Niebo na Ziemi – najnowsze tłumaczenie przekazu Jeszuy

Oto tłumaczenie przekazu Jeszuy danego za pośrednictwem Jayema zatytułowanego: „Niebo na Ziemi”:

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

Teraz zaczynamy.

I zaprawdę ponownie witam was, umiłowani i święci przyjaciele. Prawdę mówiąc wszystko, co wydarza się w waszym wymiarze, jest nam znane i dostępne. Tam bowiem, gdzie przebywamy – a jest nas wielu – trwamy w stanie świadomości, w którym transmutacja energii w waszym trójwymiarowym świecie jest dla nas całkowicie widoczna. Tak, to oznacza, że w żadnej chwili nie ma czegoś takiego, jak stan prawdziwej prywatności – o ile przez „prywatność” rozumiecie tajność i unikanie wchodzenia w związek. Oznacza to, że gdy przywołujesz do siebie swoje fizyczne doświadczenie na planie ziemskim, to w każdej chwili – czy postanowisz to uznać czy nie – jesteś w związku z całością Stworzenia. I jakość owego związku odbija z powrotem ku tobie stan świadomości, w którym postanawiasz trwać.

Zatem zawsze mądrze jest spojrzeć w jasności i szczerości na naturę twego doświadczenia w każdej chwili. Czego tak naprawdę jesteś świadomy teraz? Jakim myślom pozwalasz przepływać przez swój umysł? Jakie uczucia wytwarzają owe myśli w ramach pola energii, które nazywasz ciałem?

Czemu jest to ważne? Dotarcie do miejsca, w którym jestem ja, wymaga całkowitego przekroczenia fizycznego planu lub doświadczenia – lecz nie ucieczki, gdyż przekroczenie owo nie opiera się na ucieczce. Przekroczenie czegokolwiek może opierać się jedynie na jego objęciu. Jak bowiem możesz przekroczyć coś, czego nie chcesz uznać jako części swego doświadczenia? Zatem owo serce i umysł, które są chętne, by w każdej pojedynczej chwili używać swego doświadczenia w którymkolwiek ze światów lub wymiarów, w których istnieją, zaprawdę dotrą tam, gdzie ja jestem: do końca tego, co zwiesz ewolucją – tam, gdzie kończy się wszelkieposzukiwanie; tam, gdzie kończy się potrzeba doświadczenia; tam, gdzie nie ma ani jednego pytania, ani jednego zwątpienia.

Wyobraź sobie stan przebywania w tak doskonałej czujności, że umysł nawet nie bierze pod uwagę myśli o pragnieniu fizycznej formy, przez którą miałby przejawiać ograniczoną sferę doświadczenia. Stan istnienia, w którym poprzez zwyczajne przekierowanie swej uwagi, swej świadomości możesz znaleźć się, gdziekolwiek chcesz, w mgnieniu oka, a nawet szybciej. Poprzez samo przekierowanie swej świadomości możesz znaleźć się w jakichkolwiek ramach czasowych fizycznego świata: możesz obserwować go, wchodzić z nim w interakcje, przynosić do niego swoją mądrość. Możesz zwracać swą świadomość ku wymiarowi i ramom czasowym pozornie oddalonym od miejsca, w którym jesteś na Ziemi, a wszystko to w mgnieniu oka.

To wszystko to twój potencjał. To wszystko zostało w tobie umieszczone w chwili twego stworzenia. I jeśli zechcesz to przyjąć, to już doświadczyłeś stanu, w którym jam jest, a część ciebie nigdy tego stanu nie opuściła. Co więc się tu wydarzyło? Przypatrz się uważnie, czego doświadczasz w tej chwili. Gdzie siedzisz lub stoisz? Jaki nastrój panuje w twoim środowisku: czy jest w nim głośno, czy chaotycznie? Czy zapaliłeś kilka świeczek, wypaliłeś kadzidełko, czy włączyłeś swoją ulubioną muzykę, by zacząć wzbudzać fizjologiczną zmianę w ciele, którą później nazwiesz stanem pokoju? Tak jakby pokój zależał od ciała… Powiem to do każdego z was, gdziekolwiek byś nie był w tej chwili: zatrzymaj się. Spójrz na rzeczy wokół ciebie i na te w swym wnętrzu. Albowiem jest między nimi bardzo bezpośrednia zależność. To bowiem, co widzisz dookoła siebie, wyraża jakość energii, formę doświadczenia emanującą z jakości myśli, którą byłeś chętny pomyśleć i której przyzwoliłeś na wejście w pole twej energii, do twego świata. I z perspektywy tego wyboru spoglądasz na świat, który postanowiłeś stworzyć.

Ja postanowiłem spoglądać na was ze świadomością, że jesteście mymi braćmi i siostrami. Postanowiłem nauczyć się patrzeć tak, by widzieć w was jedynie Światło Chrystusa. Owo Światło, które lśni i promienieje poza wszelkimi ograniczeniami, to to samo Światło, do którego mówię, to samo Światło, do którego przychodzę, to samo Światło, z którym się łączę – nie tylko w komunikacji tego rodzaju, ale poprzez twe sny i w przestrzeni pomiędzy myślami, które postanawiasz myśleć.

Jeśli tak jest, to musi to oznaczać, że to, czego szukasz, już jest w tobie. I że być może ścieżka transcendencji nie opiera się na wysiłku zmaganiu się, ale na zadziwianiu się. Być może opiera się ona na spoglądaniu na wszystko, co widzisz, i przyjęciu faktu, że nie masz pojęcia, czym to jest, jak to powstało, skąd przybyło, cóż mogłoby oznaczać lub dokąd zmierza. Być może ścieżka przebudzenia wymaga – po całym tym szukaniu i wszystkich próbach nauczenia się magicznych formuł przyciągnięcia do siebie oświecenia – być może ona naprawdę opiera się na rozpoznaniu stanu pokory, kiedy to w końcu uznajesz, że donikąd się nie udałeś i nie dokonałeś żadnego postępu. O tak, przywołałeś do siebie wiele doświadczeń, wzniosłych i pospolitych, a jednak żadne z nich nie wystarczyło, by pomóc ci wznieść się ponad twój przeciętny czy też zwykły, czy też stały stan bycia. Bez względu na to, jak wspaniały jest seks, bez względu na to, jak smaczne jest jedzenie, bez względu na to, jak wyśmienite są stany świadomości w medytacji, zawsze powracasz do stanów istnienia aż do bólu znajomych.

Co zatem jest tu kluczem? Ów klucz zawiera się jedynie w tym: zacząć na samym końcu. Wpierw uznać:

W rzeczywistości nigdy się nie zmieniłem. W rzeczywistości jestem taki, jakim stworzył mnie Bóg. W rzeczywistości już spróbowałem wszelkich doświadczeń i nie ma nic nowego pod Niebem mej świadomości. Teraz jestem doskonały i uzdrowiony.

Począwszy od dokonania tego wyboru, możesz zacząć przyjmować, że bez względu na to, co myślisz, że widzisz, i czego myślisz, że doświadczasz, istnieje w tobie głębia mądrości, która może przynieść oświecenie z wyższej jaźni, z duszy, aż do poziomów osobowości i ku komórkowym strukturom ciała, jeśli takie jest twoje prawdziwe pragnienie.

Zatem prawdziwa droga do domu, moi drodzy, drodzy przyjaciele, opiera się na gotowości, by wycofać wartość, którą nadaliście wszystkim postrzeżeniom, które wy sami stworzyliście; na gotowości, by stanąć z pustymi rękoma; na spojrzeniu na przedmiot, osobę, wydarzenie, uczucie i rozpoczęciu od myśli:

Jestem uzdrowiony i doskonały, i przynoszę światło mej nieskończonej świadomości, by oświetliło owo tajemnicze zjawisko, które wyłoniło się przede mną.

– lub też „we mnie”, jeśli ciało określasz jako coś, co jest w tobie: ono również w pewnym sensie jest na zewnątrz ciebie… I na uznaniu, że patrzysz na Tajemnicę i nie możesz opierać się na swych własnych ideach, by cokolwiek pojąć. Właśnie tojest początkiem mądrości.

Bo jeśli nie możesz polegać na sobie, to co zrobisz? Mógłbyś spróbować popełnić samobójstwo, ale wówczas jedynie pozbędziesz się pewnego ciała, tyzaś pozostaniesz. Możesz spróbować rozproszyć się zwyczajnymi zjawiskami kulturowymi. To również nie działa. W końcu musisz poddać sięczemuś, co w prawdzie jest największą tajemnicą ze wszystkich: obecności Ducha Świętego. Musisz poddać swoje „ja” – wszystkie swe idee na temat tego, co myślisz, że jest prawdziwe – i poprosić coś, czego nawet nie możesz zobaczyć (i czego – przynajmniej na początku – nie możesz usłyszeć), poprosić owo tajemnicze coś, by nauczyło cię prawdy Rzeczywistości. Odczuwa się to tak, jakbyś umierał. I tak naprawdę jest to jedyna prawdziwa śmierć – porzucenie i poddanie swego uzasadnienia dla gniewu, swego racjonalizowania osądu, swej pewności, że to, co wiesz, jest prawdą.

Przyjęcie tego, co określiłeś jako „wiedzę”, jest zaiste wysoce podejrzane. Jeśli bowiem wierzysz, że jesteś ciałem w czasie i przestrzeni, i jeśli spoglądasz na zewnątrz i widzisz ograniczony świat, to używasz tym samym ograniczonej świadomości, by decydować, że tywiesz, czym jest całe Stworzenie. A część nigdy nie będzie mogła pojąć całości.

A jednak – paradoksalnie – jest w tobie coś, co już jest pełnią, Umysłem Chrystusa, i to, co spoczywa w twym wnętrzu, jest doskonałą mądrością, doskonałym pokojem, doskonałym wiedzeniem i jest gotowe – że tak się wyrażę – do ciebie mówić, mówić do twej świadomości, tak byś naprawdę i w dosłownym znaczeniu miał świadomość bycia pełnią stworzenia. I choć ciało nadal wydaje się być dokładnie takie, jakie jest, i choć dookoła ciebie wydają się być pewne obiekty, wyobraź sobie, że patrzysz na wskroś nich, jakby były przezroczyste i jakbyś w jednej chwili spoglądał na wszystkie odległe sfery, na całą przeszłość i całą przyszłość. I że pozwalasz, by stan ten był normalnym stanem, w którym działasz, nawet wówczas, gdy ciało wydaje się trwać jeszcze przez chwilkę. To wszystko jest możliwe i jeszcze więcej – gdy po raz pierwszy używasz mocy wyboru danej ci, by poświęcić każdą pojedynczą chwilę swej świadomości – zauważ, że użyłem tu słowa „świadomości”, a nie „doświadczenia”. Oddajesz każdą chwilę swej świadomości procesowi poddania wszystkiego, co myślałeś, że wiesz, i czego potrzebowałeś się trzymać, by pozwolić, aby to tajemnicze coś przyniosło ci łaskę oświecenia.

Umiłowani przyjaciele, wy, którzy wydajecie się znajdować w tej trójwymiarowej rzeczywistości, tej fizycznej rzeczywistości ograniczenia, dualności i konfliktu, narodzin i śmierci – i niespodzianek? Zapewniam cię, że tak naprawdę w żadnej chwili nigdy siebie nie zaskoczyłeś. Nigdy nie było chwili doświadczenia, które by do ciebie przyszło, a którego byś celowonie zamówił i nie otrzymał. Nic nie dzieje się przypadkiem.

I oczywiście jesteście całkowicie wolni, by wybrać, jak chcecie postrzegać to, co do was przychodzi. I jeśli pozwolicie temu tajemniczemu czemuś nauczać was na nowo, to to, co niegdyś cię przerażało, teraz wywoła uśmiech na twej twarzy; to, co wydawało się nie do pokonania, może zdać się najmniejszym schodkiem pod twymi stopami. Cała moc w Niebie i na Ziemi jest ci dana, by w każdej chwili stwarzać tak, jak zostałeś stworzony, z doskonałej nieograniczoności i w doskonałej nieograniczoności. A oto prawdziwy sekret: ty dosłownie robisz dokładnie to przez cały czas. Nigdy nie tracisz mocy nieskończonej istoty, którą jesteś; nie możesz stracić tego, co stworzył Bóg, gdybyś bowiem mógł to stracić, oznaczałoby to, że Bóg Ojciec-Matka jest ograniczona. Takim, jakim jesteś teraz, z każdym oddechem, z każdą myślą, z każdą czynnością (nawet jeśli nie masz ciała), dosłownie używasz do stwarzania nieskończonej mocy swej mądrości. Oto jedyne, co kiedykolwiek robiłeś.

Stworzyłeś zatem nieba i niezliczone piekła. I w tych piekłach stworzyłeś nieskończone ilości cieni, odcieni, czy też wibracji. Równie łatwo mógłbyś stworzyć tak wiele lśniących pięknym światłem niebios, których Ziemia nie widziała od całkiem długiego czasu. W każdej chwili twojego dnia nic na zewnątrz ciebie nie powoduje twych odczuć i postrzeżeń. Czy to oznacza, że jeśli doświadczasz innej duszy, innej ludzkiej istoty, to one same nie niosą pewnych częstotliwości energii, które mógłbyś wykryć? Oczywiście, że nie. Ale to nie wykrywanie energii z pola innego umysłu powoduje, że ty go w jakiś sposób postrzegasz. Będziesz go zatem postrzegał tak, jak zdecydujesz się go postrzegać, bez względu na jego imię czy działania. I to ty możesz zobaczyć, że twoja moc, by wybierać, w jaki sposób postrzegasz, to moc, która przewyższa i przeobraża wszystko, co twój świat może na ciebie skierować.

Mam nadzieję, że zaczynasz to pojmować, ponieważ to nadzwyczaj ważne przesłanie. Chcę, byście każdego dnia szczerze poświęcili trochę czasu najprostszej z czynności. Możesz po prostu zaciskać i otwierać dłoń. Możesz poczuć swą stopę na ziemi, gdy podążasz w obranym przez siebie kierunku (a zawsze podążasz w obranym przez siebie kierunku). Ku czemukolwiek zwrócisz swą uwagę, zauważ z doskonałym zadziwieniem i zachwytem, że ty dosłowniedecydujesz się tworzyć doświadczenie, które ma miejsce. Ponieważ jest to prawdziwe, Niebo na Ziemi tak naprawdę nie leży dalej od twego doświadczenia niż odległość myśli, którą jesteś gotów pomyśleć. Niebo na Ziemi nie leży dalej od ciebie niż odległość myśli, które jesteś chętny pomyśleć. Niebo na Ziemi nie jest oddzielone od miejsca, w którym jesteś.

Czy zatem byłbyś chętny, by razem ze mną odważnie pomyśleć myśl o uzdrowionej planecie i oświeconej ludzkości? Czy jesteś chętny, by pozwolić sobie – nie na bieganie dookoła z transparentami w dłoni i rozlepianie ich po tym, co określasz mianem swych dróg szybkiego ruchu (które my określilibyśmy jako drogi wolnego ruchu) – czy byłbyś chętny, by każdego dnia pozwolić sobie spocząć i po prostu poczuć rzeczywistość Nieba na Ziemi, i wiedzieć, że to już się dokonało? W polu czasu wydaje się, że musi minąć trochę czasu, zanim to się wydarzy. Ale ostatecznie o to chodzi w czasie: o proces. W rzeczywistości, jeśli o czymś pomyślisz, to się dokonało. I faktycznie możesz to uznać. Co bowiem orzecze Syn Boga, to się dzieje – bez względu na stan umysłu, w którym to orzekasz. To, co powiesz w tamtej chwili – czy wypowiesz to na głos, czy po prostu pomyślisz daną myśl – w dosłownym znaczeniu stwarzasz ową rzeczywistość. Ot tak szybko, w mgnieniu oka.

Dla twojego świata zdaje się to szaleństwem, ponieważ twój świat jest szalony. Jest on całkowitym odwróceniem Chrystusowej Świadomości. Świat przedstawia całkowite przeciwieństwoNieba. Jest on postawiony do góry nogami i wywrócony na lewą stronę. Tak więc gdy mówię ci: gdy myślisz myśl o Niebie na Ziemi, orzekłeś to i takim się to staje teraz, a ty jesteś całkowicie wolny, by doświadczać nieograniczonej promienności, doskonałego pokoju, doskonałej radości, dokładnie tu, gdzie jesteś – teraz! Świat powie: to nonsens! I oto temat dzisiejszej rozmowy, abyś zrozumiał, że dokładnie tu musisz zacząć dokonywać nowego wyboru – by uczyć się myśleć raczej Umysłem Chrystusa niż wbrew niemu. Podejmując decyzję, by nim myśleć, stajesz się nim, a kiedy nim się stajesz, uświadamiasz sobie odkrycie: odkrycie tego, co zawsze było i co nigdy nie uległo zmianie. Zaprawdę jesteś i na zawsze pozostaniesz taki, jakim zostałeś stworzony. Ty jesteś stwórcą wszystkich światów. I nigdy, nigdy, nigdy przenigdy nie tracisz ani nie przeżywasz stanu utraty swej mocy, by stwarzać dokładnie tak samo, jak zrodził cię Bóg. Właśnie tak pełen mocy jesteś, dokładnie tu, gdzie jesteś.

I niektórzy z was – nawet teraz, gdy słuchacie tych słów – myślą sobie:

No cóż, to może być prawdą dla kogoś innego, kto jest trochę silniejszy, ale widzisz, moja sytuacja wygląda tak a tak… Ja mam w portfelu tylko dwadzieścia złotych!

Spójrz na te dwadzieścia złotych z zadziwieniem. Skąd u licha one się wzięły? Pojawiły się w twym życiu i w twym portfelu, ponieważ zdecydowałeś, by je tam umieścić. I równie łatwo możesz umieścić tam milion złotych monet, jeśli to jest to, czego chcesz doświadczyć. Nie poszerza cię ani nie ogranicza nic prócz twych własnych myśli. Nikt nie może stwarzać za ciebie. Nikt nie może dać ci odpowiedzi, których szukasz – ty sam jesteś odpowiedzią na swe poszukiwania. Po prostu wytrenowałeś się w wierze, że jesteś czymś mniejszym niż jesteś. Wytrenowałeś się, by wierzyć, że teraz, w tej chwili, gdy sięgasz palcem, by podrapać się po policzku, lub gdy słyszysz odgłos szczekającego za oknem psa, lub gdy widzisz przebłysk słońca znikającego za górami na zachodzie – i przy okazji, dla niektórych z was: jeśli przydarzy się wam być uważnym i ujrzeć pasmo światła powstające na niebie na wschodzie, gdyż niektórzy z was będą tego słuchali wczesnym rankiem – jeśli wierzysz, że jesteś jakąś normalną osobą, próbującą sobie to wszystko wykombinować, zatrzymaj się tu, gdzie jesteś. Spójrz na to, co widzisz, i naprawdę to zobacz. Nie wiesz, czym jest jakakolwiek rzecz. To Tajemnica, a jednak sprowadziłeś ją do formy, nawet jeśli to nic więcej niż stojący przed tobą stół.

Jak to możliwe, że doświadczasz fizycznego ciała w jakimś mieście w twej dwudziestowiecznej Ameryce? Jak to się mogło zadziać? Co sprowadziło te rzeczy do istnienia? Ty to zrobiłeś – nieskończona moc stwarzania, podczas gdy siedzisz dokładnie tu, gdzie jesteś, podejmując decyzję, by wyglądać jak zwyczajna ludzka istota. To ta sama kreatywność, która porusza słońce, księżyc i gwiazdy, ta sama kreatywność, która doprowadziła do tego, co wasi naukowcy nazywają „wielkim wybuchem”, wszelkimi formami stworzenia. Wielki wybuch, tak przy okazji, to nie było nic większego niż „acha!” w twym Świętym Umyśle, gdy wyśniłeś nową myśl, o której nie pomyślano nigdy wcześniej: myśl o czymś, zwanym fizyczną materią, zagęszczeniem światła.

Jeśli naprawdę możesz to zrozumieć – podczas gdy chwytasz za kubek herbaty lub kawy – jak je nazywacie – gdy myjesz zęby, gdy obserwujesz jak twa klatka piersiowa unosi się, gdy bierzesz wdech, jeśli naprawdę potrafisz spojrzeć na te rzeczy z zachwytem i niewinnością, możesz ujrzeć tajemnicę samego Życia. I możesz ujrzeć, że tystale, z chwili na chwilę, i na kolejną chwilę, manifestujesz świat za światem i za kolejnym światem. Ty postanawiasz, gdzie być i jak być. Ty jesteś posłany ze Świętego Umysłu Boga, by być przedstawicielem szerzącego się na wieki Stworzenia.

Chcę również powiedzieć – i to nadal wielu z was uzna za bardzo radykalne – jesteście doskonale i całkowicie wolni, by stwarzać cokolwiek zechcecie. Jesteście doskonale wolni w tej chwili, by pójść, sprzedać wszystko, co macie, wziąć swój krzyż i pójść za mną. Niektórzy powiedzieliby, że to oznacza stanie się raczej dziwacznym radykałem. Cóż, ja sam czułem się jak szaleniec, gdy po raz pierwszy odważyłem się na myśl: „Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy” – ot tak, by ją wypróbować. To spowodowało łaskoczące odczucia od czakry korony w dół ciała. To było odczucie, którego dotąd nie doświadczyłem, ale podobało mi się. I zdecydowałem się zadać sobie następujące pytanie: Co by się stało, gdybym miał posługiwać się tą myślą tak długo, aż nie wykluczy ona wszystkich innych myśli, które zdawały się krążyć po mym umyśle? Cóż takiego by się zadziało?

Widzisz bowiem, wielu z was zastanawia się: Dlaczego wydaje się, że nie mogę przejawić tego, co chcę przejawić? Dzieje się tak dlatego, że masz konfliktowe myśli. A tam, gdzie jest konflikt, tam jest stagnacja. Miej zatem jedno zamierzenie, sprowadź świadomość do pojedynczego punktu, gdzie myśl, którą naprawdę pragnąłbyś przejawić, będzie jedyną myślą, której nadajesz rzeczywistość. Gdy opanujesz do mistrzostwa zdolność dyscyplinowania umysłu, odkryjesz, że potrafisz jedną myślą stworzyć cały wszechświat. Odkryjesz, że potrafisz dosłownie wykreować na swej dłoni złotą monetę poprzez podtrzymywanie myśli na jej temat. A jeśli to jest prawdą, a zapewniam cię, że jest – będziesz przejawiał cuda. Być może ośmielisz się pomyśleć myśl o Niebie na Ziemi i skupisz na tym całą swą uwagę i intencję aż stanie się to twą jedyną rzeczywistością i nic innego nie będzie miało znaczenia, nic innego nie będzie miało wartości, nic innego nie będzie dla ciebie istniało. I jeśli reszta świata będzie uważać, że jesteś szalony – to co z tego? To również jest tylko myślą. Możesz sprowadzić Niebo na Ziemię w mgnieniu oka. I doprawdy nastanie Niebo na Ziemi, a kiedy zostanie to ustanowione, będziesz miał wrażenie, że stało się to bez wysiłku w mgnieniu oka.

Dlaczego? Ponieważ wystarczająco wielu z was wybierze, by dać tej myśli energię, i tylko tej myśli. Będziesz żył tą myślą, będziesz spijał tę myśl, będziesz śnił tę myśl, będziesz tę myśl szerzył, będziesz czuł i żył tą myślą aż do wykluczenia wszystkiego, co mogłoby jej zaprzeczyć lub być z nią w dysonansie – a wtedy staniesz się ucieleśnieniem Nieba na Ziemi. I nastanie czas – w czasowych ramach – gdy nagle w mgnieniu oka pojmie to cała ludzkość. I dokładnie w tej chwili to, co zwie się zanieczyszczeniem waszych wód i powietrza, zniknie, jakby go nigdy nie było. To, co zwie się konfliktami na tle rasowym, zniknie, jakby tego nigdy nie było. Wszystko, co mógłbyś sobie wyobrazić, co reprezentowałoby konflikt, zniknie z powierzchni Ziemi. A dlaczego? Ponieważ Święty Syn Boga, przejawiający się jako ludzka rodzina, w wystarczającym stopniu przejdzie na częstotliwość, która stworzy stabilizację jednej, i tylko jedynej myśli: Nieba na Ziemi. Ot tak szybko, bez mgnienia oka, bez poruszenia palcem. Oto, w kierunku czego zmierzacie jako kolektywna świadomość.

Zaczynacie odkrywać – poprzez dokonania waszych naukowców – że dosłownie stwarzacie to, co nazywa się wirtualną rzeczywistością. Zgadnij, co? I tak już to robiłeś przez cały czas. Przejawiałeś wirtualną rzeczywistość w tym fizycznym trójwymiarowym świecie. A wirtualna rzeczywistość oznacza pozór prawdy. Pomyśl o tym. Tak długo bowiem, jak ludzkość była na twojej Ziemi – a istniało wiele pokoleń i wiele cywilizacji, wspaniałych cywilizacji, które powstały i upadły, zostały zmiecione z powierzchni Ziemi, i o nich wasi naukowcy i archeolodzy nic nie wiedzą i nawet nie mogą uwierzyć, że coś takiego mogło zaistnieć; kultur tak bardzo wyprzedzających tę kulturę, w której obecnie żyjecie, że w porównaniu z nimi wasza kultura jest archaiczna i prymitywna – a jednak one wszystkie są aspektem wirtualnej rzeczywistości. Niebo na Ziemi będzie ostatnim szczęśliwym snem, który może zostać przejawiony na płaszczyźnie fizycznej, odzwierciedlając wszystkim świadomościom prawdę o tym, czym jest sama świadomość. Niebo na Ziemi potrwa jedynie przez mgnienie oka. A potem nawet ten fizyczny wymiar będzie niczym myśl, której nigdy nie wyśniono, gdy Święty Syn Boga powróci, by zająć swe prawowite miejsce po prawicy Boga – co oznacza jedynie prawidłową umysłowość – by stwarzać jedynie to, co jest nieograniczone i nietknięte konfliktem, jedynie to, co odzwierciedla i odbija wielką wspaniałość Jego promienności.

A oto i paradoks: nie możesz czekać aż to się wydarzy, ponieważ wydarzy się to poprzez ciebie, a jednak ty nie możesz do tego doprowadzić. Możesz jedynie pozwolić tajemniczemu „czemuś”, by dokonało tego dla ciebie i poprzez ciebie. Powiedziałem kiedyś, że ważne jest, by ponownie stać się niczym małe dziecko. A teraz docieramy do jasnej, głębszej i obecnie bardziej znaczącej interpretacji owego nauczania. Małe dziecko bowiem rezygnuje z potrzeby bycia sprawcą i wykonawcą. Dziecko po prostu ma pewną myśl. Budzi się rano i mówi: „Jestem głodny, chcę, by mnie nakarmiono”. I voila! W drzwiach pojawia się matka i mówi: „O moje maleńkie dzieciątko, jesteś głodne? Nakarmić cię?”. I dziecko mówi: „No jasne, jak myślisz dlaczego cię tu przywołałem?”. Stwarzanie. Dziecko poddaje się czemuś poza nim, by doprowadzić do przejawienia swej myśli.

Czy ma to dla ciebie sens? Czy możesz stać się niewinnym dzieckiem, które wpierw śmie śnić niewyobrażalny sen, sen o Niebie na Ziemi? Dla ludzkości wydaje się to tak oburzające. Czy zdobędziesz się na odwagę, by pozwolić sobie wpuścić do swej świadomości światło przesączające się przez pęknięcie w ścianie, przez fortecę, którą zbudowałeś przeciw Królestwu Niebieskiemu, czy wpuścisz myśl:

Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy. Jestem wcielonym Chrystusem. Co wy na to?!

Właśnie tutaj, mając na sobie buty Nike’a, dżinsy Levisa, a na głowie – jak to nazywacie? – czapkę bejsbolówkę, jesteś wcieleniem Chrystusa, próbującym udawać, że jesteś człowiekiem, by być w związku z wieloma śpiącymi umysłami. Czy odważysz się zatem pomyśleć o czymś oburzającym i nieprawdopodobnym? Czy odważysz się kontemplować i z zadziwieniem przyzwolić na to, że istnieje tajemnicze coś, które może wywołać twoje najwspanialsze kreatywne myśli, o ile są one w harmonii z tym, jak myśli Bóg? A Bóg myśli jedynie w kategoriach bezwysiłkowości, radości, nieograniczoności, szerzenia – i Miłości. Miłości. Miłości!

Czy wiesz, co udaremniało twe wysiłki, by być twórcą twego świata? Lęk. A lęk jest przeciwieństwem Miłości. Miłość jest podstawową energią Umysłu Boga. A jednak jak wiele razy próbowałeś się modlić o nową pracę lub nową karierę, o nowy związek, o nową pralkę i suszarkę, ponieważ bałeś siętego, że nie będziesz miał tych rzeczy? Ponieważ boisz się przetrwania, co już jest trzymaniem się niepoczytalnej myśli: cóż takiego mógłbyś przetrwać? Jesteś wiecznym Życiem i to nigdy nie zostanie ci zabrane. Próbujesz trzymać swoją rzeczywistość w kupie poprzez swoje wysiłki, by być sprawcą i wykonawcą, ponieważ boisz sięje puścić. A jednak w prawdzie nie jest to niczym więcej niż lękiem dziecka puszczającego ideę niewidzialnego mieszkającego pod jego łóżkiem potwora. Ale tam, gdzie zaczynasz stwarzać z miłujących myśli, wszechświat – to niewidzialne coś, co nazywam Duchem Świętym – może zacząć stapiać się z energią twej świadomości i zacząć doprowadzać do przejawienia, które odzwierciedla wibracyjne jakości Miłości. A to Miłość jest tym, co uzdrawia. Miłość jest tym, co przebacza. Miłość jest tym, co stwarza dla umysłu i serca przestrzeń, by mogły one ponownie dokonać wyboru. Bo widzisz, to jest energia, w której Bóg podtrzymuje cię z każdym twym oddechem, stwarzając przestrzeń dla Jego stworzeń, by tworzyły na nowo.

Miłość. Co by oznaczało dla ciebie szczere pytanie siebie przez cały czas w ciągu dnia:

Czy ta czynność, którą wykonuję; czy ta myśl, którą myślę, osadzona jest w mym pragnieniu, by szerzyć i nauczać jedynie Miłości?

Wielu z was przestraszy się, odkrywszy, że 98 procent tego, co robicie, nie jest w ogóle oparte na miłości, ale na lęku. Zatem – jeśli tak jest i z tobą – naucz się obejmować lęk sam w sobie. Spytaj się go:

Skąd się wziąłeś? Czego tak naprawdę się boję? Czy mogę odczuć to uczucie? Czy mogę objąć tę myśl? Czy mogę objąć całą tę ideę, to postrzeganie, które powoduje, że wybieram działania wynikające z pragnienia, by przetrwać, z pragnienia, by kontrolować drugiego, z pragnienia, by udowodnić sobie, że jestem niegodny nieograniczoności?

Miłość. Myśleć jedynie w oparciu o Miłość to powrócić na swe prawowite miejsce, w którym Stworzenie płynie poprzez ciebie jako narzędzie przejawienia. A jednak to, co płynie poprzez ciebie, już dłużej nie jest twoje. Ty jedynie się tym cieszysz jako świadek wielkiej Tajemnicy. Jesteś wolny. Jesteś przebudzony. Jesteś w pokoju. Jesteś w domu. Jesteś Chrystusem.

Wyobraź sobie życie, w którym wszystkie twoje stworzenia byłyby całkowicie miłujące. To właśnie jest Niebo na Ziemi.

Widzisz więc, nigdy nie było takiej rzeczy, która powodowałaby twój lęk. Lęk sam w sobie może powstać jedynie jako stworzenie, które wybrałeś w nieskończonym, wszechmocnym Umyśle, którym jesteś. Jeśli mógłbyś zajrzeć, co się dzieje w tyle twego umysłu za każdym razem, gdy jakieś wydarzenie lub cokolwiek wydaje się mieć miejsce, a ty zaczynasz czuć lęk, to jeśli mógłbyś cofnąć się o krok i spojrzeć za kurtynę owego przedstawienia, odkryłbyś jak sam mówisz:

Z głębi Chrystusa, którym jestem, decyduję się teraz stworzyć przerażający świat i doświadczenie lęku oraz wszystkiego, co się z nim wiąże – i właśnie teraz wchodzę w to stworzenie!

I oto jest – twoje doświadczenie, które wydaje się powodować twój konflikt. To pozbawia cię raczej wszystkich wymówek. I odbiera ci winę. Albowiem nawet twe najbardziej przepełnione lękiem stworzenia można objąć z doskonałą niewinnością. Dlaczego? Słuchaj uważnie: wszystko, co widzisz w świecie początków i końców, jest złudzeniem. Możesz to nazwać chwilową, tymczasową modyfikacją płynącej przez ciebie kreatywnej energii. Tak ją po prostu na chwilę wyrzeźbiłeś. Ale pomyśl o tym: czy kiedykolwiek usiłowałeś stwarzać bez miłości?

I tak oto dochodzimy do sedna dzisiejszego spotkania; stanie się ono cegiełką, na której w twej świadomości zbudujemy Niebo na Ziemi. Jeśli bowiem teraz słuchasz tych słów, wytworzonych dzięki bezwarunkowemu połączeniu się w całkowitej wolności dwóch umysłów – dwóch umysłów, które są gotowe, by kochać jeden drugiego tak bardzo, że nic nie może stać się barierą dla ich połączenia i ich stworzeń – gdy budujemy na tej podstawie, twoje życie zmieni się, to nieuniknione. Jeśli bowiem słuchasz tych słów, jest w tobie taka część, która już usłyszała to wezwanie do przebudzenia i przyniesienia Nieba na Ziemię. I do odważenia się na połączenie z najbardziej szaloną myślą, jaka kiedykolwiek przedostała się do krótkowzrocznego i wąskiego pola świadomości zwanego ludzkością – które mógłyś określić jako nic więcej niż wysiłek, by opierać się nieograniczoności.

Do egotycznej świadomości wkradła się maleńka, szalona idea.

Jak by to było mieć Niebo na Ziemi? To szalone, nie mogę myśleć tej myśli!

Kolejnego dnia zaś:

Jak by to było, gdyby wszystkie wody stały się czyste, a wszystkie dzieci były najedzone i kochane?

Wy wszyscy, każdy z was, kto teraz słucha tych słów – każdy z was jest jakimś bytem, duszą, istotą – nazwij to jakkolwiek chcesz – skupieniem nieograniczonego kreatywnego potencjału, iskrą Boskiego Światła. To właśnie ty już pozwoliłeś, by takie myśli zaczęły przesączać się do twej świadomości. I wówczas pierwsza rzecz, która się tworzy, to polaryzacja, ponieważ gdy Światło zaczyna wnikać w umysł, a następnie w dół do osobowości i ciała, to jest całkiem tak, jakby włączyć światło – pierwsze, co widzisz, to wszystkie te rzeczy w twej świadomości, które niepodobnesą do myśli o Niebie na Ziemi; które niepodobne są do myśli o byciu obecnością Chrystusa; które niepodobne są do myśli „Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy”.

I czasami wydaje się, że to nie jest za ładny widok. A jednak jest to konieczny proces, ponieważ chceszsię nauczyć – z zadziwieniem, zachwytem i niewinnością – rzucać światło na wszystkie swe błędne wytwory. Chcesz się zadziwić, jak takie coś mogło kiedykolwiek powstać: myśl o osądzie, myśl o lęku, myśl o braku, myśl o ograniczeniu. Niech owo tajemnicze „coś” oświetli Światłem Prawdy wszystko w twym polu istnienia, co niepodobne jest do prostoty Miłości. Albowiem rzucenie na to Światła już zaczyna rozpuszczać to w twej świadomości.

Oto dlaczego kiedyś powiedziałem, że nie jest konieczne, by szukać Miłości. Konieczne jest jedynie, by szukać wszystkich sposobów, za pomocą których zablokowałeś Miłość przed byciem twą jedyną rzeczywistością. Ototwój cel, oto dar czasu – zapytać:

Jak w tej chwili używam nieskończonej mocy mego istnienia, by stwarzać coś, co jest mniejsze od Miłości, coś mniejszego od tego, czego naprawdę pragnę?

To nagranie zatem jest pierwszym z serii tych, które przychodzi do was poprzez to narzędzie, za pośrednictwem tego połączenia, w którym wielu z nas – tych, których nazwałbyś nauczycielami, przyjaciółmi, mistrzami – przyjdzie, by nauczyć was jak działa świadomość i jak zacząć ponownie dyscyplinować i skupiać umysł do tego stopnia, żeby stał się on niczym laser, który nie widzi niczego poza Miłością.

Zatem chcemy również zasugerować, żeby ci z was, którzy słuchają tych słów, dali sobie czas, by przesłuchać je kilka razy w różnych okolicznościach. Zrób to w bardzo zrelaksowanym stanie umysłu, nie próbując uchwycić każdego pojedynczego słowa, ale pozwalając, by poruszyły cię niektóre wyrażenia i słowa. I spisz te, które cię poruszą. A potem zacznij proces stałego spisywania owych słów i wyrażeń każdego dnia przez co najmniej piętnaście, dwadzieścia minut w stanie niewinności i bez określonego celu. Spisz owe wyrażenia i słowa, które cię szczególnie poruszyły, gdyż to, co porusza emocjonalne ciało, zaczyna stwarzać przestrzeń, by narodziło się poprzez ciebie coś nowego. Zapewniam cię, nie jesteś sam. Nigdy nie miałeś żadnej prywatności. My to wszystko widzimy – i to jest w porządku.

To powiedziawszy, przerwiemy na kilka chwil, ponieważ zostaną teraz zadane pytania przez tych tu obecnych. Wielu z was będzie nieco zaskoczonych, uświadomiwszy sobie, że to te same pytania, które sami mieliście na myśli. Trwajcie więc w pokoju, a teraz zrobimy krótką przerwę.

Właśnie rozmawialiśmy o tym, że gdy w twym umyśle pojawia się pytanie, pojawia się ono nieprzypadkowo. Pytania bowiem – słuchajcie uważnie – pytania są podstawą odpowiedzi i zaprawdę kształtują odpowiedź, którą odkryjesz. Zatem jeśli pragniesz najwspanialszej odpowiedzi, zadaj najwspanialsze z pytań. Jeśli chcesz, by przyszła do ciebie jasność, zadawaj sobie i wszechświatowi jasne pytania.

Pytanie – gdy już się pojawi– jest impulsem energii, który przychodzi do świadomości, a jego celem jest pomóc ci wyjść poza stan zaciśnięcia. Gdy ów impuls wkracza do świadomości, do umysłu, pytanie to nie zostawi cię, póki nie pozwolisz na uświadomienie sobie odpowiedzi i zintegrowanie jej w swym istnieniu. I w tej samej chwili umiera stare „ja”, a ty już nigdy do niego nie wrócisz. Dlaczego więc nie zadawać pytań takich, jak:

Jak mogę być obecnością Chrystusa?
Czy jest możliwe, bym przejawiał cuda?
Czy w każdych okolicznościach mogę wybrać pokój?

Zapewniam cię, że poprzez zadawanie tego rodzaju pytań dosłownie zaczynasz zmieniać kierunek stwarzania swego doświadczenia, dzięki czemu możesz odkryć odpowiedź. Zatem jeśli pragniesz sprowadzić Niebo na Ziemię, to zamiast spoglądać na świat takim, jakim myślisz, że on jest, i mówić:

O mój Boże, jakie wielkie przede mną zadanie!

czemu by po prostu nie zapytać:

Jak w tej chwili Niebo może przyjść na Ziemię za moim pośrednictwem?

Odpowiedź nie pozostanie przed tobą ukryta.