Święta chwila

W przekazie tym Jeszua mówi m.in. o praktycznych aspektach świętowania Bożego Narodzenia i podaje konkretne ćwiczenia, jakie możesz robić, a które nadadzą prawdziwy sens świętowaniu narodzin Chrystusa w tobie.

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

Teraz zaczynamy.

Zaprawdę, bądźcie pozdrowieni, ukochani i święci przyjaciele. Zaprawdę, bądź pozdrowione, jednorodzone Dziecię Ojca, Boskości, Miłości. W prawdzie może istnieć tylko jeden Byt. W prawdzie może istnieć tylko jedna rzeczywistość. W prawdzie może istnieć tylko to, co jest prawdziwe.

Pamiętaj, że zawsze – bez względu na to, co ukazują ci oczy ciała, pozostajesz taki, jakim zostałeś stworzony. Zostałeś stworzony na obraz wszystkiego tego, czym jest Bóg, a Bóg jest jedynie Miłością. Zostałeś stworzony na obraz wszystkiego, czym jest Boskość, a Boskość szerzy się w nieskończoność i na wieki ze swego pragnienia objawiania miłości. Właśnie dlatego w każdej chwili, w której Miłość wyraża się poprzez ciebie, w niewinny i czysty sposób, bez przywiązań ani twojego osobistego wkładu, zawsze doświadczasz stanu spokoju i łatwości.

I w tamtym momencie – w Świętej Chwili – przypominasz sobie prawdę o tym, kim jesteś. W tym ułamku sekundy spoglądasz poza ciało. Spoglądasz ponad odległością pomiędzy tobą a twoim bratem czy siostrą i bawisz się błogością doskonałego zjednoczenia. W tamtym momencie twoje życie płynie bez wysiłku. W tamtym momencie płynie ono bez obaw, ponieważ nie ma w nim myśli o dniu jutrzejszym. Nie ma trzymania się wspomnień z przeszłości. Jest w nim jedynie ta wolność, w której Miłość – istota twojego jestestwa, istota Ducha, istota wszystkiego tego, czym jest Chrystus – przepływa na wskroś wyobrażeń przechowywanych niegdyś w umyśle, wzorców, z których niektóre mógłbyś nazwać karmą. Przenika ona przez blokady w komórkach ciała, którego reakcje pokazują, że Miłość rozszerzyła się na świat.

W takich chwilach dopełnia się duchowa podróż. Albowiem podróż ta kończy się jedynie w akcie pamiętania tego, czym zawsze byłeś, i tego, czym musisz być na zawsze. W tym sensie prawdą jest, że nie istnieje żadna ewolucja; nie ma żadnych strategii, które mogą doprowadzić cię do Boga – poza zapomnieniem twojego oddzielenia od Boga. W tamtych chwilach zapomnienia zaś – w owej Świętej Chwili, która sprowadza cię do pełni twojego jestestwa, do stanu pamiętania – Miłość płynie przez ciebie do świata na niezliczone sposoby, a żadna myśl tego nie przyćmiewa. Żadna myśl typu: „Zastanawiam się, co będę miał z tego dawania? Jak będę mógł kształtować wszechświat wokół mnie po to, aby wyciągnąć z niego – poprzez bycie kochającym – to, czego według siebie potrzebuję?”.

W chwilach czystej miłości istnieje tylko doskonałe zjednoczenie, doskonała niewinność. I nawet przebaczenie samo w sobie nie może dotknąć takiej chwili, ponieważ nie ma w niej żadnego potępienia.

A zatem postanawiasz żyć w Królestwie w każdej chwili, gdy dokonujesz wyboru, by zrezygnować ze swego „ja” i pozwolić Miłości, aby była obecna. I to ty przyjmujesz doświadczenie radości, gdy stajesz się świadkiem skutków Miłości. A gdzież możesz doświadczać skutków Miłości, jeśli nie doświadczysz jej najpierw w sobie?

Gdy Miłość płynie z Ducha poprzez duszę, poprzez podstawy osobowej matrycy, tożsamości i gdy przechodzi przez pole emocjonalne, a za pośrednictwem ciała dociera do świata, ty musisz być pierwszym, który ją otrzymuje. I to prowadzi nas do serca i duszy przesłania, którym pragniemy się z tobą w tym momencie podzielić. To nie twoje działania zapewniają ci Królestwo. To nie twoje osiągnięcia rozwijają w tobie świadomość Boga. Przychodzi to do ciebie przede wszystkim dzięki twojej chęci, by przyjąć rzeczywistość Królestwa, które jest doświadczeniem płynącej przez ciebie Miłości.

To właśnie miałem na myśli, gdy powiedziałem kiedyś: „Starajcie się naprzód o Królestwo w swoim wnętrzu, a to wszystko będzie wam dodane”. Albowiem w każdym dążeniu, którego podejmuje się umysł, gdy zapomina, kim naprawdę jest, on tak naprawdę nie zabiega o pieniądze, o sławę ani o znalezienie tak zwanej bratniej duszy, czy o to, by osiągnąć wielkie rzeczy. On jedynie szuka Miłości. Umysł tylko tego może poszukiwać, ponieważ jego przeznaczeniem jest dawanie jedynie tego.

Pamiętaj więc, że we wszystkich zadaniach, których postanowisz się podjąć, będzie tobą kierować jedna z dwóch rzeczy: Miłość lub lęk. Lęk może przyjść pod postacią wielu masek. Może on nawet być przebrany w uśmiech. Lęk rodzi się i przenika do twego matriksu czy też kanału, który napędza twoje działania, gdy zapominasz starać się naprzód o Królestwo, gdy zapominasz otworzyć i przyjąć Miłość, która jest zawsze dla ciebie obecna – w każdej chwili i w każdych warunkach.

Gdy zatem postanawiasz podtrzymywać decyzję, by starać się naprzód o Królestwo, to zadania, które sobie wyznaczasz, mogą zostać przepełnione Miłością, która będzie przez ciebie płynąć, a Jej Głos będzie kierował twoją kreatywnością, twoimi wyborami, twoimi decyzjami. Jednakże Miłość nadaje rzeczom nieco inne zabarwienie niż lęk. I to jest bardzo ważne rozróżnienie. Lęk będzie dążył do wyników danego zadania, albowiem lęk wierzy, że poprzez wykonanie zadania umysł ego otrzyma coś, czego – jak sądzi – mu brakuje. Miłość natomiast rozciągnie się na dane zadanie, ponieważ wie, że prawdziwe skarby to połączenie w chwilach nawiązania relacji, które pojawiają się po drodze. Są to te chwile, w których dusze mogą uzdrawiać, ucząc się praktyki przebaczenia, czyli niewinnego patrzenia – patrzenia cieniom prosto w oczy i wybierania w zamian miłości.

Miłość zatem nie skupia się na rezultatach. Miłość skupia się na Miłości. Lęk zaś jest skupiony na rezultatach. Może to jedynie oznaczać, że gdy podejmujesz się jakiegoś zadania i czujesz przygnębienie lub frustrację, gdy wynik nie został osiągnięty, to umysł, czy też twoja świadomość, przeniosły się w obszary lęku. Lęk to energia, która wierzy, że nie ma miłości, że nie ma połączenia z Bogiem. Rządzą nią przekonania typu: „Muszę zasłużyć na to, by się połączyć z Bogiem. Osiągnę to – i wszystko inne – dzięki wynikom”.

A jak by to było, gdybyś nauczył się patrzeć na każdy dzień nowymi oczami? Jak by to było, gdybyś spoglądał na każdy dzień jak na szansę, by dostrzec i odróżnić, na który z tych frontów przesuwa się twoja świadomość:

Czy pobudza mnie lęk czy też faktycznie jest to Miłość?

Jak rozpoznać różnicę? Jeśli czujesz frustrację, niepokój, przygnębienie i tym podobne, i wreszcie dostrzegasz, że umysł jest skupiony na rezultatach, które postanowiłeś osiągnąć, ale ich nie osiągasz, i z tego wyłania się twoje odczuwanie, to wiesz, że przystąpiłeś do danego zadania z poziomu lęku.

I co wówczas robisz? Cóż, to bardzo proste. Bierzesz jeden z owych biczów, zdejmujesz koszulę i zaczynasz się biczować. Afiszujesz się w gazetach ze swym zdjęciem, pod którym widnieje napis: „Patrzcie na niegodnego”. Wszyscy afiszowaliście się w ten sposób w waszych gazetach.

Ponieważ Miłość tak naprawdę nie potępia, ponieważ Miłość wszystko odnawia, to nawet jeśli pojawi się coś zrodzonego z lęku, to wystarczy, że się zatrzymasz i postarasz się naprzód o Królestwo oraz będziesz w nim przebywał aż do chwili, gdy poczujesz się odnowiony. Będziesz w nim przebywał dopóki nie otrzeźwiejesz, dopóki nie będziesz myślał swym prawidłowym umysłem, dopóki nie przyjmiesz Miłości po prostu dlatego, że dobrze jest tak uczynić. A potem, gdy twój umysł wróci do swojego zadania, po prostu poproś Miłość, by cię prowadziła; by przywróciła twój umysł i świadomość do rzeczywistości, abyś zrozumiał, że cudowne skarby, które zostaną ci przedstawione, nie opierają się na wyniku, lecz na chwilach nawiązania relacji, w których Miłość może zmienić wzorzec percepcji rządzący do tej pory twoim umysłem lub umysłem twojego brata czy siostry.

Chwile te określamy mianem Świętych Chwil. One rzeczywiście są najcenniejszym skarbem stworzenia. Albowiem tylko w takich chwilach – a one zawsze dotyczą związku – w takich chwilach rzeczywistość Miłości utrwala się jako podstawa twojej świadomości. A to nie jest niczym innym, jak powrotem do tego, co jest prawdziwe.

Chcemy więc teraz podzielić się z tobą przesłaniem, które może przemienić twoje życie. Nawet jeśli wszystko w nim płynie pięknie, to może płynąć jeszcze piękniej, ponieważ nie istnieje granica czy też dno dla głębi Boga. Paradoksalnie więc, ponieważ nie jesteś Stwórcą, lecz Jego stworzeniem, to masz okazję – podobnie jak ja ją miałem, gdy chodziłem po waszej planecie jako człowiek – by przetłumaczyć to, jak postrzegasz czas, jak szacujesz jego wartość i jak go używasz, by pogłębić swoją bezpośrednią pamięć Obecności Boga. A robisz to poprzez podtrzymywanie wyboru na rzecz Miłości, pamiętania Miłości, oddania Miłości, poddania się Miłości, poprzez naukę starania się naprzód o Królestwo i pozwalania, aby każde z twoich zadań wypływało z tego wyboru.

Kiedy budzisz się rano, masz przed sobą zadanie. Musisz podnieść głowę z poduszki, będziesz musiał postawić stopy na podłodze i zdecydować, w jakim kierunku te stopy poniosą ciało. Czyż nie tak? A jednak, jak często budziłeś się rano i natychmiast umysł angażował się w listę rzeczy do zrobienia i czasem bez twej wiedzy głos lęku stawał się głównym magnesem podnoszącym twoją głowę z poduszki, kładącym stopy na podłodze i sprawiającym, że pędzisz przez dzień przestraszony.

Jeśli tego nie zrobię, to co oni sobie pomyślą? O mój Boże, a co z tamtym?

I to się ciągnie bez końca.

Pewnego razu powiedziałem mojemu umiłowanemu bratu, że jedną z największych rzeczy, których mógł się nauczyć, jest „czekanie na Pana”, co oznacza „staranie się naprzód o Królestwo”, zanim jeszcze otworzysz w pełni oczy. W owej chwili, w której już wiesz, że obudziłeś się z nocnego snu i coś aktywizuje twoje ciało – jakaś myśl, jakiś impuls – w tamtej chwili, zanim oczy się otworzą, przypomnij sobie Boga. Wybierz Miłość. I podtrzymuj swoje odczuwanie jej, gdy przenika twoją duszę, umysł, emocje, osobowość, a nawet tkanki i komórki ciała. Upewnij się, że nie przynosisz ze sobą niczego, co wziąłeś ze sobą do snu, czyli jakiegokolwiek osądu brata czy siostry. Upewnij się, że tego dnia to Miłość, a nie lęk, będzie wprawiać w ruch twoje ciało.

Brzmi to całkiem prosto, nieprawdaż? A więc rzucę ci pewne wyzwanie: Trzymaj przy swoim łóżku listę lub terminarz i kiedy wstaniesz rano, weźmiesz prysznic i zrobisz cokolwiek masz do zrobienia – zaparzysz kawę lub wykonasz czternaście telefonów przez jedzeniem – zatrzymaj się zanim wyjdziesz z domu i zapytaj:

„Czy zanim otworzyłem oczy tego ranka, pamiętałem, by trwać w Miłości?”

Notuj na bieżąco! Naprawdę spokorniejesz, ponieważ ta prosta czynność jest najtrudniejszą rzeczą do osiągnięcia: nauczyć się wybierać Miłość w tak trudnym do uchwycenia momencie, w którym świadomość zaczyna się skupiać każdego ranka na sferze fizycznej. Pamiętanie o Miłości w tamtej chwili jest niełatwym zadaniem, ale można coraz lepiej wyćwiczyć umysł, by dokonywał tego wyboru.

Czy chciałbyś podjąć się takiego wyzwania? Pamiętaj, będziemy cię obserwować!

Ale nigdy, umiłowani przyjaciele, nie osądzimy cię ani nie potępimy.

Dla umysłu, który się obudził, każda chwila jest nowa. Dla umysłu, który trwa w świadomości prawdy, która jest zawsze prawdziwa, każda chwila jest świeża i nowa. Niemożliwe jest, aby taki umysł stracił cierpliwość wobec brata czy siostry, albowiem brak cierpliwości może zrodzić się tylko z lęku. Może zrodzić się tylko w umyśle, który zapomniał o Królestwie i dlatego podlicza wyniki, podsumowuje przeszłość i wydaje mu się, że przyszłość powinna przynieść określone rezultaty, a zatem druga osoba oczywiście nie będzie w stanie w pełni sprostać jego wymaganiom.

Miłość natomiast patrzy w niewinności na każdą istotę, ponieważ Miłość rozumie, że nie patrzy na kogoś innego, lecz na siebie samą. To może jedynie oznaczać, że troszczysz się o swojego brata i siostrę, ponieważ ty jesteś twoim bratem i siostrą. Dlatego często mówiłem, że twoimi największymi zbawicielami są ci, którzy, naprawdę cię prowokują. Bo czyż nie wzywają cię oni do cierpliwości? Czyż nie mobilizują cię do coraz głębszego odkrywania w sobie tego, co wciąż powstrzymuje Miłość przed objawieniem się? Albowiem Miłość dostarcza ci również mądrości, dzięki której wiesz, co masz zrobić w każdej chwili. Na szczęście i dzięki łasce, nie jest ci dane wiedzieć, co potrzebuje twój brat i siostra. Na szczęście i dzięki łasce, nie jest ci dane być opiekunem drugiej osoby, lecz przechowywać ją w swym sercu. Cóż to może znaczyć?

Przechowywać drugiego w swym sercu oznacza zachowywanie w swojej świadomości obrazu i pamięci o nich jako doskonałości prawdy, którą rzeczywiście są. W każdej zaś duszy zawiera się iskra Światła, która jest Chrystusowym Umysłem – tym całkowitym i doskonałym umysłem, stworzonym na obraz Boga. Przechowywać drugiego w swym sercu to być jego przyjacielem. Przyjaciel zaś to ten, który widzi innych jako Chrystusa w podróży przypominania sobie Chrystusa i utrzymuje ich w tym świetle dopóki oni sami nie będą w stanie utrzymać tego stanu dla siebie.

Przyjaciel nie potępia ani nie osądza. A zatem najwspanialszym stanem świadomości jest bycie przyjacielem świata. Lecz ponieważ nie wiesz, co twój brat lub siostra potrzebuje, to uwalnia cię od ciężaru, jaki się wiąże z przekonaniem, że musisz to wiedzieć. I w każdej chwili podtrzymujesz w sobie zdolność pamiętania naprzód Królestwa, przyjmowania Miłości, przebywania w tym miejscu, w którym Łaska może do ciebie mówić, i dlatego Duch Święty, czyli ta część umysłu, która pozostaje doskonale zjednoczona z Bogiem i jest słyszana wówczas, gdy inne wymiary twojego jestestwa pozostają w stanie pokoju – a pokój wymaga nieprzywiązywania się do świata – ów Duch Święty pokieruje twoimi słowami, gestami, wyborami i decyzjami. Może się okazać, że będziesz mówił, a może się okazać, że będziesz milczał. Nie ma co do tego żadnych odgórnych zaleceń, gdyż każda chwila jawi się jako czysta i nowa.

Staraj się zatem w swojej świadomości pragnąć Królestwa bardziej niż czegokolwiek innego; bardziej niż jakiegokolwiek rezultatu, jaki mógłbyś sobie wyobrazić; bardziej niż wszelkiego bogactwa, sławy czy czegokolwiek. Ponad wszystko staraj się pielęgnować w sobie pełne pasji pragnienie uwolnienia ze swej świadomości czegokolwiek, co przeszkadza w jej praktyce szukania najpierw Królestwa. Dzięki temu nawet podczas twojego życia w tym fizycznym wymiarze, gdy twoje ciało porusza się po tej planecie i pojawiają się decyzje, rachunki do zapłacenia i cała reszta, twój umysł będzie coraz częściej reagował w ten oto sposób:

Myślę, że po prostu przyjmę Miłość. Myślę, że po prostu przyjmę Miłość. Myślę, że po prostu będę nieprzerwanie pamiętał, że tylko Miłość jest prawdziwa.

Napij się owej życiodajnej, czystej wody, a potem przystąp do zadania, które jest przed tobą. Albowiem w ten sposób będziesz coraz wyraźniej słyszał przewodnictwo i mądrość Ducha Świętego.

Cóż takiego jednak mogłoby pojawić się w umyśle, co powstrzymywałoby go przed oddaniem władzy Duchowi Świętemu? Lęk. Lęk! Albowiem reguły tego świata nie przechytrzą Ducha Świętego i Jego przewodnictwa. Ono nie podlega zasadom, których nauczyłeś się od świata. W tym sensie mądrość jest radykalnie wolna. Duch Święty zaczyna cię prowadzić, gdy rozwijasz w sobie stan umysłu, który można nazwać radykalną wolnością, w której żadna część twojego umysłu nie obawia się, co sobie świat pomyśli. Umysł cielesny, osobowość, nawet sama dusza staje się oddanym sługą czegoś niewidzialnego, czegoś cichego, a jednak w swej mądrości wiedzącego, jak Miłość może służyć danej chwili, czymkolwiek ta chwila jest.

Ucieleśnienie takiego stanu świadomości jest prawdziwym celem, do którego wszyscy dążycie. Jest to prawdziwy rezultat, którego chce dusza. Umysł pogrążony w lęku stwarza dla tego stanu substytuty czy też bożki poprzez tłumaczenie rezultatów własnych planów i wysiłków, i zapominanie, że tylko Miłość jest prawdziwa. Umysł zapomina, że celem czasu i stworzenia jest jedynie ustanowienie układów odniesienia, w których mogą się wyłonić Święte Chwile, a umysły i serca przyjaciół mogą sobie przypomnieć i uświadomić Miłość.

Pokój nastaje zatem w twoim życiu, w twoich związkach, w twoich narodach, a ostatecznie na całym świecie, gdy istnieje tylko przyjaźń – prawdziwa przyjaźń – czy to pomiędzy przywódcą politycznym a osobą oddającą na niego głos, czy to pomiędzy mężem a żoną, mężczyzną a mężczyzną, kobietą a kobietą, człowiekiem i psem, kotem i psem – to bez znaczenia. Gdy wszelkie formy związków osadzają się na przyjaźni, to pokój zostaje przywrócony. Wówczas Niebo może nastać na ziemi.

Uczysz się zatem pragnąć, aby jedynie Miłość była twym przewodnikiem. Uczysz się rozpoznawać, że właśnie w owych chwilach Miłość zagłuszyła – tak to określmy – głos lęku. I wiesz, że przeżywałeś tysiące takich chwil, w których Miłość przepływała przez ciebie, a ty pozostawałeś z najsłodszym i najwznioślejszym uczuciem spełnienia. Pragniesz tych chwil coraz bardziej aż do momentu, gdy stają się one jak ocean, z którego wypływają fale twojego życia. Wówczas stajesz się dla świata darem, który może przemienić ów świat i faktycznie to czyni. Zaprawdę, możecie być pewni, umiłowani przyjaciele, że w owych chwilach, w których – poprzez pragnienie, doskonalenie i praktykę – pamiętaliście Miłość, już zaczęliście przemieniać świat. Podnieśliście krzyż służący ukrzyżowaniu, który jest symbolem brzemienia tego świata, i pokazaliście, że istnieje inna droga. Staliście się dosłownie fizycznym przykładem dla każdego brata i siostry, że w istocie nie ma potrzeby ciągłego krążenia w tych samych schematach. Istnieje inna droga i tą drogą jest Miłość.

Zaprawdę, poproszę każdego z was, który słyszy teraz te słowa, abyście w tej chwili zwrócili swą świadomość do wnętrza i wyobrazili sobie, że mówicie do samego siebie – do waszej duszy. A teraz zatrzymaj się i zaofiaruj sobie głębokie docenienie, głęboką wdzięczność, uczcij samego siebie za każda chwilę, w której jedynie Miłość cię prowadziła i jedynie Miłość była ofiarowana.

A potem zadaj sobie to proste pytanie:

Czy chciałbym więcej czy mniej takich chwil?

Jeśli odpowiedź brzmi: „więcej”, to po prostu odpowiedz „tak” temu pragnieniu. Zaproś Ducha Świętego, aby w coraz większym stopniu władał twoją świadomością. Poproś Go, aby stał się magnesem, który przed podjęciem każdej decyzji przyciąga twoją uwagę do Siebie. Albowiem Duch Święty może przyjść do ciebie tylko w takim stopniu, w jakim Go zaprosisz.

Zbliża się pewien czas w waszym kalendarzu, który nazywacie okresem Bożego Narodzenia. Tak jak mówiłem wam wiele razy wcześniej, możecie być pewni, że to nie był miesiąc moich narodzin na tym świecie, lecz czas ten stał się symbolem – symbolem narodzin Światła w świecie, podobnie jak moje życie stało się najbardziej uniwersalnym symbolem w ludzkiej psychice na to, co musi się wydarzyć w każdym stworzonym umyśle.

Albowiem tylko to, co naprawdę kładzie kres wędrówce duszy, przypomnienie, że tylko prawda jest prawdziwa, rozpoznanie tego, że Chrystus – który jest po prostu czystą świadomością niesplamioną przez lęk, spoczywającą w pamięci, że jedynie Miłość jest prawdziwa – ów symbol mego życia czczony w tym oto czasie Bożego Narodzenia – to właśnie powinno być przepełnione modlitwą, milczeniem, świętowaniem z prawdziwymi przyjaciółmi Serca. Z tymi, którzy są chętni połączyć się z tobą w świętowaniu każdej miłującej myśli, której doświadczyło was dwoje, was czworo czy też was stu.

Wyobraź sobie, że w trakcie Świąt Bożego Narodzenia opowiadacie jeden drugiemu historie o chwilach, w których wiedzieliście, że Miłość działała poprzez was. Tu w tym miejscu, w którym mieszkacie – na tym małym punkciku na Ziemi – używacie powiedzenia: „gawędzić” czy też „pogawędka”. Cóż by to były za cudowne historie! Gdybyście spotkali się w tym okresie Bożego Narodzenia, by się wzajemnie posłuchać, by podzielić się doświadczeniami, o których wiecie w swoich sercach i duszach – że Bóg, który jest jedynie Miłością, poruszał się poprzez was oraz mówił i działał na tym świecie. Czyż to nie byłyby wspaniałe święta? Czyż to nie byłby czas wielkiego świętowania, kiedy to oddawalibyście cześć wielkiej odwadze każdego z was w danej grupie za to, że ośmieliliście się wybrać działanie z miłości zamiast z lęku; kiedy to odłożylibyście wszelkie wspomnienia czy tez ślady myśli o chwilach, w których wydawało wam się, że zawiedliście i zrobilibyście tylko jedno: świętowali owe chwile Miłości – albowiem w tamtych chwilach działaliście jako ucieleśnienie Chrystusa. Dosłownie urzeczywistnialiście to, co było istotą mojego życia – przyjście Chrystusa na ziemię, do ciała i do umysłu oraz Jego narodziny w świecie. Albowiem każda Święta Chwila to Boże Narodzenie.

Czy chcielibyście urządzić takie spotkanie? Czy nie wywołuje to w was dreszczu radości i ekscytacji? A co by było, gdybyście zapakowali wasze prezenty i umieścili w nich tylko kartkę papieru lub kilka kartek, na których napisalibyście drugiej osobie o wszystkich chwilach, jakie przychodzą wam do głowy, w których otrzymaliście od tamtej osoby dar miłości? Czyż to nie byłby drogocenny podarunek? Przypomnienie bratu i siostrze, że faktycznie odnieśli sukces – i to prawdopodobnie dużo częściej niż to sobie uświadamiają.

Czy zechciałbyś to zrobić? Czy brzmi to jak dobry prezent do zaofiarowania drugiej osobie? Cóż takiego mógłbyś dać ze sfery materialnej, co mogłoby stanowić tak trwały dar? Co mogłoby dorównać darowi polegającemu na zakomunikowaniu świadomości drugiej osoby, że poprzez nią doświadczyłeś daru Miłości? Co mogłoby zainspirować tę duszę do poznania prawdy o tym, kim jest, do bycia zainspirowaną, do ożywiania jeszcze większej ilości tych chwil, w których rodziła Chrystusa?

A zatem wszystkim, którzy słyszą te słowa, pozostawimy swobodę, by wykazali inicjatywę i poeksperymentowali z tym całkowicie nowym podejściem do okresu Bożego Narodzenia. Możesz być pewien, że wasze PKB nie będzie przez to wyglądało najlepiej, lecz czyż to ono ma w te święta dobrze wyglądać?

Czy nie nadszedł czas, by promienieć jasnością, która uzdrowi wszelkie rany i lęki, nieufność i osąd? Czy nie nadszedł czas, aby Chrystus narodził się w tym świecie? By naprawdę świętować i być przedmiotem świętowania i uwielbienia? W jaki sposób możesz oddawać chwałę Chrystusowi? Z pewnością nie poprzez uczestnictwo w czynnościach, w których cała uwaga jest skupiona na mnie. Zamiast tego stwórz takie czynności, w których zaofiarujesz swoją uwagę i chwałę Miłości braciom i siostrom, poprzez których Miłość dotknęła twoją duszę. To właśnie oznacza oddawać cześć Chrystusowi i musi być to powszechnie rozpoznane.

Ja tak naprawdę nie mogę się doczekać dnia, w którym życie Jezusa, syna Józefa zostanie całkowicie zapomniane przez wszystkich, ponieważ będą oni zbyt zajęci byciem Nim oraz świętowaniem życia i obecności Chrystusowego Umysłu między sobą. A wówczas, gdy moje imię się pojawi, to ktoś powie:

Ach tak, był jakiś brat o tym imieniu. Chyba żył tutaj dawno temu. Wróćmy do tego, czym zajmujemy się w tej chwili.

To rzeczywiście byłoby coś odmiennego.

Przyjrzałem się temu, co nazywacie opartą na moim imieniu religią. I zapewniam cię, że wywołało to smutek w moim sercu i duszy, ponieważ moje przesłanie nie zostało usłyszane ani przyjęte. Posługując się projekcją przerzucono chwałę na posłańca zamiast uwielbić jego przesłanie.

Podczas Bożego Narodzenia, gdy tak wielu gromadzi się w tych budynkach, by mnie wspominać, by skupiać uwagę na historycznym wydarzeniu, które miało miejsce tak dawno temu, widzę, jak w swych duszach próbują oni z lęku dokonać projekcji Chrystusowego Umysłu na zewnątrz siebie i trzymać go w bezpiecznej odległości. A gdy opuszczają te budynki, nie dokonała się żadna przemiana. Jeśli chcesz mnie pamiętać tego dnia, proszę zapamiętaj mnie jako przyjaciela dla świata, brata równego każdemu z was i pod żadnym względem niebędącego ponad wami. Jeśli chcesz mi oddać jakąkolwiek cześć, proszę, przypomnij swoim braciom i siostrom o tych chwilach, w których to oni przynieśli ci dary Chrystusa; o tych chwilach, gdy zostałeś podniesiony na duchu i zainspirowany, o chwilach, w których zostałeś uzdrowiony i przemieniony w ich obecności, gdy podjęli się oni tego odważnego czynu pozwolenia, by za ich pośrednictwem została dana Miłość. Gdy będziesz świętował w ten sposób, moje serce zaprawdę się rozraduje. Oto przemiana, jaka musi zajść na waszej planecie i w waszej ludzkiej świadomości.

Jedynie lęk dokonuje projekcji sedna prawdy na zewnątrz ciebie i utrzymuje ją na dystans. Ten świat nie ma ci do zaofiarowania niczego, czego mógłbyś potrzebować. Żadna materialna rzecz cię nie dopełni. Żaden związek cię nie dopełni. Nic nie może cię dopełnić. Już jesteś spełniony
w swoim doskonałym związku z Bogiem. Twoim jedynym zadaniem jest rozwijać w sobie coraz bardziej pamięć tego, bo to właśnie w tych chwilach, w których Miłość płynęła poprzez ciebie, doświadczałeś najgłębszego pokoju, największej radości, najgłębszej pewności co do tego, kim jesteś. To jest ów wzniosły stan. To jest ów subtelny element, którego poszukujesz w każdym opartym na rezultatach obrazie, marzeniu czy przedsięwzięciu. Czy to ma dla was sens?

Święta Bożego Narodzenia, msza ku czci Chrystusa. Czemu nie miałoby to być świętowanie całej masy Chrystusów, radujących się sobą nawzajem? Aż pewnego dnia masa krytyczna zostanie osiągnięta i nie będzie już potrzebny żaden krytycyzm.

Zaprawdę, ukochani przyjaciele, są takie chwile, kiedy wielu z nas chciałoby po prostu znaleźć sposób na to, by zsunąć z waszych umysłów to, co nazywacie zasłoną ignorancji czy też zapomnienia. My widzimy, kiedy cierpicie, czujemy, kiedy cierpicie, ponieważ jesteśmy jednym z wami, ponieważ jesteście aspektem Chrystusowego Umysłu, jedynym świętym Synem Bożym. A jednak ze względu na waszą suwerenność nikt nie może zdjąć tych zasłon za was. One pozostają na swoim miejscu tylko dlatego, że je wybraliście. Spójrz więc w wielkiej niewinności i zobacz, na czym się opierasz, gdy postanawiasz, aby kierował tobą lęk, a nie Miłość. Albowiem wszystko, co się pojawia, pojawia się tylko w ramach twojej własnej suwerennej świadomości. I możesz zobaczyć na zewnątrz jedynie to, co postanowiłeś widzieć wewnątrz. I jesteś w stanie osądzić to, co na zewnątrz, tylko dlatego, że już osądziłeś samego siebie.

Kiedy doświadczasz niecierpliwości w stosunku do jakiegoś brata czy siostry, jest tak dlatego, że istnieje w tobie takie miejsce, w którym byłeś niecierpliwy wobec samego siebie. Jest takie miejsce w tobie, które woła o twoje przebaczenie i miłość. I gdy znajdujesz owo miejsce w swoim wnętrzu i przynosisz do niego światło, i szerzysz tę Miłość na tę część ciebie, nagle odkrywasz, że w stosunku do drugiej osoby czujesz jedynie cierpliwość. Za każdym razem, gdy patrzysz na kogokolwiek lub na cokolwiek z osądem, może to być jedynie projekcją odzwierciedlenia w twoim własnym wnętrzu, które osądziłeś.

Gdy postrzegasz jakiś brak w świecie, jest tak dlatego, że w danym momencie wybrałeś postrzeganie, że brak mieszka w tobie. Co zatem przywraca świadomość świętego widzenia? Powinieneś już to wiedzieć – decyzja, by wybrać Królestwo; by po prostu zatrzymać się i sobie o tym przypomnieć. By upoić się tą Miłością do siebie, by pozwolić, aby dobrze w ciebie wniknęła, a potem, gdy ponownie otworzysz oczy, nagle okazuje się, że świat, który widzisz, się zmienił. Albowiem Miłość naprawdę zmienia i uzdrawia wszystko. A to jest jedynym celem, jaki czas i przestrzeń mogą mieć. Nie ma tu niczego do osiągnięcia poza jednym: przywróceniem pamięci Boga w siedzibie duszy, tak że staje się ona dla Miłości doskonałym harmonijnym kanałem stwarzania.

Gdy zatem podejmiesz się swoich planów, będziesz wiedział, że ty jedynie tworzysz środowisko, za pomocą którego będą mogły się wyłonić Święte Chwile. To są powody do świętowania! To są powody do tego, by tańczyć! To są powody do wielbienia! To są powody do bycia wdzięcznym! Patrzysz teraz na wszystkie chwile jak na wymówki, by dobrze się bawić. Nie rozwiązujesz problemu głodu na ziemi. Nie kładziesz kresu problemowi molestowania dzieci. We wszystkich układach odniesienia, w jakie wkraczasz, szukasz relacji, w której umysłom zostaje przywrócona Miłość, gdy łączą się one w tej relacji. A to oczywiście kładzie kres problemowi głodu na ziemi, problemowi molestowania dzieci i wszystkiemu, co nie jest Miłością.

We wszystkich swych przedsięwzięciach nie staraj się więc osiągnąć rezultatu, który sobie wyznaczyłeś, lecz raczej pozwól Miłości, aby była strumieniem, który cię niesie i dodaje ci energii w twej podróży w danym układzie odniesienia. I bądź czujny na owe chwile połączenia z drugą osobą, która bawi się z tobą w tym układzie odniesienia, po to, abyście mogli sobie przypomnieć Miłość.

Zakończymy zatem to proste przesłanie jeszcze jednym ćwiczeniem. Gdy wieczorem będziesz przykładał głowę do poduszki i zauważysz, że zmęczenie ciała powoduje skupienie uwagi na odpływaniu świadomości – gdy dusza faktycznie zaczyna wycofywać swoją uwagę ze sfery fizycznej i podróżować ku innym wymiarom podczas, gdy ciało śpi – w tym okresie przejściowym, tuż przed odpłynięciem w stan snu, zapytaj siebie:

Jak wiele Świętych Chwil pozwoliłem sobie dzisiaj doświadczyć?

Możesz być pewien, że będą takie chwile, kiedy twoją odpowiedzią będzie wielkie okrągłe zero. Pamiętasz takie dni? Czyż nie wydaje się wówczas, że świat jest bardzo przygnębiający? Pamiętaj jednak, że na zewnątrz możesz widzieć jedynie to, co już zobaczyłeś wewnątrz.

To jest bardzo potężne ćwiczenie, którego wcale nie przekazuję ci beztrosko. Posłuchaj uważnie – dokładnie to samo pytanie zostało mi zadane przez jednego z moich esseńskich nauczycieli, gdy miałem około czternastu lat. I było mi zadawane każdego dnia przez następne dwa lata! „Czy pamiętałeś wczoraj wieczorem przed położeniem się spać – ty, młody Jezusie, synu Józefa, któremu wydaje się, że zna wszystkie odpowiedzi – czy pamiętałeś policzyć swoje Święte Chwile?” I jak dobrze wiesz, w wieku czternastu lat jest często wiele zer i wiele: „Nie, znowu zapomniałem”.

A gdy wreszcie zacząłem doświadczać transformującej mocy tego przypomnienia, zacząłem też sobie uświadamiać mądrość mojego nauczyciela i wtedy coraz bardziej, każdego wieczoru, rozkoszowałem się tym czasem – tuż przed ową chwilą odpływania świadomości – kiedy to mogłem sobie przypomnieć Święte Chwile, których doświadczyłem danego dnia. Ten czas był dla mnie jak najsłodsze cukierki; stał się najcenniejszym czasem w mojej świadomości. I od momentu, gdy miałem piętnaście i pół roku praktyka ta stała się podstawą i sensem mojego wstawania każdego poranka. W ten sposób podtrzymywałem układ odniesienia, w którym mogłyby pojawić się Święte Chwile. Właśnie to napędzało całą moją posługę; właśnie to napędzało całe pole mojego pragnienia aż do momentu, gdy było ono tak mocno ugruntowane, tak głęboko osadzone, że nie mogłem się go pozbyć. I wszystko w polu mojej świadomości, suwerenności mojej duszy – ty też masz swoje pole suwerenności – stało się w pełni określone, zsynchronizowane, poświęcone i oddane tylko jednemu – temu, by doświadczyć Świętej Chwili. Wszystko w moim umyśle – nawet każdy mój ruch – zostało za moją zgodą przemienione tak, aby służyło doświadczeniu Świętej Chwili

Pozwól, że przedstawię ci na to drobny dowód. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, dlaczego nieustannie próbowałem połączyć się z umysłami takimi, jak umysł tego mojego kochanego brata, po to, aby znaleźć układ odniesienia, za pomocą którego mógłbym komunikować się i łączyć z moimi braćmi i siostrami? Czy jest tak dlatego, że uważam, iż macie urojenia? Czy dlatego, że myślę, iż trzeba was poprawić? Bynajmniej. Impuls całej pracy, jaką wykonuję po to, by wejść w pole ludzkiej świadomości, bierze się z doświadczenia i wiedzy, że Święta Chwila jest perłą ponad jakąkolwiek cenę. Albowiem w Świętej Chwili pamięta się doskonale Boga.

No cóż, wyszło szydło z worka.

Wyobraź sobie coś takiego… Wyobraź sobie, że po raz ostatni chodzisz po swojej Ziemi utożsamiony z workiem cząsteczek, które nazywasz ciałem. I wszystko w tobie jest skoncentrowane jedynie na tworzeniu takich układów odniesienia, w których między tobą a twoimi braćmi i siostrami może dojść do doświadczenia Świętej Chwili. Jedynie to sprawia, że podnosisz głowę z poduszki każdego ranka. Jak by to było żyć w ten sposób? Czyż nie warto się nad tym zastanowić? Jest w porządku, że miewałeś chwile, w których zdarzało ci się chcieć czegoś innego. I oto udowodniłeś sobie winę, deprawację, swoją porażkę; udowodniłeś sobie, że świat jest naprawdę złym miejscem i tym podobne rzeczy… To wszystko są jedynie filmy w kinie – wiesz, jak w tych kinach, do których idziesz obejrzeć film i masz tam dziesięć lub dwanaście ekranów, a ty wybierasz, które obrazy będą wibrować w twoim systemie nerwowym. Wszystkie te wybory w umyśle są tylko filmami. Tylko filmami. Tylko filmami. Prędzej czy później zmęczysz się patrzeniem na ekran i odłożysz na bok popcorn. Rzucisz na podłogę serwetkę i wyjdziesz z kina, wyjdziesz na zewnątrz, wrócisz do Rzeczywistości.

A Rzeczywistość jest Obecnością Miłości. Wielką radością związku. Te chwile, w których dwa umysły łączą się – i to jest oczywiście najwspanialsze, czego możecie dokonać – gdziekolwiek dwóch lub więcej zbiera się w imię moje… Co to znaczyło? W wibracji rozpoznania, że tylko Święta Chwila ma jakąkolwiek wartość jako środek uzasadniający świętowanie i uwielbienie – oznacza to Rzeczywistość Bożej Obecności.

Pomiędzy dniem dzisiejszym a dniem Bożego Narodzenia masz konkretną ilość dni, kiedy to będziesz rankiem podnosił głowę z poduszki i kładł ją na niej znowu wieczorem. A co, gdybyś poświęcił ów czas między chwilą obecną a dniem Bożego Narodzenia na to, aby przystąpić do ćwiczeń, które wam sugerowałem w trakcie tego spotkania? Podczas tych praktyk nauczysz się rozkoszować Świętymi Chwilami z twoimi braćmi i siostrami oraz z wielką żarliwością pragnąć poświęcać całą swoją uwagę na ich doświadczanie. Czyż to nie wprowadzi cię w Święta Bożego Narodzenia niepodobne do żadnych innych? Będziesz bowiem w stanie cieszyć się mądrością i głębią radości w takim stopniu, w jakim pozwoliłeś im rozwinąć się w swojej świadomości, podobnie jak wyćwiczyłeś się, aby nie zadowalać się tylko oglądaniem jakichś filmów.

Oto dopełniło się przesłanie, które chciałem wam przekazać – tym z was, którzy są tu obecni i tym z was, którzy będą obecni, gdy usłyszą wypowiedziane tu teraz słowa.

Boże Narodzenie to naprawdę cenny dar, jeśli patrzy się na nie z właściwej perspektywy. Użyte dla właściwego celu – aby było Chrystusową Mszą – Świętowaniem Chrystusa. Jest to połączenie z braćmi i siostrami w świętowaniu każdej Świętej Chwili, która promieniała z ciebie w ciemność tego obłąkanego świata. Pamiętaj bowiem, że świat zrodził się z pragnienia stworzenia czegoś, co przeciwstawia się Królestwu. I od tej samej chwili Miłość pracowała na rzecz przemiany snu i przywrócenia rzeczywistości.

Świętuj swoje sukcesy, świętuj swoje Święte Chwile poprzez wzajemne świętowanie waszych miłujących myśli i gestów – chwil, w których każdy z was zrodził i wyraził Chrystusa.

A więc zapytam tych z was, którzy są tu teraz obecni: jak się macie?

Dobrze.

To dobrze!

Czy ktoś z was chciałby publicznie zadeklarować chęć do nałogowego uzależnienia się od Świętych Chwil? Możecie nawet stworzyć dla siebie grupy wsparcia.

Któż by chciał wyjść z takiego nałogu? Zobaczysz nawet, jak możecie się wspierać w jego pogłębianiu!

To powiedziawszy, faktycznie nie przez przypadek podsunięto wam to porównanie – choć zabrzmiało ono trochę tak, jakbym sobie drwiny stroił – chyba tak to nazywacie. Zapewniam was jednak, że ja niczego nie stroję.

Jak by to było przemienić cel twoich związków i twoich przyjaźni, aby głównym ich zamiarem było wspieranie drugiej osoby w pamiętaniu i podtrzymywaniu Świętych Chwil? Czy to zmieniłoby wasze spotkania biznesowe? Albowiem w tym jest prawdziwa moc i dar twoich związków i twoich przyjaźni: by odnaleźć, wyszukać i przyciągnąć je do siebie i by nie godzić się na nic mniejszego niż związki oparte na świętym pragnieniu rozwijania zdolności pamiętania Miłości, tak abyście spotykając się mogli doświadczać coraz więcej Świętych Chwil. Czy warto byłoby mieć taki cel?

No cóż, to zależy od ciebie! To zależy od ciebie!

Bacz zatem uważnie na to, co zostało właśnie powiedziane – że wyszukasz i poprzez swoje pragnienie przyciągniesz do siebie – nie godząc się na nic mniejszego – związki oparte na tym zobowiązaniu.

No cóż, to dotyczy również mojego dziadka.

Nie chodzi o to, że odrzucasz drugą osobę. Oznacza, że przyglądasz się mądrze temu, w co angażujesz swój czas i energię. Które ze związków w twoim życiu faktycznie się do tego nadają? Który z nich by się nadał, gdybyś tylko dał z siebie odrobinę i zaplanował spotkanie biznesowe poświęcone omówieniu tego, jak twój związek może być przemieniony i udoskonalony na tyle, aby pomagał wam we wzajemnym wspieraniu się w doświadczaniu Świętych Chwil? Możesz być pewny, że jeśli – nawet w tej chwili – pozwolisz sobie na uważne zbadanie wszystkich swoich związków, to zobaczysz natychmiast, którym – być może – powinieneś poświęcać mniej czasu i energii, a które przyniosą dużo dobrych owoców przy niewielkim wysiłku z twojej strony. Czy byłbyś chętny, aby to zrobić?

Kilkoro z was trzyma w swoim umyśle pytania. W istocie, niektórych z tych pytań trzymaliście się tak kurczowo, że to, czym się tu dzieliliśmy, czasami się od tych pytań odbijało.

Kto z was chciałby zatem zadać pytanie, któremu moglibyśmy się razem przyjrzeć? Nie zadasz go jednak? Czyż nie jest tak dlatego, że część ciebie zna odpowiedź, która już została udzielona? To zaś może oznaczać tylko to, że pytania przechowywane w twoim umyśle nigdy nie są tak naprawdę czymś prywatnym. Czy wiedziałeś, że kiedy coś się dzieje w twoim życiu i wchodzisz do pokoju podczas jakiejś imprezy z pytaniem kołaczącym się w twojej głowie, to wszyscy natychmiast wiedzą, co się dzieje w twojej świadomości? Dzięki społecznemu dostosowaniu będą oni oczywiście udawać, że tego nie wiedzą. Nie ma czegoś takiego jak prywatność, ponieważ wszystkie umysły są tylko fragmentami jednego Umysłu. Nie ma niczego, czego wszyscy by już nie wiedzieli. Nie warto więc wysilać się, by coś ukrywać.

Rzeczywiście…

A więc jak się wszyscy miewacie? Czy warto było poświęcić czas, żeby uczestniczyć w tym spotkaniu?

Obawiam się, że muszę was poinformować, że to nie było warte mojego czasu – bo ja nie mam żadnego czasu! Mam tylko nadzieję, że było to warte czasu mojego brata, który pozwolił mi użyć swego umysłu i ciała.

Ponieważ to krótkie spotkanie ma się ku końcowi, chcę, żebyś wiedział jedno: Kocham cię. Moja miłość do ciebie jest tak wielka i głęboka, że nie możesz jej pojąć dopóki twoja świadomość nie będzie tak mocno osadzona w pragnieniu Świętych Chwil, że staną się one niczym mocno splecione ze sobą na sznurku korale, tak mocno, że czas zniknie i pozostanie tylko jedna ciągła Święta Chwila. Albowiem w tejże chwili będziesz tak mocno osadzony w Chrystusowym Umyśle, że będziesz mnie znał doskonale, ponieważ będziesz znał siebie, razem zaś będziemy znali Ojca i Ojciec będzie znał nas, zaś nasza podróż do snów zostanie przemieniona w świętowanie Królestwa Niebieskiego, które nie zna ani narodzin, ani śmierci, ani ograniczenia.

Jestem jedynie twoim przyjacielem i twoim bratem, i zapewniam cię, że nie jestem oddzielony od miejsca, w którym ty się znajdujesz. Zaś w ciszy twego serca i umysłu możesz się ze mną połączyć kiedykolwiek chcesz, ponieważ nie będziesz miał trudności z przekonaniem mnie, abym użył jakiegoś związku do wykreowania Świętej Chwili. Ja zawsze jestem skory do zabawy! To zaś może oznaczać jedynie to, że nie jesteś sam. Nie może być tak, że pójdziesz gdzieś, gdzie nie będziesz dostrzeżony, usłyszany, rozpoznany i przywrócony jako dar i moc Miłości. A zatem proszę cię, pamiętaj, że jestem jedynie przyjacielem i bratem dla świata i że wzywam wszystkich, którzy chcieliby posłuchać pełnej chwały Chrystusowej Mszy – Chrystusowego Świętowania.

Zaprawdę zatem Wesołych Świąt Bożego Narodzenia dla każdego z was.

Amen.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf