Droga Serca – Lekcja 7

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

Na zawsze jestem z wami. Na zawsze jestem z wami. Na długo zanim zostały zrodzone gwiazdy, na długo przed pojawieniem się planet, nawet na długo przed wyłonieniem się w Boskim Umyśle Syna Boga myśli o fizyczności, już byliśmy razem stworzeni w równości. A jednak owo Stworzenie jedynej rzeczywistości, jaka jest, nie zna chwili narodzin. Dlatego też, ponieważ Ojciec jest zawsze, my również przebywamy razem, trwamy razem i jesteśmy razem podtrzymywani Miłością. I przez cały czas i aż do wieczności przebywamy razem w rzeczywistości tego, kim jesteśmy. Dlatego też nie myślcie, że czymś nadzwyczajnym są te oto moje słowa:

Jestem z wami zawsze, aż do skończenia tej epoki.

W jakąż podróż kiedykolwiek wyruszyłeś, której ja bym nie znał? Jakąż podróż ja odbyłem, której w Prawdzie wy byście nie znali? Albowiem kiedy spoglądasz na mnie i z pewnego głębokiego miejsca poznania w sobie – choć niekoniecznie używając tych słów – mówisz sobie:

Oto zjawia się przede mną Chrystus,

…kiedy podtrzymujesz w umyśle jakąś myśl o mnie i ciało zalewa emocja – delikatna, łagodna, lekka – i rozpoznajesz, że święty Syn Boga został zrodzony i osiągnął doskonałość w twym przyjacielu Jeszule, synu Józefa, to czym jest to coś w tobie, co wie, że jest to Prawdą? Jaka część umysłu, jaka zdolność twego serca pozwala ci spojrzeć na mnie i rozpoznać we mnie Prawdę, w taki sposób, że mnie kochasz? Albowiem powiadam ci, że dokładnie taka sama część mego umysłu, ta sama część mego serca, spogląda na ciebie i mówi:

Oto stoi przede mną święte Dziecię Boga. I ja je kocham.

To, co wie; to, co pojmuje natychmiast, to Umysł Chrystusa, który rozpoznaje Siebie w każdym i we wszystkim. Ten Umysł Chrystusa mieszka w tobie w całej swej pełni teraz! A zatem, tak jak wielokrotnie wam mówiłem, nigdy nie zapominaj, że swój swego zawsze pozna. Jeśli więc zechcesz spojrzeć na mnie i powiedzieć: „Umiłowany przyjacielu, dziękuję ci”, spójrz uważnie na siebie i powiedz: „Umiłowany przyjacielu, dziękuję ci.” Zaprawdę, pozwól oddechowi płynąć.

Jak wiele odbyłeś podróży? Jak wiele chwil doświadczenia przepłynęło pod mostem twego istnienia, że tak się wyrażę, zanim zacząłeś po raz pierwszy budzić się w Prawdzie, która jest zawsze prawdziwa? Jak wiele wcieleń minęło, jak wiele światów, zanim Światło zaczęło świtać, najpierw tak niepostrzeżenie, że nie zostało rozpoznane? A cichy głos wyszeptał z miejsca, które wydawało się tak odległe od miejsca, w którym byłeś:

Umiłowany Synu, jesteś teraz ze Mną. Pozostajesz taki, jakim cię stworzyłem. Dlatego też bądź w pokoju. Miłuję cię.

I głos ten wydawał się tak odległy, tak słaby, że z pewnością nie mógł być twoim głosem. Z pewnością był tylko chwilowym przejawem fantazji. I w połowie jakiejś podróży przystanąłeś. I gdy kropla deszczu spadła na liść, a ty objąłeś wzrokiem to wydarzenie [pstryka palcami], poczułeś i wiedziałeś, że jesteś jednym z tym liściem i z tą kroplą deszczu, i że w istocie jesteś nimi. Jak wiele chwil doświadczania upłynęło zanim tego rodzaju właściwości zaczęły wyłaniać się w twej świadomości jako coś, co na początku wydawało się przyjmować formę małych szalonych idei?

„Mój Boże, właśnie poczułem, że jestem jednym z całym Stworzeniem. Cóż, lepiej nikomu o tym nie wspominać”.

I szedłeś dalej kontynuując swą podróż.

Jednak takie chwile zaczęły pojawiać się coraz częściej, być może nadal ulotnie, a jednak teraz jako coś bardziej znajomego – jako sens leżący pod całym dramatem, wszelkim płaczem, całym lamentowaniem i oburzaniem się, wszelkim lękiem, zmaganiem się i szukaniem. Ciągle cichy Głos przychodził i mówił:

Umiłowany Synu, pozostajesz taki, jakim cię stworzyłem.

Miłuję cię. I ty w pełni miłujesz i na zawsze zasługujesz na miłość.

Cichy głos ciągle przekradał się przez zgiełk i hałas, jakie wydawały się zadomawiać w twym umyśle. I bądź pewien, że nie byłbyś tam, gdzie wydajesz się być w tej chwili, gdybyś nie zaczął już doświadczać wielu chwil, które wyrażają to, co właśnie wam opisałem: prawdziwe słyszenie cichego, delikatnego Głosu Pocieszyciela w tobie.

Dlatego też istotnie, każdy z was wie, że jest w was tęsknota, której nie możecie i nie będziecie się dłużej wypierać. Wiesz od Chrystusa w tobie, że Chrystus się w tobie poruszył i powstaje, by zająć swe prawowite miejsce, jako Pan twego umysłu i serca, ciała i oddechu, twych marzeń i pasji! I każdy z was wie, że próba zadowalania się czymś mniejszym jest absolutnie daremna. I jeśli w tym momencie byłby tutaj ktoś, kto prawdziwie i szczerze wątpi w to, co właśnie powiedziałem, niech przemówi… Cisza jest więc jedynym dowodem, jakiego potrzebujemy.

To się nie wydarza z powodu tego wszystkiego, co dla was kiedykolwiek uczyniłem. To się wydarza, ponieważ musi się wydarzyć. Musi się pojawić w każdym stworzonym umyśle, niezależnie od podróży, jakie on podjął, niezależnie od jego prób wypierania się tego, co jest wiecznie prawdziwe, czyli niezależnie od tego, co nazywamy złudzeniem snu oddzielenia. To musi nadejść i jest to nieuchronne, ponieważ nie jest możliwe wyparcie się Chrystusa. Chrystusa nie można się wyprzeć, ponieważ jedynie Chrystus może wyrażać to, co jest absolutnie prawdziwe.

Jedynie Chrystus może tak natchnąć strukturę komórkową ciała, że nawet najprostszy z gestów szerzy Miłość w stronę drugiego, który ten gest widzi. Jedynie Chrystus wie, jak oddychać, by oddech uwalniał od wszelkiej traumy, od wszelkiej krzywdy. Jedynie Chrystus rozumie moc prawdziwego przebaczenia, które, nawiasem mówiąc, jest zawsze przebaczeniem sobie, ponieważ nikt nigdy cię nie skrzywdził. Jedynie Chrystus potrafi wywołać taki uśmiech na twarzy ciała, że gdy inni na ciebie spoglądają i widzą ten uśmiech, ich serce zostaje napełnione. Jedynie Chrystus może kroczyć po tym świecie, nie będąc z tego świata. I jedynie Chrystus może wyjść ponad każde ograniczone i zalęknione stworzenie, przemieniając je w piękny kwitnący kwiat, obdarzający swym słodkim zapachem całe Stworzenie. I czy nie tęsknisz właśnie za tym, by poczuć, jak to przez ciebie przepływa? Czyż to wezwanie do przebudzenia nie jest w tobie żywe? Och, umiłowani przyjaciele, wiecie, że tak jest!

Miłujcie więc siebie nawzajem. I miłujcie tę Jaźń, która została wam dana przez Ojca. Nauczcie się słuchać jedynie tego Głosu. Nauczcie się pragnąć jedynie tego Głosu. Nauczcie się podążać jedynie za tym Głosem, który wie, że Prawda jest zawsze prawdziwa:

Ja i mój Ojciec Jedno jesteśmy. A ten świat jest tylko przemijającym blaskiem i snem. Nie ma on żadnej wartości, za wyjątkiem tej, jaką może wnieść doń Chrystus. Jedynie Miłość jest rzeczywista. A wszystko inne jest wyborem, by chwilowo wierzyć w złudzenia.

I bądź pewien, że złudzenia w iluzorycznym świecie mogą się wydawać mieć wielką moc. Jednak to tobie została dana wszelka moc. Wszelka moc w Niebie i na Ziemi jest dana świętemu Dziecku Boga. I ta moc mieszka w tobie jako Życie twego życia, Oddech twego oddechu, Prawda twej prawdy, Istnienie twego istnienia, Radość twej radości. I nigdy nie istniało jakieś iluzoryczne stworzenie, które by kiedykolwiek prawdziwie zagroziło tej mocy. Ani też nigdy żadne złudzenie nie może odebrać ci rzeczywistości.

Jedyna rzecz, jaka może się wydarzyć, to użycie przez ciebie tej mocy, by wierzyć w stratę. Wszelkie zaś formy straty, jakie postrzegasz fizycznymi oczami oraz doczesnym umysłem, nie są niczym więcej niż przemijającymi cieniami twego własnego uporczywego przekonania, że strata jest możliwa. Wszystkie formy zaciśnięcia się w sobie, znane jako lęk, nie są niczym więcej niż tymczasowymi modyfikacjami dokładnie tej samej mocy, która została ci dana, mocy której starałeś się użyć, by zobaczyć czy możliwym jest przekonanie siebie, że coś oprócz Miłości jest rzeczywiste.

Jednak ta opowieść się skończyła. Sen oddzielenia się kończy. Całość Stworzenia doświadcza obecnie – tak to nazwijmy – wzrastającej mocy, ruchu, impetu, to zaś musi przenieść Umysł, w którym rodzi się Stworzenie, na swego rodzaju nowy poziom. Nie tyle jest to poziom ewolucyjny, co raczej poziom ponownego poznania, poziom ponownego przypomnienia sobie, poziom powrotu. I ten impet, ta fala jest żywa i już wezbrała w twym sercu i umyśle. Wiesz o tym. Przestań się tego wypierać. Przestań to kwestionować. Przestań szukać w świecie zewnętrznym oznak, że odczuwanie tego jest w porządku. Przyjmij to jako Boski dar twego Stwórcy. Albowiem wezwanie rozbrzmiało. I choć wielu słucha, niewielu słyszy, a jeszcze mniej jest tych, co w pełni oddają się odpowiadaniu na to wezwanie. Dlatego też niech wasza modlitwa będzie zawsze taka:

Niech jedynie Chrystus mieszka we mnie i jako to stworzenie, za które kiedyś się uważałem.

Niech Chrystus natchnie każdą myśl, każdy oddech i każdy wybór. Niech Miłość kieruje każdym krokiem.

Niech Miłość przemienia tę podróż przez czas, tak bym w czasie mógł poznać rzeczywistość wieczności, nienaruszalność pokoju, świętość – tak, świętość – intymnej i radosnej Miłości Ojca, poprzedzającej każdy oddech, a w istocie poprzedzającej nawet każdą myśl, jaka pojawi się w umyśle.

Gdy bowiem wiesz, że jesteś samą Świętością, jak mógłbyś kiedykolwiek spojrzeć na swego brata czy siostrę i wierzyć, że wyrządzili ci krzywdę? Jak mógłbyś kiedykolwiek chcieć czegoś innego niż ich kochać? Innymi słowy – pozwalać Miłości Chrystusa, by płynęła przez ciebie tak głęboko i tak intensywnie, że zrozumieją, iż nie wierzysz w ich złudzenia.

Albowiem kiedy dajesz komuś innemu jedynie to, co jest prawdziwe, to ponieważ wszystkie umysły są połączone, ofiarujesz mu w ten sposób jedyny dar, jaki ma wartość. Kiedy dajesz drugiemu Prawdę – być może nawet bez wypowiedzenia słowa – to ponieważ wszystkie umysły są połączone, on rozpozna, co zostało mu ofiarowane:

„Ten, który stoi tu przede mną, zna Prawdę o mnie i patrzy na wskroś każdej z mych prób bycia mniejszym od tego, kim jestem. Dzięki temu widzę, że bezpiecznie jest wybrać ponownie”.

I właśnie wtedy dzieją się cuda.

Nie usiłuj uzdrawiać tego świata. Nie czyń niczego, co miałoby być pokazem, jak bardzo kochasz drugą osobę. Zrezygnuj z pomysłu bycia pracowitym jak mrówka. I po prostu bądź obecnością Miłości, ponieważ wiesz, że bycie czymkolwiek innym nie ma absolutnie żadnej wartości. I że w rzeczywistości nigdy nie udało ci się być czymś innym niż tylko obecnością Miłości.

Każda poczytalna chwila, której doświadczyłeś, każda chwila nieograniczoności, każda chwila prawdziwej bliskości, każda chwila przepełnionej łaską radości, jakiej kiedykolwiek zaznałeś w jakiejkolwiek formie, przyszła, ponieważ pozwoliłeś swemu umysłowi, by wśliznął się niepostrzeżenie w Morze Pokoju. A ty zwyczajnie trwałeś pusty, nie chcąc niczego, niczego nie szukając, będąc zwyczajną obecnością tego, czym jesteś. Kiedy taki stan będzie pielęgnowany i przeniknie twą świadomość z każdym oddechem i z każdą chwilą, poznasz, że, zaprawdę, tego dnia zmartwychwstał Chrystus. I z każdym swym oddechem będziesz świętował Wielkanoc.

Cóż więc takiego mogłoby się w ogóle pojawić, by przeszkodzić Prawdzie, która jest zawsze prawdziwa? Istnieje na waszej planecie pradawny las. Las rosnący wysoko w niedostępnej górskiej dolinie, tak niedostępnej, że nikt jeszcze do niej nie dotarł. Nieznane ludzkim umysłom życie lasu toczy się swoim biegiem. Tego ranka, głęboko w sercu tego lasu, maleńkie źdźbło trawy wydawało się być targane podmuchami niewidzialnego wiatru. Tak subtelny i łagodny był ów wiatr poruszający źdźbłem trawy, że gdy w jednym ułamku chwili zatańczył na owym źdźble promień słońca, rzuciło ono najmniejszy z wyobrażalnych cieni na leżący nieopodal kamień.

Nikt nie zauważył. Cień nie wywołał żadnego skutku. Kamień nawet tego nie zauważył. Nie zauważył tego nikt na całej planecie. Nikt w żadnym z niebios nie zauważył tego, oprócz mnie, bo ja potrzebowałem czegoś, wokół czego mógłbym snuć opowieść. Ten niewielki cień rzucony przez małe źdźbło trawy, tańczące chwilowo na wietrze w jakimś odległym lesie, nie ma praktycznie żadnego wpływu na obroty planet, na tworzenie nowych słońc, a z pewnością ani trochę nie wpływa na to, jak głęboko kocha cię Ojciec.

Ten niewielki cień jest tym, czemu nadałeś moc. Wydaje się, że potrafi on przeszkadzać ci w przeżywaniu Prawdy, która jest w tobie. Przez chwilę, obdarzyłeś ten malusieńki cień mocą. Dokładnie w tym momencie narodził się lęk. Lęk jest zawsze zaciśnięciem się i odsuwaniem od Miłości. I lęk czyni cię mniejszym od tego źdźbła trawy, które chwilowo wydaje się rzucać cień i dlatego też przeszkadza ci w rozpoznaniu ciepła słońca, w którym zawsze jesteś skąpany.

I kiedy opierasz się uzdrowieniu, kiedy zmagasz się z tym, co w was zaobserwowaliśmy – z uczeniem się „mówienia swojej prawdy” – kiedy opierasz się w ten sposób uzdrowieniu, możesz być pewien, że coś wydarzyło się tuż przed tym. A była tym twoja decyzja, by wierzyć, że ten cień jest wszechmocny, i że jeśli doznasz uzdrowienia, jeśli będziesz wzrastał, jeśli się zmienisz, jeśli pozwolisz Chrystusowi żyć w tobie, to wówczas to małe źdźbło trawy i ów malutki cień, jakie źdźbło rzuca przez bardzo krótką chwilę, przyjdą i ukarzą cię, i zmiażdżą.

Jeśli naprawdę jesteś w stanie odnieść tę opowieść do swego istnienia i rozpoznać, jak to przekonanie jest kompletnie śmiechu warte, nigdy więcej już nie będziesz lękał się lęku. Nigdy więcej nie pozwolisz lękowi, by panował nad tobą i kierował biegiem twego życia. Zaprawdę, nauczysz się, co oznacza ufanie temu, co zrodziło się w Sercu. Powstaniesz i pójdziesz naprzód bez lęku – bez trzymania się jakiejkolwiek historii. I dokonasz wszystkiego, co kreatywność będzie chciała przez ciebie wyrazić. I cały czas będziesz wiedział, że sam z siebie nie czynisz niczego, lecz Ojciec może uczynić wszystko poprzez ciebie. Dlatego też, doprawdy, jakim formom cienia tego źdźbła trawy pozwalasz, by prowadziły, zawłaszczały i posiadały twą duszę? Ciekawe pytanie.

Wiele jest form tego cienia, czyż nie? Trzeba zadowalać rówieśników i rodziców, i rodzeństwo. Trzeba chylić czoła przed kolejnym rządem. Partnerzy i dzieci domagają się pierwszeństwa uwagi. Trzeba płacić rachunki. Trzeba tłumić i trzymać w ryzach pragnienia. Istnieją takie działania, stwierdzenia i zachowania, których podejmują się inni, a które wymagają od ciebie przynajmniej od siedmiu do ośmiu godzin dziennie analizowania i osądzania aż do znudzenia:

„O rany, ten świat jest wyczerpujący. Ale ktoś to musi robić”.

A ty myślałeś, że to Miłość sprawia, że ten świat się kręci? Zaufaj mi, Miłość nie kręci się i donikąd się nie udaje!

Miłość cię stworzyła. Miłość zrodziła w tobie jako jednostce – przynajmniej w tańcu czasu i przestrzeni – moc wyboru, moc odczuwania, moc poznania, moc przekazywania Światła i Miłości, moc poznania, że coś istnieje w tobie jako ty. Oto co uczyniła Miłość! Czy lęk kiedykolwiek stworzył coś, co choć w niewielkim stopniu to przypomina?

Czego więc chcesz? Być twórcą czy naśladowcą? Doświadczać pokoju czy po prostu odurzać się trywialnością? Wszelka moc w Niebie i na Ziemi przepływa przez ciebie z każdym oddechem, tak iż twa świadomość jest świadkiem, nie tego, co czynisz jako sprawca czy wykonawca, lecz tego, co Boskość czyni przez ciebie w każdym momencie. I zaczynasz zadziwiać się kreatywnością Miłości, tej samej Miłości, która porusza słońce, księżyc i gwiazdy. To dopiero zachwycające zajęcie!

A kiedy twe życie, to jedno Życie – masz tylko jedno Życie; możesz mieć wiele ciał, lecz będziesz miał jedno Życie – kiedy w pełni oddasz to jedno Życie (jak to się tutaj mówi – „z całym dobrodziejstwem inwentarza”), kiedy je całe oddasz byciu jedynie obecnością Miłości…. A jeśli pajęczyny zagrodzą ci przejście, zabierzemy się za nie i sprzątniemy z drogi:

Mam lepsze rzeczy do roboty, ponieważ całe Stworzenie czeka, by się we mnie poruszać, a ja chcę być tego świadomy. Chcę, by moje doświadczanie, świadomość, którą żyję, była błogo zanurzona w obserwowaniu przepływu Miłości przez tę tajemnicę…

…którą zwiesz ciałem i masz czelność zwać swoim ciałem, jakbyś miał jakieś prawo do jego posiadania. Oddaj ciało Bogu. Bóg wie jak go używać; ty tego nie wiesz. Kiedy już staniesz się tego świadomy, Niebo i Ziemia ruszą, aby być twoim sługą… ale nie wcześniej. Wyślij sprzeczną informację, a nikt nie pojawi się na balu. A kiedy już będziesz tego świadomy – bez żadnego powodu, poza tym że tego chcesz– wówczas będziesz wiedział, ponieważ będziesz Prawdą, która wszystko uwalnia.

Zatem teraz wiesz, czym jest ten cień. Być może czasami lubisz z nim tańczyć. Ale oto wielkie pytanie: Czy zamierzasz pozwolić cieniowi, by prowadził w tańcu, czy też ty będziesz prowadził? Kiedy twe życie – i nie mówię tu o doskonałości takiej, jaką znacie – stanie się taką motywacją, taką postawą, taką deklaracją i takim oddaniem, wówczas ty sam będziesz świadczył o doskonałości. Albowiem doskonałość jest cudoumysłowością, w której wydarza się to, co zaoszczędza czas. Kiedy twe życie tym się stanie, kiedy już dłużej nie będzie sprzecznych – jak to się mówi? – zobowiązań, kiedy już dłużej nie będzie w twym istnieniu sprzecznych zobowiązań, wówczas poznasz dokładnie, czym był dla mnie wynik mojego życia, ponieważ ty sam tym będziesz.

Tak, wiem, że się martwisz:

„Czy to oznacza, że gdy będę już rzeczywiście blisko, będę musiał przejść przez mą ostateczną inicjację ukrzyżowania? I jeśli będę musiał to zrobić, to czy obiecujesz, że przynajmniej wysterylizują gwoździe? Czy mógłbym wybrać sobie dzień lub godzinę? Nie lubię wstawać zbyt wcześnie”.

Ty już wszystko wiesz na temat ukrzyżowania. Krzyżowałeś siebie z milion razy na sposoby o wiele gorsze niż zwyczajne przebicie gwoździem ręki, które powoduje lekkie ukłucie bólu. Piekło to po prostu stan utknięcia w procesie krzyżowania swej własnej Jaźni, co jest niczym więcej niż próbą zamordowania i zniszczenia tego, co Bóg stworzył z Miłości.

Przestań tracić energię, próbując kochać Boga. To nie zadziała. Przestań tracić tak wiele energii, próbując się nauczyć, jak kochać kogoś innego. To nie zadziała. I na litość Boską, proszę, powstrzymaj się od prób przekonywania kogokolwiek, żeby uwierzył, że go kochasz!

Skieruj całą swą uwagę na rezygnowanie z tych wzorców przekonań, na których opierałeś swe próby krzyżowania tej Jaźni, którą Bóg umieścił w tobie jako twoją świadomość własnego istnienia. Naucz się kochać tę Jaźń ponad wszystko, co stworzone. Naucz się karmić tę Jaźń. Naucz się pielęgnować w tej Jaźni tylko to, co mówi o radości i Prawdzie. Tak, aby twe słowa i czyny, i sama twa obecność zawsze podnosiły innych na duchu. Tak, aby ci, którzy wchodzą do pokoju, w którym siedzisz, stoisz, czy się poruszasz, odczuwali jakby podmuch świeżego powietrza, nawet jeśli nie skinąłeś palcem.

Dopóki jest w tobie jakiś ślad energii, którą usiłujesz wykorzystać do pozyskania z dowolnej postrzeganej rzeczy czy obiektu dokoła ciebie czegoś, czego – jak sądzisz – ci brakuje, to nie możesz poznać miłości własnej Jaźni. I nie możesz doświadczyć wolności. Szczęście znajdujesz jedynie wewnątrz.

Zatem co się dzieje dalej? Wreszcie łapiesz, o co w tym chodzi i podejmujesz decyzję:

„W porządku. Zobaczmy, co robi ten mały cień… Malutkie źdźbło trawy… No dobrze, zajmijmy się tym cieniem i tym, i tamtym, i tamtym… Jak wiele źdźbeł trawy, jak wiele cieni jest w tej istocie, która wydaje się przesłaniać Jaźń?”

Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Ty jesteś zajęty rodzeniem Chrystusa!

Co się dzieje, gdy to się rzeczywiście wydarza? Po pierwsze – słuchaj uważnie – nic nie będzie dla ciebie nie do przyjęcia.

„Ale czy to oznacza, że jeśli ktoś nie jest wegetarianinem, to nadal obdarzany jest miłością?”

„Czy to oznacza, że jeśli ktoś głosuje na kogoś, co do kogo jestem pewien, że jest nieodpowiedni, to nie jest on niepoczytalny i mogę go kochać?”

„Czy to oznacza, że jeśli ktoś, kto dąży do władzy i z tego powodu wszczyna wojnę i zabija pięć tysięcy kobiet i dzieci, to ja nadal mogę spoglądać na niego z niewzruszoną Miłością?”

„Czy to oznacza, że cokolwiek, co pojawia się w owym tymczasowym świecie, naprawdę i dosłownie nie jest już dla mnie problemem – że nie ma niczego, co jest nieakceptowalne?”

Tak. Nie oznacza to, że się na to zgadzasz. Oznacza, że nie jest to już dłużej nie do przyjęcia. Albowiem to, czego nie potrafisz przyjąć, będziesz osądzał. A każdy osąd jest próbą zamordowania tego, co, zgodnie z twą decyzją, nie ma prawa istnieć.

Osąd jest przeciwieństwem przebaczenia. Żyje po tej samej stronie płotu, co lęk. Przebaczenie żyje po tej samej stronie płotu co Miłość i jedynie Miłość może uzdrowić ten świat. Wyobraź więc sobie życie w takim stanie istnienia, w którym dosłownie nic nie byłoby dla ciebie nie do przyjęcia, bo wiedziałbyś, że prawdziwe Źródło twego istnienia jest daleko poza ograniczeniami czegokolwiek stworzonego w czasie i przestrzeni. Nawet śmierć, stworzona wskutek zaciśnięcia się w sobie znanego jako lęk, nie jest nie do przyjęcia.

Kiedy wiele miesięcy temu przemówiłem do tego mojego umiłowanego brata, który pozwala mi łączyć się z jego umysłem, i powiedziałem mu: „Jeśli zdecydujesz się mi zaufać, pokażę ci drogę do pokoju”, musiałem czekać na jego odpowiedź. Nie mogłem uczynić niczego, co odbierałoby mu wolność, która jest nieodzowna, by w pełni oddać się dopuszczaniu narodzin Chrystusa tam, gdzie kiedyś rządziło bezużyteczne złudzenie. I kiedy mu powiedziałem – wedle waszego pojmowania czasu – dość dawno temu: „Pokażę ci jak się stać istotą, z której powstaje wszelkie Stworzenie, tak iż poznasz Prawdę, która cię wyzwoli,” wydobyło to z niego najgłębsze pokłady fundamentalnego lęku. Co to za lęk? To jest ostatni lęk do pokonania: lęk przed śmiercią. Albowiem kiedy stajesz twarzą w twarz z Prawdą, wiesz, że wszystko, co starałeś się stworzyć jako substytut Prawdy, musi umrzeć. Dlatego też powiedziane jest: „Ostatnią do pokonania będzie śmierć” – lęk przed śmiercią. Pozwalasz więc na śmierć, aby mógł żyć Chrystus.

Nie ma nikogo w tym pokoju – słuchajcie uważnie – nie ma nikogo w tym pokoju ani nie będzie nigdy nikogo, kto usłyszy te słowa, a komu nie dałbym tej oto obietnicy. Pokażę ci drogę do Prawdy, która jest zawsze prawdziwa i która cię uwolni. Ale jedynie ty możesz podjąć decyzję, by wnieść w tę podróż całość swego istnienia. A wszystko, czego potrzeba, to odrobina chęci, „kapka” chęci, jak mówicie w waszym świecie.

Kapka chęci jest wszystkim, czego trzeba. Znam drogę do domu, ponieważ ukończyłem tę podróż i pokażę ci ową drogę. Z każdym słowem, jakie wypowiadam, w tej formie lub w innych formach, moim jedynym zamiarem jest ujawnić ci miejsce w tobie, które jest obecnością Miłości, jakiej szukasz.

A co, jeśli byś postanowił faktycznie oddać się rozważaniu i słuchaniu tego, czym się dzielę i wrócił do niewinności dziecka, w miarę jak kontemplowałbyś, co mogłoby to oznaczać w twoim życiu? Bądź pewien, że kiedy podróż do Królestwa zostanie ukończona, na nowo zacznie się podróż wewnątrz Królestwa. Błogość, mądrość, kreatywność, śmiech, przyjaźnie, rodzina, radość, pogoda ducha i pokój – które do tej pory przez większość czasu widziane były jako nieosiągalne marzenie – staną się twym najzwyklejszym stanem istnienia. Jednakże nic z tego nie może się wydarzyć za sprawą mocy, która przechodzi przeze mnie.

Mogę być twym przewodnikiem i mogę pokazywać ci drogę. I mogę kroczyć obok ciebie drogą, którą wybrałeś. Czasami mogę dawać ci swą siłę, niosąc cię, dopóki twoja siła nie stanie się tak pewna jak moja. Ale ostatecznie musisz się domagać, żebym postawił cię na ziemi, tak by twe stopy dotknęły gleby Królestwa Niebieskiego i abyś kroczył o własnych siłach, we własnej pewności, obok mnie. I zaprawdę, odkryjesz w tym dniu i o tej godzinie, że tak często jak ty mnie pytałeś, ja będę pytał ciebie: „Jak twoim zdaniem możemy to zrobić? Co chciałbyś stworzyć ze mną?”. I wówczas, zaprawdę, będziemy jak brat z bratem, jak siostra z bratem, jak przyjaciele, tańcząc i bawiąc się w Królestwie przygotowanym dla nas przez naszego Ojca.

Jeden mały cień rzucony przez maleńkie źdźbło trawy jest wszystkim, co wydaje się powstrzymywać cię przed przyjściem tam, gdzie ja jestem. Jeśli będziesz jeszcze trochę zwlekał – w porządku, niech tak będzie. Nie jesteś w stanie powstrzymać mnie przed tym, bym znał Prawdę o tobie i bym cię miłował. A kiedy trwasz w Miłości, kiedy jesteś tak bardzo zanurzony w prostocie miłowania, czyż nie jest prawdą, że tracisz w ogóle poczucie czasu? Nie ma poczucia, że cokolwiek zakłóca twój pokój. Zwyczajnie, jak to mówicie, „kołyszesz się w takt muzyki”. Miłujesz, a twoja pełnia wzrasta jeszcze bardziej w świętości.

Dlatego też, zaprawdę, miłujcie się nawzajem, jak ja was umiłowałem. Albowiem Ojciec najpierw mnie umiłował, abym mógł wam pokazać Prawdę tego, czym jest Miłość i rzeczywistość waszego istnienia. I nie ustanę w czynieniu tego, niezależnie od tego, jak długo będziesz chciał zwlekać. Albowiem Miłość jest rzeczywiście cierpliwa i dobra. Miłość nie ulega złudzeniom i nie dopuszcza złudzeń. Miłość wszystko obejmuje, wszystkiemu ufa, na wszystko przyzwala i doskonale wie, dokąd zmierza, i nigdy nie ustaje w tej podróży, dopóki każde źdźbło trawy nie zostanie uwolnione od rzucania cienia, a całość Stworzenia nie powróci do Serca Boga.

Naucz się kochać Siebie i wołaj do świata:

Ja i mój Ojciec jedno jesteśmy! Oto gleba, w której żyję, poruszam się i mam swe istnienie. Niech tak będzie!

I zawsze pamiętaj, że Ojciec spojrzał na Swe jedyne Stworzenie i powiedział:

Oto jest i to jest bardzo dobre!

Ta dobroć ma swoje imię i to jest twoje imię, i twoje, i twoje, i każdego z was, a także moje imię. Oto jest i to jest bardzo dobre! To Światło zasługuje na to, by lśnić!

A zatem takie jest przesłanie tej godziny. Wierzę, że potraficie rozpoznać, czym ono jest. A jednak przed tobą jest brama. Czy zechcesz otworzyć ją mocą swego wyboru? Albowiem to, czego będziesz doświadczał, ujawni ci, jakiego wyboru dokonałeś tego dnia.

To powiedziawszy, umiłowani i święci przyjaciele, niech pokój zawsze będzie z wami. I niech Prawda, która jest zawsze prawdziwa, jaśnieje w waszych sercach i umysłach przez wszystkie wieki. I pamiętajcie, że moje ciągłe i wielokrotne powtarzanie, iż jestem z wami zawsze, jest w pełni uzasadnione.

Pokój więc niech zawsze będzie z wami.

Amen.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


A oto pytania słuchaczy oraz odpowiedzi, jakich udzielił na nie Jeszua tuż po nagraniu Lekcji 7 Drogi serca w 1995 r. :