Maria Magdalena

Zapraszamy do obejrzenia nowo przetłumaczonego filmu z channelingiem Jeszuy z 2011 r:

A oto tekst tłumaczenia filmu:

Maria Magdalena
Intymne zwierzenia Jeszuy

Channeling Jeszuy za pośrednictwem Jayema
w lesie Saint Baume Aix-en-Provence

Wrzesień 2011 r.

Teraz zaczynamy.

I zaprawdę witam was, umiłowani i święci przyjaciele. Zaprawdę witam was, którzy podróżujecie z tak daleka, że nie pamiętacie pradawnego początku. A powiadam wam: nigdy nie podróżowaliście oddzieleni ode mnie, albowiem zawsze i wiecznie ten, kogo zrodził Ojciec, by jaśniał chwałą Boga, jest Jedną Istotą, Jedną Duszą, Jednym czystym Istnieniem. Oto, kim naprawdę jesteś i kim pozostajesz. Oto wszystko, czym zawsze będziesz.

A jednak śniłeś, wierzyłeś i pragnąłeś – w nieskończonej wolności, jaką dał nam Ojciec – wytworzyć to, co zwane jest oddzieleniem. I spojrzawszy z tego pradawnego oddzielenia, ujrzałeś nierzeczywisty świat. Zaprawdę wytwarzałeś świat za światem, świat za światem, zstępując, opadając kaskadą, zatracając wibrację Jedności czystego Światła, po to, by stworzyć doświadczenia, po to, by zakosztować jak to jest żyć wiedzą, że masz nieskończoną wolność tworzenia wedle własnej woli.

I w tej woli przyszedł taki moment, taka chwila, kiedy zacząłeś tracić święte widzenie, że twój świat jest światem Ojca. Zacząłeś sobie przywłaszczać, brać na własność ten świat i wówczas pojawiła się mała, szalona idea: jak by to było, gdyby tak stworzyć energię, której Ojciec nie zna? A taka energia może być tylko zaciśnięciem się w lęku.

To jest zatem w istocie jedyna energia, o której można powiedzieć, że ją stworzyłeś. . Uczyniłeś to przez wzięcie Miłości i wywrócenie jej na drugą stronę, aby odgrodzić się od Siebie; aby stworzyć miraż, iluzję, wypaczenie, optyczne złudzenie, że patrzysz na rzeczy, które nie są aspektem ciebie samego… że zaprawdę możesz spojrzeć na coś, co nie jest tobą… że możesz w ten sposób tworzyć – poprzez rozbrzmiewające coraz dalej echo lęku – coś, co jest całkowicie oddzielone od Miłości Boga i spoglądać na to, i wierzyć, że oddzielenie jest prawdziwe.

Zatem każde uzdrowienie jest powrotem do pierwotnej pełni, ponownym oświeceniem w głębi tego, kto widzi, tak by to widzenie było ponownie jednym z tym, co widzi Bóg. Bóg więc spogląda na ciebie i widzi jedynie to Ja, które zrodził. Owo Ja nigdy nie zbacza z drogi, nigdy się nie zmienia, i dlatego w Ojcu nie może być żadnego osądu, skoro Ojciec widzi jedynie to, co jest na Jego lub Jej podobieństwo.

Jednakże, gdy Ojciec spogląda na ciebie i widzi to promienne nieskończone Światło, które samo w sobie jest dowodem na istnienie Boga, to spogląda On na ciebie z wielkim zachwytem zrodzonym z nieskończonej wolności i w pełni pozwala ci tworzyć dowolne doświadczenie, jakiego sobie zażyczysz. Wie bowiem bardzo dobrze, że to, co tworzysz, może być tylko tymczasową wibracją, która generuje pewne złudzenie optyczne, pewną jakość doświadczenia, którym wkrótce się zmęczysz, gdy w końcu zaczniesz zauważać, że jest takie coś, czego pragniesz, a co – jak się zdaje – utraciłeś.

A zatem w podróży tego, co wydaje się być duszą każdej indywidualnej istoty – będącą niczym gwiazda, która wybuchając rozpadła się na miliony maleńkich gwiazd, nadal jednak pozostając samym Światłem – nadchodzi taki moment, poruszenie, zwrot, który zaczyna się w tej duszy, będącej nadal jednym i tym samym, co Jedna Istota, którą stworzył Ojciec, Jedno Światło… Dusza doświadcza poruszenia: pragnie poznać, pragnie powrócić do pierwotnej pełni. I od tej chwili – a mówiłem już o tym wiele razy i na wiele sposobów – od tej chwili, gdy zaczyna się pragnienie, by nie tworzyć już dłużej odmiennie od Boga, ponieważ dopełniło się już doświadczenie takiego tworzenia, dokładnie w momencie, kiedy pojawia się pragnienie, by powróciła pierwotna pełnia – właśnie w tym momencie Ojciec sam zaczyna przenikać Swoje stworzenie, zaczyna jaśnieć magnetycznym Światłem Swej własnej Istoty do samej głębi tego, co starałeś się stworzyć i co wierzyłeś, że zostało dla Ojca utracone, i zaczyna On przyciągać cię z powrotem do Siebie, co oznacza powrót do twego własnego Ja.

Kiedy w tej nieskończonej kaskadzie zstępującego snu, który obniża jakość wibracji, Stworzenie zaczyna emitować pewne anielskie częstotliwości, które nie są już dłużej możliwe, gdy na skutek energii lęku się zagęszczasz, wówczas pojawia się fizyczny wszechświat i to, co jest początkiem czegoś, co zwiesz ciałem.

Nie można zejść głębiej w oddzielenie niż przekonując samego siebie, że jesteś ciałem i niczym innym, albowiem oczy ciała mogą pokazywać ci jedynie nierzeczywisty świat, to znaczy mogą one jedynie udowadniać ci – gdy patrzysz oczami ciała – że oddzielenie naprawdę istnieje. Jeśli będziesz oglądał to nagranie na tym, co zwiecie odtwarzaczem wideo, będziesz patrzył oczami ciała i wierzył, że patrzysz na inne ciało, produkujące jakieś słowa i jakieś nauki w jakimś odległym od ciebie miejscu, ponieważ myślisz, że jesteś ciałem i w ten sposób odrzucasz wszystko, co jest wokół ciała.

Lecz zaprawdę, jeśli tylko mógłbyś to przyjąć – ponieważ oddzielenie w ogóle nie istnieje i nigdy nie mogłoby istnieć, to jesteś wszędzie – teraz. Nie ciało – ty. Potencjał tego, co zwiesz świadomością, która oświeca jaźń – owo pole potencjału Światła; to, co wie, że coś istnieje – otacza ciało w tej chwili. Znajduje się on nieskończenie pod poziomiem ciała i nieskończenie ponad ciałem. Ciało zatem wyłoniło się z wnętrza doskonałej Jedności Światła. Tym jesteś i tym pozostaniesz.

I kiedy zaczyna się zwrot i rodzi się zachwycające pragnienie, by odważyć się wyruszyć poprzez to, co wydaje się nieznane, abyś mógł odzyskać swą pierwotną pełnię, nie rozpoznajesz tego, że już musisz wiedzieć, czym ona jest, skoro masz świadomość, że została utracona. Nie ufasz zatem, że w rdzeniu twej własnej duszy dzieje się wielkie przebudzenie, że zaprawdę owo przebudzenie już się dokonało i że nieuchronnie sprowadzi ono to, co zwiesz oświeceniem, do pełni twej promiennej świadomości, gdy odzyskasz „zagubioną owcę”, utracony wymiar twego Jednego Istnienia.

A zatem w samym środku tego niezwykłego procesu, tej próby wytworzenia energii zwanej lękiem, która mogłaby stworzyć oddzielenie i utratę Jedności, zostały wzbudzone światy za światami i kolejne światy, aż w końcu znalazłeś się tutaj. I jak wielu z was jest tego świadomych, dość często tutaj trafiacie, albowiem, gdy zaczynasz się budzić i przywracasz sfery swego własnego istnienia, gdy przyglądasz się jeszcze raz i przyjmujesz przemianę podróży zapomnienia w podróż przypomnienia, zaprawdę odzyskujesz to, co niektórzy nazwaliby innymi wcieleniami, innymi światami, innymi wymiarami. I to wszystko będzie ci się wydawało tak niezwykłe, jednak to po prostu jest tym, czym jesteś. Najbardziej niezwykłym wydarzeniem, jakie kiedykolwiek miało miejsce, jest to, że uwierzyłeś, iż udało ci się dokonać oddzielenia. Oto najbardziej niezwykła rzecz, jaka może pojawić się w świadomości.

Podróż do domu będzie pełna wielu momentów objawień, wielu niezwykłych chwil oświecenia, albo, jak powiedzieliby niektórzy – co to za słowo? – wielu ekstaz – tego, co uwalnia cię z twych schematów, i ponownie będziesz czuł, że jest to tak niezwykłe, lecz to jest tylko jeden krok na drodze powrotu do twej własnej pierwotnej pełni. Albowiem, zaprawdę, ty jesteś Tym Jedynym, zrodzonym z Ojca, na wieczność uczyniony z jednej substancji z Bogiem. Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy. I wszystkie wymiary i bariery rozpuszczają się, a ty obserwujesz, jak wszystkie światy są zawarte w tobie. I w mgnieniu oka – że tak powiem, choć nie będziesz miał oczu – będziesz w stanie być gdziekolwiek zapragniesz być i z kimkolwiek zapragniesz.

I jako Ten, który znany jest jako Chrystus, będziesz zaprawdę kierowany tylko jedną rzeczą. Ostatecznie i na zawsze wszystko wróci do tego, czym było na samym odwiecznym początku, i jedyną rzeczą, która będzie tobą kierowała, będzie Miłość. Nie lęk, nie myśl o „ja”, które wytworzyłeś, nie lęk, że coś się może przytrafić ciału, ponieważ będziesz widział bardzo wyraźnie, że w ogóle nie jest możliwe, abyś był ciałem. Jest możliwe, abyś przejawił lub, powiedzmy, poprzemieszczał molekuły w taki sposób, by stworzyć to, co jest zwane masywnością ciała. Możesz ograniczyć swą świadomość tak, by była zorientowana jedynie na to, co wydaje się być w ciele w jakimś szczególnym punkcie czasu i przestrzeni, a następnie powiedzieć: „Tym właśnie jestem”. Oczywiście, że jest to możliwe, bowiem wszystkie nieskończone możliwości są w tobie.

Dlatego też nie myśl, że to niezwykłe, kiedy mówię ci, że gdy nastąpi uzdrowienie i się przebudzisz, to odkryjesz, że twe prawdziwe Ja zawsze było daleko poza ciałem, jednak ciało to przenikając, i że ciało pojawia się jako wolny wybór, by wytworzyć pewną perspektywę, by można było doświadczać pewnych właściwości. Zawsze zatem wytwarzasz dokładnie to, co postanowiłeś obdarzyć wartością.

I teraz dochodzimy trochę bliżej do celu tej godziny. Jedną rzeczą, którą jako jedno istnienie razem cenimy, to pragnienie natchnienia najdalszych zakątków snu oddzielenia – ciał na planecie napędzanych lękiem, osadzonych głęboko w poczuciu winy i straty, zmagających się z przetrwaniem… W Biblii jest to przedstawione w historii Adama wyrzuconego z rajskiego ogrodu: i tak oto musi pojawić się wysiłek, tak oto musi pojawić się zmaganie, by przetrwać, gdyż jedyne, co jesteś w stanie zobaczyć, to że jesteś ciałem.

W odpowiedzi na owo postrzeganie oddzielenia jako czegoś rzeczywistego, co wydaje się pętać Święte Dziecię Boga, zrodziło się pragnienie – z dobroci promiennego współczucia, które jest istotą Chrystusa z ciebie emanującego – pragnienie, by tchnąć, by przeniknąć sen cierpienia ludzkości tym, co na tej Ścieżce nazwaliśmy rodem… Ziarna zostały zasiane w pradawnych czasach w miejscu, które zwiecie starożytnym Egiptem. Zaczęły one tworzyć echo, które rozbrzmiewało z pokolenia na pokolenie, z pokolenia na pokolenie, w ramach matriksu ludzkości zrodzonego ze snu oddzielenia. W ten sposób zaczęła się tworzyć gleba, w której mogły być zasiane głębsze ziarna Prawdy, by rozkwitać i wnikać swym promiennym światłem w twarde skały – tak to nazwijmy –uformowane przez sen oddzielenia.

Zatem ród, który mnie zrodził, zaczął się w starożytnym Egipcie: bardzo starożytnym Egipcie, bardzo, bardzo starożytnym Egipcie. Rozwijał się on przez bardzo długi okres czasu – powoli, starannie, rozważnie – aż do czasu, w którym zostało zrodzone to, co wielu z was nazywa tradycją esseńską. Esseńczycy byli szeroko rozpowszechnioną grupą, lecz oni sami byli owocem długiego okresu dojrzewania zachodzącego gdy Światło przenikało to, co możecie nazwać materią – z braku lepszego słowa – gdy świadomość przenikała nieświadomość, gdy Miłość przenikała lęk. Z bardzo ważnych powodów Istota i Prawda były bezpiecznie chronione i utrzymywane w sekrecie. Matriks ludzkości jako całość nie był jeszcze gotowy i Prawda zostałaby wtedy zdeptana.

Po długim czasie Esseńczycy w końcu zaczęli pojawiać się na obszarze zwanym przez was teraz Bliskim Wchodem, wyłaniając się z gleby starożytnego Egiptu, i dotarli aż do miejsca, które znacie jako Persję, aż do miejsc znanych jako Indie czy Grecję i aż do tego miejsca, w którym jesteśmy teraz, zwanego Prowansją, południową częścią Francji. Już wówczas to ziarno rodu, dojrzewając w coraz szerszych kręgach i docierając również do miejsca zwanego przez was Anglią, przynosiło wiedzę prawdziwego Światła, prawdziwej świadomości, prawdziwych możliwości. Zawierało wiele nadzwyczajnych możliwości, jak nazwałby to wasz świat, ale powtórzmy raz jeszcze – to, co nadzwyczajne, postrzegane jest jako takie tylko z perspektywy większego zaciśnięcia w lęku, perspektywy, która zatraciła ową właściwość, ową zdolność uzdrawiania, zdolność wzniesienia, czyli tego, co nazywacie wzniesieniem ciała w Ciało Świetliste.

Te rzeczy były praktykowane i znane w starożytnym Egipcie. Esseńczycy strzegli tej wiedzy, chronili ją i powoli przekazywali jej nauki tym, którzy byli zarówno na nią gotowi i tym – słuchajcie, proszę, uważnie – i tym, którzy trwając w tych tradycjach pragnęli odkryć, w jaki sposób czynić te nadzwyczajne rzeczy.

Jedynym pragnieniem, jakie ma znaczenie, jest pragnienie uzdrowienia z lęku w Miłość. Choć wszystkie nadzwyczajne zdolności są już zawarte w Miłości, to wielu z tradycji esseńskiej uczyło się przez wiele, wiele lat odkrywania, jak tworzyć wibrację, by doprowadzać do zastygnięcia ruchu komórek ciała. Opiekowały się nimi pewne kapłanki, które rozumiały cały proces: dbano o ciało, chroniono je, a następnie oni po prostu dematerializowali je i materializowali ponownie. Niektórzy praktykowali to wielokrotnie w danym wcieleniu. Dlaczego? Ponieważ gdy wchodzili w matriks ludzkości, mogło im się początkowo wydawać, że jest to jakaś nadzwyczajna rzecz.

Wzniesienie ciała w Ciało Świetliste nie jest zatem nadzwyczajną rzeczą. Już jesteście poza ciałem. Powtórzmy: najbardziej niezwykłe jest to, że w ogóle mogło zaistnieć prawdziwe utożsamienie się z tym zaciśnięciem w lęku i przekonaniem, że nie jesteś taki, jakim Ojciec cię stworzył. Wszystko inne jest po prostu zwyczajnym przywróceniem tego wspaniałego momentu oświecenia, kiedy to naprawdę widzisz i wiesz każdą cząstką swego promiennego świetlistego istnienia: ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy. Bóg jest i jedynie Miłość jest rzeczywista.

Kiedy osiągasz pełnię tej świadomości i w niej trwasz, gdziekolwiek byś nie był i będąc takim, jakim jesteś, zaprawdę doszedłeś do końca twej podróży. Od tego momentu będziesz faktycznie poruszany jako Duch przez samą Miłość. Nie będziesz przywiązany do miejsca, do osób, do wyobrażenia siebie samego, albowiem nie będzie lęku przed utratą tego, czym – jak błędnie sądziłeś – jesteś, i co musisz posiadać, by utrzymywać poczucie swej odrębnej tożsamości.

I proponuję wszystkim, którzy słyszą te słowa, żebyście wzięli to, co zostało właśnie powiedziane, i obrócili to w modlitwę i medytację, i abyście pozwolili temu osiąść głęboko w waszej świadomości. I nie znajdziesz już żadnego poczucia zaciśnięcia, które musi być utożsamiane z poczuciem oddzielnej tożsamości związanej z ciałem. Ostatecznie przekroczysz wszelkie poczucie tożsamości w zindywidualizowanej duszy i powrócisz do rozpoznania, że jesteś jedynie tym, którego zrodził Ojciec. Wówczas, i jedynie wówczas, spojrzysz na innych i zobaczysz tam tylko siebie.

I w tym spojrzeniu, ponieważ będziesz poza lękiem, obejmiesz ich podróż jako swą własną. Spojrzysz na nią i wnikniesz w nią głęboko, i na poziomie Duszy i Światła skąpiesz ją samym Światłem, które zacznie przyspieszać ich podróż. Ich zdolność do objawienia, do bycia poruszanymi przez to głębsze pragnienie powrotu do Domu, wzmaga się bowiem jeszcze bardziej w obecności tych, którzy już sobie przypomnieli.

Oto zatem jest Prawda o tym, kim jesteś, i oto jest Prawda twego jedynego przeznaczenia. Pozwólcie, że powiem to jeszcze raz. To jest twe jedyne przeznaczenie. Nie może być żadnego innego, skoro powrót do pierwotnej pełni sprowadza cię z powrotem do Prawdy o tym, kim jesteś, a wówczas to potencjał samej Miłości wskazuje drogę.

Lecz to może się wydarzyć jedynie w takim stopniu, w jakim jesteś gotów objąć swe stworzenia. A czymże są te stworzenia, jak nie samym lękiem i skutkami lęku? Nie lękaj się zatem samego lęku, lecz patrz uważnie, by odkryć wszystko, co z niego powstało – zadziwiaj się tym, błogosław to, nie osądzaj tego, albowiem nawet w stworzeniach lęku podstawową mocą jest samo Światło, a ta podstawowa moc nigdy nie została zmieniona. Nic na nią nie wpłynęło, nie zmieniły jej formy lęku, jakie z niej powstały.Nieskończona moc, by wytwarzać lęk i jego skutki, jest jedną i tą samą mocą, która dokładnie w tym samym miejscu, gdzie kiedyś istniało złudzenie oddzielnej tożsamości, rodzi obecność Chrystusa.

To jest jedna i ta sama moc. Liczy się tylko to, do stworzenia czego użyjesz mocy świadomości? Co tak naprawdę będziesz cenił?

I tu na tej płaszczyźnie oznacza to: do czego będziesz używał czasu?

Do czego użyjesz daru każdego oddechu?

Czemu oddasz każdą chwilę doświadczania?

Co będziesz pielęgnował, czemu będziesz oddany?

Albowiem to właśnie ta energia pragnienia już rodzi to, co jutro będzie twymi doświadczeniami, i jako to Jedno Światło zwane Chrystusem jesteś wolny, by doświadczyć absolutnego uwolnienia. Gdziekolwiek byś nie był, nic nie może tego ograniczyć. Jeśli świat ciała w czasie i przestrzeni mógłby ograniczać twą zdolność do spoczęcia i przebudzenia się jako sam Chrystus, oznaczałoby to, że rzeczywiście istnieje jakaś moc, która jest przynajmniej równa temu, co stworzył Bóg… A Bóg tworzy tylko to, co jest Jemu podobne – promienne pole doskonałego Światła, które nie zna niczego prócz nieograniczonej Miłości, w której lęk jest nieznany i nie może się pojawić, chyba że się go zacznie pragnąć, a wówczas Światło Miłości zostaje użyte, by tworzyć złudzenia lęku.

Zatem lęk sam w sobie nie może być niczym innym, jak tylko złudzeniem. Dlatego też mówię często, że kiedykolwiek zauważysz obecność lęku, powiedz po prostu w umyśle – skoro stworzyłeś myślący, czy jak to nazywacie: „trajkoczący” umysł – daj mu coś pożytecznego do roboty, mówiąc: „Tak być nie musi”, i powróć to samego Światła. Niech to Światło objawi ci twe kolejne kroki, niech to Światło cię niesie, albowiem nie może zrobić niczego innego, jak tylko ponieść cię poza granice twego złudzenia, gdy coraz bardziej odzyskujesz Prawdę o tym, kim już jesteś. I w tym odzyskiwaniu nigdy nie ma niczego, co mogłoby zostać stracone.

Gdy Prawda ta pojawiła się w miejscu gotowym pod zasiew i gdy nadszedł jej czas, wcieliłem się w pewną rodzinną strukturę w miejscu, które znacie jako Palestynę. Owa struktura rodzinna była już – jakby to powiedzieć – osadzona w tradycji esseńskiej, a zatem już posiadała przestrzeń wibracyjnych jakości, w których miałem się zanurzyć, niczym w gęstej zupie. Byłem warzywem wrzuconym do gęstej zupy pewnej esseńskiej rodziny z baaaardzo starego rodu, który był już dobrze ukorzeniony od tysięcy lat. I miałem pokazać – ale nie tyle pokazać coś, co da się zobaczyć – lecz raczej doprowadzić do eksplozji Światła w matriksie samego snu oddzielenia. W moim życiu chodziło więc o stanie się człowiekiem po to, by przypomnieć sobie Boskość i dać takie świadectwo, które przeniknęłoby i stworzyło coś, co obecnie być może nazwalibyście skokiem kwantowym, tak głębokim dopływem Prawdy i Światła, które wstrząsnęłoby całą matrycą ludzkości.

Po raz pierwszy w esseńskiej tradycji zmartwychwstanie i wzniesienie molekuł ciała – mówiąc w uproszczeniu – w Ciało Świetliste, a następnie umiejętność dowolnego wielokrotnego pojawiania się – po raz pierwszy nie były chronione w klasztorach i izolacji starożytnych egipskich zakonów, w esseńskich klasztorach ani w tajemnych stowarzyszeniach. Moje ukrzyżowanie było publiczne. Wszedłem w najgorszą z możliwych sytuacji oddania ciała po to, by pokazać, że nie ma takich okoliczności, które mogłyby cię powstrzymać od wyboru Rzeczywistości Miłości – nie ma takich okoliczności, o ile sam nie postanowisz inaczej. A zatem dzięki temu, czego się nauczyłem, wskrzesiłem ciało trzeciego dnia, by pokazać, że nie ma już potrzeby, by trzymać tę wiedzę w zamknięciu, chronić ją i trzymać w tajemnicy, że nie potrzebuje już ona wsparcia i ochrony w ramach tradycji; że głębszym potencjałem świadomości jest to, że każdy może to zrobić, jeśli będzie tego pragnął i jeśli da sobie na to czas i poświęci się temu, by aktywować pamięć, jak to się robi… Jak doprowadza się do zmartwychwstania ciała, do tego wydarzenia pośród zwykłego, zrodzonego z lęku świata.

~~~

Na mojej drodze pojawił się ktoś, kogo spotkałem w bardzo, bardzo młodym wieku. Spotkaliśmy się, gdy byłem małym, młodym chłopcem, i już wówczas odczuwaliśmy jakieś przyspieszenie, poruszenie, wzajemną bliskość i rozpoznanie. I znów minęło parę lat, gdy weszliśmy w to, co nazywacie okresem nastoletnim, kiedy to, powiedzmy, że przypadkiem – jeśli istniałoby coś takiego jak przypadek – znów się spotkaliśmy i tym razem przyspieszenie w nas było o wiele silniejsze, narodziła się miłość, czy też pamięć tego, co ty znasz jako miłość. Nie była to miłość, jaką ego zna w formie romantycznego przyciągania. Nie była to miłość zrodzona po to, by generować przywiązanie do siebie nawzajem, czyli wyłączność lub wyjątkowość. Było to rozpoznanie współdzielonego przez nas Światła oraz tego, że to Światło już nas podtrzymywało i niosło, i że w istocie nigdy nie utraciliśmy łączności jako Jedna Dusza w tym Świetle.

Po czym minęło trochę lat, zanim nadszedł czas naszego kolejnego spotkania. Niektórzy powiedzieliby, że było to spotkanie nauczyciela z uczniem, ale proszę was, niech to będzie wiadome, że nie byłem nauczycielem tej, którą znacie jako Marię Magdalenę: byłem jej bratem i przyjacielem, równym jej w Duszy, a ona była tak samo moim nauczycielem, jak ja byłem jej. Była pewna komplementarność, która pozwalała wibracji Światła zwiększać się w gwałtowny sposób, ponieważ zawsze byliśmy świadomi równości Światła i tego, że przebywaliśmy w Jednym Umyśle Boga, naszego Ojca. Ten wgląd, to poznanie wibrowało w każdym z nas za każdym razem, gdy spoglądaliśmy na siebie nawzajem. Było to proste i niezachwiane poznanie prawdy.

Oto jest zatem istota świętego związku, a święty związek nie jest w ogóle jakimś mrocznym romansem miłosnym, a wręcz przeciwnie: jest radykalnym świętowaniem wielkiej wolności, albowiem gdy rozpoznajecie, że jesteście zrodzeni i uczynieni z Jednego Światła, nie może pojawić się lęk. Nie można sobie wyobrazić lęku przed stratą. Pojęcie oddzielenia nie może się pojawić w świętości, w radykalnym świętowaniu, że jesteśmy Światłem Ojca i że narodziliśmy się jako jednostki, aby doprowadzić do przejawienia się takiego wydarzenia, które radykalnie zmieni matriks samej ludzkości.

Oto zatem istota mojego związku z tą, którą znacie jako Marię Magdalenę, Marię z Magdalii, której rodzice przybyli z regionu zwanego Magdalą, w północnej Palestynie. Maria również od dziecka wychowywana była w tradycji esseńskiej. Podążała ścieżką kapłanki. Nauczyła się aktywować pewne częstotliwości poprzez łono, poprzez to, co znacie jako okolice narządów płciowych ciała, aktywować niezwykle głębokie częstotliwości poprzez serce, by aktywować Światło poprzez to, co zwiecie trzecim okiem aż do czubka głowy. I nauczyła się promieniować mocą, która, szczerze mówiąc, wywoływała lęk u niektórych kobiet i u większości mężczyzn. Było to ziarno zazdrości, lęk przed nią. Promieniowała taką żywotnością i taką mocą, która sama w sobie była nieulękła, że było to zatrważające dla większości mężczyzn i dla niektórych, jeśli nie dla wielu, kobiet, choć nie dla wszystkich.

Zanim naprawdę zaczęliśmy się spotykać, by razem pracować, ona już była wielkim nauczycielem w obrębie tradycji esseńskiej. Znana była we wszystkich tych miejscach, o jakich wam wcześniej wspomniałem. Była otaczana czcią i szanowana jako „Wielka Maria”, wielki mistrz-nauczyciel na swoich własnych prawach. Podążała nurtem kapłanek i przejawiała to, co wyrażały żeńskie nurty Jedności Światła. Żyła z wielką nieustraszonością.

Kiedy nadszedł czas, abyśmy się połączyli, odbyło się wielkie świętowanie. Niektórzy z was być może o tym słyszeli. W księdze, którą zwiecie Pismem Świętym, jest fragment tej historii, choć bardzo zniekształcony. Znacie to, co zwą weselem w Kanie Galilejskiej? Niektórzy z was o tym słyszeli. Dyskutowano już na ten temat: „Och, właśnie tam Jeszua zamienił wodę w wino i taki był początek znaków, jakie uczynił, lecz oczywiście było to wesele kogoś innego”. Obie te informacje są prawdziwe. Niektórzy z was słyszeli zaś, że: „Och, to wesele było w rzeczywistości ślubem Marii Magdaleny i Jeszuy. To tak naprawdę było jego wesele”. W pewnym sensie to również jest prawdą.

Jak to możliwe, aby wszystkie te informacje były prawdziwe? Cóż, po pierwsze, jeśli dobrze się bawisz na jakiejś uroczystości, tak jak ja owego dnia z innymi braćmi i siostrami, którzy mieli się połączyć – nie będę jeszcze tutaj używał słowa „ślub” – czy nie chciałbyś, aby twoi przyjaciele mieli najwspanialsze warunki? A zatem, skoro już od dzieciństwa uczono mnie zmieniania molekularnych wibracji i opanowałem to w dość wysokim stopniu – choć jeszcze wówczas nie opanowałem doskonałej Chrystusowej mądrości, by wiedzieć, kiedy to robić; ciągle żywiłem pewne przekonanie, że muszę zbawiać innych od ich doświadczeń, nawet jeśli nie byli jeszcze gotowi, aby być zbawieni. A zatem zmieniłem wodę w najlepsze z win.

To był cud, bowiem obecni tam byli nie tylko Esseńczycy, ale również – jak byście dzisiaj powiedzieli – świeccy Esseńczycy, lub też zwykli członkowie społeczności, i oni zadziwiali się tymi rzeczami, który były już znane w tradycji esseńskiej niczym „kolejny zwykły dzień”. W tej opowieści uwagę skupiono więc przede wszystkim na zamianie wody w wino, tak jakby to była wielka niezwykła rzecz.

Owego dnia zarówno ja, jak i Maria rozpoznaliśmy, że nastał czas aktywowania następnego etapu odsłonięcia celu danego nam przez Ojca, celu, który został poznany sercem i duszą, i który się pojawił, zostać zrealizowany. I dlatego też owo tak zwane wesele było radosnym świętowaniem przepełnionym muzyką, tym, co teraz nazwalibyście intonowaniem, śpiewaniem świętych słów i wibracji przez wielu członków esseńskiej wspólnoty, którzy wiedzieli, o co w tym wszystkim chodziło.

Byli tam wówczas obecni pewni mistrzowie, była tam moja babcia, Anna. Było wiele istot, które rozumiały, po co stworzono tę okoliczność świętowania, w którym dwie pozornie odrębne istoty schodziły się razem, by dzielić wspólny cel, przekraczający ich odrębność – dwie istoty będące już w wystarczającym stopniu pełnią w sobie, które przemieniły swe człowieczeństwo na tyle, że lęk już w nich nie zamieszka, ego już nie przywłaszczy sobie ich związku dla celów wyjątkowości, po to by zapełnić to, czego myślą, że im brakuje. Schodziły się one raczej po to, by stworzyć i osadzić cel swego związku w takim Świetle i świętowaniu, by stworzyły one„pole mocy” – to jedyny sposób, w jaki można to wyrazić – o wiele większe niż te dwie osoby mogły mieć same w sobie. Tym samym to wesele w Kanie było inicjacyjnym świętowaniem z udziałem mistrzów tradycji esseńskiej, a my zaprosiliśmy do przyłączenia się wielu z naszych przyjaciół, braci i sióstr ze świeckiej społeczności, mimo iż byli oni na różnych etapach inicjacji w uczeniu się i szkoleniu. Nie byliśmy tam jedyną parą; było nas siedem – jakbyście to powiedzieli – par, które w to wchodziły i miały do spełnienia różne cele.

A teraz przejdźmy do tego, co nazywacie „ślubem” czy „małżeństwem.” Kiedy Dusza w oddzieleniu spogląda na to, co zwie się małżeństwem lub używa tego słowa w znaczeniu wzorca szeroko rozprzestrzenionego w ludzkości, w egotycznych wymiarach świadomości, natychmiast pojawia się przekonanie, że małżeństwo jest oddzielaniem się od wszystkich innych i że jest wyłącznie połączeniem się dwóch osób. Jedna osoba jest wyodrębniana jako mająca większą wartość niż wszyscy inni. Ta osoba spogląda zatem na ciebie i wyodrębnia ciebie spośród wszystkich innych. Doświadczyliście tego? I wówczas wierzycie, że zostaliście dla siebie stworzeni i jesteście teraz zamknięci, musicie trzymać się w tym zamknięciu, wyłączając z niego wszystkich innych. Takiego właśnie znaczenia nabrało słowo „małżeństwo”. I zgoda, w królestwie egotycznej świadomości takie jest właśnie jego znaczenie.

Wielkim błędem i wypaczeniem rzeczywistości i prawdy jest postrzeganie ślubu w Kanie pomiędzy mną i Marią jako ruchu w stronę wyłączności połączenia się i pewnej formy porzucenia innych, tak iż miłość, serce, dusza, czas i, tak, nawet ciało, muszą być ograniczane i trzymane wpierw dla tej jednej istoty, a dopiero później – jeśli będzie ku temu jakaś okazja i będzie to w porządku, i wyłączność nie będzie zagrożona – wówczas troszkę tego może się przesączyć do świata. Doświadczyliście tego? I tej interpretacji małżeństwa?

Lecz w świętości nie ma lęku, wyłączność nie jest wymagana, albowiem nie ma do zapełnienia żadnych dziur i nie ma czego chronić. Celem związku jest promieniowanie Światłem i Miłością Boga o wiele głębiej niż kiedykolwiek – takim Światłem i taką Miłością, które niszczą złudzenia lęku, z którego pochodzi potrzeba wyłączności.

Dlatego też wiedz i zrozum dobrze, że „ślub” i „małżeństwo”, jakie miało tam miejsce, nie było tego samego porządku i nie powinno być rozumiane z perspektywy, z jakiej małżeństwo jest rozumiane w waszym świecie. Nigdy nie było w nim wyłączności. Nie opuściliśmy domów naszych rodziców, aby zamieszkać w ładnym domku nad jeziorem, w którym mieliśmy żyć długo i szczęśliwie, ani też nigdy nie wyłączaliśmy innych. Nasz związek był pogłębieniem świętowania poddania się Woli naszego Ojca i wsparciem tego poddania się w sobie nawzajem, niezależnie od tego, z czym to się mogło wiązać.

Spędziliśmy wiele czasu osobno, aż nadszedł czas, aby wejść w jawny etap mojej służby. Przez następne trzy lata byliśmy, jak to mówicie, nierozłączni niczym syjamskie bliźnięta. Rzadko widywano nas osobno, ponieważ wchodziliśmy w ten głęboki matriks tworzenia niezbędnej energii, niezbędnego nauczania. Pojawiali się też inni, by wypełnić swoją rolę; niektórzy byli znani jako moi uczniowie – imiona wielu z nich zaginęły w mrokach historii, ale byli oni równie ważni – a większość moich uczniów to były kobiety, powiedziałbym, że w stosunku ośmiu do jednego. Wiele z nich przybyło, ponieważ były już wcześniej nauczane, albo już były pod opieką Marii w wielu miejscach świata, w Egipcie, w Persji i w innych miejscach. Wiele z nich przybyło, ponieważ wiedziały, że nastał czas, by rozpocząć tę pracę. Praca ta była w ogromnym stopniu wspierana przez kobiety i przez niektórych mężczyzn, mego wuja Józefa z Arymatei i innych.

Właśnie wtedy doświadczyliśmy razem niezwykłych chwil. Niektórzy się zastanawiali: czy Jeszua i Maria Magdalena obcowali ze sobą cieleśnie? Oczywiście. Byliśmy również ludźmi. Wielka różnica tkwi w tym, że nie łączyliśmy części naszych ciał, by uzyskać coś, czego nam w naszym przekonaniu brakowało, czy też by stymulować przyjemność w celu ucieczki od bólu, albo by pozyskać pocieszenie od siebie nawzajem. Było to raczej świętowanie spoczywania w Świetle i jako promieniowanie tego Światła, tak iż łączenie części ciała było zwykłym ubocznym następstwem ekstatycznego orgazmu jedności w samym Świetle.

A teraz chciałbym się z wami podzielić tym, że od czasu gdy Maria i ja połączyliśmy się w tym, co teraz możemy nazwać małżeństwem, jako że teraz będziecie już to rozumieli – od czasu wesela w Kanie Maria nie była jedyną kobietą, z którą moje ówczesne „części ciała” zostały użyte do przekazania energii uzdrawiającego Światła; ani też ja nie byłem jedynym mężczyzną, który wszedł w kontakt z „częściami ciała” Marii – używam tego terminu, aby podkreślić, że normalny egotyczny umysł obdarza tak wielką wartością części ciała, zamiast Duszę, Światło i Miłość, która mogą emanować zarówno przez koniuszki palców, jak i przez genitalia.

A celem takiego połączenia jest świętowanie Rzeczywistości, że jedynie Miłość jest Rzeczywista, a Bóg Jest… Że nie ma lęku, nie ma nic do stracenia, nic do zyskania, niczego do zabrania i niczego, co można by wymagać od drugiej istoty. Świętowanie Rzeczywistości… I że, jak już wiecie, ciało może być użyte, by uzdrawiać, pocieszać, pielęgnować i błogosławić… I że gdy prawdziwie obudzisz się z utożsamiania z ciałem, zobaczysz, że ono jest tylko narzędziem, niczym pędzel, po który można sięgnąć i przekazać Bogu, aby Jego Światło i Miłość mogły przezeń działać w sposób, który może być prawdziwą korzyścią dla drugiego i mu służyć. A to może się zadziać w dowolny sposób – od tego, co zwiecie seksualnym zjednoczeniem, aż do pogłaskania kogoś po policzku. Z punktu widzenia Miłości pogłaskanie po policzku i to, co zwiecie seksualną (co to za słowo, którego używacie?) kopulacją jest jednym i tym samym, jeśli mają za cel uzdrawianie, pocieszanie, pielęgnowanie i błogosławienie, i jeśli wypływają z rozpoznania, że wszystko jest czystym Duchem, wszystko jest Światłem i że wszystkie istoty są godne Miłości Boga.

Dlatego też proszę, pomóżcie innym zobaczyć, że postrzeganie wyłączności pomiędzy mną i Marią jest błędnym postrzeganiem, że jest to – jak to zwiecie – projekcją romantycznej potrzeby, aby postrzegać, że byliśmy w jakiś sposób oddzieleni i wyjątkowi, górując nad innymi istotami. To byłoby antytezą wszystkiego, co mój Ojciec mi ujawnił, wszystkiego, co Maria wiedziała i co ucieleśniała. Byłoby to antytezą nauk wolności w Umyśle Chrystusa.

~~~

Przed wypełnieniem tego, co miałem zademonstrować, zanim udałem się do ogrodu Getsemani, spędziłem ostatnie parę godzin z Marią. Byliśmy głęboko zatopieni w modlitwie i medytacji, w wielkiej ekstatycznej radości, że wszystko zostało przygotowane i teraz wszystko miało się wydarzyć. Czy to oznacza, że nie było w tym żadnych ludzkich uczuć? Oczywiście, że były. Cóż oznaczałoby przyniesienie Światła, jeśli nie działoby się to w obszarze człowieczeństwa i wszystkiego tego, czego człowieczeństwo doświadcza, tak aby mogło ono zostać przemienione przez odczuwanie i objęcie go, przez rozpoznanie, że od tej godziny, kiedy to powstanę i się rozstaniemy, nie będziemy się już więcej widzieć w taki sposób, do jakiego nawykliśmy i że już za chwilę miała się wydarzyć wielka przemiana.

Byliśmy temu oddani, byliśmy na to przygotowani i w tych ostatnich paru godzinach ja się jej poddałem. Ona, jako kapłanka, przywołała pola Światła i energii, które promieniowały poprzez każdą komórkę mego ciała i pomogły zakotwiczyć – jak byście to powiedzieli? – koherencję, spójność Światła tak głęboko w mym ciele, że moja świadomość nie była w stanie się wahać ani na jotę w stronę lęku. Z powodu swej własnej pracy uzdrawiania Maria wiedziała, jak utrzymywać dla tego przestrzeń. Otworzyła ją, a następnie utrzymywała przez ponad godzinę, w trakcie której ten proces toczył się tylko między nami dwojgiem. To ona powiedziała mi: „Wszystko jest przygotowane i czas, byś już wyruszył”.

Objęliśmy się, pocałowaliśmy, spojrzeliśmy sobie w oczy z wielką radością i powiedzieliśmy: „Niech teraz objawi się Wola Ojca, bo wypełniamy cel, dla którego przyszliśmy”. Odszedłem, by spotkać się z moimi uczniami płci męskiej, a ona poszła, aby z pewnymi kapłankami trwać w medytacji i modlitwie. Wszystko zostało puszczone w ruch, wszystko zostało przygotowane, wszystko zostało rozpoznane jeszcze zanim się wydarzyło. Czy oznacza to, że było to dla niej łatwe? Nie, bo obserwowała, jak moje ciało było oddane umysłowi świata, i jak umysł świata próbował pozbyć się pewnej jakości świadomości, atakując ciało. Lecz z powodu mojego własnego przygotowania i z powodu naszego wspólnego przygotowania, oraz z powodu jej mistrzostwa w Świetle, byłem w stanie oddać swe ciało na każde biczowanie, dać się przeszyć gwoździami, nie tracąc jednak spójności ze Światłem wibrującym w subtelnej przestrzeni wewnątrz, pod i wokół ciała.

Dlatego też… Wszyscy znacie tę historię, nic z tego nie jest teraz nowe. Rzeczywiście byłem ukrzyżowany, zabity i pogrzebany – jako ciało. Trzeciego dnia zmartwychwstałem. Aktywowałem cząsteczki materii – to jedyny sposób, w jaki można o tym mówić w waszym świecie – i rozpuściłem pozór fizycznej formy w polu Ciała Świetlistego. A tak nawiasem mówiąc, na tym poziomie Światła ciężki kamień przed wejściem do grobu waży tyle, co piórko, i nie jest trudno go odsunąć. Wyszedłem więc na zewnątrz, robiąc pierwsze kroki w Ciele Świetlistym, które również – jak to najlepiej przekazać? – szukało odpowiedniej jakości wibracji, aby moja świadomość jako czysty Duch, aby moje jestestwo jako czysty Duch mogło przejawić formę fizyczną na tyle, aby Maria, gdy przyjdzie do grobu, tak jak to planowaliśmy, mogła zobaczyć kogoś, kto porusza się jak postać ludzka. Nie rozpoznała mnie, ponieważ na poziomie wibracji ciało odczuwane było zupełnie inaczej. Miało nieco inny wygląd. Przez sekundę mnie nie rozpoznała i myślała, że jestem ogrodnikiem, dopóki się do niej nie odezwałem. Wówczas, natychmiast rozpoznała, że to ja. I w owym momencie nie było już dłużej możliwości, aby choć jedna krztyna wątpliwości mogła się pojawić w jej świadomości. Niektórzy z was doświadczyli czegoś podobnego: gdy coś zostaje rozpoznane tak głęboko i w tak cudowny sposób, doświadczacie takiego Światła, że Ono was poraża i po prostu nie ma dłużej możliwości, aby na to, co teraz wiecie, rzucono jakikolwiek cień.

Następnie Maria przystąpiła do wypełnienia swego obowiązku. Wróciła i powiedziała uczniom, przyjaciołom, że zaprawdę to się dokonało, jednak oni byli na bardzo różnych poziomach świadomości. Paru przyjęło tę wiadomość, wielu jeszcze nie potrafiło uwierzyć, że to się w pełni dokonało i domagało się, aby mnie zobaczyć. Przez okres wielu tygodni pojawiałem się kilkuset osobom w tamtym regionie: przyjaciołom, uczniom, Esseńczykom, w wielu lokalizacjach i miejscach, od Jerozolimy do Kafarnaum i jeszcze dalej.

Pojawiłem się w Egipcie; pojawiłem się w Anglii; pojawiłem się w miejscu, które teraz znacie jako Północna Ameryka. Pojawiałem się w wielu, wielu miejscach, w celu zakorzenienia Prawdy o tym, że zasiane przez ród ziarno – zasiane, by dać świadectwo, że jedynie Miłość jest Rzeczywista, że ciało nie jest tym, kim jesteś i że nie ma śmierci, że jesteś czystym Duchem – mogło być w pełni zakorzenione i przejawione, tak aby wszyscy nauczyciele, którzy pomogli to przygotować, kapłanki i mistrzowie różnych rodów esseńskich i innych, mogli zobaczyć na własne oczy, że rzeczywiście to się dokonało. Gdyby wybór tego świadectwa padł na wasze czasy, mógłbym wysłać maila, załączając zdjęcie, ale niestety to się działo dużo wcześniej.

~~~

Dla mnie Maria pozostaje najczystszym i najpotężniejszym przykładem Chrystusowego Umysłu. Jesteśmy w stałym kontakcie, albowiem w Rzeczywistości Ducha nie może być oddzielenia. Tworzymy razem, kochamy razem, świętujemy Jedność Prawdy razem i z wieloma innymi. Ale niech to zostanie usłyszane, niech to będzie wiadomym: kto dla mnie jako indywidualnej Duszy, promieniejącego Światła, przebudzonego w Bogu jest wzorem – jakbyście mogli powiedzieć, używając waszego języka – kto jest tym, na którego patrzę z podziwem, kto przewyższył mnie w demonstrowaniu Umysłu Chrystusa? Właśnie Maria.

Albowiem choć moje zadanie zostało wykonane, jej nadal było do wykonania. Ona nadal miała fizyczną formę, miała ogromne zadanie przynoszenia tego przesłania i pracowania z poziomami świadomości, nawet z naszymi uczniami i przyjaciółmi z kręgów esseńskiej tradycji, którzy po prostu nie potrafili jeszcze zaakceptować, że to się w rzeczywistości mogło wydarzyć. Spotykał ją osąd, brak wiary, zazdrość; wszystkie rzeczy, jakie możesz sobie wyobrazić, że lęk potrafi projektować, zostały na nią skierowane. Jednakże ona się nie zawahała.

Widziała, poznała i wypełniła to wielkie dzieło, utrzymywała i zakorzeniała tę Prawdę, niezależnie od wszystkiego, wśród obecnego w tym czasie dużego chaosu, gdy różni uczniowie zaczęli się kłócić pomiędzy sobą, gdy pewne uczennice uciekły i wróciły do swego poprzedniego życia, ponieważ nie potrafiły zaakceptować, że to się rzeczywiście mogło wydarzyć. A dlaczego się to wydarzyło?

Kiedy prawdziwie stawiasz czoła akceptacji tego, co egotyczny poziom świadomości widzi jako niezwykłe, musisz również zaniechać obrony tego, co teraz w waszym świecie zwane jest strategiami lęku. Musisz zrezygnować z wymówek. Jesteś teraz w punkcie wyboru. Stoisz na krawędzi twej własnej ewolucji. Albo będziesz musiał to przyjąć i oddać całego siebie, by tym żyć, mówić, być, oddać się temu i przejść przez wszystko, co to przyniesie, gdy pogłębiasz swą własną relację ze Światłem… A czasami jeszcze brak jest dojrzałości. Znasz to? „Słyszę Prawdę, trochę jej zasmakowałem, ale – nie, jeszcze nie”. I tak pojawia się wycofanie, odwrót, odmowa zrobienia następnego kroku, który może być dyscypliną praktyki. Być może nastał czas na twoje czterdzieści dni i czterdzieści nocy na pustyni, albo w lesie, samemu, w trakcie których nigdy nie opuszczasz w sobie wibracji Światła i Oddechu. Być może to nie jest jeszcze twój czas przekroczenia lęku, ale nadejdzie taki dzień i taka godzina, albowiem każdy zaprawdę odzyska pełnię swej istoty.

My zatem – Maria i ja – pokazaliśmy wam, że śmierć jest nierzeczywista i że nie ma się czego bać; że lęk sam w sobie jest niczym wobec poddania się mocy Miłości.

Następnie Maria kontynuowała zakładanie pierwszych wspólnot czy grup Drogi, tych, które praktykowały to, czego nauczali Esseńczycy, to, co ja udoskonaliłem i ukształtowałem trochę inaczej, by wydobyć głębsze wołanie serca. Było to znane jako „Droga” i grupy zaczęły się scalać pomimo chaosu i pomimo rosnącego – jak to zwiecie – ostrego sprzeciwu, albowiem jak wiecie, gdy Światło nadchodzi, by zostać w tobie ustanowione, w twym umyśle i w twym polu emocji może pojawić się trochę tego, co zwiesz ostrym sprzeciwem; a oczywiście rzadko ma to miejsce w świecie, który jest samym lękiem.

Maria podróżowała z tą, którą zwiecie moją matką, do miejsca, które teraz znacie jako Efez, i co my również znaliśmy pod taką nazwą, dopóki nie upewniła się, że moja matka była pod opieką i umieszczona wygodnie w domu na wzgórzu, gdzie opiekowano się nią w ostatnich latach jej życia. Następnie Maria wróciła w regiony Palestyny, aby kontynuować swoją pracę zarówno z mężczyznami, jak i kobietami, inicjując i nauczając od pierwszych do bardzo zaawansowanych poziomów tego, jak pracować z energiami. Czy była w to włączona seksualność? Tak, ale pozwól niech to słowo się scali. Egotyczny umysł połączony z ciałem ma pewną koncepcję na temat tego, czym jest seksualność i może chichotać, wyobrażając sobie sapanie i wzdychanie, i całą tę resztę, ale na tym poziomie świętego związku i przepływu prądów faktycznie istnieje wielki, ekstatyczny, orgazmiczny przepływ Światła – lecz nie chodzi w nim o czerpanie przyjemności, nie chodzi o uciekanie od czegokolwiek. Chodzi w nim o przemianę komórek ciała tak, aby mogły utrzymywać wyższe częstotliwości Światła, podczas gdy żyjesz swym codziennym życiem – aby samo ciało mogło zacząć rezonować i emanować bardziej spójnym polem, wibracją Miłości, a coraz mniej lękiem, coraz mniej „osobowością”, by użyć waszego słowa.

Tak więc Maria kontynuowała nauczanie; uczyła wiele, wiele kobiet i przeprowadzała je przez inicjację; pomogła w zdrowieniu na coraz wyższych poziomach wielu mężczyznom przybywającym, by praktykować Drogę, czyli tradycję esseńską, choć jednak już odmienioną. Kontynuowała swą pracę. Ponieważ kontynuowała swą pracę i wielu zaczęło być coraz bardziej przyciąganych do tego, co robiła, to ponownie, tak jak zrobiono to uprzednio ze mną, wielu sądziło, że atakując ciało, mogli pozbyć się nauk, zapominając, że nauki same w sobie są objawieniem Rzeczywistości i Prawdy, do której ostatecznie wszyscy muszą dojść.

I tak Maria została wygnana. Na wygnaniu, którego się już zresztą spodziewała, z radością weszła wraz z paroma innymi na pokład statku, który zabrał ją tam, dokąd wiedziała, że ją zawiezie: do miejsca, które zwiecie Prowansją, w południowej Francji, gdzie była mile widziana, gdzie już na nią czekano. Nie wylądowała na obcej ziemi, i z czasem zaczęła tu robić to, co robiła wcześniej: zaczęła ustanawiać Drogę. Zaczęła zaszczepiać nauki tego, co teraz wielu z was nazwałoby Boską Kobiecością – a jeszcze lepiej mówić o boskości w całej jej pełni, która przekracza aspekty męskie i żeńskie i integruje je w doskonały sposób. Wspierały ją pewne osoby: Maximin był jednym z nich, ale inni też ją wspierali, pomagali jej przemieszczać się z miejsca na miejsce. Zaczęła nauczać. Czasami przychodziły wielkie tłumy, czasami tylko jedna osoba, ale zawsze, zawsze, zawsze potrafiła spotkać się z każdym 1:10:05 tam, gdzie on był, niezależnie od jego poziomu świadomości i zawsze czuła jedynie zachwyt, że Ojciec ich przed nią postawił.

I tych wątpiących, i tych zalęknionych, i tych gotowych na głębszą inicjację – każdego witała obejmując ich radością, bez żadnego wysiłku, ponieważ patrzyła na nich z poziomu głębokiej i niezmiennej radości, którą znała i ucieleśniała: jedynie Miłość jest Rzeczywista, ten, którego widzę, jest mną, będę go miłować! Ich historia, to, co można by nazwać ich historią, ich lęki, zranienia, nic z tego nie miało dla niej znaczenia. Wiedziała, kim byli, utrzymywała ich w tej częstotliwości, zawsze zachwycała się każdym, kto do niej przyszedł.

Gdy więc przybyła do tego pięknego miejsca, w którym teraz nagrywamy to przesłanie, została przyprowadzona przez Maximina do tej pięknej jaskini, do której udało się teraz wielu z was tutaj zebranych, i Maria z miejsca się w niej zakochała. Przypominała jej ona jaskinie w Qumran i w pobliżu Jeziora Genezaret. Nawiasem mówiąc, Esseńczycy są wielkimi miłośnikami jaskiń, czy to w Egipcie, czy w innych miejscach. Reprezentują one pewną jakość przypominającego łono wiru, dając możliwość bycia ponad światem i spoglądania nań z wysoka: otwiera to wizję, a jednak utrzymuje cię zakorzenionym głęboko w sakralnych obszarach ciała. Ta jaskinia stała się więc jej domem i ona zawsze się nią zachwycała, i witała każdego, kto przyszedł po uzdrowienie, po modlitwę, po nauczanie, po inicjację.

Powtórzę wam jeszcze raz, czym jest Maria, albowiem jest to istotą tego, dlaczego poprosiłem o tę możliwość wyjaśnienia naszej relacji, możliwość użycia pewnych słów i pewnych wydarzeń, które egotyczny umysł, romantycznie egotyczny umysł może wypaczyć z powodu projekcji swych własnych nadziei.

~~~

Istota tej godziny jest następująca: Maria jest, i na zawsze dla mnie pozostanie, najdoskonalszym uosobieniem Umysłu Chrystusa, jakie kiedykolwiek widział ten świat.

Jest największym nauczycielem, największym wielbicielem Boga, niewzruszonym niczym skała. Ona sama emanuje częstotliwością delikatności, łagodności, ekspansywności, mocy i opanowania. Przez te ostatnie trzydzieści lat jej istnienia w tym wymiarze nigdy nie zboczyła z drogi najgłębszej radości zakorzenionej w jej człowieczeństwie, co moglibyście opisać jako otwarcie wszystkich ośrodków ciała, przez które energia płynęła swobodnie, nie będąc niczym blokowaną, ponieważ w jej świadomość nie wchodziła ani odrobinka lęku.

Oto istota, na którą patrzę, jak na największy przejaw Chrystusa, i powiedziałbym, używając waszego języka, że do dnia dzisiejszego (choć ja nie mam już dni), do dnia dzisiejszego, nie mogę powstrzymać się od mówienia o niej z wielkim zachwytem, płynącym przez mą duszę i mego ducha. Albowiem widzę kogoś, w kim Ojciec jest najdoskonalej przejawiony w formie – gdy istniała w formie jako kobieta i nauczyciel, jako przyjaciel, jako ukochana i współtwórca, jak również teraz, bez ciała – we wszystkich wymiarach jej istnienia widzę ucieleśnienie najpotężniejszych możliwości Umysłu Chrystusa, jakie kiedykolwiek byłaby zdolna przejawić dusza.

A nawiasem mówiąc, Maria – nawet bardziej niż ja – uwielbia zapraszać nowych przyjaciół do bliskich z nią relacji. Jest dostępna dla wszystkich istot i obejmie cię, jeśli ją zaprosisz, tak głęboko i do takiego stopnia, do jakiego jesteś gotowy ją wpuścić. A dla niej oznacza to: od czubka głowy do podstawy ciała i kiedy ją zapraszasz, możesz poczuć mrowienie w miejscach, o których istnieniu nie miałeś pojęcia, albowiem ona spogląda na ciebie tam, gdzie jesteś i wie, że ciało nie musi być zamknięte… że niczego nie trzeba osądzać, albowiem wszystko jest niewinną ekspresją promieniowania obecności Miłości Boga… że każda energia jest święta, że każda energia jest niewinna… że każda energia ma być uwolniona w swej ekstazie, w swej ekstatycznej radości, że w ogóle istnieje, ponieważ owe podstawowe energie ciała istnieją, gdyż Bóg pragnie dawać Siebie jako Stworzenie.

Zaprawdę więc, zaproś tego największego z nauczycieli do najgłębszego miejsca w swym sercu, do komórek ciała, dopóki ciało trwa, aby mogło ci służyć, aby mogło stać się pełnią, być poruszone, uzdrowione, przebudzone i ożywione, po to by częstotliwości i potencjał twej własnej natury Chrystusa mogły zacząć się coraz bardziej przejawiać w polu czasu, aby zostały demostrated pokazane 1:17:06, wykrzyczane światu: „Spójrz! Zobacz! Bóg jest!”. Oto Prawda, którą Marią znała. Oto Rzeczywistość, którą ucieleśniała. Oto częstotliwość lub istota tego, czym Maria jest i czym na wieczność pozostanie. Jest moją ukochaną, moim przyjacielem, moim nauczycielem, moim objawieniem tego, że mój Ojciec jest Miłością i jedynie Miłością.

A ja pozostaję na wieczność wdzięczny za to, że w polu czasu mogłem być błogosławiony obecnością kogoś takiego, jak ona, kto wspierał mnie, przyłączył się do mnie, pokazał mi rzeczy, których potrzebowałem się nauczyć, podczas gdy ja pokazałem jej inne, i razem mogliśmy przejawić stworzenie celu, który dalece przekraczał to, co każde z nas mogłoby zrobić osobno. A jednak nie było w nas nigdy ani odrobiny zaborczości czy wyłączności, lecz jedynie świętowanie blasku przewodnictwa Ducha Świętego działającego poprzez nas oboje, po to by szerzyć Pojednanie w matriks samej ludzkości. Oto największa radość, jaką Dusza może w ogóle poznać: rozdanie tego, co Ojciec wpierw dał tobie.

A zatem powtórzmy na zakończenie tej godziny: miłujcie się nawzajem. Patrz na drugiego jak na ukochanego, jak na przyjaciela, jak na równego sobie. Uwolnij wszystkie istoty od swej potrzeby posiadania, zrodzonej z lęku, którego być nie musi. Poznaj prawdę o Marii Magdalenie w swym własnym istnieniu. Przyjdź i przebywaj z nami, bawiąc się w nieskończonych sferach doskonałego Królestwa naszego Ojca. I tak oto znów będziemy tworzyli razem to, co szerzy dobro, świętość i piękno, aż w końcu każde źdźbło trawy, każda cząsteczka energii we wszystkich wymiarach będzie śpiewała ku chwale jedynego Imienia Ojca – a Imię Boga to Miłość.

Pokój więc niech zawsze będzie z nami.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl