przebywasz w pewnym polu wibracji. Pole to wymaga, byś w jego ramach – w określonym zakresie – żył w sposób pozwalający ci na efektywną komunikację i wchodzenie w relacje z innymi. Ciało zatem uczy się przystosowywać do tego, gdzie je umieszczasz, oraz do celu, do którego zdecydowałeś się je używać. Gdy dusza pragnie zmiany częstotliwości wibracji, po to by mogła otrzymać nowe sygnały, bardzo pożyteczne jest przygotowanie na to ciała poprzez wytrącenie go z jego normalnych schematów zachowań.

Przykładowo, za każdym razem, gdy spożywasz pewien pokarm i robisz to dzień w dzień, miesiąc po miesiącu i rok po roku, ciało przystosowuje się do owej częstotliwości wibracji. Uczy się, jak przyjmować energię z danej substancji, jak dostosować się do tej substancji, jak ją tolerować, a następnie jak posługiwać się energią, jaka się w niej zawiera. Gdy taką substancję odstawisz, tworzy się pewna przestrzeń, czasowe ramy, w których ciało nie odbiera już sygnałów, jakich dostarczała mu ta substancja. To zaś wywołuje coś, co moglibyśmy określić jako „przerwę”. Wówczas nawet sama inteligencja komórkowej struktury ciała zatrzymuje się. A gdy się zatrzymuje, możesz zacząć przesyłać nowe sygnały do komórek, by były otwarte, receptywne i aby dostroiły się do nowych częstotliwości, a następnie je przyjęły.

Dlatego też, gdy dusza pragnie pogłębienia poczucia świadomości siebie, pogłębienia swego połączenia z Bogiem – jakkolwiek chciałbyś to nazwać – to bardzo powszechną praktyką na duchowych ścieżkach jest tak zwany post, ponieważ – jak zawsze wiedziano – ułatwia on tego typu zmianę, pozwalając ciału na odpoczynek. Wyciąga on ciało z jego normalnego zakresu doświadczanych wibracji, dzięki czemu może się ono otworzyć i dostroić do nowych częstotliwości. Taki więc cel ma poszczenie, służy przygotowaniu ciała.

Po drugie, post oddziałuje także na naturę samego umysłu – myślącego umysłu powiązanego z ciałem i z fizycznym polem wibracji. Dzięki procesowi poszczenia umysł spowalnia. Staje się bardziej otwarty. W jego wnętrzu utworzona zostaje przestronność. Dlaczego jest to cenne? Ponieważ dusza chce zacząć przesyłać nowe sygnały: od poziomów czy też głębin Umysłu począwszy, poprzez myślący umysł aż po komórki ciała. Dusza odtwarza jego spostrzeżenia i strukturę, w oparciu o które działa twoja niższa jaźń, twój egotyczny umysł, ten umysł, którym posługujesz się w ciągu dnia. I dusza stara się to teraz zmienić. W poście nie chodzi więc tylko o ciało. Wpływa on również na mechanizm myślowy mózgu pozwalając, aby nowe elektryczne sygnały pulsowały w mózgu i w całym ciele. Tworzy on także przestronność, dzięki której możliwe jest przyjęcie nowych częstotliwości.

To trochę tak, jakbyś mieszkał w domu, w którym przez cały czas gra pewna muzyka o określonej głośności, a ty nagle byś zdecydował, że raczej wolałbyś posłuchać odgłosów ptaków za oknem. Sięgasz więc do regulatora głośności – czyż nie tak? – i przyciszasz muzykę. Zmieniasz pole, w którym przeżywasz swoje doświadczenie. A potem, gdy muzyka cichnie, zaczynasz słyszeć dźwięki w tle, które zawsze tam były – czyli ptaki śpiewające za oknem. Twoja uwaga zaczyna się odwracać od pola wibracji muzyki, której słuchałeś do tej pory, w kierunku pola wibracji śpiewającego ptaka. Przez ciało przepływają nowe obrazy, nowe myśli, nowe uczucia.

Właśnie temu celowi służy post. Spójrz na post na głębszym poziomie – jak na celową decyzję, która tak naprawdę – jeśli skupimy się na poziomie znaczeniowym – nie ma nic wspólnego z samym jedzeniem. Jest to decyzja o przerwaniu pewnych nawykowych schematów. Pościsz więc od dźwięku, pościsz od negatywnego myślenia. Pościsz od bycia zajętym. Pościsz od kładzenia się spać o tej samej porze każdego dnia. Pościsz od wstawania o tej samej porze każdego dnia przez jeden dzień, przez dwa dni, przez tydzień, przez miesiąc, przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy.

Całkowicie zmieniasz pewne schematy. I tak samo jak uwolnienie ciała od nawykowego używania pewnej substancji skutkuje stworzeniem przestrzeni, w której może nastąpić coś nowego, tak samo post od trzymania się ram czasowych, w których zwykle budzisz się rano, stwarza przestronność w umyśle. Dzięki temu staniesz się świadomy rzeczy, o których nie miałeś pojęcia. Odbierzesz sygnały, których wcześniej nie odbierałeś.

Kiedy po raz pierwszy przychodziłem do tego mojego umiłowanego brata, to aby rozwinąć naszą zdolność komunikowania się, często przychodziłem do niego o trzeciej nad ranem, a później zasugerowałem, by podtrzymywał praktykę wstawania o tej porze. To nie była normalna pora jego czuwania. A jednak w ten sposób zaczął on pościć od tego, do czego się przyzwyczaił, to zaś podwyższyło jego poczucie świadomości i stworzyło czy też rozwinęło w strukturze mózgu i systemie nerwowym zdolność dostrojenia się do subtelnych częstotliwości, które zawsze tu są, lecz które często są zagłuszone, ponieważ ty nadal śpisz. Zaś świat dookoła ciebie jeszcze się nie obudził, aby wypełnić pole wibracji wrzawą milionów bardzo zabieganych umysłów.

Takie więc jest głębsze znaczenie postu. Chodzi w nim o robienie rzeczy w nowy sposób, o poszczenie od starych nawyków, co podnosi twoje poczucie świadomości i twoją czujność na to, co jest teraz. Post jest czymś niezwykle cennym i każdy powinien się go podejmować od czasu do czasu. Nie mówimy tu tylko o sporadycznym poszczeniu ciała, lecz o tym, by rozpocząć przyglądanie się wszystkim swoim nawykom, nawet tym pozytywnym. Jeśli każdego dnia rozpoczynasz swoją medytację o tej samej porze, to w oparciu o nabyte doświadczenie ciało i umysł zaczynają wyczekiwać tego, co się powinno wydarzyć. A więc zmieniaj porę swej medytacji. Jeśli jesteś przyzwyczajony do określonych modlitw, to od czasu do czasu używaj też innych. Jeśli jesteś przyzwyczajony do regularnego przebywania z konkretnymi przyjaciółmi, to zmień to od czasu do czasu. Jeśli jesteś przyzwyczajony do tego, by dużo mówić, to spędź dzień w milczeniu.

Zacznij przyglądać się tym ukształtowanym przez siebie przyzwyczajeniom, które występują niemal ciągle – tak, że nawet o nich nie myślisz. Następnie zaś celowo wyznacz sobie czas na post od danego przyzwyczajenia. Na przykład jeśli ktoś jest przyzwyczajony do regularnego czytania konkretnego tygodnika, to przez jeden miesiąc nie czytaj żadnego tygodnika i zauważ przestrzeń, jaka się w ten sposób pojawi – przestrzeń, w której nie tylko zaczniesz postrzegać rzeczy inaczej, lecz również odbierać inne impulsy. Odkryjesz, że pojawią się nowe myśli o tym, jak spożytkować ten czas inaczej. Poszczenie jest sztuką i to taką, którą warto w sobie rozwijać.

A czego ja doświadczałem na pustyni przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy? Lęku, chłodu, skwaru, nudy, zaprzątnięcia myślami, głodu, radości, ekstazy, zachwytu, wolności, doświadczeń poza ciałem, jasnowidzenia, jasnosłyszenia, nawiedzeń aniołów, odwiedzin istot, które powinny były wzbudzać we mnie przerażenie, a które wy nazwalibyście wężami i pająkami.

Umiłowani przyjaciele, taka podróż stawia was w sytuacji, w której nie odrywacie się już od wszystkich tych rzeczy, które rozgrywają się w waszej świadomości na co dzień. Jest to czas oczyszczenia… Oczyszczenia dzięki temu, że nie ma możliwości ucieczki przed szczerym zauważeniem wszystkiego, co się dzieje w polu własnej świadomości. I tak pojawiły się we mnie nienawistne myśli do Boga. Pojawiły się we mnie myśli, by służyć szatanowi zamiast Bogu. Pojawiły się we mnie myśli i pragnienia odcięcia się od swych korzeni i zostania bardzo zamożnym kupcem otoczonym tak zwanymi „tańczącymi paniami”. Jakąkolwiek myśl jesteś w stanie sobie wyobrazić – pozytywną bądź negatywną – zapewniam cię, że w okresie tych czterdziestu dni jakiś symbol tej właśnie myśli powstał również we mnie i doświadczałem go nawet w ciele na poziomie komórkowym. Pojawiło się we mnie zwątpienie w siebie, pojawił się gniew. Wszystko się pojawiło. Całe pole ludzkiej świadomości pojawiło się we mnie w ciągu tych czterdziestu dni i czterdziestu nocy.

A zatem cały ów okres był postem. I taki był cel odcięcia się od kontaktu z innymi, od wszystkich wygód, do których byłem przyzwyczajony. Byłem tylko ja z samym sobą. I przebywając ze sobą, nauczyłem się, że nigdy nie jestem sam. Myśli, które ty określiłbyś jako negatywne, zaczęły pojawiać się mniej więcej od końca piątego do około dwudziestego dnia. Potem to zaczęło się zmieniać, gdy zauważyłem, że mogę przestać utożsamiać się z tymi rzeczami. Nie musiałem ich osądzać. Mogłem zauważyć, że jest mi zimno i po prostu to zaakceptować.

Ciału jest zimno. I co z tego? Ciało jest głodne. I co z tego? Pragnę zobaczyć się z przyjaciółmi i śpiewać. I co z tego?

Obserwowałem pojawianie się tych rzeczy. I w pewnym momencie one jakby wiedziały, że nie ma już dla nich miejsca w moim umyśle. A więc ustąpiły.

I tak samo, gdy pościsz fizycznie, ciało ostatecznie staje się puste. Komórkowe struktury ciała zaś zaczynają się naprawiać i uzdrawiać na głębszym poziomie. System nerwowy może doświadczać głębokiego odpoczynku. Podobnie i mój umysł zaczął odpoczywać. Pojawiła się przestronność. I od dwudziestego do około dwudziestego piątego dnia czułem, że wydarza się przemiana, gdyż moja świadomość zaczęła uwalniać się od świata, który znałem. Wszystko i wszyscy stali się jakby dalekim wspomnieniem.

I coraz bardziej i bardziej zauważałem, że we mnie rodzi się lub zapala Światło. Rodziła się przestronność. I dzięki tej przestronności zaczynałem mieć dostęp do poziomów świadomości, których tak naprawdę już wcześniej doświadczałem. Teraz jednak miałem czas, by naprawdę podtrzymywać bycie z tymi częstotliwościami i otrzymywać przez nie przekazy od innych nauczycieli z niefizycznych sfer.

Zacząłem czuć wielką Miłość Boga, tak jak nie doświadczałem jej nigdy przedtem. Przyszła Ona nie tylko jako myśl czy też inspiracja lub ulotne uczucie, lecz, by sączyć się w dół – i mówię to w przenośni – sączyć się w dół przez mój Umysł, komórki ciała oraz system nerwowy. Przybyła, aby być ugruntowaną w całym moim istnieniu. A wraz z nią przyszły głęboki spokój, doskonałe zaufanie, rozpoznanie, że nie jestem sam, że mam wszystko, czego potrzebuję, ponieważ stanowię jedność z Bogiem.

Doświadczyłem wielu stanów błogości i ekstazy, wielu stanów przekroczenia utożsamienia z ciałem i nagłego przeniesienia w inne wymiary, w inne światy. Zaczęły się przede mną odsłaniać obrazy dalszego ciągu mojej życiowej ścieżki. Było to tak, jakby wyrastały one one z gruntu zaprzątnięcia mojego umysłu rzeczami, które niegdyś musiałem robić – tak jak i ty – by zwyczajnie zatroszczyć się o sprawy dnia codziennego. Żadna z tych rzeczy mi już nie przeszkadzała. I zaczął się wyłaniać głębszy cel.

Usłyszałem wówczas, jak Głos mego Ojca przemówił do mnie w ten dzień, który ty określiłbyś jako trzydziesty siódmy. I głos ten wydobywał się wyraźnie z tego, co mnie otaczało i z głębi mnie, mówiąc:

Tyś jest Mój Syn umiłowany, w tobie mam upodobanie.

I nagle uświadomiłem sobie Prawdę, które jest zawsze prawdziwa:

Bóg mnie kocha.

Nie ma potrzeby, bym czynił cokolwiek.

Jestem takim, jakim stworzył mnie mój Ojciec.

Opinie świata zniknęły z pola mojej świadomości, mojego energetycznego pola, jeśli tak chciałbyś je nazwać. I zaczęło się we mnie w pełni ugruntowywać to, co mógłbyś nazwać „oświeconym stanem umysłu”. Nie utożsamiałem się już dłużej z synem Józefa. Utożsamiłem się z Synem Bożym.

Tak więc to jest streszczenie tego, czego doświadczyłem podczas mojej pielgrzymki i mojego postu. Czterdzieści dni i czterdzieści nocy, tak przy okazji mówiąc, to numerologiczny symbol, który był bardzo ważny w szkołach myślowych, w jakich mnie wychowywano. Reprezentował czas narodzin, doświadczania świata i rozwiania złudzeń. To był taki cykl – czterdzieści dni i czterdzieści nocy – o bardziej metaforycznym niż dosłownym znaczeniu. Gdy zaś powróciłem, wszystko było odmienione i nowe. Jeszua, syn Józefa, rzeczywiście udał się na pustynię, lecz powrócił z niej Syn Boży. A zatem, umiłowany przyjacielu, daj sobie od czasu do czasu pozwolenie na post od nawyków, które wytworzyłeś.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 2.

