Archiwa tagu: droga serca

Droga Serca – Lekcja 8

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

I jak zawsze, ponownie witam was, umiłowani i święci przyjaciele. Jak zawsze, przychodzę jako wam równy – aby z wami przebywać, kroczyć, komunikować się – z tego Umysłu i tego Serca, które dzielimy wiecznie, będąc Jednym; tym Umysłem, który jest jedyną rzeczywistością naszego współdzielonego Synostwa, współdzielonego istnienia. Jak zawsze, przychodzę w radości, jak również w pokorze. Albowiem z nikim nie mogę się połączyć, o ile nie zrobi on dla mnie przestrzeni w swej świadomości i nie zaprosi mnie, bym w niej zawitał.

Dlatego też dobrze zrozumcie, że kiedy przychodzę, aby z wami przebywać, przychodzę w pokorze zrodzonej z rozpoznania Wielkiej Tajemnicy, która dała wam wasze istnienie. I tę Tajemnicę nazwałem Abba, Ojciec. Dlaczego? Nie powołała was do życia jakaś mechaniczna, bezmyślna siła. Wyłoniliście się z Czystej Inteligencji. Wyłoniliście się z Czystej Miłości. Wyłoniliście się ze Źródła, którego nie da się pojąć. Wyłoniliście się z Promiennego Światła, tak jasnego, że świat nie jest w stanie ani go widzieć, ani w sobie pomieścić. Wyłoniliście się z Tego, co jest jedyną wieczną Rzeczywistością. Ponieważ z Tego się wyłoniliście, dlatego zawsze jesteście z Tym Jednością.

To oznacza, że pozostajecie w relacji – stworzenia ze Stwórcą, potomstwa czy dziecka z rodzicem – relacji, która jest tak bliska, więzi, która jest tak głęboka, że nigdy nie da się jej zerwać. Tak jak fala, która wyłania się z oceanu, nie może być od niego oddzielona, tak samo w każdym momencie swego doświadczenia pozostajesz w związku tak potężnym, tak tajemniczym, tak intymnym i bezpośrednim, że umysł nie potrafi tego pojąć.

Związek ten łączy ciebie, jako stworzenie, z Tajemnicą będącą poza wszelkim zrozumieniem, która zawiera każdą kroplę mądrości oraz inteligencji niezbędnej do tego, aby stworzyć samą świadomość. I świadomość – moc bycia świadomym, moc wyboru – jest właśnie tym, czym ty naprawdę jesteś. I jeśli to Źródło, owa Tajemnica, może zrodzić ten najbardziej fundamentalny aspekt Stworzenia, czyż nie zasługuje Ono na miano Abby czy Ojca, Tego, który tworzy na Swoje podobieństwo? Czy możesz więc zacząć odczuwać, poznawać – nie tylko jako intelektualną ideę, lecz jako rzeczywistość, którą żyjeszwiedzę, że jeśli w tym momencie jesteś świadomy, to jest tak dlatego, że jesteś Jednym ze Źródłem wszelkiego Stworzenia i nigdy, w żaden sposób nie możesz być od Niego oddzielony?

Tak jak mówiliśmy wiele razy, lęk jest niczym zaciskanie się w sobie. I jeśli wyobraziłbyś sobie wyłaniającą się z oceanu falę, która następnie zaciska się w sobie z powodu przekonania, że jest oddzielona od swego źródła, to to zaciśnięcie dosłownie wyciska z tej fali jej życie, płynącą przez nią wodę. Czy możliwe jest, by ta fala nadal trwała, gdy wyciśnięto z niej siłę życiową? Czyż nie staje się wówczas zwyczajnymi kroplami wody, znikającymi z pola widzenia, by po prostu na powrót rozpuścić się w oceanie? Wtedy jej utraconego blasku już nigdy nie będzie można zobaczyć. Gdyby było możliwe, aby z twojej fali świadomości naprawdę wyciśnięto siłę życiową, ty również byś zniknął, jak krople powracające do oceanu, i już nigdy nikt by cię nie widział ani nie pamiętał o tobie.

Posłuchaj, i to uważnie: to byłaby śmierć. Jednak w rzeczywistości żyjesz, zawsze żyjesz. I nawet gdy utożsamiałeś się z wielkim ograniczeniem, jakim jest lęk, twe lęki nigdy nie były w stanie wycisnąć z ciebie wielkiej siły życiowej, wielkiej rzeczywistości, wielkiego daru świadomości. Dlatego też nigdy nie przestałeś istnieć. Nigdy nie było takiego momentu, w którym byś nie istniał i nigdy nie będzie takiej chwili, w której przestaniesz być.

Dlatego też jesteś niczym fala, która zaczęła się wyłaniać z niewidzialnego oceanu. I tak jak ta fala, w miarę gdy nabiera impetu i zaczyna się, że tak powiem, przemieszczać po powierzchni planety, tak samo ty jesteś niczym fala, która jest w ciągłym ruchu. Dokąd zdążasz? W wieczne szerzenie się twej świadomości; w wieczne szerzenie tego, co zdecydujesz się przyswoić po drodze i uczynić częścią Siebie; w wieczne szerzenie tego, co da ci doświadczenie czy też owoce dokładnie tych myśli, których trzymałeś się jako swych własnych.

Dlatego też dobrze zrozumcie: właśnie teraz, w tym przeżywanym przez was momencie, bez względu na to, gdzie byście nie byli, czegokolwiek byście nie doświadczali, wszystko, co widzicie, wszystko, co czujecie, wszystko, co wiecie, wszystko, czego staracie się unikać i wszystko, co cenicie i czego nie cenicie, wszystkie rzeczy są zawarte w waszej świadomości. Albowiem jeśli nie ma ich tam, to one dla ciebie nie istnieją.

Dlatego też spójrz na to, co zamieszkuje w twej świadomości. Czym są te rzeczy, które wiesz, że wiesz? Czego chcesz unikać? Jakich uczuć jeszcze nie zgłębiłeś? O jakie rzeczy, ludzi, miejsca, wartości zabiegasz, które wydają się wywoływać dreszcz ekscytacji nawet w komórkach ciała? Czym jest samo ciało, jeśli nie tym, co wyłania się wewnątrz twej świadomości?

Spójrz na planetę wokół ciebie. Spójrz na każdą rzecz w swym pokoju. Spójrz na każdą myśl, jaką postanawiasz myśleć. Spójrz na postrzeżenia oraz idee, których tak zawzięcie bronisz. Spójrz na myśli i uczucia innych, które powodują, że się wzdrygasz lub chcesz się wycofać. Rzeczy te mieszkają w tobie niczym dokładnie owa moc czy też siła życiowa fali, która wyłoniła się z oceanu. Wszystkie te rzeczy zgromadziłeś po drodze. A droga była długa i zaprawdę różnorodna! Albowiem jeśli potrafisz sobie wyobrazić stan nieustającego istnienia, oznacza to, że istniałeś jako fala świadomości, przechodząc – i tak to było – przez każdy odcinek czasu, każdy system planetarny i każdy wymiar stworzenia.

W trakcie tej podróży jedna rzecz pozostała niezmienna. Byłeś i jesteś w stałym związku z całością Stworzenia. I tak, możesz wybrać parę osób, parę rzeczy, planetę, wymiar i skoncentrować na tym całą swoją uwagę. Uwaga zaś to nic innego jak decyzja, na czym zamierzasz skupić moc swej świadomości. Wydaje się, że wykluczyłeś wszystko pozostałe. Jest to niczym optyczne złudzenie świadomości. Choć ewidentną prawdą jest, że wybrałeś pewne aspekty Stworzenia, by na nich koncentrować swą uwagę, jednakże pod spodem – w głębi fali niewidocznej dla fizycznego oka, niewidocznej dla tego, co nazywasz świadomą częścią świadomości lub twoim codziennym umysłem – pozostawałeś i pozostajesz w doskonałej komunii z całością Stworzenia.

Dlatego też pozostajesz w związku ze wszystkimi stworzonymi rzeczami i jest między wami komunikacja, która trwa bezustannie. Wyobraź sobie, że w powietrzu na waszej planecie jesteś w stanie dosłownie zobaczyć fale radiowe, telewizyjne i wszystkie elektryczne fale, które odbijają się bez przerwy tam i z powrotem po waszej planecie. Właśnie w czymś takim codziennie się poruszacie. Twoja świadomość przenika to pole wibracji. I to ty wybierasz to, czego zamierzasz być świadomy, a zatem i to, co przywołujesz do swego życia. A zatem to ty wybierasz, co pozostawi w tobie swój ślad.

Wyobraź więc sobie staw przejrzystej, niezmąconej wody. Wrzucasz do niego pojedynczy kamyk i w ten sposób powstają rozchodzące się wokół kamyka kręgi fal. To właśnie dzieje się cały czas w polu fali twej świadomości. I gdy przyciągnąłeś do siebie pewne osoby, miejsca, rzeczy, przedmioty, a nade wszystko myśli, przekonania i spostrzeżenia, wrzuciłeś je niczym małe kamyki do przejrzystego, niezmąconego stawu twej bezkresnej i wiecznej świadomości. To, czego doświadczasz, to skutki czy też fale wywołane przez te kamyki. One dosłownie łączą się z innymi falami, które wytworzyłeś. I gdy fale te rozchodzą się, dotykają siebie nawzajem i wracają do ciebie, tworzą pole stworzenia, które formuje twą fizyczną, trójwymiarową rzeczywistość.

Dlatego też nigdy nie doświadczasz niczego innego poza tym, co sam postanowiłeś stworzyć poprzez selekcję kamyków, jakie wrzuciłeś w pole swej świadomości. Dosłownie nigdy nie doświadczasz żadnej rzeczy. Nie doświadczasz przedmiotów. Doświadczasz skutku myśli czy też wiary w przedmioty. Nigdy nie doświadczasz innych osób, albowiem one również składają się z całej sieci wibracji.

Można by powiedzieć, że każda osoba, każdy – używając waszego języka – obiekt, jest tak naprawdę polem relacji – niepowtarzalnych i pozornie odmiennych od ciebie, niemniej jednak sieci relacji. Które dziecko bowiem można by oddzielić od jego rodziców, od jego kulturowego środowiska, od niepowtarzalnych doświadczeń, jakie były jego udziałem, gdy wchodziło w interakcje z siecią relacji, które je otaczały od chwili poczęcia? Które kocię można by oddzielić od pola świadomości, z którego pochodzi jego matka i ojciec? Który liść na drzewie jest niezależny od temperatury powietrza, jakości wody i składników odżywczych, jakie docierają do niego z gleby Ziemi? Wszystko jest siecią relacji.I wszystkie sieci pozostają w relacji z innymi sieciami i stają się większe, i większe, i jeszcze większe – i tak w nieskończoność.

Jesteś więc siecią relacji, z których wybrałeś pewne kamyki – czy to myśli, postrzeżenia czy doświadczenia – i wrzuciłeś je do niezmąconego, przejrzystego stawu twej świadomości w celu stworzenia jeszcze większej liczby fal. A następnie dokonałeś wyboru, które z nich będą miały dla ciebie największą wartość. Te właśnie zatrzymujesz w swym istnieniu i stają się one twym polem emocjonalnym. Pole emocjonalne jest pierwszym poziomem krystalizacji ciała.

Z pola emocjonalnego w wyniku dalszej krystalizacji tworzy się zjawisko formy fizycznej. I właśnie nią obijasz się po całej planecie, używając tymczasowej, trójwymiarowej formy koncentracji uwagi, podczas gdy wokół ciebie i tuż pod powierzchnią twej codziennej świadomości pozostajesz w komunikacji z wszystkimi sieciami relacji we wszystkich wymiarach stworzenia. Z tego właśnie powodu inspirująca myśl może nagle przyjść ci do głowy i przeniknąć twą zwyczajną świadomość. A ty się zastanawiasz:

Skąd się wzięła ta myśl?

Albo nagle pojawia ci się w umyśle obraz. Może to być obraz czegokolwiek – mężczyzny i kobiety w akcie miłosnym lub dwójki mężczyzn w akcie miłosnym, bawiącego się w parku dziecka, delfina, obraz konfliktu czy też wojny. Skąd się to wzięło? Ponieważ żyjesz w doskonałej duchowej łączności i jesteś niczym jedno wielkie pole energii, w którym ciągle rozbrzmiewają wszystkie sieci relacji, dlatego masz dostęp do całej pełni Stworzenia. A ta całość nie ogranicza się do tego, co dzieje się teraz, tak jak rozumiesz czas. Masz dostęp do wszystkiego, co zwiesz przeszłością i przyszłością.

Masz dostęp do tych rzeczy w każdej chwili. Nie ma nikogo, kto by tego sam nie doświadczył. Być może nagle pomyślałeś o przyjacielu i w tym momencie zadzwonił telefon, a ty wiedziałeś, że to właśnie on. W waszej przyczynowej, trójwymiarowej płaszczyźnie to jest pozbawione sensu, ale jednak pomimo tego, że twój świadomy umysł był zajęty robieniem śniadania i zastanawianiem się, które akcje kupić, a które sprzedać, albo jakich perfum użyć, cały czas pozostajesz w doskonałej duchowej łączności. Właśnie dlatego, jeśli przyjaciół łączy głęboka więź pomimo dzielącej ich ogromnej odległości, nagle wiesz, że przyjaciel potrzebuje, byś do niego zadzwonił. Odczuwasz troskę. Być może on tylko uderzył się w palec u nogi, jednak ty odbierasz tego wibrację.

Wszyscy to przeżywacie. Wszyscy to znacie. Nie ma tutaj żadnej tajemnicy. Oto więc, na co chciałbym zwrócić waszą uwagę…

Jeden z kamyków, jaki został wrzucony w pole twej świadomości – a odnosi się to praktycznie do wszystkich osób zaangażowanych w trójwymiarowe doświadczenie zwane fizycznością – oto czym jest jeden z tych kamyków: wyobraź sobie zdanie zrzucone z olbrzymiej wysokości, które spadając nabiera prędkości, aż uderza w niezmącony staw twej świadomości i wysyła falę, tworzy przechodzącą przez ciebie wibrację. A oto to zwyczajne zdanie:

Nie jest możliwe, abym miał pełną kontrolę nad tym, które kamyki wrzucane są do mej świadomości. Jestem na łasce pola wibracji ustanowionego przez fale wszystkich myśli i sieci relacji, w których pływam bezustannie.

To spostrzeżenie jest absolutnie prawdziwe… dopóki postanawiasz w nie wierzyć. To spostrzeżenie czy też przekonanie będzie absolutnie śmiechu warte i bez mocy w momencie, gdy postanowisz, że tak właśnie jest. O co w tym wszystkim chodzi? Chodzi po prostu o to, że jeśli postanowisz się w pełni przebudzić, jeśli postanowisz być nie tylko jedną z fal, która w tajemniczy sposób wyłoniła się z oceanu, jeśli postanowisz być czymś więcej niż tylko kolejną duszą, która powstała z Umysłu Boga i w jakiś tam sposób tłucze się po wszechświecie, to absolutnie konieczne jest, abyś wziął odpowiedzialność za ów kamyk, który wpada w cichą i niezmąconą toń twej świadomości, i wyraża następującą myśl:

To ja wybieram skutki, których doświadczam. To ja sam interpretuję wszystkie neutralne związki czy doświadczenia. To ja sam nadaję wartość obiektom, rzeczom, myślom i systemom przekonań. To ja sam jestem dosłownie twórcą tego, czego doświadczam z chwili na chwilę.

Jak widzisz, to zmienia wszystko. Już nigdy więcej nie możesz pozwalać sobie czuć się tak, jakbyś był po prostu ofiarą oddziałujących na ciebie nieświadomych sił. Już nigdy więcej nie możesz patrzeć poza siebie i obwiniać innych. Już nigdy więcej nie możesz wyrzucać z siebie na innych energii obwiniania. Już nigdy więcej energia osądu nie może panować nad twym Świętym Umysłem. Ta myśl, ten pojedynczy kamyk wrzucony w cichą toń twej świadomości jest absolutnie konieczny, jeśli zamierzasz podjąć decyzję, by się w pełni przebudzić. I właśnie o tym jest ta lekcja.

Albowiem pomimo tego, że wielokrotnie słyszałeś to Przesłanie, które niesie wibrację Prawdy, można się go wypierać tyle samo razy, ile się je słyszy. Możesz nie pozwolić – lub lepiej mówiąc – możesz postanowić nie pozwolić, by osiadło ono głęboko w toni twej świadomości i nie wpływało na każdą kroplę wody tworzącą falę, którą jesteś. Możesz się trzymać nadziei, że nadal jesteś ofiarą świata, który widzisz; że wydarzenia mają jakąś wartość samą w sobie, a nie taką, jaką ty nadajesz światu. I dopóki postanawiasz zaprzeczać owemu Przesłaniu, dopóty nie możesz zostać uwolniony.

