Droga Serca – Lekcja 2

Pobierz mp3 (kliknij w link prawym przyciskiem myszki, a następnie „zapisz link jako”)

 

Teraz zaczynamy.

Zaprawdę pozdrawiam was, umiłowani i święci przyjaciele. Przybywam ponownie z wielką radością, aby przebywać teraz z wami. Zaprawdę z wielką radością przybywamy, aby przebywać teraz z wami. Prawda bowiem jest taka, że nie przychodzę tu sam, żeby wejść w łączność duchową z tym moim umiłowanym przyjacielem, by porozumiewać się z wami za pośrednictwem medium, które rozumiecie i akceptujecie.

Albowiem wspaniałą prawdą jest, że często przychodzę do wielu. Ty jednak ze względu na to, czego nauczyłeś się w świecie, często sądziłeś, że jestem jedynie wytworem twojej wyobraźni. Myślisz, że ów głos, który zakrada się cicho w przestrzeń między twymi myślami, to tylko złudzenie. Lecz ja mówię ci, że często przychodzę do wielu. Gdy przychodzę tu i przebywam z tym moim umiłowanym bratem, po to, aby rozmawiać z wami, nie przybywam jednak sam, w rzeczywistości bowiem przybywa tu cała grupa przyjaciół w celu utworzenia wiru lub inaczej mówiąc: kręgu energii. I nawet w tej chwili przybyliśmy do tego miejsca i ustanowiliśmy tę częstotliwość. Jeśli potrafisz to przyjąć, to wielu niewidzialnych dla fizycznych oczu przyjaciół łagodnie otacza teraz tych, którzy tu przybyli, aby wnieść swój wkład, zaoferować wsparcie i towarzyszyć tworzeniu tego dzieła. A czymże jest to dzieło jak nie tworzeniem środka służącego komunikowaniu się?

Dlaczego jest to ważne? Dlatego, że w rzeczywistości ty jako dusza, jako boska iskra świadomości, w każdym momencie swego doświadczenia, celowo decydujesz się, by tworzyć środki służące komunikowaniu się. Czynisz to poprzez strój, w jaki przyodziewasz swe ciało. Czynisz to poprzez swe gesty i brzmienie swego głosu. Robisz to za pośrednictwem samej kultury i kontekstu czasowego, w jaki się wcielasz. Cały czas jedynie tworzysz środki, za pomocą których się komunikujesz. A czymże jest komunikacja, jak nie próbą pozostawania w łączności duchowej ze Stworzeniem? Tak więc to, co postanawiasz postrzegać, myśleć i przyjmować za prawdziwe, będzie z ciebie emanowało wyrażane za pośrednictwem twoich narzędzi komunikacji – co oczywiście włącza ciało – dzięki czemu będziesz mógł przekazać innym to, co postrzegasz, by wiedzieli, kim jesteś i jakiemu głosowi służysz.

Często powtarzam, że ciało jest narzędziem nauczania i uczenia się, i że wszystkie formy komunikacji wywierają wpływ na proces nauczania i uczenia się. Gdy wstaniesz rano, zareagujesz na pierwszą myśl, która zagości w twym umyśle. Być może się przeciągniesz. Może się uśmiechniesz. Może zmarszczysz brwi. Może będzie cię wypełniał pokój lub przygniatał ciężar tego świata. Te rzeczy przychodzą nie dlatego, że postrzegłeś je na zewnątrz siebie, lecz dlatego, że przyjąłeś je do wnętrza swej świadomości, która pozostaje czysta, nieskalana i na zawsze jaśniejąca poza wszelkimi granicami. Gdy w twym umyśle zadomawia się owa myśl, to ty dosłownie zaczynasz przemieniać narzędzie komunikacji, zwane ciałem tak, by niosło, wyrażało i odzwierciedlało treść, jaka zagościła w twym umyśle. Pamiętaj proszę, że umysł nie znajduje się tam, gdzie jest ciało. Umysł nie mieszka w ciele, to ciało mieszka w przestrzeni twego umysłu.

Komunikacja jest tworzeniem. Są one jednym i tym samym. A zatem jeśli chcesz dobrze tworzyć, zapytaj się jedynie:

Co komunikuję z całym oddaniem? Co będą wyrażały moje stworzenia? Co moje stworzenia będą przekazywały innym? Albowiem to, co staram się przekazać, objawia światu Prawdę o mojej Jaźni.

 Dlatego też, umiłowani przyjaciele, jako że w tym roku zaczynamy doskonalić, pogłębiać, rozwijać i skupiać się na tym, co postanowiliśmy nazwać Drogą serca, mądrze jest zacząć od samego początku. A początkiem tej ścieżki jest po prostu to: Jesteś taki, jakim stworzył cię Bóg. Jesteś na zawsze punktem skupienia świadomości. Całe twoje poczucie istnienia nie jest niczym więcej niż pętlą przyczynowo-skutkową lub mechanizmem informacji zwrotnej, który służy temu, byś mógł być świadkiem tego, jakie skutki przyniosły wybory, których dokonujesz w największej głębi swego umysłu, spoczywającego tam, gdzie jest Umysł Boga.

Zatem w każdej chwili swego istnienia – a włącza to również to wcielenie – na drodze rozmyślnego, choć może nieświadomego wyboru, dosłownie pozwalasz na wzbudzenie wibracji myśli, wibracji stworzenia oraz komunikowanie jej światu po to, aby doświadczyć komunii z wszelkim życiem – z przyjacielem, z rodzicem, z dzieckiem, z ukochanym, z chmurami mknącymi po niebie lub z samą Ziemią. Każdy gest, każda myśl, sposób, w jaki oddycha ciało – wszystkie te rzeczy dzieją się nieustannie i komunikują, czy też ujawniają skutek wywołany przez to, czemu pozwoliłeś zagościć w swym umyśle.

Zrozum, że Droga serca wymaga, abyś pozwolił sobie spocząć w prostocie następującej prawdy:

 Ja jestem czystym Duchem, nieskalanym, przez nic i przez nikogo nietkniętym. Dano mi całą moc, bym wybrał, a zatem i kreował moje doświadczenie takim, jakim chcę, aby było.

Nie chodzi tu o „ja”, które jest egotyczną częścią umysłu, ponieważ jest ono tylko jednym z twoich wytworów, który po prostu pojawił się gdzieś po drodze. Jest to bardzo niewielka część umysłu. My zaś mówimy o tym „Ja”, które jest czystym Duchem, świadomym tego, że istnieje, choć nie zna chwili swego własnego stworzenia.

Jesteś czystym Duchem. A zatem wiedz:

Jestem jedynie tym i w każdej chwili, bez względu na to, co – jak myślę – widzę, niezależnie od tego, jakie uczucia pojawiają się w mojej świadomości, ja i tylko ja jestem całkowicie i stuprocentowo za nie odpowiedzialny. Nikt inny ich nie spowodował, żadna wielka siła we wszechświecie nie sprawiła, że to wyobrażenie przejawiło się w mojej świadomości. Ja je wybrałem.

To dokładnie tak samo, jak gdybyś poszedł do sklepu i zapytał siebie: „Co zjem dziś na kolację?”. Tak więc jesteś odpowiedzialny za swoje postrzeżenia, ty je umiejscawiasz w swoim umyśle, a następnie wyrażają się one poprzez ciało, przez środowisko, jakie tworzysz wokół siebie, przez przyjaciół, jakich przywołujesz do swej świadomości. Każdy aspekt twego życia jest symbolem tego, czego zdecydowałeś się doświadczyć, a zatem i przekazać całemu Stworzeniu.

Droga serca zaczyna się od przyjęcia tej oto prostej prawdy:

Jestem taki, jakim stworzył mnie Bóg. Ponieważ zostałem stworzony na Jego podobieństwo, na zawsze jestem twórcą.

Zatem o komunikowanie czego chcesz prosić swe stworzenia? Dlaczego dokonujesz wyborów, których dokonujesz? Wszyscy doskonale wiecie, że czasami wydaje się, jakbyście byli do czegoś przymuszani. Umysł zaś chce, abyś wierzył – mówimy teraz o egotycznej części umysłu – ego chce, abyś wierzył, że do pewnych działań, pewnych uczuć, pewnych wyborów, pewnych spostrzeżeń, pewnych stwierdzeń przymusza cię coś, co z całą pewnością istnieje na zewnątrz ciebie. To nigdy nie jest prawdą. Nie ma takich okoliczności, w których jakakolwiek część stworzenia miałaby moc dyktowania ci, jakiego wyboru masz dokonać.

A zatem ścieżka przebudzenia, Droga serca, musi zacząć się od decyzji, by przyjąć tę oto Prawdę, która jest zawsze prawdziwa:

Ja jestem twórcą wszystkiego, co myślę, co widzę i czego doświadczam. Jestem zawsze wolny, nie wpływa na mnie nic prócz myśli, które zdecydowałem się trzymać w swym wnętrzu. Nic mnie nie więzi prócz mego postrzegania własnego uwięzienia. Nic mnie nie ogranicza na żadnym poziomie, czy też w żadnym wymiarze doświadczenia, poza tym, co sam wybrałem.

Droga serca zatem przyjmuje wszystko, ufa wszystkiemu i ostatecznie wszystko przekracza. Dlaczego? Ponieważ zaczyna się ona od przyjęcia całkowitej i absolutnej odpowiedzialności za to, co jest poprzez nią przekazywane. A zatem nie tylko ten mój umiłowany brat służy jako przekaźnik. W rzeczywistości jedynie to robicie od chwili, gdy wstajecie… aż do chwili, gdy wstajecie. Albowiem nawet podczas snu wciąż wybieracie to wszystko, co przepływa przez waszą świadomość.

Cel, do którego dążymy, nigdy się nie zmienił. To naprawdę jest podróż bez odległości. Jest ona po prostu powrotem tam, gdzie jesteś zawsze, po to, abyś mógł zacząć ponownie tworzyć w sposób rozmyślny, jasny i z doskonałą świadomością tego, że jeśli czegoś doświadczasz, to dlatego, że jesteś tego źródłem – z żadnego innego powodu.

Droga serca nie jest zatem sposobem zdobycia władzy. Droga serca nie jest sposobem, w jaki nareszcie będziesz w stanie uczynić ze świata to, czym chcesz, by on był. Droga serca jest raczej ścieżką, na której uczysz się przekraczać i rozpuszczać w swojej świadomości każde postrzeżenie, każdą myśl, która jest niezharmonizowana z tym, co jest prawdziwe. Idea śmierci jest niezharmonizowana. Idea lęku jest niezharmonizowana. Idea winy jest niezharmonizowana. Idea życia wiecznego jest zharmonizowana. Idea doskonałej nieustraszoności jest zharmonizowana. Idea pokoju jest zharmonizowana. Uświadomienie sobie niewinności jest zharmonizowane. Idee radości i przebaczenia również są zharmonizowane i odzwierciedlają Prawdę, która jest zawsze prawdziwa.

Chociaż dano ci całkowicie wolną wolę, by stwarzać tak, jak postanowisz, dusza zaczyna uczyć się, że najwyższą radość, najgłębszy pokój, największą błogość, jaką można sobie wyobrazić, przynosi jej to, co z Umysłu Boga płynie przez będący kanałem umysł – przez duszę – i wyraża się w polu doświadczenia. I właśnie dlatego Wolą twego Ojca jest, abyś był szczęśliwy. Swoje szczęście zaś znajdujesz wtedy, gdy postanawiasz przywrócić swą doskonałą harmonię tylko z Głosem mówiącym w imieniu Boga.

Droga serca jest zatem ścieżką, która zaczyna się od zobowiązania na rzecz uzdrowienia i przebudzenia. Opiera się ona na założeniu, na podanym ci przez nas pewniku, że zawsze jesteś całkowicie wolny, wszystko zaś, czego doświadczasz, wynika z twego wyboru i nigdy nie miało innej przyczyny.

To wydaje się proste, nieprawdaż?

No oczywiście, że tak, dobrze. Tworzę swoje własne doświadczenie.

A jednak, czy istnieje dusza, która nie doświadczyła oporu przed tą ideą? Gdy pieczesz ciasto i wypiek ci się uda, to powiadasz: „Ja je upiekłem”. Lecz jeśli upieczesz ciasto i okaże się, że ci nie wyszło, myślisz:

To na pewno wina mąki! To na pewno przez temperaturę piekarnika. Z pewnością coś spowodowało, że to, co stworzyłem, nie wyszło takie, jakiego bym naprawdę pragnął.

Potrzeba wielkiej odwagi i wiary, by spojrzeć na wszystkie swoje wytwory – na to, co myślisz, czujesz, przejawiasz – z Miłością i dziecięcą niewinnością. By uśmiechnąć się, nawet gdy w założonym przez ciebie ogrodzie wszystko zwiędło i obumarło, i powiedzieć:

Ja założyłem ten ogród. Ja i tylko ja to zrobiłem. Wygląda na to, że tu czeka mnie głód, tak więc równie dobrze mogę pójść do sklepu.

Dlaczego to ważne? Ponieważ dawno temu dusza zaczęła wytwarzać postrzeganie, że jest inna niż ją stworzono. I tak w ogrodzie świadomości wyłonił się głos mówiący w imieniu ego. A gdy dusza – głębia umysłu, którą wszyscy znacie, i którą tak naprawdę jesteście – zaczęła się utożsamiać z głosem innym niż Głos mówiący w imieniu Boga, ów głos doprowadził cię do przekonania, że twoją wartość określają twoje wytwory. Znasz to uczucie?

A zatem jeśli to, co stwarzasz, nie jest zadowalające, oznacza to, że gdzieś w rdzeniu swego jestestwa ty sam musisz być porażką. Powiadam wam jednak, że w rzeczywistości porażka nie jest nawet w najmniejszym stopniu możliwa. Dlaczego? Jeśli zasiejesz w swym ogrodzie nasiona, ale nie wzejdą one i nie zamienią się w piękne kwiaty, lecz zwiędną i obumrą, to owo doświadczenie jest czymś, co ty sam stworzyłeś. A ponieważ wszystkie wydarzenia w czasie i przestrzeni – wszystko, czego doświadczasz – są całkowicie neutralne, to w rzeczywistości porażka nigdy nie jest możliwa.

Jedyna porażka, jakiej doznajesz w swej świadomości, bierze się stąd, że wierzysz, iż niedopuszczalne jest przyjęcie, objęcie i przyznanie się do swych stworzeń z miłością i niewinnością. Innymi słowy: spojrzenie na to, doświadczenie tego oraz rozpoznanie, że gdy to robisz, jesteś całkowicie bezpieczny. I z tego miejsca decydujesz, czy nadal chcesz tworzyć w ten sposób, czy też chcesz myśleć inaczej, podejść do wszystkiego w inny sposób. Oto, gdzie tkwi haczyk: owa część twego umysłu dawno dawno temu zaczęła cię nauczać, co uznawać za wytwory godne przyjęcia, a co nie, za co brać odpowiedzialność, a gdzie się odpowiedzialności wypierać. Ów konflikt tworzy złudzenie oddzielenia. W swej skrajnej formie przejawia się on jako wasze szpitale pełne pacjentów pogrążonych w głębokiej depresji, w paranoi, doświadczających w swym istnieniu, w swym ludzkim umyśle, poczucia wyobcowania i samotności.

Bezradność, poczucie beznadziei, rozpacz, gniew, nienawiść – to wszystko symptomy podstawowego złudzenia, jakie pojawiło się w głębi umysłu. Pojawiło się ono w wyniku długiej historii doskonalenia umiejętności słuchania niewłaściwego głosu. Niewłaściwy głos to głos ego. Nauczył cię on osądzać, selekcjonować, wybierać za co przyjmiesz odpowiedzialność. Im bardziej zagłębiasz się w tej świadomości, tym trudniejsze wydaje się mieć nadzieję na jakąkolwiek szansę przekroczenia poczucia oddzielenia, konfliktu i braku pokoju.

Albowiem iluż z was nie zaznało tego uczucia, że przyłożywszy głowę do poduszki wieczorem, nie możecie zasnąć, ponieważ sprawy nie układają się tak, jak oczekiwaliście? Powodem, dla którego nie możesz zasnąć, jest to, że osądzasz swoje stworzenie. Można jednak doskonalić w sobie coś wręcz przeciwnego – uczyć się patrzenia z doskonałą niewinnością na wszystko, co pojawia się w polu twego doświadczenia, uczyć się patrzenia na każde uczucie z niewinnością i swego rodzaju zadziwieniem oraz ciekawością, tak jakbyś patrzył na płynącą po niebie chmurę. Spójrz na nią, zachwyć się jej kształtem i kolorem, jakbyś mówił: „A skąd ona się wzięła?”. I przyjmij ją, wiedząc, że nie narusza ona czystości nieba, po którym przez chwilę płynie.

Dokładnie taki jest każdy z twoich wytworów. Pojawia się w polu czasu i przestrzeni, doświadczasz jego istnienia, a następnie on zanika. Każda krzywda, jakiej kiedykolwiek doznałeś, jest jak chmura, która zaczęła pojawiać się w polu twojej świadomości, ponieważ postrzegałeś rzeczy w określony sposób. I jeśli owa krzywda nadal się w tobie kryje, to jest tak dlatego, że się jej uczepiłeś. Podążyłeś za głosem ego i dlatego wierzysz, że jesteś tożsamy z owym uczuciem, z owym wyobrażeniem. A ponieważ to jesteś ty, to co się stanie, gdy się od tego uwolnisz? Możesz zniknąć! Możesz umrzeć!

A zatem ludzki umysł jest owym polem w obrębie Stworzenia, w obrębie Świadomości, które nauczyło się do tego stopnia utożsamiać z nie zawsze komfortowymi wyobrażeniami, doświadczeniami, uczuciami, że wierzy, iż umrze, jeśli się od nich uwolni. A więc z naszej perspektywy, gdy spoglądamy na pola energetyczne tych z was, którzy wciąż utożsamiają się z tym wymiarem, wygląda to tak, jakbyście mocno na czymś zaciskali dłonie, powodując zagęszczenie energii. A kostki waszych dłoni bieleją, gdy próbujecie trzymać się ograniczenia, winy, poczucia niegodności i zwątpienia.

Zaprawdę szukałeś niewinności i pokoju. Dążyłeś do obfitości, dobrobytu i radości. Często jednak, gdy ich dotykasz, to cię przeraża. Dlaczego? Ponieważ Prawda Królestwa wymaga otwartości, zaufania, szerzenia się, przestronności. Wymaga przyzwolenia, ufności, bycia świadkiem, pozwolenia, aby rzeczy przychodziły i odchodziły, nauki pielęgnowania w sobie głębokiej radości z czegokolwiek, co się pojawia, widzenia, że wszystkie rzeczy są jedynie modyfikacjami samej Świadomości, a następnie pozwalania im, by odeszły, gdy nadchodzi na to czas. Możesz być pewny, że wszystko, co kiedykolwiek odkryła jakakolwiek dusza, a co narodziło się w czasie, również w czasie znalazło swój kres.

Jak wiele z twego cierpienia jest powodowane tym, że kurczowo trzymasz się martwej przeszłości i upierasz się, aby ją wciąż ze sobą nosić? Robisz to, ponieważ w tejże przeszłości utożsamiłeś się z przemijającymi chmurami i uznałeś je za swą tożsamość. A zatem jeśli się od niej uwolnisz, będzie to oznaczało, że musisz się zmienić, musisz istnieć dalej.

Samo stworzenie, które płynie z Umysłu Boga, trwa na zawsze. Ty nigdy nie przestaniesz istnieć. Będziesz trwał zawsze i bez końca, zawsze i na zawsze. Będziesz trwał na zawsze dokładnie taki, jakim jesteś teraz, lub możesz pozwolić, aby Umysł Boga płynął przez ciebie, umożliwiając ci jeszcze większe szerzenie się i pogłębiając twą świadomość nieskończonego piękna mocy Umysłu Boga.

A zatem w tym roku zaprawdę wkraczamy na Drogę serca. I chociaż dano ci wiele wskazówek, to w tym roku dopracujemy je, aby stworzyć coś, co mógłbyś określić jako system, czy też ścieżkę, którą będziesz kroczył, aby celowo doskonalić w sobie jakość zdolności bycia świadomym konieczną do ustabilizowania świadomości i wniesienia jej do każdej chwili twego doświadczenia.

Wyobraź więc sobie, że jesteś w stanie doświadczać wszystkiego, co się pojawia, bez utraty poczucia przestronności, niewinności i łatwości, których teraz doświadczasz jedynie przelotnie. Na przykład, czy znasz to uczucie, gdy sprawy mają się dobrze na zewnątrz, dookoła ciebie, a ty podśpiewujesz radosną piosenkę, życie zaś wydaje się iść w dobrą stronę? Wyobraź sobie tę samą jakość zaufania, wiary i pewności celu, nawet wtedy, gdy dookoła walą się budynki, a konto bankowe jest już puste. Wyobraź sobie, że jesteś w stanie spojrzeć na te wydarzenia z takim samym poczuciem niewinności i zadziwienia, z jakim wpatrywałbyś się w oczy ukochanej osoby.

Taka jakość świadomości to doskonałe mistrzostwo. Odkrywasz w niej doskonały pokój, doskonałą wolność, doskonałą radość i niezakłóconą łączność duchową z całym Stworzeniem. I jeśli chcesz to dobrze przyjąć, owa jakość poczucia intymnej jedności z całym Stworzeniem jest tym, czego jako dusza szukałeś od chwili, gdy po raz pierwszy utożsamiłeś się z wytworem zwanym ego. Ów wytwór bowiem wywołał konflikt i oddzielenie. Wszystko zaś, co od tamtej pory kiedykolwiek usiłowałeś uczynić, było próbą przezwyciężenia oddzielenia i odzyskania tego, co – jak czułeś – utraciłeś. Rzecz jednak w tym, że sposoby, jakimi starałeś się to zrobić, nie działają.

Ucho igielne odgradza cię w twojej świadomości od świata konfliktu, lęku, poczucia winy i niegodności. Ów świat i świat Prawdy Królestwa znajdują się tuż obok siebie w twym własnym umyśle. Zaś ucho igielne, przez które trzeba przejść, jest ponownym rozwinięciem w sobie niewinności dziecka. I właśnie dlatego często nauczałem:

Aby wejść do Królestwa, stań się jak małe dziecko.

Doskonalenie Drogi serca to ścieżka, na której celowo i świadomie dokonujesz wyboru, by ponownie stać się jak niewinne dziecko – takim, jakim byłeś na początku, zanim zacząłeś wytwarzać, a następnie wcieliłeś się w ten wymiar doświadczenia, który wydaje się tak bardzo przesiąknięty poczuciem konfliktu i oddzielenia.

A więc tutaj zaczynamy. Chcę cię teraz prosić, abyś zaczął stosować to w praktyce. Gdziekolwiek się akurat znajdujesz – bez względu na to, czy oglądasz to na filmie, czy też słuchasz tych słów – zatrzymaj się na chwilę i naprawdę stań się świadomy tego, gdzie jesteś. Gdzie zatem jesteś? Czyż nie doświadczasz właśnie pozornego bycia w ciele? Czyż nie wydajesz się przebywać w jakimś pomieszczeniu? Czyż nie znajdujesz się w jakimś środowisku, w którym panują określone warunki pogodowe? Być może do twych uszu docierają jakieś dźwięki. Czy potrafisz być naprawdę świadomy tego, gdzie teraz jesteś? Czy czujesz ciężar ciała, gdy stoisz lub siedzisz? Czy zauważasz napięcie w szyi? Czy dostrzegasz gonitwę myśli, jeśli takowa ma miejsce? Czy potrafisz skierować swą świadomość dokładnie na to, co jest, z poziomu niewinności i nieosądzania?

Macie takie powiedzenie w waszym świecie: „To jest, jakie jest”. I tu zaczyna się mądrość. Oczywiście odkryjesz, że to, co jest, jest tym, czym postanowiłeś to uczynić. Bądź zatem tam, gdzie jesteś teraz i z rozmysłem zadecyduj, by w pełni zaakceptować, że to, czego doświadczasz w tej chwili, nie ma żadnej przyczyny – poza twoim wyborem, aby tego doświadczać. Możesz być pewien, że cokolwiek może próbować powiedzieć umysł, jeśli byś w pełni nie chciał być dokładnie tam, gdzie się znajdujesz, to by cię tam nie było. I jeśli znajdujesz się w ciele, w polu czasu i przestrzeni, to możesz być pewien, że tego zapragnąłeś, to wybrałeś i dlatego tak jest.

Zacznij tutaj. Nie ma potrzeby osądzania tego ani proszenia, by było inne. Po prostu bądź naprawdę świadomy tego, co jest. Jeśli siedząc na krześle czujesz swoje ciało, pozwól na pojawienie się takiej oto myśli w twym umyśle:

Ja dosłownie stworzyłem to doświadczenie. Jest we mnie coś tak wspaniałego, tak potężnego, tak ogromnego, tak wykraczającego poza wszelkie odkrycia naukowców, że w polu doświadczenia dosłownie zmaterializowałem świadomość bycia ciałem w czasie i przestrzeni! Wyłoniło się to z Pola mojej Świadomości, daru dla mnie od Boga, który prosi jedynie, abym nauczył się stwarzać tak, jak stwarza Bóg.

Mówiłem wiele razy, że Ojciec spogląda na ciebie i mówi:

Oto Moje jedyne stworzenie i jest ono bardzo dobre.

Albowiem Ojciec zachwyca się tym, czym jesteś, wiedząc doskonale, że to, czym jesteś, wyłoniło się z Jej świętego Umysłu.

Spoglądaj w podobny sposób na swoje wytwory i zachwycaj się. Jak to się dzieje, że możesz przebywać na tej planecie w tym konkretnym czasie? Jak to możliwe, że możesz posadzić się za kółkiem samochodu i faktycznie przemieścić się z punktu A do B? Jest to tajemnica i zadziwiająca rzecz, i nikt nie wie, jak to się dzieje! A jednak się dzieje. A dzieje się dlatego, że cała moc została ci dana, a to, co ty zarządzisz, to jest. I orzeknie mężczyzna lub kobieta, aby się stało i tak się stanie. Ty zarządziłeś, by nastała ta chwila. Uznaj to! Albowiem uznawszy to w tej chwili, możesz zacząć czuć niewiarygodną i niesamowitą moc, która płynie przez ciebie w każdej chwili. Jest to moc stwarzania.

Zacznij więc od decyzji, aby teraz każdego dnia pogłębiać tę praktykę w następujący sposób: Określ intencję w taki sposób, żebyś o każdej godzinie dnia przez 3 do 5 minut ćwiczył wnoszenie tej jakości świadomości dokładnie do tego, czego w danej chwili doświadczasz. Rób to kiedykolwiek pojawi się myśl, aby podjąć się tej praktyki. Skąd w ogóle bierze się ta myśl? Wyobraź sobie swój zwykły dzień. Uwijasz się, jesteś zabiegany. Idziesz do biura, do pracy. Rozmawiasz z przyjaciółmi. Robisz zakupy. Robisz te wszystkie rzeczy i nagle pojawia się myśl:

Acha, teraz skupię się na byciu świadomym, że dosłownie jestem twórcą tego, czego doświadczam.

Myślisz, że to zwykły przypadek? Nie! Myśl ta wniknęła w to, co nazywasz swoją ludzką świadomością, z głębi twego umysłu, który spoczywa tuż obok Umysłu Boga.

A zatem moc wytworzenia właśnie tej myśli jest skutkiem Woli Boga, która wkroczyła w pole twego istnienia i przeniknąwszy zasłony rozproszenia, jaśnieje w formie tej oto myśli:

Właśnie tak, pięć minut w ciągu każdej godziny.

Czy czujesz, jakie to niesamowite? Albowiem jesteś połączony z Umysłem Boga, Bóg zaś wie, jak przywrócić ci całkowitą wolność, doskonały pokój i dać panowanie nad całym tym królestwem.

A zatem ci, którzy naprawdę kochają Boga, ci, którzy naprawdę chcą się przebudzić, poczują, że coś nieodparcie skłania ich do doskonalenia tej prostej praktyki przez pięć minut każdej godziny. Nauczą się nią rozkoszować i będą jej wyczekiwać. I wkrótce te pięć minut rozciągnie się do sześciu, potem do dziesięciu, piętnastu, pięćdziesięciu, aż wreszcie w ich świadomości ustanowione zostanie – nazwijmy to – „tło”, świadomość, że wszystko, co się pojawia, wynika z tego, że zarządzili oni, aby tak było, i tak się właśnie dzieje. Pięć minut na godzinę to nie jest prośba o wiele. A zatem przez pięć minut w ciągu każdej godziny bądź takim, jakim zostałeś stworzony – stwórcą zarządzającym to, co przejawia się w doświadczeniu. I nigdy już nie pozwalaj sobie mówić: No cóż, jestem tutaj, ponieważ muszę tu być. Tak naprawdę robię to tylko dlatego, że – no wiesz – muszę.

Weź kartkę papieru i zapisz na niej słowa: „powinienem”, „wypada, abym”, „muszę”, „trzeba”. Spójrz na nie. A potem zapal zapałkę, podpal róg kartki i pozwól jej się spalić i obrócić w proch. Jest to bowiem symbolem, że pozwalasz, aby energia, jaką nadałeś tym słowom, stała się ponownie niczym proch i popiół ziemi. Oczyść swą świadomość z wszelkiego utożsamienia z takimi słowami. Wszystkie one są bowiem wypieraniem się rzeczywistości.

Wielokrotnie mówiłem ci, że nie potrzebujesz czynić niczego. Posłuchaj tych słów, weź je do siebie tak, jakby mówił je twój własny głos, ponieważ tak właśnie jest.

Nie potrzebuję czynić niczego.

Nie musisz przetrwać. Kto ci powiedział, że musisz? Nie musisz wszystkich uszczęśliwiać. Kto ci powiedział, że musisz? Kto ci powiedział, że jesteś w stanie kogokolwiek uszczęśliwić? Nie musisz trwać jako ciało w czasie i przestrzeni. Kto ci powiedział, że musisz? Nie musisz opłacać rachunków.

Jakże to nieodpowiedzialne!

Kto ci tak powiedział? Dosłownie nie potrzebujesz czynić niczego.

Możesz natomiast chcieć lub dokonać wyboru, aby coś zrobić. Nie musisz przecież kochać swoich rodziców, nie musisz oddawać czci swemu ojcu i matce. Nie musisz mnie wielbić ani kochać. Nie musisz kochać siebie. Dosłownie nie potrzebujesz czynić niczego, gdyż „potrzeba” jest wyrazem postrzegania, że czegoś ci brakuje, a ponieważ jesteś jednym z Bogiem, to nie ma ani jednej chwili, w której by ci czegokolwiek brakowało.

Nie potrzebuję czynić niczego.

Gdy wstajesz rano, czy możesz pozwolić, aby taka myśl wyłoniła się w twoim umyśle:

Nie muszę wstawać z łóżka. Nie muszę iść do pracy. Nie ma potrzeby, abym wypełniał to polecenie. Nie ma potrzeby, abym mówił „dzień dobry” swemu partnerowi. Dosłownie nie potrzebuję czynić niczego.

Jakże bowiem może istnieć moc i wolność wybierania i stwarzania, jeśli rządzi tobą przekonanie świata, że musisz zachowywać się w określony sposób? Że musisz być akceptowany przez innych; że musisz się dostosowywać i dopasowywać; że musisz ubierać się tak, jak ubierają się inni; że choćby jeszcze jeden dzień w tym wymiarze musisz być skupiony na przetrwaniu. Nie ma wolności tam, gdzie istnieje potrzeba, czy też przymus robienia czegokolwiek.

Oto zatem dwa pierwsze aksjomaty Drogi serca, na których będziemy się opierać, o których będziemy pamiętali i które będziemy pogłębiali każdego dnia:

Jestem taki, jakim stworzył mnie mój Ojciec. Jestem wolny. I w każdym momencie nic oprócz mnie nie jest źródłem mego doświadczenia. Zupełnie nic nie wywiera na mnie wpływu poza tym, czemu pozwalam, aby miało na mnie wpływ.

Nie potrzebuję czynić niczego.

Prosimy cię, abyś praktykował przynajmniej dwa razy każdego dnia – na początku sugerujemy, abyś robił to rano po przebudzeniu i wieczorem przed pójściem spać – przez pięć minut powtarzając tę oto myśl, tak abyś poczuł ją aż do trzewi:

Nie potrzebuję czynić niczego.

To będzie dość dużym szokiem dla twej świadomości i umysł powie:

Ale przecież muszę robić te wszystkie rzeczy! Och! Co z tym, a co z tamtym? O mój Boże! Czy świat przestanie się kręcić, gdy ja przestanę musieć?

Zostaw to światu, to jego problem, a nie twój.

Nie potrzebuję czynić niczego.

Wszystko, co nastąpi później, bazować będzie na mocy tych dwóch pierwszych aksjomatów. Równocześnie wszystko, co nastąpi, będzie zwyczajnie owe aksjomaty wzmacniało, czyniąc je kotwicą dla twej świadomości. A gdy kotwica zostanie mocno osadzona, to dosłownie będziesz stwarzał, co tylko zapragniesz – w doskonałej wolności i w pełni świadomie. I wyjdziesz nawet ponad umysłowość opartą na cudach. Albowiem gdy zaczynasz otwierać się na cudoumysłowość, zachwycasz się:

Ojej! To był cud! Czyż to nie wspaniałe?

Cudoumysłowość to jednak nadal etap postrzegania, który poprzedza osiągnięcie mistrzostwa. Albowiem mistrzostwo przychodzi wówczas, gdy wiesz, że tworzysz w pełnym tego słowa znaczeniu i z rozmysłem. Nie ma w tym nic cudownego. Zarządzisz coś i tak się stanie!

Tym jest stwarzanie tak, jak stwarza Bóg. Bo choć On zachwyca się tobą, to wie doskonale, że stworzenie ciebie nie było cudem. Było całkowicie rozmyślne i wypłynęło z czystego promieniowania Miłości. Bóg nie siedzi na Swym tronie i nie mówi:

Zastanawiam się, czy jestem godny stwarzać moje dzieci… Zastanawiam się, czy jestem godny wyrażać się poprzez Boską Iskrę Świadomości, którą one są.

Nigdy w świętym Umyśle Boga nie pojawia się myśl:

Zastanawiam się, czy będzie w porządku, jeśli stworzę system słoneczny?

Bóg otrzymuje myśl, czy też myśl promienieje w Jego świętym Umyśle, nakazuje jej On, by się stała i tak się dzieje. I spogląda On na wszystko, mówiąc:

To jest bardzo dobre!

A oto trzecie i ostatnie ćwiczenie, jakie ci teraz damy. Wybierz coś, co robisz codziennie, a co wedle twego przekonania jest tak zwyczajne, że z pewnością nie ma jakiejkolwiek mocy czy duchowego znaczenia. Może być to coś tak prostego, jak wypicie szklanki wody, umycie zębów czy ziewanie. Wybierz czynność, którą wykonujesz codziennie i zdecyduj, że skupisz się na niej w swej praktyce wielbienia. Za każdym razem, gdy wykonujesz tę czynność, zatrzymaj się i powiedz:

To jest bardzo dobre.

Może to być nawet tak prosta czynność jak podniesienie głowy z poduszki. Stań się jej świadomy, uznaj, że jest twoim dziełem, i kontemplując ją, powiedz sobie:

To jest bardzo dobre. Ja to zrobiłem i to jest dobre. Ja stworzyłem.

Wszyscy ci, którzy naprawdę się w to zaangażują, odkryją, że zaczyna ich cieszyć ten proces i coraz częściej i częściej będą go stosować do innych wydarzeń w życiu. Zaczną ponownie budzić w sobie dziecięcą radość z budowania zamku w piaskownicy. Albowiem tak naprawdę tylko to tutaj robisz. Świadomość jest twoją piaskownicą, a ty tworzysz zamki. Po prostu zapomniałeś się nimi cieszyć. A gdy chcesz się ich pozbyć, lamentujesz:

Och, lecz jeśli z tego zrezygnuję, zmienię zdanie i pójdę dalej, to co się stanie z tym, co stworzyłem? Co sobie inni o mnie pomyślą, jeśli zachowam się jak dziecko i po prostu wezmę plastikową łopatkę, zburzę zamek i pójdę do domu, by zjeść kanapkę na drugie śniadanie?

Co sobie ludzie o mnie pomyślą? Czy będę do nich pasował? Czy mnie zaakceptują? Czy mnie ocenią? Czy będą mnie prześladowali?

Kogo to obchodzi? Albowiem opinie innych nic nie znaczą, chyba że chcesz, aby coś znaczyły.

Teraz dochodzimy do naszych końcowych wniosków. Co cię blokuje w twoim umyśle? Bo przecież nawet gdy teraz słuchacie, wielu z was uświadamia sobie swój opór. Ów opór to energia lęku:

Co się stanie, jeśli podążę tą ścieżką?

Część twego umysłu zwana „ego” powstanie, by ci powiedzieć, że jeśli posłuchasz tego szaleńca, którego niektórzy nazwali zbawicielem świata, to zostaniesz sprowadzony na ścieżkę unicestwienia. Jest tak dlatego, że głos ego wie, że zostanie unicestwiony, jeśli podążysz tą ścieżką. Ty sam – rzeczywistość tego, kim jesteś – nie możesz zostać unicestwiony.

Ów opór zatem to lęk. Lęk zaś jest jedną z energii niedostrojonych do Prawdy Królestwa. Tak więc, zaprawdę, nie lękajcie się, lecz trwajcie w wierze. Albowiem powiadam wam, że na końcu tej ścieżki odkryjecie doskonałą wolność, doskonałą moc, doskonałą przestronność, doskonałą radość, doskonały pokój płynący z życia – dosłownie – w Królestwie Niebieskim.

Tak więc wybór należy do was. Tym z was, którzy poczują silny opór, i tym, którzy będą jeszcze wzywali mnie w swoich snach i modlitwach: „Pomóż mi przez to przejść!”, powiadam, że nie idziecie sami. Nie mogę bowiem być oddalony od was bardziej niż na odległość myśli. I tak – to ty jesteś twórcą tej myśli.

Chcę wam powiedzieć, że ja również kiedyś wkroczyłem na taką ścieżkę. Każdy aksjomat, który wam przedstawię, i który dla was udoskonalę – wiele z ćwiczeń, które damy wam w nadchodzącym roku – to konkretne ćwiczenia i prawdy, które od chwili mojej inicjacji dawali mi pewni esseńscy nauczyciele Drogi serca.

I gdy moi nauczyciele powiedzieli: „Nadszedł czas, byś spędził czterdzieści dni i czterdzieści nocy na pustyni”, to czy myślicie, że we mnie również nie pojawił się opór? I ja również musiałem zauważyć, że tworzyłem ideę lęku i oddzielałem się od wspaniałej ochrony i Miłości Boga. Musiałem fizycznie przenieść swe ciało na pustynię po to, by przejść przez swoje własne kręgi lęku i odkryć, co leży poza nimi.

A zatem ścieżka, po której kroczyłem, jest ścieżką, którą teraz kroczysz ty. A jeśli nasza ścieżka jest identyczna, to znaczy, że razem idziemy do Boga i odchodzimy od złudzenia, od bólu, słabości, poczucia niegodności, winy i śmierci.

Podejmij się zatem swoich ćwiczeń z wielką żarliwością, wielką radością, a nade wszystko – z wielce szokującą wesołością. Naucz się patrzeć z niewinnością na wszystko, co się pojawia. I jeśli zastosujesz te proste ćwiczenia, to rzeczywiście wiele ci się objawi. Ćwicz zatem dobrze. Ćwicz z radością. Wiedz, że jesteś kochany, kochający i godny miłości oraz że jedyne, co się dzieje, to uwalnianie starego snu, tak aby mógł go zastąpić nowy sen – sen o poczuciu własnej wartości, pokoju, przebudzeniu i zjednoczeniu z całym stworzeniem.

Powtarzam, że w ciągu tego roku inni również będą dawać wam konkretne wskazówki poprzez tego mojego umiłowanego brata. Albowiem jeszcze raz wam powiadam, że tego szczególnego dzieła nie podejmuję się sam, lecz z wieloma tymi, którzy wspierają wasze uzdrowienie i przebudzenie. A zatem, zaprawdę, umiłowani przyjaciele, trwajcie dziś w pokoju.

Trwajcie w miłości ze swymi stworzeniami.

Amen.

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Pobierz pdf


A oto pytania słuchaczy oraz odpowiedzi, jakich udzielił na nie Jeszua tuż po nagraniu Lekcji 2 Drogi serca w 1995 r. :

Przejdź do Lekcji 3.