Droga serca – Lekcja 2

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

Zaprawdę pozdrawiam was, umiłowani i święci przyjaciele. Przybywam ponownie z wielką radością, aby przebywać teraz z wami. Zaprawdę z wielką radością przybywamy, aby przebywać teraz z wami. Prawda bowiem jest taka, że nie przychodzę tu sam, żeby wejść w łączność duchową z tym moim umiłowanym przyjacielem, by porozumiewać się z wami za pośrednictwem medium, które rozumiecie i akceptujecie.

Albowiem wspaniałą prawdą jest, że często przychodzę do wielu. Ty jednak ze względu na to, czego nauczyłeś się w świecie, często sądziłeś, że jestem jedynie wytworem twojej wyobraźni. Myślisz, że ów głos, który zakrada się cicho w przestrzeń między twymi myślami, to tylko złudzenie. Lecz ja mówię ci, że często przychodzę do wielu. Gdy przychodzę tu i przebywam z tym moim umiłowanym bratem, po to, aby rozmawiać z wami, nie przybywam jednak sam, w rzeczywistości bowiem przybywa tu cała grupa przyjaciół w celu utworzenia wiru lub inaczej mówiąc: kręgu energii. I nawet w tej chwili przybyliśmy do tego miejsca i ustanowiliśmy tę częstotliwość. Jeśli potrafisz to przyjąć, to wielu niewidzialnych dla fizycznych oczu przyjaciół łagodnie otacza teraz tych, którzy tu przybyli, aby wnieść swój wkład, zaoferować wsparcie i towarzyszyć tworzeniu tego dzieła. A czymże jest to dzieło jak nie tworzeniem środka służącego komunikowaniu się?

Dlaczego jest to ważne? Dlatego, że w rzeczywistości ty jako dusza, jako boska iskra świadomości, w każdym momencie swego doświadczenia, celowo decydujesz się, by tworzyć środki służące komunikowaniu się. Czynisz to poprzez strój, w jaki przyodziewasz swe ciało. Czynisz to poprzez swe gesty i brzmienie swego głosu. Robisz to za pośrednictwem samej kultury i kontekstu czasowego, w jaki się wcielasz. Cały czas jedynie tworzysz środki, za pomocą których się komunikujesz. A czymże jest komunikacja, jak nie próbą pozostawania w łączności duchowej ze Stworzeniem? Tak więc to, co postanawiasz postrzegać, myśleć i przyjmować za prawdziwe, będzie z ciebie emanowało wyrażane za pośrednictwem twoich narzędzi komunikacji – co oczywiście włącza ciało – dzięki czemu będziesz mógł przekazać innym to, co postrzegasz, by wiedzieli, kim jesteś i jakiemu głosowi służysz.

Często powtarzam, że ciało jest narzędziem nauczania i uczenia się, i że wszystkie formy komunikacji wywierają wpływ na proces nauczania i uczenia się. Gdy wstaniesz rano, zareagujesz na pierwszą myśl, która zagości w twym umyśle. Być może się przeciągniesz. Może się uśmiechniesz. Może zmarszczysz brwi. Może będzie cię wypełniał pokój lub przygniatał ciężar tego świata. Te rzeczy przychodzą nie dlatego, że postrzegłeś je na zewnątrz siebie, lecz dlatego, że przyjąłeś je do wnętrza swej świadomości, która pozostaje czysta, nieskalana i na zawsze jaśniejąca poza wszelkimi granicami. Gdy w twym umyśle zadomawia się owa myśl, to ty dosłownie zaczynasz przemieniać narzędzie komunikacji, zwane ciałem tak, by niosło, wyrażało i odzwierciedlało treść, jaka zagościła w twym umyśle. Pamiętaj proszę, że umysł nie znajduje się tam, gdzie jest ciało. Umysł nie mieszka w ciele, to ciało mieszka w przestrzeni twego umysłu.

Komunikacja jest tworzeniem. Są one jednym i tym samym. A zatem jeśli chcesz dobrze tworzyć, zapytaj się jedynie:

Co komunikuję z całym oddaniem? Co będą wyrażały moje stworzenia? Co moje stworzenia będą przekazywały innym? Albowiem to, co staram się przekazać, objawia światu Prawdę o mojej Jaźni.

 Dlatego też, umiłowani przyjaciele, jako że w tym roku zaczynamy doskonalić, pogłębiać, rozwijać i skupiać się na tym, co postanowiliśmy nazwać Drogą serca, mądrze jest zacząć od samego początku. A początkiem tej ścieżki jest po prostu to: Jesteś taki, jakim stworzył cię Bóg. Jesteś na zawsze punktem skupienia świadomości. Całe twoje poczucie istnienia nie jest niczym więcej niż pętlą przyczynowo-skutkową lub mechanizmem informacji zwrotnej, który służy temu, byś mógł być świadkiem tego, jakie skutki przyniosły wybory, których dokonujesz w największej głębi swego umysłu, spoczywającego tam, gdzie jest Umysł Boga.

Zatem w każdej chwili swego istnienia – a włącza to również to wcielenie – na drodze rozmyślnego, choć może nieświadomego wyboru, dosłownie pozwalasz na wzbudzenie wibracji myśli, wibracji stworzenia oraz komunikowanie jej światu po to, aby doświadczyć komunii z wszelkim życiem – z przyjacielem, z rodzicem, z dzieckiem, z ukochanym, z chmurami mknącymi po niebie lub z samą Ziemią. Każdy gest, każda myśl, sposób, w jaki oddycha ciało – wszystkie te rzeczy dzieją się nieustannie i komunikują, czy też ujawniają skutek wywołany przez to, czemu pozwoliłeś zagościć w swym umyśle.

Zrozum, że Droga serca wymaga, abyś pozwolił sobie spocząć w prostocie następującej prawdy:

 Ja jestem czystym Duchem, nieskalanym, przez nic i przez nikogo nietkniętym. Dano mi całą moc, bym wybrał, a zatem i kreował moje doświadczenie takim, jakim chcę, aby było.

Nie chodzi tu o „ja”, które jest egotyczną częścią umysłu, ponieważ jest ono tylko jednym z twoich wytworów, który po prostu pojawił się gdzieś po drodze. Jest to bardzo niewielka część umysłu. My zaś mówimy o tym „Ja”, które jest czystym Duchem, świadomym tego, że istnieje, choć nie zna chwili swego własnego stworzenia.

Jesteś czystym Duchem. A zatem wiedz:

Jestem jedynie tym i w każdej chwili, bez względu na to, co – jak myślę – widzę, niezależnie od tego, jakie uczucia pojawiają się w mojej świadomości, ja i tylko ja jestem całkowicie i stuprocentowo za nie odpowiedzialny. Nikt inny ich nie spowodował, żadna wielka siła we wszechświecie nie sprawiła, że to wyobrażenie przejawiło się w mojej świadomości. Ja je wybrałem.

To dokładnie tak samo, jak gdybyś poszedł do sklepu i zapytał siebie: „Co zjem dziś na kolację?”. Tak więc jesteś odpowiedzialny za swoje postrzeżenia, ty je umiejscawiasz w swoim umyśle, a następnie wyrażają się one poprzez ciało, przez środowisko, jakie tworzysz wokół siebie, przez przyjaciół, jakich przywołujesz do swej świadomości. Każdy aspekt twego życia jest symbolem tego, czego zdecydowałeś się doświadczyć, a zatem i przekazać całemu Stworzeniu.

Droga serca zaczyna się od przyjęcia tej oto prostej prawdy:

Jestem taki, jakim stworzył mnie Bóg. Ponieważ zostałem stworzony na Jego podobieństwo, na zawsze jestem twórcą.

Zatem o komunikowanie czego chcesz prosić swe stworzenia? Dlaczego dokonujesz wyborów, których dokonujesz? Wszyscy doskonale wiecie, że czasami wydaje się, jakbyście byli do czegoś przymuszani. Umysł zaś chce, abyś wierzył – mówimy teraz o egotycznej części umysłu – ego chce, abyś wierzył, że do pewnych działań, pewnych uczuć, pewnych wyborów, pewnych spostrzeżeń, pewnych stwierdzeń przymusza cię coś, co z całą pewnością istnieje na zewnątrz ciebie. To nigdy nie jest prawdą. Nie ma takich okoliczności, w których jakakolwiek część stworzenia miałaby moc dyktowania ci, jakiego wyboru masz dokonać.

A zatem ścieżka przebudzenia, Droga serca, musi zacząć się od decyzji, by przyjąć tę oto Prawdę, która jest zawsze prawdziwa:

Ja jestem twórcą wszystkiego, co myślę, co widzę i czego doświadczam. Jestem zawsze wolny, nie wpływa na mnie nic prócz myśli, które zdecydowałem się trzymać w swym wnętrzu. Nic mnie nie więzi prócz mego postrzegania własnego uwięzienia. Nic mnie nie ogranicza na żadnym poziomie, czy też w żadnym wymiarze doświadczenia, poza tym, co sam wybrałem.

Droga serca zatem przyjmuje wszystko, ufa wszystkiemu i ostatecznie wszystko przekracza. Dlaczego? Ponieważ zaczyna się ona od przyjęcia całkowitej i absolutnej odpowiedzialności za to, co jest poprzez nią przekazywane. A zatem nie tylko ten mój umiłowany brat służy jako przekaźnik. W rzeczywistości jedynie to robicie od chwili, gdy wstajecie… aż do chwili, gdy wstajecie. Albowiem nawet podczas snu wciąż wybieracie to wszystko, co przepływa przez waszą świadomość.

Cel, do którego dążymy, nigdy się nie zmienił. To naprawdę jest podróż bez odległości. Jest ona po prostu powrotem tam, gdzie jesteś zawsze, po to, abyś mógł zacząć ponownie tworzyć w sposób rozmyślny, jasny i z doskonałą świadomością tego, że jeśli czegoś doświadczasz, to dlatego, że jesteś tego źródłem – z żadnego innego powodu.

Droga serca nie jest zatem sposobem zdobycia władzy. Droga serca nie jest sposobem, w jaki nareszcie będziesz w stanie uczynić ze świata to, czym chcesz, by on był. Droga serca jest raczej ścieżką, na której uczysz się przekraczać i rozpuszczać w swojej świadomości każde postrzeżenie, każdą myśl, która jest niezharmonizowana z tym, co jest prawdziwe. Idea śmierci jest niezharmonizowana. Idea lęku jest niezharmonizowana. Idea winy jest niezharmonizowana. Idea życia wiecznego jest zharmonizowana. Idea doskonałej nieustraszoności jest zharmonizowana. Idea pokoju jest zharmonizowana. Uświadomienie sobie niewinności jest zharmonizowane. Idee radości i przebaczenia również są zharmonizowane i odzwierciedlają Prawdę, która jest zawsze prawdziwa.

Chociaż dano ci całkowicie wolną wolę, by stwarzać tak, jak postanowisz, dusza zaczyna uczyć się, że najwyższą radość, najgłębszy pokój, największą błogość, jaką można sobie wyobrazić, przynosi jej to, co z Umysłu Boga płynie przez będący kanałem umysł – przez duszę – i wyraża się w polu doświadczenia. I właśnie dlatego Wolą twego Ojca jest, abyś był szczęśliwy. Swoje szczęście zaś znajdujesz wtedy, gdy postanawiasz przywrócić swą doskonałą harmonię tylko z Głosem mówiącym w imieniu Boga.

Droga serca jest zatem ścieżką, która zaczyna się od zobowiązania na rzecz uzdrowienia i przebudzenia. Opiera się ona na założeniu, na podanym ci przez nas pewniku, że zawsze jesteś całkowicie wolny, wszystko zaś, czego doświadczasz, wynika z twego wyboru i nigdy nie miało innej przyczyny.

To wydaje się proste, nieprawdaż?

No oczywiście, że tak, dobrze. Tworzę swoje własne doświadczenie.

A jednak, czy istnieje dusza, która nie doświadczyła oporu przed tą ideą? Gdy pieczesz ciasto i wypiek ci się uda, to powiadasz: „Ja je upiekłem”. Lecz jeśli upieczesz ciasto i okaże się, że ci nie wyszło, myślisz:

To na pewno wina mąki! To na pewno przez temperaturę piekarnika. Z pewnością coś spowodowało, że to, co stworzyłem, nie wyszło takie, jakiego bym naprawdę pragnął.

Potrzeba wielkiej odwagi i wiary, by spojrzeć na wszystkie swoje wytwory – na to, co myślisz, czujesz, przejawiasz – z Miłością i dziecięcą niewinnością. By uśmiechnąć się, nawet gdy w założonym przez ciebie ogrodzie wszystko zwiędło i obumarło, i powiedzieć:

Ja założyłem ten ogród. Ja i tylko ja to zrobiłem. Wygląda na to, że tu czeka mnie głód, tak więc równie dobrze mogę pójść do sklepu.

Dlaczego to ważne? Ponieważ dawno temu dusza zaczęła wytwarzać postrzeganie, że jest inna niż ją stworzono. I tak w ogrodzie świadomości wyłonił się głos mówiący w imieniu ego. A gdy dusza – głębia umysłu, którą wszyscy znacie, i którą tak naprawdę jesteście – zaczęła się utożsamiać z głosem innym niż Głos mówiący w imieniu Boga, ów głos doprowadził cię do przekonania, że twoją wartość określają twoje wytwory. Znasz to uczucie?

A zatem jeśli to, co stwarzasz, nie jest zadowalające, oznacza to, że gdzieś w rdzeniu swego jestestwa ty sam musisz być porażką. Powiadam wam jednak, że w rzeczywistości porażka nie jest nawet w najmniejszym stopniu możliwa. Dlaczego? Jeśli zasiejesz w swym ogrodzie nasiona, ale nie wzejdą one i nie zamienią się w piękne kwiaty, lecz zwiędną i obumrą, to owo doświadczenie jest czymś, co ty sam stworzyłeś. A ponieważ wszystkie wydarzenia w czasie i przestrzeni – wszystko, czego doświadczasz – są całkowicie neutralne, to w rzeczywistości porażka nigdy nie jest możliwa.

Jedyna porażka, jakiej doznajesz w swej świadomości, bierze się stąd, że wierzysz, iż niedopuszczalne jest przyjęcie, objęcie i przyznanie się do swych stworzeń z miłością i niewinnością. Innymi słowy: spojrzenie na to, doświadczenie tego oraz rozpoznanie, że gdy to robisz, jesteś całkowicie bezpieczny. I z tego miejsca decydujesz, czy nadal chcesz tworzyć w ten sposób, czy też chcesz myśleć inaczej, podejść do wszystkiego w inny sposób. Oto, gdzie tkwi haczyk: owa część twego umysłu dawno dawno temu zaczęła cię nauczać, co uznawać za wytwory godne przyjęcia, a co nie, za co brać odpowiedzialność, a gdzie się odpowiedzialności wypierać. Ów konflikt tworzy złudzenie oddzielenia. W swej skrajnej formie przejawia się on jako wasze szpitale pełne pacjentów pogrążonych w głębokiej depresji, w paranoi, doświadczających w swym istnieniu, w swym ludzkim umyśle, poczucia wyobcowania i samotności.

Bezradność, poczucie beznadziei, rozpacz, gniew, nienawiść – to wszystko symptomy podstawowego złudzenia, jakie pojawiło się w głębi umysłu. Pojawiło się ono w wyniku długiej historii doskonalenia umiejętności słuchania niewłaściwego głosu. Niewłaściwy głos to głos ego. Nauczył cię on osądzać, selekcjonować, wybierać za co przyjmiesz odpowiedzialność. Im bardziej zagłębiasz się w tej świadomości, tym trudniejsze wydaje się mieć nadzieję na jakąkolwiek szansę przekroczenia poczucia oddzielenia, konfliktu i braku pokoju.

Albowiem iluż z was nie zaznało tego uczucia, że przyłożywszy głowę do poduszki wieczorem, nie możecie zasnąć, ponieważ sprawy nie układają się tak, jak oczekiwaliście? Powodem, dla którego nie możesz zasnąć, jest to, że osądzasz swoje stworzenie. Można jednak doskonalić w sobie coś wręcz przeciwnego – uczyć się patrzenia z doskonałą niewinnością na wszystko, co pojawia się w polu twego doświadczenia, uczyć się patrzenia na każde uczucie z niewinnością i swego rodzaju zadziwieniem oraz ciekawością, tak jakbyś patrzył na płynącą po niebie chmurę. Spójrz na nią, zachwyć się jej kształtem i kolorem, jakbyś mówił: „A skąd ona się wzięła?”. I przyjmij ją, wiedząc, że nie narusza ona czystości nieba, po którym przez chwilę płynie.

Dokładnie taki jest każdy z twoich wytworów. Pojawia się w polu czasu i przestrzeni, doświadczasz jego istnienia, a następnie on zanika. Każda krzywda, jakiej kiedykolwiek doznałeś, jest jak chmura, która zaczęła pojawiać się w polu twojej świadomości, ponieważ postrzegałeś rzeczy w określony sposób. I jeśli owa krzywda nadal się w tobie kryje, to jest tak dlatego, że się jej uczepiłeś. Podążyłeś za głosem ego i dlatego wierzysz, że jesteś tożsamy z owym uczuciem, z owym wyobrażeniem. A ponieważ to jesteś ty, to co się stanie, gdy się od tego uwolnisz? Możesz zniknąć! Możesz umrzeć!

A zatem ludzki umysł jest owym polem w obrębie Stworzenia, w obrębie Świadomości, które nauczyło się do tego stopnia utożsamiać z nie zawsze komfortowymi wyobrażeniami, doświadczeniami, uczuciami, że wierzy, iż umrze, jeśli się od nich uwolni. A więc z naszej perspektywy, gdy spoglądamy na pola energetyczne tych z was, którzy wciąż utożsamiają się z tym wymiarem, wygląda to tak, jakbyście mocno na czymś zaciskali dłonie, powodując zagęszczenie energii. A kostki waszych dłoni bieleją, gdy próbujecie trzymać się ograniczenia, winy, poczucia niegodności i zwątpienia.

Zaprawdę szukałeś niewinności i pokoju. Dążyłeś do obfitości, dobrobytu i radości. Często jednak, gdy ich dotykasz, to cię przeraża. Dlaczego? Ponieważ Prawda Królestwa wymaga otwartości, zaufania, szerzenia się, przestronności. Wymaga przyzwolenia, ufności, bycia świadkiem, pozwolenia, aby rzeczy przychodziły i odchodziły, nauki pielęgnowania w sobie głębokiej radości z czegokolwiek, co się pojawia, widzenia, że wszystkie rzeczy są jedynie modyfikacjami samej Świadomości, a następnie pozwalania im, by odeszły, gdy nadchodzi na to czas. Możesz być pewny, że wszystko, co kiedykolwiek odkryła jakakolwiek dusza, a co narodziło się w czasie, również w czasie znalazło swój kres.

Jak wiele z twego cierpienia jest powodowane tym, że kurczowo trzymasz się martwej przeszłości i upierasz się, aby ją wciąż ze sobą nosić? Robisz to, ponieważ w tejże przeszłości utożsamiłeś się z przemijającymi chmurami i uznałeś je za swą tożsamość. A zatem jeśli się od niej uwolnisz, będzie to oznaczało, że musisz się zmienić, musisz istnieć dalej.

Samo stworzenie, które płynie z Umysłu Boga, trwa na zawsze. Ty nigdy nie przestaniesz istnieć. Będziesz trwał zawsze i bez końca, zawsze i na zawsze. Będziesz trwał na zawsze dokładnie taki, jakim jesteś teraz, lub możesz pozwolić, aby Umysł Boga płynął przez ciebie, umożliwiając ci jeszcze większe szerzenie się i pogłębiając twą świadomość nieskończonego piękna mocy Umysłu Boga.

A zatem w tym roku zaprawdę wkraczamy na Drogę serca. I chociaż dano ci wiele wskazówek, to w tym roku dopracujemy je, aby stworzyć coś, co mógłbyś określić jako system, czy też ścieżkę, którą będziesz kroczył, aby celowo doskonalić w sobie jakość zdolności bycia świadomym konieczną do ustabilizowania świadomości i wniesienia jej do każdej chwili twego doświadczenia.

Wyobraź więc sobie, że jesteś w stanie doświadczać wszystkiego, co się pojawia, bez utraty poczucia przestronności, niewinności i łatwości, których teraz doświadczasz jedynie przelotnie. Na przykład, czy znasz to uczucie, gdy sprawy mają się dobrze na zewnątrz, dookoła ciebie, a ty podśpiewujesz radosną piosenkę, życie zaś wydaje się iść w dobrą stronę? Wyobraź sobie tę samą jakość zaufania, wiary i pewności celu, nawet wtedy, gdy dookoła walą się budynki, a konto bankowe jest już puste. Wyobraź sobie, że jesteś w stanie spojrzeć na te wydarzenia z takim samym poczuciem niewinności i zadziwienia, z jakim wpatrywałbyś się w oczy ukochanej osoby.

Taka jakość świadomości to doskonałe mistrzostwo. Odkrywasz w niej doskonały pokój, doskonałą wolność, doskonałą radość i niezakłóconą łączność duchową z całym Stworzeniem. I jeśli chcesz to dobrze przyjąć, owa jakość poczucia intymnej jedności z całym Stworzeniem jest tym, czego jako dusza szukałeś od chwili, gdy po raz pierwszy utożsamiłeś się z wytworem zwanym ego. Ów wytwór bowiem wywołał konflikt i oddzielenie. Wszystko zaś, co od tamtej pory kiedykolwiek usiłowałeś uczynić, było próbą przezwyciężenia oddzielenia i odzyskania tego, co – jak czułeś – utraciłeś. Rzecz jednak w tym, że sposoby, jakimi starałeś się to zrobić, nie działają.

Ucho igielne odgradza cię w twojej świadomości od świata konfliktu, lęku, poczucia winy i niegodności. Ów świat i świat Prawdy Królestwa znajdują się tuż obok siebie w twym własnym umyśle. Zaś ucho igielne, przez które trzeba przejść, jest ponownym rozwinięciem w sobie niewinności dziecka. I właśnie dlatego często nauczałem:

Aby wejść do Królestwa, stań się jak małe dziecko.

Doskonalenie Drogi serca to ścieżka, na której celowo i świadomie dokonujesz wyboru, by ponownie stać się jak niewinne dziecko – takim, jakim byłeś na początku, zanim zacząłeś wytwarzać, a następnie wcieliłeś się w ten wymiar doświadczenia, który wydaje się tak bardzo przesiąknięty poczuciem konfliktu i oddzielenia.

A więc tutaj zaczynamy. Chcę cię teraz prosić, abyś zaczął stosować to w praktyce. Gdziekolwiek się akurat znajdujesz – bez względu na to, czy oglądasz to na filmie, czy też słuchasz tych słów – zatrzymaj się na chwilę i naprawdę stań się świadomy tego, gdzie jesteś. Gdzie zatem jesteś? Czyż nie doświadczasz właśnie pozornego bycia w ciele? Czyż nie wydajesz się przebywać w jakimś pomieszczeniu? Czyż nie znajdujesz się w jakimś środowisku, w którym panują określone warunki pogodowe? Być może do twych uszu docierają jakieś dźwięki. Czy potrafisz być naprawdę świadomy tego, gdzie teraz jesteś? Czy czujesz ciężar ciała, gdy stoisz lub siedzisz? Czy zauważasz napięcie w szyi? Czy dostrzegasz gonitwę myśli, jeśli takowa ma miejsce? Czy potrafisz skierować swą świadomość dokładnie na to, co jest, z poziomu niewinności i nieosądzania?

Macie takie powiedzenie w waszym świecie: „To jest, jakie jest”. I tu zaczyna się mądrość. Oczywiście odkryjesz, że to, co jest, jest tym, czym postanowiłeś to uczynić. Bądź zatem tam, gdzie jesteś teraz i z rozmysłem zadecyduj, by w pełni zaakceptować, że to, czego doświadczasz w tej chwili, nie ma żadnej przyczyny – poza twoim wyborem, aby tego doświadczać. Możesz być pewien, że cokolwiek może próbować powiedzieć umysł, jeśli byś w pełni nie chciał być dokładnie tam, gdzie się znajdujesz, to by cię tam nie było. I jeśli znajdujesz się w ciele, w polu czasu i przestrzeni, to możesz być pewien, że tego zapragnąłeś, to wybrałeś i dlatego tak jest.

Zacznij tutaj. Nie ma potrzeby osądzania tego ani proszenia, by było inne. Po prostu bądź naprawdę świadomy tego, co jest. Jeśli siedząc na krześle czujesz swoje ciało, pozwól na pojawienie się takiej oto myśli w twym umyśle:

Ja dosłownie stworzyłem to doświadczenie. Jest we mnie coś tak wspaniałego, tak potężnego, tak ogromnego, tak wykraczającego poza wszelkie odkrycia naukowców, że w polu doświadczenia dosłownie zmaterializowałem świadomość bycia ciałem w czasie i przestrzeni! Wyłoniło się to z Pola mojej Świadomości, daru dla mnie od Boga, który prosi jedynie, abym nauczył się stwarzać tak, jak stwarza Bóg.

Mówiłem wiele razy, że Ojciec spogląda na ciebie i mówi:

Oto Moje jedyne stworzenie i jest ono bardzo dobre.

Albowiem Ojciec zachwyca się tym, czym jesteś, wiedząc doskonale, że to, czym jesteś, wyłoniło się z Jej świętego Umysłu.

Spoglądaj w podobny sposób na swoje wytwory i zachwycaj się. Jak to się dzieje, że możesz przebywać na tej planecie w tym konkretnym czasie? Jak to możliwe, że możesz posadzić się za kółkiem samochodu i faktycznie przemieścić się z punktu A do B? Jest to tajemnica i zadziwiająca rzecz, i nikt nie wie, jak to się dzieje! A jednak się dzieje. A dzieje się dlatego, że cała moc została ci dana, a to, co ty zarządzisz, to jest. I orzeknie mężczyzna lub kobieta, aby się stało i tak się stanie. Ty zarządziłeś, by nastała ta chwila. Uznaj to! Albowiem uznawszy to w tej chwili, możesz zacząć czuć niewiarygodną i niesamowitą moc, która płynie przez ciebie w każdej chwili. Jest to moc stwarzania.

Zacznij więc od decyzji, aby teraz każdego dnia pogłębiać tę praktykę w następujący sposób: Określ intencję w taki sposób, żebyś o każdej godzinie dnia przez 3 do 5 minut ćwiczył wnoszenie tej jakości świadomości dokładnie do tego, czego w danej chwili doświadczasz. Rób to kiedykolwiek pojawi się myśl, aby podjąć się tej praktyki. Skąd w ogóle bierze się ta myśl? Wyobraź sobie swój zwykły dzień. Uwijasz się, jesteś zabiegany. Idziesz do biura, do pracy. Rozmawiasz z przyjaciółmi. Robisz zakupy. Robisz te wszystkie rzeczy i nagle pojawia się myśl:

Acha, teraz skupię się na byciu świadomym, że dosłownie jestem twórcą tego, czego doświadczam.

Myślisz, że to zwykły przypadek? Nie! Myśl ta wniknęła w to, co nazywasz swoją ludzką świadomością, z głębi twego umysłu, który spoczywa tuż obok Umysłu Boga.

A zatem moc wytworzenia właśnie tej myśli jest skutkiem Woli Boga, która wkroczyła w pole twego istnienia i przeniknąwszy zasłony rozproszenia, jaśnieje w formie tej oto myśli:

Właśnie tak, pięć minut w ciągu każdej godziny.

Czy czujesz, jakie to niesamowite? Albowiem jesteś połączony z Umysłem Boga, Bóg zaś wie, jak przywrócić ci całkowitą wolność, doskonały pokój i dać panowanie nad całym tym królestwem.

A zatem ci, którzy naprawdę kochają Boga, ci, którzy naprawdę chcą się przebudzić, poczują, że coś nieodparcie skłania ich do doskonalenia tej prostej praktyki przez pięć minut każdej godziny. Nauczą się nią rozkoszować i będą jej wyczekiwać. I wkrótce te pięć minut rozciągnie się do sześciu, potem do dziesięciu, piętnastu, pięćdziesięciu, aż wreszcie w ich świadomości ustanowione zostanie – nazwijmy to – „tło”, świadomość, że wszystko, co się pojawia, wynika z tego, że zarządzili oni, aby tak było, i tak się właśnie dzieje. Pięć minut na godzinę to nie jest prośba o wiele. A zatem przez pięć minut w ciągu każdej godziny bądź takim, jakim zostałeś stworzony – stwórcą zarządzającym to, co przejawia się w doświadczeniu. I nigdy już nie pozwalaj sobie mówić: No cóż, jestem tutaj, ponieważ muszę tu być. Tak naprawdę robię to tylko dlatego, że – no wiesz – muszę.

Weź kartkę papieru i zapisz na niej słowa: „powinienem”, „wypada, abym”, „muszę”, „trzeba”. Spójrz na nie. A potem zapal zapałkę, podpal róg kartki i pozwól jej się spalić i obrócić w proch. Jest to bowiem symbolem, że pozwalasz, aby energia, jaką nadałeś tym słowom, stała się ponownie niczym proch i popiół ziemi. Oczyść swą świadomość z wszelkiego utożsamienia z takimi słowami. Wszystkie one są bowiem wypieraniem się rzeczywistości.

Wielokrotnie mówiłem ci, że nie potrzebujesz czynić niczego. Posłuchaj tych słów, weź je do siebie tak, jakby mówił je twój własny głos, ponieważ tak właśnie jest.

Nie potrzebuję czynić niczego.

Nie musisz przetrwać. Kto ci powiedział, że musisz? Nie musisz wszystkich uszczęśliwiać. Kto ci powiedział, że musisz? Kto ci powiedział, że jesteś w stanie kogokolwiek uszczęśliwić? Nie musisz trwać jako ciało w czasie i przestrzeni. Kto ci powiedział, że musisz? Nie musisz opłacać rachunków.

Jakże to nieodpowiedzialne!

Kto ci tak powiedział? Dosłownie nie potrzebujesz czynić niczego.

Możesz natomiast chcieć lub dokonać wyboru, aby coś zrobić. Nie musisz przecież kochać swoich rodziców, nie musisz oddawać czci swemu ojcu i matce. Nie musisz mnie wielbić ani kochać. Nie musisz kochać siebie. Dosłownie nie potrzebujesz czynić niczego, gdyż „potrzeba” jest wyrazem postrzegania, że czegoś ci brakuje, a ponieważ jesteś jednym z Bogiem, to nie ma ani jednej chwili, w której by ci czegokolwiek brakowało.

Nie potrzebuję czynić niczego.

Gdy wstajesz rano, czy możesz pozwolić, aby taka myśl wyłoniła się w twoim umyśle:

Nie muszę wstawać z łóżka. Nie muszę iść do pracy. Nie ma potrzeby, abym wypełniał to polecenie. Nie ma potrzeby, abym mówił „dzień dobry” swemu partnerowi. Dosłownie nie potrzebuję czynić niczego.

Jakże bowiem może istnieć moc i wolność wybierania i stwarzania, jeśli rządzi tobą przekonanie świata, że musisz zachowywać się w określony sposób? Że musisz być akceptowany przez innych; że musisz się dostosowywać i dopasowywać; że musisz ubierać się tak, jak ubierają się inni; że choćby jeszcze jeden dzień w tym wymiarze musisz być skupiony na przetrwaniu. Nie ma wolności tam, gdzie istnieje potrzeba, czy też przymus robienia czegokolwiek.

Oto zatem dwa pierwsze aksjomaty Drogi serca, na których będziemy się opierać, o których będziemy pamiętali i które będziemy pogłębiali każdego dnia:

Jestem taki, jakim stworzył mnie mój Ojciec. Jestem wolny. I w każdym momencie nic oprócz mnie nie jest źródłem mego doświadczenia. Zupełnie nic nie wywiera na mnie wpływu poza tym, czemu pozwalam, aby miało na mnie wpływ.

Nie potrzebuję czynić niczego.

Prosimy cię, abyś praktykował przynajmniej dwa razy każdego dnia – na początku sugerujemy, abyś robił to rano po przebudzeniu i wieczorem przed pójściem spać – przez pięć minut powtarzając tę oto myśl, tak abyś poczuł ją aż do trzewi:

Nie potrzebuję czynić niczego.

To będzie dość dużym szokiem dla twej świadomości i umysł powie:

Ale przecież muszę robić te wszystkie rzeczy! Och! Co z tym, a co z tamtym? O mój Boże! Czy świat przestanie się kręcić, gdy ja przestanę musieć?

Zostaw to światu, to jego problem, a nie twój.

Nie potrzebuję czynić niczego.

Wszystko, co nastąpi później, bazować będzie na mocy tych dwóch pierwszych aksjomatów. Równocześnie wszystko, co nastąpi, będzie zwyczajnie owe aksjomaty wzmacniało, czyniąc je kotwicą dla twej świadomości. A gdy kotwica zostanie mocno osadzona, to dosłownie będziesz stwarzał, co tylko zapragniesz – w doskonałej wolności i w pełni świadomie. I wyjdziesz nawet ponad umysłowość opartą na cudach. Albowiem gdy zaczynasz otwierać się na cudoumysłowość, zachwycasz się:

Ojej! To był cud! Czyż to nie wspaniałe?

Cudoumysłowość to jednak nadal etap postrzegania, który poprzedza osiągnięcie mistrzostwa. Albowiem mistrzostwo przychodzi wówczas, gdy wiesz, że tworzysz w pełnym tego słowa znaczeniu i z rozmysłem. Nie ma w tym nic cudownego. Zarządzisz coś i tak się stanie!

Tym jest stwarzanie tak, jak stwarza Bóg. Bo choć On zachwyca się tobą, to wie doskonale, że stworzenie ciebie nie było cudem. Było całkowicie rozmyślne i wypłynęło z czystego promieniowania Miłości. Bóg nie siedzi na Swym tronie i nie mówi:

Zastanawiam się, czy jestem godny stwarzać moje dzieci… Zastanawiam się, czy jestem godny wyrażać się poprzez Boską Iskrę Świadomości, którą one są.

Nigdy w świętym Umyśle Boga nie pojawia się myśl:

Zastanawiam się, czy będzie w porządku, jeśli stworzę system słoneczny?

Bóg otrzymuje myśl, czy też myśl promienieje w Jego świętym Umyśle, nakazuje jej On, by się stała i tak się dzieje. I spogląda On na wszystko, mówiąc:

To jest bardzo dobre!

A oto trzecie i ostatnie ćwiczenie, jakie ci teraz damy. Wybierz coś, co robisz codziennie, a co wedle twego przekonania jest tak zwyczajne, że z pewnością nie ma jakiejkolwiek mocy czy duchowego znaczenia. Może być to coś tak prostego, jak wypicie szklanki wody, umycie zębów czy ziewanie. Wybierz czynność, którą wykonujesz codziennie i zdecyduj, że skupisz się na niej w swej praktyce wielbienia. Za każdym razem, gdy wykonujesz tę czynność, zatrzymaj się i powiedz:

To jest bardzo dobre.

Może to być nawet tak prosta czynność jak podniesienie głowy z poduszki. Stań się jej świadomy, uznaj, że jest twoim dziełem, i kontemplując ją, powiedz sobie:

To jest bardzo dobre. Ja to zrobiłem i to jest dobre. Ja stworzyłem.

Wszyscy ci, którzy naprawdę się w to zaangażują, odkryją, że zaczyna ich cieszyć ten proces i coraz częściej i częściej będą go stosować do innych wydarzeń w życiu. Zaczną ponownie budzić w sobie dziecięcą radość z budowania zamku w piaskownicy. Albowiem tak naprawdę tylko to tutaj robisz. Świadomość jest twoją piaskownicą, a ty tworzysz zamki. Po prostu zapomniałeś się nimi cieszyć. A gdy chcesz się ich pozbyć, lamentujesz:

Och, lecz jeśli z tego zrezygnuję, zmienię zdanie i pójdę dalej, to co się stanie z tym, co stworzyłem? Co sobie inni o mnie pomyślą, jeśli zachowam się jak dziecko i po prostu wezmę plastikową łopatkę, zburzę zamek i pójdę do domu, by zjeść kanapkę na drugie śniadanie?

Co sobie ludzie o mnie pomyślą? Czy będę do nich pasował? Czy mnie zaakceptują? Czy mnie ocenią? Czy będą mnie prześladowali?

Kogo to obchodzi? Albowiem opinie innych nic nie znaczą, chyba że chcesz, aby coś znaczyły.

Teraz dochodzimy do naszych końcowych wniosków. Co cię blokuje w twoim umyśle? Bo przecież nawet gdy teraz słuchacie, wielu z was uświadamia sobie swój opór. Ów opór to energia lęku:

Co się stanie, jeśli podążę tą ścieżką?

Część twego umysłu zwana „ego” powstanie, by ci powiedzieć, że jeśli posłuchasz tego szaleńca, którego niektórzy nazwali zbawicielem świata, to zostaniesz sprowadzony na ścieżkę unicestwienia. Jest tak dlatego, że głos ego wie, że zostanie unicestwiony, jeśli podążysz tą ścieżką. Ty sam – rzeczywistość tego, kim jesteś – nie możesz zostać unicestwiony.

Ów opór zatem to lęk. Lęk zaś jest jedną z energii niedostrojonych do Prawdy Królestwa. Tak więc, zaprawdę, nie lękajcie się, lecz trwajcie w wierze. Albowiem powiadam wam, że na końcu tej ścieżki odkryjecie doskonałą wolność, doskonałą moc, doskonałą przestronność, doskonałą radość, doskonały pokój płynący z życia – dosłownie – w Królestwie Niebieskim.

Tak więc wybór należy do was. Tym z was, którzy poczują silny opór, i tym, którzy będą jeszcze wzywali mnie w swoich snach i modlitwach: „Pomóż mi przez to przejść!”, powiadam, że nie idziecie sami. Nie mogę bowiem być oddalony od was bardziej niż na odległość myśli. I tak – to ty jesteś twórcą tej myśli.

Chcę wam powiedzieć, że ja również kiedyś wkroczyłem na taką ścieżkę. Każdy aksjomat, który wam przedstawię, i który dla was udoskonalę – wiele z ćwiczeń, które damy wam w nadchodzącym roku – to konkretne ćwiczenia i prawdy, które od chwili mojej inicjacji dawali mi pewni esseńscy nauczyciele Drogi serca.

I gdy moi nauczyciele powiedzieli: „Nadszedł czas, byś spędził czterdzieści dni i czterdzieści nocy na pustyni”, to czy myślicie, że we mnie również nie pojawił się opór? I ja również musiałem zauważyć, że tworzyłem ideę lęku i oddzielałem się od wspaniałej ochrony i Miłości Boga. Musiałem fizycznie przenieść swe ciało na pustynię po to, by przejść przez swoje własne kręgi lęku i odkryć, co leży poza nimi.

A zatem ścieżka, po której kroczyłem, jest ścieżką, którą teraz kroczysz ty. A jeśli nasza ścieżka jest identyczna, to znaczy, że razem idziemy do Boga i odchodzimy od złudzenia, od bólu, słabości, poczucia niegodności, winy i śmierci.

Podejmij się zatem swoich ćwiczeń z wielką żarliwością, wielką radością, a nade wszystko – z wielce szokującą wesołością. Naucz się patrzeć z niewinnością na wszystko, co się pojawia. I jeśli zastosujesz te proste ćwiczenia, to rzeczywiście wiele ci się objawi. Ćwicz zatem dobrze. Ćwicz z radością. Wiedz, że jesteś kochany, kochający i godny miłości oraz że jedyne, co się dzieje, to uwalnianie starego snu, tak aby mógł go zastąpić nowy sen – sen o poczuciu własnej wartości, pokoju, przebudzeniu i zjednoczeniu z całym stworzeniem.

Powtarzam, że w ciągu tego roku inni również będą dawać wam konkretne wskazówki poprzez tego mojego umiłowanego brata. Albowiem jeszcze raz wam powiadam, że tego szczególnego dzieła nie podejmuję się sam, lecz z wieloma tymi, którzy wspierają wasze uzdrowienie i przebudzenie. A zatem, zaprawdę, umiłowani przyjaciele, trwajcie dziś w pokoju.

Trwajcie w miłości ze swymi stworzeniami.

Amen.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


A oto pytania słuchaczy oraz odpowiedzi, jakich udzielił na nie Jeszua tuż po nagraniu Lekcji 2 Drogi serca w 1995 r. :

Przejdź do Lekcji 3.

Nie lękaj się, zawsze jestem z tobą

Oto krótki fragment Listów Jeszuy – książki Jayema (Jona Marca Hammera) opisującej jego pierwsze spotkania i dialogi z Jeszuą.

Ale skąd mam wiedzieć, co jest rzeczywiście głosem Ducha,
a nie tylko bardziej subtelnym podszeptem ego?

Kiedy uwolnisz się od wszelkiej myśli o tym,
co jest twym dobrem,
kiedy uwolnisz się od wszelkiej myśli,
że Bogu nie można ufać –
albowiem czym jest opieranie się Duchowi, jak nie tym przekonaniem?
a zwłaszcza kiedy zapragniesz tylko pustki w sobie,
wówczas usłyszysz
głos Świętego.

Marc,
Przyszedłem ponieważ wołałeś.
I tak będzie z wszystkimi synami Boga,
trzymanymi w okowach własnych złudzeń,
którzy jednak czują, że zbawienie jest możliwe.
Żadne błaganie o zbawienie nie pozostanie bez Mej odpowiedzi.
Gdy opierasz się służbie swemu bratu,
to tym samym opierasz się własnemu zbawieniu.
Są one jednym i tym samym.
Zachęcam cię, byś podążał za głosem serca
i nie pokładał ufności w przekonaniach świata,
ale wyłącznie ufał światłu naszego Ojca,
który jest w tobie.
Tutaj leży to, za czym tęsknisz.
Tutaj leży twój ostateczny pokój.
Tutaj JAM JEST
i pragnę, by wszyscy synowie Boga
zamieszkali tam, gdzie JAM JEST.

Zaprawdę,
pokój jest tylko Miłością, która pragnie
dzielić się sama z siebie
i to jest światło,
które przyszło na świat.
Nadszedł czas, by świat to zrozumiał.
Jaka praca może być większa i bardziej wzniosła niż to?

Jakie zadanie może mieć większą wagę?
Umiłowany bracie, cóż może zaoferować świat, co byłoby choć odrobinę
tak cenne jak to?

„Szukajcie wpierw Królestwa”.
Marc, szukałeś
i znalazłeś.

Teraz jest czas dzielenia się,
by świat mógł zrozumieć Światło
i uwolnić się od ciemności.

Nie lękaj się,
albowiem zawsze jestem z tobą.
Dobrze o tym wiesz.
Żyj tym, co wiesz.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl