Symbolika ukrzyżowania i zmartwychwstania

Pytanie: W jaki sposób Jeszua wyjaśnia swój akt ukrzyżowania i zmartwychwstania? Jaka jest ich zamierzona symbolika?

Odpowiedź: Umiłowany bracie, zaprawdę jest to pytanie, które zadawano mi wiele razy i przyznaję, że był taki czas, kiedy sam je sobie zadawałem.

Po pierwsze, mój drogi przyjacielu, gdy mówisz o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu, odnosisz się przede wszystkim do zdarzenia, które faktycznie miał miejsce w czasie. Niech nikt w to nie wątpi. Zapewniam cię, że jako człowiek, jako istota ludzka, podobnie jak każda inna istota ludzka, kroczyłem moją ścieżką ku pamiętaniu sobie mojej jedności z Bogiem. Na tej ścieżce nauczyłem się ostatecznie, że nie mogłem dać komuś innemu czegoś, czego bym wpierw nie przyjął dla siebie samego. Stałem się – jak to nazywasz – Bosko samolubny. Innymi słowy, używałem ciała, umysłu, emocji, każdego doświadczenia i każdej okazji, aby nauczyć się decydowania jedynie z Duchem Świętym. A Duch Święty nauczył mnie, że śmierć jest nieprawdziwa – kropka.

Jak więc mogłem to rozpoznać? Jak mogłem to sprowadzić do głębi i rdzenia mojego istnienia? Poprzez pozwolenie na to, aby pewne naciski z – jak mógłbyś to określić – strony środowiska, polityczne naciski, jakie miały miejsce w czasowych ramach, w których żyłem – aby owe naciski stały się nie tyle moimi wrogami, lecz sługami. W głębokiej modlitwie i medytacji podjąłem decyzję, aby pozwolić sobie na wkroczenie w tę historię, na tę scenę dramatu, jaki rozgrywał się w Jerozolimie. Pozwoliłem sobie na bycie wydanym w ręce tych, którzy stali się moimi prześladowcami. Pozwoliłem sobie na doświadczenie bycia bezbronnym i uwięzionym przez tych, którymi kierował lęk, a nie Miłość. Bądź jednak pewien, że mną kierowała Miłość, a nie lęk, choć i ten pojawił się jeszcze jeden ostatni raz, kiedy oddzieliłem się od moich przyjaciół, a oni zasnąwszy, odseparowali się ode mnie. I w środku tej nocy faktycznie wydałem z siebie mój ostatni krzyk udręki:

„Ojcze, zabierz to ode mnie! Myślę, że popełniłem tu mały błąd… Pomimo to jednak, nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”.

W tym ostatnim akcie poddania przeszedłem przez mój ostatni krąg lęku i pozwoliłem, aby wydarzenia potoczyły się tak, jak ci, którzy byli za nie odpowiedzialni, chcieli, aby się potoczyły. I nawet tych chwil użyłem, aby spojrzeć z miłością na moich prześladowców, by użyć czasu w sposób konstruktywny, by spojrzeć ponad to, co powierzchowne, by widzieć piękno i Chrystusa w nich. I szczerze mówiąc, gdy to robiłem, nawet wtedy, gdy odarto mnie z ubrania, biczowano i bito, gdy ciało wydawało się tracić siły i gdy umieszczono mi na głowie koronę z cierni – i tak, na poziomie fizycznym czułem ukłucia tak zwanego bólu, jednak bez lęku przed tym bólem – nawet wtedy wciąż skupiałem całą swoją uwagę na widzeniu w moich prześladowcach oblicza Chrystusa. I gdy to zrobiłem, to się dla mnie rozświetliło czy też oczyściło, i poniosło mnie do końca mojej podróży. Dzięki wyćwiczeniu mojej świadomości w tym, aby widziała jedynie Boże stworzenie, stałem się jednym z tą Mocą, z tą Prawdą, nie doświadczając już żadnych wahań ani sprzeczności. Możesz być pewien, że w wydarzeniach związanych z tym, co nazywasz ukrzyżowaniem, ludzie widzieli jedynie to, co pokazywały im ich fizyczne oczy. Ponieważ tłum wierzył, że ciało jest prawdziwe, ponieważ się z nim utożsamiał, to faktycznie wierzył, że ja umierałem, że cierpiałem, że zabierano mnie im. Lecz ich ból i udręka mogły wypływać jedynie z iluzorycznego przekonania, że to, co jest nieprawdziwe, jest prawdziwe.

W czasie rzeczywiście miało miejsce to, co nazywasz zmartwychwstaniem. Powstało na ten temat wiele opowieści, lecz ono nie było aż tak fantastyczne, jak niektórzy chcieliby je przedstawiać. Zmartwychwstanie oznaczało jedynie, że ponieważ moja świadomość – dzięki tej ostatecznej lekcji, którą przyswoiłem – była jedynie całkowicie skoncentrowana na rozpoznaniu prawdziwego świata, to przyszedł taki moment, w którym ciało, czy też proch ziemi, leżące na czymś, co nazwałbyś prześcieradłem, na małym podwyższeniu w pewnej pieczarze czy też jaskini, danej mi, nawiasem mówiąc, przez mojego wujka, Józefa z Arymatei – to taka dodatkowa informacja dla ciebie – nawet ta martwa fizyczna forma nie musiała tam już dłużej przebywać. Zaczęła się więc rozpuszczać, przyspieszać – jak to nazywasz? – swój rozkład i dosłownie powróciła do tego, co nazwałbyś jej cząsteczkowym czy też subatomowym stanem, do miejsca niemal czystej energii, której z pewnością nie można było dostrzec fizycznymi oczami, lecz która, uwierz mi, wciąż tam była. Niczym drobiny kurzu, tyle, że dużo dużo mniejsze.

Gdy kilku moich przyjaciół przyszło do grobu i odkryło, że był pusty, byli zdumieni. Dlaczego? Ponieważ było w nich mocno osadzone owo przekonanie, że ciało jest prawdziwe, a świadomość jest czymś drugorzędnym. Zapewniam cię, że jest dokładnie odwrotnie. Postanowiłem reaktywować i odtworzyć formę cielesną w bardzo konkretnym celu. Jeśli chcesz się z kimś komunikować, a ten ktoś nie rozumie, że istnieje coś takiego, jak telefon, to musisz pójść do jego domu, złapać go za ramię i mówić wprost do jego ucha. Jeśli nawet twoi najlepsi przyjaciele nie całkiem jeszcze nauczyli się wierzyć, że mogą się porozumiewać z każdym umysłem w każdym czasie, to musiałem odtworzyć ów aparat telefoniczny, jakim jest ciało, aby im pokazać: Spójrzcie! Ja żyję, śmierć nie jest prawdziwa! Nauczyłem się ostatecznej lekcji. Dotknijcie mnie, usłyszcie i poczujcie w ten sam sposób, jak to się działo przed ukrzyżowaniem. A jednak zapewniam was, że przyjdę ponownie, ponieważ jeśli tego nie zrobię, to Pocieszyciel, Duch Święty, nie będzie mógł przyjść, by pokierować was ku Prawdzie. Lecz nadejdzie taki dzień, w którym ostatecznie zrezygnujecie z waszej potrzeby wierzenia w świat, który ukazują wam fizyczne oczy. Przyjdę ponownie, aby mówić do was z prawdziwego świata i wesprzeć was w tym, abyście wy również przenieśli się do tego miejsca w waszym wnętrzu. Nie znam jeszcze dnia ani godziny, ale przybędę, kiedy taki będzie twój wybór. Umiłowany bracie, ponieważ teraz słyszysz te słowa, to znaczy, że taki jest twój wybór, a ja przybyłem.

Taka jest więc historyczna istota i kontekst ukrzyżowania i zmartwychwstania. Co one oznaczały? Już wam to powiedziałem. To była moja ścieżka nauki. Ja ją wybrałem, nie była mi ona narzucona. Albowiem Wola mego Ojca dla mnie jest tak sama, jak dla ciebie: abym po prostu przebywał przebudzony w Nim. To była moja prosta i szczególna ścieżka, by się tego nauczyć. Zapewniam cię, że powinno to być powodem do świętowania, albowiem nie jest konieczne, abyś był przybijany do krzyża! A dlaczego?

Mówiłem wiele razy, że wszystko w twoim świecie jest symbolem. Zapytaj, czym jest dany symbol, a on objawi ci prawdę, poprowadzi cię do prawdziwego świata. A zatem gdy patrzysz na ukrzyżowanie i zmartwychwstanie, zrozum, że symbolizują one chęć przyzwolenia w twej świadomości na śmierć tego, z czym postanawiasz się utożsamiać. Jeśli postanawiasz się identyfikować z miłością i nieograniczonością, wolnością i doskonałym pokojem – z prawdziwym światem – to wydarzenia, które się pojawią w twoim doświadczeniu, utracą swą moc mamienia cię iluzjami.

Rozważ to poważnie. Gdy wyćwiczysz swój umysł, by nauczał jedynie Miłości i by jedynie ją wybierał, by patrzył z miłością i – być może – uśmiechem, na wydarzenia, które się w tobie dzieją, nawet te związane z powstaniem i przemijaniem ciała – nastanie taki dzień, gdy w każde doświadczenie będziesz wchodził w doskonałym pokoju. A kiedy każde doświadczenie przyjmiesz z pokojem, przekroczysz je. Gdy do danego doświadczenia podchodzisz z lękiem, blokujesz się na nim. Na tym polega stworzenie piekła i w tym wyraża się potrzeba odrodzenia. Przekroczysz każde doświadczenie, jeśli podejmiesz decyzję, by wejść w nie całym sercem z miejsca doskonałego pokoju.

Niech zatem ukrzyżowane zostaną wszystkie twe fałszywe idee na swój temat. Bądź chętny, by skoczyć w przepaść – by zrobić to, co według świata wydaje się być absurdalne, szalone, bulwersujące i aroganckie. Odważ się uznać, że jesteś taki, jakim stworzył cię Bóg i że nic w tym świecie nie przewyższa twego blasku. Będziesz trwał i śmiał się z myśli o stracie i śmierci długo po tym, jak świat będzie próbował cię zniszczyć – a robi to cały czas – i długo po tym, jak odłożysz swe ciało w sposób, jaki wybierzesz.

Oto więc dokonuje się zmartwychwstanie. W twej świadomości dokonuje się zmartwychwstanie prawdy, która cię wyzwala. W moim ziemskim życiu dostrzegaj jedynie symbol tego, co może wydarzyć się w tobie, gdy podejmiesz decyzję, by swe myśli, swe postrzeżenia, swoje lęki i błahe potrzeby oddać swoim prześladowcom. Będziesz bowiem przekonany, że owe anioły, które przybyły, by rozbroić twoje złudzenia, to twoi prześladowcy, ponieważ śmierć wydaje się prześladowaniem. Poddaj się temu. Pozwól na naprawę swego umysłu. Niech twe serce się otworzy i zostanie uzdrowione. Pozwól, by ukrzyżowanie się skończyło, aby można było doświadczyć zmartwychwstania. A gdy już wydarzy się zmartwychwstanie zwane przebudzeniem, wzniesiesz się do Ojca. On bowiem podejmie ostatni krok za ciebie i znajdziesz się w prawdziwym świecie.

Dziękuję za to pytanie.

[To pytanie i odpowiedź Jeszuy pojawiły się po nagraniu z Wczesnych lat zatytułowanym: „Postanawiam widzieć”]