Albowiem umysł, który choć w niewielkim stopniu dokonuje wyboru, aby postrzegać siebie jako ofiarę świata swych doświadczeń, pozostaje bezsilny, pozostaje w stanie, który rodzi frustrację, słabość, lęk, zwątpienie w siebie, poczucie niegodności, cierpienie, ból, emocjonalny ból samotności lub oddzielenia od innych oraz brak spełnienia. I tak ostatecznie powstaje echo przekonania, że lęk tak bardzo cię stłamsił, iż dosłownie zostałeś oddzielony od Oceanu Umysłu Boga. Świadomość jest wszystkim, co masz i wszystkim, czym jesteś. Z twojego jej użycia pochodzi wszystko, czego postanawiasz doświadczać.

I z niej pochodzi twa decyzja, jak będziesz doświadczał to, co przywołałeś do siebie. Tak naprawdę – proszę posłuchajcie tego uważnie – żadne twoje dotychczasowe doświadczenie nie zdefiniowało cię ani nie określiło twej tożsamości. Żadne doświadczenie, jakie postanowiłeś stworzyć, przywołać do siebie, a następnie cenić w sposób, w jaki je ceniłeś, nie uczyniło cię nigdy większym lub mniejszym od kogokolwiek, nawet ode mnie. Choć istnieje wielu takich, którzy ciągle mają potrzebę, by wierzyć, że dalece ich przewyższam. Żadne twoje dotychczasowe doświadczenie nie udowodniło, że jesteś niegodny wsparcia i Miłości swego Stwórcy.

Dlatego też pozostajesz taki, jakim zostałeś stworzony: falą wypełnioną tą samą Mocą, co Ocean, falą, duszą, siecią relacji wyłaniającą się ze Świętego Umysłu Boga i mającą siłę, by płynąć wiecznie, w wolności tworzenia – decydując, którym wibracjom pozwolisz osiąść i stać się częścią siebie, których myśli będziesz bronił, jakich wyobrażeń będziesz się trzymał.

Jesteś więc twórcą na wieki. I to jest jedna rzecz, co do której nie masz wolnej woli. Nigdy nie możesz podjąć decyzji, aby nie uczestniczyć w samej tajemnicy szerzenia się Stworzenia. Gdy bowiem masz myśl: „Odmawiam uczestnictwa w Bożym Stworzeniu”, to dosłownie stwarzasz postrzeganie, a zatem i doświadczenie bycia na zewnątrz lub bycia oddzielonym od samego Stworzenia. Stwarzasz niepoczytalną emocję opartą na staraniach, by oddzielić falę od samego Oceanu. I będziesz tworzył postrzeganie oddzielenia, pomimo tego, że w rzeczywistości nie będzie ono miało na nic wpływu.

Dlaczego jest to ważne? Ponieważ proces uzdrawiania nie jest trudny. Wymaga tylko twej chęci, by zaakceptować, że jesteś skutkiem pragnienia Stwórcy, by tworzyć na Swe podobieństwo – tak jak fala jest skutkiem pragnienia Oceanu, by wyrażać Siebie w nowy sposób, w nowej formie, i by zapewnić unikalność każdej fali wyłaniającej się z jego Tajemniczych Głębin.

Poddanie się jest więc procesem, w którym ostatecznie ustępujesz, rezygnujesz z opierania się swemu własnemu istnieniu. Przestajesz nad nim biadolić. Przestajesz nad nim lamentować. Przestajesz się o nie martwić. Podejmujesz decyzję, by iść do przodu i żyć! I to, co jest w tobie życiem, jest życiem na wieczność. Nie masz się gdzie schować i nie masz dokąd pójść.

Kiedy już wrzucisz w toń umysłu następujący kamyk:

Nie jestem ofiarą świata, który widzę. Tworzę nieprzerwanie, będąc stworzony z tego samego, czym jest mój Stwórca.

…wówczas, zaprawdę, pytania zaczną przybierać inny kształt. Zaczniesz używać mocy swej świadomości, aby wybiórczo i z rozmysłem wybierać, jakie wibracje, jakie sieci relacji zamierzasz przyciągać do swego pola świadomości – z którymi zamierzasz współbrzmieć, a którym pozwolisz zniknąć z twego umysłu, z twej świadomości.

Jeśli trzymałeś się myśli o małości, myśli o braku czy myśli o bezsilności, teraz zaczynasz widzieć, że będzie czymś absolutnie neutralnym i całkowicie bezpiecznym spojrzeć na wszystko, co kiedykolwiek stworzyłeś i czego doświadczyłeś, i powiedzieć:

To jest bardzo dobre, ale teraz już z tym skończyłem. Co dalej? Jakie kamyki mogę wrzucić w mój Święty Umysł w tej właśnie chwili? Czy mogę spojrzeć na moje obecne doświadczenie i zobaczyć, że jest on o niczym innym jak tylko skutkiem, falą wywołaną kamykiem czy też myślą, którą wrzuciłem do swego umysłu tak dawno temu, że nawet tego nie pamiętam? Czy mogę spojrzeć na wydarzenia toczące się wokół mnie (a nawet jeśli toczą się w twym ciele, to możesz mi wierzyć, że i tak toczą się wokół ciebie, albowiem jesteś czymś dużo więcej niż tylko ciałem); czy mogę zacząć teraz; czy chcę teraz wrzucić inny kamyk w cichą i nieskończenie przejrzystą toń świadomości, która zawsze we mnie żyje? Czy odważę się pomyśleć inną myśl? Czy odważę się wrzucić taki kamyk do mej świadomości?

A więc jakie mogłyby to być kamyki?

Myślę, że stanę się zbawicielem świata, Chrystusem. Jak by to było? Jakich wibracji musiałbym się pozbyć z mego życia, a na jakie musiałbym się otworzyć? Jak bym się z tym czuł? Co bym zobaczył, gdybym spojrzał na Stworzenie z perspektywy pola mej świadomości? Myślę, że pozwolę sobie komunikować się z dowolną siecią relacji, z dowolną duszą, dowolną istotą, jaka istnieje na dowolnej płaszczyźnie Stworzenia. A może nawet pozwolę sobie poznać, że mogę komunikować się z Jeszuą – synem Józefa. Jak zamożny mogę się stać w tej trójwymiarowej rzeczywistości? Jak wiele złotych monet mógłbym stworzyć po to, by rozdać je innym? Do jak wielu miejsc na tym świecie mógłbym zabrać ciało w tym jednym krótkim okresie fizycznego życia? Jak wielu istotom mógłbym powiedzieć „kocham cię”? Jak dużym mogę uczynić swe serce? Jak głęboko mogę doświadczać pokoju?

Zakres możliwości jest tak nieskończony jak ty sam. Te, które wybierzesz, utworzą sieć relacji, które będziesz nazywał swym życiem, swym doświadczeniem, włącznie z doświadczeniem przejścia, błędnie w twym świecie nazywanym śmiercią. Czy nazwałbyś śmiercią wyjście z jednego pokoju, zamknięcie za sobą drzwi i wejście do drugiego pokoju? Oczywiście, że nie. Mówisz po prostu: „Byłem tam, teraz jestem tutaj”.

To wszystko, co się tak naprawdę dzieje, gdy cząsteczki, jakie przywołałeś do siebie, odklejają się od siebie, gdy zaprzestajesz nadawać im wartość, zaś ich elementy, ich części, obracają się w proch czy też w pole energetyczne planety. Po prostu wychodzisz z jednego pokoju i wchodzisz do drugiego.

A oto, do czego was wzywam w tej godzinie naszego spotkania: bądźcie gotowi pozwolić na to, by w wasze pole – czy toń świadomości– wrzucono kamyk, który niesie ze sobą energię tej oto myśli:

Od tej chwili postanawiam rodzić Chrystusa i w ten sposób dowiem się, czym jest Chrystus!

I twe doświadczenie staje się procesem uczenia się, czym jest Chrystus. Kiedy ta nauka dobiegnie końca, odkryjesz, że nauczyłeś się, czym jesteś – taki, jakim zostałeś stworzony. Zatoczyłeś pełne koło. Syn marnotrawny, podróżując przez pole wszelkich możliwości, wrócił jako Przebudzony Chrystus i zajął swe prawowite miejsce po prawicy Stworzyciela.

Co oznacza cała ta symbolika? Oznacza ona, że wreszcie myślisz tylko w prawidłowy sposób. Myślisz tak, jak myśli Bóg, a Bóg myśli miłująco. Bóg myśli nieskończenie, bezczasowo, cierpliwie, pewnie, a nade wszystko Bóg myśli radośnie, w duchu zabawy! Gdy czujesz, że Miłość i radość wzbierają w tobie do takiego stopnia, że nie możesz ich powstrzymać, czyż nie zaczynasz tańczyć i kręcić się wkoło, mówiąc:

„O kurczę, co zrobię z tą przepełniającą mnie energią?”

Dzwonisz do przyjaciół i mówisz:

„Zróbmy przyjęcie, chodźmy do kina, przygotujmy pyszne jedzenie. Do kogo mógłbym napisać list? Komu mógłbym wysłać kwiaty?”

Czyż nie ogarnia cię pragnienie, by pozwolić energii szerzyć się z ciebie, by dotknęła wszystkich części twego stworzenia?

Wyobraź sobie bycie Bogiem – nieskończonym, ogromnym, bez góry i dołu, bez lewej czy prawej strony, wypełnionym jedynie czystą, bezwarunkową, jaśniejącą Miłością! Czy potrafisz sobie wyobrazić, że byłbyś w stanie się powstrzymywać, mówiąc:

„No cóż, myślę, że będę sobie w tym siedział i nie pozwolę, by ktokolwiek to zauważył?”

Nie! Bóg powiedział:

Niech stanie się światło!

I było to bardzo dobre! Bóg spojrzał na całe Stworzenie, co dosłownie oznacza nie tylko tę planetę, ale nieskończoną liczbę stworzeń, wymiarów za wymiarami oraz wszelkie małe sieci relacji zwane duszami, które powołał do istnienia w ułamku sekundy, i powiedział:

To jest bardzo dobre. Oto Moja zabawa! Oto Moja radość i Moja miłość, a Moje życie wylało się i przelało z Mojego Wielkiego Istnienia i przejawiło stworzenie – ciebie!

Ciebie i każdego z was uczyniono z tej samej substancji przemożnej Miłości i radosnej zabawy, która ma moc tworzyć nieskończenie, a zatem szerzyć samo Stworzenie! Oto, kim jesteś! Oto gdzie teraz się znajdujesz, teraz i na zawsze. I nigdy przed tym nie umkniesz.

Mistrzostwo przychodzi, gdy lęk zostaje całkowicie rozpuszczony. Lęk nie jest rozpuszczany lękiem przed nim ani przez nienawiść do niego, ani przez osądzanie go, lecz przez spojrzenie nań w doskonałej niewinności. Chodzi o takie objęcie go, jak czyni to naukowiec, który obserwuje zmarszczki na wodzie wywołane wrzuconym do niej małym kamykiem, by zobaczyć wytworzone w efekcie kolejne zmarszczki i tymczasowe zakłócenia na powierzchni wody.

Gdy patrzysz do wewnątrz i zauważasz rzeczy, których się boisz i widzisz, jak lęk stłamsił twoją kreatywność, twą radość, pogodę ducha i nieograniczoność, zwyczajnie spoglądasz z niewinnością i dziwisz się, i mówisz:

Och, widzę jak ta zmarszczka wpłynęła na owo stworzenie, które nazywam swym życiem. Czy podoba mi się to? Nie, już nie. Dobrze! Pozbędę się tego. Czym mogę to zastąpić?

Mistrzostwo jest stanem, w którym przyjąłeś siebie jako wiecznego twórcę i przyjąłeś pełną odpowiedzialność za wszystko, co wchodzi w pole twej świadomości bez osądzania tego, dzięki czemu możesz po prostu zdecydować, czy ma to zostać, czy też rozpłynąć się wraz ze swymi skutkami. Mistrzostwo jest nieustraszonością, brakiem lęku – nie lękaniem się dłużej nieskończonej, twórczej mocy twego doskonałego związku z Bogiem. Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! – to jeden ze sposobów wyrażania mistrzostwa.

Jeśli ja, który wypowiedziałem te słowa tak bardzo dawno temu – z perspektywy waszego rozumienia czasu – mogę pokazać każdemu, kto na to spojrzy, że świadomość przekracza ograniczone przekonania na temat ciała, życia i śmierci, których świat wydaje się zawzięcie za wszelką cenę bronić – jeśli ja mogę pokazać, że tylko Miłość jest rzeczywista, jeśli mogę pokazać moc komunikowania się z umysłami w całym Stworzeniu, jeśli mogę tworzyć stworzenia poprzez łączenie się z innymi umysłami, które mogą chwilowo myśleć, że są tylko ciałem, i powodować, że na stronie zostają zapisane słowa, a ta strona staje się częścią książki, która staje się częścią czegoś, co stoi na twojej półce, tak że twe serce zostaje poruszone w najodpowiedniejszym momencie – jeśli ja potrafię czynić wszystkie te rzeczy, to i wy również potraficie. I zaprawdę, większe rzeczy niż te czynić będziecie!

Umiłowani przyjaciele, czy nie nadszedł już czas, by przyjąć całkowitą odpowiedzialność za wielką wolność, która została ci dana przez Abbę– Ojca, Stwórcę, Źródło twego istnienia? Czy nie nadszedł już czas, by zacząć spędzać czas na uwalnianiu się od poplątanego przekonania, które każe ci wierzyć, że to, co czujesz, i to, co myślisz, jest skutkiem wszystkich tych rzeczy i energii, jakie napierają na ciebie z zewnątrz? Czy nie nadszedł już czas, by zacząć używać czasu do decydowania, które kamyki będziesz konsekwentnie wrzucał w pole swej świadomości – dzień po dniu, godzina po godzinie, a nawet oddech po oddechu?

Albowiem te rzeczy tworzą twoje jutro, a ty nie jesteś w stanie uciec od rzeczywistości, którą jesteś i którą zawsze będziesz w procesie tworzenia swojego jutra. Śmierć nigdy cię od twej rzeczywistości nie oddzieli. Wypieranie się jej nigdy jej nie zmieni. I możesz zdecydować, jakie będzie twoje jutro poprzez staranie się wpierw o Królestwo. To zaś oznacza wejście w tę wewnętrzną ciszę, w której wiesz, że jesteś falą powstałą z doskonałą mocą z głębi Oceanu Świętego Umysłu Boga, i że to, co nosisz w sobie, jest rezultatem myśli, przekonań i wyobrażeń, które wrzuciłeś niczym kamyki w toń swojej świadomości.

Ten właśnie proces jest tym, co cię stworzyło i ten proces jest sposobem, w jaki ty sam zawsze tworzyłeś. Jeśli kiedykolwiek zdobywałeś wykształcenie, jak to się stało, że twe ciało wylądowało na sali wykładowej? Czy ktoś cię porwał, posadził i powiedział: „Masz się uczyć tych rzeczy”? Nie. Najpierw miałeś myśl, jakiś obraz i nadałeś mu wartość oraz przyciągnąłeś do siebie środki, dzięki którym mogłeś w swym życiu doświadczyć zdobycia wykształcenia.

Czy nawiązałeś kiedykolwiek jakiś związek, nie będąc świadomym? Nie. Wrzuciłeś w umysł kamyk i powiedziałeś:

„Chcę związku z inną istotą, innym ciałem, innym miejscem na tej fizycznej planecie”.

Od zawsze tak czynisz i od zawsze doświadczasz owoców czy też skutków jakości wibracji kamyka, który wytworzył fale przynoszące ze sobą doświadczenie. A zatem tak naprawdę twe doświadczenie, to znaczy twa świadomość – czyli to, co jest prawdą o tobie – nie różni się od tego, co jest prawdą o mnie.

Jedyna różnica jest taka, że ja się nauczyłem, jak ćwiczyć godzina po godzinie wrzucanie tylko nieograniczonych kamyków, które wysyłają wibracje bezwarunkowej akceptacji i Miłości, wybaczenia, bezwarunkowej i nieograniczonej wizji i objawienia, podczas gdy wy decydujecie się na takie działanie tylko czasami, po czym spieszycie, by podnieść ponownie kamyki niegodności, ograniczeń, braku, lęku czy małości i szybko wrzucacie ich dziesięć czy dwanaście. Następnie otwieracie tę drugą szafkę i mówicie:

„Ten kamyk mówi: ‘Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy’… Och, tych miałem już wystarczająco!”

I znów powracacie na stare ścieżki. A zatem gdy ja pozostaję po drugiej stronie ogrodzenia, mówiąc:

„Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Jestem Nieograniczonym Istnieniem na wieczność! Dla ilu wszechświatów mogę być dziś Zbawicielem?”,

ty mówisz:

„Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy. To brzmi bardzo dobrze. A ja teraz wrzucę kamyk mówiący, że musi mi się dzisiaj zepsuć samochód”.

Nic innego się nie dzieje! Po której stronie ogrodzenia zamierzasz siedzieć, wrzucając kamyki? Z którego drzewa będziesz spożywał owoc? Z drzewa poznania dobra i zła? Używaj dobrze tego symbolu, albowiem kiedy wrzucasz ten kamyk w toń świadomości, to tak, jakbyś mówił:

„No dobrze, skosztuję tego owocu. Och, ale on jest tak słodki, tak dobry i doskonały, że lepiej będzie jak skosztuję również tego zepsutego, żeby jakoś to zrównoważyć”.

Drzewo dobra i zła, pozytywu-negatywu, nieograniczenia-ograniczenia, wybaczania-osądu, miłości-lęku. To jest jak trzymanie pięknego kwiatu, spoglądanie na jego płatki i mówienie:

„Ależ jest piękny! Nie potrafię tego do końca przyjąć. Tak więc chyba ukłuję się kolcem w palec i sprowadzę się na ziemię”.

Nikt nigdy ci nie kazał, a twój Stwórca nigdy nie nalegał, byś spożywał z drzewa dobra i zła. Albowiem wszelki dobry owoc został ci darmo dany. I zawsze możesz wybrać, który owoc będziesz spożywał.

Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Jakież błogosławione Stworzenie! Tak dobrze się bawiłem, będąc tą falą. Tak, widzę, co ze sobą niosłem. No cóż, to była dobra zabawa. Zyskałem parę rzeczy. I co dalej? Nieograniczoność (plusk!), doskonała miłość (plusk!), obfitość (plusk!), umiejętność uzdrawiania (plusk, plusk, plusk!). O tak, widzę ten kamyczek na brzegu. Podnosiłem go już milion razy: poczucie niegodności (plusk!). Ale już dość! Skończyłem z tobą! Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Ojcze, stwarzaj przeze mnie to, co dobre, święte i piękne, albowiem taki jest powód mego istnienia! Jak dużą falą mogę się stać? Jaką mogę mieć moc? Jak bardzo mogę jaśnieć światłem? Jak wiele Ciebie mogę wyrażać poprzez siebie? (plusk!)

Albowiem dobrze zapamiętaj, że swoje jutro tworzysz TERAZ! I to, czego doświadczasz, nigdy nie przychodzi do ciebie spoza twojej Jaźni.

Jeśli martwisz się brakiem złotych monet, to wrzucasz kamyk, plusk! I zaczynasz przyciągać do siebie fale wibracji, które będą wydawały się odzwierciedlać ci prawdę tego, w co postanowiłeś wierzyć:

„Żyję w niedostatku i nie potrafię z tego wyjść. (plusk!) Jest niemożliwe, abym mógł rozmawiać z Jeszuą. Nie jestem godzien. Być może Jon Marc, może on jest dość godzien, ale przecież on jest wyjątkowy”. (plusk!)

A fale wibracji, które do ciebie wówczas przychodzą, są niczym zakłócenia radiowe ograniczające twą zdolność przekraczania trzeciego wymiaru i podłączania się do innych wymiarów. A więc nawet, gdy będę krzyczał na cały głos:

 „Hej, mówię do ciebie. Słuchaj!”,

twój umysł powie:

„To nie jest możliwe, ponieważ wrzuciłem wielki kamień (plusk!), który orzeka, że ‘to nie jest możliwe’. I dlatego też kompletnie nic nie słyszę”.

Czy zaczynasz widzieć, o co chodzi? Czy zaczynasz czuć w samym rdzeniu swego istnienia istotę przekazu tej lekcji? Nie możesz uciec od bycia takim, jakim zostałeś stworzony. W każdej pojedynczej chwili dosłownie posługujesz się tą nieprzerwaną i nieograniczoną mocą tworzenia. I w każdej chwili masz całkowitą wolność, by stworzyć coś nowego. To, czego będziesz doświadczał jutro, jest tylko skutkiem twego wyboru, jakie myślowe kamyki będziesz wrzucał w pole swej świadomości teraz.

Tak więc pozostaje jedno pytanie – tym pytaniem zakończymy nasze krótkie, lecz bardzo ważne przesłanie, które będziemy rozbudowywać – a pytanie to brzmi tak:

Czy jako twórcza, uczyniona na podobieństwo Boga istota jestem gotów w sposób rozmyślny, świadomy i aktywny wybrać bycie odpowiedzialnym za to, jakie kamyki, jakie myśli wrzucane są w przestrzeń mego umysłu w każdej chwili? I jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to jakich nowych kamyków pragnę? Jakiej jakości wibracje przywołam do siebie, tworząc w ten sposób swoje jutro?

Za każdym razem, gdy reagujesz na to, co – jak wierzysz – jest na zewnątrz ciebie, możesz być absolutnie pewny, że wybrałeś ten oto stary kamyk, który mówi:

„Jestem ofiarą świata, który widzę. To, czego doświadczam, spowodowane jest siłami na zewnątrz mnie. Tak naprawdę winna jest moja matka, mój brat, mój ojciec, moje dziecko. Tak naprawdę winny jest rząd, planeta, jakość powietrza. Tak naprawdę winne jest jakieś źródło poza mną i nie mam żadnego wyboru, jak tylko na to reagować”.

A ja mogę na to odpowiedzieć tylko tak:

Czy wolisz mieć rację, czy być szczęśliwy?

Zatem, zaprawdę, umiłowani przyjaciele, rozważcie dobrze istotę przekazu tej godziny. Albowiem na tym zaczniemy budować, w miarę jak będziemy zmierzać do końca tego roku z Drogą Serca, będącą jedynie fundamentem, z którego każdy, kto jest chętny, może się odbić do większego wymiaru, większego doświadczenia życia, jako świadomy współtwórca z Bogiem.

Ale wszystko zaczyna się od potrzeby wzięcia odpowiedzialności za uznanie Prawdy, jaką niesie ze sobą przesłanie tej godziny. Albowiem bez tego nie może zaistnieć żadna zmiana w twej świadomości, a co za tym idzie, nie zmieni się nic z tego, czego będziesz doświadczał w przyszłości. Zatem jeśli teraz jest coś, co przyprawia cię o dreszcze, pomyśl tylko, co na ciebie czeka, jeśli po raz kolejny wyprzesz się przyjęcia tej odpowiedzialności oraz mocy, jaka jej towarzyszy.

I to powiedziawszy, zaprawdę, umiłowani i święci przyjaciele, pamiętajcie, że nie przyszedłem, aby przynieść światu pokój, lecz by wstrząsnąć nim tak, by istoty, które tworzą ten świat, mogły odkryć, gdzie naprawdę ukryty jest prawdziwy pokój: w nich samych. I gdzie mieszka Niebo: w nich samych. I gdzie żyje Chrystus: w nich samych.

Pokój więc niech zawsze będzie z wami. Amen.

 

Tak wielu z was przychodzi, by zadawać mi pytania, ale ja nie mam nigdy okazji zadać pytania… A zatem zadam pytanie: Czy ty, który słuchasz tych słów, wyrazisz chęć, by być światłem, które rozświetla ten świat i w pełni zobowiążesz się, by w każdej chwili i z każdym oddechem wybierać uzdrowienie poprzez miłość i przebaczenie? Pomyśl sobie o tym od czasu do czasu.

Pokój więc niech będzie z wami.

A ci z was, którzy słuchają tego nagrania lub słyszą te słowa tuż przed położeniem się spać i zakosztowaniem porządnego snu – czy położycie głowę na poduszce tego wieczoru i dacie mi chwilę waszego czasu uznając, że wiecie, iż nie dzieli nas żaden dystans – poza długością myśli, którą decydujecie się pomyśleć. Myśl więc i wiedz, że jestem z tobą i zaprawdę będziemy razem podróżować, podczas gdy ciało śpi.

Pokój niech zawsze będzie z wami. Amen.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


A oto pytania słuchaczy oraz odpowiedzi, jakich udzielił na nie Jeszua tuż po nagraniu Lekcji 8 Drogi serca w 1995 r. :

Droga Serca – Lekcja 6

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

Zaprawdę, witajcie umiłowani i święci przyjaciele. Zaprawdę, witajcie umiłowani i święci przyjaciele. Jeśli rozumiecie znaczenie tego powitania, jeśli pojmujecie głębię każdego użytego w nim słowa, to już posiadacie całą wiedzę, jaka istnieje. I jesteście dobrze przygotowani, by na zawsze szerzyć Miłość Boga.

„Zaprawdę” oznacza po prostu, że nie ma żadnej innej opcji. „Witajcie” wskazuje na pozdrowienia skierowane do tego, którego Ojciec stworzył przed wszystkimi rzeczami, i dlatego ja kłaniam się przed waszym blaskiem. Witam cię, „umiłowane” i święte Dziecię Boga! Zaprawdę, jesteś umiłowany przez Boga. Zaprawdę, jesteś umiłowany przez każdą cząstkę w waszym fizycznym wszechświecie. Zaprawdę, jesteś umiłowany przez waszą Świętą i drogocenną Matkę – Ziemię. Zaprawdę, miłowany jesteś przez wszystko, co możesz sobie wyobrazić, że kiedykolwiek istniało, czy kiedykolwiek mogłoby istnieć, a co szerzy się z Serca i Umysłu Boga. To oczywiste, że ty jesteś owym umiłowanym. I powtórzmy, nie ma żadnej innej opcji.

Jesteś „Święty”, ponieważ jesteś pełnią. Nie dlatego, że zapracowałeś sobie na świętość, lecz dlatego, że jest ona Prawdą, z której szerzysz się w nieskończoność, ponieważ jesteś stworzony na podobieństwo Boga; ponieważ wyłaniasz się z Umysłu Boga. Za każdym razem, gdy odkładasz na bok pokusę, by śnić bezużyteczny sen i kroczysz po tej Ziemi jako Chrystus, jesteś samą świętością.

„Umiłowany i święty przyjacielu”. Przyjaciel to nie ktoś mniejszy ode mnie. Przyjacielem jest ten, kto kroczy w doskonałej równości z największymi z mistrzów, jakich mógłbyś sobie wyobrazić. Przyjacielem jest ten, kto dokonuje wyboru, by patrzeć na drugą istotę i widzieć w niej tylko Oblicze Chrystusa. Każdy w tym pokoju, a zaprawdę i każdy, kto będzie słuchał tych słów, już na mnie spojrzał i ujrzał w sobie Oblicze Chrystusa. I ja również spoglądam na ciebie i nazywam cię „przyjacielem”.

Albowiem gdy na ciebie spoglądam, nie widzę tych chwilowych snów, które – jak ci się wydaje – trwają od tak dawna. Widzę jedynie blask tego, co Ojciec dał z Miłości. Widzę jedynie to, co nie ma ani początku, ani końca. I widzę jedynie to, co nie zna ani narodzin, ani śmierci. Widzę jedynie to, co nie ma żadnych ograniczeń. Widzę jedynie to, co jest Światłem szerzącym się na wszystkie wymiary i wszystkie wszechświaty.

Widzę jedynie mego brata i mą siostrę. I nie widzę ani śladu nierówności między nami. Jednak, oczywiście, rozpoznaję, że w twym śnie wydaje ci się, że trochę cię wyprzedziłem. I czasami w twym sercu pojawia się tęsknota, by za mną podążać. Jeśli tylko zechcesz baczyć na tę tęsknotę, jeśli w każdej chwili będzie ona twą główną tęsknotą, wówczas twe własne pragnienie przyprowadzi cię w pełni tam, gdzie ja jestem. I będziesz się śmiał, gdy odkryjesz, że nie przemieściłeś się ani o centymetr – że tam, gdzie ja jestem, ty również jesteś, a jesteś w wieczności, nie w czasie; jesteś w miejscu twych narodzin, czyli w Umyśle Boga. Tylko to jest prawdą i jest to prawdą na zawsze. Jest to jedyna rzeczywistość, jaka autentycznie należy do ciebie. Dlatego też, zaprawdę, nazywam cię przyjacielem. Albowiem widzę dobrze, że jesteś taki jak ja. Dlatego też, zaprawdę, witam was, umiłowani i święci przyjaciele.

Na tym możemy się zatrzymać. Nie ma nic innego do powiedzenia. Jednak umysł pędzi, czyż nie? Pędzi z tej waszej rzeczywistości, którą właśnie opisałem. Umysł pędzi z tego źródła, niczym promień ze słońca. Jednak w rzeczywistości, nigdy nie opuszcza swego Źródła. Ta sama moc, która wydaje się rozpraszać cię chwilową myślą o lęku, jest tą samą mocą, dzięki której przebudzisz się, odpowiadając na własne wezwanie.

W rzeczywistości jest w tobie miejsce, które już zna ów dzień i godzinę. Ty już wiesz, kiedy zdecydujesz się wprowadzić w życie ową decyzję, aby być przebudzonym w Bogu, aby być jedynie obecnością Miłości. Miłość wszystko obejmuje, na wszystko przyzwala, wszystkiemu ufa i dlatego też wszystko przekracza.Miłość nigdy nie jest zaborcza. Miłość nigdy się nie lęka. Miłość jest po prostu Miłością. Miłość nie może nigdy nikogo wyróżniać swym światłem. Albowiem wyjątkowość to zaciśnięcie się w sobie; to próba skłonienia Miłości, by jaśniała tylko na jeden obiekt, na jedną osobę, tylko na jedną istotę, tylko w ramach jednego wszechświata.

Dlatego też kiedykolwiek rozpoznajesz, że wyróżniasz kogoś lub coś, i mówisz: „W nich jest większa wartość”, to możesz być pewien, że wówczas w ogóle nie kochasz, lecz się lękasz. A jeśli ten ktoś odszedłby od ciebie, jak byś się wówczas czuł? Lecz gdy kochasz, gdy trwasz w Miłości, tak jak ryba w morzu, wówczas wszystkie istoty mogą się pojawiać i odchodzić, a ty będziesz je błogosławił w ich podróży. I będziesz pamiętał, że mieszkasz tam, gdzie umieścił cię Bóg. A Bóg umieścił cię w Swym Sercu. Kiedy zaś postanowisz być jedynie obecnością Miłości, wówczas nawet sen o stracie zniknie z twej świadomości niczym leśna mgła ustępująca wschodzącemu słońcu.

Zaprawdę, umiłowani przyjaciele, Miłość czeka na twe zaproszenie. Jednak zaproszenie Miłości to nie czekanie aż zostanie ci przyniesiona przez kogoś innego, nawet przeze mnie. Zaproszenie Miłości to nie usilna próba stworzenia środowiska, w którym, jak wierzysz, spełniane są twe upodobania. Zaproszenie Miłości nie może się wiązać lub łączyć z jakąkolwiek przejawioną rzeczą, czymkolwiek, co zostało zrodzone w czasie. Miłość można zaprosić jedynie tam, gdzie ona naprawdę mieszka. A Miłość mieszka w tobie jako Rdzeń i Źródło samego twego istnienia.

A zatem jeśli chcesz poznać Miłość, poznaj Siebie. Obejmij Prawdę o miłości, a Prawda cię wyzwoli. Wówczas zaprawdę, Miłość będzie płynąć przez ciebie. I tak jak wielkie światło słońca żywi tę umiłowaną Ziemię, tak Miłość płynąca przez ciebie nie będzie niczym powstrzymywana. Nie napotka żadnej przeszkody. Będziesz spoglądał na wszystkich, którzy staną przed tobą i będziesz wiedział, że zostali oni przysłani do ciebie przez Ojca. Duch Święty pokierował ich do ciebie, ponieważ poprzez ciebie Miłość może być dana w sposób, który zaczyna dotykać miejsca ich przebudzenia. Oto dlaczego jesteś jedynie sługą Miłości. Oto wszystko, czym jest Życie!

Kiedy postanowisz się poddać i zrezygnować z tej gry, zrezygnować z tego snu polegającego na próbach opierania się Prawdzie, która jest Prawdą o tobie na zawsze, staniesz się zwyczajnym kanałem, zwyczajnym przekaźnikiem. Nie będziesz już więcej poszukiwaczem, albowiem podejmiesz decyzję, że już odnalazłeś. Kiedy już zrezygnujesz z ostatnich pozostałości niepoczytalnej możliwości uciekania przed Prawdą, kiedy już z tego zrezygnujesz, Miłość popłynie przez ciebie. Ale zauważ, że jeśli płynie przez ciebie, musi wpierw płynąć do ciebie. Dlatego też zawsze staraj się przyjmować po to, aby dawać. Albowiem cóż takiego możesz dać drugiej osobie, jeśli jeszcze nie dałeś tego sobie?

Jak wielu z was uczono, by próbować kochać, by próbować robić „słuszne” rzeczy, „dobre” rzeczy? Cokolwiek by to miało znaczyć… Jednak ile razy wchodziliście do swej tajemnej izdebki i mówiliście: „Jestem niegodny”? A potem zastanawiacie się, dlaczego wasze próby połączenia się w Miłości z innymi nigdy nie wydają się dawać wam poczucia spełnienia, nigdy nie wydają się sycić, nigdy nie wydają się wywoływać takiej radości, jakiej oczekiwaliście. Albowiem zaprawdę, posłuchaj tego uważnie: twoim zadaniem – jeśli tak to chcesz nazwać – nie jest szukanie i odnajdywanie Miłości. Masz jedynie zwrócić się do wnętrza i odkryć każdą przeszkodę, jaką postawiłeś przed świadomością jej obecności i ofiarować tę przeszkodę łasce Ducha Świętego, która doskonale rozwiewa wszystkie sny w nicość.

Mówiłem wam wiele razy, że największym darem, jaki możecie dać, to w pełni rozpoznać, że każda próba, jaką podejmowałeś, by opierać się byciu obecnością Chrystusa, żałośnie cię zawiodła. Niezależnie od tego, jak wiele razy próbowałeś przekonać siebie, że jesteś niegodny, wszechświat zawsze jednak znajduje sposób, by cię kochać. Niezależnie od tego, jak wiele razy próbowałeś zamknąć się w przestrzeni i objętości ciała, to nigdy się nie udawało. W momencie śmierci przypominałeś sobie i stawałeś w obliczu blasku swej nieograniczoności. Dlatego też największym z darów, jaki możesz dać drugiemu, jest bycie tym, kto unieważnił potrzebę trzymania się niepoczytalności lęku.

Nieustraszoność jest główną cechą mistrzostwa. Mistrzostwo nie jest posiadaniem wielkiej mocy sprawczej. Jest jedynie rozpoznaniem, że to, co jest prawdziwe, jest zawsze prawdziwe i nie ma żadnego innego wyboru. Wolna wola nie oznacza, że masz prawo wierzyć, iż może ci się udać bycie innym niż stworzył cię Bóg. Posiadanie wolnej woli nie oznacza, że możesz postanowić nie przyjmować jedynego programu nauczania, jaki Życie ofiarowuje ci w każdej chwili. Oznacza ono jedynie, że masz prawo odkładać jego przyjęcie o jeszcze jeden dzień. A za każdym razem, gdy to robisz, pozostajesz w swoim śnie o cierpieniu.

Lecz gdy decydujesz się przyjąć jedyny program nauczania, jaki ma znaczenie, gdy decydujesz się użyć mocy wolnej woli, by stwierdzić:

Teraz, od tej chwili, nie będę już tolerował w sobie błędu.
Żadnych więcej gier, żadnych snów. Jestem oddany byciu jedynie obecnością Miłości, albowiem to jest Prawda o mnie. Opinie innych, którzy jeszcze opierają się tej decyzji, nie mają żadnego znaczenia.

….wówczas zaprawdę, wszystko w Niebie i na Ziemi rusza, by cię wesprzeć, by prowadzić cię do właściwej osoby, właściwego miejsca, właściwej książki, właściwego wschodu słońca, właściwej łąki, po to, by pomóc ci w zrzucaniu kajdan, jakimi są przeszkody dla świadomości obecności Miłości, przeszkody, które stworzyłeś jako bożka i substytut Miłości. Dlatego też, gdy naprawdę modlisz się z głębi swej duszy: „Ojcze, przyprowadź mnie do domu”, możesz być pewien, że od tej chwili dobrze jest ufać każdej małej rzeczy, która się wydarza. Albowiem choć tego nie widzisz, ci, których zwiesz aniołami – przyjaciele, którzy po prostu nie mają ciał – spieszą tu i tam, ponieważ wydałeś polecenie:

Tak, akceptuję waszą obecność w moim życiu. Niech wszystko się zmieni. Teraz każda chwila jest oddana uzdrawianiu i budzeniu się z iluzorycznego poczucia oddzielenia od Boga, jakie kiedyś omyłkowo wytworzyłem.

Miłość! Na ile sposobów jej szukałeś? Jesteś w stanie to policzyć? Czy odważyłbyś się policzyć każde ziarnko piasku na plażach waszej planety? Albowiem możesz być pewien, że każda dusza próbowała już odszukać Miłość na tak wiele sposobów – jeśli nie więcej. Szukałeś jej już w milionach form, w których wiedziałeś, że jej nie znajdziesz. A wszystko dlatego, że chciałeś utrwalić niepoczytalną próbę oddzielenia się od Boga. A jest to tak samo daremne, jak próba oddzielenia się od słońca przez jeden z jego promieni.

Zaprawdę, umiłowani przyjaciele, jest tylko jedno pytanie, na które musicie udzielić odpowiedzi:

Co wybieram w tej właśnie chwili?

Czemu oddałem panowanie nad swoim życiem? Jakiemu postrzeganiu, jakiej myśli, jakiemu uczuciu (skoro uczucie płynie po prostu z myśli lub postrzegania, jakie wybrałeś)Jakie zachowanie, jakie działanie wybieram w tej chwili i czy wyraża ono rzeczywistość mego istnienia? Czy jestem zajęty szerzeniem Miłości, czy też jestem zajęty lękliwymi próbami rzucania się na to, co – jak myślę – może mi dać Miłość w taki sposób, bym jej nie stracił?

Przyjrzyj się więc swym rodzicom, rodzeństwu, partnerom, przyjaciołom. Ani jeden z nich, ani jeden nie ma mocy, by dać ci Miłość. Tak więc co próbujesz od nich uzyskać? Dlaczego zawsze upierasz się, że inni powinni dostosować się do tego, czego – jak ci się wydaje – potrzebujesz? Daremne jest, stuprocentowo, całkowicie, absolutnie daremne jest szukanie Miłości w związku z czymkolwiek lub kimkolwiek.

Jednakże całkowicie stosowne jest szerzenie Miłości w każdym związku – z kimkolwiek lub czymkolwiek. Jednak szerzenie tej Miłości wymaga, abyś przebudził się do Prawdy świadomości, że jedyny związek, jaki ma prawdziwą wartość, to związek między tobą jako duszą a Bogiem Ojcem jako twym Stwórcą.

Wyobraź sobie żarówkę w jednej z twych lamp, spoglądającą okiem swych włókien żarowych i mówiącą:

„Mam nadzieję, że osoba, która właśnie weszła do pokoju jest odpowiednią osobą. Gdybym tylko mogła sięgnąć i ją złapać, może wtedy włączyłoby się moje światło”.

Czy nie jest o wiele prościej wziąć przewód i podłączyć go do właściwego gniazdka? Ile razy zamierzasz próbować podłączać się do niewłaściwego gniazdka?

„Cóż, to nie zadziałało. Spróbuję z tym ciałem. Spróbuję z tą osobą. Spróbuję z tą karierą. No cóż, z tego również nie udaje się wiele wycisnąć. No, trochę się udało”.

I wówczas zaczynasz się złościć, ponieważ nie otrzymujesz tyle, ile byś chciał, albo jeszcze wczoraj dostawałeś wystarczająco, ale nie dzisiaj, więc to musi być wina tego drugiego.

Jest jedno malutkie gniazdko, do którego możesz podłączyć swój przewód. Jest to jedyne gniazdko, do którego ten przewód pasuje i jedyne gniazdko, które może doprowadzić do ciebie strumienie Żywych Wód Łaski. Gniazdko to znajduje się w twym Sercu. Nie w sercu fizycznym, lecz w tym, co fizyczne serce symbolizuje: w rdzeniu twej własnej istoty.

Jednak ile razy w ciągu dnia sprawdzasz, czy przewód jest nadal podłączony? Ile razy pamiętasz, by zadać sobie pytanie:

Czy jestem oddany Miłości, czy jestem oddany lękowi?

Lęk jest odłączeniem przewodu od jedynego źródła zasilania, które może cię prawdziwie zaspokoić oraz usilnym staraniem, aby podłączyć się do kogoś lub czegoś innego. Ja zaś poproszę cię, żebyś – gdy spoglądasz na całość swego doświadczenia – rozważył następujące pytanie: Czy to kiedykolwiek zadziałało? Czy to może kiedykolwiek zadziałać?

Wyobraź sobie, że poprzez zaciśnięcie palców starasz się zatrzymać w dłoni bieżącą wodę. Jak wiele wody ci zostanie? Czyż nie przecieka ci ona przez palce, niezależnie od tego jak bardzo je zaciskasz? Znajduje sobie szczeliny i wycieka. Otwierasz dłoń, a wody nie starcza nawet na to, by zmoczyć język. A właśnie w ten sposób postępujesz za każdym razem, gdy spoglądasz na kogoś innego – czy to na rodzica, czy na rodzeństwo, czy też na przyjaciela lub partnera, czy na nauczyciela lub kogokolwiek innego – innymi słowy, gdy spoglądasz na jakikolwiek fizyczny obiekt i starasz się podłączyć do owego gniazdka, by zasilić się czymś, czego – jak wierzysz – potrzebujesz. I dosłownie kończy się to tak, że z tego związku wyciskasz wszystkie soki życiowe.

Lecz zaprawdę, jeśli będziesz się starał wpierw o Królestwo i podłączysz ten przewód do gniazdka wewnątrz swego serca, jeśli będzie pamiętał, że ty i Ojciec Jedno jesteście, że tylko Miłość jest rzeczywista i nic innego się nie liczy; wówczas rozpoznasz, że to, co – jak ci się wydaje – zarzuca cię litanią „ale…ale…ale…ale”, jest niczym więcej, jak echem starego nawyku. A nawyk ten nie jest w stanie przetrwać, o ile go nie karmisz.

Dlatego też karm jedyny nawyk, jaki ma znaczenie: nawyk pamiętania, że Prawda jest zawsze prawdziwa, niezależnie od tego, co pojawia się przed twymi fizycznymi oczami, a zatem i w twym umyśle. We wszystkich przyjściach i odejściach, we wszystkich narodzinach i śmierciach, w każdym pojawianiu się i przemijaniu wszechświata za wszechświatem, wszechświata za wszechświatem, w momencie, gdy łapiesz gumę czy zaskakuje cię nagła ulewa, nic a nic nie ma jakiejkolwiek wartości, za wyjątkiem twego związku z twym Stwórcą.

Gdy w relacji z kimkolwiek lub czymkolwiek doświadczyłeś chwili błogości, chwili pokoju, który na zawsze przekracza wszelkie zrozumienie, chwili spełnienia tak słodkiego i tak wzniosłego, że żadne słowo nie mogłoby tego dotknąć, a co dopiero wyrazić, wówczas to, czego doświadczyłeś, jest jedynie przepływem Miłości Boga poprzez ciebie. Ta osoba lub rzecz nie były tego powodem. Powodem było to, że na jedną chwilę wyszedłeś ze swego dramatu, wyszedłeś ze swego snu i pozwoliłeś sobie przeżywać Prawdę.

Następnie oczywiście oszukałeś sam siebie:

„Boże, to było takie urocze! To najlepsza rzecz, jakiej kiedykolwiek zakosztowałem. To na pewno pochodziło od tej osoby. Chodź tutaj! Potrzebuję cię!”

Jeśli kiedykolwiek wierzysz, że potrzebujesz czegokolwiek lub kogokolwiek, bądź pewien, że w tym momencie żyjesz złudzeniem.

Potrzebujesz jedynie Miłości. Miłość zaspokaja wszystko. Miłość wszystko obejmuje. Miłość wszystko uzdrawia. Miłość wszystko przemienia. Dlatego też zapamiętaj dobrze – ty i tylko ty możesz stać się przyczyną swego spełnienia, swego spokoju i dopełnienia dla ciebie czasu. To zaś wymaga, abyś nie robił niczego prócz pamiętania, by ustanowić połączenie ze swym Stwórcą.

Czyż nie jest prawdą, że najbardziej ze wszystkiego pragniesz Miłości? Czyż nie jest prawdą, iż starasz się lub przynajmniej żywisz nadzieję, że każdy związek – nieważne jak krótkotrwały, nieważne w jakiej formie – że każda podróż, każde przedsięwzięcie pozwoli ci doświadczyć pokoju? Czyż nie jest prawdą – mówię do ciebie, który znajdujesz się w tym ciele i przez krótką chwilę w czasie kroczysz jako to ciało – czyż nie jest prawdą, że najwspanialsze z doświadczeń, jakie miałeś, to te, które wydawały się wręcz zalewać komórki ciała Miłością, wzniosłą błogością i pokojem?

Przyjmij tę oto Prawdę, że ponad wszystko inne pragniesz żywego doświadczenia Miłości. A następnie pamiętaj, że nic, co robisz, nie może przynieść ci Miłości. Nic z tego, co robisz, nie może sprawić, że zatrzymasz przy sobie Miłość w formie, jaką wybrałeś. Nic, co robisz – nic, co robisz– nie może sprawić, by Miłość pojawiła się w formie, przy jakiej się upierasz.

Lecz gdy uwalniasz się od dramatu, gdy uwalniasz się od snu, gdy postanawiasz pamiętać Prawdę, która jest zawsze prawdziwa, gdy przed zaczerpnięciem każdego oddechu wracasz do Królestwa w sobie, gdy przypominasz to sobie i mówisz swemu Stwórcy:

Chcę tylko tego, co jest zawsze prawdziwe. Miłość jest tym, czego chcę. A Ty jesteś Miłością. Przyjmuję Miłość. Jestem Miłością. Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy.

… tutaj – i jedynie tutaj – odkrywasz to, czego szukasz.

I wówczas możesz kroczyć po tej Ziemi, będąc w tym świecie, ale nie z niego. I choć twoi przyjaciele będą na ciebie spoglądali i nadal widzieli kobietę lub mężczyznę, który wydaje się postępować bardzo podobnie do nich, to choć nie widzą tego, to jednak przebywa z nimi Chrystus. Coś w nich sprawia, że lgną do ciebie. Nie wiedzą, co to jest. Czy to kształt ciała? Czy to blask w oczach? Nie, nie chodzi o to. Oni odczuwają jakość Miłości.

Czy potrafisz sobie wyobrazić, że kroczysz po tej Ziemi, po tej właśnie planecie, na której się znajdujesz, i niezależnie od tego, gdzie jesteś, czujesz jak gdyby każde pasmo chmur, każde źdźbło trawy i wszystkie dobre rzeczy pod Niebem i na Ziemi już przebywały z tobą, w zasięgu twego wzroku? Czy potrafisz sobie wyobrazić, że kroczysz po tej Ziemi i czujesz, że jaśniejące nocą światło najdalszych gwiazd już jest w tobie, że całe Stworzenie spoczywa w twych dłoniach? Czy znalazłbyś wówczas jeszcze przestrzeń, by przekonać siebie, że czegoś ci brakuje, że czegoś potrzebujesz, że twoje odczucie zaniepokojenia jest uzasadnione?

W rzeczywistości jesteś jak ktoś, komu został dany doskonały skarb, bezcenny klejnot, i kto włożył go do kieszeni i zapomniał, że go ma. Tak więc biegałeś dokoła, próbując zaglądać innym w kieszenie. Starałeś się uwieść niektórych z nich, próbując skłonić ich do poddania, po to, by posiąść ich ubranie i w ten sposób wejść w posiadanie klejnotu, który masz nadzieję znaleźć w ich kieszeni. Jednak wspaniałą Prawdą jest to, że nie możesz posiadać Miłości, dopóki jej nie uwolnisz. Nie możesz wejść w święty związek z kimkolwiek lub czymkolwiek, dopóki nie zrezygnujesz z najmniejszej potrzeby posiadania go.

Kiedy twym jedynym pragnieniem będzie Miłość, wówczas będziesz gotowy uwolnić każdego, gotowy wspierać innych w ich własnej podróży, niezależnie od tego, czym ta podróż jest i z czym się wiąże. Jednak twoja Miłość nigdy nie będzie się wahała. A jeśli pojawi się ukłucie smutku związane z tym, że widzisz, iż dwa ciała w przestrzeni zamierzają się rozejść i przenieść na dwa różne krańce tej planety, gdy to ukłucie się pojawi, rozpoznasz, że jest ono skutkiem błędnego postrzegania. I wejdziesz w głąb siebie do miejsca, w którym wszystkie umysły są połączone. I przypomnisz sobie, że twe spełnienie nie ma swego źródła w pozyskiwaniu Miłości od kogoś innego, lecz w dawaniu Miłości każdemu.

Zaprawdę, jeśli chcesz poznać Prawdę, która cię wyzwoli, zważaj na każde słowo, jakim się z wami dzielę. Jeśli chcesz zakosztować słodkiego nektaru doskonałej wolności, zobowiąż się do zastąpienia każdego błędnego postrzegania, jakie kiedykolwiek wytworzyłeś i każdej błędnej myśli, jaką kiedykolwiek żywiłeś na temat wszystkich i wszystkiego. Odłóż te rzeczy na bok i skup całą swą energię na prostej, lecz czujnej praktyce pamiętania Prawdy – praktyce, która powinna poprzedzać każdy twój oddech:

Żyję! – jednak nie ja, lecz Chrystus żyje we mnie. Dlatego też podporządkowuję się i poddaję tej Prawdzie, która jest zawsze prawdziwa. Albowiem moje spełnienie wypływa jedynie z pozwolenia, aby Chrystus został dany światu.

Widzisz, że Prawda jest bardzo prosta. Nie jest niczym skomplikowanym. Zejdź z drogi i pozwól Miłości żyć przez ciebie. I nagle poznasz, że rzeczywiście dane ci są na wieczność same dobre rzeczy. Poznasz, że Łaska jest rzeczywistością. Poznasz, że droga Życia w Królestwie jest łatwa i nie wymaga wysiłku. Lecz łatwość, czy też brak wysiłku nie oznacza braku odczuwania, albowiem przebywasz w wymiarze uczuć. Brak wysiłku nie oznacza, że nie odkrywasz i nie pogłębiasz swej zdolności bycia żywym wcieleniem Miłości. Nie oznacza, że nie stawiasz sobie wyzwań, by nauczyć się wyrażać Miłość w sposób, jaki będzie zrozumiały dla innych. Brak wysiłku oznacza po prostu, że porzucasz opór przed tym, czego Miłość wymaga w danej chwili.

Droga Królestwa jest łatwa i nie wymaga wysiłku. W świecie łatwość będzie oznaczała, że pozwalasz, by runął mur, jaki wzniosłeś pomiędzy sobą a całym Stworzeniem. Nie opierasz się dłużej przeżywanemu doświadczeniu związku, czymkolwiek by on nie był – czy jest to związek z chmurą, czy z inną osobą, związek z psem czy kotem, związek z – jak ty to nazywasz? – tym kwietniowym dniem corocznego rozliczenia się z fiskusem. Dlaczego by nie wysłać PITa w bożonarodzeniowym opakowaniu z kokardą i życzeniami Miłości?

Kiedy uczysz się uwalniać od barier i likwidować mury stojące pomiędzy tobą i wszystkim innym, kiedy otwierasz bramy do tego, co wielu nazywa czakrami i po prostu pozwalasz Miłości, by żyła poprzez ciebie, kiedy spoglądasz na inną osobę, na inną sytuację, na inną rzecz i uświadamiasz sobie, że nic w tym świecie nie ma mocy, by cię skrzywdzić ani by ci cokolwiek odebrać – kiedy pamiętasz, by szerzyć Miłość – wówczas jesteś wolny! Przekroczyłeś narodziny i śmierć. Nie ma dłużej poszukującego, a po Ziemi kroczy jedynie Chrystus. A jeśli zaprawdę oddałeś się temu, by spojrzeć do wnętrza, by odkryć każdą przeszkodę, jaką wzniosłeś przed świadomością obecności Miłości, to dlaczego opierasz się odczuwaniu tych rzeczy? Przecież zostało ci wyraźnie powiedziane, że po drugiej stronie znajduje się dokładnie ta Miłość, której szukasz.

Nie odmawiaj uczuciom roli, jaką pełnią w tym wymiarze, albowiem czucie jest wszystkim! Nie możesz poznać obecności Boga, dopóki jej nie poczujesz. Nie możesz myśleć o obecności Boga. Nie możesz obstawać przy przekonaniu na temat obecności Boga. To ci nic nie da, to nie ugasi twego pragnienia. Czucie natomiast gasi twe pragnienie. Czucie – niepohamowane, odblokowane, niczym nieprzesłaniane czucie – jest bramą do tej Miłości, która cię wyzwala!

Dlatego też, gdy mówisz: „Nie chcę tego czuć”, bądź pewien, że tak naprawdę mówisz:

„Tak, tak… Brama do Królestwa Niebieskiego jest dokładnie przede mną, ale jeśli myślisz, że zamierzam ją otworzyć, to zwariowałeś! Tak czy inaczej, to nie jest tego warte. Warto natomiast ochraniać substytut Nieba, jaki wytworzyłem”.

Nadałem temu substytutowi nazwę ego, fałszywe ja, które kiedyś opisałem wam jako komara krzyczącego na wszechświat:

„Tak! Właśnie temu jestem oddany. Zamierzam tę rzecz ochraniać. Zrezygnować z Nieba, by ochraniać tę bezużyteczną małą rzecz? O tak! Możesz mi wierzyć, że jestem gotowy się poświęcić! A zresztą, czymże jest Niebo? Kupą miłosnych historyjek. Gromadą ludzi biegających wokół w stanie błogości, niektórzy z nich bez ciał, pałętający się w nieograniczoności, niebojący się niczego, osadzeni w całkowitym spełnieniu. Kto potrzebuje czegoś takiego? Natomiast ten mały komar, ten mój mały komar… Och, niech on zabłyśnie!”

Jest sporo mądrości w przyglądaniu się waszym śmiesznym powiedzonkom, piosenkom i tego typu rzeczom. Ile już razy próbowałeś sprawić, by ten mały komar błyszczał?

„Hej, ludzie, zauważcie jak on błyszczy. Proszę, zauważcie, jaki jestem wielki. Sprawiam, że mój komar błyszczy. Słuchajcie mego skomlenia i narzekania, mego – przepraszam za wyrażenie – psioczenia, lamentowania, wielkiego smutku. Och! Jakże wielki jest mój komar!”

W międzyczasie Miłość Boga płynie przez mnogość wszechświatów i wiecznie tworzy nowe wszechświaty. I Miłość Boga nawet nie zauważa tego komara. Nikt na niego nie zwraca uwagi. Twoi przyjaciele nie chcą zwracać na to uwagi, choć czasami dopadasz ich i nie mają wyboru. Ale co do tych z nas, którzy są bez ciał – czy rzeczywiście myślisz, że tracimy naszą cenną wieczność na to, by brać na poważnie wasze próby sprawienia, by komar błyszczał? Zaprawdę, ponieważ kochamy was, dajemy wam przestrzeń i szanujemy waszą wolną wolę bycia tak małymi i nieszczęśliwymi, jak tylko chcecie. I będziemy czekali, dopóki nie dokonacie wyboru, by ponownie wstąpić w wielkość, w której prawdziwie przebywacie. Nigdy nie wycofujemy naszej Miłości do was. Po prostu patrzymy na wskroś waszej historii, ponieważ chcemy kochać Chrystusa, który w was mieszka.

Którego dnia, o której godzinie zdecydujesz się kochać siebie tak, jak wpierw umiłował cię Ojciec? Kiedy naprawdę – naprawdę – i raz na zawsze zdecydujesz, by żyć? Albowiem dopóki nie zdecydujesz Umysłem Chrystusa, dla Umysłu Chrystusa i Umysłu Chrystusa, życie się nawet jeszcze nie zaczęło!

„O, mój Boże. To chyba trochę zbyt mocno powiedziane? Jeszua, spójrz na wszystkie doświadczenia, które miałem. Jak możesz mi mówić, że nie żyłem? Zobacz, tam był ten dramat, później ten, a następnie tam był jeszcze inny. Nie pamiętasz jak siedemnaście wcieleń temu zrobiłem to, a później tamto? Zmagałem się z tamtym, a teraz zmagam się z tym. Żyłem i żyję”.

Nie, śniłeś i śnisz.

Pamiętasz, jak budzisz się rano i uświadamiasz sobie, że całą noc śniło ci się, że otrzymujesz od świata medale, trofea i co tam tylko chcesz? Następnie mówisz:

Ten sen był bardzo realistyczny. Te trofea na pewno leżą na stole w kuchni.

Gdy już się budzisz na dobre, siadasz, zsuwasz nogi na ziemię i mówisz:

Ach! Trzeba się z tego otrząsnąć. To mi się tylko śniło.

Gdy śniłeś, czułeś, że jest to bardzo realne. Oto właściwość, o której mówię.

Jeśli chcesz to uznać za zniewagę, to oczywiście możesz. Nie zakłóci to w ogóle mego spokoju. Dopiero gdy w pełni zdecydujesz się ożyć jako obecność Chrystusa, jako obecność Miłości i wziąć odpowiedzialność za każdą chwilę swego doświadczenia, uznając, że to ty je tworzysz, robisz tak tylko z jednego powodu – bo to ty wybierasz to doświadczenie w doskonałej i nieskończonej wolności twego Nieograniczonego Istnienia… Gdy więc będziesz spoglądał na wszystko bez osądu, oczami przebaczenia, gdy zdecydujesz się ucieleśniać jedynie rzeczywistość Miłości, niezależnie od tego, co robią inni, właśnie wtedy zacznie się Życie!

Jak dotąd – licząc według waszego kalendarza – jedynie garstka istot prawdziwie przeżyła Życie w tym wymiarze, bardzo niewielka garstka. Wielu z nas byłoby po prostu zachwyconych, gdybyś zechciał dołączyć do tego klubu! I zdradzę ci mały sekret: dopóki tego nie uczynisz, nie ukończysz szkoły. Nigdy nie opuścisz tego wymiaru, który wydaje się być wypełniony konfliktem i cierpieniem, dopóki nie będziesz żył, chodząc po tej Ziemi jako myśl Miłości wyrażonej w formie, pozostając lojalny i posłuszny tylko Miłości. Nigdy nie opuścisz tego wymiaru. Nigdy nie weźmiesz swego krzyża i nie podążysz za mną. Będziesz się kręcił w kółko, raz za razem, raz za razem, tylko po to, by znów stanąć przed tą samą potrzebą wybrania jedynie Miłości.

Ostatecznie wzniesiesz oczy do Nieba i powiesz:

Ojcze, zabierzmy się w końcu za to. Dość już czasu zostało zmarnowane. To już przeminęło. I dobrze. To nie ma znaczenia. [klaszcze w dłonie] Teraz! Jestem oddany Miłości. Sprowadź wszystko, czego muszę doświadczyć, by z głębi – z miejsc, w których to w sobie ukryłem – wydobyć każdą przeszkodę, która jeszcze musi zostać rozpuszczona Światłem Łaski Doskonałej Miłości. A ja uczynię wszystko, co będę mógł, po mojej stronie płotu, by otworzyć te miejsca, by je poczuć, by je objąć, by je kochać, by uznać, że ja jestem ich jedynym twórcą.

Przestanę obwiniać moich rodziców. Przestanę obwiniać moje rodzeństwo. Przestanę obwiniać mojego pra, pra, pra, pra, pra, pradziadka. Przestanę obwiniać Adama i Ewę. Przestanę obwiniać rząd. I będę kochał siebie dostatecznie mocno, by uzdrowić me oddzielenie od Boga.

Będę na tyle pokorny, by rozpoznać, że skoro oddałem się uzdrawianiu, to jeśli czegoś doświadczam, to zaprawdę oznacza, drogi Ojcze, że Ty przyniosłeś mi same dobre rzeczy. Albowiem ten moment doświadczenia może być widziany oczami, które rozpoznają, że jest on tylko chwilą przejścia do Doskonałego Pokoju, którego szukam.

Moje życie nie jest dłużej moim, albowiem nie wiem, jak naprawić ów jeden fundamentalny błąd. Ale mogę poddać się odczuwaniu każdej chwili w pełni, jednocześnie wybierając Miłość. I Miłość rozpuści ból, jaki w sobie nosiłem w związku z moimi próbami oddzielenia się od Źródła mego istnienia.

Odkładam na spoczynek tego mojego małego komara. Albowiem jedyna rzecz, która błyszczy, to Chrystus.

Albowiem Chrystus, Syn Boga, potomstwo Boga, jest jedynym Bożym stworzeniem. Reszta jest przypisana tobie. Nawet przestrzeń i czas są twoje. Jedynym stworzeniem twego Stwórcy jesteś ty, Prawda o tobie. Albowiem jesteś Miłością, a Bóg tworzy tylko na Swoje podobieństwo. Bóg zaś jest jedynie Miłością.

Wielu z was jest przekonanych, że jesteście na duchowej ścieżce. Dowiecie się, czy jest to prawdą, jeśli będziecie chętni, by odczuwać i doświadczać w pełni dokładnie tego, co jest przed wami, z chwili na chwilę. Zatem jeśli jesteś z kimś skonfliktowany i siadasz w fotelu, i decydujesz, by zająć się tym, co nazywacie modlitwą lub medytacją po to, by zmienić w sobie ten stan uczuć, i gdy wstajesz po chwili, mówiąc: „Dobra, czuję się już o wiele lepiej”, ale problem z tym kimś nie został rozwiązany, wówczas nic się nie zmieniło. Idź więc do tej osoby. Otwórz swe serce, porozmawiaj z nią i rozwiąż problem. Jeśli kogoś obraziłeś, poproś go o wybaczenie. Jeśli osądziłeś go, przyznaj się do tego. Idź i poproś o wybaczenie. Tylko w taki sposób można naprawdę uzdrowić w sobie miejsce konfliktu.

Umiłowani przyjaciele, istota przesłania tej godziny jest bardzo prosta:

Gdzie jesteś teraz? Czy jesteś gotowy pozwolić sobie widzieć wszystko wokół ciebie i w sobie jako bramę do Królestwa Niebieskiego, czekającą tylko na to, byś uznał jej obecność i ją otworzył? Czy jesteś gotowy naprawdę być dokładnie tam, gdzie jesteś – w pełni być tam, gdzie jesteś? A umysł mówi: „Ależ oczywiście. Jestem na duchowej ścieżce”.

Bądź pewien jednego: Jeśli dobrze przyjrzysz się swym uczuciom i znajdziesz jakiś ślad oporu, to jeszcze nie podjąłeś koniecznego zobowiązania, które daje ci moc otwarcia tej bramy.

Przesłaniem tej godziny jest czucie. Albowiem tylko gdy czujesz, naprawdę się budzisz. Koncepcje i idee mogą zacząć kierować umysł ku temu, by uwierzył, że istnieje coś atrakcyjnego i być może lepszego niż to, co robiłeś do tej pory. Jednak koncepcje i idee same w sobie nie otwierają bramy. Są one symbolami i to wszystko. Symbol zaś nie jest w stanie ugasić twego pragnienia. Tylko na poziomie prawdziwego odczuwania możesz ponownie poznać obecność Boga, który przebywa w tobie, wokół ciebie, przez ciebie – nawet w tej chwili.

Poczuj to, co stworzyłeś jako substytut Prawdy. Przyznaj się do tego, spójrz na to, a następnie uwolnij to. Naucz się, że niezależnie od wyboru, jakiego dokonałeś w przeszłości, gdy już go przyjąłeś, gdy już go poczułeś, pozostajesz doskonale niewinny i wypełniony mocą, by wybrać jeszcze raz, by poczuć, by ponownie nauczyć się odczuwać cudowne ciepło, które przenika Królestwo Niebieskie.

Nic, co czynisz w czasie, nie może równać się ważnością z tym, czym dzielimy się w tej godzinie. Nic, co robisz w polu czasu, w najmniejszym stopniu nie dorównuje temu niewiarygodnemu darowi, jaki na ciebie czeka. Dlatego też, zaprawdę, używaj czasu w sposób konstruktywny i postanów kochać, tak aby Miłość mogła cię nauczać sama z Siebie. Zaprawdę, umiłowani i święci przyjaciele, kiedy to uczynicie, zostaniecie przeobrażeni (ang. oryginał: „translated” – dosłownie: przetłumaczeni – przyp. tłum.) w formę, która nigdy nie mogłaby zostać zawarta w przestrzeni i objętości fizycznego ciała.

I będziecie spoglądali na cały ten wymiar jak na zwyczajne tymczasowe narzędzie do nauki. I odłożycie go na bok, tak jak dziecko odkłada na bok zabawkę, z której wyrosło. Jednak uczynicie to z głęboką wdzięcznością i miłością dla zabawki, którą tak długo się bawiliście. I będziecie nosili w sobie głębokie poczucie wdzięczności za wszystko, co ten fizyczny wymiar wam przyniósł. Nie pozostanie w tobie ani jedna cząstka istnienia, która by odczuwała jakąkolwiek niechęć, tęsknotę, gniew, czy wyrzuty sumienia z jakiegokolwiek powodu. W pełni zaakceptujesz całe swoje doświadczenie. Albowiem właśnie to doświadczenie doprowadziło cię do pragnienia tylko Prawdy.

A zatem od tej pory nigdy już nie będziesz w stanie prawdziwie przekonać samego siebie, że wszystkie twe próby rozpraszania się czy dostosowywania do świata cokolwiek ci dają. Odkryjesz, że twój umysł zaczyna przenikać nieświadome nawyki, jakie stworzyłeś, próbując ukryć się przed tym, co jeszcze musi zostać odczute. I będziesz doskonale wiedział, kiedy po prostu okłamujesz sam siebie. Uśmiechniesz się wówczas i powiesz:

Och tak. Znów zaczynam. No cóż, mogę z tego zrezygnować. Postawię stopy mocno na ziemi i, zaiste, będę żył pełen pasji dla Prawdy Królestwa Niebieskiego!

A zatem, umiłowani przyjaciele, zostańcie teraz w pokoju. Powiedzieliśmy, że w tym roku na Drodze Serca zaprawdę będziemy mówili do was jeszcze bardziej stanowczo i jeszcze bardziej bezpośrednio. Albowiem nadchodzi szybko czas, gdy ta planeta nie będzie chciała tolerować jej niechlujnych gości, którzy nie chcą wibrować w takiej częstotliwości bycia, do której sama planeta przygotowuje swe przejście. Dlatego też nie daj się zaskoczyć przychodząc do domu pewnego dnia i odkrywając, że gospodarz zmienił zamki i nie masz gdzie złożyć głowy. Stań się raczej żywym ucieleśnieniem Miłości i podróżuj z twą Świętą Matką ku całkowicie nowemu wymiarowi istnienia. I nigdy nie zapominaj śpiewać, śmiać się, tańczyć i bawić przez całą drogę!

Bądźcie więc w pokoju, umiłowani i święci przyjaciele.

Pokój niech będzie z wami.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


A oto pytania słuchaczy oraz odpowiedzi, jakich udzielił na nie Jeszua tuż po nagraniu Lekcji 6 Drogi serca w 1995 r. :

Droga Serca – Lekcja 5

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

Witajcie, umiłowani przyjaciele. Przybywamy w tym czasie, aby dalej pokazywać wam ową ścieżkę, która tworzy strukturę, czy też – jeśli wolisz – wytycza szlak, dzięki któremu możesz nauczyć się podążać Drogą serca i po mistrzowsku ją opanować.

W życiu „droga” oznacza, że spośród wszystkich możliwości wybrałeś tę, która się wyróżnia jako droga, której jesteś oddany, droga, której – poprzez zaofiarowanie swej chęci, by nią podążać – poświęcasz całą swą uwagę. I tak jak w przypadku twoich ziemskich podróży, które podejmujesz po uprzednim zobowiązaniu się do ich podjęcia, tak i na tej drodze korzystasz z doświadczeń, które nie mogłyby do ciebie przyjść w żaden inny sposób.

Gdy idziesz na uniwersytet, by zdobyć tytuł magistra, to choć zaczynasz z pewnym wyobrażeniem na temat tego, co cię czeka na tej ścieżce, to czyż nie jest prawdą, że związki, które pojawiają się po drodze, wiedza, która się przed tobą odkrywa, a nawet końcowy rezultat ukończenia studiów zawsze wydają się inne i dużo bogatsze niż mogłeś sobie wyobrazić, gdy zaczynałeś swą podróż?

Dlatego też zrozum, że Droga serca wymaga chęci, by nią podążyć z oddaniem. A oddanie się to nic więcej jak świadoma decyzja, że coś ma się wydarzyć. Gdy cała twoja istota wyraża chęć, by podjąć daną decyzję, to – tak jak w przypadku wszystkich twoich dotychczasowych doświadczeń – dosłownie nic nie może cię powstrzymać przed osiągnięciem twego celu. Możesz być pewny, że kiedykolwiek wierzysz, że coś ci się nie udało lub że nie ukończyłeś czegoś, do czego ciągnęło cię pragnienie, jest tak po prostu dlatego, że nie byłeś w pełni oddany – lub inaczej mówiąc: zdecydowałeś się zmienić zdanie. A kiedy zmieniasz zdanie, to dosłownie zmieniasz to, czego doświadczasz w świecie, czy też w układzie słonecznym, w którym krąży twoja jaźń.

A zatem Droga serca zaprawdę wymaga decyzji, by się jej oddać. I zaprawdę powiadam ci, możesz być pewien, że gdy w pełni oddasz się odkrywaniu Drogi serca, to odkryjesz sposób bycia w świecie, który jednak nie pochodzi stąd. Odkryjesz taki sposób kroczenia przez życie, w którym doświadczysz bycia unoszonym przez coś, co zdaje się być na zawsze poza tobą, a jednak jest w tobie jako rdzeń i istota twego własnego istnienia. Świat nie zrozumie twej drogi. Nawet ty sam nie będziesz jej pojmował. Będziesz żył tajemnicą, przechodząc od tajemnicy do tajemnicy, unoszony i niesiony przez coś, co przynosi głębi twej duszy satysfakcję i spełnienie daleko wykraczające poza cokolwiek, co możesz sobie teraz wyobrazić.

Czy warto więc oddać się Drodze serca? O tak! Jej zwieńczeniem jest rozpoznanie, że to nie ty żyjesz Życiem, lecz raczej Życie żyje tobą. Jedna z charakterystycznych cech tej drogi to rozwinięcie w sobie świadka – takiej jakości świadomości, takiego sposobu bycia, w którym wydajesz się być świadkiem wszystkiego, co się pojawia i co przepływa przez ciebie i dokoła ciebie, z miejsca zupełnego wyciszenia.

Wyciszenie nie oznacza braku aktywności. Oznacza ono natomiast nieprzywiązywanie się do aktywności – bez względu na to, czy będzie to pojawienie się i zniknięcie raka w ciele, pojawienie się i zniknięcie jakiegoś związku, czy powstanie i zniknięcie układu słonecznego. Odkryjesz, że istnieje takie miejsce w tobie, z którego możesz spoglądać na wszystko z doskonałym spokojem, doskonałą akceptacją i doskonałą Miłością. Gdy bowiem opanujesz Drogę serca, odkryjesz, że nie ma dla ciebie rzeczy nie do przyjęcia. A przekroczyć można jedynie to, co zostało przyjęte. Odkryjesz taki sposób bycia, w którym nie czujesz się już niczym przymuszany. Nawet pragnienie poznania Boga już cię nie przynagla, gdyż zostało ono zaspokojone.

Wówczas wyłania się taki sposób bycia w świecie, który doprawdy nie pochodzi stąd. Albowiem nie będziesz już czuł żadnego niepokoju, żadnej potrzeby, by kierować swą podróżą. Nie pojawią się żadne pytania. Będziesz trwał w pokoju. I w tym pokoju będzie przez ciebie przepływał Oddech Boga. Ty zaś staniesz się jak wiatr – nie będziesz wiedział, skąd przybyłeś ani dokąd zmierzasz, lecz będziesz trwał w doskonałej ufności i doskonałym odprężeniu. Świat może cię nie znać, ale twój Ojciec będzie cię znał, a ty będziesz znał swego Boga.

I tak oto na Drodze serca najbardziej pierwotne i zasadnicze postrzeganie, które wydaje się napędzać zwyczajną ludzką świadomość, zostanie ostatecznie przekroczone. Postrzeganie odrębnego sprawcy i wykonawcy zostanie rozwiane, a ty ponownie zrozumiesz głębię prostych słów w tym oto zdaniu:

Sam z siebie nie czynię niczego, lecz Ojciec czyni wszystko przeze mnie.

Spoczywanie w takim postrzeganiu oznacza, że uświadamiasz sobie, iż to „ja”, którym jesteś, jest po prostu kanałem, przez który przejawia się Tajemnica, przez który wylewa się Miłość. Uświadomisz sobie, że nie ma w tym świecie nic do zyskania ani do stracenia. Będziesz wiedział, co oznacza rozpoznanie, że dosłownie nie masz gdzie pójść ani nie masz nic do osiągnięcia. Staniesz się pusty i przestronny.

A jednak, paradoksalnie, dopóki trwa ciało, będziesz wydawał się taki jak wszyscy. Będziesz wstawał rano i mył zęby. Gdy ciało będzie głodne, nakarmisz je. Będziesz się śmiał z przyjaciółmi. Będziesz ziewał, gdy ciało się trochę zmęczy. Jednak w tym wszystkim będzie obecna pewna jakość świadomości – zwana świadkiem– która po prostu to wszystko obserwuje, czekając na poruszenie wiatrem Ducha. I choć inni mogą tego nie widzieć, praktycznie wszystko, co powiesz, będzie niosło brzmienie Prawdy.

Nie będziesz wiedział, jak Duch będzie działał poprzez ciebie ani też nie będzie cię to obchodziło. Gdy bowiem nie będzie sprawcy ani wykonawcy, ani reżysera, nie będzie to miało dla ciebie znaczenia. Oto co znaczy żyć jak wiatr, albowiem wiatr nie troszczy się o to, gdzie był ani dokąd zmierza. Jest poruszany jakimś tajemniczym źródłem, którego w ogóle nie da się zlokalizować. Jednak wieje, a gdy wieje, doświadczasz jego skutków.

Wyobraź więc sobie życie, w którym wszystkiego, co robisz, nie robisz dla siebie. Wyobraź sobie sposób życia, w którym wszystkiego, co robisz, nie robisz dla nikogo innego. Wyobraź sobie sposób funkcjonowania, w którym kreatywność i życie płyną ze Źródła znajdującego się tak głęboko w tobie i wokół ciebie, że żaden język ani dogmat nie są w stanie zawrzeć tej Siły i Źródła, które wie jak ma się wyrażać przez ciebie w taki sposób, że stale służy jedynie Pojednaniu, przebudzeniu całego Stworzenia w Prawdzie Bożej obecności.

A zatem Droga serca rzeczywiście rozwija się wokół pewnej ścieżki. Podczas tej godziny odniesiemy się, w ogólnym sensie, do jej etapów. Następnie powiemy o najważniejszych cechach, które mają być rozwijane na tej ścieżce.

Po pierwsze, pragnienie jest wszystkim, a bez niego nic nie może się pojawić. Dlatego też to, czego pragniesz, jest niezmiernie ważne. Pragnij więc doskonałej jedności z Bogiem. Pragnij być Chrystusem wcielonym. Pragnij być wszystkim tym, czym twój Stwórca cię stworzył, nawet jeżeli nie masz pojęcia, czym to może być. Jeśli bowiem w swym jestestwie podtrzymujesz pragnienie i jeśli przeszedłeś przez proces opanowania energii pragnienia – powtórzmy, że opanowanie czegoś nie oznacza kontroli – a zatem jeśli opanowałeś energię pragnienia poprzez opieranie jej zawsze na pragnieniu bycia takim, jakim zostałeś stworzony, wówczas rzeczywiście całe twe życie oraz wszystkie kolejne oraz drugorzędne pragnienia będą służyły temu jednemu wielkiemu pragnieniu.

Kiedy osiągniesz ten stan bycia, nie będą dla ciebie istniały rzeczy niemożliwe. Dlaczego? Ponieważ nie ty będziesz je czynił. Ty jesteś po prostu pasemkiem nici w owym kosmicznym gobelinie tkanym przez Stwórcę całego Stworzenia, który jako jedyny wie, jak tkać gobelin nowej ery, nowego paradygmatu, gobelin uzdrawiania tej planety oraz ludzkości. Tak więc pierwszym etapem jest rzeczywiście etap pragnienia. Tylko poprzez odczuwanie pragnienia, a nie tłumienie go, możesz naprawdę zacząć przechodzić w stronę etapu mistrzostwa, w którym energia pragnienia zawsze służy owej Wyższej Woli – Woli Boga dla ciebie. Tak jak mówiliśmy wam wcześniej – gdy twoja wola będzie w harmonii z Wolą Boga, to odkryjesz, że Wolą Boga jest, abyś był autentycznie i na wskroś szczęśliwy, zadowolony, spełniony, spokojny, pełen mocy, zdolny do działania i odpowiedzialny.

W świecie czasu możesz rozwijać pragnienie poprzez intencję. Albowiem do tej pory używałeś czasu, aby nauczyć siebie samego, jak się rozpraszać wszystkimi myślami i spostrzeżeniami, które tworzą ową kosmiczną zupę zwaną światem. Wszyscy zaznaliście frustracji związanej z tym, że masz pragnienie, ale gdy tylko wychodzisz za próg domu, jakiś znajomy podjeżdża samochodem i mówi: „Chodźmy na plażę.”

I nie docierasz na zajęcia, mimo że pragniesz skończyć studia. Rozwinąłeś w sobie sztukę bycia uwodzonym przez rozproszenia. Dlatego też konieczne jest użycie czasu do tego, by rozwijać posługiwanie się intencją. Albowiem bez intencji pragnienie nie może osiągnąć krystalicznie czystej ostrości, precyzji lasera, który potrafi przebić się przez grubą warstwę śmieci tego świata, tak by mogło z ciebie wypłynąć nowe stworzenie.

Intencja nie jest tym samym, co silne, egotyczne, z góry określone zobowiązanie się do wywołania jakiegoś skutku. Droga serca rozpoznaje bowiem, że nie wiesz, jak osiągnąć spełnienie, którego szukasz na poziomie duszy. Jest tak dlatego, że gdybyś to wiedział, to już byś je osiągnął. Intencja na Drodze serca nie oznacza harowania bez wytchnienia i nieustępliwego obstawania przy swoim. Oznacza raczej rozwijanie w swych procesach myślowych sztuki pamiętania, po co tutaj naprawdę jesteś. Jesteś tutaj, by pamiętać, że jesteś myślą Miłości w formie. Jesteś tutaj, by pamiętać, że jesteś jednym z Bogiem. Jesteś tutaj, by pamiętać, że ten, którego nazywałem Abba – Ojciec, choć nadaje Mu się wiele imion, pozostaje źródłem twej jedynej rzeczywistości. I żyjesz w rzeczywistości tylko w takim stopniu, w jakim On żyje poprzez ciebie.

Dlatego też intencja na Drodze serca oznacza codzienne posługiwanie się czasem po to, by skupiać swą uwagę na pragnieniu bycia Chrystusem wcielonym. Intencja jest tą energią czy też takim użyciem umysłu, dzięki któremu – poprzez konsekwentną praktykę – tworzony jest kanał, przez który pragnienie zaczyna schodzić w dół, reedukując emocjonalne ciało, a nawet komórkową strukturę fizycznego ciała i wszystkie niższe formy myślenia, jakie wiążą się z intelektem. W ten sposób wszystko, co dotyczy twego istnienia, zostaje zintegrowane, działa wspólnie i koncentruje się na wypełnieniu tego jednego, wielkiego pragnienia, byś przyjął swą funkcję w tym świecie. A twą funkcją jest uzdrowienie twego poczucia oddzielenia od Boga.

Jak zatem stosować intencję? Tak jak do tej pory używałeś czasu, by nauczać siebie szybkiego rozpraszania się, tak teraz powinieneś sobie codziennie zadawać jedno pytanie:

Czego najbardziej pragnę?

Co robię na tej planecie? Czemu jestem oddany?

Dwa ostatnie pytania są tylko innymi formami tego fundamentalnego pytania. I w miarę jak będziesz ćwiczył zadawanie tego pytania, odpowiedź będzie się stawała coraz wyraźniejsza. Albowiem to właśnie pytanie kształtuje, stymuluje i rodzi odpowiedź. Wszechświat zawsze odpowiada na twe pytania. Gdy zaś zadajesz niejasne pytania, uzyskujesz niejasne odpowiedzi.

A zatem niech twa intencja stanie się krystalicznie jasna. I przypominaj sobie o niej codziennie.

Moją intencją jest posługiwać się czasem w sposób konstruktywny, tak by ponownie nauczyć się, co oznacza trwać w Królestwie Niebieskim i wypełniać mą funkcję. A moją funkcją jest uzdrawianie. Uzdrawianie zaś wymaga obecności Chrystusa, gdyż tylko Chrystus może wyrażać Miłość, która prowadzi do uzdrowienia.

Pragnienie oraz intencja. Etapy te odsłaniają się w polu czasu, w miarę jak dojrzewasz na Drodze serca. Pragnienie i intencja są bardzo istotne.

Trzeci etap procesu, za pomocą którego umysł zostaje całkowicie skorygowany i wraca do domu, to etap przyzwalania. Albowiem egotyczny świat nie naucza cię pozwalania, lecz zmagania. Według niego musisz być sprawcą i wykonawcą. Musisz znaleźć sposób manipulowania lub kontrolowania swego środowiska, tak aby dopasowało się do obrazu, jaki przechowujesz w swym umyśle. To wszystko jest oczywiście w porządku i istnieje wiele istot, które uczą się pewnych cennych lekcji, podążając ścieżką pewnych nauczycieli, którzy nauczają, że możesz stworzyć cokolwiek zechcesz. Będzie ci się wydawało, że to coś wielkiego, dopóki sobie nie uświadomisz, że i tak robisz to przez cały czas! Zawsze tworzysz dokładnie to, co zarządzisz. To nie jest nic wielkiego i nie jest to żaden sekret.

Lecz pojawią się ci, którzy będą cię nauczać: „Dobrze, wejdź w swój umysł, zapytaj siebie, czego chcesz, a gdy zobaczysz obraz mercedesa, to po prostu zrób te wszystkie magiczne sztuczki, a już wkrótce będziesz miał mercedesa”.

Choć może to być korzystny etap, to problem z tym polega na tym, że intelekt – ziemska część twego umysłu – może pragnąć tylko tego, do czego został zaprogramowany.

Ziemska część twego umysłu mówi: „No cóż, muszę jakoś przemieszczać ciało w tym wymiarze. Służą do tego samochody. Świat mówi mi, że mercedes jest wspaniałym środkiem takiego transportu, a zatem stworzę pragnienie chcenia mercedesa”. A gdy już przejawisz mercedesa, oszukujesz samego siebie myśląc, że dokonałeś wielkich postępów, choć tak naprawdę zrobiłeś jedynie to, co zawsze robiłeś: wybrałeś, jakie ma być twoje doświadczenie i je przejawiłeś. Nie ma w tym nic nowego, choć gdy działasz w ten sposób, możesz zacząć odzyskiwać zaufanie do swych zdolności przejawiania tego, czego chcesz.

W Drodze serca chodzi o coś innego. Na tej ścieżce przyzwolenie oznacza, że zaczynasz patrzeć na swe życie inaczej. Nie chodzi w nim o zmaganie się, by skończyć szkołę i zrobić karierę, dzięki której możesz tworzyć złote monety, za pomocą których możesz stworzyć odpowiedni dom w odpowiednim środowisku po to, by twoje ego mogło czuć, że odniosło „sukces”, i że w związku z tym jest „warte” miłości. Bądź ze sobą szczery: czyż twój świat nie jest zbudowany na takich przesłankach?

„Gdybym tylko mógł sprawić, by moje życie wyglądało na udane, wówczas będę akceptowany, wówczas będę mógł siebie pokochać, choćby odrobinę. Być może uda mi się skłonić innych ludzi, by mnie pokochali”.

Zupełnie nie o to chodzi. Droga serca zaczyna się od rozpoznania, że już jesteś kochany przez jedyne Źródło, jakie ma znaczenie i że przyszedłeś tu spełnić znacznie wyższy cel, który można przejawić w tym świecie, choć nie pochodzi on tego świata.

Przyzwalanie jest zatem pielęgnowaniem takiego sposobu patrzenia na wydarzenia twego życia, dzięki któremu nie traktuje się ich jako przeszkód w otrzymywaniu tego, czego się chce, lecz jako pomoc w dalszym rozwoju. Każde wydarzenie obdarza cię błogosławieństwem w postaci lekcji wymaganych do uzdrowienia przeszkód – nie tyle w osiągnięciu sukcesu, lecz w uświadomieniu sobie obecności Miłości jako źródła i podstawy twego istnienia. Na etapie przyzwalania zaczynamy więc pielęgnować akceptację wszystkich rzeczy, jakich doświadczamy. Zaczynamy widzieć, że ponieważ oddaliśmy się przebudzeniu i ucieleśnianiu jedynie Chrystusa, to wszechświat już z nami w każdej chwili współpracuje, by sprowadzić do naszego życia ludzi i wydarzenia, które najlepiej potrafią zapewnić nam dokładnie to, czego najbardziej potrzebujemy się nauczyć lub czego potrzebujemy stać się świadomi.

A zatem wysyłani są posłańcy. Posłaniec może na przykład przyjść w formie kogoś, w kim się zakochujesz i jest w tym coś, czego masz się nauczyć. Być może do tej pory blokowałeś w sobie uczucie Miłości do innych ludzi, a teraz w końcu przychodzi ktoś, kto wyważa z hukiem drzwi i już nie potrafisz się powstrzymać, żeby nie czuć tego uczucia. Posłańcem może być ktoś, kto pojawia się niczym ziarnko piasku w muszli ostrygi i wywołuje w tobie tarcie, wybijając cię tym z uśpienia, i w ten sposób uświadamiasz sobie, że do tej pory działałeś w oparciu o bardzo dysfunkcyjne wzorce i że musisz lepiej opanować – tak to ujmijmy – Prawdę tego, kim jesteś. Być może potrzebujesz się nauczyć odważniej wyrażać swe emocje. Być może potrzebujesz bardziej zaakceptować swą kreatywność. To poprzez twych posłańców zostanie poruszone w tobie coś, co spowoduje, że ostatecznie staniesz się odpowiedzialny i szczery wobec samego siebie.

Na przykład jeśli myślisz: „No cóż, ja się już w ogóle nie złoszczę. Przecież jestem bardzo duchową osobą. Właśnie wyszedłem z duchowego kursu i teraz wszystko wiem. Tak więc będę po prostu żył w niebiańskiej błogości”, to wokół ciebie zaczynają dziać się różne rzeczy. Być może – użyjmy tego jako przykładu – do twego sąsiedztwa sprowadza się para gejowska i odkrywasz, że masz jakieś bardzo głęboko zakorzenione osądy, że w tej orientacji seksualnej jest coś złego. Oni są posłańcami wysłanymi do ciebie przez wszechświat, by pchnąć cię do jeszcze głębszego spojrzenia w siebie.

Przyzwolenie jest więc pielęgnowaniem pewnej jakości świadomości, w której spoczywasz, rozpoznawszy, że twe życie nie jest dłużej twoim. Ty już go nie określasz i nie kontrolujesz. Oddajesz je raczej Źródłu swego istnienia, owej głębi mądrości w Głębi Oceanu, która wie najlepiej, jak przejawić to, co jest ci potrzebne, by na powierzchnię twej świadomości wypchnąć zalegające w niej śmieci po to, byś mógł się od nich uwolnić.

Poprzez przyzwolenie rozwijasz w sobie ufność. Przyzwolenie jest drogą, na której intencja i pragnienie mogą jeszcze pełniej współpracować w trzecim wymiarze twego doświadczenia – w polu czasu. Przyzwolenie jest formą podporządkowania się, jednak nie naiwnego podporządkowania. Przyzwolenie zmienia twe postrzeganie tego, co widzisz jako otaczający cię świat.

Zaczynasz sobie uświadamiać, że tak naprawdę wcale nie żyjesz w rzeczywistym świecie. Żyjesz w polu wibracji i energii, którym zarządza prawo przyciągania, czy też rezonansu. I zaczynasz być skłonny, by pozwalać, aby pewne rzeczy – nawet rodzina i przyjaciele – odpadały z twego życia, gdyż dzięki swemu pragnieniu i intencji ufasz, że to znikanie z twego życia jest w porządku. Zostanie to bowiem zastąpione nowymi wzorcami wibracji, które przychodzą w formie posłańców – wydarzeń, miejsc, ludzi i rzeczy – które mogą ponieść cię dalej w górę spirali przebudzenia.

Przyzwolenie jest początkowym etapem rozwijania w sobie pokory oraz świadomości tego, że ostatecznie musisz poddać się czemuś będącemu poza intelektem i kontrolą egotycznej części umysłu, ponieważ sprawca i wykonawca, który starał się do tej pory robić to wszystko, zostaje wreszcie rozpoznany jako nieprzydatny do niczego.

W miarę dojrzewania w tobie tych trzech etapów łagodnie wchodzisz w ostatni etap poddania się. A poddanie się oznacza, że nie odczuwasz dłużej żadnego niepokoju. Poddanie się oznacza, że każdą cząstką swego istnienia rozpoznajesz, że nikt tutaj nie żyje życiem, lecz że to Życie przepływa przez osobowość ciało-umysłu, dopóki ona trwa. To tutaj kończy się i wypełnia mistyczna przemiana. Właśnie tutaj pojmujesz znaczenie nauczania:

Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.

Poddanie się jest etapem, na którym doskonały pokój staje się fundamentem – nie dla bierności czy bezczynności, lecz dla jeszcze większej aktywności.

Odkrywasz, że dopóki jesteś w tym świecie, stajesz się coraz bardziej zajęty i jesteś proszony, by robić coraz więcej. Stajesz się jeszcze bardziej odpowiedzialny. I ostatecznie zaczynasz pojmować, że ponieważ jesteś Chrystusem, to jesteś odpowiedzialny za całość Stworzenia. Nie możesz więc pomyśleć ani jednej myśli, która nie wpłynęłaby na najdalszą z gwiazd. To właśnie przed tą odpowiedzialnością się wzdragałeś i próbowałeś się ograniczyć do poziomu niewielkiego, krótkowzrocznego fragmentu piany, a wszystko dlatego, że bałeś się wzięcia odpowiedzialności za całość.

Jednak Droga serca koryguje twe postrzeganie, dzięki czemu rozpoznajesz, że twą największą radością, największym spełnieniem jest w pełni i świadomie przyjąć odpowiedzialność za całość Stworzenia. Dlaczego? Ponieważ wtedy nagle uświadamiasz sobie, że nie jesteś sprawcą i wykonawcą, że możesz przyjąć odpowiedzialność za cokolwiek i za wszystko, ponieważ poprzez ciebie cała moc w Niebie i na Ziemi wprawiana jest w ruch, po to by przejawiać Miłość Boga. A więc krótko mówiąc, wszystko jest w rękach Boga, nie twoich. I dlatego mówimy:

Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!

Czy zaczyna to mieć dla ciebie sens? Czy widzisz, jak różni się to od sposobu, w jaki nauczano cię interpretacji moich nauk?

Pragnienie, intencja, przyzwolenie, poddanie się. Ale jest to poddanie się takiemu sposobowi bycia, którego świat nigdy nie może poznać. Jest to poddanie się sposobowi bycia, w którym możesz nigdy nie otrzymać – jak wy to nazywacie w waszym świecie? – Oscara za swą grę aktorską. Lecz jest to sposób bycia, w którym twoja świadomość staje się całkowicie otwarta na twe połączenie z całym Stworzeniem. Będziesz więc rozmawiał ze spadającym z drzewa liściem. Będziesz widział duszę kotka, którego głaszczesz. Będziesz rozmawiał z aniołami i mistrzami. I będziesz brał udział w spotkaniach zarządu w najwyższych kosmicznych salach konferencyjnych.

I będziesz wiedział, że ciało-umysł, który kiedyś uznawałeś za swoją własność, to niewiele więcej niż tymczasowy środek nauczania, narzędzie, które należy wziąć, użyć pod kierownictwem Boga i odłożyć, kiedy jego użyteczność się skończy. Tak więc nawet kiedy nadejdzie czas przejścia, który nazywasz śmiercią, nic nie zakłóci twego pokoju. I gdy ciało będzie umierało – co oznacza po prostu, że twa uwaga zacznie się od niego uwalniać, tak jak ręka stolarza uwalnia się od młotka, gdy stolarz odkłada go na stół, idzie na kolacje i zapomina o nim – tak i ty będziesz w stanie obserwować ów proces, który twój świat nazywa śmiercią, z całkowitym spokojem i radością.

Będziesz obserwował, jak twój duch odłącza się od ciała. Będziesz obserwował, jak ciało przechodzi w stan bezruchu i braku życia, tak że cała twoja uwaga będzie mogła skupić się na zupełnie nowym wymiarze. Wymiar ten jest tak rozległy, że będziesz w stanie spoglądać w dół na płaszczyznę Ziemi, podobnie jak mógłbyś postanowić spojrzeć na trzymany w dłoni kamyk i jednym szybkim spojrzeniem ogarnąć wszystko, co się z nim wiąże, tak, że nic nie jest ukryte.

Odpowiedzialność. Ja jestem tym, który postanowił przyjąć odpowiedzialność za ów kamyk zwany Ziemią i za wszelkie życie, jakie na niej zamieszkuje. Wy również poznacie tę energię i rzeczywistość obejmowania swymi palcami całości układu słonecznego i stawania się – jakby to określić – Bogiem czy też zbawicielem tego wymiaru. A zaczyna się to od wyboru, by wziąć odpowiedzialność za swój kamyk, swoje królestwo, swój układ słoneczny, swój osobisty wymiar. To zaś – jeszcze raz powtórzmy – zaczyna się od powiedzenia:

Ja, i tylko ja, jestem źródłem tego, czego doświadczam i co postrzegam. Nie jestem ofiarą świata, który widzę. Wszystko zaś, czego doświadczam, sam do siebie przywołałem. To oczywiste. Bez żadnych wymówek, żadnych „jeśli”, „oraz” i „ale”. Tak po prostu jest.

Zniknie więc twa niedojrzałość, twój opór przed zwyczajnym wzięciem odpowiedzialności za swoje doświadczenie.

Droga serca rozwija zatem dojrzałość pragnienia, intencji, przyzwolenia i poddania się. I nie ma żadnej cechy, która byłaby ważniejsza niż wspomniana przez nas już wcześniej pokora. Nie chodzi tu o udawaną pokorę, której naucza się w pewnych religiach tego świata, ale o prawdziwą pokorę. Pokora bowiem nie oznacza, że stajesz przed grupą ludzi, którzy nagradzają cię owacją na stojąco, i mówisz im: „Ojej, nie musicie tego robić. To nie jest tak ważne.”, tak że sprawiasz wrażenie pokornego, podczas gdy w swoim wnętrzu myślisz: „O Boże, ależ to przyjemne. Klaszczcie trochę głośniej. Klaszczcie trochę dłużej. Ale na głos wam tego nie powiem”.

Czy znasz ten rodzaj pokory? Czy to nie jest ten rodzaj pokory, której nauczano cię w twych szkołach? „Nie stój tam, bijąc się dumnie w piersi i nie mów: Tak dziękuję! Wiecie co, myślę, że teraz robię to naprawdę dobrze”. Nie nauczono cię, że taka postawa jest w porządku.

Prawdziwa pokora płynie z głęboko osadzonego rozpoznania, że nie możesz zbawić sam siebie, że jesteś stworzeniem, a nie Stwórcą, że w absolutnym sensie jesteś skutkiem a nie przyczyną, że to coś, co zwane jest Życiem, nie należy do ciebie, że istnieje coś, czego nie jesteś w stanie ogarnąć ani zrozumieć intelektualnie. A jeśli to coś kiedykolwiek zrezygnowałoby z kochania cię, przestałbyś istnieć. A więc niezależnie od tego, jak głęboko wejdziesz w głębię Boga, niezależnie od tego jak głęboką świadomość jedności z Bogiem osiągniesz, to czym Bóg jest, pozostaje na zawsze poza twą rosnącą zdolnością rozumienia Boga. Można to porównać do Oceanu o nieskończonej głębi. I gdy uświadomisz sobie, że choćbyś nie wiem jak się starał, i tak nigdy nie ogarniesz tego Źródła swoim małym „ja”, wówczas wejdziesz łagodnie w pokorę – prawdziwą pokorę.

Dlaczego to jest ważne? Dobrze sobie zapamiętaj te słowa: Otóż, w miarę jak będziesz robił postępy na Drodze serca, w miarę jak będziesz rozpuszczał i poluzowywał pęta wiążące umysł, gdy wewnętrzne konflikty będą uzdrawiane i rozwiązywane, gdy zaczniesz przyjmować obfitość, którą Ojciec chce cię obdarowywać na wszystkich poziomach życia i wszelkich poziomach uczucia i postrzegania, gdy zaczniesz smakować wspaniałość i wielkość, które chcą przez ciebie przepływać, wówczas odkryjesz, że tak zwani „wrogowie” stają się bardziej subtelni. Na jakimś etapie każde dziecko widzi swoich rodziców jako wrogów, czyż nie tak?

„Jak to nie mogę wziąć dziś wieczorem samochodu? Dlaczego muszę być w domu przed 22.00?” I tak rodzic staje się wrogiem.

Oczywiście to się dzieje na bardzo niedojrzałym, podstawowym i naiwnym poziomie. W miarę, jak będziesz wchodził coraz bardziej w swoje mistrzostwo, będzie cię mocno kusiło, by wierzyć, że już wszystkiego dokonałeś. Będzie cię kusiło, by wierzyć: „Ja już to potrafię. Nie potrzebuję już modlitw, których używałem na początku; tych prostych ćwiczeń świadomości, którymi się posługiwałem, gdy wszedłem na tę ścieżkę. Już to wszystko opanowałem”.

Za każdym razem, gdy słyszysz w sobie głos mówiący: „Dokonałem już wszystkiego”, możesz być pewien, że tak nie jest. I grozi ci utrata tego, co osiągnąłeś.

Pokora jest rozpoznaniem, że im bardziej wchodzisz w mistrzostwo, tym większe jest pragnienie dyscypliny i czujności. Dyscyplina nie oznacza robienia czegoś trudnego, czego nie lubisz robić. Dyscyplina jest niczym umiejętności artysty, który je rozwija i udoskonala po prostu dlatego, że ma głębokie pragnienie jeszcze piękniejszego tworzenia i czerpie z tego wielką radość. Sportowiec jest zdyscyplinowany w ćwiczeniu mięśni, dzięki czemu działają one jeszcze sprawniej niż dzień wcześniej, a on czerpie radość z szerzenia jeszcze większego piękna w świecie.

Zatem dyscyplina umysłu jest konieczna, by rozpoznać, że dopóki trwa twe ciało, dopóki istniejesz, to niepodobne do Miłości stworzenia świadomości będą wytwarzać wiele wzorców wibracyjnych, które z ogromną chęcią ściągnęłyby cię w dół. Dyscyplina umysłu opiera się na rozpoznaniu, że można z wielką radością świadomie powtarzać decyzję, by nauczać jedynie Miłości i dokonywać wyboru o dopuszczaniu do twej świadomości jedynie tych wzorców wibracji, które odzwierciedlają Prawdę, piękno i wartość tego, kim jesteś.

Osąd nie jest w stanie odzwierciedlić takiego Światła. Nie mogą tego uczynić gniew i nienawiść. Wibracje takie jak lęk i paranoja, lęk przed odrzuceniem, lęk przed opiniami innych, nigdy nie mogłyby odzwierciedlić królewskiego majestatu i wielkości twego istnienia. Dlatego też zrozum dobrze, że pokora jest absolutnie niezbędna. Paradoksem jest bowiem to, że w miarę jak będzie przez ciebie wyrażana wielkość, nadal będzie cię kusiło, by pozwalać egotycznym energiom zadomawiać się w twym umyśle. Głos ego będzie mówił: „Wiesz co, niezły z ciebie mistrz. Naprawdę zasługujesz na te pochlebstwa. A może byś sobie zatrzymał dziesięć procent z tego dla siebie?”.

Mistrz przyjmuje Miłość i wdzięczność ofiarowaną przez tych, których dotknęły jego nauki i oddaje to wszystko Bogu, rozpoznając, że te rzeczy nie mogłyby wydarzyć się same z siebie. Ja również poznałem, co to znaczy być kuszonym. A kiedy przychodzili do mnie chorzy, którzy doznawali uzdrowienia w mej obecności, bardzo mnie kusiło, by powiedzieć: „Tak, zobacz, co uczyniłem. Naprawdę sobie na to zapracowałem. Spędziłem czterdzieści dni i nocy na pustyni. Byłem w Indiach i Tybecie. Byłem w Anglii. Uczyłem się u wszystkich mistrzów Egiptu. Tak, naprawdę zasługuję, by widziano we mnie uzdrowiciela i nauczyciela”.

Jednak dzięki pokorze nauczyłem się, by pamiętać o prostocie tego, że sam z siebie nie mogę uczynić niczego. Rozwijałem w sobie sztukę ciągłego bycia uczniem Miłości, a nie profesorem Miłości, który myśli, że już wszystkiego dokonał tylko dlatego, że ma dużo tytułów przed nazwiskiem. W miarę, gdy robisz postępy i gdy pozwalasz przepływać przez siebie coraz większej obfitości Bożej Miłości, dostrzegasz, że zaczynasz wyróżniać się z tłumu i że zaczynasz przyciągać tych, którzy chcą światła. Gdy to się dzieje, musisz praktykować dyscyplinę i czujność poprzez nieustanne przypominanie sobie o pokorze, aż będziesz pamiętał o niej przy zaczerpnięciu każdego oddechu.

Dlaczego musisz to czynić? Gdy żyjesz w tym świecie i czujesz, że nikt cię nie podziwia i że dla nikogo nie jesteś autorytetem, jest ku temu tylko jeden powód. Opierasz się Prawdzie swego istnienia, a wypierając się jej, odpychasz od siebie Boże Światło, ponieważ odczuwasz lęk, głęboko zakorzeniony lęk, że możesz się jawić jako odmienny od innych. Świat chce cię uczyć bycia popychadłem, dostosowywania się do reszty, nie działania nikomu na nerwy. Lecz będziesz wiedział, że twa samodzielność i moc wzrasta, między innymi właśnie dlatego, że niektórzy nie będą cię lubić. Będziesz poruszał ich czułe punkty przez samo pojawienie się w tym samym pomieszczeniu, albowiem ciemność czuje wstręt do światła. To jest tak proste.

Pokora jest absolutnie niezbędna. Poprzez ciebie i dzięki owej bramie pokory może zostać włączone Światło Mocy o jeszcze większym natężeniu. Jeśli światło o takim natężeniu nie wydaje się płynąć w twoim życiu, dobrze się przyjrzyj, czy pamiętasz o pokorze i czy się jej oddajesz. Albowiem Światło Boga może jaśnieć przez ciebie tylko w takim stopniu, w jakim chcesz wziąć za nie odpowiedzialność, co oznacza oddawanie jego owoców Źródłu i nie roszczenie sobie do nich prawa. Jeśli nie masz żadnych roszczeń, wszystko może przez ciebie płynąć. Duch Święty zaś może zgromadzić wokół ciebie miliony istot w wielu wymiarach, ponieważ wie, że nie wypaczysz Miłości Boga, uzurpując sobie Jego miejsce i sadzając siebie na tronie.

Pokora jest główną cechą, jaką należy rozwijać. Dlatego też, gdy się modlisz, zaprawdę proś o wielkość. Powiedz Ojcu, że jesteś gotowy ucieleśnić pełnię Chrystusa i w swym wnętrzu po prostu dotrzymaj obietnicy, że zawsze będziesz pamiętał, że nie ty jesteś wykonawcą i sprawcą. Jesteś po prostu tym, kto rozpoznał, że jedynie Miłość Boga może cię spełnić jako duszę. Jedynie wypełnienie twego celu, czyli bycie kanałem dla Miłości, może ci przynieść sukces, jakiego naprawdę szukasz. Gdy zamiast oddawać się zastanawianiu nad opiniami innych ludzi, jesteś w pełni oddany temu celowi, wówczas ta Moc może zacząć przepływać przez ciebie.

Gdy będziesz gotowy uwolnić się od świata, Niebo przyjdzie, by go zastąpić. Gdy będziesz gotowy uwolnić się od swej potrzeby wielkości widzianej w kategoriach ego, wówczas zacznie się z ciebie wylewać prawdziwa wielkość. W Duchu istnieje pewien paradoks. Naucz się go dostrzegać. Stań się panem paradoksu. I nigdy nie zaniedbuj potrzeby dyscypliny opartej na fundamencie pokory. Zrozum, właśnie to wywołało twój lęk przed energią pragnienia, ponieważ w przeszłości (może nawet bardzo dawno temu) podjąłeś decyzję, by odkryć jak by to było, gdybyś pozwolił sobie na przypisanie całej tej mocy sobie na własność i używanie jej w służbie głosu ego. I właśnie tego się boisz. Ale jeśli będziesz doskonalił omawiane przez nas etapy w oparciu o pokorę, nigdy nie będziesz musiał się lękać niewłaściwego użycia pragnienia.

Dlatego też w swych modlitwach pamiętaj – tak często jak tylko jesteś w stanie – że to, co zarządzisz, JEST. A zatem mów wyraźnie w swoim wnętrzu:

Źródło, Stwórco, Boże Ojcze, Boże Matko, Wszystko Co Jest, Abba – jestem gotowy być tym, czym mnie stworzyłeś, abym był. Postanawiam pamiętać, że jestem skutkiem, a nie przyczyną. Bądź wola Twoja, wiem bowiem, że Twoją Wolą jest, abym był w pełni szczęśliwy. Objaw mi więc taką ścieżkę, na której mogę poznać to szczęście. Albowiem moja droga zawsze zawodziła, ale Twoja nigdy nie zawodzi.

Następnie każdego dnia pamiętaj o energii wdzięczności i uznania. Dobrze jest być wdzięcznym sobie nawzajem. Jednak w zaciszu swej medytacji i modlitwy bądź wdzięczny za to, jak ta moc Źródła Miłości, którą nazywałem Abba, czy też Bogiem, żyje, porusza się i oddycha, przyprowadzając do ciebie ludzi, książki, nauczycieli i doświadczenia, które łagodnie rozplątują otulający cię kokon ego. W ten sposób budzisz się, rozpoznając Prawdę, piękno, majestat, wspaniałość i wielkość samego Życia. Życie chce oddychać tobą, tak magicznie i potężnie jak oddycha poprzez burzę, liść na drzewie czy blask oczu noworodka.

To Życie jest tym, czym jesteś. To Życie jest obecnością Bożej Miłości, Głębią Oceanu wzbierającego, by wyrazić się poprzez Fale Stworzenia. Niech więc jedynie to Życie będzie twym przewodnikiem we wszystkim, a ty spoczywaj z wdzięcznością przed Nieskończoną Tajemnicą, jaką jest Życie, mówiąc mu „tak”! Powiedz „tak” Życiu – powiedz, że jesteś gotowy pozwolić, aby jego pełnia obmyła cię i poniosła w coraz głębsze zrozumienie i pojmowanie tego wszystkiego, czym jest Bóg. I zaprawdę, jeśli zechcesz to przyjąć, spoczywanie w świadomości Boskiej pokory będzie najsłodszym doświadczeniem, jakiego mógłbyś zaznać.

Wielu z was spogląda na mnie i mówi: „Och, jak bardzo chciałbym być tam, gdzie jest Jeszua!”. Pomyśl tylko jakąś myśl, a już jesteś z tym, o kim myślisz. Pomyśl jakąś myśl, a już jesteś w tym wszechświecie. Będzie to nawet szybsze niż mgnienie oka, bo tam nie masz żadnego oka.

Powiadam wam, że ja przebywam w pewnej częstotliwości wibracji z wieloma, wieloma innymi istotami, których świadomość ani przez chwilę się nie waha w głębokiej wdzięczności i w pokorze wobec Tajemnicy tego wszystkiego, czym jest Bóg. I czerpiemy ogromną radość ze świadomości, że żyjemy, jednak to nie my żyjemy, lecz nasz Stwórca żyje jako my. Jedyna różnica pomiędzy mistrzem a uczniem polega na tym, że mistrz opanował sztukę nieustannego bycia uczniem. Rozważcie to sobie.

Pragnienie, intencja, przyzwolenie i poddanie się. Czego naprawdę chcesz? Czy jesteś gotów to poczuć i pozwolić, aby wątek pragnienia poniósł cię do domu? Czy pamiętasz, aby używać czasu w sposób konstruktywny poprzez skupienie na intencji i przypominanie sobie, po co tu naprawdę jesteś? Nie jesteś tutaj, aby przetrwać. Jesteś tutaj, aby żyć jako Prawda tego, kim jesteś.

Przyzwolenie… To nie bierna akceptacja rzeczy takimi, jakimi są, lecz rozpoznanie, że dzieje się coś bardzo pięknego. Istnieje Inteligencja, Miłość, która zna cię lepiej niż ty znasz samego siebie, i która ofiarowuje ci, z chwili na chwilę, klejnoty i skarby, lekcje i błogosławieństwa. Istnieje coś, co tka gobelin twego życia, nic zaś nie dzieje się przypadkiem.

Poddanie się… Jest ono podtrzymywaniem rozpoznania, że swe szczęście możesz znaleźć jedynie w podporządkowaniu własnej woli Woli Boga. Albowiem do tej pory twoją wolą był konflikt, zmaganie się i ograniczenie. Wolą Ojca jest, byś żył bez konfliktów, w pokoju, radości, spełnieniu i szczęściu, czyli w błogości.

Pokora… Jeśli kiedykolwiek zastanawiasz się, jak zakotwiczyć swą świadomość w pokorze, przerwij to, co robisz teraz i zadaj sobie następujące pytanie:

Czy ja stworzyłem sam siebie?

Bardzo dobrze wiesz, że odpowiedź brzmi:

Nie, nawet nie wiem, kiedy zostałem stworzony. Coś mnie zrodziło. Co to takiego?

To cię dość szybko sprowadzi do pokory. Czy wiesz, jak dać początek gwiazdom na niebie? Nie! Czy wiesz, jak zrodzić liść na drzewie? Nie! A czy wiesz chociaż, w jaki sposób unosisz rękę? Też nie! Cóż więc wiesz? Nic! Pozwól sobie zrozumieć, że niczego nie wiesz. Pozostając w tym stanie boskiej ignorancji, będziesz spoczywał w pokorze, która ostatecznie pozwoli twemu Stwórcy poruszać się w tobie i objawiać ci wszystkie rzeczy.

A zatem, umiłowani przyjaciele, Droga serca jest drogą, która koryguje postrzeganie i przywraca prawidłowe myślenie, po to byś nie był dłużej sprawcą, wykonawcą i reżyserem. Twe opinie nie będą w ogóle nic dla ciebie znaczyły. I w owej wielkiej pustce odnajdziesz doskonały pokój. Życie uniesie cię na swych skrzydłach. I poprzez ciebie w coraz bardziej wielowymiarowy sposób Życie będzie wyrażało doskonałą i nieskończoną Miłość, Moc i Kreatywność, którą jest Bóg, aż w końcu przysięgniesz, że Bóg jest wszystkim, co jest. I nie będzie żadnego miejsca, gdzie mógłbyś znaleźć choćby ślad siebie samego. Albowiem jeśli oświecenie jest końcem oddzielenia, jak może istnieć sprawca i wykonawca? Czy fala może sama sobą kierować? Ego jest próbą uczynienia tego, lecz nigdy mu się to nie udaje.

Niech więc pokój zawsze będzie z wami. Niech pokój przenika wasze istnienie w każdej chwili. Wiedz, że jesteś bezpieczny w Miłości Boga, która wyłania się z wielkiego Źródła Tajemnicy i która chce poruszać się w tobie z każdym oddechem, jaki bierzesz, z każdym wypowiedzianym przez ciebie słowem, dopóki nie będziesz słyszał jedynie owego impulsu przewodnictwa, który wzbiera w tobie z głębi twego istnienia jako łagodny Głos, któremu całkowicie ufasz. I poznasz wolność, której szukasz.

To powiedziawszy teraz was opuścimy. Lecz my nigdzie nie idziemy, gdyż wy już jesteście tam, gdzie my. Ufajcie temu. Wiedzcie to. Polegajcie na tym. I zgłębiajcie Drogę serca. A zgłębiając ją, poznacie Prawdę Miłości.

Pozostańcie więc w pokoju, umiłowani przyjaciele.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf 


Po lekcji trzeciej, czwartej i piątej Drogi Serca nie ma pytań i odpowiedzi. Zaczynają się ponownie po lekcji szóstej.

Przejdź do Lekcji 6.