Maria Magdalena (DS, L12, pyt.2)

Pytanie: Wydaje się, że wiele, wiele kobiet rozpoznaje się we wspomnieniach i doświadczeniach związanych z byciem Marią Magdaleną. Czy możesz powiedzieć coś na ten temat lub o rozczłonkowaniu tej jednej duszy? 

Odpowiedź: Umiłowany przyjacielu, sugerowalibyśmy tutaj, że istnieje wielu takich, którzy są w posiadaniu tego, co zwiecie męskimi ciałami, a którzy również w tajemnicy chowają to samo odczucie, skryte odrobinę głębiej, gdyż sądzą oni, że byłoby to ocenione lub postrzegane za coś szalonego.

„No cóż, skoro mam jedynie ten rodzaj organu…”

– czyli tego, co nazywasz męską hydrauliką, która pomaga w procesie prokreacji ciała –

„…więc ponieważ ten organ zbudowany jest w określony sposób, to z pewnością nie mógłbym kiedykolwiek doświadczyć inkarnacji w żadnej innej formie. Więc jeśli powiedziałbym komuś: <Myślę, że kiedyś byłem Marią, , o której mówicie>, to oczywiście by mnie wyśmiano. Ponieważ, co jak co, ale moja klatka piersiowa pokryta jest zbyt bujnym owłosieniem… Ale nie, ja nie wierzę, że jestem tylko ciałem!”

Co tu się wydarzyło? Na początku Umysł jest Jednią. Ty – mówimy do was wszystkich – byłeś Tym Umysłem. I zaczął się sen, w którym wydawało się, że doszło do rozczłonkowania. W tym rozczłonkowaniu występuje wiele indywidualnych Punktów Światła, Dusz, Iskierek Boskości – nazwij siebie jakkolwiek chcesz, nazwij siebie Beknięciem w Bożym Umyśle… To nie ma znaczenia. Oto rezultat snu oddzielenia, który w Rzeczywistości nigdy się nie wydarzył.

I tu umysł wpada w osłupienie – Bogu dzięki za to! W tym procesie w Umyśle, który postrzega Siebie jako rozczłonkowany, narodziło się – i nadal rodzi – wiele światów. W jednej malusieńkiej, maleńkiej, najdrobniejszej odrobinie kurzu lub też odrobinie Światła, narodził się świat, który nazywacie Ziemią, a wraz z nią wszystkie formy życia. I w tej maleńkiej drobinie wykształciły się – lub zostały stworzone – ramy czasowe, w których ludzkim ciałom nadano imiona. A umysły wierzą – tak jak ty nadal wierzysz – że w jakiś sposób jesteś czymś innym niż ten, kto siedzi obok lub naprzeciw ciebie, tylko dlatego, że istnieje ciało, które wytwarza postrzeganie, że istnieje między wami jakaś odległość.

Jednym z takich bardzo tymczasowych iluzorycznych rozczłonkowań, jest Ta, która znana jest jako Maria Magdalena, Maria z Magdali. W ramach tego snu wyłonił się ten, kto znany jest jako Jeszua, syn Józefa. I w procesie ekspresji owego snu, tych dwoje – tak to ujmijmy – spojrzało na siebie i powiedziało:

O mój Boże! Jakie to cudowne!

A to oznacza, że jako dusze nadal będące częścią tego snu, nie pochodzimy z jakiegoś miejsca ponad wami. Jesteśmy w tym wszyscy razem, ponieważ istnieje Jeden Umysł.

W tamtym śnie 2000 lat temu zaistniał w ucieleśnionej formie związek pomiędzy dwiema Iskrami tego samego Umysłu, przejawiającymi się jako zindywidualizowane świadomości. Jedna z nich nazywana jest Jeszuą, druga – Marią. Rozwinęła się z tego całkiem miła przyjaźń, w której jedno zdawało się służyć jako nauczyciel, zbawiciel oraz uzdrowiciel dla drugiego, a potem to drugie służyło jako wsparcie, uzdrowiciel i przebudzający pierwszego.

Oto w czym rzecz: owo zindywidualizowane skupisko Światła żyje w każdym. Jakże mogłoby być inaczej? Tak jak ja jako zindywidualizowany aspekt snu przebywam w pełni w każdym. Ty zaś, a ponownie mówię tu do każdego z was, nie mógłbyś zacząć rozpoznawać mnie jako Jeszuę, syna Józefa, jako tę zindywidualizowaną Iskrę Boskości, która w jakiś sposób oczyściła swoje „sprawy” w wystarczającym stopniu, by pamiętać Prawdę i pozwolić jej świecić na wskroś – nie mógłbyś mnie poznać lub pamiętać, gdybym nie był tobą. Swój swego zawsze pozna.

Jeśli więc zabierzesz się za pytanie o Marię Magdalenę z perspektywy głoszącej, że istnieje coś oddzielonego od ciebie, to od razu pojawią ci się najprzeróżniejsze fantastyczne postrzeżenia i filozofie. W ramach snu Ta Istota, która naprawdę jest tobą, doświadczyła procesu uzdrowienia i przebudzenia, transformacji, uzdrowienia serca, doświadczyła związku ze mną i wieloma innymi, doświadczyła namiętności i zmysłowości – tego, co określasz małymi iskierkami, które pobudzają komórki. Gdy Ta Istota umarła – a śmierć jest złudzeniem – to skrystalizowane zaciśnięcie energii samo w sobie nigdy ponownie nie inkarnowało.

Jednakże – w pewnym sensie możesz spojrzeć na to z tej strony – rozszerzyło się ono lub emanowało aspektami czy też promieniami Światła swej własnej istoty, które zagościły w innych zindywidualizowanych ciało-umysłach. A zatem w procesie uzdrowienia i przebudzenia należy patrzeć na Tę Istotę jak na symbol aspektu części świadomości, która budzi się w twoim wnętrzu – tej części, która może rozpoznać i kochać Chrystusa, i wziąć Chrystusa w swe ramiona, twoje ramiona i objąć go jako Umiłowanego.

Nastał czas, by uwolnić szalone postrzeganie, że istnieje oddzielony ty, odmienny od wszystkich innych form „ciebie”, które inkarnowały ciągle na nowo i na nowo. Mówimy w ten sposób, gdyż nauczyciel musi używać formy języka, którą uczeń może pojąć. Ale chodzi tu o to, by poprowadzić poza ten język i zrozumienie, by uwolnić przywiązanie i wartość nałożoną na zindywidualizowaną przeszłość. A oto, co mam do powiedzenia każdemu, kto czuje, że musiał być Marią: nie jesteś wyjątkowy. Nie popełniaj egotycznego błędu roszczenia sobie prawa do Tej Istoty jako siebie samego po to, by czuć się wyjątkowym lub bliższym Bogu.

Twoja wartość nie znajduje się w przeszłości. Nie znajduje się ona w tym, kim byłeś, ale w tym, kim postanawiasz być teraz. I nie ma znaczenia, czy twoje imię to Fred, Ralph czy Hazel. Gdyż Hazel może być tak samo napełniona Chrystusem, jak była nim przepełniona Maria. I zaprawdę, Hazel musi się napełnić Chrystusem, by stać się wolną.

To egotyczny umysł spogląda w przeszłość. To egotyczny umysł wymaga wyjątkowości. To egotyczny umysł po prostu odmawia ci, byś – jak by to ująć – osadził się i był Hazel, Fredem, Jerzym czy Anastazją. To tylko dźwięki unoszące się w eterze, które wskazują na tymczasowy aspekt inkarnacji Chrystusa. Zaczynasz zatem widzieć, czemu może być tak wiele „Marii”. Niektórzy prawdziwie łączą się z tym aspektem Jednego Umysłu. Niektórzy potrzebują wytworzyć złudzenie, iż byli kiedyś Tą Istotą, gdyż odmawiają uzdrowienia niedoskonałości tu, gdzie są, i próbują sięgać wstecz i odnaleźć tę energię w kimś innym, by uczynić ją swoją. Nazywa się to wyjątkowym związkiem.

Spójrz więc uważnie i sprawdź:

„Czy jest we mnie nadal coś, co potrzebuje sięgać na zewnątrz, by złapać inną część samego siebie w jakiejś pradawnej przeszłości, tak bym nareszcie zyskał jakieś poczucie własnej wartości?”

Jedyne, co określa twą wartość, to jak mocno postanawiasz ucieleśniać Chrystusową Świadomość teraz.

Dlatego właśnie niegdyś nauczałem i dalej nauczam, że wiara w reinkarnację nie jest konieczna do przebudzenia. A jeśli myślisz, że jest, to bądź pewien, że jeśli jest w tobie coś nieuzdrowionego z przeszłości, to jest to z tobą teraz. Naucz się zważać jedynie na to, jak się czujesz teraz. Tu bowiem odkryjesz skutki tego, co nie zostało uzdrowione w tym, co uważasz za przeszłość.

Nie musisz udawać się do wielkich Archiwów Kroniki Akaszy i wyszukiwać informacji na swój temat na kosmicznych mikrofilmach świata, by odkryć, kim byłeś, w celu zrozumienia, czemu teraz jesteś takim głupkiem. [śmiech]

„Oo, w końcu załapałem! No cóż, to wyjaśnia wszystko!”

mówisz, sącząc kolejne piwo. Nie tworzysz swej głupoty nigdzie indziej, jak tylko teraz. Czy zamierzasz więc być księżniczką głupolandii? Czy też przywdziejesz szatę tego, kto przyjmuje całkowitą odpowiedzialność za tworzenie własnego doświadczenia?

Dla tych z was, którzy zdają się odczuwać sentyment do „Janów”, „Marii”, „Piotrów”, czy też „Judaszów”, zauważcie, że pojawia się to w waszej świadomości po to, byście mogli podjąć decyzję, by kochać ten wyraz snu i widzieć Chrystusowość, która jest jego istotą. Przygarnij go do siebie. Kochaj go, puść go, pozwól, by się zasymilował z tym, czym jesteś.

Oto więc coś do rozważenia dla was wszystkich – szczególnie jeśli czujecie jakiś sentyment lub przyciąganie, bądź też identyfikację z tą Marią – czemu by nie zaprzestać trzymania Jej na dystans i nie zapytać siebie w medytacji:

„Jakie przymioty Tej Istoty sprawiają, że odczuwam względem Niej taki sentyment? Cóż takiego jest w Niej, co pragnę mieć w sobie?”

I przyciągnij te przymioty do siebie. Ponownie – tak, jakbyś był gąbką. Uczyń je częścią swej istoty. Pokonaj rozczłonkowanie, które wydarzyło się we śnie oddzielenia. Czy ma to dla was sens?

Wiem, że to, czym się tu podzieliłem, może niektórych nieco zaskoczyć, gdy to usłyszą. Jeśli tak się stanie, oznacza to jedynie, że nadal potrzebują oni postrzegania siebie jako mających jakąś wyjątkową formę związku, który jakoś zagubił się w pradawnej przeszłości. Nie, nie zagubił się. A oni muszą zrobić kolejny krok i uświadomić sobie, że trzeba zabrać się za robotę – jeśli tak ma to być postrzegane – i tu i teraz wziąć się za to, co nie zostało jeszcze zrobione.

„Czy ucieleśniam Chrystusową Świadomość?”

Tak lub nie.

„Jakie kroki muszę podjąć, by to uczynić?”

To wszystko, co kiedykolwiek trzeba było zrobić.

To powinno wystarczyć na teraz. Oczywiście jedyną alternatywą dla tego jest pozostanie w królestwie głupolandii.

 

Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Przejdź do pytania 3 Lekcji 12 Drogi serca.